Żona mojego ojca. V

Nie wiem czy ktokolwiek pamięta to opowiadanie, ale chce być uczciwa wobec samej siebie i dokończyć je. 🙂 Choćby miała je czytać jedna osoba.

Pozdrawiam

***

– Musimy porozmawiać – oświadczył.
Nie miał pojęcia, jakim cudem udało mu się zapanować nad głosem. Miał prawo wiedzieć, skąd ta kobieta wzięła się na wyspie, w prywatnym basenie jego ojca. Ostatni raz widział ją w hotelowym pokoju, nawet miał wobec niej jakieś plany, których nie pozwoliła mu wprowadzić w życie. Ale trudno było z nią spokojnie rozmawiać, kiedy tak siedziała przed nim prawie naga….
– Załóż coś na siebie – powiedział znacznie ostrzej, niż zamierzał.
– Jest ciepło…
Spojrzał na nią z wyrzutem. Czyżby naprawdę nie rozumiała, o co mu chodziło? Nie wiedziała, jak bardzo go podnieca? W ciągu tych dni, które minęły od ich wspólnej nocy, często próbował przekonywać samego siebie, że przesadza, że wspomnienia płatają mu figla, że żadna kobieta na świecie nie może być tak podniecająca jak tajemnicza Rei. Dopiero teraz naprawdę się przekonał, że ani trochę nie przesadził i że wspomnienia były zgodne z tym, co naprawdę przeżył, co tak bardzo głęboko go poruszyło.
– Jeśli się ubierzesz, to może nawet uda nam się spokojnie porozmawiać – mruknął.
– Tobie się pewnie wydaje, że twój strój mnie nie rozprasza? – obrzuciła go spojrzeniem, od którego ciarki przechodzą po plecach.
– Czyżbyś w ten sposób chciała mi powiedzieć, że nie dowierzasz sobie i boisz się, że mogłabyś się na mnie rzucić? – zapytał kpiąco. – Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Poszłaś sobie i zostawiłaś mnie…
– Popełniłam błąd, idąc wtedy z tobą do hotelu – wpadła mu w słowo. – Będę tego żałowała do końca życia.
– Jeśli cię to pocieszy, to ja też bardzo żałuję. Nie mam zwyczaju brać sobie kobiet do łóżka na jedną noc. Gdybym wiedział, że nad ranem uciekniesz, to bym się dobrze zastanowił nad tym, co chcę zrobić.
– Nie okłamałam cię, dokładnie wiedziałeś, że tak będzie. Przystałeś na moje warunki.
– No dobrze. – Kei odrobinę spuścił z tonu.-Dajmy spokój wspomnieniom. Powiedz mi, skąd się wzięłaś w basenie mojego ojca?
– Twojego ojca? – spytała pobladła jak płótno.
Boże, to nie może być prawda, myślała zrozpaczona. To nie może być syn Shirosama!
Nawet lekko uszczypnęła się w rękę w nadziei, że to tylko koszmarny sen, że obudzi się od uszczypnięcia i wtedy się okaże, że już nikogo przy niej nie ma, że zawsze była sama nad basenem. Zabolało, a mimo to Kaidou nadal stał przed nią wysoki, w samych slipkach…
– Mówiłeś, że masz na imię Kaidou! – przypomniała mu.
Kei nawet okiem nie mrugnął.
– Oszukałeś mnie! – krzyknęła, kiedy uświadomiła sobie, że podane jej imię było po prostu kłamstwem.
– Nie oszukałem, tylko nie powiedziałem ci całej prawdy. – Kei wzruszył ramionami. – Nigdy się nie wyrywam z podawaniem ludziom swojego nazwiska. Wolę się najpierw przekonać, o co im naprawdę chodzi.
A więc zaliczył ją do osób, po których można się było spodziewać najgorszego! Mimo słonecznego dnia Rei zrobiło się zimno. Wstała, wzięła z leżaka ręcznik i się nim okryła. To prowizoryczne ubranie dodało jej pewności siebie.
– O ile dobrze pamiętam, to sama chciałaś, żebyśmy znali wyłącznie swoje imiona – przypomniał Kei.
Gdyby się domyśliła, z kim ma do czynienia, nigdy by się do tego człowieka nie odezwała. Skąd mogła wiedzieć, że syn Shirosama bawi w Tokio?
Właściwie wiedziała tylko tyle, że Shirosama Yamana ma dorosłego syna. Nic więcej.
– Owszem, ale ja ci podałam swoje prawdziwe imię – powiedziała z wyrzutem. – Ja nazywam się Rei Hino.
Przyglądała mu się uważnie, ale jej nazwisko nie zrobiło na młodym Yamana najmniejszego wrażenia. Jakby nie miał pojęcia, że wkrótce zostanie jego macochą. Czyżby ojciec go nie uprzedził?
– Kei Yamana- Skłonił się lekko.
