Dzika Orchidea. II

Coś czuje, że spieprzyłam rozdział po całości, zupełnie inaczej sobie go wyobrażałam, a wyszło, to co wyszło. No, cóż miłego czytania i do następnego.

Pisane przy Bruce Springsteen- I’m on fire

EDIT:

Dziękuje za wszystkie komentarze i za fakt, że komuś się TO w ogóle podoba. 😉

~                            

20 września. Po dwunastu godzinach ciężkiej, ale satysfakcjonującej pracy mogę wreszcie odetchnąć. On jest taki ambitny. Nigdy nie przegrywa. Został ordynatorem oddziału. Ja pomagam dzieciom, co zawsze było moim marzeniem. Tylko, kiedy my doczekamy się swoich własnych pociech. Zaczynam coraz częściej o tym myśleć.

– Nawet nie wiesz, jakim jesteś szczęściarzem.- Patrzyła na niego spod szkieł okularów, ogrzewając się przyjemnym ciepłem kominka. Spojrzał na nią szczerze zainteresowany. Blondynka rozciągnęła się wygodniej na czekoladowym fotelu. Podziwiając jesienny krajobraz za oknami, ciągnęła przerwaną myśl.

– Nie każdy tak bardzo kocha swoją pracę, nie każdy się jej tak oddaje. Nawet nie wiesz, jaki jesteś dobry w tym, co robisz. Chciałabym tak daleko zajść.

– Co masz na myśli?- Brunet zmarszczył brwi w wyrazie niezadowolenia. Blondynka szybko poderwała się z miejsca.

– Nie, nie mam Ci za złe. Tylko myślę sobie, że może Bóg każdemu z nas wyznacza cel. Poeci, artyści, muzycy, ludzie z pasją. Ludzie tacy jak ty.- Kończąc sentencje chciała podejść do bruneta, jednak ten ją zatrzymał.

– Zostań tam gdzie jesteś i ściągnij koszulkę.

– Po co?- Zapytała się zdziwiona.

– Lubię na Ciebie patrzeć.- Bardzo powoli ściągnęła przez głowę biały podkoszulek, zostając w samym koronkowym staniku, który właściwie niczego nie zakrywał.

– Uwielbiam Cię. Uwielbiam jak wyglądasz. Jak się poruszasz.- Mówił do niej szeptem, by nie zmącić ciszy, jaka między nimi zapanowała. Podszedł do fotela biorąc Usagi w ramiona, posadził na swoich kolanach.

– Dlaczego tak właściwie ze mną jesteś? – Zapytała nagle.- I tak niczego nie umiem.- Cicho ciągnęła, wtulając się w niego.- Wszystko potrafię spieprzyć.

– Nie powinnaś tak mówić.- Pocieszał ją gładząc złote włosy.

– Pieprzyć to.- Krzyknęła nagle.- Nawet nie umiem prowadzić samochodu.

– Każdy idiota da temu radę. Skończyłaś medycynę, sądzisz, że nie poradzisz sobie z obsługą automatu. – Tłumaczył jej z uśmiechem na twarzy.

– Po prostu mów do mnie, Mamo-chan.- Dodała, kładąc głowę w zagłębieniu jego szyi. – Lubię jak do mnie mówisz, to mnie uspokaja.

Przyglądał się jej przez chwilę, by zacząć szeptać wprost do ucha:

– Jest coś takiego w świetle, że kiedy patrzysz w nie zbyt długo twoje oczy cierpią. Ciemność jest tajemnicza, jest przesłonięta i spokojna, a cienie tworzą piękne rzeczy, zwłaszcza twoje cienie, Usako. Kocham Cię, chce żebyś ze mną spędziła całe życie.

~

11 listopad. Dziś wizyta u okulisty. Gdzieś, kiedyś czytałam, że siedemdziesiąt procent ludzi na świecie kończy dorastać, poddaje się, przestaje marzyć, kiedy kończy dwadzieścia lat. No cóż doktorze pana matka chyba musi być bardzo dumna.

Usagi spokojnie leżała w ciemnym gabinecie doktora Ulmino, bębniąc palcami o oparcie fotela. Mamoru prosił ją od jakiegoś czasu, aby go odwiedziła, a to wszytko przez ostatni wypadek w szpitalu. Odtąd obraz przed oczami mocno drgał. Niespodziewanie cichy brzęk zmusił blondynkę do obrócenia się w lewą stronę. Napotkała na ciepłe, spokojne spojrzenie siwego mężczyzny.

