Dzika Orchidea. I

Po wielu tygodniach przemyśleń, postanowiłam, zacząć publikować te bzdury które od jakiegoś czasu sobie pisuje. Czytam blogi o czarodziejce i znowu przeniosłam się do dzieciństwa. Mam nadzieje, że będzie się podobać, a ja mam dużooo pomysłów. 🙂 Pozdrawiam wszystkich fanów czarodziejki. 

~

Niebo nad Tokio nigdy nie było tak piękne i czyste, jak w ten poranek. Ogrzewające ulice letnie słońce nie przyćmiewał najmniejszy obłok. Jasnowłosa kobieta, która przed paroma dniami odebrała sobie życie, nie ujrzy czystego lazurowego koloru nieba. Nie dane jej będzie śnić i kochać jak dawniej. Jeśliby była w stanie cofnąć czas, wybrałaby samotność, by nikogo już nie skrzywdzić.

Gdzieś w oddali, poza wszystkimi doznaniami, biały, granitowy posążek wznosił się przy marmurowej kaplicy. Delikatnie pieściły go pierwsze, jasne promienie słoneczne. Wydawało się, że się uśmiecha. Biały, nieskazitelny, niczym nieskalany. Taki jak ona w tego pięknego poranka. Czysty i dobry. Przynajmniej wolałaby, aby tak ją zapamiętali.

~

Ciężkie, zdobione złoceniami drzwi prowadzące do krypty zapraszały do wejścia. W samym środku grobowca zebrała się grupa ubranych na czarno ludzi. Kobieta o włosach ciemnych jak heban szlochała głośno, opierając głowę o mężczyznę w okularach stojącego obok niej. Ten objął ją czule ramieniem, także nie ukrywając łez. Wysoki, przystojny brunet tuż obok nich był znanym chirurgiem. Kobieta jego życia zasnęła snem wiecznym, zamiast stać u jego boku przy ołtarzu, aby przysięgać, iż spędzi z nim resztę swoich dni. ‘Co się do cholery stało?’, myślał intensywnie, a w jego palcach, powoli, bez pośpiechu, obracał się pierścionek zaręczynowy, który podarował złotowłosej w dniu urodzin. Wtedy bez wahania zgodziła się zostać jego żoną, przynajmniej tak mu się wydawało. Ceremonia miała odbyć się za dwa dni, mieli być na zawsze szczęśliwi, tylko ze sobą i dla siebie. Po chwili, jak gdyby z dalekiego, nieznanego mu świata dotarły do niego ostatnie słowa kapłana stojącego przed kryptą.

– Pan jest Pasterzem moim, niczego mi nie braknie.  Na niwach zielonych pasie mnie, nad wody spokojne prowadzi mnie.

‘Jak to się stało?’, pytał sam siebie brunet. ‘Gdzie popełniłem błąd? Może wtedy, kiedy mówiłaś, że nie znam Cię na tyle, aby się pobrać? Może to ja Ciebie do tego zmusiłem.’, zamyślił się na chwile. ’Nie to nie możliwe’, załkał po raz kolejny tego poranka. ’Mieliśmy tyle planów, tyle marzeń. Dlaczego odeszłaś, Usako?’. Do jego uszu po raz kolejny doszedł płacz jej matki. Na drodze ciemnowłosego stanął Zoisite razem z jego najlepszym przyjacielem, Kunzite. Blondyn klepnął bruneta w ramię, pierwszy przełamując chwilę głuchego  milczenia.

– To straszna tragedia stary. Trzymaj się jakoś.

