Zbyt późno. IX

Minęła już dobra chwila, odkąd otworzyła drzwi, a nadal nie mogła wydobyć z siebie ani jednego słowa.
– Czy zamierzasz trzymać mnie na tym progu przez cały dzień? – zapytała Miyo żartobliwym tonem. – Przyznaję, iż liczyłam na to, że wpuścisz mnie do środka.
Minako ciągle stwarzała wrażenie osoby tkniętej paraliżem. Nie widziała Miyo od czterech lat. Co ją tu sprowadziło? To chyba nie mogła być przypadkowa wizyta.
– Doprawdy, przestaję wierzyć w sens posyłania dzieci do kosztownych szkół, skoro nie potrafią one nauczyć nawet dobrych manier – powiedziała macocha, zmieniwszy ton głosu na zjadliwy i rozglądając się po mieszkaniu, do którego weszła bez zaproszenia. Minako owionął zapach jej perfum. Miyo zawsze dbała o elegancję i styl. Minione lata okazały się dla niej łaskawsze, niż być może na to zasługiwała. Niedawno przekroczyła już krytyczną trzydziestkę, a nadal była bardzo urodziwą i atrakcyjną kobietą. Drobnej i delikatnej budowy ciała, wydawała się uosobieniem kruchości, lecz tylko do momentu, gdy nie natrafiała na jakąś przeszkodę. Wówczas bowiem zmieniała się w taran, przed którym zmykali nawet najodważniejsi. Miała spływające do ramion proste, jasne włosy oraz niebieskie oczy o niewinnym wejrzeniu. Minako była szesnastoletnią dziewczyną, kiedy po raz ostatni widziała się z Miyo. Jej długie chude nogi, wąskie biodra i piersi, które ledwie że zaczynały się rozwijać, upodabniały ją wówczas do źrebaka, niepewnie stawiającego swoje pierwsze kroki. Ale o ile od tamtych wakacji jej macocha zmieniła się niewiele,o tyle Minako stała się zupełnie inną istotą, zarówno pod względem fizycznym, jak i duchowym. Miyo nie mogła tego nie zauważyć. Zlustrowała Minako od stóp do głów profesjonalnym spojrzeniem.
– A więc brzydkie kaczątko wyrosło na łabędzia – rzuciła w formie urągliwego komentarza.
Obie wiedziały, że Minako nigdy nie była brzydkim kaczątkiem. Po prostu Miyo, która wiele wysiłku i pieniędzy wkładała w pielęgnowanie swojej urody, pragnęła w ten sposób odebrać Minako zasługę naturalnego piękna. W oczach Minako nie było nic oprócz chłodu.
– Czego chcesz?
– Z przyjemnością napiłabym się kawy – oświadczyła kobieta, siadając w fotelu i zakładając nogę na nogę. Miała naprawdę zgrabne nogi, a ich złocistobrązowy kolor uwypuklała jeszcze biała sukienka. – Wpadłam jedynie do hotelu, by zostawić bagaże, i nie miałam jeszcze nic w ustach.
Minako nie ruszała się z miejsca.
– Dobrze wiesz, że nie taki był sens mojego pytania.
Niebieskie oczy stały się ociupinkę mniejsze.
– Czyżbym nie mogła tu liczyć nawet na filiżankę kawy?
Minako dzielnie wytrzymała jej świdrujące spojrzenie.
– Nie możesz liczyć na nic, bo nic ci nie jestem winna.
Miyo wzdrygnęła się, jakby została spoliczkowana. Na chwilę wściekłość oszpeciła jej twarz.
– Winna mi jesteś dużo więcej niż tylko… – Przerwała i próbowała uspokoić oddech. – Ta kawa, którą podają w samolotach, to ohydna lura. Nie sposób jej pić. Pamiętam zaś, że parzenie kawy było jedną z tych kilku rzeczy, które robiłaś naprawdę dobrze.