– Gotowa pani Tsukino?- Zapytał uśmiechając się.

– Chyba tak.- rozmieściła się wygodniej. Oglądał przez krótką chwilę jej źrenice, by wydać niezbyt dobrą diagnozę.

– Widzę tam jakby kawałek szkła.- Mruknął sam do siebie. – Zakroplimy oko i wyciągniemy to cholerstwo.- Dodał marszcząc nos, okazując nie wiadomego powodu złość. Usagi głośno przełknęła ślinę.

– Trzeba?- Ruszyła się nerwowo.

– A chce pani widzieć?- Uniósł pytająco brwi, przybliżając się z małą buteleczką kropel.

– No to zaczynamy.- Dodała jeszcze.

~

Próbowała podeprzeć się czegokolwiek na swojej drodze przesuwając się do wyjścia. Przechodząc przez korytarz spojrzała w wielkie lustro na ścianie. Nie widziała swojego odbicia bardzo wyraźnie. Wiśniowa chusta, którą przewiązała na oku wyglądała dziwacznie. Blondynka przechyliła głowę na bok, przyglądając się sobie krytycznie. ‚Na pewno mniej dziwacznie niż ten brzydki, biały opatrunek, który mam pod spodem’, pomyślała. Kobieta czekająca w poczekalni obserwowała ją z politowaniem. Kiedy przekraczała drzwi szpitala, usłyszała jej głos:

– Mam nadzieje, że oddałaś temu palantowi.

Usagi uśmiechnęła się pod nosem. Niesamowite, wszyscy myślą, że jest ofiarą przemocy. Będąc już na zewnątrz przychodni starała się zasłonić dłonią oczy przed ostrym słońcem. Nie widząc dokładnie gdzie stawia kroki, zachwiała się nieświadomie wchodząc prosto na ruchliwą jezdnie. Słysząc za sobą głośny klakson, cofnęła się gwałtownie, by wpaść w silne, męskie ramiona.

– Wszytko w porządku?- Zdumiona blondynka odwróciła się napotykając spojrzenie fioletowych, figlarnie błyszczących źrenic. Wyrwała się z uścisku, a jej twarz nabrała koloru dojrzałej wiśni.
– Szaleni kierowcy. – Skomentował.- Co ci się stało?- Spytał zainteresowany po chwili milczenia.

– To tylko kawałek szkła.- Odparła.

– Zdarza się. Czasami trudno się do niektórych rzeczy przyznać. Problemy pozostają za zamkniętymi drzwiami. Wiesz, o czym mówię?- Włożył ręce do kieszeni spodni.

– Tak, wiem, o czym mówisz. To tylko kawałek szkła.

– To dobrze.- Uśmiechnął się do niej po raz pierwszy. Usagi przypatrująca się nieznajomemu mężczyźnie stwierdziła, iż jest on niezwykle przystojny. Zaraz jednak, mocno zwyzywała samą siebie.

– Spóźnię się do pracy.- Spuściła głowę speszona.- Dziękuje.- Szepnęła jeszcze, lecz jej nie usłyszał. Gdy uniosła wzrok nie dostrzegła go już w tłumie przechodniów.

~

20 listopada. Dziś zdjęcie opatrunku, właśnie na tym samym rogu na, gdzie na siebie wpadliśmy. Może to trochę dziecinne, może nawet infantylne, ale nie mogę się powstrzymać. Perfekcyjny chłopiec, perfektywny kandydat. Zawodnik w bitwie, która ma już zwycięzcę. Tak bardzo różniący się od Mamoru. Nie ma żadnej rozgrywki, porównania, rywalizacji. Perfekcyjny sekret namiętności.

