Zabłąkane dusze. X

Wiem, że dawno mnie tutaj nie było, ale nie zapomniałam. 🙂

***

Gdy wychodzili z domu spokojnej starości, Mamoru opiekuńczo objął blondynkę. Usagi walczyła z chęcią schowania twarzy na jego piersi, wiedząc, że jeśli to zrobi, zapewne obejmie go z całej siły i przytuli się w sposób całkowicie nieodpowiedni w miejscu publicz­nym. Ciepło i siła mięśni były tak uspokajają­ce, zapewniały takie bezpieczeństwo, że bała się, by nie stracić resztek kontroli nad sobą i nie wybuchnąć płaczem. Usiadła na miejscu pasażera w samochodzie i stoicko wpatrywała się przed siebie, zacisnąwszy pięści. Mamoru zaczekał, aż Usagi się trochę rozluźni i odpręży, zanim odważył się przerwać ciężkie milczenie.
– No i co? Co o tym myślisz? – zapytał wprost.
– Z deszczu pod rynnę – mruknęła, ucie­kając się do starego powiedzonka. Westchnęła głębo­ko i wyjaśniła: – Nie wiem, co myśleć. Z głębokim przekonaniem przedstawiała swoje zdanie, ale nie wiem, na ile możemy w to wszystko wierzyć.
– Tak, jej spostrzeżenia były raczej dziecinne- przytaknął. – Piękna i dobra matka i ciężko pracujący, troskliwy ojciec. Musiało jej być trudno pogodzić się z tym wszystkim.
– Owszem – zgodziła się Usagi. – Najwyraźniej uwielbiała swoich rodziców. To normalne u dziewięcioletniego dziecka, szczególnie że utraciła ich tak gwałtownie. Dziecku trudno byłoby przyjąć do wia­domości, że jedno z nich ją opuściło, a… drugie się zabiło.
– Więc myślisz, że po prostu odmówiła przyjęcia prawdy do wiadomości?
– Może nie była w stanie tego zrobić. Jak inaczej dziewięciolatka mogłaby sobie z czymś takim pora­dzić? Porzucenie, samobójstwo… Wtedy nie było pro­gramów pomocy psychologicznej, jakie mamy teraz. Zaprzeczenie wydaje się normalnym mechanizmem samoobronnym.
– A skoro jej umysł odrzucił prawdę na temat odejścia rodziców, to także i jej wspomnienia o nich mogły ulec zniekształceniu.
– Wyczułeś to też? – spytała. – Że ideali­zowała ich w dziecinny sposób?
– Ludzie często tak robią, gdy ktoś umiera. Starają się zapamiętać zmarłego jako kogoś lepszego, szlachetniejszego i bardziej altruistycznego niż w rze­czywistości.
– Pewnie tak – westchnęła. Zamyśliła się na chwilę. – Byłabym skłonna dać jej wiarę, gdyby nie ta historia z policją. Jeżeli ciało było całe we krwi, to przecież musieli sprawdzić przyczynę śmierci.
– Trudno powiedzieć. Pamiętaj, że wszystko działo się w latach czterdziestych. Zapewne policji wydawało się, że sprawa jest jasna. A poza tym dorośli, szczególnie mężczyźni, nie zwracali wtedy zbytnio uwagi na dzieci. Dla nich była zapewne histeryzującą małą dziewczynką.
– Co ma za złe – potwierdziła. – We własnym mniemaniu była głosem rozsądku i prawdy, a nikt jej nie słuchał. Jak możemy oddzielić nasze postrzeganie od faktów?
– Niestety, po sześćdziesięciu latach trudno będzie cokolwiek sprawdzić.
– Myślisz, że istnieje szansa, że ktoś z policjantów, którzy zajmowali się sprawą jeszcze żyją?
– Chyba nie będzie trudno to sprawdzić. Mogą być też akta sprawy, jeśli w ogóle jakieś wówczas prowadzono.
– A może dorośli wiedzieli coś, czego Kunie-san nie wiedziała? – powiedziała Usagi w zamyśleniu.
Mamoru rzucił jej zaciekawione spojrzenie.
– Na przykład co?
Wzruszyła ramionami.
– Skąd mogę wiedzieć? Coś, co uważali za nie­właściwe dla uszu małej dziewczynki. Może coś na temat tego komiwojażera, jakiś dowód, że Toyama– san jednak z nim uciekła? Może miała opinię flirciary, a Kunie nic o tym nie wie­działa?
