Zabłakane dusze. III

Nie przyjdzie. Seinosuke nie przyjdzie. W głowie Usagi huczały fragmenty jego wyjaśnień, przeprosin, wykrętów, które usłyszała w telefonie dokładnie sześć minut po drugiej.
„Musimy o tym zapomnieć… zbyt kontrowersyjne… moja przyszłość pod znakiem zapytania… muszę myśleć o dzieciach… tak mi przykro…”
Usagi wysłuchiwała tego nieskładnego monologu, nie wierząc własnym uszom.
– Chciałam porozmawiać. -Tylko tyle była w stanie powiedzieć, gdy głos w słuchawce nagle zamilkł.
Seinosuke odebrał to jako oskarżenie i jeszcze bardziej zaplątał się w wykrętach. A potem, bez ostrzeżenia, po prostu skończył rozmowę. Usagi przez chwilę stała, zaciskając palce na słuchawce, a w końcu odłożyła ją i schowała twarz w dłoniach. Wydała z siebie ni to jęk, ni westchnienie. Czuła, że grozi jej atak histerii. Była na granicy łez, ale nie mogła sobie pozwolić na płacz z obawy, że straci resztki kontroli nad swymi emocjami. Gdyby tylko przyszedł i pomógł jej zbadać, co takiego widzieli. Gdyby choć przyznał, że zdarzyło się coś, co wymaga zbadania. Ale nie, on zostawił ją samą w obliczu kryzysu. Zaprzeczał i żądał, by i ona zaprzeczyła czemuś, co jej zdaniem było nie­ zaprzeczalne.
Tchórz! – pomyślała.
Wyczerpana i bardzo samotna, wyszła na podwórko, na którym królował stary miłorząb. Znów zrobiły na niej wrażenie jego wielkość, wiek i majestat. Wiosenne słońce przeświecało przez młode liście. Usagi uderzył spokój jego naturalnego piękna, sztuka… stworzona przez naturę. Dziwiła się, że myśli o spokoju, podczas gdy ona sama stanowiła w tej chwili jego zaprzeczenie. Zatrzymała się pod drzewem i spojrzała w górę, na gałąź ponad jej głową. Nie była pewna, czego szuka. Śladów sznura? Jakiegoś znaku, że zjawa rzeczywiście tu była? Dowodu, że jej samej nie grozi pomieszanie zmysłów?
Usagi jęknęła. Nie miała dość siły, by odrzucić to, co widziała. I nawet teraz, w spokojnym, wiosennym słońcu, czuła w głębi duszy, że postać z drzewa błagała o pomoc. Tak samo, jak kobieta krzycząca pod oknem. Krzycząca kobieta też podobno nie istniała. Był to albo pies, albo pawica, albo uczeń, w zależności od tego, kogo zechce posłuchać: policjanta, sąsiada czy przyjaciółki. Ale oni nie słyszeli krzyku, a ona tak. I ona także widziała ducha.
Roześmiała się głośno, z nutą histerii. Duch. Wielkie nieba! Może powinna sprawdzić, czy w książce telefonicznej nie ma jakiegoś egzorcysty? A może usuwanie duchów należy do działu technicznego firmy Chiby? Znowu się roześmiała, głośno, histerycznie.
Ktoś zapukał do furtki. Usagi rzuciła spojrzenie w tamtym kierunku, nagle sparaliżowana strachem. Znowu duch?
– Hej?
Powoli wypuściła powietrze z płuc i schowała twarz w dłoniach. Głos był niewątpliwie ludzki. Męski. I o ile się nie myliła, należał do Mamoru Chiby. Nigdy w życiu nie słyszała niczego tak pięknego.
Mamoru nie planował wizyty, ale usłyszał śmiech i postanowił wpaść na chwilę.
– Hej – powitała go Usagi.
– Jak leci? – zapytał. – Były jeszcze jakieś nocne przygody?
Spojrzała na niego, nie odpowiadając. Oczy miała niezwykle duże, błękitne, z obwódką w kolorze indygo. Wyrażały smutek, który natychmiast obudził opiekuńcze instynkty w Mamoru. Zdusił je w zarodku, bo dwudziestym pierwszym wieku instynkt opiekuńczy w stosunku do kobiety był rzeczą niebezpieczną. Nowoczesne kobiety nie życzyły sobie opieki, a staroświeckie zbyt dużo sobie po niej obiecywały. Mężczyzna ryzykował, że obudzi albo wybuch gniewu, albo przesadne oczekiwania.
– Wpadłem dziś rano na inspektora. Nie znaleźli żadnego ciała.
– To dobrze – powiedziała. – Nie chciałabym…
– Wiem.
Włosy miała splecione w przewieszony przez ramię warkocz. Ten warkocz, brak makijażu, zbyt wielka bluza i obcięte dżinsy sprawiały, że wydawała się młodsza niż była w rzeczywistości. Mamoru wiedział, że ma dwadzieścia sześć lat. Wiedział także, że jest nauczycielką. Ten zawód do niej pasował. Przede wszystkim była naturalna. Od razu dostrzegł, że nie ma w niej żadnej sztuczności. No i te oczy!
– Masz ochotę na mrożoną herbatę? – spytała.
Już chciał przytaknąć, gdy dodała śpiesznie, jakby bojąc się, że odrzuci jej zaproszenie:
– Po wczorajszym wieczorze zostało mi też trochę wina.
– Wystarczy mrożona herbata- powiedział. – Widziałem wczoraj te wszystkie samochody – dorzucił z ciekawością.
Usagi zatrzymała się z ręką na klamce.
– Wydałam inauguracyjne przyjęcie.
– To miły zwyczaj.
W środku dom był dokładnie taki, jak Mamoru się spodziewał: ciepły i przytulny. Pachniał kwiatami. Usagi poszła wprost do kuchni. Brunet oparł się o drzwi, przyglądając się, jak wyjmuje szklaneczki z szafki, lód z zamrażarki i dzbanek herbaty z lodówki.
Była odwrócona do niego tyłem. Zauważył długie, kształtne nogi i lekko zaokrąglone biodra, pomyślał, że chętnie by ich dotknął. Lewa strona szyi była odsłonięta i kusiła do pocałunku. Zaczął się zastanawiać, jak może smakować skóra dziewczyny i jeszcze bardziej zapragnął dotknąć Usagi.