Wychodząc z budynku zatrzymała się na kamiennych schodach. Podnosząc twarz w stronę bezchmurnego nieboskłonu, pozwoliła promieniom słonecznych ogrzać przez moment twarz. Przymknęła oczy, mrucząc cicho z zadowolenia. Jednak patrząc na swój zegarek westchnęła zrezygnowana. Jeżeli się nie pośpieszy spóźni się kolejny raz na dyżur, a nie chciała, by Mamoru znów tłumaczył ją przez tą wiedźmą, Tansho. Idąc przed siebie zamyślona, podziwiała czubki swoich czarnych, wysokich szpilek. Wznosząc wzrok znad ziemi momentalnie zdębiała. Przed jej obliczem pojawił się białowłosy nieznajomy. Przeglądając skrupulatnie stertę dokumentów marszczył brwi w przejęciu. Usagi stała w miejscu przygryzając dolną wargę. Sama kompletnie nie pojmowała swojego naiwnego zachowania, lecz nadal tam stała. Mężczyzna zerknął na zegarek, wsuwając dokumenty pod pachę. Ze spokojem ruszył w dól gwarnej ulicy. Nogi złotowłosej same poczęły ją nieść za nim. Patrząc się na tył szerokich pleców, podziwiała zarys sylwetki w ciemnym, prążkowanym garniturze. W krótkim czasie znaleźli się w pobliżu niewielkiej kawiarenki. Kiedy białowłosy wszedł do środka, ona postanowiła zostać na zewnątrz, by poprzyglądać mu się jeszcze chwilę. Nie spuszczała z niego wzroku, kiedy zamówił kawę u młodej ekspedientki. Jasnowłosy zmarszczył brwi zirytowany, czując na sobie czyjś wzrok. Spojrzał na szybę, spotykając na swojej drodze duże, niebieskie orbity. Blondynka zerwała się z miejsca, rumieniąc przy tym się jak niedoświadczona nastolatka. Z pewną dozą nieśmiałości założyła kosmyk włosów za ucho, intensywnie o czymś rozważając. W końcu postanowiła wejść do lokalu. Gdy drzwi otwarły się, zawieszony nad nimi dzwonek lekko zadźwięczał. Wysokie obcasy odbijały się na posadce kafejki. Jeśli ktoś zapytałby ją co do jasnej cholery wyprawia, nie potrafiłaby odpowiedzieć logicznie na to pytanie. Mocno oparła się o blat, zaciskając na nim szczupłe palce. Niewysoka brunetka uśmiechnęła się do niej ciepło, przychylając głowę na bok.

– Dzień dobry. Podać coś?- Zapytała miłym głosem.

– Dużą latte.

– Oczywiście.

W oczekiwaniu na kawę bębniła z nudów paznokciami w powietrznie płyty. Czuła na sobie wzrok, wiedziała, że się jej przygląda. Odwróciła się w jego stronę.

– Czy my się znamy?- ton głębokiego głosu przyprawił ją o ciarki.

– Nie wydaje mi się.- Odszepnęła zakłopotana.

– Nigdy Cię nie widziałem. Choć z drugiej strony wydajesz mi się znajoma.- Ciągnął dalej.

– Może jednak się spotkaliśmy.- Wyszło z jej ust, zanim pomyślała, lecz uśmiechnęła się nieśmiało.

– Doprawdy.- Uniósł pytającą lewą brew, a przez jej głowę przeszło milion myśli. Każda w nich spowodowała, że twarz blondynki nabrała koloru dojrzałego pomidora.

– Proszę.- Usłyszała życzliwy głos sprzedawczyni, która w ręce trzymała zamówiony napój. Usagi rozwarła torbę wykładając z niej portfel.

– Nie trzeba.- Odezwał się nieznajomy, kładąc banknot na ladę. – Ja zapraszam. Może usiądziemy.- Wskazał ręką na wolny stolik w głębi kawiarni.

– Spieszę się.- Słabym głosem odmówiła.

– Tylko na chwile.- Przekonywał.

– No dobrze.- W końcu uległa, wzdychając. Ruszyła z filiżanką w dłoniach do wskazanego miejsca, zajmując krzesło obok mężczyzny.

– Chyba jednak Cię znam.- Pochylił się w jej stronę. – Spotkaliśmy się prawda?- Zmarszczył czoło.

– Nie wiem.- Palnęła bez namysłu.

– Ach, tak teraz sobie przypominam dziewczyna w chuście.- Odchylił się przyglądając się jej z zainteresowaniem.

– Z tego wynika, że to ja.

– Bez tego, jesteś o wiele śliczniejsza.- Odparł, odgarniając z twarzy blondynki opadający kosmyk włosów. Wytrzeszczyła duże, błękitne źrenice wpatrując się w stolik, przy którym usiedli. Był koloru kości słoniowej i miał małą plamkę po kawie.

– Teraz widzisz lepiej?- Wytrącił ją z przemyśleń. Przeniosła wzrok na niego.

– Chyba jednak nie za dobrze, nie poznałam Cię.- Odpowiedziała. Zanurzył usta w filiżance czarnej kawy mrużąc oczy.

