Tysiąc łez. XII

Usagi wpatrywała się w Mamoru ze zgrozą. Była wstrząśnięta do głębi jego słowami, a także szorstkim tonem i zimnym błyskiem w granatowych oczach.

– Ale przecież mówiłeś… a raczej sugerowałeś… że to będzie tylko krótki pobyt, aby pokazać Ichiro wyspę i jego krewnych!

Parsknął urywanym śmiechem.

– A ty byłaś na tyle głupia, by mi uwierzyć? – rzucił szyderczo. – Naprawdę sądzisz, że kiedy zaznajomiłem mojego syna z jego przyszłym dziedzictwem, pozwoliłbym mu wrócić do poprzedniego nędznego życia?

Cofnęła się, jakby ją uderzył.

– A więc… mnie oszukałeś – rzekła z wyrzutem. – Twierdziłeś, że wyjeżdżamy jedynie na krótki urlop, a teraz praktycznie uwięziłeś mnie na tej wyspie! Cóż, może jesteś bogaty i potężny, ale mamy dwudziesty pierwszy wiek i nie możesz trzymać mnie tutaj wbrew mej woli.

– Przekonasz się, że mogę – odparł chłodno.

Pomimo pozornego spokoju męża, podświadomie wyczuła kipiący w nim gniew i pojęła, że musi mieć się na baczności i zmienić taktykę.

Z wysiłkiem wciągnęła powietrze i zdobyła się na kiepską imitację uśmiechu. – Posłuchaj, bądźmy rozsądni. Nie możesz tego zrobić…

– Ależ mogę i zrobię – przerwał jej stanowczo.

– Chyba że zgodzisz się rozważyć alternatywne rozwiązanie.

Popatrzyła na niego podejrzliwie, jak tonąca, której rzucono dziurawą kamizelkę ratunkową.

– Jakie?

Przyglądał się jej niewzruszenie.

– Zostańmy tutaj razem jako małżeństwo, wychowując Ichiro i być może także następne nasze dzieci. Brzmiało to jak okrutny żart, jednak z napiętego wyrazu jego aroganckiej twarzy poznała, że mówił śmiertelnie poważnie… a jednocześnie bezlitośnie zimno.

– Dlaczego miałbyś tego chcieć? – spytała szeptem.

– Czyż to nie oczywiste? Znasz mnie przecież i wiesz, że nigdy nie zgodziłbym się na odgrywanie roli ojca na pół etatu… a tym bardziej na to, by mojego syna wychowywał jakiś obcy mężczyzna. Wiem, obecnie nie jesteś z nikim związana, lecz niewątpliwie prędzej czy później to by się zmieniło- dodał, czując ukłucie zazdrości. – Taka piękna kobieta jak ty nie pozostanie długo sama.

Chciała mu powiedzieć, że jest głupi, sądząc, iż po małżeństwie z nim chciałaby spojrzeć na innego mężczyznę. Zmilczała jednak, by nie schlebiać jego i tak już monstrualnej męskiej dumie. Zresztą, pewnie by jej nie uwierzył.

– Jesteś brutalem – wyjąkała drżącym głosem i wstała gwałtownie.

– Tak? – Z uśmiechem również podniósł się z krzesła, okrążył stół i podszedł do niej.- Może nadeszła pora, abyś zaakceptowała moją brutalność, zamiast udawać, że się jej lękasz? Oddychała szybko, zszokowana jego słowami.

– Nie zbliżaj się do mnie! – zawołała.

Nie zważając na to, objął ją i przyciągnął do siebie. Opierała się, ale tylko przez chwilę, gdyż jego dotyk podziałał na nią jak zapałka przystawiona do stogu siana i rozpalił w niej potężny płomień namiętności. Pojęła, że w żaden sposób nie potrafi zapanować nad swą zmysłową reakcją na tego mężczyznę, choć gdy pochylił się, by ją pocałować, wydała cichy jęk protestu. Czuła na twarzy ciepły oddech Mamoru. Jego bliskość oszałamiała ją i upajała.

