Zbyt późno. X

Sekundy zdawały się być minutami, minuty godzinami. Czas przybrał postać oleistego wiru na powierzchni leniwie płynącej rzeki. Saitou siedział na taborecie przy szpitalnym łóżku i wpatrywał się w Minako. Jej pierś unosiła się wolno pod śnieżnobiałą płachtą prześcieradła. Tego samego koloru były policzki dziewczyny oraz bandaż, który spowijał jej głowę, skrywając głębokie rozcięcie. Nie miała innych obrażeń. Na szczęście taksówka, która ją potrąciła, ruszyła dopiero spod krawężnika i siła uderzenia nie była zbyt duża. Liczne i dużo głębsze rany nosiła na duszy. Nie zabliźnione od dzieciństwa. Wiedział teraz już coś, o czym nie mieli pojęcia opiekujący się nią lekarze. Ale też ich wiedza nic by tu nie pomogła. Jakże musiała go nienawidzić przez te wszystkie lata. A przecież nie byłoby tego wszystkiego, gdyby Sumiteru zechciał go wysłuchać. Ale tamtego dnia wpadł w jakiś bezrozumny amok. Z takim człowiekiem jedynie ktoś o cierpliwości świętego mógł dojść do ładu, zaś on, na pewno nie był świętym. Wyjechał z zamiarem powrócenia w najbliższych dniach do zasadniczego tematu rozmowy. Po kilku godzinach wiedział już jednak, że ani nazajutrz, ani za tydzień on i Sumiteru nie zamienią ze sobą więcej ani jednego słowa. Pamiętał, że miał córkę, lecz oczywiście musiałby być jasnowidzem, żeby zobaczyć ją w Minako. Jasnowidzem lub człowiekiem trochę bardziej skrupulatnym. Bo jednak w informacjach o niej zebranych była wyraźna luka odpowiadająca okresowi dzieciństwa, on zaś nie spróbował jej wypełnić. A przecież w końcu okazało się, że dzieciństwo Minako kładło się długim i ponurym cieniem na jej dorosłość. W rezultacie były dwie Minako. I teraz zasadnicze pytanie brzmiało, która z nich się obudzi? Czy ta, która przyrzekła mu swoją rękę, czy też ta druga, która żądała zapłaty za śmierć swojego ojca? Jeśli się obudzi. Lekarze zachowywali tu pewną ostrożność. Wypadek zdarzył się bez mała dwanaście godzin temu i do tej pory nie odzyskała przytomności. Istniała obawa, iż stan omdlenia może przemienić się w śpiączkę.
– Bez zmian? – zapytał Isao, stając obok łóżka.
-Bez zmian – potwierdził Saitou zgnębionym głosem.
Słowa te zabrzmiały w uszach Saitou niemal ironicznie. Bo ileż zmian wniosła Minako w jego życie, jak gruntownie je przeobraziła i nadal mogła przeobrażać. Oby tylko odzyskała przytomność. Musi wrócić do zdrowia!
Mleczne światło, spokój, cisza i bezruch. I nagle jakieś szepty. Cichną i nasilają się. Mglista poświata gaśnie, szarzeje, aby znów stopniowo nabierać jasności. Pulsowanie. Jak gdyby rozpoznała głos. Miękki, czuły, łagodny. Pamięta! To głos Saitou! Usłyszała swoje imię. Mówił do niej. Chciała otworzyć oczy. Na powiekach leżały ołowiane krążki.
– Obudź się, Minako- chan. Obudź się. Błagam.
Kochała go. Wszystko, co dawne, odpłynęło. Musiała mu dać znak, że słyszy i pragnie się przedrzeć ku niemu.
– Mam ci tak wiele do powiedzenia. I nie odejdę stąd, dokąd się nie obudzisz. Chcę być pierwszą osobą, którą zobaczysz, kiedy otworzysz oczy.
