Sekret. IV

Dopiero następnego dnia, gdy podczas przerwy wybrała się do banku, by zrealizować czek, Minako zorientowała się, że coś jest nie w porządku. Ze zdenerwowaniem zmarszczyła brwi i patrzyła, jak kasjerka dokonuje operacji. Palce młodej kobiety śmigały po klawiszach, gdy przelewała pieniądze na konto karty kredytowej. Dlaczego Saitou ma konto w japońskim banku, jeśli zamierza być tu tylko przez miesiąc?
Odgoniła od siebie niepokojącą myśl, że przyjechał na dłużej. Była to perspektywa zbyt przerażająca, by się nad nią zastanawiać…
Wyszła z banku i wracając do muzeum przez park, zadzwoniła z komórki do swej przyjaciółki.
– Mami- chan jak zwykle była grzeczna niczym aniołek – oznajmiła, gdy się już przywitały. – Jak tam twoje przyjęcie?
– Było dość… stresujące.
– No cóż, zostałaś rzucona na głęboką wodę. Skóra mi cierpnie na myśl, że musiałabym zastąpić kogoś w ostatniej chwili.
Minako przygryzła dolną wargę, zanim zapytała:
– Usagi- chan, muszę… popracować dziś wieczór. Wiem, że okropnie nadużywam twojej uprzejmości, ale czy mogłabyś zająć się Mami przez jeszcze jedną noc? Coś… mi wypadło.
– Oczywiście – zapewniła. – Hej, chyba jesteś zdenerwowana. Wszystko w porządku?
Minako nie lubiła okłamywać przyjaciółki, ale nie mogła zdradzić, że ojciec Mami przebywa w Tokio. Przynajmniej nie w tej chwili.
– Trochę się denerwuję – powiedziała. – Pamiętasz, mówiłam ci, że mojego szefa, czeka zabieg angioplastyki?
– Tak, to był prawdziwy szok, prawda? Wyjdzie z tego?
– O ile wiem, tak, ale na jakiś czas będzie wyłączony z gry, więc przez następny miesiąc na mnie spadnie więcej obowiązków. Będę musiała dłużej pracować i… i wieczorem wziąć udział w jednej lub dwóch uroczystościach.
– Wiesz, że z przyjemnością ci pomogę. My matki, musimy się wspierać. Chibiusa uwielbia, kiedy Mami  jest u nas, i, prawdę mówiąc, lepiej zajmować się dwójką dzieci niż jednym. Dziewczynki tak ładnie bawią się ze sobą, że mam czas, aby nadrobić zaległości w szyciu sukienek, a Mamoru będzie na nocnym dyżurze.
– Więc naprawdę nie masz nic przeciwko temu?
– Oczywiście, że nie! Ale jeśli nie chcesz przez kilka nocy z rzędu zakłócać trybu życia Mami, mogę poprosić moją mamę, żeby przyszła do twojego mieszkania i zajęła się nią. Wiesz, że uwielbia małą i nie będzie oczekiwać zapłaty, więc nie musisz się o to martwić.
Minako żałowała, że nie może skorzystać z tej wspaniałomyślnej propozycji. Ponieważ siostra wpadała często do jej mieszkania w stanie większej lub mniejszej dezorientacji, nie mogła znieść myśli o wyjaśnieniach, nieuniknionych, gdy w grę wchodziła osoba z pokolenia matki Usagi.
– Nie chciałabym fatygować twojej mamy – powiedziała. – Poza tym to tylko parę nocy, i jak wspomniałaś, Mami uwielbia towarzystwo Chibiusy. Zajrzę do was, zanim pójdę na…dzisiejszą uroczystość, żeby utulić małą do snu, dobrze?
– Nic się nie martw. Skup się na pracy. Jestem pewna, że podbijesz ich dziś całkowicie.
Tak, właśnie. Minako skrzywiła się, wsuwając komórkę do torebki. Ostatnie, czego pragnęła, to podbijanie kogoś, szczególnie Saitou.

