Zabłąkane dusze. XI

– Na co patrzysz?
– Twoja twarz jest dziesięć centymetrów od mojej, a ty pytasz, na co patrzę?
– No dobrze – uśmiechnęła się Usagi. – Inaczej sformułuję pytanie. O czym myślisz?
– Poza tym, że dziś rano jesteś wyjątkowo piękna, że bardzo cię kocham i że jestem szczęściarzem? Usiłuję rozstrzygnąć, co najbardziej kocham: spać z tobą czy budzić się z tobą.
– Raczej wątpię, czy spanie ze mną tej nocy było zadowalające. – Dwa razy powracał jej senny koszmar i dwa razy budziła się przerażona.
– I tak lepiej się tu wyspałem tej nocy, niż uda mi się w najbliższym tygodniu. Będę się niepokoił, czy się nie budzisz.
Usagi odwróciła wzrok.
– Mamoru, już to przerabialiśmy. Nie zostaję sama. W razie potrzeby zawsze mogę złapać za telefon
i zadzwonić do ciebie. Przecież będziesz na końcu zaułka.
– Leżąc bezsennie, gapiąc się w sufit i martwiąc się o ciebie.
– Minako tu będzie. – Mąż Minako wyjeżdżał w inte­resach i złotowłosa, która nigdy nie mieszkała bez rodziców, współlokatorek w akademiku albo bez Saitou, bała się zostać sama w domu. Poprosiła więc o gościnę na czas nieobecności męża.
– Skoro czujesz się niezręcznie, współmieszkając z niżej podpisanym, to przynajmniej wyjaśnij Minako
sytuację i pozwól mi w tym czasie spać na kanapie w dużym pokoju.
– To by była hipokryzja. To nie chodzi o wspólne mieszkanie i dobrze o tym wiesz. Minako wie, że się spotykamy i zapewne nie myśli, że nasz związek jest jedynie platoniczny.
– Jak kobieta tak piękna może być tak uparta…
– Jak mężczyzna tak bystry może być tak tępy…
– Jestem zakochany. Czy to takie niewybaczalne?
– No, ja też chyba jestem zakochana, ale po­trzebuję… Prosisz mnie o bardzo poważną decyzję. Być może najważniejszą w życiu. Nie mogę jej opierać na strachu. Te koszmary nie mijają, a ja muszę się z nimi uporać, zanim będę mogła myśleć o nas. Taka trzydniowa rozłąka…
– Nie martwię się o dni, tylko o noce – wtrącił Mamoru.
– …może okazać się dla nas zdrowa. Nie rozu­miesz? Zanim cię poznałam, byłam całkowicie samowystarczalna. Muszę sprawdzić, czy mogę być znowu samowystarczalna. – Dotknęła jego twarzy koniuszkami palców. – Może jeśli dojdę do wnios­ku, że tak, będę miała dość odwagi, by odejść z te­go domu i zostawić tę całą historię, nie czując, że uciekam.
Chwycił jej dłoń i całował palce, przytrzymując wzrokiem jej spojrzenie.
– Po raz pierwszy wspomniałaś o możliwości opu­szczenia tego domu – powiedział. – Jeśli do podjęcia
decyzji potrzeba ci trochę czasu i przestrzeni, to się wycofam. Niechętnie, ale… z nadzieją. Tylko…
– Co tylko? – zapytała cichym, pełnym przejęcia głosem, gdy Mamoru przerwał.
– Nic – uśmiechnął się. – Kocham cię.
– To nie jest nic – zaprotestowała. – To jest wszys­tko. Dzisiejszy wieczór będzie naszym ostatnim wspólnym wieczorem na jakiś czas. Niech będzie specjalny.
– Co konkretnie masz na myśli?
– Dzban wina, bochen chleba… i ty.
– Tu czy w jakiejś superrestauracji?
– Tutaj. Zrobię zakupy – roześmiała się.
– Jeden z wykonawców ma przyjść do biura po pracy, więc zanim tu dotrę, może być siódma.
– Dobrze. – Usagi przesunęła stopą wzdłuż jego nogi. – To da mi więcej czasu na przygotowania.
– To będzie długi dzień – przepowiedział Mamoru.

