Zabłąkane dusze. I

Strach schwycił Usagi za gardło. Zaczęła rzucać się na łóżku, plącząc prześcieradła, by po chwili w panice wydostać się z krępującej ją pościeli. Ocknęła się nagle, całkowicie przytomna, łapiąc powietrze. Wszystkie jej zmysły były pobudzone. Od razu poczuła chłód i wilgoć godziny przed świtem. W nieruchomym powietrzu rozległ się krzyk, od którego włosy stawały dęba. Był to krzyk kobiety: przejmujący i przenikliwy, wyraz czystego przerażenia i poczucia śmiertelnego niebezpieczeństwa. To chyba poprzedni taki krzyk obudził blondynkę. Po chwili rozległ się jeszcze raz, a dziewczyna zamarła, wsłuchując się w końcowy, żałosny jęk. Cisza, która potem zapadła, była prawdziwie grobowa. Ledwo oddychając, wymknęła się z łóżka i na palcach podeszła do okna. Z trudem tylko mogła rozróżnić ciemny kształt wyrośniętego miłorzębu, rysujący się na tle odległej ulicznej latarni. Cienki sierp księżyca nie rozjaśniał panujących ciemności, nie oświetlał żadnego ruszającego się, żywego kształtu. Ale ktoś musiał tam być, bo krzyki były absolutnie realne. Co do tego nie miała wątpliwości. Ktoś potrzebował pomocy. Jakaś kobieta. Drżącymi palcami wykręciła numer alarmowy. Rozmówca wysłuchał jej opowieści, prosząc o nazwisko i adres. Rzuciła okiem na zegar. Za dwadzieścia czwarta. Przez jakiś czas przemierzała pokój tam i z powrotem, potem nałożyła na siebie szlafrok, związała jasne włosy w niedbałego koka i znowu zaczęła chodzić. Dopiero pół godziny później usłyszała samochód. Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi i głęboki głos obwieścił:
– Tu inspektor Kamisaka.
Policjant wysłuchał historii, którą Usagi opowiedziała już raz przez telefon, ze sceptycyzmem wyraźnie wypisanym na twarzy.
– I skąd, pani zdaniem, dochodziły te krzyki? – zapytał.
– Z mojego ogródka z tyłu domu. W gruncie rzeczy miałam wrażenie, że ktoś krzyczy tuż pod moim oknem. Ale równie dobrze mogło to być na sąsiednim podwórzu. – Coś jej przyszło do głowy. – Dom na działce z tyłu jest jeszcze w budowie. Może tam ją wciągnięto?
– Sprawdzę.
Śledziła przez okno sunący się snop światła z latarki. Policjant przeszukał podwórze od domu po płot, następnie zniknął, ale po chwili miejsce jego pobytu zdradziło światło wędrujące po drugiej stronie ogrodzenia. Usagi przeszły ciarki. Objęła się ramionami, bo nagle poczuła wyraźny, chłodny powiew od okna salonu. Przeniosła więc swój punkt obserwacyjny do okna w aneksie jadalnym i po paru minutach znów dostrzegła światło latarki, powracające w stronę jej domu. Otworzyła tylne drzwi.
W odpowiedzi na malujące się na twarzy jasnowłosej pytanie policjant pokręcił głową.
– Nic tam nie ma – oświadczył, wchodząc za nią do domu.
– A ten pusty dom?
– Był otwarty, więc sprawdziłem wszystkie pomieszczenia. Wszystko jest w porządku.
Usagi przesunęła dłonią po twarzy.
– Ktoś potrzebował pomocy. Powinnam była…
– Tam nie ma żadnych śladów czyjejś obecności, proszę pani.
– Ależ wyraźnie słyszałam…
Policjant najwyraźniej nie przywiązywał wagi do tego, co słyszała.
– Te osiedle jest nowe? – przerwał jej.
– Tak.
– Od dawna pani tu mieszka?
– Dopiero co się wprowadziłam, tydzień temu.
– I mieszka pani sama?
– Tak.
– Czy kiedykolwiek mieszkała pani sama?
