Tysiąc łez. Epilog

Usagi i Mamoru zaprosili całą rodzinę na lunch z okazji wyjazdu w podróż poślubną Saitou i Minako. W trakcie przygotowań do wesela Usagi i Minako bardzo się do siebie zbliżyły. Przez cały ten czas Usagi zdążyła zauważyć jak bardzo Minako jest zakochana w Saitou i jak to uczucie jego samego zmieniło.
Usagi denerwowała się, gdyż było to pierwsze przyjęcie, które oboje wydawali jako para małżeńska. Już od tygodnia krzątała się gorączkowo, pilnując, aby menu zadowoliło wszystkich gości i by wystarczyło kwiatów do udekorowania długich stołów, ustawionych na dworze pod drzewami. Wyspa stała się ich rodzinnym domem. W zamku szczęśliwe dzieciństwo będzie wiódł Ichiro, a jeśli Bóg zechce, także jego braciszkowie i siostrzyczki.

– Dokąd właściwie wyjeżdżają? – zapytała, okręcając się przed lustrem. Miała nadzieję, że jedwabna zielona suknia nie jest przesadnie wytworna na zwykły lunch.

Mamoru wzruszył ramionami i uśmiechnął się leniwie, przyglądając się, jak wkłada miękkie zamszowe pantofle.

– To miała być niespodzianka dla Minako. Teraz, widząc nasze szczęście, Saitou zaczął dostrzegać zalety pożycia małżeńskiego, chyba się już wyszumiał, a Minako to dobra dziewczyna. Idealna dla niego.

Usagi uniosła brwi. Z tego, co słyszała od kilku kobiet w rodzinie, Saitou dotychczas też wiódł dość burzliwe życie, do czasu kiedy poznał Minako.
Poprawiła Mamoru marynarkę – całkiem niepotrzebnie, ale po prostu lubiła go dotykać. Lubiła też rozmawiać z mężem i wspólnie spędzać czas. Z nim było podobnie. Miłość wyzwoliła ich oboje i sprawiła, że nauczyli się swobodnie, bez skrępowania okazywać sobie nawzajem uczucie.

– Powinniśmy już zejść na dół – rzekła bez zbytniego entuzjazmu. – Goście zjawią się za godzinę, a zostało jeszcze mnóstwo do zrobienia i muszę uwolnić Minako od Ichiro.

– Przecież dobrze wiesz, że wszystko jest już przygotowane, a Minako chętnie zajmuje się Ichiro – zaoponował łagodnie. – Poza tym chcę ci coś pokazać.

– Tak? – spytała, lekko marszcząc brwi, gdy przyciągnął ją do siebie. – A cóż takiego?

– Najpierw muszę powiedzieć mojej żonie, że jest piękna i że bardzo ją kocham, a potem…

– Co potem?

Ujrzała na twarzy Mamoru tak dobrze jej znany miłosny a zarazem zmysłowy uśmiech.

– A potem dam ci… to.

Z niebieskiego pluszowego pudełka wyjął grubą kolie, mieniącą się w kolorach błękitu i założył ją jej na szyje. Zamrugała gwałtownie – nie tylko dlatego, że diamenty i szafiry błyszczały oślepiająco, lecz również aby powstrzymać łzy wzruszenia.

– Och, Mamo- chan – wyszeptała drżącym głosem.

– Podoba ci się?

– Jak mogłaby mi się nie podobać? Jest cudowna! Ale dlaczego to kupiłeś – i to właśnie teraz? Uśmiechnął się z łagodnym pobłażaniem.

– Ponieważ kocham cię bardziej, niż potrafię to wyrazić. Ponieważ jesteś moją żoną, moją bratnia duszą i matką mojego dziecka. Czy to wystarczające powody? Jeśli nie, mogę ci podać jeszcze parę tysięcy innych.

Przez chwilę nie była w stanie nic powiedzieć, gdyż wzruszenie ścisnęło ją za gardło. Zarzuciła mężowi ramiona na szyję i przywarła do niego mocno. Wiedziała, że już nigdy się nie rozstaną. Ich miłość płonęła jaśniejszym blaskiem niż wszystkie olśniewające gwiazdy, które co noc świecą jak latarnie na czystym niebie.

Pewnie nie spodziewaliście się, że już zakończę, ale takie było zamierzenie. Mam nadzieję, że historia wam się podabala. 🙂

Reklamy