Tysiąc łez. XI

Usagi miała wrażenie, że znalazła się w stanie zawieszenia, niczym w swoistym czyśćcu. Jak dawniej spędzała noce w małżeńskim łożu w ramionach męża i dla świata znów była panią Chiba. Tyle tylko że to nie działo się naprawdę. Obydwoje zazwyczaj po prostu odgrywali swoje role. Jedynie od czasu do czasu przez tę fasadę pozorów przebijały się prawdziwe uczucia. Najczęściej wiązały się one z Ichiro. Żarliwa miłość do synka tworzyła między nimi dwojgiem jedyną autentyczną więź i Usagi chwytała się jej jak tonący brzytwy – ponieważ wszystko inne było uwodzicielsko niebezpieczne. Z jakąż łatwością przyszłoby jej uwierzyć w magię namiętnych nocy w zamkowej sypialni. Wydawało się, że mąż usiłuje zatrzeć wspomnienie tamtych jałowych ostatnich miesięcy Tokio, kiedy oddalali się nawzajem od siebie. Obecnie z maestrią prowadził ją na szczyty rozkoszy. Leżała potem w łóżku drżąca i zdezorientowana, zastanawiając się, jak mogła dać się porwać takiej biegłej, lecz ostatecznie przecież wyzbytej uczuć demonstracji seksualnej sprawności. Zastanawiała się też z bólem, jak bardzo po powrocie będzie jej brakować Mamoru. We dnie pokazywał synkowi swą ukochaną wyspę, a Usagi na nowo odkrywała jej piękno. Jednak przyjemność zwiedzania zatruwało cierpienie, gdyż urocze pejzaże kojarzyły się jej ze szczęśliwymi chwilami, jakie niegdyś przeżyła tu z mężem. Oszałamiająco piękny widok wybrzeża niewielkiej wysepki z jej czarnymi skałami i surowym krajobrazem przywodził z głębin pamięci obraz Mamoru, który całował ją z żarem i szeptał czułe słowa. Czemu to wszystko przeminęło? Dlaczego ich związek uwiądł tak bardzo, że stali się dla siebie nawzajem niemal obcy? Lecz przynajmniej Ichiro czuł się na wyspie tak szczęśliwy, jakby się tu urodził. Może zresztą w pewnym sensie naprawdę był tutaj u siebie. Czasami Chie, córka Kazumi, przyprowadzała swego synka i oba niemowlaki siadały na wielkim dywanie, popatrując na siebie i chichocząc.
– Pomyśleć, co będzie, kiedy już zaczną chodzić – powiedziała kiedyś Chie. Usagi zerknęła na Mamoru. Obydwoje dobrze wiedzieli, że ten układ jest jedynie tymczasowy, więc czemu nie poinformował o tym innych?
Lecz nie miała okazji go o to zapytać, ponieważ Saitou i pozostali kuzyni nieoczekiwanie zjechali wcześniej i w willi urządzono wielkie przyjęcie, aby wszyscy członkowie rodziny mogli w końcu oficjalnie poznać Ichiro.
– Co, u licha, mam na siebie włożyć? – zapytała nerwowo Mamoru, wciągając synkowi przez głowę śnieżnobiałą bluzę. Nosił wyłącznie białe wełniane rzeczy, odkąd usłyszała od Chie, że w rodzinie Chiba panuje obyczaj, by dzieci ubierać w ten niepraktyczny kolor.
– Dla kobiety, która najlepiej wygląda nago, to istotnie problem – mruknął nadzwyczaj zadowolonym tonem, niczym syty lew.
Ichiro przez cały ranek bawił się w domu Chie i Mamoru zagnał żonę pospiesznie z powrotem do mieszkania, by, jak to ujął, „oboje mogli maksymalnie wykorzystać wolny czas”. Oznaczało to, że zaniósł ją prosto do sypialni, rozebrał i wziął do łóżka. Wciąż jeszcze rumieniła się na wspomnienie tego, co z nią tam robił… Podniosła na niego wzrok, uświadomiwszy sobie, że coś do niej powiedział.
– Słucham?
– Spytałem, czy chcesz, żebym dokończył ubieranie Ichiro, podczas gdy ty pójdziesz się przebrać. Skinęła głową.
– Tak, będę ci bardzo wdzięczna.