Popatrzył na nią tak, że mimo kostiumu i okrywającego ją wielkiego ręcznika poczuła się całkiem naga.
– No i co teraz? – zapytał z kpiną w głosie dawny Kaidou, którego od tej chwili miała nazywać Kei. – Uściśniemy sobie dłonie i wszystko będzie jak trzeba? – Wzruszył ramionami. – Co komu szkodzi, że nasza znajomość toczy się w odwrotną stronę, niż to zazwyczaj bywa?
– Uścisk dłoni możemy sobie darować – mruknęła. Sama myśl o tym, że miałaby go dotknąć, napawała ją przerażeniem. Dotąd nie mogła zapomnieć pieszczoty jego silnych, a mimo to niezwykle delikatnych dłoni. – Umówmy się, że to już mamy za sobą.
– Nie tylko to. – Kei puścił do niej oko. Chciał, żeby wiedziała, że nie tylko nie zapomniał, ale że pamięta każdą chwilę, każdy gest i każde słowo, jakie wymienili tamtej nocy w hotelowym pokoju.
Rei także wszystko pamiętała. Tamta noc żywym ogniem wypaliła wspomnienia w jej umyśle. Teraz, kiedy Kaidou przestał być tylko wspomnieniem, kiedy stał przed nią żywy, z krwi i kości, choć ze zmienionym imieniem, bardzo się obawiała, że żar wspomnień już przygaszony może wybuchnąć z nową, niemożliwą do opanowania siłą.
– Wolałabym o tym zapomnieć – powiedziała z nonszalancją tak sztuczną, że nawet samej siebie by nie przekonała. Najwyraźniej jednak zdołała przekonać Kei.
– Wcale się nie dziwię -powiedział. – Problem w tym, że ja ani myślę zapomnieć.
Wyciągnął rękę, delikatnie przesunął palcem po szyi Rei.
– I powiem ci jeszcze więcej – mówił powoli, nie cofając dłoni. – Mam ochotę powtórzyć tamto doświadczenie.
Całą siłą woli powstrzymywała się przed jakąkolwiek reakcją. Niestety, nie umiała zapanować nad podnieceniem; gdyby nie ręcznik, którym przezornie się okryła, bez trudu by zauważył, jak sutki jej nabrzmiały i od razu by się zorientował, że go okłamała.
– Obawiam się, że będziesz musiał bardzo długo czekać – oznajmiła władczym tonem. – Już wtedy cię uprzedzałam, że to będzie tylko jedna noc.
– Mówiłaś też, że nie dowiemy się, kim jesteśmy i że nigdy więcej się nie spotkamy – przypomniał. – A ja nie biorę sobie kobiet na jedną noc. Taką mam zasadę i nie miałem zamiaru jej zmieniać.
– Tym razem będziesz musiał ją złamać, bo ja nie zamierzam odnawiać naszej znajomości. Jedna noc to dla mnie i tak o wiele za dużo.
– Czyżby? – Kei przyglądał jej się, wyraźnie ubawiony. – No cóż, zaraz się przekonamy.
Nim zdążyła się zorientować, co też mu chodzi po głowie, podszedł do niej bliziutko, pochylił się…
Domyśliła się, co on ma zamiar zrobić, ale nie zdążyła zaprotestować. A nawet gdyby zdążyła, to pocałunek byłby stłumił nawet najgorętszy protest.
To właściwie nie miał być pocałunek, tylko kara za to, że mu się sprzeciwiła, ale nawet to mu się nie udało. Pozbawione uczucia zetknięcie ust w mgnieniu oka zmieniło się w czułą pieszczotę, a potem wybuchło żarem nieokiełznanego pożądania. Rei się zachwiała, przytuliła się do Kei, a on ją objął, zamknął w swych silnych ramionach. Ich ciała jakby stopiły się ze sobą, ręce i nogi splotły się w ciasny węzeł. Serca przyspieszyły, najpierw każde z osobna, ale zaraz załomotały wspólnym równym rytmem.
– Moja piękna- wyszeptał. Ręce mu się trzęsły, gdy rozplątywał byle jak zawiązany supeł ręcznika, którym okryła się Rei. – Ty może naprawdę masz mnie dosyć, ale ja ciebie…
Niecierpliwe dłonie zsunęły ramiączka kostiumu Rei. Wędrowały po plecach, po jej dekolcie, aż wreszcie dotarły do biustu. Jęknęła, gdy ujął w palce nabrzmiały z pożądania sutek.
– A więc ty też tego chcesz! – westchnął uradowany. – Wiedziałem! Wiedziałem, że mnie pragniesz. Nie umiesz tego ukryć. Ty nie umiesz udawać.
Wydała z siebie jakiś nieokreślony dźwięk. To mogło być przyzwolenie, ale równie dobrze gorący protest. Kei uznał ten dźwięk za przyzwolenie.
– Chodź do mnie, moja słodka – błagał.
– Nie!