Oczywiście, że musiała pamiętać o czymś takim, skoro podczas tych paru krótkich letnich okresów, które spędziła u niej, traktowała ją może tylko trochę lepiej niż zwykłą służącą. Skojarzenie z bajką o Kopciuszku samo się tu narzucało i chociaż Miyo nie była aż tak okrutna jak bajkowa macocha, dorównywała jej egoizmem.
– A poza tym – dodała – mamy ze sobą dużo do pomówienia. Chyba zgodzisz się z tym?
Stanowczo jej wizyta nie mogła być przypadkowa. Miyo dowiedziała się z gazet o zaręczynach i poszła po rozum do głowy. Tak, braku inteligencji nie można jej było zarzucić.
– Nie wiem, o czym miałybyśmy rozmawiać, ale skoro już chcesz kawy, a ja dziś jeszcze swojej nie piłam, to ostatecznie mogę tu przynieść dzbanek i dwie filiżanki.
– Jak to miło z twojej strony – mruknęła.
Minako była świadoma, że w swym zachowaniu niewiele się różni od obrażonego dziecka, lecz czuła się całkiem rozstrojona nerwowo. Jej ręce trzęsły się, a serce waliło jak młotem. Zamiast więc od razu zabrać się do parzenia kawy, usiadła w kuchni na taborecie i zamknęła oczy. Miyo z pewnością musiała dowiedzieć się o jej i Saitou zaręczynach, otwartą natomiast pozostawała kwestia, co macocha spodziewała się osiągnąć przez swój przyjazd. Bo, że sprowadził ją tutaj konkretny cel, tego była więcej niż pewna. Miyo nie robiła niczego bez powodu. Zagubiona w myślach, poczuła nagle na nodze miękkie futerko Artemisa. Spojrzała na przyjaciela i zobaczyła w jego zielonych oczach coś jakby współczucie. Pochyliła się i delikatnie szarpnęła go za ucho.
– Wiesz, kto się zjawił, Arti? Duch dawnych lat, widmo mojego dzieciństwa.
Faktycznie, tę niespodziewaną wizytę Miyo, Minako odczuła jak spotkanie z duchem. Pojawił się, aby przeszłość tym wyraziściej stanęła jej przed oczami i przesłoniła sobą teraźniejszość. Teraźniejszością jednak był Saitou, przynajmniej ten, którego kochała. Gubiąc teraźniejszość, gubiła więc i jego. Jego przede wszystkim. A już miała nadzieję, że go zatrzyma dla siebie. Poślubi go, zamurowując w najciemniejszym lochu swej duszy tamten dzień i samobójczą śmierć ojca. Przybycie Miyo niweczyło wszelkie nadzieje. Miyo na pewno powie o wszystkim Saitou, a zrobi to z tym większą przyjemnością, im bardziej będzie przekonana, że Minako zdecydowała się zachować rzecz w tajemnicy. Bądź co bądź miała z Saitou swoje własne porachunki. To on przecież uczynił ją wdową.
– Lub może nazwę ją Nemezis – zwróciła się do kota i przystąpiła do przygotowywania kawy.
– Rozmawiasz z kotem? – zapytała Miyo od drzwi. Na jej twarzy gościło rozbawienie. – Posłyszałam głos i pomyślałam, że jest w tym mieszkaniu ktoś trzeci. Ktoś, kogo nie chcesz mi przedstawić.
Musiała mieć na myśli Saitou. Gdyby zastał Miyo w tym mieszkaniu, jego pierwszym pytaniem byłoby niewątpliwie, co je łączy. Gdyby z kolei zorientował się, że nie są przyjaciółkami, zacząłby kojarzyć pewne fakty. Był zbyt inteligentny, aby z kilku prostych przesłanek nie wyciągnąć prawidłowego wniosku. O ile w ogóle musiałby go wyciągać, to znaczy o ile Miyo nie wygadałaby wszystkiego zaraz na początku. Na szczęście miał cały dzisiejszy dzień zajęty i nie zachodziła obawa, że natknie się na macochę.