Usagi poczuła przypływ irytacji, odgadując podtekst zawarty w tym pytaniu.
– Oczywiście.
– Wie pani, każdy dom ma swoje nocne odgłosy. Nowy dom osiada.
– To, co słyszałam, to nie było osiadaniem domu.
– To obrzeża Tokio, dużo jest tutaj bezpańskich psów. Czasami wyją.
– Potrafię rozróżnić ludzki krzyk od wycia psa.
Policjant wzruszył ramionami.
– Nie znalazłem nic niezwykłego. A może to koty? Czasami wydają z siebie zupełnie ludzkie dźwięki.
– No cóż, dziękuję za przybycie.
– To mój obowiązek. – Policjant ponownie wzruszył ramionami, nie wyczuwając sarkazmu w słowach Usagi.
Arogancki męski szowinista, pomyślała, zamykając za nim drzwi. Równie dobrze mógł wprost nazwać ją histeryczką. Widać było, że tak o niej myśli. Zegar na kominku wydzwonił wpół do piątej. Zbyt wcześnie, by się ubrać; za późno, by porządnie się wyspać. Wróciła jednak do łóżka. Długo nie mogła zasnąć, a gdy jej się to w końcu udało, sen miała niespokojny i przerywany. Nocne doświadczenia sprawiły, że i po wstaniu była podrażniona. Przeczytała niedzielną prasę, obejrzała głupawy film w telewizji, a w końcu po południu zwlokła się z kanapy, naciągnęła dżinsy i koszulkę i przygotowała do wyjścia. Przeczytała niedzielną prasę, obejrzała głupawy film w telewizji, a w końcu po południu zwlokła się z kanapy, naciągnęła dżinsy i koszulkę i przygotowała do wyjścia. Pojechała do centrum ogrodniczego, gdzie kupiła trzy krzaki róż, dwa krzaki ligustru i worek mielonej kory. W pobliskim sklepie nabyła jeszcze sałatkę z owoców morza, kawałek sera i trzy jabłka. Po powrocie włożyła jedzenie do lodówki, a sama zabrała się za sadzenie krzaków. Była już porządnie spocona, gdy usłyszała witający ją głęboki męski głos. Na chodniku przed domem stał Mamoru Chiba, w nieskazitelnie białych szortach i podkoszulku, najwyraźniej gotów do popołudniowego joggingu.
Mamoru był właścicielem firmy, która zbudowała to osiedle. Zdaniem Usagi wyglądał dokładnie na to, kim był. Cudowne dziecko przedsiębiorczości. Założył, że urocze osiedle na obrzeżach stolicy będzie się rozwijać, zmieniając się w podmiejski raj dla młodych, ambitnych, robiących karierę osób. Sam tutaj zamieszkał. Do niego należał duży dom na końcu zaułka zwanego Księżycowym. Usagi mieszkała przecznicę dalej, na rogu Księżycowego Zaułka.
Mamoru szedł teraz ku niej z uśmiechem na twarzy, a słońce rozświetlało jego kruczoczarną czuprynę.
– Prace ogrodnicze?
Usagi była dojrzałą, dwudziestosześcioletnią kobietą, więc udało jej się nie zemdleć z wrażenia. Odpowiedziała uśmiechem.
– Tylko podstawowe. Wiem, jak pleć chwasty i kosić trawnik, ale nie mam pojęcia o sadzeniu. Nie wie pan przypadkiem, w jakich proporcjach należy zmieszać korę z ziemią?
– Ta mieszanka wygląda na właściwą. Ale najwyższa warstwa powinna być z samej kory. – Wyjął szpadel z jej ręki. – Proszę pozwolić sobie pomóc.
– Ależ, proszę pana, sama mogę…
Jego uśmiech był niemal szczery.
– Naprawdę ruch feministyczny nie zawali się, jeśli mężczyźni będą wykonywać trochę ciężkiej pracy. I proszę mówić mi po imieniu. Jesteśmy sąsiadami.
– No dobrze, czy weźmiesz mnie za wojującą feministkę, jeśli powiem, że się ubrudzisz?
