– Na co patrzysz?
– Twoja twarz jest dziesięć centymetrów od mojej, a ty pytasz, na co patrzę?
– No dobrze – uśmiechnęła się Usagi. – Inaczej sformułuję pytanie. O czym myślisz?
– Poza tym, że dziś rano jesteś wyjątkowo piękna, że bardzo cię kocham i że jestem szczęściarzem? Usiłuję rozstrzygnąć, co najbardziej kocham: spać z tobą czy budzić się z tobą.
– Raczej wątpię, czy spanie ze mną tej nocy było zadowalające. – Dwa razy powracał jej senny koszmar i dwa razy budziła się przerażona.
– I tak lepiej się tu wyspałem tej nocy, niż uda mi się w najbliższym tygodniu. Będę się niepokoił, czy się nie budzisz.
Usagi odwróciła wzrok.
– Mamoru, już to przerabialiśmy. Nie zostaję sama. W razie potrzeby zawsze mogę złapać za telefon
i zadzwonić do ciebie. Przecież będziesz na końcu zaułka.
– Leżąc bezsennie, gapiąc się w sufit i martwiąc się o ciebie.
– Minako tu będzie. – Mąż Minako wyjeżdżał w interesach i złotowłosa, która nigdy nie mieszkała bez rodziców, współlokatorek w akademiku albo bez Saitou, bała się zostać sama w domu. Poprosiła więc o gościnę na czas nieobecności męża.
– Skoro czujesz się niezręcznie, współmieszkając z niżej podpisanym, to przynajmniej wyjaśnij Minako
sytuację i pozwól mi w tym czasie spać na kanapie w dużym pokoju.
– To by była hipokryzja. To nie chodzi o wspólne mieszkanie i dobrze o tym wiesz. Minako wie, że się spotykamy i zapewne nie myśli, że nasz związek jest jedynie platoniczny.
– Jak kobieta tak piękna może być tak uparta…
– Jak mężczyzna tak bystry może być tak tępy…
– Jestem zakochany. Czy to takie niewybaczalne?
– No, ja też chyba jestem zakochana, ale potrzebuję… Prosisz mnie o bardzo poważną decyzję. Być może najważniejszą w życiu. Nie mogę jej opierać na strachu. Te koszmary nie mijają, a ja muszę się z nimi uporać, zanim będę mogła myśleć o nas. Taka trzydniowa rozłąka…
– Nie martwię się o dni, tylko o noce – wtrącił Mamoru.
– …może okazać się dla nas zdrowa. Nie rozumiesz? Zanim cię poznałam, byłam całkowicie samowystarczalna. Muszę sprawdzić, czy mogę być znowu samowystarczalna. – Dotknęła jego twarzy koniuszkami palców. – Może jeśli dojdę do wniosku, że tak, będę miała dość odwagi, by odejść z tego domu i zostawić tę całą historię, nie czując, że uciekam.
Chwycił jej dłoń i całował palce, przytrzymując wzrokiem jej spojrzenie.
– Po raz pierwszy wspomniałaś o możliwości opuszczenia tego domu – powiedział. – Jeśli do podjęcia
decyzji potrzeba ci trochę czasu i przestrzeni, to się wycofam. Niechętnie, ale… z nadzieją. Tylko…
– Co tylko? – zapytała cichym, pełnym przejęcia głosem, gdy Mamoru przerwał.
– Nic – uśmiechnął się. – Kocham cię.
– To nie jest nic – zaprotestowała. – To jest wszystko. Dzisiejszy wieczór będzie naszym ostatnim wspólnym wieczorem na jakiś czas. Niech będzie specjalny.
– Co konkretnie masz na myśli?
– Dzban wina, bochen chleba… i ty.
– Tu czy w jakiejś superrestauracji?
– Tutaj. Zrobię zakupy – roześmiała się.
– Jeden z wykonawców ma przyjść do biura po pracy, więc zanim tu dotrę, może być siódma.