– Zresztą zawsze byłaś nadmiernie sentymentalna, jeśli idzie o zwierzęta – dodała Miyo lekko pogardliwym tonem. W tej niedwuznacznej aluzji do ulubieńca Minako z okresu dzieciństwa kryło się szczególne okrucieństwo. Kucyk, którego dostała w prezencie od ojca, zajmował w jej dziewczęcym serduszku na tyle obszerny kącik, aby serduszko to zaczęło krwawić, kiedy wraz z całym rodzinnym dobytkiem poszedł pod młotek licytatora. Minako, która dopiero zaczynała wychodzić z  odrętwienia po śmierci ojca, wpadła ponownie w wielomiesięczną apatię.
– Kawa gotowa, więc możemy przejść do salonu – powiedziała, biorąc do rąk srebrną tacę, wystukując rytm obcasami wróciła na swoje miejsce w fotelu.
– Ciekawie urządziłaś to swoje mieszkanie – zauważyła, sięgając po filiżankę.
– Obie wiemy, że nie przyjechałaś tu, by komentować moje meble i dywany – odparła Minako, niemal chora z niecierpliwości.
– Raczej nie – przyznała macocha, popijając aromatyczny i czarny jak smoła napój. – Czy Saitou domyśla się, że wychodzisz za niego za mąż powodowana pragnieniem zemsty?
Ten nagły cios pozbawił Minako tchu. Gwałtownie opadła na oparcie fotela. Właściwie spodziewała się czegoś takiego, a jednak w jej ręku zabrakło tarczy, która osłoniłaby ją przed atakiem. Miyo obserwowała Minako niczym botanik, który pochyla się nad rzadkim okazem.
– Oczywiście, że się nie domyśla, prawda? Nie ma pojęcia, że sławna modelka znana pod pseudonimem Boska jest w rzeczywistości córką człowieka, którego zniszczył?
Minako zwilżyła wargi.
– Mój stosunek z Saitou nie powinien nic a nic cię obchodzić. Nie wtykaj nosa w czyjeś prywatne sprawy.
Miyo bezczelnie uśmiechnęła się.
– Lekka przesada, moja droga. Właśnie rozchodzę się z mężem. Rozwód sam w sobie jest czymś bardzo paskudnym, ale nic na to nie poradzę, że nie mogę już dłużej znieść zachowania tego człowieka. Niestety wszystko wskazuje na to, że wykpi się zupełnie śmieszną kwotą, która nie starczy mi nawet na…
– To się z nim nie rozchodź – przerwała jej Minako.
Cóż takiego mógł uczynić Kobo, że Miyo nagle zapragnęła rozwodu? Powodem nie mogła być przecież niewierność, gdyż do tej pory Miyo tolerowała ją, widząc w niej doskonałe zabezpieczenie dla swojej własnej swobody i niezależności.
– Nie jest to takie proste.
– Jeśli chodzi o Kobo – rzekła Minako, krzywiąc pogardliwie wargi – to nic nie było proste, a wszystko obrzydliwe.
– Czyżbyś chciała odgrzewać swoje dziewczyńskie fantazje? – zapytała Miyo z ledwie dostrzegalną irytacją.
Błękitne oczy Minako niebezpiecznie zabłysły.
– Przecież wiesz dobrze, że twój mąż usiłował mnie zgwałcić, szesnastoletnią, niewinną…
– Wierutne bzdury! – wykrzyknęła Miyo. – Kobo nigdy nie miał powodu gwałcić żadnej kobiety czy dziewczyny, bo wszystkie one ustawiały się w kolejce do jego łóżka.
I w gruncie rzeczy nie było wiadomo, czy Miyo w tej chwili potępia męża, czy też próbuje go bronić.
– A co z tymi, które bynajmniej nie umierały z pragnienia oddania się mu?
