Tysiąc łez. III

Usagi z mocno bijącym sercem popatrzyła w górę na smukły szklany wieżowiec koncernu Chiba w zamożnej dzielnicy Tokio, zbierając się na odwagę, by wejść do środka. Budynek zyskał wiele nagród za śmiałą architekturę i wprost bił w oczy bogactwem. W wypolerowanych taflach szkła widziała swoje ustokrotnione odbicia, jeszcze bardziej podkreślające jej ubóstwo. Przed wyjściem z domu spędziła koszmarne godziny, usiłując wybrać coś znośnego ze swojej skromnej garderoby. Wszystkie jej ubrania były zdecydowanie bardziej praktyczne niż eleganckie i brakowało im owej klasy, do jakiej przywykła jako żona Mamoru.
W końcu zdecydowała się na prostą sukienkę, którą ożywiła błyszczącym ciężkim naszyjnikiem. Szpilki czyściła, dopóki nie lśniły tak, że mogłaby się w nich przejrzeć. Zadowolił ją jedynie czarny kaszmirowy płaszcz z jedwabną fioletową podszewką i rąbkiem wyszywanym drobnymi fiołkami, świetnie podkreślający jej smukłą figurę. Dostała go w prezencie od męża. Wymknął się pewnego popołudnia z hotelu w Paryżu, zostawiwszy ją śpiącą pośród rozrzuconej pościeli, i kupił ten płaszcz w jednym z najdroższych butików. Nie chciała go dzisiaj włożyć, gdyż wiązało się z nim zbyt wiele wspomnień. Był jednak ciepły i co ważniejsze wystarczająco elegancki. Nie mogła przecież pojawić się w głównej kwaterze firmy w sztucznym futrze z wyprzedaży, jakie noszą ubogie studentki. Przez obrotowe drzwi wśliznęła się do olbrzymiego holu i podeszła do recepcji. Madonna za kontuarem spytała z nikłym uśmiechem:
– W czym mogę pani pomóc?
– Jestem… jestem umówiona na spotkanie z Chiba- san.
Kobieta rzuciła okiem na listę.
– Chiba Usagi- san? – upewniła się, nie potrafiąc ukryć zdziwienia, a usłyszawszy potwierdzenie, wskazała nieskazitelnie wypolerowanym różowym paznokciem drugi koniec holu. – Proszę pojechać windą na ostatnie piętro. Tam będzie ktoś na panią czekał.
Gdy winda bezszelestnie mknęła w górę, uświadomiła sobie, że od dawna nie odwiedziła samego centrum Tokio… i nie rozstawała się na cały dzień z synkiem. Zamartwiała się, czy nic mu się nie stanie, odkąd kupiła bilet na stacji kolejowej. Wyjęła z torebki telefon komórkowy, lecz nie znalazła żadnej wiadomości od Makoto. A zatem widocznie wszystko było w porządku. Zrób, co masz zrobić, i miej to już za sobą – powiedziała do siebie i wzięła głęboki oddech. Drzwi windy się rozsunęły, ukazując szykowną brunetkę w długiej wąskiej spódnicy i jedwabnej bluzce, z efektowną fryzurą i diamentowymi kolczykami. Usagi poczuła się przy niej jak uboga kuzynka ze wsi, która przyjechała z wizytą do stolicy.
– Chiba-san? Proszę za mną. Mamoru panią oczekuje.
Idąc za kołyszącą biodrami sekretarką w kierunku podwójnych drzwi, Usagi miała ochotę zapytać ją zjadliwie, jakim prawem mówi o jej mężu po imieniu. Ale on wkrótce przestanie być moim mężem, zreflektowała się. A właściwie już od dawna nim nie jest. Przez całą drogę przygotowywała się na to, że zobaczy Mamoru. A jednak jego widok zaparł jej dech w piersi…
Ujrzała go na tle wielkiej szklanej tafli, stanowiącej jedną ze ścian olbrzymiego gabinetu. Jego wysoka i smukła, lecz muskularna sylwetka wydała się jej ideałem męskiej urody, uwiecznianym od początku świata przez wszystkich wielkich rzeźbiarzy. Z charakterystyczną dla siebie arogancją stał w lekkim rozkroku, trzymając dłonie w kieszeniach garnituru. Ten człowiek zawsze zdobywał wszystko, czego zapragnął, dzięki połączeniu potęgi, zdolności perswazji i osobistego uroku. Przypomniała sobie o tym z dreszczem lęku. Posiadała coś nadzwyczaj dla niego cennego i nie zamierzała pozwolić, by jej to odebrał.
