Tysiąc łez. IV

– Chciałem się tylko przekonać, czy nadal cię pociągam – mruknął Mamoru i znów wpił się w usta Usagi. Usłyszał jej przyspieszony oddech i zapragnął całować całe jej nagie ciało, jak czynił w przeszłości tyle razy.
– Nie… – jęknęła.
Lecz był pewien, że go nie odepchnie. Zawsze potrafił czytać w niej jak w otwartej księdze – przynajmniej dopóki ich związek nie uwiądł i nie mogli już nawet na siebie patrzeć. Z wyjątkiem tego ostatniego razu. Tuż przedtem, zanim Usagi wyszła z ich domu na prażący skwar letniego dnia i opuściła go na zawsze, przyciągnął ją do siebie i zaczął całować, a ona oddawała pocałunki gniewnie, a zarazem z taką żarliwą namiętnością, jakiej nie okazywała mu od miesięcy. A potem, nie zważając na jej protesty, że spóźni się na pociąg, zaniósł ją na górę do ich sypialni i położył na łóżku, którego nie dzielili już od wielu tygodni. Spędzili wtedy bezsennie ostatnią długą namiętną noc, podczas której zrobił wszystko, by jej ciało i umysł zapamiętały go na zawsze. Z premedytacją wykorzystał wszelkie znane mu erotyczne sztuczki, a ona wiła się i jęczała z rozkoszy i żalu.
Na samo wspomnienie ogarnęło go pożądanie. Niebezpieczne pożądanie…
– Usako… – wydyszał pomiędzy żarliwymi pocałunkami, które rozgniatały jej wargi.
Wplotła palce w jego zmierzwione gęste włosy.
– Mamo- chan… – wyjąkała, lecz zdusił to słowo kolejnym pocałunkiem. Zareagowała nań ochoczo, upojona bliskością męża. Stęskniła się za rozkoszą, jaką jej dawał. Od ich rozstania nie całowała się z nikim – a w ogóle nigdy żaden mężczyzna nie całował jej tak cudownie jak Mamoru. W jego ramionach czuła się naprawdę kobietą.
Jęknęła, gdyż pocałunki stawały się coraz bardziej gorące i pod ich wpływem topniała niczym woskowa świeca. Mamoru wiedział, jak ją rozpalić. Powiedział kiedyś, że zna jej ciało lepiej niż własne. Jednak było w tym coś więcej niż tylko technika seksualna. W ten sposób wyrażał miłość – przynajmniej przez pewien czas.
Miłość.
To słowo zabrzmiało w jej głowie szyderczym echem. W tym sprawnym akcie uwodzenia, dokonywanym teraz przez bruneta, nie było niczego choćby odlegle przypominającego miłość. Wyśliznęła się z jego objęć.
– Mamoru…
Wypuścił ją niechętnie. Widział jej zamglone oczy i jej rozchylone wargi, błagające niemo, by je nadal całował. Ona wciąż mnie pragnie, pomyślał z posępną satysfakcją. Nigdy nie przestała mnie pragnąć. Gestem pełnym władczej nonszalancji położył dłoń na jej kolanie i poczuł, że zadrżała. Zastanowił się leniwie, czy przesunąć rękę w górę pod jej spódnicę…
– Co? – zapytał cicho.
– Ja… ja…
– Chcesz, żebym cię dotykał?
Drugą ręką musnął od niechcenia prawą pierś. Jego dotyk palił ją nawet przez materiał sukienki. Zdołała pohamować okrzyk rozkoszy. Miała wrażenie, że stoi na ruchomych piaskach, które pochłoną ją, jeśli zrobi jeden fałszywy krok. Nagle zesztywniała, gdyż wydało się jej, że usłyszała wibrowanie swojej komórki, schowanej na dnie torebki. Czyżby przyjaciółka usiłowała się z nią skontaktować, ponieważ Ichiro zachorował, płacze albo po prostu zatęsknił do mamy?
Ichiro…
Przyjechała tu, wydając na pociąg ostatnie pieniądze, żeby uzyskać rozwód od męża, z którym pozostaje w separacji. Więc co, u licha, robi w jego ramionach? Dlaczego pozwala, żeby ją całował i dotykał? Przecież dał jej jasno do zrozumienia, że nią gardzi!
Zerwała się z sofy. Natychmiast zakręciło się jej w głowie, ale przynajmniej wydostała się spod niebezpiecznie upajającego wpływu. Podeszła do olbrzymiego okna i ledwie dostrzegając przepiękny widok, wsparła się o szklaną taflę, żeby nie upaść, a potem odważyła się raz jeszcze spojrzeć Mamoru w oczy.
– Nie rób tego więcej – rzekła ochrypłym głosem. – Nigdy.