Pamięć tamtego dnia była dla Minako niemal równie bolesna, jak pamięć dnia, w którym straciła ojca. I wciąż nie mogła zrozumieć postawy i zachowania Miyo, kiedy po tym, jak była napastowana przez Kobo, przybiegła do macochy z histerycznym płaczem i ze skargą, która w każdej innej kobiecie wzbudziłaby litość i czułość. Miyo leżała wówczas zamknięta w swoim pokoju i dochodziła do siebie po szaleństwach minionej nocy. Był gorący dzień i Minako zachciało się popływać. Gdy już porządnie się zmęczyła, wyszła z wody i rozciągnęła się na brzegu basenu. Skądś zjawił się Kobo. Położył się obok niej i zaczął komplementować jej pączkujące ciało. Często flirtował z nią i przekomarzał się, ale nigdy takim głosem jak tamtego popołudnia. Nagle poczuła na sobie jego ciało. Coś gorącego oparzyło jej uda. Jakimś cudem zdołała go odepchnąć. Zerwała się i pobiegła do domu. Wpadła do pokoju Miyo. Ta jednak jakby nie dostrzegła jej opuchniętych warg i przerażonych oczu. Mało tego, zarzuciła jej wybujałą fantazję i podkochiwanie się w żonatym mężczyźnie. Minako poczuła się przeraźliwie samotna. Oto tych dwoje ludzi, jedyne jej od śmierci ojca oparcie, okazało się zdrajcami i kłamcami. Resztę wakacji spędziła nie opuszczając prawie swojego pokoju. I nigdy więcej już nie przyjęła ponownego zaproszenia.
– Nie przyszłam tu, aby roztrząsać przeszłość – powiedziała Miyo tonem pouczenia. – Chodzi o to, że rozwód, o którym ci wspomniałam, wpędził mnie w poważne finansowe kłopoty. Jestem pewna, że w związku z twoim zamiarem poślubienia Saitou…
– Nie! – wykrzyknęła Minako, a jej oczy pociemniały. – To, o czym mówisz, to jest zwykły szantaż.
– Co za brzydkie słowo!
– Jasne, że brzydkie. Brzydkich słów używamy do określania brzydkich czynów.
– Nie szantażuję cię, tylko proszę o drobną materialną pomoc, zanim nie ułożę swoich spraw. Chyba nie… – Rozległ się dzwonek u drzwi. – Nowi goście? A może to twój kochaś?
– Nie bądź wulgarna.
Minako wstała z fotela, lecz zwlekała z opuszczeniem pokoju. Kimkolwiek była ta osoba, która dzwoniła, musiała pozbyć się jej jak najszybciej. Propozycja czy też prośba Miyo, choć bez wątpienia zasługiwała na miano ohydnego szantażu, wzbudzała pewne nadzieje. Jeśli udałoby się zaspokoić apetyt macochy, to wówczas jej związek mógłby zostać uratowany. Dzwonek powtórzył się.
– Na co czekasz? – zapytała Miyo, strzepując z sukienki niewidoczny pyłek. – Znam trochę Saitou i potrafię wyobrazić sobie, jakim zazdrosnym może być narzeczonym. Więc jeśli on naciska na ten dzwonek, to musisz liczyć się z tym, że za chwilę może wyważyć drzwi.
Nie, to nie mógł być Saitou, ale i tak musiała iść i otworzyć. Miała nogi jak z waty. Domyślała się, co kryło się za słowami „znam trochę Saitou”. Pamiętała, co mówił ojciec przed śmiercią. Chciał, aby Saitou wziął sobie jego żonę, ale on wzgardził tym podarunkiem. Macocha mogła być w tamtych czasach jego kochanką. Mogła zdradzać ojca, mimo że on nikogo nigdy nie zdradził. Zdrajczyni i kłamczucha! Bo na pewno oszukiwała ją co do swojego rozwodu. Wymyśliła tę historyjkę, aby tym łatwiej było jej usprawiedliwić szantaż. A jednak na progu stał Saitou! Dzisiaj widocznie wszystko sprzysięgło się przeciwko niej. W słowniku było tylko jedno słowo, które w najwłaściwszy sposób oddawało teraz duchowy i psychiczny stan Minako – nieszczęśliwa. Już na pierwszy rzut oka Saitou stwarzał wrażenie podenerwowanego. Miał bladą, zmęczoną twarz i nie trzeba było wielkiej spostrzegawczości, by zauważyć, że dziś rano nie ogolił się ze zwykłą starannością.