Białowłosy uścisnął jedynie jego dłoń, podejrzewając, iż nie będzie miał ochoty słuchać tysięcy słów litości.  Chwilę później oddalili się, gdy inni zaczęli podchodzić do Mamoru. Kapłan zamykając księgę, przeżegnał się znakiem krzyża. ‘Więc to już koniec. Nic nie zostało’, myślał coraz bardziej zrozpaczony zaistniałą sytuacją. Kuzynka Usagi widząc, że brunet jest jakiś nieobecny, ucałowała go jedynie w policzek, mówiąc coś o najszczerszych wyrazach współczucia, wnet odeszła. Zebrani poczęli opuszczać ciemny grobowiec. Mamoru poczuł na swoim ramieniu ciepłą, drżącą dłoń. Obrócił się powoli, natrafiając na pusty, smutny wzrok matki ukochanej.

– Mamoru- san, – ochrypły głos, czarnowłosej świadczył tylko o tym, ile nocy musiała wypłakać od śmierci Usagi.- Przyjdź do nas. Nikt z nas nie może być teraz sam.- Powiedziała, tak jakby bardziej chciała przekonać do tego siebie, niż innych wokoło.

– Nie, Ikuko- san, ja chce zostać sam.- Odpowiedział.

– Wiem.- Ton jej głosu momentalnie się złamał. Patrzyła na niego dłuższą chwilę, zastanawiając się czy jest, choć najmniejszy sens, aby dalej go namawiać. Westchnęła, zwracając się do niego:- Chociaż przyjdź jutro, nie zostawię Cię tak samego, wiesz o tym.

Mamoru tylko kiwnął głową, patrząc jak wycofuje się w stronę wyjścia. Odwrócił się ponownie w stronę pochówku. ‚Może zostanę tu na noc’, pomyślał i tak nikt na niego nie czeka. Tylko Usagi zawsze oczekiwała go po długich, męczących dyżurach. Ona potrafiła być na tyle wyrozumiała, kiedy wracał o piątej nad ranem. Rozumiała go, w końcu sama była lekarzem. Wiedziała ile wyrzeczeń to kosztuje, jednak widział w jej błękitnych źrenicach jak bardzo kochała swój zawód. Nagle usłyszał za sobą stukot szpilek odbijających się na marmurowej posadzce. Odwrócił się. Za nim stała Rei, najlepsza przyjaciółka blondynki. Dłuższą chwilę wpatrywali się w siebie, aż w końcu przerwała panującą między nimi ciszę:

– Jeśli będziesz chciał pogadać o tym co się stało, wiesz gdzie mnie szukać.-Nasunęła na nos ciemne okulary, skierowując się ku wyjściu gdzie czekał na nią mąż. Ukrył twarz w dłoniach, pozwalając sobie na uwolnienie skrzętnie ukrywanej przez te ciągnące się niemiłosiernie dni, rozpaczy. Przecież nie tak miało być, a teraz ona już nigdy nie ujrzy światła dziennego.

~

Nogi ledwo sunęły bruneta na drugie piętro ich wspólnego loftu. Chciał jak najszybciej się w nim zamknąć i nie powracać do świata żywych. Zniknąć z tego miasta. Nie był już i tak nikomu potrzebny. Po jaką cholerę mieli mu współczuć, kiedy on tak bardzo tego nienawidził. Już widział ich twarze pełne litości, dokładnie takie jak na pogrzebie. ‘Tak mi przykro doktorze Chiba’, słyszał w swoich myślach. Wyciągnął klucze do mieszkania z kieszeni spodni. Podnosząc głowę zauważył siedzącą na schodach Minako. Opierając się o mur zanosiła się głośnym płaczem. Kiedy ujrzała bruneta wchodzącego na górę, uniosła się, wpadając prosto w jego ramiona donośniej szlochając.

– Wiedziałam.- Wydukała ochrypłym głosem.- Wiedziałam, że coś się z nią dzieje i nic nie zrobiłam. Wolałam zostawić ją samej sobie, a teraz to moja wina.- Skończyła na chwilę. Stał przez dłuższą chwilę nieruchomo, z rękami spuszczonymi wzdłuż ciała.