Sama nie wiedziała, jakim cudem wyrwała się z obłędnej żądzy, wsysającej ją coraz głębiej, jak szalejący wir. Może dlatego, że przestał ją całować, że jej usta nagle poczuły chłód… Nie tylko usta. Ponura zimna ciemność wśliznęła się w jej myśli, w mgnieniu oka wystudziła żar i kazała zrozumieć, co naprawdę się dzieje.
– Zostaw mnie! – powiedziała, stanowczo odpychając go od siebie. Nie miała pojęcia, skąd wzięła tyle siły. Nie miała pojęcia, że w ogóle jakieś siły posiada.
– Co… Co się stało? – spytał całkiem zdezorientowany.
– Którego z tych dwóch słów nie rozumiesz? -jej serce biło jak oszalałe, trzęsła się cała na myśl o tym, jak niewiele jej brakowało, żeby zniszczyć wszystko, co kochała. Może dzięki temu jej słowa zabrzmiały poważnie, mocno i bardzo stanowczo.
– Doskonale wiesz, o co mi chodzi!
– Zrozumiałem, co powiedziałaś, ale nie mogę uwierzyć, że naprawdę tak czujesz. Nie trzeba żadnych słów. Są na to inne sposoby. – Popatrzył znacząco na wciąż odsłonięte piersi, które lepiej niż cokolwiek innego świadczyły o podnieceniu, jakie wzbudziły w niej pieszczoty. To przez nie, nie mogła jasno myśleć. A myśleć musiała. Trzeba było przestać odczuwać i skoncentrować się na tym co najważniejsze. Mało brakowało, a wszystko by zniszczyła, zaprzepaściłaby szansę na ocalenie najbliższych jej ludzi.
Wprawdzie to właśnie Kei w tej chwili pragnęła najbardziej, a jednak musiała się oprzeć pokusie i myśleć, zacząć wreszcie używać rozumu. Musiała dopilnować, żeby to, czego tak bardzo pragnęła, nigdy już się nie zdarzyło. Trzeba było wybierać: Kei albo dziadek. Pospiesznie naciągnęła ramiączka kostiumu. Syknęła, gdy napięty materiał uraził jej nabrzmiałe piersi. Podniosła leżący u jej stóp ręcznik, znowu się nim okryła i dopiero wtedy odważyła się spojrzeć na jasnowłosego.
– Nie obchodzą mnie twoje sposoby – powiedziała, udając spokój, którego zupełnie nie czuła. -Masz słuchać tego, co mówię, a ja powiedziałam „nie”. Powiedziałam „nie” i to znaczy „nie”! Nic innego. Czy jasno się wyrażam?
Był taki wściekły, tak bardzo urażony, że się przeraziła. Bała się, że nie usłucha jej i wyciągnie ręce, że mimo wszystko znowu ją przytuli. Przerażała ją własna słabość. Wiedziała, że nie starczy jej sił, by po raz drugi odepchnąć od siebie marzenia.
Lecz Kei się opanował. Potrząsnął głową, jakby tym ruchem chciał się doprowadzić do przytomności. Rei odetchnęła z ulgą.
– Ale dopiero teraz mi to powiedziałaś – przypomniał jej z pełną jadu słodyczą w głosie.- Wcześniej jakoś się nie sprzeciwiałaś. Więc może mi powiesz, kochanie, czemu nagle zmieniłaś zdanie. Co zrobiłem nie tak? A może się boisz, że ktoś nas tutaj zobaczy? Na przykład twoja mama?
– Mama? – zdziwiła się. Nie rozumiała. – Co ma z tym wspólnego moja mama?
– Bo jeśli to cię martwi, to całkiem niepotrzebnie. Mama na pewno będzie zachwycona, kiedy się o nas dowie.
– Zachwycona? – powtórzyła oniemiała.
O czym ten człowiek mówi?
– Że tak powiem, wszystko zostanie w rodzinie- ciągnął. – Twoja mama, mój tata, ty i ja…
I nagle zrozumiała.
Kei sądzi, że moja mama jest narzeczoną Shirosama, pomyślała w totalnym osłupieniu. Zdaje mu się, że przyjechałam tu z mamą, która ma poślubić jego ojca!
– No i co ty na to? – dopytywał się zdumiony nie tylko jej milczeniem, ale także wyrazem osłupienia malującym się na twarzy Rei. Mógłby zrozumieć bunt, nawet złość, ale złość wyparowała; zostało tylko to bezbrzeżne, niezrozumiałe dla niego zdumienie. Nie był zadowolony. Zdążył się przygotować do walki. Obraziły go jej kłamliwe słowa, zaprzeczające podnieceniu, które odczuwała. Kei wiedział, jak jest naprawdę, wiedział, że ona nadał go pragnie, tak samo jak pragnęła go tamtej cudnej nocy w Tokio. Na pewno nie miała go dosyć. Tak samo jak on nią, Rei też nie zdążyła się nim nasycić. Był zły i urażony. Dlatego ją przytulił, po to zaczął całować. Rei zareagowała dokładnie tak jak przewidział: płonęła