Ona też tego chciała. Ujął jej dłoń i zaczął ją gładzić. Zrobiło się tak przyjemnie. Zapadła w głęboki sen. Spała do południa następnego dnia. Obudziła się zdrowa i rześka, jakby właściwie nic się nie stało. Ale dopiero po tygodniu lekarze orzekli, że mogą puścić ją do domu. Przez ten tydzień przewinęli się przez jej pokój prawie wszyscy znajomi i przyjaciele. Każdy bez wyjątku przychodził z kwiatami i drzwi praktycznie się nie zamykały. W rezultacie pomiędzy nią a białowłosym nie doszło do rozmowy sam na sam, której każde z nich w tym samym stopniu pragnęło, co się obawiało. Ale dzisiejszy dzień miał być rozstrzygający. Dziś opuszczała szpital i wracała do normalnego życia. Pozostawało tylko kwestią otwartą, czy będzie to nowe życie. Saitou zjawił się punktualnie. Powitała go ubrana w brzoskwiniowy żakiet i długą spódnicę w pastelowych kolorach. Wyglądała tak pięknie, że nawet plaster na jej czole zdawał się ją zdobić. Czuła się jak jagnię przeznaczone na ofiarę. Wszystko było w rękach Saitou. Gotowa była podporządkować się każdej jego decyzji. Przewidywała najgorsze. Nie przewidziała jednak jednego. Tego, że kiedy zajadą pod jej dom, będzie tam na nich oczekiwała Miyo. Sądząc z buntowniczego wyrazu jej twarzy, nie przyszła tu dobrowolnie.
– Za dwie godziny mam samolot! – wykrzyknęła na ich widok z irytacją. – Załatwmy to więc jak najszybciej.
– Zostaniesz z nami tak długo, jak długo będzie to konieczne – rzekł Saitou lodowatym głosem, zamykając samochód i biorąc Minako pod ramię.
Po chwili byli już w mieszkaniu. Mieszkaniu wyjątkowo pustym, gdyż Artemis nadal przebywał u sąsiada. Minako poczuła, że musi usiąść. Siły, które mobilizowała od samego rana, nagle ją opuściły. Próbowała odgadnąć powody, dla których Saitou zmusił Miyo do przyjścia tutaj i natrafiała niezmiennie na kompletną pustkę w głowie.
– Przejdźcie do salonu, a ja zrobię kawę – powiedział.
– Nie mam czasu na kawę – zaoponowała Miyo. Saitou nawet nie raczył odpowiedzieć. Zniknął w kuchni, one zaś przeszły dalej i usiadły w fotelach. Minako odchyliła głowę na oparcie i na chwilę zamknęła oczy. Poskutkowało. Poczucie, że znajduje się na pokładzie statku miotanego burzą, minęło.
– Arogancki bękart! – ni stąd, ni zowąd parsknęła Miyo. Wyjęła kosmetyczkę i poprawiła makijaż. – Wiesz, Kobo w końcu spuścił z tonu i rozwodzi się ze mną bez…
– Kobo rozwodzi się z tobą? Sądziłam, że rozwód ma nastąpić z twojej inicjatywy.
– A co za różnica, kto się z kim rozwodzi. Efekt w obu wypadkach jest ten sam.
Minako wzruszyła ramionami.
– Masz rację. Tylko po prostu myślałam…
– Kobo zdecydował, że musi cokolwiek się odmłodzić. Znalazł więc nową kandydatkę do swego małżeńskiego łoża. Dwudziestotrzyletnią dziewczynę, której tatuś siedzi na milionach. Już dawno zauważyłam, że zaczynają pociągać go coraz młodsze kobiety, a nawet dziewczyny. Ty byłaś tego najlepszym przykładem.
– Zawsze dotąd twierdziłaś, że uważasz moją wersję o usiłowaniu gwałtu za wyssaną z palca.
Miyo jakoś smętnie uśmiechnęła się i rozejrzała po pokoju.
– Gdyby Saitou nie zmusił mnie do przyjścia tutaj, byłabym w tej chwili na lotnisku.
Zmieniając temat, Miyo tym razem niedwuznacznie przyznała się do winy. Wszedł Saitou.
– I dobrze wiesz, dlaczego cię zmusiłem – powiedział, stawiając tacę z kawą na stoliku.
Miyo gwałtownym ruchem odrzuciła głowę. Siedziała teraz w pozycji zaczepno- obronnej.
– Kiedy ty wreszcie przestaniesz mnie oskarżać?
– A jak sądzisz? – odparł głosem mrożącym krew w żyłach.
Miyo zbladła. Dawało się to zauważyć nawet pomimo jej opalenizny.
– Przecież nie cierpiała…
Boże, o kim i o czym oni rozmawiali? Minako miała wrażenie, że dzielą ją od tych dwojga całe kilometry.