– Jestem pieprzoną egoistką.- Szepnęła w jego tors. Poczuł jak mokra stała się jego koszula i uświadomił sobie, że przez ten cały czas to on był draniem. Zapatrzony tylko w siebie,  chciał całemu światu pokazać, jakim jest męczennikiem. Myślał tylko o sobie. Jak bardzo cierpiał po stracie ukochanej, nie widząc, iż inni dookoła niego także nie umieją sobie poradzić z tą tragedią. W jednej sekundzie puściły wszystkie hamulce, przytulając mocno Minako wiedział, że musi być silny.

~

Klucz zgrzytnął w zamku. Jak na komendę w przestronnym holu ustawił się czarny doberman, nadsłuchując i obserwując kto przyszedł. Klamka uległa, a drzwi uchyliły się, by po długim czasie wpuścić właściciela. Chiba przeszedł przez próg, zamykając je za sobą. Pies, któremu razem z Usagi nadali imię Black od razu doskoczył do swojego pana, zaczynając  jak zwykle podskakiwać. Brunet tylko pogłaskał go, rozbierając w między czasie czarną, jedwabną marynarkę przeszedł wolno do sypialni. Po drodze  nacisnął guzik automatycznej sekretarki, tylko po to, aby znów zadręczać się, słysząc ponownie głos blondynki.

– Hej tu mieszkanie przyszłych państwa Chiba.- Rozległ się jej słodki śmiech.- Jeśli nie odbieramy, to znak, że znowu jest tylko praca, praca oraz oczywiście…praca. Zostaw wiadomość.

– Mamoru, tu Ami.- Usłyszał po sygnale łamiący się głos ich wspólnej przyjaciółki.- Chciałam Cię zaprosić na kolacje do nas. Pogadamy. Myślę, że nie powinieneś zostać dziś sam. Więc zadzwoń, ok.?- Czekała, aż brunet odbierze telefon, dobrze wiedziała, że jest w mieszkaniu. Jednak nic takiego się nie stało. Zakończyła, więc rozmowę. – Ok, cześć.

Tuż za Mamoru podążał czworonóg cicho skamląc. Tak jakby przypuszczał, że od dziś zabraknie tu jasnowłosego mieszkańca. Mężczyzna przesunął drewniane, ciężkie drzwi szafy, sięgającej aż pod sam sufit, wyrzucając na łóżko wszystkie ubrania należące do narzeczonej. Po chwili piętrzyły się na satynowej pościeli płaszcze, wszystkie ulubione sukienki oraz dwa pudła, w których przetrzymywała notatki oraz swoje prywatne dokumenty. Brunet z ciężkim westchnięciem opadł na pierzynę głaszcząc psa za uszami, gdy ten usiadł blisko niego. Otwarł pierwszy karton, aby natknąć się na stertę dyplomów i kursów ślicznej pani doktor. Ostrożnie odkładał jeden po drugim na bok, przeglądając coraz to nowe sterty papieru, aż w końcu nie zauważył, kiedy dotarł do końca dokumentów, robiąc przy tym wielki bałagan. Rozejrzał się dokoła, podwijając rękawy czarnej koszuli. Wstając ponownie, podszedł do przeszklonej garderoby, chwytając do ręki torebkę blondynki, która leżała na wierzchu. Wyrzucił wszystko, co znajdowało się w środku. Wypadły pióra, jej dokumenty, telefon oraz duży, czerwony notes ze skóry, który dostała kiedyś od niego w prezencie. Wziął go rąk, otwierając na pierwszej stronie. Przewracając kartki, znalazł jak mu wydawało dużo niepotrzebnych notatek, wizytówek, kilka ich zdjęć oraz zdjęcia z przyjaciółkami. Zrezygnowany ukrył twarz w dłoniach. Czyżby jednak przyczyną tego, co nastąpiło był jedynie on sam, a niepotrzebnie doszukuje się drugiego dna? Może nie była przy nim szczęśliwa? Otworzył jeszcze raz notatnik, od nowa go lustrując. Pragnął znaleźć tam dowód na to, że przestała go kochać, choć wmawiał sobie, że to nie była prawda. Zaczął jeszcze raz, od początku.