– Cześć, Mamoru – rzekła.
– Witaj, Usako – odpowiedział.
Rzucił polecenie brunetce, która pospiesznie wyszła z gabinetu i zamknęła za sobą drzwi. Usagi spojrzała mu w twarz i poczuła skurcz serca. Wydał się jej jeszcze bardziej przystojny niż wówczas, gdy go poślubiła. Wtedy była w nim zbyt szaleńczo zakochana, by w pełni zdać sobie sprawę z jego oszałamiającej męskiej urody. Później, kiedy ich małżeństwo zaczęło się psuć, sprawiał na niej wrażenie zimnego, obojętnego i nieczułego, i oboje oddalili się od siebie. Od tego czasu przeszła wiele trudnych chwil i pozbyła się złudzeń. Jednak teraz stwierdziła, że stanowi wręcz uosobienie kobiecych marzeń. Miał na sobie jeden z tych wytwornych garniturów, w których mężczyzna wygląda oficjalnie, lecz bynajmniej nie sztywno, i które potrafią szyć tylko we Włoszech. Zdjął marynarkę, rozluźnił krawat i rozpiął pod szyją białą jedwabną koszulę, tak że mimo woli pomyślała o jego kuszącym, mocnym jak skała ciele. Ale wpatrywała się przede wszystkim w twarz bruneta – choć czyniła to niejako wbrew sobie, jakby obawiała się ulec jego nieodpartemu urokowi. W twardych, cynicznych rysach męża nieoczekiwanie odnalazła podobieństwo do drobnej buzi synka.
Czy jednak istotnie kiedykolwiek wygląda tak miło i łagodnie jak Ichiro- chan? – zastanawiała się, napawając się jego niemal klasyczną urodą, którą szpeciła jedynie drobna biała blizna w kształcie litery V na szczęce – a także twardy błysk w niebieskich jak szafir oczach i trochę okrutny uśmiech. Pamiętała go takim nawet z ich najszczęśliwszego okresu. Nieodmiennie budził w niej nieufność, ponieważ zawsze traktował ją ze swoistą autokratyczną wyższością. Była dla niego tylko jeszcze jedną zdobyczą – dziewiczą panną młodą, która nigdy nie potrafiła sprostać jego oczekiwaniom.
– Dawno się nie widzieliśmy – odezwał się tonem kwaśnym jak niedojrzała cytryna. – Pozwól, że wezmę twój płaszcz.
– Poradzę sobie sama – odparła zmieszana, zdjęła go i powiesiła na oparciu krzesła.
Za nic nie chciała, by zdejmował z niej ubranie. Zanadto przypominałoby to wszystkie te dawne sytuacje, kiedy ją rozbierał… Przyglądał się jej zafascynowany. Natychmiast rozpoznał płaszcz, ale nie tę okropną sukienczynę.
– Na Boga, co ty z siebie zrobiłaś? – spytał z niesmakiem.
– O co ci chodzi? – odrzekła przestraszona, że jakimś cudem dowiedział się o Ichiro. Ale to chyba niemożliwe. Nawet on nie potrafiłby tego ukryć.
– Znowu stosujesz jedną z tych swoich intensywnych diet odchudzających?
– Nie.
– Jednak bardzo schudłaś. O wiele za bardzo.
Dopiero przed dwoma miesiącami przestała karmić piersią. Poza tym musi sobie radzić bez niczyjej pomocy z opieką nad synkiem, uprawianiem ogródka, sprzątaniem, gotowaniem, zakupami i tysiącem innych rzeczy. Nic dziwnego, że mocno straciła na wadze.
– Zostały z ciebie tylko skóra i kości – ciągnął tym samym zdegustowanym tonem.
Zabolały ją te słowa mężczyzny, który niegdyś mówił jej, że jest drugą Wenus i ma najdoskonalsze kobiece ciało, jakie kiedykolwiek widział. Jego obecne krytyczne uwagi upewniły ją, że ich związek naprawdę się skończył. Mamoru najwyraźniej nie tylko jej nie lubi, ale nawet już nie pożąda. Poczuła się jak nędzna zdesperowana kobiecina w tanich łachach, która przywlokła się do swego bogatego męża, aby wyżebrać jakiś datek.
Nie, nieprawda, powiedziała sobie z mocą. Po prostu domagam się czegoś, co mi się prawnie należy.