– To się nie zgadza z tym, co mówił Ihara- san. Według niego wszyscy, którzy ją znali, byli zaskoczeni, że uciekła. Gdyby była flirciarą, ludzie w mieście by to wiedzieli i nie byliby tak zdziwieni.
– Ale też nic z tego, co słyszeliśmy, nie wskazywało, że Toyama- san lubił wypić. Czy też że był typem samobójczym.
– I dzięki temu ta historia jest tak dramatyczna- podsumował Mamoru.
– A więc nie sądzisz, że policja i inni ukryli coś przed Kunie, by ją chronić? Mamy zatem dwie sprzeczne wersje i żadnej możliwości udowodnienia, która jest prawdziwa. – Zamyśliła się głęboko. Zbyt głęboko.
– O czym tak rozmyślasz? – spytał, nieco niespokojny.
– O pszczołach bzyczących na wistarii i pnących różach koło okna.
– Z twojego snu?
Przytaknęła.
– Do jakiego stopnia można wierzyć w przypadek?
Mamoru rozważał przez chwilę jej pytanie.
– Co sugerujesz?
– Chyba pora, żeby trochę postudiować.
Kolację zjedli u Usagi. Mamoru zaproponował, że pozmywa naczynia, i Usagi szybko się zgodziła. Sama wyciągnęła się na kanapie w dużym pokoju z książką o zwyczajach duchów, którą wypożyczyła ze szkolnej biblioteki. Była całkowicie pochłonięta czytaniem, gdy brunet dołączył do niej po zmyciu naczyń.
– Znalazłaś coś? – zapytał.
Uniosła wzrok.
– Nic uspokajającego. Poszczególne fakty zaczyna­ją aż za dobrze do siebie pasować.
– Na przykład? – Usiadł obok.
– Po pierwsze. Tradycyjna wiedza o duchach mó­wi, że duchy pojawiają się tam, gdzie były tuż przed śmiercią. Zazwyczaj jest to związane z czymś nie­przyjemnym, jakby duch nie mógł całkowicie wyłączyć się z ziemskich spraw, bo czegoś nie zakończył. Co może oznaczać, że Toyama– san wciąż usiłuje przemóc szok związany z odejściem żony, bo nie miał czasu się z tym pogodzić przed śmiercią.
– Czy to znaczy, że teoria o leżeniu w nie po­święconej ziemi bierze w łeb? – zapytał brunet.
– Kto wie? – Usagi zmarszczyła brwi. – Reguły są niejasne. Może boli go sprawa grobu, ale zmaterializować się może jedynie na drzewie. – Spojrzała na Mamoru. – Chcesz usłyszeć niepokojący punkt drugi?
– Strzelaj.
– Nie wszystkie powracające duchy przybierają ludzką postać. Niektóre stają się podmuchem zimnego powietrza. Podobno jeśli czujesz zimny dreszcz wzdłuż
kręgosłupa, to znaczy, że pocałował cię duch.
Zapadło milczenie, gdy oboje myśleli o przeciągu w kącie pokoju, który według działu technicznego nie wynikał z błędów konstrukcyjnych. Usagi była tak przejęta, że mówiła niemal szeptem:
– A czasami duchy pachną.
– Toyama– san hodowała róże.
– I wistarię. A kiedy Makoto- chan przyniosła na moje przyjęcie bukiety róż i wistarii, Minako stała w tamtym kącie z przeciągiem. Prawie zemdlała, czego nikt z nas
nie mógł zrozumieć. I tej samej nocy Toyama– san pokazał się na moim drzewie. – Wyliczywszy te wszys­tkie szczegóły, przeszła do wniosków. – A jeśli Kunie-san ma rację? A jeśli oboje zostali zamor­dowani, a ja mam nie jednego, tylko dwa duchy?
W jaki sposób mamy przynieść im ulgę? A jeśli to wchodzi Juri w mój sen, w moje myśli? Może przeżywam kilka ostatnich minut jej życia? Czy to znaczy, że jestem opętana?
– Nie! – Mamoru był przerażony zbiegiem okolicz­ności, który doprowadził Usagi do takiego strachu i takich wniosków. Objął ją i przyciągnął do siebie. Myślał, że od kiedy ją poznał, często tak ją trzyma, tuli do siebie, pociesza i uspokaja. Był taki bezradny wobec wielkiej niewiadomej. Jak mężczyzna może chronić ukochaną kobietę przed siłami nadprzyrodzonymi, przed zbrodnią popełnioną ponad pół wieku temu? Objął ją mocniej. – Nie – powtórzył, i powtó­rzył to jeszcze raz, zapewniając ją: – To nic takiego nie
znaczy.