– Nie cierpiała, mówisz? Byłoby to prawdą, gdyby przyjąć twoje kryteria cierpienia. Ale wedle tych bardziej przyzwoitych i ludzkich, to pięć lat były dla niej prawdziwym koszmarem.
Miyo spurpurowiała i poderwała się na nogi.
– Czyli że ja jestem nieludzka? Nie zostanę tu dłużej ani sekundy. Nie pozwolę się znieważać.
– Zostaniesz, daję ci na to moje słowo. I zostaniesz do momentu, kiedy cała prawda nie zostanie wreszcie wypowiedziana.
Minako uznała, że nie może być dłużej wyłącznie świadkiem wydarzeń.
– Czy któreś z was zechciałoby mi powiedzieć, o co tu właściwie chodzi?
Saitou podniósł jedną brew i skierował kłujące spojrzenie swych stalowych oczu na wciąż stojącą Miyo.
– A więc?
Tamta nerwowo szarpnęła rękaw sukienki.
– Dlaczego ja?… No, dobrze. – Jej rozbiegane oczy próbowały uwiesić się opatrunku na czole Minako. – Po śmierci twojego ojca Saitou przyznał nam pewną dotację… To znaczy przyznał ją tobie na pokrycie kosztów nauki, wakacji i różnych innych rzeczy, ja zaś, jako twoja prawna opiekunka, zostałam zobowiązana do rozporządzania tą sumą.
Zamilkła, uciekając ze spojrzeniem w kąt pokoju.
– Nie przerywaj – powiedział. – Nie usłyszeliśmy jeszcze ani słowa o jej rodzinnym domu.
– Od jej ostatnich urodzin dzielą nas dopiero dwa lata. Miałam zbyt wiele spraw na głowie, aby pamiętać o tej dacie.
– Twoje małżeńskie kłopoty nic mnie nie obchodzą. Liczy się tylko to, że własność Minako zagarnęłaś dla siebie.
Minako zaczęła wreszcie coś pojmować. Zrozumiała jedną konkretną rzecz. Saitou łożył na jej naukę. Co nim powodowało? Czyżby nieczyste sumienie?
– Potrzebowałam pieniędzy. Musiałam z czegoś żyć.
Przejęta sama sobą, Miyo najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo w tej chwili wzburzony był Saitou.
– Okradając dziecko! Dziecko, które w dodatku nosiło na duszy trwałe blizny po tragedii, jaką przeżyło.
Miyo wybuchnęła nieprzyjemnym śmiechem.
-To dziecko z jego gibkim, opalonym ciałem potrafiło zamieszać w głowie i… w zmysłach dorosłemu mężczyźnie. Już wtedy o mało co nie straciłam Kobo.
– Kłamiesz! – wybuchnęła Minako. Ta rozmowa z minuty na minutę stawała się coraz bardziej nieprawdopodobna. – Sai- chan, miałam w tamte wakacje zaledwie szesnaście lat i raczej mgliste pojęcie o sprawach męsko-damskich. Ale nawet taka dziewczyna potrafi rozpoznać gwałt, zaś Kobo próbował mnie zgwałcić. A kiedy poskarżyłam się Miyo, ona najpierw złożyła wszystko na karb mojej wybujałej wyobraźni, a potem wręcz zarzuciła mi, że zwyczajem podlotków podkochuję się w jej mężu.
Saitou milczał, pocierając czoło, jakby bolała go głowa.
– Oczywiście, że wtedy uwierzyłam ci – przyznała macocha. – Żonom zazwyczaj nie brak jest spostrzegawczości.
-Więc dlaczego postąpiłaś tak, jak postąpiłaś? Okrutnie i bezwzględnie.
– Potwierdzenie, że wiem o wszystkim, równoznaczne byłoby z końcem mojego małżeństwa. Nie miałam wyboru, nawet wówczas, gdy w grę wchodziła moja pasierbica. Ty zaś pomogłaś mi zażegnać niebezpieczeństwo, najpierw zamykając się na resztę wakacji w swoim pokoju, a potem bardzo rozsądnie odrzucając nasze zaproszenia. Ale Kobo nigdy cię nie zapomniał. Kiedy wypłynęłaś jako modelka i gazety zaczęły zamieszczać twoje zdjęcia, on je wycinał, kompletował, by od czasu do czasu, w przypływie jakiejś chorobliwej dumy, chwalić się przed znajomkami tą szczególną kolekcją.