– Minako! Wpadłem, bo jestem ci winien pewne wyjaśnienie odnośnie wczorajszego wieczoru.
Wczorajszego wieczoru? Patrzyła na niego, jakby rażona piorunem. Co się wydarzyło takiego wczorajszego wieczoru?
Spędził dzisiejszą noc przewracając się z boku na bok i walcząc z myślami, które chwilami przybierały postać sennych majaków. Rano ubrał się i pojechał do swego biura. Zanim jednak przywitał się z sekretarzem, wiedział już, że musi wracać do samochodu i pędzić do Minako. Musiał wyznać jej całą prawdę o sobie. Postąpił zgodnie z wewnętrznym nakazem. Przebijając się zatłoczonymi ulicami miasta, popadał w najróżniejsze stany i nastroje. Raz przepełniały go wina i ból, innym znów razem miłość i czułość. Ale nad wszystkim tym dominował strach. Paniczny strach przed utraceniem Minako. Kiedy zobaczył jej umęczoną twarz, pomyślał, że pewnie również nie spała tej nocy. Rozpostarł ręce, chciał ją przytulić do serca, lecz cofnęła się. Czyżby domyślała się prawdy? A może podczas tej bezsennej nocy doszła do wniosku, że nie może zgodzić się z jego stanowiskiem i najlepiej zrobi, jeżeli zerwie zaręczyny? Boże, musiał jak najszybciej wszystko jej wytłumaczyć.
-Nie wiem, o czym mówisz, ale obawiam się, że nie jest to najlepsza pora na rozmowę.
Wiedział, że miała dziś po południu pozować do zdjęć. Zatem od wyznaczonej godziny dzieliła ich niemal wieczność. W tym czasie wszystko mogło zostać powiedziane i wysłuchane.
– Musimy porozmawiać zaraz, natychmiast…
– Nie! – Uniosła rękę w przepraszającym geście. -Nic nie rozumiesz. Mam… gościa.
Odrzucił do tyłu głowę. Spojrzał na nią badawczo. Dopiero teraz uświadomił sobie, że od momentu otworzenia mu drzwi zachowywała się raczej nietypowo. Najwyraźniej swoim ciałem zagradzała mu drogę. Jasne! Nie chciała, aby spotkał się z tym kimś, kto był u niej w mieszkaniu. Lecz z kim, do diabła?!
Zazdrość chwyciła go za gardło. Bo jeśli był tam mężczyzna? I ten mężczyzna miał na imię Isao? Pośród wielu rzeczy, które uświadomił sobie tej nocy, była i ta, że Minako wprawdzie przyjęła jego oświadczyny, nosiła na palcu jego pierścionek zaręczynowy, obiecała zostać jego żoną, ale ani razu nie powiedziała mu, że go kocha. Ominął ją i skierował swe kroki do salonu.
– Saitou! – wykrzyknęła, chwytając go za ramię. – Sai- chan, wysłuchaj mnie! To nie jest tak, jak myślisz!
Było już jednak za późno na wyjaśnianie czegokolwiek. Gwałtownym ruchem otworzył drzwi i zobaczył… kobietę. Zawahał się, poczuł się całkiem zbity z tropu. Chociaż… Ta kobieta przypominała mu kogoś. Właściwie przez lata niewiele się zmieniła. Zachowała swój dawny powab i kształty. Miyo musiała obecnie nosić inne nazwisko, gdyż niedługo po śmierci męża wyszła drugi raz za mąż, o ile sobie przypominał. A zresztą mniejsza z tym. Interesowało go co innego. Mianowicie, co Miyo robiła w tym mieszkaniu? Z pewnością nie należała do przyjaciółek Minako, gdyż Minako nie mógł odpowiadać ktoś z jej charakterkiem. Ale czy on, tak naprawdę znał kobietę, którą kochał?
