Dzika Orchidea. Epilog

To już koniec. Dziękuje serdecznie wszystkim, którzy chcieli przeczytać Dziką Orchidee. Niebawem ukarze się następne opowiadanie. Miało być o U/D pt. ‘Mroczne Noce’, ale jest ono bardzo ciężkie. Po DO postanowiłam nie torturować was tak :D. Potrzeba wesołego przerywnika i… mam nawet pomysł na niego, co na pewno spodoba się Pysi. Główną rolę zagra Minako i… zresztą sami zobaczycie.

Rozdział bez Mamoru :D. Dla wszystkich fanek Diamonda.

 ~

5 lat później

 

– Na jak długo postanowiłeś zostać?- spytał Kunzite, nie odrywając wzroku od dokumentów.

Diamond wzruszył ramionami.

– Dzień. Może dwa. Muszę wywiązać się z umów, więc o dłuższym pobycie nie ma nawet mowy.

W salonie pojawiła się Minako, niosąc tacę z kawą, herbatą i półmiskiem z ciasteczkami, na które tego ranka przed wyjściem do szkoły tęsknie spoglądała mała Mami.

– Wielkie nieba, Minako- san, nie miałem zamiaru sprawiać takiego kłopotu.

Odparła, że to żaden kłopot, zastanawiając się czy tylko udaje, czy mówi szczerze. Kiedy do jej uszu dotarł płacz dziecka, przeprosiła mężczyzn szybko udając się na górę.

Po chwili gdy Diamond pił kawę, a Kunzite herbatę, zaczęli rozmawiać o interesach. Trwało to dwie godziny. Przejrzane projekty czekały tylko na wykonanie. Ich spotkanie zbliżało się ku końcowi. Pojawiły się tematy bardziej banalne i przyziemne.

– Czy wszystko w porządku u Mamoru?- spytał Diamond, a Kunzite skinął głową, mrużąc oczy. Po chwili dodał:- Czy on…?

– Nie.- Przerwał białowłosy, wiedząc o co chciał zapytać jego rozmówca.- Przesiaduje całymi dniami w szpitalu, nie widujemy się zbyt… często.- Czując przypływ odwagi, wtrącił:- Ciągle trzyma zdjęcie Usagi w gabinecie. To chyba odstrasza wszystkie kandydatki.- Uśmiechnął się smutno.

Diamond przytaknął.

– Byłem dziś u niej.- Odrzekł skuszony. Wyglądał jak chłopiec, który został przyłapany na jakimś złym uczynku.

– Czujesz się winny?

– Pewnie, że tak. Ona była taka… Dobry boże, była taka dobra, taka wspaniała. Nie chciałem jej skrzywdzić. Gdybym wiedział, że w jakikolwiek sposób wywarłem wpływ… Nigdy nie kazałbym Usagi wybierać. Szczęście ukochanej kobiety jest zawsze najważniejsze.- Przez chwilę wahał się, lecz mówił dalej z rozrzewnieniem:- Niewiarygodne. To się zdarzyło parę lat temu… potem w moim życiu były jeszcze dwie kobiety, ale niewystarczająco ważne, by się z nimi ożenić. Nikt, nigdy nie zajął tego miejsca w sercu i nie zajmie, ale życie toczy się dalej. Gdyby ktoś po śmierci Usagi powiedział mi, że pojawi się w moim życiu jakakolwiek kobieta, zabiłbym go. Niesamowite, jakich cudów potrafi dokonać czas.- Siedział przez moment zamyślony, potem uśmiechnął się ponuro.- To nie znaczy, że nie będę o niej pamiętał. Ona zawsze będzie miała w moim sercu specjalne miejsce.- Krótko milczeli, wreszcie Kunzite zagadnął łagodnie:

– Wiesz, Mamoru przez rok omal nie zapił się na śmierć.- Diamond patrzył na niego ze zdziwieniem.- Sam nie wiem, który z was bardziej cierpiał po jej stracie.- Dokończył półszeptem.

Diamond powoli potrząsnął głową, starając się rozumieć to, co mówił Kunzite.

– Każdy z nas wybiera własne drogi.- Zasępił się, gdy pomyślał ile przykrych wspomnień można było uniknąć.- Zawsze jest w życiu nowe wydarzenie, nowa osoba, kobieta, w której się zakochujesz, przyjaciel, z którym trzeba się spotkać, dziecko, którego narodzin oczekujesz. – Diamond wyprostował się w fotelu, ciężko wzdychając.- Po prosto niektórych osób, nie da się zastąpić.

Obaj mężczyźni spoglądali na siebie przez długą chwilę. Po namyśle Kunzite skinął głową.

– Myślę, że oboje z Mamoru jesteście nieszczęśliwi na własne życzenie.- mruknął niewyraźnie.

 ~

Przystając na krótką chwilę, wyciągnął twarz w stronę sierpniowego słońca. Ciepłe, letnie promienie delikatnie ogrzewały skórę. Przymknął oczy, rozkoszując się ciepłym powiewem wiatru na policzkach. Ciągle pragnął, by pojawiła się Usagi. Mogłaby nadejść chodnikiem, wejść na schodki i wtulić się w niego. Powiedziałaby: ‘Diamond’, przyciągnąłby ją do siebie mocniej, pokryłby pocałunkami włosy, twarz… ’Kocham Cię. Odejdę od Mamoru i wyjdę za ciebie.’

Nigdy do tego nie dojdzie.

Reklamy