***

– Nie mogę uwierzyć, że mi to robisz. – Minako spieszyła się, aby przebrać się na spotkanie z Saitou, i niewiele brakowało, by zaczęła krzyczeć na siostrę. I tak była spóźniona, ponieważ spędziła trochę czasu z córką, zanim pobiegła do swego mieszkania, aby doprowadzić się do porządku. Jej mała córeczka była zmęczona i w płaczliwym nastroju. Minako czuła się rozdarta wewnętrznie. Musiała ją zostawić, choć
Mami chciała być ze swoją mamą. Pojawienie się na jej progu Kaori z kolejną prośbą o pieniądze było ostatnią kroplą przepełniającą dzban goryczy.
– Proszę tylko o pięćdziesiąt jenów.
– Tak, ale na co?
Kaori wzruszyła ramionami.
– Na jedzenie i różne takie.
– W kuchni jest jedzenie, poczęstuj się.
– Daj spokój. Oddam ci.
Minako popatrzyła na nią z wściekłością.
– Jeśli odważysz się wręczyć mi pieniądze, które zarobiłaś, sypiając z… – Urwała, uświadamiając sobie nagle, jak obłudnie zabrzmiały jej słowa.
– Co się z tobą dziś dzieje? – Kaori rzuciła siostrze nieprzyjazne spojrzenie. – Nosi cię jak kota w marcu.
Minako wyprostowała się.
– Wychodzę.
Kaori wytrzeszczyła oczy.
– Z mężczyzną? – Gwizdnęła przez zęby. – Kto to?
– Nie mam czasu wdawać się w szczegóły. I tak jestem spóźniona.
Próbując założyć kolczyk, odwróciła się od lustra.
– Powinnaś uważać, z kim wychodzisz. Na świecie jest mnóstwo prawdziwych drani. Nie chciałabym, żebyś wpakowała się w kłopoty.
Minako wzniosła oczy do nieba.
– Wiem, co robię. – Wsunęła stopy w pantofle na wysokich obcasach i wygładziła prostą, czarną sukienkę. W brzuchu zaburczało jej ze zdenerwowania. Kaori wyszła za siostrą z sypialni.
– I nie przyjmuj żadnych drinków od nikogo, chyba że otworzą je przy tobie albo będziesz widziała, jak je nalewają. Mogą podsunąć ci narkotyk.
Minako odwróciła się i spojrzała na siostrę.
– Bo co? Mogę wpaść w nałóg jak ty?
Zapadło pełne napięcia milczenie. Kaori odwróciła się, a Minako ogarnęło poczucie winy na widok jej sterczących łopatek pod obcisłym topem.
– Przepraszam…
– Nie, masz rację. Jestem narkomanką i Bóg mi świadkiem, że chciałbym, aby było inaczej. Po prostu nie mogę się z tego wyrwać. Próbuję i próbuję, ale to takie trudne…
– Pójdziesz do kliniki, o której mówiłam? – naciskała Minako. – Ściągnęłam wszystkie informacje z Internetu i mam pieniądze na opłacenie twego pobytu.
Kaori zacisnęła wargi i milczała. Minako uznała, że najwyższy czas, aby wywrzeć na nią presję.
– Rozmawiałam z mężczyzną, któremu ukradłaś portfel – powiedziała.
– Z tą arogancką świnią? – Kaori wykrzywiła się ze wstrętem. – Jak on cię znalazł?
– Nieważne. Ale powiedział, że ma zamiar wnieść oskarżenie.
Siostra uniosła podbródek.
– A niech tam. Mam to w nosie.
– Kaori- chan, sześć tygodni w więzieniu, nie mówiąc już o sześciu miesiącach czy sześciu latach, zabije cię. Wiesz, że tak by było. Chcę, żebyś jak najszybciej wyjechała z miasta. Masz szczęście, że policja nie znalazła cię wczoraj. Klinika zapewnia całkowitą dyskrecję i bezpieczeństwo, leży na odludziu. Nikt cię tam nie znajdzie. Dopilnuję tego.
Kaori westchnęła cicho, opuściła ramiona w geście rezygnacji i zmęczenia.
– Chyba nie mam wyboru.
– Nie masz, o ile nie jesteś gotowa odpowiadać za swój postępek. W ten sposób możesz zniknąć, dopóki sprawa nie ucichnie, i jednocześnie przejść odwyk. Za miesiąc będziesz jak nowa, obiecuję.
– Dobrze…
– Naprawdę?
Kaori zerknęła na pokłute ramiona i zrobiła smutną minę.