Pragnęła śmierci. Chciała, by ziemia rozstąpiła się i pochłonęła ją. A potem tamci dwoje wyjaśniliby sobie wszystko z najdrobniejszymi detalami. Lecz wiedząc tak wiele, nadal mijaliby się z prawdą. Ponieważ przeszła bardzo długą drogę. Od nienawiści do miłości. Od planowania wyrafinowanej zemsty do ukochania ponad życie.
– Minako? – Pytanie to miało ostrość żyletki.
Spojrzała na Saitou, a później na Miyo. Macocha nie mogła ukryć wściekłości. Wiedziała, że plany szantażu spaliły na panewce. Na jej twarzy zakwitł jeden z kusicielskich uśmiechów.
– Saitou! Tyle lat! Czy mnie poznajesz, stary przyjacielu? – zapytała w stylu romansowych filmów z lat trzydziestych.
Saitou nie przypominał już w niczym czułego kochanka, jakim był przez te ostatnie tygodnie. Zimne spojrzenie salowych oczu oraz wyostrzone rysy twarzy upodobniły go w jednej chwili do Saitou, spotkanego w Tokio.
Miyo. Nie miałem pojęcia, że ty i Minako znacie się.
– O tak, i to bardzo dobrze. – Sądząc z jej miny, Miyo czuła się w tej chwili panią życia i śmierci, szafarką zgryzot i łask. – Chociaż w ciągu ostatnich lat tak bardzo się zmieniła, że gdybym spotkała ją na ulicy, nie wiem, czy bym ją poznała, jest przecież nadal moją kochaną pasierbicą.
– Pasierbicą? – spojrzał gdzieś w kąt pokoju i podniósł rękę do czoła. – Ależ ja…
Nagle mgła ustąpiła i ukazał się czysty krajobraz. Już nie musiał błądzić po omacku. Teraz wszystko rozumiał. Minako Aino… Minako nie była tą osobą, za którą się podawała. W rzeczywistości była kimś innym. Jakże łatwo człowiek może się przeobrazić, ukryć, zamaskować! Przypomniał sobie tamten dzień i swoją sprzeczkę z jej ojcem. Zresztą nie miał zamiaru się z nim sprzeczać. Chciał raczej wytłumaczyć pewne podstawowe rzeczy. Na próżno. Do tamtego w ogóle nie docierały jego argumenty. Wyszedł, zanim doszło do najcięższych zniewag. W drodze powrotnej przeklinał jego głupotę, człowieka, który nie chciał nawet kiwnąć palcem, aby wydobyć się z finansowej matni. Jeszcze tego samego dnia przeczytał w wieczornych gazetach o jego samobójczej śmierci. Nie chciał z początku uwierzyć w prawdziwość tej informacji, tym bardziej że samobójstwo domniemywano zaledwie, lecz potwierdziła je Miyo, która zadzwoniła późnym wieczorem. Powiedziała też, że naocznym świadkiem tego strasznego wydarzenia była jego córka, Mimi, jak wszyscy ją nazywali. Nastolatka przeżyła szok, straciła przytomność i znajdowała się w szpitalu pod opieką lekarzy. I właśnie tą nastolatką, tak okrutnie doświadczoną przez los, była obecna tu Minako Aino, kobieta, którą kochał do szaleństwa. Ale Minako miała wiele wspólnego z Mimi. Wyrosła z bólu tamtej i jej nienawiści. Bo doprawdy Mimi miała powód, aby go nienawidzić.