– I tak miałem zamiar trochę pobiegać, więc to będzie dobra rozgrzewka. – Uderzył szpadlem kilkakrotnie wokół krzewu ligustru, ubijając korę. – Gdzie teraz?
Zagłębił szpadel w miejscu wskazanym przez blondynkę. No proszę, cudowne dziecko sadzi krzewy w jej ogródku.
– Dziś rano w piekarni spotkałem dwóch policjantów – powiedział niby od niechcenia. – Mówili, że miałaś w nocy jakieś przygody.
Ach, więc stąd się tu wziął. Usagi próbowała nie czuć rozczarowania.
– Nie nazwałabym tego przygodą – oświadczyła.
– Byłam przerażona. – Wsparła się pod boki i zaatakowała. – Słuchaj, wiem, że ten inspektor pewnie zrobił ze mnie histeryczną babę z dziewiętnastowiecznej powieści, ale to, co słyszałam, to na pewno nie był pies.
Mamoru wbił w ziemię szpadel i oparł ramiona na rączce.
– Nie, pewnie nie. Nie tak blisko okna. Dzikie psy raczej trzymają się na dystans.
Usagi westchnęła ciężko.
– Nie mogę pozbyć się myśli, że gdzieś tam leży ranna albo martwa kobieta. Czy, twoim zdaniem, policja zawiadomiłaby mnie, gdyby kogoś znalazła?
– Wątpię. Raczej mnie szepnęliby coś niecoś w zaufaniu.
No jasne. Usagi zmarszczyła brwi. Dyskretny telefon: „Sądziliśmy, że chciałby pan być o tym poinformowany, ponieważ to pańskie osiedle”. Mamoru przyszedł tu się czegoś dowiedzieć, a nie flirtować.
– Nie sądzę, by ktoś znalazł martwą kobietę – stwierdził.
– Nie trzymaj mnie w niepewności – rzuciła ostro. – Skoro nie kobieta i nie pies, to co słyszałam?
– Pawia – powiedział. – A raczej pawicę. Z restauracji „Za horyzontem”. W linii prostej to tylko niecały kilometr stąd. Mieliśmy już z nimi kłopoty, gdy niwelowaliśmy teren. Za pierwszym razem robotnicy byli naprawdę przerażeni. Głos pawic do złudzenia przypomina ludzki, no i w jednej chwili mogą być pod oknem, a w następnej zniknąć bez śladu.
– To wyjaśnienie jest bardziej prawdopodobne niż gadka o psach – przyznała niechętnie.
– Ale cię nie przekonałem?
– Gdyby policja znalazła ciało i poinformowała cię o tym, powiedziałbyś mi?
Mamoru podjął kopanie, ale rzucił jej spojrzenie z ukosa.
– Jesteś pewna, że chciałabyś wiedzieć?
– Szkoda, że nie potrafię uwierzyć w tę pawią teorię.
Jeszcze jeden ruch szpadlem, jeszcze jedno pogłębienie dołka, i wyjął krzak ligustru z plastikowego pojemnika, przymierzając do wykopanej dziury.
– Potrzymaj.
Usagi przytrzymała krzak we właściwej pozycji, a Mamoru pomieszał korę z ziemią i ubił wokół korzeni.
– Wiesz, od siebie mógłbym się dostać tu znacznie szybciej niż policjanci. Na wszelki wypadek zostawię ci mój numer telefonu.
– Przecież nie mogę…
– Nonsens! Od tego ma się sąsiadów. Poza tym, jeśli jakaś pawica rzeczywiście tu się kręci i straszy moich lokatorów, to trzeba ją złapać i odstawić do restauracji, zanim narobi więcej zamieszania.
Mamoru uparł się, że pomoże sadzić także róże. Współpraca ogrodnicza szła im znakomicie i prawie w milczeniu. Mamoru nie przyjął zaproszenia na mrożoną herbatę, tłumacząc, że chce pobiegać, ale Usagi zatrzymała go jeszcze na moment. Stała wpatrzona w ziemię, rysując czubkiem tenisówki kółka na ścieżce. Jej głos był cichy.
– Wolałabym wierzyć w pawi krzyk – powiedziała.
Uniosła głowę i spojrzała mężczyźnie prosto w oczy.
– Ale chciałabym wiedzieć, gdyby znaleźli czyjeś ciało.
Poważnie skinął głową i odbiegł.