– Co sądzisz o mojej propozycji? – zapytał.- Czy naprawdę byłoby ci ze mną tak okropnie?

Ale przecież nie łączy ich już nic oprócz fizycznego pociągu, pomyślała. Zamknęła oczy, by nie ujrzał w nich błysku pożądania. A jednak wciąż nie miała dość siły woli, by go odepchnąć, choć traktował ją wyłącznie jak obiekt seksualny. Opór nie miał sensu, gdyż przełamałby go jednym pocałunkiem i sprawił, że uległaby mu z ochotą

– Mamoru… – westchnęła.

– Zastanów się nad tym – nalegał. – Dobrze nam razem. Niewiele par może to o sobie powiedzieć.

– Inne pary łączy duchowa więź i żadna ze stron nie usiłuje zdominować drugiej! – powiedziała porywczo.

I oczywiście inne pary darzą się nawzajem miłością, dorzuciła w myśli. Lecz na to nie mogła już liczyć. W końcu otworzyła oczy i ujrzała jego surową twarz i ostre spojrzenie.

– Nie zostawiłeś mi żadnego wyboru – stwierdziła z rezygnacją. – Zawsze chcesz sam decydować o wszystkim.

– Owszem, masz wybór co do tego, jak zamierzasz przeżyć swoje życie – zaoponował. – Możesz uznać, że wywarłem na ciebie przymus, i odgrywać uwięzioną niewinną ofiarę. – W zadumie pogładził ją po policzku. – Albo możesz cieszyć się tym, co mamy. Synem, zdrowiem, rodziną… a także pieniędzmi, które uczynią twoje życie wygodnym.

To był dość oględny opis olbrzymiej fortuny rodu Chiba i perspektywy małżeństwa bez miłości. Jednak naprawdę nie miała wyboru. Jak mogłaby bez grosza przy duszy i bez pracy przeciwstawić się potędze Mamoru? Pojęła, że przemyślał wszystko i postawił ją przed faktem dokonanym. Zresztą, nawet gdyby jakimś cudem zdołała go przekonać i wyjechać stąd razem z synkiem, to czy Ichiro wybaczyłby jej, że pozbawiła go szansy na godziwe życie i przełożyła swe samolubne pragnienia nad jego dobro? Odsunęła się od męża i jego kuszących pieszczot, którymi mógł ją skłonić do uległości.

– Dziś wieczorem nie mam siły o tym myśleć- rzekła, walcząc z obezwładniającym znużeniem. – To był bardzo męczący dzień.

– Więc chodźmy do łóżka.

– Nie chcę z tobą spać.

– Och, myślę, że wprost przeciwnie – rzucił z kpiącym uśmiechem.

W tych okolicznościach nie powinna go pragnąć ani pozwolić, by kochał się z nią po tym, jak przedstawił jej to twarde ultimatum. Jednak nie potrafiła mu się oprzeć. Boże dopomóż, nie potrafiła! Ledwie tylko zamknęli drzwi sypialni, z niecierpliwą pożądliwością pchnął ją na łóżko. Gdy w nią wszedł, wydała zduszony jęk rozkoszy. Jednak nawet przeżyty orgazm uznała za rodzaj zdrady. Jej ciało dążyło do czegoś, co instynktownie postrzegała jako złe. Bowiem opieranie się wyłącznie na czymś tak pierwotnym i prymitywnym jak pociąg seksualny zmieniało ich małżeństwo w parodię. Usagi nie mogła zasnąć. Leżała bezsennie aż do świtu, z sercem przepełnionym bólem. Natomiast Mamoru spał spokojnie obok niej. Starała się odsunąć jak najdalej od niego. Jego bliskość była groźna, gdyż napawała ją poczuciem złudnego spokoju i bezpieczeństwa – podczas gdy w rzeczywistości skazanie się dla dobra syna na to pozbawione miłości małżeństwo mogło ją zniszczyć.