Na jego twarzy malowała się udręka i Minako widziała ją. Znała również jej powód. Cierpiał, gdyż w jednej sekundzie musiał uświadomić sobie, że nie jest kochany, przeciwnie, że jako ten kochający jest ofiarą nienawiści i zemsty. Pozostał sam ze swoją miłością i nie mógł sobie z tym poradzić. Właśnie takim chciała go widzieć jeszcze miesiąc temu. Ale nie teraz. Bo teraz kochała go i serce jej krwawiło. Saitou bowiem nigdy nie uwierzy, że wbrew sobie, wbrew wszystkim swoim planom, krocząc drogą nienawiści, wpadła w sidła miłości. Potraktuje to jako zwykłą bajeczkę, kto wie, czy nie obliczoną na zadanie mu dodatkowego bólu. Nie, raz straciwszy jego zaufanie, nigdy go już nie odzyska. Spojrzała na Miyo, z którą ożenił się jej ojciec i której w myślach musiał przecież zlecić przed śmiercią opiekę nad swoim jedynym dzieckiem. Triumfowała. Był to jednak zły triumf. Krył się za nim bowiem brak lojalności zarówno wobec zmarłego męża, jak i jego córki. Nagle Minako zaczęła się dusić. Poczuła, że jeśli natychmiast stąd nie ucieknie, oszaleje lub rzuci się z okna. Przemożna siła pchnęła ją ku drzwiom. Wybiegła na schody, a potem na ulicę. Dostrzegła morze twarzy. Tłum napierał na nią falami. Walczyła z nim, torując sobie drogę. Stopniowo siły zaczęły ją opuszczać. Zlękła się, że zemdleje, upadnie na chodnik i zostanie stratowana. Zmieniła kierunek. Wbiegła na jezdnię. Nie dostrzegła w porę samochodu. Coś ją uderzyło. Poczuła wielką ulgę, prawie słodką błogość. Ciemność, jaka się nad nią zamknęła, miała granatowy odcień bezkresnego nieba.

Reklamy

5 thoughts on “Zbyt późno. IX

  1. co za wredna baba z tej macochy. biedna Minako tyle musiała przeżyć z tym basztylem i jej mężem zboczeńcem. A teraz samochód ją potrącił oby nic jej nie było, a Saitou? jak on teraz postąpi? Ten jego charakter, może być ciężko się z nim dogadać po tym wszystkim co się dowiedzial. Rozegrałaś to fantastycznie nie spodziewałam się że Saitou dowie się wszystkiego w taki sposób myślałam że Minako sama mu powie a tu proszę jaka niespodzianka. I co się okazało? jednak Saitou nie miał nic wspólnego że śmiercią ojca Miny mówiąc szczerze to no ze swojej głupoty popełnił samobójstwo bo przecież mógł przyjąć pomoc a nie unosić się chorym honorem. Pisz szybko kolejny rozdział 🙂

  2. To bylo boskie !!! Szkoda tylko ze w takim momencie sie skonczylo ;( Z niecierpliwoscia czekam na nastepny rozdzial 😉 Pozdrowienia dla autorki ;D

  3. O my god.no to mamy teraz duży problem – jak to się dalej rozegra.świetny rozdział.z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział 😉

  4. Ta ,,krytyczna 30-stka”… Ehh ;( ;( ;( Dobra, nie myślę o tym. Swoją drogą wolę określenie ,,po 20-stce”, niż ,,przed 30-stką” 😛

    W ogóle to uważam, żeeeee Miyo niby wierzy/wierzyła podświadomie słowom Minako, ale zwyczajnie nie dopuszcza niewygodnej prawdy so siebie. No, ale mniejsza o to, bo…

    Saitou! I z Minako, i z osobna- cudownie!

    Niby na początku wrażenie jest takie, że Kunkun ma w sobie więcej złego niż dobrego: związek (mniejszy czy większy) z śmiercią ojca Miny, chęć kierowania życiem siostrzeńca, stawianie na pierwszym miejscu interesów, liczne romanse i blablabla, a jednak… Jednak dla mnie już wtedy był grrrr. Teraz, kiedy wyszło, co wyszło to moje uczucie jeszcze urosło. I ta jego nieogolona, zmęczona twarz (mmmmmmmmmm), która kropkę nad ,,i” w słowie ,,miłość” do Minako stawia…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s