– Och, daj spokój, Usako – odrzekł beztrosko. – Nigdy to bardzo długi okres czasu, a wiem, że tobie sprawiło to taką samą przyjemność jak mnie.
– Zmusiłeś mnie do tego! – zawołała oskarżycielskim tonem, lecz ku jej wściekłości zareagował wybuchem śmiechu.
– Nie udawaj przede mną niewiniątka, bo już więcej nie dam się nabrać -ostrzegł ją. – Znam cię lepiej niż jakąkolwiek inną kobietę i wiem, kiedy odczuwasz rozkosz.
Uświadomiła sobie, że znajduje się na terytorium męża, a on jest posępny, napastliwy i groźnie wzburzony. Miał nad nią przewagę na tylu płaszczyznach -umysłowej, fizycznej, emocjonalnej, finansowej – więc jaki sens wszczynać spór, którego nie mogła wygrać? I czy naprawdę to takie ważne, czy ulegnie jego manipulacji? Ostatecznie wszystko sprowadzało się do dumy – a przecież już zdecydowała, że na ten luksus nie może sobie pozwolić. Powinna więc zapomnieć o tym, co się przed chwilą zdarzyło, i przejść do sedna. Wiedziała jednak, że nie zdobędzie się na powiedzenie o najważniejszym – o Ichiro. Teraz, gdy upewniła się, że chłopczyk jest wykapanym portretem ojca, należało wyznać, że mają syna. Lecz bała się nawet spróbować. Postanowiła, że wywalczy tylko to, po co przyszła, a resztę przemyśli później.
– Więc dasz mi rozwód? – spytała niepewnie.
Wstał w milczeniu. Przyglądała mu się podejrzliwie, jak śmiertelnie jadowitemu wężowi. Jednak ku jej zaskoczeniu i wściekłości, nie podszedł do niej, tylko wrócił za biurko i wbił wzrok w ekran komputera. Jakby była tylko krótkim i nieistotnym przerywnikiem w znacznie ważniejszych zajęciach!
– Dasz? – powtórzyła.
– Jeszcze nie wiem, ponieważ nie jestem pewien twoich pobudek. A lubię zawsze dysponować pełną dostępną wiedzą w danej kwestii. – W zadumie podniósł na nią wzrok. – Powiedziałaś jedynie, że powodem nie jest chęć poślubienia innego mężczyzny, i ja ci wierzę.
– Naprawdę? – spytała zdziwiona.
– Oczywiście. Chyba że zamierzasz wyjść za eunucha, ponieważ całowałaś mnie jak kobieta, która od bardzo dawna się nie kochała – stwierdził sardonicznie.
Usagi oblała się rumieńcem.
– Jesteś wstrętny.
– Tylko szczery – odparł ze śmiechem. – A wobec tego musi ci chodzić o pieniądze. – Spostrzegł, że odruchowo drgnęła, i poznał, że odgadł trafnie. – Naturalnie! Przypuszczam, że popadłaś w tarapaty finansowe. Świadczy o tym twoje ubranie i ogólnie zaniedbany wygląd. Więc co się stało? Czyżbyś spłukała się przez rozrzutność, ponieważ zapomniałaś, że nie jesteś już żoną miliardera i musisz ograniczać wydatki?
Jak straszliwie dalekie od prawdy było jego przypuszczenie! A jednak wpadł na właściwy trop. Zorientował się, że jest bez grosza – a w jego świecie liczyły się tylko pieniądze. Radził sobie z nimi nieporównanie lepiej niż z emocjami. Niech zatem lepiej uważa ją za naciągaczkę tęskniącą do dawnych złotych czasów. To przynajmniej odwiedzie go od odkrycia, czemu naprawdę potrzebowała pieniędzy. Gdy uzna, że powoduje nią chciwość, zacznie żywić dla niej jeszcze większą pogardę, ale mniejsza z tym. Przecież i tak już go więcej nie zobaczy.
– Coś w tym rodzaju – przyznała.
Mamoru skrzywił się z odrazą. A więc, jak zawsze podejrzewał, wyszła za niego dla pieniędzy, skuszona jego majątkiem. Lecz to w pewnym sensie upraszczało sprawę.
– W świetle prawa nic ci się nie należy – oświadczył.
Przeszyło ją zimne ostrze lęku.
– Jak to?
Wzruszył ramionami.
– Byliśmy małżeństwem zaledwie dwa lata i nie mamy dzieci. Jesteś wciąż młoda, piękna i zdrowa – więc czemu miałbym wspierać cię finansowo przez resztę życia tylko dlatego, że pomyliłem się w wyborze żony?
Wzdrygnęła się.