– Taaa… Jestem gotowa dać się nawrócić. Poza tym zaczyna mi już brakować żył.
Minako objęła ją niedźwiedzim uściskiem, potem złożyła lekki pocałunek na jej czole.
– Jestem z ciebie dumna. Wiem, że możesz to pokonać. I nie musisz walczyć sama. Będę przy tobie na każdym etapie.
Kaori znowu uśmiechnęła się krzywo.
– Nie wiem, dlaczego tak długo ze mną wytrzymałaś. Większość sióstr już dawno by się poddała.
Minako ujęła zimne, przypominające szpony dłonie siostry i uścisnęła je lekko.
– Zrobiłabym wszystko, żebyś wyzdrowiała. Rozumiesz? Dosłownie wszystko.
Kaori skinęła głową, łzy zalśniły w jej jasnoniebieskich oczach.
– Dziękuję… – Pociągnęła głośno nosem i dodała szorstko: – No i zobacz, do czego mnie doprowadziłaś. Minako znowu ją uścisnęła.
– Zobaczymy się później. Zjedz coś, obejrzyj telewizję. Możesz spać w moim łóżku albo w łóżku Mami, bo została dziś na noc u Usagi. W ten sposób będziemy mogły zaraz z rana zapisać cię do kliniki.
– Dziękuję… Mam nadzieję, że randka ci się uda… – zawołała Kaori, gdy siostra ruszyła ku drzwiom. Uśmiechnęła się żartobliwie i dorzuciła: – Ale nie pozwól, by cię pocałował. Nie chcę, żeby moja siostra stała się puszczalską.
Minako rozciągnęła usta w uśmiechu, który był szczytem sztuczności.
– Przyjęłam do wiadomości – odpowiedziała i zamknęła za sobą drzwi.

***

Hotelowy bar był zatłoczony, ale jak tylko Minako doń weszła, poczuła na sobie spojrzenie białowłosego. Wyższy o głowę od reszty gości, jak zwykle z nieodgadnionym wyrazem twarzy, stał, trzymając w ręku kieliszek z jakimś płynem. Szła w jego kierunku, zdenerwowana. Gdy napotkała spojrzenie jego stalowych oczu, przesunęła językiem po wargach.
– Masz ochotę na drinka? – spytał, nie witając się. Obrzucił ją zaborczym spojrzeniem. Uniosła dumnie głowę.
– Wolałabym, żebyś przywitał mnie, jak gdyby to była normalna randka. Wiesz, jak mam na imię.
Przez chwilę patrzył jej w oczy. Potem odstawił na bok kieliszek z precyzją, która trochę speszyła Minako, ujął ją za ramiona, przycisnął do swego ciała i złożył na jej ustach wilgotny, pachnący brandy pocałunek.
– Witaj – wycedził.
Kiedy ją puścił, odskoczyła w tył z płonącą twarzą.
– Nie to miałam na myśli!
Uniósł brwi.
– Wolałabyś, żebym dorzucił trochę pieszczot?
Odetchnęła głośno i wycedziła półgłosem, żeby nie słyszeli jej stojący w pobliżu:
– Wolałabym, żeby mnie tu w ogóle nie było.
Ich spojrzenia skrzyżowały się, w szarych oczach błysnęło ostrzeżenie.
– Uważaj – powiedział. – Nie chciałbym zepsuć tego wieczoru przez wzywanie policji. A tak na marginesie, gdzie jest twoja siostra?
– Nie wiem – skłamała. – Nie widziałam jej.
– No to kiedy ją zobaczysz, możesz przekazać jej wiadomość. Próbowała skorzystać dziś z jednej z moich kart kredytowych i zostawiła za sobą wyraźny ślad, którym podąży policja. Kiedy skradziono mi portfel, unieważniłem wszystkie karty kredytowe, poza jedną. Oczywiście, obniżyłem limit wypłaty, ale chciałem sprawdzić, czy połknie przynętę, i zrobiła to. Tak jak ty cztery lata temu.
Serce podeszło jej do gardła. Czy ta tortura nigdy się nie skończy?
– Ale jestem skłonny zapomnieć o jej małym grzeszku, jeśli będziesz grzeczna – dorzucił gładko.