Łzy napłynęły jej do oczu. Wstała i ubrała się, zanim Mamoru się obudził, gdyż nie chciała, by zobaczył ją płaczącą i bezbronną. Wprawdzie sprowadził ją tutaj podstępem, a teraz mógł zatrzymać siłą jako swoją żonę, jednak nie mogła pozwolić, by znów złamał jej serce.

Gdy wyłonił się wreszcie z sypialni, przeciągając się i ziewając, siedziała już w salonie przy stole nad pustą filiżanką po kawie i bawiła się z Ichiro. Zatrzymał się w drzwiach i obrzucił ją zdziwionym spojrzeniem.

–  Ohayō, Usako wymamrotał.

– Witaj – odpowiedziała.

Przemknął spojrzeniem po jej bladej twarzy, podkrążonych pięknych oczach i bujnych jasnych włosach i poczuł dreszcz pożądania.

– Wcześnie wstałaś – zauważył.

Aby nie poddać się urokowi surowej męskiej urody, przypomniała sobie jego brutalne ultimatum, mające ją zmusić, by przy nim została.

– Być może, powinnam spytać cię najpierw o pozwolenie – rzuciła chłodno.

– Nie jesteś w więzieniu – odparł.

– Nie, oczywiście że nie – powiedziała z fałszywym, pogodnym uśmiechem. – Znalazłam się tu całkowicie z własnej woli.

– Przekręcasz moje słowa! – wykrzyknął.

Uciszyła go, przytykając palec do ust, gdyż Ichiro przyglądał się im niebieskimi oczami, odwracając głowę kolejno ku każdemu z rodziców, niczym widz na meczu tenisowym.

– Przeciwnie, precyzyjnie przedstawiam sytuację. Obydwoje dobrze wiemy, że jestem tu wyłącznie z powodu Ichiro, więc chociaż nie kłóćmy się przy nim – rzekła i pomyślała: „Jeżeli nie potrafimy darzyć się miłością, nauczmy się przynajmniej zachowywać cywilizowane formy”.

– Usagi…

– Weź Ichiro- powiedziała, znów zmuszając się do uśmiechu. Wstała, cmoknęła synka w policzek i podała mężowi. – Wykąpię się i przebiorę. Masz jakieś konkretne plany na dzisiaj. Nie? A zatem moglibyśmy pojechać do miasta. -Mówiła szybko, jakby usiłowała słowami wypełnić pustkę między nimi. – Pospacerujemy po mieście z Ichiro i zjemy lunch w restauracji z widokiem na morze. A potem rozejrzę się za jakimś kursem prawa jazdy.

– Prawa jazdy? – powtórzył zaskoczony.

– Tak – potwierdziła cierpliwie. – Muszę nauczyć się prowadzić samochód, żeby móc poruszać się po wyspie podczas twojej nieobecności.

– Ale przecież wiesz, że przydzielę ci do dyspozycji doświadczonego kierowcę!

Usagi potrząsnęła głową.

– To mi nie wystarczy. Potrzebuję choć trochę niezależności.

Mamoru zmarszczył brwi. Pojmował racjonalność jej argumentów, lecz mimo to poczuł niepokój, gdyż nie przywykł do kobiet posługujących się logiką. Ubiegłej nocy w łóżku była podniecająco namiętna, lecz dzisiejszego ranka zachowywała się całkiem inaczej. Odnosił wrażenie, że ma do czynienia z manekinem, który jedynie w jego ramionach zmienia się w przepiękną żywą dziewczynę.

Lecz nie mógł jej tego powiedzieć w obecności ich synka. Niech to diabli! – zaklął w duchu.

– Doskonale – warknął. – Dopilnuję, żeby ktoś zaczął uczyć cię jazdy samochodem.

Ulegle skłoniła głowę.

– Arigatō.

– Dō itashimashite– wycedził.