Ból promieniował z nogi na całe ciało, a wstręt był tak silny, że poczuła mdłości. Brzęczenie. Tykanie. Bicie zega­ra. Pszczoły. Zegar. Jej własny krzyk. Dźwięki mieszające się w ogłuszającej kakofonii. Nie mogła już iść, więc czołgała się ku światłu. Zmusiła się, by patrzeć w tamtą stronę, skupić się na świetle. Serce biło jej boleśnie w piersi, a powietrze z trudem dochodziło do płuc, bez względu na to, jak głęboko usiłowała oddychać. Zło dopadło ją. Już ją wypełniło. Czuła obrzydzenie. Światło, a w świetle dziecko. Widziała twarz dziewczynki… Och, nie! Nie! Proszę, nie! Nowy hałas wdarł się do snu i go zakłócił.

Usagi zerwała się z kanapy z krzykiem jeszcze uwięzionym w gardle. Nie całkiem przytomna, pobiegła do kuchni i podniosła słuchawkę dzwoniącego telefonu. Rozległo się kliknięcie i sygnał. Odłożyła słuchawkę i oparła się na niej na chwilę, podczas gdy jej serce zwalniało do normalnego rytmu, a umysł przenosił się z przeszłości do teraźniejszości, od koszmaru do rzeczywistości. Gdy kładła się na kanapie, nie miała zamiaru spać. Chciała jedynie odpocząć chwilę po szkole, a przed wyprawą na zakupy. Zegar na kominku wybił czwartą. Nie mogła spać więcej niż pół godziny, choć ręce i nogi miała tak ciężkie, jakby sen trwał znacznie dłużej. Jeszcze gorsze było to, że głowę wypełniała jej jakby wata. Koszmar zawsze tak na nią wpływał: otępiająco i dezorientująco. Zasłoniła twarz dłońmi i jęknęła. Musi się obudzić. Otworzyła lodówkę i złapała puszkę coli, wyjęła lód, nasypała go do szklanki i zalała colą. Kofeina z lodem powinna zadziałać. Piła ją małymi łyczkami, idąc do sypialni. Potem obmyła twarz zimną wodą, uczesała się i przebrała w wygodne spodnie. Od­świeżona i obudzona wypiła colę do końca, wróciła do kuchni i sięgnęła po listę zakupów wypisaną na bloczku koło telefonu. Koło telefonu leżała także tabliczka, zrobiona w połowie z korka, a w połowie z plastiku, po którym można było pisać specjalnym pisakiem. Uśmiechnęła się na widok serduszka, które wyrysował tam Mamoru. „Ja – serduszko – ciebie” i podpis: „M.” Musi powiedzieć, że znów miała sen i doszła do siebie samodzielnie, bez histerii! Listę zakupów wetknęła do portmonetki i wyciągnęła ją dopiero w sklepie. Płyn do zmywania naczyń. Płatki śniadaniowe. Popcorn, który Mamoru mógł jeść garściami. Nic nadzwyczajnego, aż do ostatniego zapisu, chyba bruneta. Powiedziała mu, żeby dopisał, gdyby czegoś po­trzebował. Widocznie się śpieszył, bo litery były koś­lawe, a całość mało czytelna. Przyzwyczajona do odcyfrowywania bazgrołów uczniów, skupiła się i po chwili odczytała: „małjesiokr”. Chyba mały jesiotr? Ryb mu się zachciało? Potrząsnęła głową, zdumiona. Mamoru zawsze musi wyskoczyć z czymś niespodziewanym! Sama nie przepadała za rybami, więc kupiła tylko jedną porcję, a i to łososia, bo jesiotra nie było. Gdy pojawił się Mamoru, świeżo umyty i ogolony, kolacja była gotowa, a świeczki na stole płonęły, tworząc romantyczny nastrój. Usagi podała przy­stawki, a przed Mamoru postawiła przykryty pół­misek.
– Co to takiego? – zapytał.
– Niespodzianka, na później.
Wydawał się tak zaciekawiony, że byłaby gotowa uwierzyć w jego niewiedzę, gdyby nie przeko­nanie, że sam złożył zamówienie. Gdy po przystawkach pozwoliła mu unieść przy­krywkę, rozszedł się smakowity zapach duszonej w maśle ryby.
– Musi ci wystarczyć łosoś, bo jesiotra nie było.
– Co ci przyszło do głowy? – Mamoru roześmiał się głośno.
Usagi spojrzała na niego zaskoczona.
– Nie mnie, tylko tobie. Przecież zostawiłeś mi notatkę.
Mamoru pochylił się i pocałował ją w policzek.
