Wyrachowana miłość. Epilog

I na tym byśmy już zakończyli, mam nadzieję, że opowiadanie się podobało.

Do zobaczenia… za dłuższy czas, kiedy nabiorę siły i weny. 🙂 Pozdrawiam wszystkich

Wzdłuż szosy, jak okiem sięgnąć, rosły miliony niebieskich kwiatów. Do Japonii nareszcie wkraczała wiosna. Pobocza autostrady wiodącej do Tokio wyglądały jak pomalowane. Rei wraz z Kei jechali do szpitala, żeby zobaczyć córeczkę Usagi i Mamoru. Chibiusa urodziła się zaledwie trzy dni temu.

– Mamoru sprawiał wrażenie, jakby miał zaraz zemdleć – relacjonował Kei telefoniczną rozmowę. – Ale poród przebiegł bez zakłóceń. Usagi- san szaleje z radości. Mała waży prawie trzy i pół kilograma. Podobno jest najpiękniejsza w świecie.

Rei bardzo chciała spotkać się z przyjaciółką. Dzwoniły do siebie przynajmniej raz w tygodniu. Wprawdzie widziały się ostatnio, gdy Rei przyjechała na parę dni do Tokio, ale teraz okazja była wprost szczególna.

Usadowiła się wygodnie na przednim fotelu samochodu. Kei prowadził. W czasie miesięcy, które spędzili razem, dowiedziała się o nim niejednego. Był całkowicie inny od jej ojca i Tensu. Owszem, miał temperament i potrafił być uparty, lecz nigdy dotąd jej nie skrzywdził. Można powiedzieć, że wręcz przeciwnie, nieraz zamęczał ją opiekuńczością. Kilka razy, dla sprawdzenia, prowokowała go do kłótni, ale nie dał się nabrać. Coraz częściej myślała o małżeństwie. Co najdziwniejsze, ta myśl wcale nie przyprawiała jej o dreszcz strachu, lecz wypełniała dziwnym i przyjemnym ciepłem.

Pani Yamana… – westchnęła w duchu.

Uśmiechnęła się. Kei. Jak go nazywał dziadek Kenshin? Narwaniec.

Droga wlokła się niemiłosiernie, ale wreszcie stanęli w Tokio. Od razu udali się do szpitala, gdzie leżała Usagi. Byli tam już wszyscy przyjaciele, łącznie z rodzicami blondynki. Tylko brat Usagi się nie zjawił.

– Ciekawe, gdzie też się podziewa? – mruknął pan Tsukino. – Co się z nim w ogóle dzieje? Prawdę mówiąc, już się stęskniłem za tym małym urwisem.

‚Mały urwis’ był już dorosłym mężczyzną i miał własne życie.

– Ja też – dodała Ikuko, słysząc uwagę swojego męża. – Chciałabym, żeby był tutaj i podziwiał moją najpiękniejszą wnuczkę, a zarazem swoją siostrzenicę. No, czyż ona nie jest śliczna? – zapytała, odwijając kocyk, aby Rei i Kei mogli lepiej się przyjrzeć.

– Cudowna – zawyrokowała brunetka. – Mogę ją chwilę potrzymać?

Ikuko oddała jej dziecko. Rei wzięła w ręce maleńkie zawiniątko i oczy jej zwilgotniały. Nagle poczuła przypływ macierzyńskiej czułości.

– Życie… – westchnęła. – Cóż to za wspaniały dar. – Uśmiechnęła się do Kei. – A może też sprawimy sobie coś takiego?

– Proszę bardzo, ale pod warunkiem, że wyjdziesz za mnie – odpowiedział i czule pogłaskał ją po policzku. Popatrzył na nią zakochanym wzrokiem.

– Pewnie, że wyjdę – odparła pozornie obojętnym tonem.

– Co powiedziałaś, kochanie? Naprawdę?!

Z powagą pokiwała głową.

– Tak.

Jego radosne okrzyki, pohukiwania i wiwaty słychać było aż w Osace.

Reklamy