Usagi uświadomiła sobie, że w pewnym sensie łatwiej przychodzi jej odgrywanie roli przykładnej żony niż bycie sobą – czyli słabą kobietą, która wciąż kocha swego męża. Skuteczniej mogła zapanować nad uczuciem do Mamoru, kiedy nie pozwalała mu się ujawnić. Pogrzebała je głęboko na dnie serca, aby jej dłużej nie dręczyło i nie napełniało beznadziejną tęsknotą. Postanowiła zachowywać się wobec męża z wystudiowaną uprzejmością, by w ten sposób zapomnieć o swych najskrytszych pragnieniach, których nigdy nie zaspokoi. Jedynie nocami zrzucała tę maskę. Tylko wtedy mogła być naprawdę sobą i pokrywać namiętnymi pocałunkami całe jego ciało, wydobywając jęki rozkoszy. Rano zawsze budziła się wcześnie, cicho wymykała się z sypialni, gdy mąż jeszcze spał, i spieszyła zajrzeć do pokoju Ichiro. Obejmowała synka mocno, wtulając twarz w jego jedwabiste loki. Potem znów zaczynała odgrywać tę samą komedię. Na pozór szło jej to świetnie, lecz w głębi duszy czuła się zgnębiona. Bez trudu potrafiła ujrzeć siebie i męża oczami innych ludzi. Sprawiali wrażenie dwojga rodziców kochających synka i darzących się nawzajem miłością. Lecz w rzeczywistości dzieliła ich przepaść. Jednak nikt nie zdawał sobie sprawy z prawdziwej pogmatwanej sytuacji ich małżeństwa – a nawet gdyby się czegoś domyślił, nie ośmieliłby się wtrącić. Zaczęły napływać zaproszenia od osób pragnących poznać żonę Mamoru Chiba i pojęła, że jeśli ma naprawdę zadomowić się na wyspie, musi koniecznie się dopasować.

Pewnego ranka zagadnęła o to męża. Jedli śniadanie tylko we dwoje, ponieważ Ichiro dłużej spał – a pod nieobecność synka napięcie między nimi stawało się bardziej wyczuwalne. To on stanowił jedyną rację tego, że byli razem. Bez niego pozostałaby tylko próżnia…

Usagi przyglądała się, jak Mamoru wziął gruszkę, przekroił ją na pół i zaczął obierać. Te same dłonie w nocy tak rozkosznie gładziły jej nagą skórę, jednak w zimnym świetle dnia tamta intymność wydawała się nierzeczywista. Miał ponurą minę i usta skrzywione w wyrazie pogardy. Pomyślała, że, być może, zmęczył go już ten układ i w głębi duszy wolałby odesłać niekochaną żonę z powrotem do Tokio. Jednak chwilowo chodziło jej tylko o to, by uczynić ich sytuację bardziej znośną.

– Powinnam nauczyć się lepiej posługiwać angielskim – powiedziała. Gwałtownie poderwał głowę.

– Tak sądzisz? – spytał ironicznie. Wzruszyła ramionami. Czasami czuła się krańcowo znużona odgrywaną rolą.

– To nie będzie łatwe, ale niewątpliwie mi się przyda.

Miał wrażenie, że jej rozsądne słowa walą go w głowę jak tępe ciosy. Nagle poczuł się, jakby budził się powoli z ciężkiego snu lub śpiączki. Spojrzał na siedzącą obok niego kobietę – w jej piękne oczy patrzące pustym wzrokiem i usta, na których nie było nawet cienia uśmiechu – i ogarnęło go dojmujące poczucie winy. Nie mógł znieść myśli, że jest odpowiedzialny za tę okropną przemianę, jaka zaszła w Usagi.

Odłożył gruszkę i z brzękiem cisnął srebrny nóż na talerz.

– Nie musisz uczyć się prowadzenia samochodu ani mówienia po angielsku – chyba że ze względu na Ichiro, gdyż oczywiście pragnę, by w przyszłości biegle nim władał.

Popatrzyła na niego zdezorientowana.

– Jak to?

– Nie rozumiesz? – rzekł ze smutnym uśmiechem. – Wygrałaś. Możesz wyjechać, kiedy tylko zechcesz.