– Nawet gdy dożyjemy setki, wciąż nie będę w sta­nie zrozumieć, jak pracuje twój mózg.
– O czym ty mówisz?
– Jak doszłaś od serduszka do jesiotra?
– Serduszka?
– Na tabliczce koło telefonu.
– Ja mówię o tej drugiej notatce.
W jego głosie pojawił się cień niepokoju.
– Nie rozumiem.
– Czy nie wpisałeś małego jesiotra na listę zaku­pów, tuż pod popcornem? – spytała nieco zirytowana.
– Nie! – kategorycznie zaprzeczył Mamoru.
– Słuchaj, nie żartuj sobie ze mnie. – Usagi nagle spoważniała.
– Ani mi to w głowie!
– Ależ… – przerwała i dodała po chwili, znacznie ciszej: – Nic nie rozumiem…
– Mówiłaś coś o liście zakupów?
– Poszłam na zakupy, i to było na liście, na samym dole. Oczywiście uznałam…
– Usako, nic nie wpisywałem na listę zakupów.
– Ale ktoś musiał…
– Masz jeszcze tę kartkę?
– W torebce.
Mamoru długo przyglądał się notatkom na kartce. Były zrobione równym pismem Usagi, poza ostatnią: nabazgraną nierówno, ze zlewającymi się literami.
– Ja tego nie napisałem – oświadczył.
– Ja też nie! – wykrzyknęła nie na żarty zdener­wowana Usagi. – Widzisz, że to pismo w ogóle nie przypomina mojego! – Zaległo ciężkie milczenie. W końcu powiedziała: – Jeśli nie ty i nie ja, to kto?
Mamoru bezradnie wzruszył ramionami. Usagi schowała twarz w dłoniach i jęknęła.
– Och, ten telefon! Nikt się nie odezwał.
– Telefon? Kiedy?
– Po południu zasnęłam na kanapie i znowu śnił mi się ten sen, ale zadzwonił telefon i obudził mnie. Kiedy podniosłam słuchawkę, było głucho.
– Do którego telefonu poszłaś?
– Do tego w kuchni.
Koło tabliczki do notatek?
– Ja nie…
– Wcale nie mówię, że to ty napisałaś.
– Duchy nie piszą na listach zakupów.
– Takie są reguły?
– Skończ z tym sarkazmem.
– To ty mi powiedziałaś, że nie ma żadnych reguł. Skąd wiesz, że duch, przyciśnięty wyższą koniecznością, nie może pisać? – Usagi nie odpowiedziała. Mamoru spytał spokojnie: – Gdzie masz tę książkę o duchach?
– Na małym stoliku.
Mamoru czytał, a Usagi siedziała cicho, wciśnięta w kąt kanapy, z wyciągniętymi na siedzeniu nogami.
– Zdarzało się to – oznajmił Mamoru, zamykając ksią­żkę. – Zdarzało się, że duchy przesuwały przedmioty,
zamykały drzwi i tak dalej, więc niewątpliwie mogły również poruszać piórem. Nie jest to bardziej niepraw­dopodobne niż inne rzeczy, które ci się przytrafiły, więc należy traktować to jako jedną z możliwości.
– Chcesz możliwości? A co powiesz na taką, że oszalałam? Rozważmy możliwość, że gdzieś usłyszałam tą historię i stworzyłam ducha, a potem dowiedziałam się o Kunie i dodałam dziecko, a teraz wypisuję niezrozumiałe słowa na liście zakupów!
– Nie męcz sama siebie – powiedział Mamoru, ale  nie dawała sobie przerwać.
– A może gdzieś w podświadomości po prostu miałam ochotę na jesiotra? Co powiesz na taką możliwość?
– Dosyć tego! – stanowczo przerwał jej Mamoru. Złapał ją za przegub i pociągnął. – Chodźmy!
Opierała się, ale był zdecydowany. Chwycił jej drugą dłoń i podniósł z kanapy.
– Idziemy stąd, z tego domu, póki nie odzyskasz zdrowego rozsądku i nie przestaniesz się nad sobą
roztkliwiać!
– Dokąd jedziemy? – spytała w samochodzie, usi­łując jeszcze podgrzewać swą złość, ale w gruncie rzeczy już czuła uspokajający wpływ zmiany otoczenia.
– Zabawić się – powiedział ponuro.
Dwadzieścia minut później siedzieli w lodziarni nad wielkimi porcjami lodów z bananami.
– No jak, lepiej? – zapytał.
Usagi rzuciła mu niechętne spojrzenie.
– Jak się postarasz, jesteś bezczelnym, nieczułym brutalem o mentalności jaskiniowca – oświadczyła, ale jej niechęć szybko topniała i zmieniła się w uśmiech. – Ale masz świetne pomysły i kocham cię.