– Mój wygląd to moja sprawa, natomiast widzę, że ty nie straciłeś nic ze swego uroku i taktu – odparowała zjadliwie.
Zmieszany Mamoru parsknął niepewnym śmieszkiem. Przypomniał sobie, że blondynka była zazwyczaj nieśmiała, lecz w razie potrzeby potrafiła się odgryźć i wsadzić szpilę. To jedna z cech, które od początku go w niej pociągały. Od pierwszego wejrzenia oczarowały go też jej bujne jasne włosy i eteryczna uroda. Cóż, gdyby poznali się dopiero teraz, z pewnością nie byłby oczarowany…
– Bardzo się zmieniłaś – zauważył.
Włosy miała obecnie dłuższe i zapewne dawno nie odwiedziła zakładu fryzjerskiego. W błękitnych niegdyś radosnych oczach widniał wyraz znużenia, a rysy twarzy się zaostrzyły. Jednak najbardziej niemile uderzyło go, że tak szokująco wychudła i utraciła kusząco krągłe kształty. Jej szczupła sylwetka odpowiadała być może aktualnym wymogom mody, lecz zupełnie mu się nie podobała. Usagi desperacko spróbowała odwrócić uwagę od swojego wyglądu.
– Za to ty nic się nie zmieniłeś. No, może tylko przybyło ci parę siwych włosów – dorzuciła, zerkając na jego skronie.
– Czyż to nie dodało mi powagi? – rzekł kpiąco. – Powiedz, kiedy dokładnie ostatnio się widzieliśmy?
– Półtora roku temu. Jak ten czas leci, co?
– Czas leci- powtórzył, a potem powiedział, wskazując na jedną z dwóch wytwornych sof w kącie gabinetu: – Usiądź, proszę.
To oznaczało przedłużenie wizyty, którą pragnęła skrócić do minimum. Jednak usłuchała i przycupnęła na wygodnej kanapie, a Mamoru usiadł obok niej. Jego bliskość jak zwykle oszołomiła ją i wytrąciła z równowagi. Postanowiła jednak nie dać niczego po sobie poznać. Czyż jednym z powodów jej zjawienia się tutaj nie była chęć udowodnienia mu – i samej sobie – że cokolwiek ich niegdyś łączyło, obecnie już wyparowało.
Ale czy na pewno? – zastanowiła się. – Oczywiście że tak, ty idiotko! Nie łudź się, że jest inaczej.
– Zamówię lunch – zaproponował.
– Nie jestem głodna – oświadczyła.
Jemu również nie chciało się jeść – chociaż od szóstej rano przekąsił tylko kanapkę i popił kawą. W zadumie przyjrzał się blondynce. Była blada i tak mizerna, że pod skórą na skroniach uwidaczniała się sieć niebieskich żyłek. Spostrzegł, że nie nosiła żadnej biżuterii – ani ulubionych dawniej kolczyków z pereł, ani nawet ślubnego pierścionka – i skrzywił się lekko.
– Zatem przejdźmy do rzeczy – rzekł. – Nalegałaś na to spotkanie, więc mów, o co ci chodzi.
– O to, co próbowałam ci zakomunikować przez telefon. Chcę rozwodu.
Zauważył jej zdenerwowanie i usiłował dociec przyczyny. Czy rozstroił ją tak jego widok? Czy nadal go pragnie?
– Po co? – zapytał.
Dziewczyna z roztargnieniem odgarnęła dłonią włosy i spojrzała na męża, starając się nie poddać jego urokowi.
– Czy fakt, że od osiemnastu miesięcy pozostajemy praktycznie w separacji, nie stanowi wystarczającego powodu?
– Nie sądzę. Kobiety zazwyczaj zachowują sentyment do małżeńskiego związku – nawet nieudanego.
Najwyraźniej nie doceniła jego bystrości. Zdawał sobie sprawę, że nie zażądałaby rozwodu ot tak sobie. Musiała szybko podać mu jakiś wiarygodny powód.
– Sądziłam, że będziesz zadowolony z szansy odzyskania wolności.
– Wolności do czego, Usako?
Wypowiedz to nawet wbrew sobie, ponagliła się w duchu. Staw czoło swoim demonom, a przestaną cię dręczyć. Oboje musicie rozpocząć nowe życie, związać się z innymi partnerami. Dotyczy to zwłaszcza Mamoru.
– Na przykład wolności spotykania się z inną kobietą.
W jego oczach błysnęło niedowierzanie.