Weszła do garderoby i zaczęła grzebać pośród sukien na wieszakach. Wybór odpowiedniego stroju na tę okazję był istotną i trudną kwestią, zważywszy iż na przyjęciu zjawią się licznie mężczyźni z rodu, szowinistyczni i krytycznie do niej nastawieni.
Powiodła dłonią po rzędzie wiszących ubrań. Suknia nie mogła być za długa ani za krótka, zbyt obcisła ani zanadto wydekoltowana. Ani też zbyt wytworna, gdyż to popołudniowe party będzie miało niezobowiązujący charakter i wezmą w nim udział również wszystkie dzieci z rodziny. W końcu zdecydowała się na prostą sukienkę z kremowego kaszmiru, pantofle w tym samym kolorze i miękki skórzany, pasek. Wróciła do salonu i poczuła skurcz serca na widok uszczęśliwionego Ichiro w ramionach Mamoru. Wyglądali razem tak doskonale, że mogliby wystąpić w kampanii reklamowej jako idealne uosobienie więzów łączących ojca z synem. Lecz nic nie jest tym, czym się wydaje, uświadomiła sobie gorzko. Życie, podobnie jak reklamy, to tylko iluzja.
Mamoru leniwie powiódł wzrokiem po jej stromych piersiach, wąskiej talii i szczupłych biodrach, podkreślonych przez materiał sukienki. Wolałaby, żeby nie patrzył na nią w ten sposób, budząc w niej bolesne pożądanie i tęsknotę za niemożliwym.
Z zakłopotaniem poprawiła klamrę paska.
– Jak wyglądam?
– Przecież wiesz, że zachwycająco. Lustro nie kłamie.
Westchnęła i wzięła torebkę.
– Nie rozumiesz, prawda? W takiej sytuacji kobiety nie oczekują podziwu, tylko słów otuchy, ponieważ zazwyczaj bywają zdenerwowane. Chcę po prostu wiedzieć, czy ubrałam się odpowiednio na to rodzinne zgromadzenie.
– Niewątpliwie.
– Przydatne słówko. Wykorzystam je przy najbliższej wizycie w sklepie.
– Albo dziś w nocy w łóżku, kiedy spytam, czy cię zadowoliłem.
– Jakbyś musiał o to pytać!
– Rzeczywiście, nie muszę – przyznał z bezwstydnym zarozumialstwem.
Usagi pospiesznie odwróciła się od niego, gdyż ich rozmowa przybrała fałszywe pozory swobodnej intymności. Sytuacja staje się zbyt zagmatwana – pomyślała – i zaczyna wyglądać na związek, jaki w istocie nigdy nie będzie między nami możliwy. Muszę zachować ostrożność, jeśli nie chcę się narazić na kolejne cierpienia.
Mamoru popatrzył na nią twardym wzrokiem. Nie może pozwolić, by jej uroda zaślepiła go na tyle, aby zapomniał, iż jest z nim jedynie tymczasowo. Podniósł Ichiro i rzucił szorstko:
– Chodźmy.
Sam poprowadził samochód. Usagi starała się opanować zdenerwowanie, gdy wóz podskakiwał na wyboistej piaszczystej drodze wiodącej do winnicy. Od dawna nie była w tej pięknej posiadłości, położonej w samym środku rozległych ziem należących do rodziny Chiba. Zapytała kiedyś Mamoru, dlaczego droga dojazdowa do tej wspaniałej siedziby rodowej jest tak zaniedbana, i na zawsze zapamiętała jego odpowiedź: „Ponieważ my, Japończycy, nigdy nie obnosimy się z naszym bogactwem. Nie czynimy tego, gdyż nie przywiązujemy doń wagi. Człowiek pozostaje człowiekiem -bez względu na to czy mieszka w chałupie, czy w zamku”.
Ta uwaga w pewnym stopniu wyjaśniała złożoność natury mieszkańców i zaintrygowana zapragnęła dowiedzieć się więcej. Chciała zrozumieć tutejszych ludzi, a dzięki temu może również nieco lepiej pojąć tego ponurego i zamkniętego w sobie mężczyznę, którego poślubiła. Lecz Mamoru stanowczo odmówił dalszej rozmowy na ten temat. Zerknęła teraz na jego surowy posępny profil, gdy wjeżdżali na olbrzymi dziedziniec pełen zaparkowanych samochodów.