Od samego początku wizyta Minako miała charakter staroświeckiego przyjęcia „z nocowaniem”. Wypożyczyły strasznie głupi film, polecony przez uczniów, zamówiły pizzę i rozsiadły się w nocnych koszulach na podłodze, jedząc, komentując film i chichocząc.
– A więc – spytała Usagi, gdy się na chwilę uspokoiły – jakie jest to małżeńskie życie? Czy mał­żeństwa naprawdę robią to tylko raz na tydzień?
Minako zaczęła się tak śmiać, że zachłysnęła się winem, ale udało jej się wykrztusić:
– Nie, trochę częściej.
– Mówisz, że musisz to robić częściej niż raz?
– Jakbyś sama nie wiedziała, jak to jest.
– Ależ, co masz na myśli?! – wykrzyknęła Usagi z akcentem wytwornej damy.
– Nie odgrywaj niewiniątka – ofuknęła ją Minako.- Widziałam krem do golenia w łazience. Poproszę więc o szczegółowy, zaktualizowany raport na temat Szałowego Przystojniaka.
– Przypomnij sobie, Minako- chan. Dawno, dawno temu, gdy ty i Saitou byliście w sobie szaleńczo zakochani…
Minako cisnęła w Usagi poduszką.
– Zapłacisz mi za to. Sai- chan i ja wciąż jesteśmy szaleńczo w sobie zakochani.
– Więc wciąż jeszcze to robicie?
– Nie zdradzę żadnych sekretów, jeśli żadnych nie usłyszę.
Rozmawiały do północy. Potem, ponieważ były odpowiedzialnymi, dorosłymi kobietami, a nie roztrzepanymi dziećmi, zapakowały resztę pizzy do lo­dówki, posprzątały i udały się do… łóżek, Usagi w swojej sypialni, a Minako w gościnnym pokoju. Przez kilka minut przed zaśnięciem Usagi rozmyś­lała o Mamoru i o tym, jak bardzo go jej brakuje. Zastanawiała się, czy też leży, nie śpiąc i martwiąc się o nią, jak zapowiedział. Jej ostatnia przytomna myśl była o tym, że jeśli tak, to martwi się niepotrzebnie, bo trudno sobie wyobrazić, by po kilku godzinach chichotu i żartów koszmar mógł wedrzeć się do jej snu. Nigdy jeszcze nie pomyliła się tak dalece.

Reklamy

5 thoughts on “Zabłąkane dusze. XI

  1. Mamoru jest słodki… Brakowało mi tego opowiadania totalnie… Uparciuch z niego 😀 Ale to dobrze, bo widać, że wie czego chce ^^ A Usagi mięknie 😀 To też dobrze.
    Oj ciekawe też jaki tym razem koszmar przyjdzie i czy obejdzie się bez Mamoru pomagającego uspokoić Usagi ^^

  2. I co dalej?? 😦
    Rewelacyjnie piszesz. Dialogi i opisy są doskonałe. Uwielbiam sposób, w jaki budujesz nastrój. Sceny, że tak powiem łóżkowe, mogłabym czytać bez końca 😉 A Mamoru… ach… idealny! Jejku… Czekam na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że nie porzuciłaś tego opowiadania ^^

  3. Witam, przeczytałam twoje opowiadanie i muszę przyznać, że mnie wciągnęło. Fajny pomysł kryminalny z elementami grozy a na deser pikantniejsze sceny. Postać Usagi fajna, ale niech lepiej sytuacja się wyjaśni bo dziewczyna zwariuje. A co do Mamoru w tym opowiadaniu mi się nawet podoba choć nie ukrywam, że jestem zwolenniczką Seiyi. Czekam na resztę ………..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s