Nagle Minako poczuła złość na samą siebie, że w ogóle wybrała ten zawód i pozwoliła się fotografować.
– Nigdy dotąd nie uderzyłem kobiety – wycedził przez zęby Saitou. – Radziłbym ci jednak, żebyś nie nadużywała mojej cierpliwości i powiedziała wszystko, a potem wyniosła się stąd i na zawsze zniknęła nam z oczu. Po prostu nie chciałbym zapomnieć o swoich zasadach – dokończył prawie z sykiem.
Miyo na wszelki wypadek cofnęła się o kilka kroków.
-Pięknie! Grozisz mi pobiciem! A może nawet zabijesz mnie? – W jej głosie pobrzmiewały nutki histerii.
– Dom!
Prychnęła jak kocica i zwróciła się do Minako.
– Dom należy do ciebie. Przez te wszystkie lata opiekował się posiadłością wyznaczony sądownie powiernik. Nie musisz nawet odkurzać mebli, bo na pewno są odkurzone. Mnie wolno jedynie tam zamieszkać…
– Miyo!
Nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że jeszcze chwila, a Saitou straci panowanie nad sobą.
– Ok, nie mam zamiaru tam przyjeżdżać. Dom jest twój, legalnie od dnia twoich osiemnastych urodzin. W każdej chwili możesz się tam przeprowadzić.
Myśli Minako kotłowały się niczym chmara przestraszonego ptactwa. Nie mogła ułożyć ich w żaden logiczny szereg. Ów rodzinny, a utracony dom był dotąd symbolem winy Saitou. Lecz teraz zdawało się wynikać, że powinien być raczej symbolem jego wielkoduszności albo przynajmniej dowodem częściowego odkupienia win. A może nie ponosił za tę straszną rodzinną tragedię takiej odpowiedzialności, jaką mu dotąd przypisywała? Jakże chciałaby w to wierzyć!
– Dlaczego? – Słysząc swój zachrypnięty głos, przełknęła ślinę. – Czekam na jakieś wyjaśnienie.
– A czy jest tu coś jeszcze do wyjaśniania? Biedny Sumiteru zastrzelił się…
– Już dość – przerwał jej Saitou niczym cięciem miecza. – Twoja rola na tym skończona. Teraz ja przejmuję pałeczkę.
– Doprawdy? – Miyo kipiała w tej chwili ironią.- Obyś tylko jej nie wypuścił.
– Nie zgubię jej, gdyż wiem, że Minako mi ufa.
Popatrzył na blondynkę. W jej błękitnych oczach malował się przestrach, a zbielałe wargi drżały. Nie mógł zwlekać. Ale też nie mógł zepsuć wszystkiego nadmiernym pośpiechem. Musiał sączyć w nią prawdę powoli, aby dać jej czas na wewnętrzną przemianę i w rezultacie uratować ją dla siebie. Bowiem stawką było ich przyszłe wspólne życie. Następnie przeniósł wzrok na Miyo. Już sam widok tej zepsutej, skrajnie egoistycznej kobiety wprawiał go w gniew. Wcisnął ręce do kieszeni spodni. Przestał dowierzać samemu sobie.
– Nigdy nie zrozumiem, co Sumiteru widział w tobie takiego, że wolał się zabić, niż żyć z myślą, że cię utracił?
-O czym ty mówisz? -pośpiesznie zapytała Minako. -Przecież nie ona była powodem śmierci mojego ojca.
– Ależ była, kochanie. To z jej powodu umarł.- Zrobił ruch, jak gdyby chciał zbliżyć się do Minako i utulić ją w ramionach, lecz zaraz z powrotem opadł na oparcie fotela. – Otóż Sumiteru wplątał się w interesy, które od początku szły bardzo kiepsko. Chcąc je uzdrowić, zwrócił się do mnie z prośbą o pożyczkę. Wbrew własnemu przekonaniu i tylko z racji tego, iż uważałem go za przyjaciela mojego ojca, udzieliłem mu jej. Nalegał, bym przyjął w formie zastawu posiadłość. Nigdy nie chciałem twojego domu, Minako- chan. Ale twój ojciec był człowiekiem honoru i kiedy wszystko stracił, nie chciał cofnąć danego słowa i wycofać się z umowy. Teraz stanął przed najgorszym. Musiał powiedzieć o wszystkim żonie. I ona właśnie zadała mu śmiertelny cios. Usłyszawszy, że są bankrutami, powiedziała mu prosto w oczy, iż nie ma zamiaru dzielić z nim życia w biedzie w jakimś dwupokojowym mieszkanku w czynszowej kamienicy. Oświadczyła, że odchodzi. Sumiteru, któremu trudno było uwierzyć w takie zimne, cyniczne okrucieństwo, wmówił sobie, że za tym wszystkim musi kryć się kochanek. Dojrzał go we mnie. Całkiem niesłusznie. Nigdy pomiędzy mną a Miyo nie było najmniejszej nici sympatii, nie mówiąc już o erotycznym zbliżeniu. Prawda?
