Tysiąc łez.II

Mam teraz fazę na Mamoru&Usagi ❤

***

Przypomnij sobie, jak przed chwilą trenowałaś obojętne powitanie!
– Cześć, Mamoru-kun. – Przełknęła nerwowo. – Miło, że oddzwoniłeś.
Po drugiej stronie linii mężczyzna się skrzywił. Mówiła takim chłodnym tonem, jakby zamierzała kupić od niego komputer. Niegdyś jej głos szalenie go podniecał. Nawet teraz, pomimo wrogości, jaką wobec niej żywił, ogarnęło go pożądanie.
– Znalazłem chwilkę czasu – rzucił niedbale. – Czego chcesz?
Usagi mimo woli poczuła ukłucie żalu. Mąż rozmawiał z nią sucho i lekceważąco. Jakże szybko wygasa żar namiętności, pozostawiając po sobie jedynie stygnący popiół.
Odpowiedz mu w podobnym tonie, pomyślała. Utrzymaj rozmowę na płaszczyźnie czysto rzeczowej, a może uda ci się uniknąć zbytniego cierpienia.
– Chcę rozwodu.
Nastała długa cisza, gdy Mamoru rozważał jej oświadczenie.
W końcu zapytał chłodno:
– Dlaczego? Czy poznałaś kogoś i planujesz powtórnie wyjść za mąż?
Jego obojętność głęboko dotknęła Usagi. Czy to ten sam ‚Mamo-chan’, który dawniej był o nią tak zazdrosny, że nie pozwalał jej nawet tańczyć z innymi mężczyznami? Oczywiście, że nie! Tamten ją kochał… a przynajmniej tak twierdził.
– Nawet gdybym kogoś poznała, zapewniam cię, że nie poszłabym z nim do ołtarza. Na całe życie wyleczyłeś mnie z marzeń o ślubie.
Chciała go tym dotknąć, lecz najwyraźniej to jej się nie udało, gdyż tylko zaśmiał się szyderczo i rzekł:
– Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
Na moment serce jej zamarło.
– I nie zamierzam – odparła.
– Ach, tak – mruknął. Odwrócił się na obrotowym krześle i zapatrzył przez okno na panoramę Tokio. Na horyzoncie widniały imponujące wieżowce, jarzące się w blasku zachodzącego słońca. – Cóż, wobec tego ta rozmowa daleko nas nie zaprowadzi.
– Nie musimy rozmawiać, a jedynie…
– Musimy ustalić fakty – przerwał jej zimno. – Umówmy się na spotkanie i przedyskutujmy tę kwestię.
Pod Usagi ugięły się kolana. Chwyciła się stołu, żeby nie upaść.
– Nie! – odrzekła stanowczo.
– Naprawdę sądzisz, że zamierzam przez telefon omawiać koniec mojego małżeństwa? – zapytał z rozbawieniem, gdyż usłyszał w jej głosie nutę paniki.
– W ogóle nie musimy się ze sobą widzieć. Możemy załatwić tę sprawę przez adwokatów.
– Więc to zrób – rzucił wyzywająco.
Czyżby zdemaskował jej blef, wiedząc, że nie stać jej na prawników? Ale skąd by się o tym dowiedział?
– Jeżeli pragniesz, abym poszedł ci na rękę, okaż skłonność do kompromisu -ciągnął spokojnie. – W przeciwnym razie czeka cię bardzo długa i kosztowna walka.
Usagi zamknęła oczy, usiłując powstrzymać łzy. Wiedziała, że bezwzględnie wykorzysta każdą oznakę jej słabości, niczym jastrząb atakujący bezbronną ofiarę. Jak mogła zapomnieć o jego żelaznej woli i upartym dążeniu do własnych celów?
– Dlaczego miałbyś odmówić mi rozwodu? – zapytała znużonym tonem. – Przecież oboje dobrze wiemy, że nasze małżeństwo jest już martwe.
Może gdyby uroniła choć jedną łzę albo ujawniła w głosie przynajmniej cień emocji, zlitowałby się nad nią. Ale jej chłodne, rzeczowe zachowanie wzbudziło w nim wściekłość, która pozostawała uśpiona od rozpadu ich małżeństwa. W tym momencie myślał jedynie o tym, by pokrzyżować plany żony.
– Może być poniedziałek? -zapytał.
Zwlekała przez chwilę z odpowiedzią, jakby sprawdzała ten dzień w terminarzu – którego w rzeczywistości nawet nie miała. Ostatnimi czasy jej kontakty towarzyskie kompletnie się urwały.
– Chyba tak – odrzekła wreszcie.
– Gdzie mieszkasz? Moglibyśmy umówić się na kolację?
Zastanowiła się nad tym. Ostatni pociąg z centrum Tokio odjeżdżał o północy. A jeśli się na niego spóźni? Jej przyjaciółka z radością zajmie się synkiem w ciągu dnia, lecz nie mogła obarczać jej całonocną opieką nad chłopcem.
Ignorując pierwsze pytanie, odpowiedziała:
– Nie, raczej nie.
– Dlaczego? Jesteś wieczorem zajęta? – zapytał kpiąco.
– Nie mieszkam w centrum. Wolałabym spotkać się z tobą w porze lunchu.
Mamoru przeciągnął się leniwie. W tym momencie sekretarka, efektowna brunetka w długiej obcisłej spódnicy, postawiła przed nim na biurku filiżankę espresso. Przyglądał się z uśmiechem jej jędrnym pośladkom, gdy kołysząc biodrami, wychodziła z gabinetu. Jednak po chwili spoważniał.
-Niech więc będzie lunch. Polecę, żeby zamówiono go nam tutaj do biura. Pamiętasz jeszcze, gdzie to jest?
Lecz Usagi wzdragała się na myśl o wizycie we wspaniałej siedzibie jego firmy. To jeszcze bardziej uwypukliłoby różnicę ich poziomów życia. Poza tym Mamoru na swoim terenie zyskałby nad nią przewagę.
– Nie wolałbyś zjeść w restauracji?
– Nie. Przyjdź o pierwszej – odparł i nieoczekiwanie rozłączył się bez pożegnania.
Powoli odłożyła słuchawkę i zerknęła w małe lustro nad telefonem. Była blada jak kreda, nieuczesana i miała ciemne kręgi pod oczami. A Mamoru zawsze tak bardzo cenił jej urodę i elegancję. Przygryzła usta, wyobrażając sobie pogardliwy błysk w jego niebieskich oczach, gdyby ją teraz zobaczył. Postanowiła, że do poniedziałku musi radykalnie zadbać o swój wygląd.