– Myślę, że adwokat mógłby mieć na ten temat inne zdanie, zważywszy dysproporcję naszej sytuacji materialnej, a także fakt, że nie pozwoliłeś mi na podjęcie pracy, przez co niejako wypadłam z zawodowego obiegu.
Przyglądał się, jak w jaskrawych promieniach zimowego słońca, które wyjrzało nagle zza chmur, włosy Usagi zalśniły czystym złotem.
– Jak bardzo zależy ci na szybkim rozwodzie?
Spojrzała na niego zdezorientowana.
– Nie rozumiem.
– Więc ci to wyjaśnię. Otóż, chcesz rozwodu, natomiast ja nie.
– Ty nie? – powtórzyła.
Wbrew wszystkiemu jej głupie serce z nadziei podskoczyło w piersi.
– Mogę spytać: dlaczego?
– Zastanów się – mruknął. – Status żonatego uwalnia mnie od matrymonialnych zakusów tabunów pazernych kobiet… takich, jaką ty kiedyś byłaś. Gdy się rozniesie, że jestem znowu wolny, wiele z nich może zapragnąć zostać następną panią Chiba. Któraż nie chciałaby poślubić seksownego biznesmena z wielkim…- prowokująco zawiesił głos, obserwując jak drgnęła zażenowana – kontem w banku – dokończył kpiąco. – Tak więc rozumiesz, że musiałabyś mi jakoś wynagrodzić zgodę na rozwód.
Usagi poczuła, że krew odpływa jej z twarzy. Ale on z pewnością nie sugeruje, że…
– Nie jestem pewna, co masz na myśli.
– Och, sądzę, że doskonale wiesz. Ty pragniesz rozwodu, a ja pragnę ciebie…ten ostatni raz.
Zaszokowana, przycisnęła dłoń do piersi, gdyż przez chwilę nie mogła oddychać.
– Chyba nie mówisz serio… – wydusiła.
– Ależ owszem. Jedna noc, aby pozbyć się resztek sentymentu – rzekł z błąkającym się na wargach zagadkowym uśmieszkiem. – A potem dam ci upragniony rozwód.
Przez długą chwilę milczała z niedowierzaniem i oboje wpatrywali się w siebie z dwóch końców olbrzymiego gabinetu.
– Jesteś… jesteś odrażającym potworem! – wyjąkała wreszcie, wciąż nie całkiem wierząc, że mężczyzna, którego niegdyś poślubiła, naprawdę proponuje jej, aby kupczyła swym ciałem!
Mamoru uśmiechnął się, widząc jej szeroko rozwarte oczy i pobladłą twarz. Do przemożnego pożądania dołączyła teraz satysfakcja z odwetu na tej kobiecie, która oszukała go niegdyś, ukrywając prawdę o sobie, a potem odeszła. Nie wolno mu o tym zapomnieć, pomimo jej oszałamiającej urody i pozostałości uczucia jakim ją darzył.
– Znasz mnie i wiesz, że bywam niekiedy… nieco bezwzględny – powiedział zjadliwie. – Więc jak będzie? Przecież nadal mnie pragniesz.
Potrząsnęła głową.
– Nie.
– Mała kłamczucha – rzekł przeciągle. – Ale przecież zawsze umiałaś świetnie oszukiwać.
Popatrzyła na niego urażona.
– Ta rozmowa do niczego nas nie doprowadzi. Odpowiedź brzmi: „Nie i idź do diabła!”.
Chwyciła płaszcz i ruszyła do drzwi.
– Do zobaczenia, Usako – rzucił za nią. – Poczekam, aż zmienisz zdanie.
Ignorując zdumione spojrzenia efektownej brunetki w sekretariacie i Madonny w recepcji, wybiegła z budynku. Zziajana dotarła do najbliższego przystanku autobusowego, połykając palące łzy wywołane poniżającą propozycją. Ten człowiek to istny potwór! Wsiadła niemrawo do nadjeżdżającego autobusu, wyjęła komórkę i zerknęła na wyświetlacz. Na szczęście nie było żadnych nieodebranych telefonów od Makoto. A zatem z Ichiro wszystko w porządku, a przyjaciółka oczekuje jej powrotu dopiero wieczorem.
Wielki autobus wlókł się powoli wyznaczonym pasem, lecz nie zwracała uwagi na widoki za oknem. Czuła się oszołomiona i otępiała, jakby to, co przed chwilą zaszło, było tylko koszmarnym snem. Nie zdecydowała się zagrać swej atutowej karty i poinformować męża, że został ojcem. W głębi duszy lękała się bowiem, że mógłby odebrać jej synka.