– Na miłość boską, po co odgrzewasz tę starą historię?
– Bo ma ona bezpośredni wpływ na teraźniejszość.
Oczy Miyo zabłysły nienawiścią.
– W porządku, przyznaję. Faktycznie powiedziałam Sumiteru, że nie mam zamiaru stać uśmiechnięta u jego boku, podczas gdy nasz statek tonie. Ale nie włożyłam mu przecież pistoletu do ręki. I nie ponoszę odpowiedzialności za wszystkie te jego fantazje o mnie i o tobie. Ja po prostu nie jestem żoną na dobre i złe. Takich żon zresztą szukać by teraz ze świecą.
Ostatnie słowa powiedziała w drzwiach, które otworzył dla niej Saitou. Chwilę jeszcze patrzyła na nich, wędrując wzrokiem od jednego do drugiego, po czym zniknęła. A więc wystarczyło zaledwie pół godziny, trzydzieści ulotnych minut, pomyślała Minako, aby, jej świat, taki, jakim go zamroziła w lodówce swego dziecięcego bólu i swej nienawiści, uległ gruntownemu przeobrażeniu. Scena odsłoniła swoje kulisy. Wróg stał się przyjacielem, finansowy bankrut człowiekiem rozpaczliwie kochającym żonę, a naoczny świadek samobójczego czynu istotą najmniej widzącą i rozumiejącą. Ona była tym świadkiem i ona teraz przed trybunałem swojego sumienia musiała zmienić zeznania. Czyniła to z radością. Stawiała na piedestał mężczyznę, którego dotąd potępiała. Chciał przecież pomóc jej ojcu, przemówić mu do rozsądku, lecz tamten, zaślepiony miłością, nieprzytomny z bólu, nie zauważył wyciągniętej ręki przyjaciela. A Miyo? Miyo była w jakimś sensie typowa. Nie umiała żyć bez pieniędzy. Gdyby życie ułożyło się jej ciekawiej i miała zapewniony komfort, mogłaby być nawet całkiem dobrą żoną. Czy jednak odpowiada to komuś czy nie, małżeństwo nie jest spółką akcyjną z ograniczoną odpowiedzialnością.
-Kocham cię, Sai- chan – powiedziała ze łzami w oczach. – Mówię to dopiero teraz, lecz kocham cię od dawna. Niczego nie chcę się wypierać. Poznałam cię, mając zupełnie inne zamiary. Z dnia na dzień coraz bardziej wątpiłam w ich słuszność. Aż wreszcie całkiem poddałam się miłości do ciebie…
Dobiegł i padając na kolana, zamknął ją w objęciach.
– Boże, najdroższa! – W oszalałym pośpiechu jął namiętnie całować jej twarz, ubranie, dłonie. – Żebyś wiedziała, co przeżyłem. Miotałem się od nadziei do zwątpienia, od zwątpienia do nadziei. Ale nawet wówczas, gdy byłem dobrej myśli, wyczuwałem twoją nieuchwytność, która nie wróżyła najlepiej. Stałem wobec tajemnicy i dręczyłem się tym.
– Przez te wszystkie lata tak bardzo nienawidziłam cię…
– Miałaś do tego pełne prawo, skoro wierzyłaś, że to ja byłem powodem twych nieszczęść.
– Winiłam cię nawet za to, co przeżyłam z powodu Kobo.
– Ten łajdak zasługuje na to, by połamać mu wszystkie kości.
-Kobo to tylko złe wspomnienie. A ja nie chcę już żyć wspomnieniami. Chcę cieszyć się teraźniejszością i patrzeć w przyszłość. I mieć cię przy sobie.
Przez chwilę zdawało się, że zmiażdży ją w uścisku.