Japonia, Tokio – 1946
Kazuma rozpiął środkowy guzik z tyłu sukienki Mitsuko i wsunął dłoń do środka. Jedwabista gładkość jej halki, nagrzanej od ciała, powitała pieszczotę jego palców. Czuł zapięcie jej stanika pod cienkim materia­łem i marzył, by je rozpiąć. Zachęcony pogłębił pocałunek i przesunął dłoń wyżej, napotykając naj­pierw koronkowy brzeg halki, a potem aksamitną, nagą skórę. Pożądanie przeszyło go z prędkością i intensywnością wyładowania elektrycznego. Równie szybko Mitsuko zesztywniała, wciągnęła powietrze i szarpnęła się, odmawiając prawa dotyku jego ustom i rękom. Jęknął, sfrustrowany i zrozpaczony, i od­wrócił się tyłem. Jego dłonie zwijały się w pięści, prostowały, znowu zwijały. Przestraszyła się siły i energii, które wziął pod kontrolę, a serce krwawiło jej na widok jego bez­radności.
– Tak mi przykro – powiedziała, bliska łez. – Prze­praszam. Myślałam, że tym razem będzie inaczej.
Poddała się szarpiącemu jej płuca szlochowi. Zno­wu. Nie wiedzieli już, ile razy płakała, ile razu prze­praszała. Kazuma przesunął dłonią po twarzy. Przebiegł go dreszcz, zdradzając, jak silne uczucia trzyma na wodzy. Minęło kilka męczących minut ciszy. W końcu gwałtownie odetchnął.
– Powinniśmy spojrzeć prawdzie w oczy. Nigdy nie będzie inaczej, jeżeli nie poszukamy po­mocy.
– Pomocy? – spytała. – Nie… nie rozumiem, o czym mówisz.
– O doktorach.
Jej twarz pobladła, w oczach mignęła udręka.
– Nie mogłabym… rozmawiać… o tym z kim in­nym. O naszym najbardziej intymnym życiu. Po prostu nie mogłabym!
– Nie „z kim innym”, tylko z lekarzem – powie­dział. – Z psychiatrą.
– Myślisz, że jestem nienormalna! – Mitsuko była nieszczęśliwa. Kazuma próbował ją objąć, ale odsunęła się od niego.
– Nie jesteś nienormalna – zaprzeczył. – Ale masz…mamy… problem.
– Wiele kobiet jest na początku zdenerwowanych.
– Zdenerwowanych. Nie przerażonych. Kochanie, jestem tylko człowiekiem. Nie mogę żyć tak dalej, pragnąc cię, wiedząc, że jesteś moją żoną, ale nie mogąc cię mieć. Jestem napięty jak struna gitary.
– Czy chcesz pójść… – omal nie zakrztusiła się własnymi słowami – do jednej z… takich kobiet?
Złapał ją za ramiona i przysunął twarz do jej twarzy.
– Nie. Nie chcę innej kobiety, chcę ciebie. Chcę poznać moją żonę tak, jak to jest w małżeństwie. Moją żonę!
– Ja też tego chcę – powiedziała. – Naprawdę chcę być twoją żoną także i w tym sensie. Nie wiem, dlaczego się boję. Przecież nie boję się ciebie. Kocham cię.
– Nie rozumiesz? – prosił. – Właśnie to mam na myśli. Ten lęk nie jest normalny: nie taki lęk, tak intensywny. Psychiatra mógłby ci pomóc zrozumieć, czego i dlaczego się boisz. Widziałem, jak w czasie wojny skutecznie zajmowali się przypadkami psycho­zy wojennej.
Odsunęła się od niego gwałtownie.
– Twoim zdaniem jestem nienormalna. Chciałbyś mnie zamknąć w domu wariatów. – Wpadła w his­terię, zapomniała o logice. – Chcesz przejąć kontrolę nad bankiem i pieniędzmi.
Jego głos przypominał warczenie gniewnego psa.
– Jedyne miejsce, w którym chciałbym cię za­mknąć, to moja sypialnia. Jesteśmy małżeństwem od trzech miesięcy, a ja nawet jeden raz nie widziałem cię nagiej.
Jego słowa zabolały.
– Przepraszam – powiedziała szybko. – Nie chcia­łam cię urazić.
Kazuma odwrócił się i uderzył pięścią w blat toaletki.
– Cholera jasna! Jak możesz mówić o pieniądzach?! Mam w nosie twoje pieniądze. Chcę ciebie, i nic więcej. Mąż ma prawo… Niektórzy mężczyźni zaspokoiliby już swoje pragnienie siłą.
– Czy tego chcesz?
– Och, nie, żadne z nas nie miałoby z tego żadnej przyjemności. Ale nie możemy po prostu czekać i mieć nadzieję, skoro nic się nie zmienia, bo to ja skończę w domu wariatów. Możemy znaleźć lekarza.
– Nie mogę iść do psychiatry, lekarza od wariatów. Wiesz, co by wszyscy powiedzieli. Zaczęliby w panice wycofywać wkłady z banku.
– Do diabła z tym cholernym bankiem! – krzy­knął.
Mitsuko była tak oszołomiona, jakby ją uderzył.
– Ten bank to moje życie!