– Uważasz, że potrzebuję do tego formalnego zakończenia naszego małżeństwa? – rzucił drwiąco. – Naprawdę sądzisz, że odkąd mnie opuściłaś, żyję jak mnich?
Usagi poczuła absurdalną zazdrość.
– Sypiasz z innymi kobietami? – zapytała z oburzeniem.
– A jak myślisz? – odparł szyderczo. – Chociaż pochlebiasz mi, przypuszczając, że mam liczne…
– Nie bądź taki fałszywie skromny – przerwała mu porywczo. – Oboje wiemy, że możesz z łatwością zdobyć każdą kobietę, której zapragniesz.
– Tak jak zdobyłem ciebie?
Przygryzła wargę. Nie niszcz moich pięknych wspomnień, pomyślała błagalnie, a na głos powiedziała:
– Nie fałszuj naszej przeszłości. Byłeś mną zauroczony i zabiegałeś o moje względy.
– Za to ty okazałaś się znacznie sprytniejsza, niż przypuszczałem. Doskonale odegrałaś rolę niewinnej dziewicy.
– Naprawdę byłam niewinna – zaprotestowała.
– I posłużyłaś się tym jako swoją atutową kartą. – Rozparł się na sofie i bezwstydnie powiódł wzrokiem w górę jej nóg aż do ud obciśniętych materiałem taniej sukienki. – Mistrzowsko wykorzystałaś swoje dziewictwo. Rozpaliłaś we mnie pożądanie, tak że nie byłem w stanie ci się oprzeć.
– Wcale… nie… – wyjąkała bezradnie.
– Więc dlaczego nie powiedziałaś mi w porę, że jesteś dziewicą? – warknął. -Gdybym o tym wiedział, nigdy bym cię nawet nie tknął.
Pragnęła powiedzieć mu prawdę. Podziwiała go wówczas i szaleńczo kochała, a sprawy między nimi potoczyły się błyskawicznie i wymknęły się jej spod kontroli. Dlatego nie zdobyła się na to wyznanie. Przeżywała wyjątkowo trudny okres i czuła się zagubiona, a on wydał się jej człowiekiem z zupełnie innego, niedostępnego dla niej świata. Ani przez moment nie pomyślała, że ich romans może skończyć się małżeństwem. Zresztą przecież sam oznajmił jej otwarcie, że nie jest na to gotowy. A jednak w głębi duszy wiedziała, że uciekłby od niej w jednej chwili, gdyby się dowiedział o jej dziewictwie. Pożądała go zaś tak mocno, że nie odważyła się zaryzykować wyjawienia mu prawdy.
– Pragnęłam, żebyś był moim pierwszym kochankiem – odpowiedziała szczerze.
Skrzywił się drwiąco.
– Pragnęłaś złowić bogatego męża – stwierdził pogardliwie. – Więc gdy poznałaś majętnego mężczyznę, użyłaś swego kuszącego ciała, by go omotać.
– To nieprawda! – zaprotestowała, dotknięta do żywego. Na jej policzki wystąpiły mocne rumieńce. – Wyszłabym za ciebie, nawet gdybyś nie miał ani grosza.
– Ale tak się szczęśliwie złożyło, że nie musiałaś się aż tak poświęcić – parsknął sarkastycznie. – Od początku wiedziałaś, ile mam na koncie.
Wzdrygnęła się, jakby ją uderzył. W istocie, jego słowa zraniły ją bardziej niż fizyczne ciosy. Przynajmniej dowiedziałaś się już, co on o tobie sądzi, pomyślała z goryczą. Ale nie da mu tej satysfakcji i nie rozklei się przy nim. Dostanie to, po co przyszła, a potem wyjdzie stąd z dumnie podniesioną głową.
– No cóż, wobec tego, co powiedziałeś, rozwód wydaje się jedynym sensownym rozwiązaniem dla nas obojga – rzekła spokojnie.
Mamoru znieruchomiał. Gdzieś w głębi przeszył go ból. Nie lubił, kiedy zaczynała myśleć logicznie, gdyż wówczas tracił nad nią władzę. Przywykł do kobiet, którymi kierują porywy namiętności. Zastanawiał się, czy żona naprawdę zobojętniała wobec niego, czy tylko udaje. Znienacka, niemal od niechcenia musnął wargami usta blondynki i uśmiechnął się triumfalnie, gdy spostrzegł jej natychmiastową zmysłową reakcję. Zamarła, choć krew uderzyła jej do głowy, a serce zaczęło szaleńczo walić.
– Mamoru, co ty wyprawiasz? – wyszeptała bezradnie.