– Dobrze. – Usagi przesunęła stopą wzdłuż jego nogi. – To da mi więcej czasu na przygotowania.
– To będzie długi dzień – przepowiedział Mamoru.
Ból promieniował z nogi na całe ciało, a wstręt był tak silny, że poczuła mdłości. Brzęczenie. Tykanie. Bicie zegara. Pszczoły. Zegar. Jej własny krzyk. Dźwięki mieszające się w ogłuszającej kakofonii. Nie mogła już iść, więc czołgała się ku światłu. Zmusiła się, by patrzeć w tamtą stronę, skupić się na świetle. Serce biło jej boleśnie w piersi, a powietrze z trudem dochodziło do płuc, bez względu na to, jak głęboko usiłowała oddychać. Zło dopadło ją. Już ją wypełniło. Czuła obrzydzenie. Światło, a w świetle dziecko. Widziała twarz dziewczynki… Och, nie! Nie! Proszę, nie! Nowy hałas wdarł się do snu i go zakłócił.
Usagi zerwała się z kanapy z krzykiem jeszcze uwięzionym w gardle. Nie całkiem przytomna, pobiegła do kuchni i podniosła słuchawkę dzwoniącego telefonu. Rozległo się kliknięcie i sygnał. Odłożyła słuchawkę i oparła się na niej na chwilę, podczas gdy jej serce zwalniało do normalnego rytmu, a umysł przenosił się z przeszłości do teraźniejszości, od koszmaru do rzeczywistości. Gdy kładła się na kanapie, nie miała zamiaru spać. Chciała jedynie odpocząć chwilę po szkole, a przed wyprawą na zakupy. Zegar na kominku wybił czwartą. Nie mogła spać więcej niż pół godziny, choć ręce i nogi miała tak ciężkie, jakby sen trwał znacznie dłużej. Jeszcze gorsze było to, że głowę wypełniała jej jakby wata. Koszmar zawsze tak na nią wpływał: otępiająco i dezorientująco. Zasłoniła twarz dłońmi i jęknęła. Musi się obudzić. Otworzyła lodówkę i złapała puszkę coli, wyjęła lód, nasypała go do szklanki i zalała colą. Kofeina z lodem powinna zadziałać. Piła ją małymi łyczkami, idąc do sypialni. Potem obmyła twarz zimną wodą, uczesała się i przebrała w wygodne spodnie. Odświeżona i obudzona wypiła colę do końca, wróciła do kuchni i sięgnęła po listę zakupów wypisaną na bloczku koło telefonu. Koło telefonu leżała także tabliczka, zrobiona w połowie z korka, a w połowie z plastiku, po którym można było pisać specjalnym pisakiem. Uśmiechnęła się na widok serduszka, które wyrysował tam Mamoru. „Ja – serduszko – ciebie” i podpis: „M.” Musi powiedzieć, że znów miała sen i doszła do siebie samodzielnie, bez histerii! Listę zakupów wetknęła do portmonetki i wyciągnęła ją dopiero w sklepie. Płyn do zmywania naczyń. Płatki śniadaniowe. Popcorn, który Mamoru mógł jeść garściami. Nic nadzwyczajnego, aż do ostatniego zapisu, chyba bruneta. Powiedziała mu, żeby dopisał, gdyby czegoś potrzebował. Widocznie się śpieszył, bo litery były koślawe, a całość mało czytelna. Przyzwyczajona do odcyfrowywania bazgrołów uczniów, skupiła się i po chwili odczytała: „małjesiokr”. Chyba mały jesiotr? Ryb mu się zachciało? Potrząsnęła głową, zdumiona. Mamoru zawsze musi wyskoczyć z czymś niespodziewanym! Sama nie przepadała za rybami, więc kupiła tylko jedną porcję, a i to łososia, bo jesiotra nie było. Gdy pojawił się Mamoru, świeżo umyty i ogolony, kolacja była gotowa, a świeczki na stole płonęły, tworząc romantyczny nastrój. Usagi podała przystawki, a przed Mamoru postawiła przykryty półmisek.