Odstawiła dzbanek. Oparła obie dłonie na stole i westchnęła. Przez plecy przebiegł jej dreszcz.
– Usagi?
– Proszę, mów do mnie – powiedziała. – Wszystko jedno co. Po prostu mów.
Jej głos zdradzał, że jest bliska łez. W każdym razie była bardzo przygnębiona. Instynkt opiekuńczy odezwał się jeszcze raz. Cóż można powiedzieć w takiej sytuacji?
– Ma pani fantastyczny tyłeczek, pani nauczycielko.
Wybuchnęła śmiechem i zamknęła oczy, odcinając drogę łzom ulgi. Jego słowa były tak cudowne, tak absolutnie głupie, tak bezczelne. Po prostu normalne.
Walka z instynktem opiekuńczym była przegrana w chwili, gdy dostrzegł, że znów drżą jej ramiona. Podszedł od tyłu do Usagi i położył rękę na jej ramieniu.
– Chciałabyś pogadać?
Ramiona jej opadły i odetchnęła głęboko.
– Nie wiem, czy potrafię.
Jej skóra była gładka i ciepła, bardzo kobieca. Mamoru nie miał ochoty cofnąć dłoni. Skądinąd wiedział z doświadczenia, że gdy kobieta mówi, iż nie wie, czy potrafi o czymś opowiedzieć, to znaczy, że o niczym innym nie marzy.
Zdecyduj się, pomyślał. Słuchasz albo uciekasz. Ryzykujesz zaangażowanie albo wycofujesz się. Westchnął z rezygnacją, odsunął się i otworzył lodówkę w poszukiwaniu wina, o którym wcześniej wspominała.
– Chowasz je na jakąś specjalną okazję?
Potrząsnęła głową przecząco, więc otworzył butelkę, znalazł kieliszek, napełnił i podał Usagi. Próbowała się uśmiechnąć.
– Spodobał ci się mój tyłeczek, więc teraz chcesz mnie upić?
Dzielnie próbowała żartować, ale nie mogła ukryć napięcia.
– To lekarstwo – powiedział. – Chcę, żebyś się rozluźniła. Więc pij.
Upiła łyk.
– Nie bądź taka subtelna – ponaglił ją niecierpliwie. – Pociągnij porządnie.
Rzuciła mu spojrzenie znad kieliszka.
– Czy wina nie powinno się pić małymi łyczkami?
– Nie w sytuacjach wymagających natychmiastowych działań.
– No to lu – zdecydowała się i wychyliła wszystko jednym haustem.
– To lubię – pochwalił ją i ponownie napełnił kieliszek. – To możesz sączyć albo wlać w siebie od razu. Jak wolisz.
Wlała od razu i jeszcze raz podała mu kieliszek.
– Teraz już będę sączyć.
Nalał wina, wziął ją za rękę i zaprowadził do pokoju.
– Teraz usiądź, rozluźnij się i opowiedz wszystko wujkowi Mamoru.
Zamknęła oczy i westchnęła.
– Nie wiem, od czego zacząć.
Żadna nigdy nie wie, od czego zacząć! – pomyślał. Rozsiadł się na miękkiej kanapie i modlił w głębi duszy, by nie była to historia o kochanku, który nie może się zdecydować, albo o żonatym mężczyźnie, który nie może odejść od żony z powodu dzieci. Już dosyć nasłuchał się takich historii. Przekleństwem Mamoru było to, że miał serce jak wosk, gdy chodziło o kobiety. On słuchał, a one mówiły i wypłakiwały mu się w klapy. Potem dziękowały miło, stwierdzały, że chciałyby znaleźć kogoś chociaż w połowie tak sympatycznego i wrażliwego jak on, i wracały do swoich niewrażliwych brutali i żonatych kochanków. Oczywiście sprawy zaczęły wyglądać inaczej, gdy jego firma zaczęła się rozwijać, a on zmienił wytarte dżinsy na elegancki garnitur. Teraz kobiety zabiegały o niego. Niestety, stanowiły damski odpowiednik niewrażliwych brutali, o których się tyle nasłuchał: interesowały je pieniądze i pozycja społeczna. A szef rozwijającej się firmy po prostu nie miał dosyć czasu, by poszukać takiej, której zależałoby bardziej na człowieku niż na stanie konta bankowego. W rzadkich chwilach, kiedy mógł sobie pozwolić na odpoczynek, bywał tak wykończony wstawaniem przed świtem i pracą w biurze, że zasypiał przed telewizorem.
Usagi odchyliła głowę na miękkie oparcie kanapy i zamknęła oczy. Widział pulsującą żyłkę na jej szyi i zapragnął posmakować delikatnej skóry, poczuć, jak puls przyspiesza pod jego językiem. Nigdy dotychczas nie uwodził kobiety, wysłuchując jej problemów, ale ta akurat kobieta stanowiła pokusę nie do odparcia.
Otworzyła oczy, te wielkie, niebieskie oczy pełne smutku, i łyknęła wina. Wyglądała na zagubioną i zrozpaczoną.
– O co chodzi? – zapytał. – O mężczyznę?
No i jak na to odpowiedzieć? – pomyślała. Miała wrażenie, że postać na drzewie była mężczyzną. Ale czy można ją tak nazwać?
– Nie jestem… No, chyba można tak powiedzieć.
Och, nie, pomyślał. Pewnie dowiedziała się, że facet, którego kocha, jest gejem.
Ich oczy znów się spotkały, a Mamoru znów zaczął rozważać szanse uwiedzenia. Byłoby to takie proste. Ramię, na którym mogłaby się wypłakać. Pocieszające pocałunki. Uspokajające objęcia. Czułe słówka. Jesteś piękną, zranioną kobietą. A ja jestem wrażliwym, samotnym mężczyzną, który cię pragnie. Chodźmy do sypialni i pocieszmy się nawzajem. Wydawało mu się, że czyta w jego myślach i nie ma nic przeciwko temu, gdy przemówiła cichym głosem:
– Czy ty…
Wstrzymał oddech, patrząc, jak dziewczyna przełyka ślinę, wyraźnie niepewna. Nie był przygotowany na pytanie, które w końcu z siebie wydusiła:
– Czy wierzysz w duchy?