– O, Boże! – wykrzyknęła. – To prawdziwy rodzinny zjazd!
– Naturalnie – przytaknął. – Wszyscy zjawili się, by poznać Ichiro.
Usagi uświadomiła sobie nagle, że sytuacja jej synka przedstawia się obecnie zupełnie inaczej. I nie chodzi tylko o bogactwo, lecz o to, że chłopiec znalazł się na łonie
swojej rodziny – pośród ludzi, którzy pokochają go całym sercem. Pomyślała, że gdyby przytrafiło się jej coś złego, Ichiro będzie bezpieczny.
– Dlaczego po ślubie nie zamieszkaliśmy na wyspie? – zapytała nieoczekiwanie. Mamoru spojrzał na nią ostro.
– Ponieważ siedziba mojej firmy mieści się w Tokio.
– Ale…
– Tak, wiem, mógłbym pracować gdziekolwiek – przyznał, wciąż trzymając ręce na kierownicy, choć już zgasił silnik.
Niełatwo przychodziło mu wyjaśnić swoje uczucia. Zawsze miał z tym problem. W dzieciństwie zabrakło matki, która rozproszyłaby jego niepokoje i lęki. Wprawdzie babka darzyła go gorącą miłością, jednak wyznawała tradycyjny pogląd, że mężczyźni powinni być silni i powściągliwi, a jedynie kobiety mogą ujawniać emocje. Jednak teraz Usagi patrzyła na niego wyczekująco.
– Sądziłem chyba, że uznasz tę wyspę za zbyt małą – odpowiedział powoli. – Pomyślałem, że w stolicy znajdziesz warunki życia zbliżone do tych, do jakich przywykłaś.
Jednak Usagi stolica zawsze wydawała się miastem zbyt wielkim i zgiełkliwym. Szybka i wyrafinowana mowa jego mieszkańców oszałamiała ją i wprawiała w zakłopotanie. Toteż poczuła się tam całkowicie wyobcowana. Zaniknęła się w sobie i zaczęła stopniowo odsuwać się od męża.
– Tak czy owak, dziś to już nie ma znaczenia, prawda? – rzekła, patrząc się prosto przed siebie. -Musimy poradzić sobie z teraźniejszością.
Oboje milczeli dłuższą chwilę.
– Wejdźmy do domu – powiedział wreszcie z nutą żalu. Podniósł Ichiro z dziecięcego fotelika i podał żonie.
Jednak Usagi podniosła wzrok na męża i wyszeptała: – Mamoru, boję się.
Popatrzył na nią, jak przyciska niemowlę do piersi, i z nadmiaru emocji zaparło mu dech. W tym momencie zapragnął.. zapragnął…
Lecz natychmiast znów zatrzasnął się w sobie.
– Nie masz powodu do obaw – wydusił. – To moja rodzina.
Tak, twoja rodzina – pomyślała z odcieniem rozpaczy. – I Ichiro. Ale z pewnością nie moja.
Gdy weszli do holu, usłyszeli podekscytowane szepty. Na ich spotkanie wybiegła, piszcząc, chyba setka dziewczynek w rozmaitym wieku, ubranych w śnieżnobiałe sukienki różniące się jedynie kolorem szarf. Za nimi podążało równie wielu małych chłopców o poważnych minach.
– Wielkie nieba – mruknęła Usagi.
Na ich widok, natomiast Ichiro wydawał się zachwycony tym, że wzbudza tak ogromne zainteresowanie.
Gdy już wszystkich powitała weszła za mężem do olbrzymiego budynku, świadoma iż niektóre kobiety przyglądają się jej podejrzliwie. W gruncie rzeczy nie dziwiła się im; na ich miejscu zachowywałaby się podobnie. Nie znały przecież przyczyn rozpadu jej małżeństwa ani okoliczności poczęcia Ichiro, gdyż Mamoru nigdy niczego im nie zdradził. Z łatwością mógłby ją oczernić, skrytykować jej charakter i moralność, a jednak tego nie uczynił. Usagi podejrzewała, iż powodowała nim duma, niemniej ochronił jej dobre imię.
Mamoru wyglądał zabójczo przystojnie. Stał obok niej, przypominając jej dawnych znajomych oraz poznając ją z nowymi osobami.