– Co to takiego? – zapytał.
– Niespodzianka, na później.
Wydawał się tak zaciekawiony, że byłaby gotowa uwierzyć w jego niewiedzę, gdyby nie przekonanie, że sam złożył zamówienie. Gdy po przystawkach pozwoliła mu unieść przykrywkę, rozszedł się smakowity zapach duszonej w maśle ryby.
– Musi ci wystarczyć łosoś, bo jesiotra nie było.
– Co ci przyszło do głowy? – Mamoru roześmiał się głośno.
Usagi spojrzała na niego zaskoczona.
– Nie mnie, tylko tobie. Przecież zostawiłeś mi notatkę.
Mamoru pochylił się i pocałował ją w policzek.
– Nawet gdy dożyjemy setki, wciąż nie będę w stanie zrozumieć, jak pracuje twój mózg.
– O czym ty mówisz?
– Jak doszłaś od serduszka do jesiotra?
– Serduszka?
– Na tabliczce koło telefonu.
– Ja mówię o tej drugiej notatce.
W jego głosie pojawił się cień niepokoju.
– Nie rozumiem.
– Czy nie wpisałeś małego jesiotra na listę zakupów, tuż pod popcornem? – spytała nieco zirytowana.
– Nie! – kategorycznie zaprzeczył Mamoru.
– Słuchaj, nie żartuj sobie ze mnie. – Usagi nagle spoważniała.
– Ani mi to w głowie!
– Ależ… – przerwała i dodała po chwili, znacznie ciszej: – Nic nie rozumiem…
– Mówiłaś coś o liście zakupów?
– Poszłam na zakupy, i to było na liście, na samym dole. Oczywiście uznałam…
– Usako, nic nie wpisywałem na listę zakupów.
– Ale ktoś musiał…
– Masz jeszcze tę kartkę?
– W torebce.
Mamoru długo przyglądał się notatkom na kartce. Były zrobione równym pismem Usagi, poza ostatnią: nabazgraną nierówno, ze zlewającymi się literami.
– Ja tego nie napisałem – oświadczył.
– Ja też nie! – wykrzyknęła nie na żarty zdenerwowana Usagi. – Widzisz, że to pismo w ogóle nie przypomina mojego! – Zaległo ciężkie milczenie. W końcu powiedziała: – Jeśli nie ty i nie ja, to kto?
Mamoru bezradnie wzruszył ramionami. Usagi schowała twarz w dłoniach i jęknęła.
– Och, ten telefon! Nikt się nie odezwał.
– Telefon? Kiedy?
– Po południu zasnęłam na kanapie i znowu śnił mi się ten sen, ale zadzwonił telefon i obudził mnie. Kiedy podniosłam słuchawkę, było głucho.
– Do którego telefonu poszłaś?
– Do tego w kuchni.
Koło tabliczki do notatek?
– Ja nie…
– Wcale nie mówię, że to ty napisałaś.
– Duchy nie piszą na listach zakupów.
– Takie są reguły?
– Skończ z tym sarkazmem.
– To ty mi powiedziałaś, że nie ma żadnych reguł. Skąd wiesz, że duch, przyciśnięty wyższą koniecznością, nie może pisać? – Usagi nie odpowiedziała. Mamoru spytał spokojnie: – Gdzie masz tę książkę o duchach?
– Na małym stoliku.
Mamoru czytał, a Usagi siedziała cicho, wciśnięta w kąt kanapy, z wyciągniętymi na siedzeniu nogami.
– Zdarzało się to – oznajmił Mamoru, zamykając książkę. – Zdarzało się, że duchy przesuwały przedmioty,
zamykały drzwi i tak dalej, więc niewątpliwie mogły również poruszać piórem. Nie jest to bardziej nieprawdopodobne niż inne rzeczy, które ci się przytrafiły, więc należy traktować to jako jedną z możliwości.