– Będziemy zawsze razem.
-Jeżeli o mnie chodzi – powiedziała zalotnie, odzyskawszy oddech – to nie mam zamiaru nigdzie odchodzić.
– Nawet do swojego domu? Należy teraz do ciebie. Nigdy nie chciałem odbierać tego domu. Tamtego dnia próbowałem mu to wyjaśnić. Być może, gdybym wykazał większą cierpliwość, nie doszłoby do tragedii.
– Przestań się tym zadręczać. Przeszłości nie zmienimy, obojętnie jak bardzo byśmy tego chcieli. Możemy co najwyżej odsunąć ją na dystans.
– A potrafisz to zrobić?
– Chyba tak. Na pewno tak.
-I powrócisz tam? Ten dom czeka na ciebie. A swoją drogą, twoja macocha zasługuje na surową karę. Nigdy bym nie powierzył jej opieki nad tobą, ale po śmierci Sumiteru musiałem mnóstwo czasu poświęcić na porządkowanie jego interesów, czy też raczej bagna w interesach, jakie pozostawił. Być może powinienem był sprawdzać ją co miesiąc. Nie chciałem jednak przypominać ci o swoim istnieniu, wiedziałem bowiem, że stałaś wówczas za kotarą i byłaś świadkiem naszej kłótni. Poza tym Miyo oczywiście czarowała mnie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, uczysz się dobrze, jesteś szczęśliwa w szkole i tak dalej… Więc co będzie z domem?
– Dom – powtórzyła w zamyśleniu. – No cóż, tak czy inaczej to dom pełen duchów. Pojadę tam, żeby się pożegnać. A potem chyba go sprzedam. Co ty na to?
Na jego twarzy odmalowała się ulga.
– Uważam, że podjęłaś właściwą decyzję. Gdybyś zamieszkała tam, zamieszkałbym razem z tobą, lecz muszę przyznać, że żylibyśmy pod ciśnieniem wspomnień i widm przeszłości. – Przerwał i wziął głęboki oddech. – Minako, jest jeszcze jedna rzecz, o której musimy porozmawiać. Pamiętasz moją poranną wizytę, kiedy spotkałem tu Miyo, a ty miałaś wypadek? Otóż przyszedłem do ciebie, by powiedzieć ci coś ważnego… ważnego dla nas dwojga.
Pamiętała bardzo dobrze. Nieraz zadawała sobie w szpitalu pytanie, czego wówczas nie zdążył, jej wyjaśnić. Cokolwiek jednak teraz zostanie powiedziane, nie zmieni w niczym jej miłości do niego. Saitou widział jej gotowość przyjęcia każdej, nawet najstraszniejszej wiadomości i serce jego przepełniała miłość. Minako tak wiele przeszła, tak wiele przecierpiała. Nie chciał dodawać jej cierpienia. Ale kłamstwo byłoby czymś po stokroć gorszym, wręcz niewybaczalnym.
– Minako, pewnego wieczoru powiedziałem ci, że nie chcę mieć już więcej dzieci. Prawda jest trochę inna i nie dotyczy woli, tylko możliwości. Mam wszelkie podstawy, by sądzić, że jestem bezpłodny.
Jak można było się spodziewać, wyznanie to kompletnie zaskoczyło Minako. Wstał i nerwowym krokiem jął przechadzać się po pokoju. Niczego bardziej nie pragnął niż dziecka, dziecka z Minako. Córeczki, która odziedziczyłaby po niej złociste włosy i niebieskie oczy, i syna, w którym mógłby się przejrzeć jak w lustrze. Ale pech chciał…
-Chorowałem na świnkę. Było to kilkanaście lat temu. Choroba miała bardzo ostry przebieg. Szanse, że zachowałem płodność, są praktycznie żadne.
Zmarszczyła brwi.
– A więc nie jesteś tego całkowicie pewien? Chodzi mi o to, czy poddawałeś się odpowiednim badaniom?
Nienawidził nawet myśli o czymś takim. Dokąd jego pewność zamykała się w wielkości dziewięćdziesięciu kilku procent, mógł trzymać swoje kalectwo na obrzeżach świadomości. A poza tym przez te wszystkie lata nie zamierzał się ożenić i stąd ranga problemu była całkiem inna niż teraz, kiedy spotkał Minako. Prosząc ją o rękę, chciał przede wszystkim jej i nie myślał o dzieciach. Dopiero później rzecz cała przedstawiła mu się jako niezmiernie istotna.