– W-wyjechać? – wyjąkała. – To znaczy, że…

– Że możesz opuścić wyspę.

Wylękniona podniosła dłoń do ust.

– Nie zostawię Ichiro!

Mamoru spochmurniał.

– Nie żądam tego – odrzekł, chociaż na myśl o rozstaniu z ukochanym synkiem serce przeszywał mu ból. – Możesz wziąć go ze sobą – powiedział głucho. – Proszę tylko, abyś pozwoliła mi jak najczęściej go widywać i umożliwiła mu odwiedzanie wyspy.

Usagi spojrzała na niego podejrzliwie.

– To jakiś podstęp, tak?

– Podstęp? – powtórzył.

Skinęła głową. Ze strachu serce biło jej szaleńczo.

– Wiem, co zamierzasz. Pozwolę Ichiro wrócić tu na wakacje, a wtedy zatrzymasz go na stałe. Taki masz plan, prawda?

Mamoru milczał długo, a kiedy w końcu się odezwał, każde jego słowo miało ciężar kamienia.

– Naprawdę uważasz, że byłbym zdolny do takiej podłości?

Zastanowiła się, gdyż nie chciała odpowiedzieć pochopnie. Wiedziała, iż kocha swego synka z żarliwością. Uświadomiła sobie, że z pewnością nie chciałby skrzywdzić chłopca, odbierając mu matkę. Potrząsnęła głową.

– Nie. Przepraszam cię, powiedziałam to bezmyślnie w gniewie. Jej szczera skrucha napełniła go poczuciem winy.

– Proszę, nie przepraszaj mnie – rzekł z goryczą. – Powiedz tylko, kiedy chciałabyś wyjechać, a ja to zorganizuję.

Popatrzyła na niego. Kiedy chciałaby wyjechać?! Czy sądzi, że ona jak mała dziewczynka ma swoją opiekuńczą dobrą wróżkę, która spełnia każde jej życzenie? Nie chcąc zdradzić się przed nim, jak bardzo czuje się słaba i bezbronna, wstała, podeszła do okna i oczami zamglonymi od łez spojrzała na przepiękny krajobraz.

– Chyba możliwie jak najprędzej – odrzekła, gdyż przypuszczała, że szybki wyjazd złagodzi ból rozstania. – Naturalnie, jeśli nie masz nic przeciwko temu – dodała sztywno.

Przez chwilę Mamoru zalała wezbrana fala mrocznych emocji, które starał się przez całe życie ukrywać – podobnie jak nauczył się ukrywać cierpienie po śmierci rodziców. Pomyślał, że najłatwiej i najbezpieczniej byłoby odpowiedzieć jej: „Nie, nie mam nic przeciwko temu. Wyjeżdżaj natychmiast!” Jednak poruszył go wyraz rezygnacji w jej oczach i drżenie, które daremnie usiłowała opanować. Nagle owładnęło nim przemożne uczucie, o wiele silniejsze niż chęć kapitulacji. Było to tak, jakby emocje, które tliły się w nim od dawna, buchnęły naraz jasnym płomieniem.

– Oczywiście, że mam coś przeciwko temu! – wykrzyknął. – Naprawdę myślisz, że chcę, abyś wyjechała?

– Wiem, że nie chcesz wyjazdu Ichiro – powiedziała ostrożnie.

– Twojego wyjazdu – rzekł z naciskiem. Po raz pierwszy w dorosłym życiu głos niemal mu się załamał. – Nie chcę, żebyś ty wyjechała!

Usagi odwróciła się i patrzyła na niego oszołomiona, trzymając się kurczowo parapetu, żeby nie upaść. Musiała się przesłyszeć. Z pewnością mówił o Ichiro, o ich synu.

– Nie zabronię ci kontaktów z nim – wyszeptała bez tchu.

Jednak Mamoru przepajało teraz uczucie, które żywił od dawna, lecz był zbyt ślepy, by je dostrzec. Szybko przeszedł przez pokój i objął Usagi. Osunęła się bezwładnie w jego ramionach niczym marionetka, spoglądając na niego pustym wzrokiem.