– Mogę tylko przeprosić w imieniu siostry – odpowiedziała, odwracając wzrok od jego przenikliwego spojrzenia. – Ona ma… problemy emocjonalne i robię co w mojej mocy, żeby jej pomóc w ich przezwyciężeniu.
– Jakie problemy?
– Depresja… coś w tym rodzaju… nasza matka zmarła trzy lata temu. Nadal bardzo za nią tęskni.
Saitou dał znak barmanowi. Nie chciał, by jego serce zmiękczyło coś, co najprawdopodobniej było kolejnym kłamstwem. Doskonale wiedział, jak wygląda smutek, ale widział jej siostrę, gdy składała mu niedwuznaczną propozycję i jego zdaniem nie sprawiała wrażenia pogrążonej w depresji.
– Czego się napijesz? – ponowił pytanie, gdy barman ruszył w ich kierunku.
– Wody sodowej – odpowiedziała, nie patrząc na niego.
– Nic mocniejszego?
– Nie.
– Chcesz zachować trzeźwą głowę, żeby nie pogubić się w swoich kłamstwach, tak?
Rzuciła mu zdumione spojrzenie.
– Nie… Ja… po prostu nie chcę pić, ponieważ prowadzę.
– Powinnaś była wziąć taksówkę.
Czując na sobie ciężar spojrzenia, wbiła wzrok w drewnianą ściankę kontuaru.
– Nie stać mnie.
– Dałem ci sporo pieniędzy. Chyba ich już nie wydałaś?
Nie, i nie wydam, dopóki nie wrócę do domu i nie wykupię pobytu w klinice, pomyślała, czując przypływ ulgi. Warto było znieść każdą chwilę cierpienia, które zadawał jej, by zobaczyć, jak siostra wyrywa się z nałogu i rozwija swój potencjał, może nawet wraca na studia.
– Nie – odpowiedziała. – Ale kiedy deponowałam czek, zaciekawiło mnie, dlaczego masz rachunek w banku japońskim. Nie rozumiem, po co zawracałeś sobie tym głowę, jeśli masz tu być tylko przez miesiąc?
– Mam tu swoje interesy – oznajmił. – Ten pobyt, choć krótki, nie będzie ostatni.
Minako zakrztusiła się wodą sodową.
– Interesy? Tutaj?
– Tak. Oprócz prowadzenia własnej firmy inwestycyjnej, pomagania matce przy Fundacji i galerii w Londynie, mam udziały w przedsiębiorstwie tutaj.
– Jakim przedsiębiorstwie? W towarzystwie żeglugowym?
Uśmiechnął się na widok jej ironicznej miny.
– To już byłby zbyt oczywisty stereotyp.
– Myślałam, że wszyscy miliarderzy w mniejszym lub większym stopniu interesują się żeglugą- powiedziała, wpatrując się w pęcherzyki powietrza w swojej szklance.
– Mam jacht, może zapamiętałaś to z naszego pobytu w Monte Carlo. Ale wolę inwestycje na stałym gruncie. Kupiłem od prywatnego właściciela małą wyspę. Zamierzam stworzyć tam miejscowość wypoczynkową.
– Tu jest Japonia, nie Europa. Wszystko, co zbudujesz, będzie jedynie tanią imitacją.
– Z pewnością nie tanią – odpowiedział i uśmiechnął się ironicznie. – To będzie azyl dla bardzo bogatych.
Minako odwróciła wzrok od jego przystojnej twarzy. Kiedy uśmiechał się w ten sposób, budził niechciane wspomnienia. Pierwsze, co się jej w nim spodobało cztery lata temu, to jego uśmiech. Rozjaśniał mu oczy, napełniał je ciepłem, które sprawiało, że po prostu topniała. Tym samym ciepłem, które promieniowało z jej córeczki niecałe półtorej godziny temu, kiedy otoczyła ramionami szyję matki i wyciskała miękkimi usteczkami wilgotne, pełne miłości pocałunki na jej policzku.
– Może zabiorę cię tam, kiedy zostanie ukończony – powiedział, podnosząc kieliszek do ust. Nie spuszczał z niej oczu.
– Nie mówisz chyba poważnie? Mam na myśli… ten miesiąc… To, co… będziemy robić? To tylko miesiąc, prawda?
Przyjrzał się jej z przechyloną głową.