Reklamy

6 thoughts on “Zabłakane dusze. III

  1. Hihi xD Tekst o tyłeczku po prostu uroczy 😀
    I te wszystkiego jego myśli – biedny Mamoru cierpi na notoryczny friendzone? Aż dziwne…Chociaż tak nieładnie rozważać uwiedzenie roztrzęsionej kobiety 😛
    A Usagi nieźle rozbita przez to wszystko i została sama… Ciekawe czy Mamoru jej uwierzy czy weźmie za wariatkę?

  2. no no. Mamoru w ciekawy sposób chciał rozluźnić Usę takimi żartami. biedną Usagi sama z takim czymś. Mamoru to pewnie pomyśli że jest jakąś opętana najpierw te krzyki w nocy teraz takie pytanie a jak mu opowie to co widziała to pewnie całkiem zwątpieni w jej zdrowy rozum. Czekam na kolejny rozdział 🙂

  3. zgadzam się z dziewczynami 🙂 rozdział super a najbardziej to mnie Mamoru rozwalił tym jego powiedzeniem { to teraz się rozluźnij i powiedz WUJKOWI Mamoru } ha ha ha czekam na więcej i pozdrawiam 🙂

  4. Seinosuke zdecydowanie nie jest moim typem faceta 😛 A Mamoru… Mamoru, ależ ja jestem zdegustowana 😛 A tak naprawdę… w tej formie nawet podobasz mi się 😛

    Stojąc pod miłorzębem, a raczej obok, bo zbyt blisko bym nie podeszła, pomyślałabym raczej o Ghostbusters 😛

    Co do tej historii z żaleniem się facetowi to rzeczywiście, znałam ze trzech takich chłopaków, którzy cierpieli na ten sam problem. Mianowicie, mieli tuziny, przyjaciółek, a żadnej dziewczyny… Byli tak wyrozumiali, empatyczni i do rany przyłóż, ale kobiety podświadomie ciągnie jednak chyba do drani 😛

    1. Słyszałam, że podobno kobiety tak mają, lubią takich skurczybyków. Tak słyszałam. 😀 Nigdy jakoś tego na swoim przykładzie nie doświadczyłam. 😀
      Cieszę, że się Ci się nasz Mamoru podoba. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s