– Dla ciebie gotów jestem się poddać.
– Świnka – powiedziała wolno, na poły do siebie. – Kiedy dokładnie zachorowałeś?
Wzruszył ramionami. Jego zdaniem nie tyle data choroby była tu ważna, co jej skutki.
– Niedługo po śmierci twojego ojca. Gdzieś w tydzień. Czterdziestostopniowej gorączki, nie mówiąc już o innych nieprzyjemnych objawach, tak łatwo się nie zapomina.
Minako kiwnęła głową jak ktoś, kto znajduje potwierdzenie dla swoich hipotez.
– To się zgadza. – Krótko roześmiała się. – Wszystko teraz jest jasne. – Wstała i podeszła do niego. – To ja cię zaraziłam, mój ty biedaku. Stałam wówczas za tą kotarą między innymi dlatego, że zostałam w domu. A pozostałam w domu z powodu choroby. Chorowałam na świnkę! To znaczy tamtego dnia czułam się już zupełnie dobrze, ale wirus, przypuszczam, panoszył się jeszcze wokół. Uraczyłam cię tym wirusem. Czy nie jest to w gruncie rzeczy śmieszne?
Oczywiście, że było to śmieszne, zabawne, cudowne! Cudowna mianowicie była ta nieprzerwana, jakkolwiek ukryta obecność Minako w jego życiu.
– Zemściłaś się, zanim pomyślałaś o prawdziwej zemście.
Tym razem wspólnie się roześmiali.
– Na to wygląda. I dlatego sądzę, że nie jesteś bezpłodny. Los nie doświadcza tak okrutnie ludzi, którzy mają ze sobą tyle wspólnego.
Objął ją i przytulił do swej szerokiej piersi.
– A jeśli los jest ślepy?
-To i tak mamy siebie. Wszystko inne nie ma znaczenia.
Szczerość tego wyznania potwierdzały jej oczy. Spojrzał w ich niebieską toń i zobaczył cudowną krainę miłości.

Reklamy

6 thoughts on “Zbyt późno. X

  1. Kochana to opowiadanie jest niesamowite! Tyle emocji, tyle uczuć się wylewa z każdego akapitu…
    Tak ekspresyjnie przedstawiasz bohaterów, że czasami miałam co do nich mieszane uczucia, tzn. czy są dobrzy czy jednak źli. Głównie chodzi tu o Saitou ale miałam nadzieję, że mimo wszystko to pozytywna postać 🙂
    Czekam na więcej i serdecznie pozdrawiam!
    Marta

  2. Nigdy nie czytałam opowiadań dotyczących Minako, ale musze przyznać, że to jest niesamowite ❤ ❤ ❤

    A dostaniemy pod choinkę opowiadanie z Usą i Di????

  3. Wycinał z gazet i znajomym pokazywał? Oby tylko… W ogóle Kobo (jakby przystojny nie był) kojarzy mi się z totalnym oblechem. Ten właśnie oblech powinien być dożywotnią karą dla Miyo (tylko, że musiałby chyba zbankrutować, bo wyraźnie sam kompleks lolity Miyo nie przeszkadza).

    No i dwie kobiety, które się kłócą i Saitou (z ociężała głową) między nimi – bardzo mi się ten obrazek spodobał.

    Ale najlepsza to ta świnka. A konkretnie:Raz) świnka i bezpłodność 😀 (No proszę, a przecież od szyi do… ekhm… daleko 😛 ) i Dwa) ,,To ja Cie zaraziłam” 😀 (Cóż za Świnkowy paradoks… 😛 )

    Btw- śliczna szata graficzna. Ba, fantastyczna. Strasznie mi się podoba 🙂

  4. mam nadzieje że historia m&s nas jeszcze zaskoczy – i nie jest to wstęp do szczęśliwego zakończenia. macocha wypadła z gry, no ale……
    uff nie sądziłam że tak szybko sobie wyjaśnią to nieporozumienie – moje myśli krążyły wokół nieustającego płaczu i wyczekiwania pod oknem ale na szczęście nie było tego. no i ta świnka i różyczka ;P
    czekam na kolejny rozdział – prezent pod choinkę – życzę dużo weny oraz Wesołych Świąt 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s