– A oto ktoś, kogo nie muszę ci przedstawiać – rzekł w pewnej chwili. Trzymając na ręku Ichiro, odwróciła się do mężczyzny za jej plecami.
Saitou, starszy zaledwie o rok od Mamoru. Tych dwóch mężczyzn łączyła jedyna w swoim rodzaju więź. Byli sobie bliżsi niż bracia, a zarazem całkiem różni. Usagi opowiedziano kiedyś, że matka Saitou chciała wziąć do siebie osieroconego małego Mamoru i wychować go jak własne dziecko. Jednak babka chłopca, pogrążona w rozpaczy po stracie córki, oświadczyła, że jedyną pociechę znajdzie w opiece nad wnukiem.
Tak więc Mamoru zamieszkał u babci, ale wiele czasu spędzał w domu Saitou. Chłopcy chodzili razem do szkoły, wspólnie uczyli się jeździć konno, strzelać, pływać i łowić ryby, a później, gdy już osiągnęli dojrzałość, także uwodzić dziewczęta.
Fizycznie byli od siebie zupełnie różni. Mieli jednak taką samą
postawę i olśniewającą męską urodę, lecz Saitou zawsze wydawał się surowszy. Był niczym wykuty w granicie Jednakże teraz na jego twarzy malował się wyraz łagodniejszy i bardziej refleksyjny niż kiedykolwiek wcześniej.
– Witaj Usagi – rzekł powoli. – Ładnie ci w tej sukni.
Zastanowiła się, co by powiedział, gdyby zobaczył ją w jej zwykłym codziennym ubraniu, a nie wystrojoną dzięki pieniądzom. Jednak wychyliła się naprzód i pozwoliła, by cmoknął ją w policzek. Dopiero teraz spostrzegła, że za mężczyzną stoi drobna blondynka, która uśmiechała się do niej przyjaźnie.
– Saitou – odpowiedziała. – Ty też świetnie wyglądasz.
Uśmiechnął się przelotnie. Wpatrywał się teraz intensywnie w Ichiro, jakby chciał wyryć sobie w pamięci jego obraz.
– Ależ to wykapany Mamoru- stwierdził ze zdziwieniem.
– Owszem – przytaknęła. Czyżby dotąd powątpiewał w jego ojcostwo? Saitou przeniósł spojrzenie na nią.
– Więc jak wam się układa?
– No wiesz, jakoś przetrwaliśmy – odrzekła beztroskim tonem
– Widzę. Ale w życiu powinno chodzić o coś więcej niż tylko o przetrwanie. – Zamilkł na chwilę. -Mamoru powiedział mi, że jesteś dobrą matką.
Ktoś nienawykły do sposobu bycia japońskich mężczyzn mógłby uznać tę uwagę za protekcjonalną, jednak trafnie odczytała ją jako wielki komplement. Skinęła głową, ogarnięta nagłym smutkiem.
– Staram się, choć w istocie to nietrudne. Ichiro jest takim cudownym chłopcem.
– Ale podoba mu się wyspa. Tutaj jest u siebie.
Wychwyciła w tych słowach wyraźny podtekst -zawoalowaną groźbę ukrytą pod powłoką gładkiej uprzejmości.
– Komuż by się nie spodobała? – odparła spokojnie, lecz serce waliło jej szaleńczo ze strachu. Czy uważa Ichiro za rodzaj pionka, który rodzina może dowolnie przestawiać?
W tym momencie wrócił Mamoru i zaprowadził ją do stolika, przy którym kilka starszych kobiet piło kawę i jadło małe ciasteczka przybrane miniaturowymi owocami z marcepana. Lecz w głowie wciąż brzmiały jej słowa Saitou i nie potrafiła skupić się na rozmowie ani na słodyczach. Z napięcia czuła suchość w ustach i każdy kęs smakował jak tektura, toteż rozkruszyła tylko większość ciastek na talerzu.
Wyjechali dopiero po siódmej. Cała familia wyległa przed dom, machając do nich na pożegnanie, i wiedziała, że dzisiejszego popołudnia odniosła towarzyski sukces. Jednak w głębi duszy dręczył ją niepokój. Wciąż czuła się jakby w zawieszeniu i nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Cała ta sytuacja wydawała się jej nierealna. Wiedziała, że znalazła się tutaj wyłącznie z powodu Ichiro. Gdyby nie on, pozostałby tylko mężczyzna nadał zafascynowany jej ciałem…
W ciemnym wnętrzu samochodu zerknęła ukradkiem na męża. Była całkowicie bezbronna wobec miłości, którą niegdyś go obdarzyła, i nie miała pojęcia, co począć z tym uczuciem.