– Tak sobie myślę… A gdybyśmy spotykali się za każdym razem, kiedy przyjadę do Japonii?
Jej oczy rozbłysły.
– A gdybym powiedziała, żebyś poszedł do diabła?
Roześmiał się i wychylił resztę brandy.
– Wtedy musiałbym wymyślić sposób, żebyś zmieniła zdanie.
Minako odstawiła głośno szklankę na kontuar.
– Umówiliśmy się na miesiąc i tylko tyle dostaniesz.
– No to bierzmy się do dzieła – powiedział, ujął rękę blondynki i poderwał ją na nogi.
Nie miała wyboru, musiała podążyć za nim. Nie może tego zrobić. Nie teraz. Ani nigdy. Nie może sprzedać się Saitou. Nie w ten sposób. Jak, u diabła, jej siostra może to robić z nieznajomymi mężczyznami? – pomyślała z odrazą. Ona przynajmniej kiedyś go kochała… Ale to i tak nie zmieniało sytuacji, zwłaszcza że nie miał pojęcia, że urodziła jego dziecko. Ogarnięta narastającą paniką zastanawiała się, czy nie wyznać mu wszystkiego. Może dobrze się zastanowi, czy pójść z nią do łóżka. Ale wtedy, ostrzegła siebie, nie zawaha się odebrać jej Mami. Dowiódł już swojej bezwzględności. O ile bardziej bezwzględny się okaże, gdy dowie się, że ma dziecko?
Winda nadjechała, rozległ się melodyjny dzwonek. Saitou skierował Minako do środka zdecydowanym naciskiem dłoni.
– Ja… nie jestem na to gotowa – powiedziała, próbując uwolnić się od niego. – To za wcześnie.
– Wcale nie. Powinienem był pozwolić, żebyś obsłużyła mnie wczoraj w limuzynie. Myślałem o twoim gorącym oddechu i ruchliwym języku przez całą noc. Prawie nie zmrużyłem oka.
Te słowa wywołały w jej ciele erotyczne podniecenie, nad którym nie mogła zapanować.
Drzwi windy rozsunęły się na jego piętrze, wprowadził ją do penthouse’u, a gdy znaleźli się w środku, zamknął drzwi tak stanowczym ruchem, że poczuła lęk.
– Proszę… – Starała się opanować emocje. – Daj mi trochę czasu. Ja nie… Odzwyczaiłam się… Nie miałam kochanka od… Od dawna. Nie wiem nawet, czy potrafię…
Z trudem powstrzymał śmiech, tak żałosna była ta próba oszukania go. Czyż nie zastosowała tej taktyki wcześniej? Ta dziewicza wstydliwość była udana i nie był na tyle głupi, by nabrać się na nią po raz drugi.
– Jestem pewien, że prędko przypomnisz sobie wszystko – odpowiedział. – W przeszłości szybko się uczyłaś, o ile w ogóle potrzebowałaś nauki.
– Proszę… – Oczy jej lśniły od łez. – Może dziś tylko porozmawiamy… Chcę znowu cię poznać… Zanim zrobimy coś innego…
Saitou zacisnął usta. Był rozdarty między pożądaniem a uczuciem, którego nie pragnął doznawać. Była taka piękna: cera gładka niczym śmietana, sięgające pleców złote włosy przypominające jedwab, niebieskie, świetliste oczy i ciało, będące pokusą, której z trudem mógł się oprzeć. Utraciła młodzieńczy, trzpiotowaty wygląd z okresu jej pobytu w Londynie. Miała dwadzieścia pięć lat i jej ciało było bardziej rozkwitłe, dojrzałe, ale jeszcze bardziej kobiece.
– Jesteś bardzo przekonująca – przyznał. – Ale ja się nie nabrałem. Grasz na zwłokę. Co chcesz osiągnąć? Znowu próbujesz mnie okraść?
– Nie, oczywiście, że nie! – Dopiero gdy wypowiedziała te słowa, zorientowała się, jak obciążająco zabrzmiały. – Ja… chciałam powiedzieć, że nigdy niczego ci nie ukradłam.
Widziała, że jej nie uwierzył.
– W porządku, zrobimy, jak chcesz – powiedział, nieustępliwie zaciskając usta. – Ale zgadzam się tylko dlatego, że chcę zobaczyć, jaką kolejną chytrą sztuczkę wymyśliłaś.