– Wiesz, w tym dniu, kiedy wpadłaś prosto na mnie…

– Uratowałeś mnie przed wypadkiem.- Przerwała mu.

– …to było jak grom z jasnego nieba. – Ciągnął.- Tak blisko twojego ciała.- Poczuła jego rękę na swoim zgrabnym udzie.- Mnie się podobało, a tobie? Odpowiedz.- Pochylił się nad nią.

– Może.

– Wiesz nie ma czasem logicznego wytłumaczenia dla takich wydarzeń, gdy kobieta i mężczyzna spotykają się. Coś zaiskrzy, to się rzadko zdarza.- Ciepłym oddechem owiewał płatek ucha. – Jak wypadki, jak magia.

– Magia?- Obróciła głowę prawie, że dotykając jego warg. Dłoń mężczyzny znalazła drogę do zaróżowionego policzka.

– Chemia, pożądanie.- Wymieniał.- Kiedy czujesz prądy w całym swoim ciele i nie potrafisz przestać o tym myśleć.

– Wow.- Tylko tyle wydostało się z ust złotowłosej.

– Właściwie to mógłbym się z tobą kochać teraz, tutaj.- Nie przestawał  ją zawstydzać.- Piękna z  ciebie istota. Ślicznie się rumienisz.- Ręka z policzka powoli przesunęła się na dekolt jasnowłosej, zatrzymując się na szwach koronkowego stanika, zakrytego białą koszulą.

– Naprawdę?- Pisnęła.

– Chcesz zobaczyć?- Uniósł brew. Zauważył, że ktoś przygląda im się z dezaprobatą.

– Więc.- Odchylił się na krześle, a jego twarz pozostała kamienna, tak jakby zaistniała sytuacja  w ogóle nie miała miejsca. Blondynka w dalszym ciągu zaczerwieniona na licach, rozglądała się rozbieganymi oczami po kawiarni. Białowłosy wyciągnął z kieszeni garnituru pióro, sięgając po papierową serwetkę leżąca przed nim. Zapisując coś na niej, podał zainteresowanej blondynce.

– To mój adres.- Wyjaśnił, widząc pytające spojrzenie.– Myślałem, że wpadniesz do mnie jutro wieczorem powiedzmy, tak około ósmej.- Raczej stwierdził, niż zapytał. Wstając nachylił się nad nią całując w policzek, szepcząc krótkie:

– Do zobaczenia.- Ona w dalszym ciągu siedziała przy stoliku.

– Podać coś jeszcze?- Wyrwał ją z zamyślenia głos kelnerki. Ta tylko spojrzała na nią nieobecnym wzrokiem.

– Nie dziękuje.- Szepnęła. W swoich dłoniach obracała kawałek papierowej chusteczki. Nie przeczuwała nawet jak niewinne z pozoru spotkanie bardzo zmieni jej los.

Reklamy

10 thoughts on “Dzika Orchidea. II

  1. Ty mnie coraz bardziej zadziwiasz :O nawet nie wiem jak skomentować, więc po prostu pisze cokolwiek żebyś wiedziała że czytam i mi się bardzo podoba.

  2. Miejscami miałam wrażenie, że inspirowałaś się „50 twarzami Grey’a”. Świetnie się czyta! Ciekawy rozdział, intrygujący:) Z miłą chęcią przeczytam kolejne 😀

      1. heh:) chyba tak:) ale szczerze mówiąc to nie zrobiła na mnie jakiegoś niesamowitego wrażenia. ot takie czytadło w podróży:)

          1. Czytałam, czytałam, niestety:P
            Pierwsza część całkiem fajna, uszła, ale jak w II i III Christian zrobił się cukierkowy…
            Ble;P no i mnie przerażał;p nie chciałabym takiego chłopaka…
            Najbardziej podobał mi się, w zasadzie, dopisek w III części, czyli kilka kartek z I części oczami Christiana… O tak, jego narracja podbiła by tę książkę w moich oczach.
            Powiedz mi, Usako, jakiej pary jesteś zwolenniczką? Usagi i… Diamond?:)

            1. Ja bym radziła Usagi, żeby sobie taki mały harem zrobiła Mamoru, Diamond i ona. 😀 Nie no zależy od mojego stanu umysłu, ale Mamoru był moim pierwszej zauroczeniem po przeczytaniu mangi, za to Diamond jest taki dziko tajemniczy xD.
              A co do książki to moim zdaniem jakby była napisana od początku oczami Greya, byłaby o wiele ciekawsza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s