Nie, nie może mu o tym powiedzieć. Zresztą, pewnie i tak by jej nie uwierzył, gdyż jest przekonany o jej bezpłodności. Właśnie to ostatecznie zdecydowało o krachu ich nieudanego małżeństwa.
Zacisnęła powieki, daremnie usiłując powstrzymać napływające wspomnienia szczęśliwych dni, kiedy jeszcze ją kochał.
– Następny przystanek Shibuya.
Nagrany głos wdarł się w niewesołe rozmyślania Usagi. Zorientowała się, że autobus podjeżdża pod stację kolejową, a ona niczego jeszcze nie postanowiła. Wysiadła jak we śnie i weszła do dworcowej hali, by napić się kawy, ledwie zauważając kłębiące się tłumy pasażerów.
Usiadła przy stoliku i wpatrywała się pustym wzrokiem w filiżankę. Wciąż czuła smutek i niepokój, wywołane ponownym spotkaniem z Mamoru i konstatacją, jak bardzo Ichiro jest do niego podobny. Czyżby do tej pory celowo wypierała ze świadomości to podobieństwo, aby ochronić swe zranione serce?
Rozległ się sygnał jej komórki. Wyjęła ją drżącą ręką i rzuciła okiem na wyświetlacz. Nieznany numer. Ale i tak wiedziała, kto dzwoni. Serce waliło jej mocno.
– Halo? – odezwała się.
– Zastanowiłaś się nad moją propozycją, Usako?
Usagi pojęła nagle, że znalazła się w ślepym zaułku i nie zdoła uciec… ani dłużej ukrywać przed nim prawdy o Ichiro.
– Tak – odrzekła powoli. – Musimy się jeszcze dzisiaj spotkać.
Uznała, że tak będzie prościej, skoro już jest tutaj. To jej oszczędzi konieczności kolejnego przyjazdu i ponownego załatwiania opieki nad synkiem.
A więc jednak zmieniła zdanie i zgodziła się, tak jak się spodziewałem – pomyślał z satysfakcją Mamoru. Zalała go fala triumfalnego pożądania, choć zarazem poczuł też rozczarowanie, gdyż w głębi duszy podziwiał Usagi za to, że odrzuciła ze wzgardą jego rzeczywiście obraźliwą propozycję. Przypomniała mu tym tę dawną niewinną i powściągliwą dziewczynę, w której się zakochał. Lecz wyglądało na to, że jego podejrzenia od początku były zasadne. Widocznie każdy ma swoją cenę, nawet jego Usako. Zwłaszcza ona, poprawił się w duchu, pogardliwie zaciskając usta.
– Przez całe popołudnie będę zajęty spotkaniami biznesowymi – oświadczył chłodno. – Znasz hotel „Mandarin”?
– Słyszałam o nim.
– Umówmy się tam o szóstej w barze.
Usagi z ulgą przymknęła oczy. A więc spotkają się na neutralnym gruncie. Będzie mogła wyjawić prawdę o synu, nie obawiając się, że mąż w publicznym miejscu da upust swej wściekłości.
– Dobrze – rzekła.
– Do zobaczenia – rzucił.
Mocno zacisnęła pięści, aż paznokcie wbiły się jej w dłonie. Będzie musiała zadzwonić do Makoto i uprzedzić, że wróci później, niż planowała – a także zabić jakoś czas do szóstej. Przerażała ją myśl o możliwej reakcji męża na wiadomość, że ma syna. Musiała jednak stawić czoło tej sytuacji – dla własnego dobra, ale przede wszystkim dla dobra Ichiro.

Reklamy

8 thoughts on “Tysiąc łez. IV

  1. Według mnie Mamoru w tym opowiadaniu wcale nie wydaje się szczególnie zły. Do tej pory nie zrobił nic, co zasłgiwałoby na szczególną naganę, poza podrywaniem koleżanek z pracy ( wtedy faktycznie zazgrzytałam zębami).
    Należy pamiętać, że to Onjest zraniony, to Usako Go okłamała (na pewno miała ku temu swoje powody). Nie chciałabym nigdy myśleć, że mój mąż jest ze mną ze względu na zawartość mojego portmonetki, a Chiba nie tylko tak myśli,z jakiegoś powodu jest całkowicie przekonany, że Jego prawdziwa Miłość polowała tylko na bogatego męża. Ma prawo być rozgoryczony. Jeśli chodzi o niemoralną propozycję to chciał się na Usako odegrać, nie pochwalam takiego zachowania, ale jest ono naturalne (z tego powodu religie chrześcijaństwa są uznawane za najtrudniejsze w swych pryncypiach). Co więcej nie sądził, że się zgodzi (mam nadzieję, że tylko poprosi Go o pożyczkę lub coś w tym rodzaju)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s