w jego uścisku jak sucha gałązka… Nie przewidział tylko, że jego także pochłonie pożądanie, że straci panowanie nad sobą. I oczywiście do głowy mu nie przyszło, że mogłaby go odepchnąć. Teraz stała naprzeciw niego z wyrazem bez brzeżnego zdumienia w tych swoich wielkich jak spodki ciemnych oczach. Już nie była zła, tylko bardzo, ale to bardzo zdziwiona. Więc nie mógł na nią nakrzyczeć, nie mógł się z nią pokłócić, nie mógł się nawet na nią pogniewać. Nie mógł zrobić niczego, przedsięwziąć żadnej akcji, która pozwoliłaby mu się pozbyć frustracji, bolesnego napięcia dręczącego ciało.
– Co ty na to? – zapytał raz jeszcze.
– Ja… – powiedziała głośno. Nie dokończyła, nawet na dobre nie zaczęła zdania, bo głos jej się załamał. Kei miał ochotę nią potrząsnąć, wyrwać z tego bezsensownego transu, w którym się znajdowała. Z całej siły zacisnął pięści, żeby tego nie zrobić.
– Rei! – zawołał głośno, jakby stała bardzo daleko, a nie tuż obok niego.
Lecz się nie odezwała. Za to od strony domu rozległ się inny, także dobrze znajomy głos.
– Ach, więc tu jesteś, Kei. Okiku- san mi po wiedziała, że już przyjechałeś.
Kei zaklął pod nosem. Nie miał ochoty spotkać się teraz z ojcem. Nie w tej chwili! Nie widzieli się przez pięć lat. Ani razu w tym czasie ze sobą nie rozmawiali, nawet kartek świątecznych nie wymieniali. Wiedział, że po tylu latach i wielu gorzkich słowach spotkanie z ojcem wcale nie będzie łatwe. Tym bardziej w obecności osób trzecich. Zwłaszcza tej konkretnej osoby!
– Witaj, ojcze – powiedział Kei.
Zauważył kątem oka, że Rei się poruszyła. Ponownie na nią spojrzał. Ściskała obiema rękami okrywający ją ręcznik, jakby chciała go wydłużyć, żeby zakrył ją od stóp do głów. Cała krew od płynęła jej z twarzy. Była blada jak płótno, a w ciemnych oczach czaiło się przerażenie.
– Co się stało? – zapytał cichutko, żeby ojciec go nie usłyszał.
Oczywiście wiedział, że ojciec był bezwzględny, czasem nawet okrutny. W interesach. Jednak do młodych kobiet, zwłaszcza takich pięknych jak Rei odnosił się z rewerencją. Nigdy żadna z nich nie miała powodu, żeby się bać Shirosama Yamana. Chyba że ta mała zdążyła się już z nim pokłócić. Może nie akceptuje go w roli ojczyma?
– A więc się poznaliście – powiedział Shirosama, uśmiechając się do Rei, jakby nie działo się nic nadzwyczajnego.
Z synem przywitał się nie tak ciepło, ale uścisnął mu rękę, nie dając poznać po sobie, że coś ich poróżniło.
– Cieszę się, że znów jesteś ze mną, chłopcze – powiedział.
I właśnie o tego „chłopca” pokłócili się przed pięcioma laty. Ojciec nie chciał zrozumieć, że dorósł. Wciąż traktował go jak małe dziecko i ciągle chciał za niego podejmować decyzje.
– Nie mogłem nie przyjechać na ślub – powiedział spokojnie Kei. Postanowił, że tym razem będzie bardzo uważał i za nic nie dopuści do kolejnej kłótni.
– Cieszę się, że cię widzę – powiedział szczerze zadowolony Shirosama. – Rozumiem, że już po znałeś swoją przyszłą macochę.
Macochę? Już poznałem?
Myśli Kei pędziły jak oszalałe. Starał się zrozumieć sens wypowiedzianych przez ojca słów. Nie potrafił.
Chyba że…
W końcu do niego dotarło. Zrozumiał, a mimo to nie wierzył. Nie był w stanie uwierzyć w taki straszliwy nonsens!
– Tak czy siak dokonam oficjalnej prezentacji- Shirosama napuszył się jak paw i objął Rei, tuląc ją do siebie jak swoją własność.
Kei miał ochotę krzyczeć, miał ochotę zasłonić ojcu usta, nie pozwolić mu powiedzieć tego, co sam już dobrze zrozumiał. To niemożliwe, myślał gorączkowo. Boże spraw, żeby to nie była prawda! Rei pobladła jeszcze bardziej, choć przedtem zdawało się to niemożliwe. Jak urzeczona wpatrywała się w twarz Kei.
– Poznaj pannę Rei Hino, synu – mówił Shirosama, nieświadom dramatu, rozgrywającego się przed jego oczami. – Jest moją narzeczoną. Wkrótce zostanie panią Yamana i twoją nową macochą.