– Usako! Usako!
Jej spojrzenie, gdy już otworzyła oczy, było nie­przytomne, ale po chwili twarz Mamoru stała się wyraźniejsza. Widząc, że wraca jej świadomość czasu i miejsca, przysunął się jak mógł najbliżej i objął ją ramionami. Strach wciąż trzymał ją w swojej mocy, z trudem łapała oddech, a serce biło mocno.
– Już dobrze – szepnął. – Już wszystko w porządku.
Powoli oddech Usagi uspokajał się, serce zwal­niało swój szaleńczy rytm. Mamoru rozluźnił uścisk i położył się obok. Jej głowa zsunęła się ku natural­nemu zagłębieniu ramienia bruneta. Usagi zamknę­ła oczy i odetchnęła głęboko.
– Myślałam, że to już się skończyło. Że ona… on…oni?… dali spokój.
Ponad tydzień minął od wizyty u Kunie Toyama. Koszmar powrócił po raz pierwszy od tamtego dnia. Napięcie w głosie Usagi zdradzało jej zdenerwowanie.
– Myślałam, że nasz duch zrozumiał, że doszliśmy tak daleko, jak mogliśmy, że nie mamy innych wskazó­wek. – Jęknęła. – Nie mamy już gdzie szukać odpowie­dzi na nasze pytania. Miałam nadzieję, że dalami spokój.
Dowiedzieli się, że komisarz prowadzący sprawę śmie­rci Toyama- san nie żyje od dwudziestu lat, a oficjalne akta spraw sprzed 1970 roku zostały zniszczone.
– Czy to znowu ten sam sen? – spytał Mamoru.
– Tak, tylko bardziej szczegółowy. Za każdym razem widzę trochę więcej. – Obróciła głowę, by spo­jrzeć na Mamoru. – We śnie krzyczałam. Czy…?
– Nie. Rzucałaś się tylko jak ryba wyjęta z wody.
– Próbowałam uciec.
– Przed czym?
– Ciągle nie wiem. To tylko ciemny kształt. Wszyst­ko poza tym staje się coraz wyraźniejsze: zapach róż, firanki w oknach, bicie zegara, brzęczenie pszczół.- Zamknęła oczy i schowała twarz na jego piersi.
– Tym razem wiedziałam, że to pszczoły. Nie musia­łam się zastanawiać. I była tam ta dziewczynka z długimi lokami i brązowymi oczyma. – Zwinęła dłoń w pięść i lekko uderzyła bruneta w żebra. – To nie ma sensu. Jeżeli mój umysł wprowadził ją do snu,
gdy się dowiedziałam o córce Toyama- san, to dlaczego nie dostosował jej obrazu do tego, co Kunie powie­działa o swoich włosach?
– Może jednak nie jest ona tworem twego umysłu.
– No dobrze. Zapomnijmy o logice i załóżmy, że nie śnię. Załóżmy, że oglądam coś w rodzaju psychicznego filmu wideo z ostatnich minut życia Juri. Skoro ta dziewczynka to nie Kunie, to kim ona jest?
– Świadkiem – powiedział Mamoru poważnie.
– Jeśli ona… -Usagi podparła się na łokciu. -A jeśli ona jeszcze żyje? Gdybyśmy ją odnaleźli…
Mamoru uniósł dłonie i ujął jej twarz.
– W jaki sposób? Pomyśl. Jak moglibyś­my ją znaleźć, nawet jeśli żyje? Nie wiemy, kim jest.
Westchnąwszy z rozczarowaniem, położy­ła się.
– Pewnie masz rację. Musiało być wiele dziew­czynek z długimi lokami. Nawet Kunie powiedziała, że jej matka próbowała kręcić jej włosy , jak innym dziewczynkom.
Zapanowało milczenie.
– Wyjdź za mnie – powiedział nagle Mamoru.
Usagi wykrzyknęła jego imię ze zdumieniem.
– Mówię poważnie – oświadczył. – Kocham cię. Chcę, żebyś była przy mnie. Dlaczego masz żyć z czymś, co zdarzyło się pięćdziesiąt lat temu? Mój dom jest bardziej niż wystarczający dla nas dwojga. Musisz tylko spakować swoje rzeczy.
– Nie mogę tak sobie odejść i zostawić tej sprawy bez rozwiązania.
– Nie odchodziłabyś, tylko przychodziła. Do mnie. Do nas. Do życia, które moglibyśmy dzielić.
– Nigdy nie byłbyś pewien, czy nie uciekam, czy nie znalazłeś się po prostu we właściwym miejscu o właściwej porze.
– W końcu nie miałoby to znaczenia, jeśli mnie kochasz.
Usagi przez chwilę nie była w stanie nic powie­dzieć.
– Naprawdę kochasz mnie tak bardzo, że byłbyś gotowy na takie ryzyko?
Mamoru roześmiał się niespodziewanie.
– Nie ma żadnego ryzyka.
Wsparła się na łokciu i zajrzała mu w twarz.
– Jak możesz być tak mnie pewny, skoro ja nie jestem już pewna niczego?
Przesunął dłoń pod kocem, aż znalazła się na jej talii, i przyciągnął delikatnie ku sobie.
– Chodź tu, to ci pokażę.
– Seksualna chemia jeszcze niczego nie dowodzi- zaprotestowała.
– My nie uprawiamy seksu, Usako, tylko się kochamy.
Usagi pochyliła się i objęła go ramieniem.
– Jakkolwiek nazwiesz to, co robimy, myślę, że powinniśmy to teraz zrobić.
– Z przyjemnością – odpowiedział, obe­jmując ją mocniej i wsuwając nogę między jej uda. Wygięła się pod nim i rozchyliła usta do pocałunku. Jeszcze zanim znaleźli zapomnienie w zmysłowej rozkoszy, zdążył pomyśleć, że chciałby kochać się z Usagi, kiedy nie ucieka. Był na tyle egoistą, że pragnął, by przyszła do niego, bo ma ochotę z nim być, a nie dlatego, że ucieka od czegoś, czego nie rozumie. Później, gdy leżeli przytuleni, odpoczywając, Mamoru poprawił się humor, bo usłyszał, jak zasypiająca już blondynka szepce:
– Kocham cię.