– Tu już nie chodzi o Ichiro, lecz o ciebie… i o mnie – oświadczył. – O moją miłość do ciebie… ponieważ cię kocham.

Potrząsnęła głową, a w oczach zakręciły się jej palące łzy. On niewątpliwie z niej kpi. Szydzi z jej najgłębszych pragnień.

– Nie…

Boże, wybacz mi, że tak długo trwało, zanim to sobie uświadomiłem – ale kocham cię! Kobietę, którą poślubiłem, która skradła mi serce i która okazała się najlepszą na świecie matką. Kobietę, z którą nigdy naprawdę nie chciałem się rozstać… i już się nigdy nie rozstanę! – dodał żarliwie i spojrzał na nią z niepokojem. – Ale czy ty również możesz mnie pokochać, czy też jest już za późno?

Milczenie Usagi trwało ledwie chwilę, lecz jemu wydało się wiecznością.

– Oczywiście, że nie jest za późno – szepnęła. – Nigdy nie przestałam cię kochać, choć Bóg mi świadkiem, że próbowałam.

Łzy popłynęły jej po twarzy. Wyciągnęła rękę i dotknęła Mamoru, jakby chciała się upewnić, że naprawdę jest przy niej, wypowiada te miłosne słowa i spogląda na nią czule tak jak dawniej. To była prawda. Surowe rysy tego ukochanego mężczyzny wyrażały wszystko, o czym zawsze marzyła. Jednak dopiero po kilku sekundach odważyła się w to uwierzyć.

– Mamo- chan… – załkała.

Objął ją mocniej i tulił do serca, dopóki nie przestała szlochać. Przepełniały go uczucia tak intensywne, że wstrząsały podstawami jego świata. Stali tak długo, aż wreszcie wydała ciche drżące westchnienie i uniosła ku niemu twarz. Otarł ostatnią łzę z jej zaróżowionego policzka, przysięgając w duchu, że już nigdy więcej nie doprowadzi żony do płaczu.

Przygryzła wargę. Wciąż jeszcze pozostało kilka spraw, o których musiała powiedzieć, by ostatecznie przezwyciężyć przeszłość.

– Nie powinnam była uciekać – wyszeptała. – Kiedy nasze małżeństwo zaczęło się walić, należało zostać, porozmawiać z tobą o tym i spróbować je uratować. Okazałam się okropną żoną.

Delikatnie i czule musnął wargami jej czoło.

– Może zareagowałabyś inaczej, gdyby nie to, że po ślubie zacząłem zachowywać się wobec ciebie jak tyran. A więc, jak widzisz, zawiniliśmy oboje.

Usagi nie sądziła, że kiedykolwiek usłyszy takie wyznanie z ust tego dumnego mężczyzny. Jednak nie mogła się powstrzymać i zapytała przekornie:

– Czy to znaczy, że już nigdy nie będziesz próbował mnie sobie podporządkować?

Mamoru z wyrazu oczu żony bezbłędnie odczytał jej intencję. Ujął ją za rękę i poprowadził do sypialni.

– Ciekawa kwestia – rzekł cicho. – Może zanim nasz syn się obudzi, chodźmy do łóżka i omówmy ją dokładnie.

Reklamy

5 thoughts on “Tysiąc łez. XII

  1. Zacznę od błędu pod koniec: „– Czy to znaczy, że już nigdy nie będziesz próbował mnie sobie podporządkować?

    Usagi z wyrazu oczu żony bezbłędnie odczytał jej intencję. Ujął ją za rękę i poprowadził do sypialni.” tu ma być Mamoru nie Usagi prawda?

    A teraz:
    W końcu coś dla mnie 😀 To co tygryski lubią najbardziej – NARESZCIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 😀

  2. Z niecierpliwością czekałam na następny rozdział i się nie zawiodłam 🙂 Cieszę się że między Usą i Mamoru zaczyna się poprawiać. Oryginalna historia, chyba zmierzająca już do końca 🙂
    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s