Reklamy

7 thoughts on “Żona mojego ojca. V

  1. hm powiem tak nie znoszę Hino 😦 ale jeśli chodzi o samo opko to muszę przyznać że jest dość ciekawe więc będę go śledzić ale najpierw muszę przeczytać pierwsze rozdziały żeby być na bieżąco 🙂 tylko nie będę zostawiać komentarzy sory 🙂 pozdrawiam i życzę weny 🙂

  2. końcówka pozwalającą, biedny Kei, ciekawe jak zareaguje na tą sytuację i co powie Rei jak już zostaną sami. Cieszę się że dalej kontynuujesz to opoko, jestem pozytywnie zaskoczona. I nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. pozdrawiam 🙂

  3. Jak tu zapomnieć, no co Ty 😛

    Ja już nie wiem co lubię, a czego nie 😛 Mi się już wszystko w głowie pomieszało 😉 Jedno jest pewne, moja dominująca miłość do Di pozostanie na zawsze 😉 Samej Rei nigdy nie lubiłam, ale jako postać wolałam ją od Makoto i Ami, dlatego, że jest wyrazista 🙂 Do Jadeite mi spasowała wprost idealnie. Mako do Nephlite też i nic do nich nie mam, ale dla mnie są… jakby zbyt kontemplacyjni… Daje to jakiś pomysł (sama ich chciałam do księżyca), tyle, że ja chyba po prostu wolę narwańców, i w życiu i na papierze 😉

    A co do opowiadania to uwielbiam motyw zakazanego uczucia i to chyba na wszystkich płaszczyznach: pochodzenia, wieku, religii… no, nad płcią się w sumie nie zastanawiałam ( 😛 ), ale przypadek ,,wszystko zostaje w rodzinie”, jak najbardziej 😉 A syn dosłownie ma gust po tatusiu 😛

    Nie wiem, jak to robisz, ale Ci wszyscy faceci są u Ciebie tacy ,,mrau”, że aż staniki spadają 😉 😛

    1. Ja zaraz po M&K uwilbiam ich i tak bardzo sie cieszę, ze podoba sie to opowiadanie i ze chcecie je czytać, ale tęsknię za Minako i Kunkun xD i juz nawet mojej główce zrodził sie pomysł na nowe opowiadanie.
      Chyba chciałaś powiedzieć, ze majtki spadają xD

      1. Twoja zasługa, jesteś normalnie nienormalnie dobra w pisaniu 🙂

        Chciałam trochę przycenzurować, żeby na dewianta sekusalnego nie wyjść, ale na to już chyba zbyt późno 😛

  4. Nie wiem kogo z tej dwójki jest mi bardziej żal. Żadne z nich się pewnie nie spodziewało, że los pozwoli im się jeszcze raz spotkać, tym bardziej w takich okolicznościach.
    Ciekawa jestem jak dalej rozwinie się ta sytuacja i czy Rei poradzi sobie z emocjami jakie nią targają.
    Pozdrawiam 😀 .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s