Reklamy

3 thoughts on “Zabłąkane dusze. X

  1. Łiiiii! W końcu rozdział tego opowiadania 😀 Jak ja długo czekałam an to 😀 😀
    Wciąż ta groza i tajemnica, ach jakie to wciągające 😀 Naprawdę 😀 I uczucie Mamoru tak silne *.* Kocham Cię za to po prostu! ❤

    A lata '40 – wciąż równie intrygujące i tajemnicze co wcześniej, chociaż tym razem zaczynają mi się pojawiać w głowie pewne domysły, ale ciężko mi powiedzieć czy słuszne czy w ogóle jak kulą w płot xD

  2. No no jak zawsze niesamowite ach ten Mamoru z nim nie mozna sie nudzic. A ja zapraszam w moje skromne progi historia przygod mamoru i usagi oraz ich przyjaciol adres serenity89.blog.pl zapraszam

  3. Jaaa, teraz za każdym razem kiedy dreszcz będzie mi biegł po kręgosłupie to zacznę się w konwulsyjnych ruchach odganiać 😛

    Można by się w sumie spakować i jazda- w sumie ja zrobiłabym tak już na początku, ale… nie wiem, cały czas by mnie ten duch gryzł 😀 Usagi jest tutaj naprawdę strasznie odważna 😀 Fakt, ma Mamoru, a zawsze bardziej budująco w towarzystwie, ale mimo to.

    Końcówka uroczaaaa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s