Reklamy

10 thoughts on “Tysiąc łez. III

  1. No i co ja mam napisać?
    Dalej jestem na „nie”, ale jak widać czytam… Chyba tylko po to, żeby humor sobie psuć – sama nie wiem, może ja masochistką jestem albo co? Nie mam nastroju na takie opowiadania, ale po prostu jestem ciekawa – przeszłości, teraźniejszości i przyszłości tej dwójki. I czemu Mamoru jest takim dupkiem? Czytam romanse 99% bohaterów takich jest, ale u Mamoru mi to naprawdę nie pasuje no…

    A poza tym to naprawdę uwielbiam jak wszystko przedstawiasz i opisujesz 😀 Idealnie ^^

  2. No i co ja mam napisać?
    Dalej jestem na „nie”, ale jak widać czytam… Chyba tylko po to, żeby humor sobie psuć – sama nie wiem, może ja masochistką jestem albo co? Nie mam nastroju na takie opowiadania, ale po prostu jestem ciekawa – przeszłości, teraźniejszości i przyszłości tej dwójki. I czemu Mamoru jest takim dupkiem? Czytam romanse 99% bohaterów takich jest, ale u Mamoru mi to naprawdę nie pasuje no…

    A poza tym to naprawdę uwielbiam jak wszystko przedstawiasz i opisujesz 😀 Idealnie ^^

  3. Nie wiem co mam powiedziec tutaj Mamoru przypomina mi ta wariatke ktora ogladam w spanialym stuleciu pozbawiony uczuc idzie po trupach do celu

      1. Dla mnie póki co jest zły i dupkowaty… Dlatego dalej jestem na nie. Moja przyjaciółka po przeczytaniu rozdziału uznała, ze jest bardzo dobre, ale nieprzyjemne w czytaniu….

        1. Ale to wszystko oznaki tego, że jest świetnie. Bo w końcu jak czyta się książkę i chcę się ją wyrzucić przez okno, a po chwili czyta dalej to największy komplement XD

          1. Musisz pamiętać że to Usako z jakegoś powodu odeszła, więc nie cała wina leży po stronie Mamo-chan. Nie mogę się doczekać, co będzie dalej, chociaż obecne moja ulubiona para to Minako i Kunzite. Pozdrawiam wszystkich czytelników, a Autorce życzę weny tak wielkiej, by mogła aktualizować opowiadanie kilka razy dziennie;-)

  4. Wow, a czy On wie o dziecku? Biedna Usako, chociaż Jego też mi żal. Umiesz oddawać emocje, znowu nie będę mogła zapomnieć o tym opowiadaniu;-) pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s