– Chcesz możliwości? A co powiesz na taką, że oszalałam? Rozważmy możliwość, że gdzieś usłyszałam tą historię i stworzyłam ducha, a potem dowiedziałam się o Kunie i dodałam dziecko, a teraz wypisuję niezrozumiałe słowa na liście zakupów!
– Nie męcz sama siebie – powiedział Mamoru, ale nie dawała sobie przerwać.
– A może gdzieś w podświadomości po prostu miałam ochotę na jesiotra? Co powiesz na taką możliwość?
– Dosyć tego! – stanowczo przerwał jej Mamoru. Złapał ją za przegub i pociągnął. – Chodźmy!
Opierała się, ale był zdecydowany. Chwycił jej drugą dłoń i podniósł z kanapy.
– Idziemy stąd, z tego domu, póki nie odzyskasz zdrowego rozsądku i nie przestaniesz się nad sobą
roztkliwiać!
– Dokąd jedziemy? – spytała w samochodzie, usiłując jeszcze podgrzewać swą złość, ale w gruncie rzeczy już czuła uspokajający wpływ zmiany otoczenia.
– Zabawić się – powiedział ponuro.
Dwadzieścia minut później siedzieli w lodziarni nad wielkimi porcjami lodów z bananami.
– No jak, lepiej? – zapytał.
Usagi rzuciła mu niechętne spojrzenie.
– Jak się postarasz, jesteś bezczelnym, nieczułym brutalem o mentalności jaskiniowca – oświadczyła, ale jej niechęć szybko topniała i zmieniła się w uśmiech. – Ale masz świetne pomysły i kocham cię.
Od samego początku wizyta Minako miała charakter staroświeckiego przyjęcia „z nocowaniem”. Wypożyczyły strasznie głupi film, polecony przez uczniów, zamówiły pizzę i rozsiadły się w nocnych koszulach na podłodze, jedząc, komentując film i chichocząc.
– A więc – spytała Usagi, gdy się na chwilę uspokoiły – jakie jest to małżeńskie życie? Czy małżeństwa naprawdę robią to tylko raz na tydzień?
Minako zaczęła się tak śmiać, że zachłysnęła się winem, ale udało jej się wykrztusić:
– Nie, trochę częściej.
– Mówisz, że musisz to robić częściej niż raz?
– Jakbyś sama nie wiedziała, jak to jest.
– Ależ, co masz na myśli?! – wykrzyknęła Usagi z akcentem wytwornej damy.
– Nie odgrywaj niewiniątka – ofuknęła ją Minako.- Widziałam krem do golenia w łazience. Poproszę więc o szczegółowy, zaktualizowany raport na temat Szałowego Przystojniaka.
– Przypomnij sobie, Minako- chan. Dawno, dawno temu, gdy ty i Saitou byliście w sobie szaleńczo zakochani…
Minako cisnęła w Usagi poduszką.
– Zapłacisz mi za to. Sai- chan i ja wciąż jesteśmy szaleńczo w sobie zakochani.
– Więc wciąż jeszcze to robicie?
– Nie zdradzę żadnych sekretów, jeśli żadnych nie usłyszę.
Rozmawiały do północy. Potem, ponieważ były odpowiedzialnymi, dorosłymi kobietami, a nie roztrzepanymi dziećmi, zapakowały resztę pizzy do lodówki, posprzątały i udały się do… łóżek, Usagi w swojej sypialni, a Minako w gościnnym pokoju. Przez kilka minut przed zaśnięciem Usagi rozmyślała o Mamoru i o tym, jak bardzo go jej brakuje. Zastanawiała się, czy też leży, nie śpiąc i martwiąc się o nią, jak zapowiedział. Jej ostatnia przytomna myśl była o tym, że jeśli tak, to martwi się niepotrzebnie, bo trudno sobie wyobrazić, by po kilku godzinach chichotu i żartów koszmar mógł wedrzeć się do jej snu. Nigdy jeszcze nie pomyliła się tak dalece.