***

Minako Sekine, przyjaciółka Usagi, była w tym samym wieku, a od dwóch lat żoną i matką dwójki uroczych bliźniaczek oraz psychologiem w szkole gdzie Usagi także pracowała. Fizycznie były bardzo podobne. Minako, niewysoka i szczupła, miała długie blond włosy, z mieniącymi się w słońcu złotymi pasmami. Obie kobiety uważały, że ich przyjaźń wynika z przyciągania się podobnych charakterów. W szkole średniej była ich piątka: Rei, Minako, Usagi, Ami oraz Makoto. Razem kiedyś spędzały przerwy, razem chodziły na obowiązkowe zajęcia pozaszkolne i umawiały się na wieczór. Po dziś dzień przyjaźniły się.
Minako wysłuchała opowieści Usagi o krzykach, uprzedzonych policjantach i życzliwych sąsiadach.
– Więc policjant uważał, że to pies albo kot, a Chiba- san sądził, że to zabłąkany paw?
– Pawica – poprawiła ją Usagi. – Dość mało prawdopodobne, nie? Ale ostatecznie pomysł, że pod moim oknem krzyczy jakaś kobieta, a potem znika bez śladu, też jest mało prawdopodobny. – Westchnęła.- Nic dziwnego, że Mamoru przyleciał od razu, by zapobiec szerzeniu się plotek na temat jego ukochanego osiedla. Na chwilę nawet uwierzyłam, że dostrzegł we mnie kobietę z krwi i kości, a nie tylko jedną z tych młodych, samotnych, zawodowo aktywnych osób, którym chciałby sprzedać swoje domy.
– A ja sądzę, że wam wszystkim odbiło – oświadczyła Minako.
– Jak to?
– Usagi- chan, czemu jesteś taka tępa? Jesteś nauczycielką. Kto mógłby drzeć się pod twoim oknem w sobotnią noc?
Usagi przechyliła głowę ze sceptycznym wyrazem twarzy.
– Uczeń?
– A któż by inny?
– Nie wierzę…
– Albo raczej cała ich gromada. Straszenie nauczycielki wydawało im się zapewne fantastycznym pomysłem. Pewnie zostawili samochód kawałek dalej i czekali, chichocząc, na policję.
– Nie wierzę, że uczniowie mogliby być tacy okrutni. – Usagi potrząsnęła głową.
– Oblałaś ostatnio jakichś mistrzów siatkówki?
– Tylko… Ale on nigdy by nic takiego nie zrobił.
– Pewnie zlecił to Fuse- san. Ta dziewczyna ma takie płuca, że powinna wynajmować się do horrorów. Oczywiście nigdy się nie dowiesz, jak było naprawdę, jeśli nie zaczną się przechwalać swoimi wyczynami. Czasami zastanawiam się, za jakie grzechy pracuję w szkole. Sai- chan wiele razy mówił, abym odeszła, a on otworzy mi gabinet, ale znasz mnie. Mam swoją dumę, chociaż czasem mam ochotę powiedzieć tak…
– Mówisz tak mniej więcej dwa razy na tydzień, zwykle po siódmej lekcji.
– Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym – zaproponowała Minako. – Na przykład o tym przyjęciu, które urządzasz w sobotę. Czy wszystko gotowe?
– Właściwie tak. – Usagi z radością zmieniła temat. Miała powyżej uszu teorii na temat nocnych odgłosów. Jednego była jednak pewna: jeśli to Fuse wrzeszczała pod jej oknem, to dziewczyna powinna zostać aktorką.