Mamoru wyczuł jej napięcie i zacisnął usta. Wiedział, że nie zdoła już dłużej odwlekać nieuniknionego. Zaczekał, aż Ichiro usnął, a oni usiedli w jadalni przy stole. Usagi, tak jak wcześniej na przyjęciu, nawet nie tknęła jedzenia.
Zastanawiał się gniewnie, czy ona nie zamierza się odezwać i oczekuje, by odgadł jej stan ducha. Nie był ślepy i już na przyjęciu zauważył niepokój i jej chęć jak najszybszego powrotu do domu.
– Nie sądzisz, że powinniśmy omówić kilka kwestii? – zagadnął.
Powoli podniosła głowę, na próżno usiłując odczytać zamiary męża z jego jak zwykle nieprzeniknionego i posępnego wyrazu twarzy.
– Jakich? – spytała apatycznie.
Nerwowo zaciskał i rozprostowywał dłoń na białym lnianym obrusie. A więc powrócili do taktyki uników. Może powinien porozmawiać z nią, kiedy leży pod nim naga, błagając go o kolejną rozkosz? Wówczas jest o wiele bardziej otwarta.
– Oczywiście dotyczących przyszłości.
– Przyszłości Ichiro?
– Nie, nie tylko. Także twojej… i mojej. Gdyby nie jego twardy ton głosu i złowrogie spojrzenie, mogłaby niemal uznać te słowa za rodzaj romantycznej propozycji. Serce jej zamarło.
– Mów dalej – wydusiła, lękając się tego, co za chwilę usłyszy. – Przypuszczam, że masz jakiś plan.
Mamoru pomyślał, że Usagi zachowuje się zimno i bezdusznie jak robot. Wbił w nią ciężki wzrok.
– Chcę, żeby Ichiro zamieszkał tutaj, na wyspie. Wiedz, że w żadnym wypadku nie pozwolę, by wrócił z tobą – i co więcej: nie dam ci rozwodu, którego tak bardzo pragniesz.

Reklamy

8 thoughts on “Tysiąc łez. XI

  1. wow! Jak zawsze super;-) Ciekawe z kim jest Saitou. Mam nadzieję, że rozwiniesz i część z jego udziałem (oraz wakacyjny romans;-))

        1. Źle się wyraziłam;-) oczywiście wiadomo z kim jest. Nie mniej interesujące jest KIM jest Minako; bo można oddać przeróżne wersje jej charakteru, co z błyskotliwością wcześniej tworzyłaś. Mam nadzieję, że w tym opowiadaniu będzie połączoną wersją Minako ze „Zbyt późno” i „Wyrachowanej miłości”. Dla mnie powinna być modelką, którą Kunzite wybrał tylko ze względu na ładną buzię, a w której się dopiero „naprawdę” zakocha, na zasadzie odwróconego schematu „Dumy i uprzedzenia”.
          Uwielbiam Twoje opowiadania.
          Przy okazji, proszę zaktualizuj „Wakacyjny Romans”, chętnie dowiem się, gdzie Kunzite ma schowanego jeta i akt własności wyspy;-)

          Wszystkim życzę radosnych i pełnych Miłości Świąt Wielkanocy

  2. hm i co ja mam o tym myśleć….Mamoru chce zatrzymać Usagi ale na jakich zasadach….Ciekawa jestem jak ta biedna,wystraszona dziewczyna przebije się przez tą jego skorupę….

  3. Biedna Usa… taka zagubiona i wystraszona… Mimo wszystko podejrzewam że Mamoru też targa wiele sprzecznych emocji i wcale nie zdziwił mnie fakt że nie udzieli Usagi rozwodu. Ciekawa jestem co do jej rodziny, nie było żadnych większych wzmianek – czyżby nikt nie wiedział o Ichiro? A może nie ma żyjących krewnych? Opowiadanie od samego początku mnie zafascynowało swoją oryginalnością, czekam z niecierpliwością na kontynuację 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s