Piątek. 17 Lipca. Zbyt wiele pracy, ponad zużytej siły, za dużo wypitej kawy. I ciągłe zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie.

Przewrócił kilka kartek dalej przez kolejne nic nieznaczące zapiski. Black położył pysk na jego kolanach, tak jakby sam chciałby się czegoś dowiedzieć. Po krótkiej chwili brunet natknął się na kolejne wspólne zdjęcie przyczepione srebrnym spinaczem, a pod nim jej wspomnienia.

Sześć miesięcy, sześć za krótkich dla mnie chwil. Jest każdym mym oddechem, myślą, snem. Jest wszystkim, o co prosiłam w wieczornych modlitwach. Mój czarujący książę. Bez jego głosu i samej egzystencji usycham jak kwiat bez wody. Jestem uzależniona od jego zapachu, od jego smaku. Wie o mnie wszystko, zna każdy mroczny sekret. Podsyca we mnie ogień, by chwilę później zgasić go we mnie i dać mi ukojenie w cierpieniach.

~

Piękna, drobna blondynka biegła po zielonych polach, nieprzerwanie uśmiechając się. Jej złote, długie włosy rozszczepiały się na wiosennym wietrze. Oglądała się za siebie próbując dostrzec kogoś w wysuszonych kłosach traw. Chwilę później usłyszała odgłos powolnych kroków. Dostrzegając wysokiego bruneta ponad wysokimi źdźbłami  zielonej, bujnej trawy, znów rzuciła się pędem przed siebie, krzycząc w jego stronę:

– Złap mnie, jeśli potrafisz.

– Będziesz tego żałować.- Zaśmiał się do niej. Była dla mężczyzny całym światem. Wniosła w jego spokojne, samotne życie blask i uczucie spełnienia. Pierwszy raz od tak dawna chciał założyć rodzinę, mieć ją, taką prawdziwą. Pełną miłości i bezpieczeństwa, której on nigdy nie miał. W końcu dogonił jasnowłosą łapiąc silnie w pasie, przez co oboje upadli na ziemie. Krucha, filigranowa kobieta krzyknęła krótko, po chwili zaczynając śmiać się radośnie. Obracali się po zazielenionych polach, aby chłonąć woń mokrej od rosy i nocnej burzy trawy. Jej błękitne oczy rozszerzyły się w zdumieniu kiedy poczuła jego niecierpliwe dłonie na swoim ciele.

– Mamo-chan nie tu.- Odparła po krótkiej chwili, lekko już zasapana, między namiętnymi pocałunkami.

– Nie obchodzi mnie to.- Zanurzył ręce w materiale jej króciutkiej białej sukienki.

– Mamo-chan, nie.- Jęknęła jasnowłosa.

– Tak.- Drażnił się z nią.

– Może…No dobrze.- Powtórnie się zaśmiała i poddała się ogarniającej ją gorączce zmysłów.

– Usako, mój mały króliczek.- uwielbiała, gdy nazywał ją w ten sposób.

Podciągnął jeszcze wyżej tkaninę, tak, że widać było jej białe, koronkowe majteczki. Usagi sięgnęła do guzików śnieżnobiałej koszuli czarnowłosego, którą chwilę później rzuciła daleko za siebie.

~

Oddałam mu każde wspomnienie, każdą chwilę mojego życia. Przed naszym związkiem nigdy nie wykładałam kart na stół. Teraz jestem jak otwarta księga. Chce z powrotem mojego rycerza. Chce tą namiętność i tajemniczość. Taką jak w chwili, kiedy się poznaliśmy. Chce ją z powrotem. Nie rozumiem, co się zmieniło. Nadal go kocham, tylko ta świadomość o nim jest po prostu inna.

Reklamy

3 thoughts on “Dzika Orchidea. I

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s