***

Opowiadanie dedykowane Van. :* Pisząc pierwszy rozdział przypomniałam sobie, że to właśnie jej opowiadanie przeczytałam jako pierwsze, zanim założyłam bloga. 🙂

Reklamy

14 thoughts on “Zabłąkane dusze. I

  1. Dla mnie? Jak miło 😀 Dziękuję :* To już drugie u cienie dla mnie 😀
    Kolejna osoba, która mówi, że to moje opowiadania czytała jako pierwsze… To jest naprawdę miłe ^^
    Fajnie zaczęte – od razu od akcji 😀 I jestem ciekawa jaka prawda wyjdzie z tego wszystkiego 😉 Lubię, że łączysz i używasz nazwisk, które były wcześniej, bo łatwiej załapać co i jak 😀 Minako? Psycholog? Hahaha xD A czego uczy Usagi? Bo nie wiem czy przeoczyłam, czy nie było…
    Będę wyczekiwać kolejnych rozdziałów 😀 Tym razem na bieżąco się postaram być… ^^”

  2. widzę że szykuje się nam bardzo interesujące opowiadanko no no 🙂 początek zaczęłaś nie źle aż mi ciarki przeszły po plecach 🙂 i też jestem ciekawa czego to uczy nasza Usagi no i Minako kto by pomyślał że będzie psychologiem ha ha ha 🙂 i również bardzo ciekawi mnie kto to krzyczał pod oknem Usy chodź pacząc na tytuł to chyba można się domyśleć a może ja się mylę ? no nic poczekamy na dalszy rozwój wydarzeń i wtedy zobaczymy 🙂 pozdrawiam i czekam na więcej 🙂

  3. Wyobraziłam sobie Mamoru w szortach i śmiechem wybuchłam 😛 Tylko w takich szortach szortach, a nie, że pisze na metce ,,szorty”, a są do kolana 😉 Konkretnie mam przed oczyma taki dość dopasowany model z wycięciami po bokach ud, do połowy wysokości pośladka 😛 Czemu mnie to tak śmieszy to nie wiem. W sumie pewnie dlatego, że Mamoru/Tuxedo zawsze taki zakapturzony… Di też by mnie rozśmieszył 😀 Zresztą, co tu gadać, w ogóle, jak widzę gościa w takim czymś to mi się śmiać chce 😉

    Ten Księżycowy Zaułek jest po prostu uroczy 😉 I musiałam sprawdzić, jak wygląda ligustr… Doprawdy, moja znajomość roślinności jest okropna, kończy się, gdzieś między mleczem, a pelargonią 😛

    A to, że Usagi jest nauczycielką, a Minako psychologiem nie sposób pominąć… Nie sposób też pominąć czyją żoną jest Minako 😛

    1. Ależ ty masz myśli na temat szortów xD. Ja takiego ‚modelu’ sobie nie wyobraziłam. 😀
      A poza tym, pomyślałaś kiedyś, że mogłabym połączyć Minako z kimś innym np. z Yatenem? 😛

      1. Jeśli będziesz miała kiedyś szczęście zobaczyć tak ubranego przedstawiciela płci domyślnie męskiej, jak ja zobaczyłam to gwarantuję Ci, że zaczniesz sobie wyobrażać 😛

        Si, pomyślałabym, ależ oczywiście 😀 Tyle, że połączyłabyś ich po to, żeby rozłączyć 😛

  4. Początek tego opowiadania mnie zaskoczył, oczywiście pozytywnie, bo szykuje się kolejne opowiadanie w mrocznym klimacie, a ja takie uwielbiam 😀
    To, że Usagi jest u Ciebie nauczycielką jakoś mnie nie zaskoczyło ale Minako jako psycholog… Ta pokręcona dziewczyna z milionem problemów radzi innym jak mierzyć się z życiem (^-^) haha
    Ciekawa jestem jak wygląda wizyta u niej i kto kogo tak naprawdę leczy.
    Co do Mamoru mam mieszane uczucia, sądziłam że chce po prostu poznać lepiej swoją sąsiadkę a tak naprawdę przyszedł dowiedzieć się co dokładnie widziała i słyszała :/.
    A może się jednak mylę i to jednak było coś więcej niż zwykłe przesłuchanie ? 😀
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s