– Dziękuję. – Zdławiła szloch i zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu jednorazowej chusteczki.
Zmarszczył brwi, słysząc ulgę w jej głosie. Nie podobało mu się, że myśl o jego dotyku budziła w niej popłoch, zwłaszcza że minionej nocy reagowała na niego z takim zapałem. Wydmuchała nos schowawszy chusteczkę do torebki, pociągnęła nim raz i drugi, by wziąć się w garść.
– Przepraszam… Nie za takie towarzystwo zapłaciłeś…
– Nie, ale oboje wiemy, że to tylko kwestia czasu, zanim dostaniemy to, czego chcemy- stwierdził z aroganckim zadufaniem.
Patrzyła, jak przechodzi przez pokój, by wziąć do ręki menu. Trudno jej było uwierzyć, że przystał na zwłokę, ale na jak długą? Nie mogła oczekiwać, że powstrzyma go przez więcej niż jeden wieczór, najwyżej dwa.
– Co byś zjadła? – spytał, podając jej kartę. Patrzyła na listę dań, nie widząc ani jednego słowa.
– Nie wiem… W tej chwili nie jestem głodna. Może ty wybierzesz?
Wziął od niej menu i sięgnął po telefon znajdujący się obok olbrzymiego łoża.
– Nadal lubisz owoce morza?
– Tak… Bardzo – odpowiedziała zaskoczona, że o tym nie zapomniał. Co jeszcze pamiętał?
Złożył zamówienie i rozłączył się.
– A do picia? Barek jest dobrze zaopatrzony.
– Nie, wystarczy mi woda sodowa albo mineralna – odpowiedziała. – Teraz, gdy Fumio jest w szpitalu, muszę zaczynać pracę wcześnie rano.
– A jak on sie czuje?
– Dobrze. Po południu dzwoniłam do jego żony. Angioplastykę przeszedł bez problemów, ale minie tydzień lub dwa, nim będzie mógł wrócić do pracy.
– Wyrażał się o tobie bardzo pochlebnie. – Saitou nalał sobie kieliszek czerwonego wina. – Korespondowaliśmy ze sobą przez kilka ostatnich miesięcy i zawsze wychwalał cię pod niebiosa.
Minako uznała, że najlepszą taktyką będzie milczenie. Odwrócił się i spojrzał na nią.
– Trudno mi było uwierzyć, że mówimy o tej samej osobie.
– Powiedziałam ci już, że się nie zmieniłam.
– Tak, tego jestem pewien. – Jego spojrzenie stało się surowe i pełne goryczy. – Jesteś wciąż taka jak wtedy, gdy przyjechałaś do Londynu.
– Nie ukradłam twojej matce tych posążków ani niczego innego.
– Uparcie to powtarzasz, ale tylko ty mogłaś to zrobić. Moja matka ufała ci bezgranicznie, byłaś dla niej jak córka. Zawiodłaś to zaufanie.
– Nie wiem, jak ten posążek znalazł się w mojej torebce, ale przysięgam, że nie ja go tam włożyłam. A co do innych rzeczy, które zostały znalezione w moim pokoju w schronisku… – Napłynęły wspomnienia o tamtym koszmarnym dniu. – Nie ja je tam przyniosłam.
– Zapominasz o kamerach, które umieściliśmy w galerii? Na filmie z tamtego dnia widać, jak wkładasz coś do torebki.
– Moja matka wysłała mi sms-a i usłyszałam sygnał komórki. Oglądałam wiadomości, ale do galerii weszła klientka i musiałam schować komórkę. Właśnie to widziałeś na tym głupim filmie. Dlaczego nie sprawdziłeś klientki? Może ona to zrobiła?
– Ta klientka to turystka ze Szkocji. Sprawdziłem, co należało. To stateczna babcia, która co niedziela chadza do kościoła. Nie ukradła posążka.
Opuściła z rezygnacją ramiona. Nie miała jak udowodnić swojej niewinności. Bolało ją ogromnie, że sądził, że jest zdolna zawieść w ten sposób zaufanie. Nie miała pojęcia, jak i dlaczego tak cenne przedmioty znalazły się w jej torebce i jej pokoju. O ile wiedziała, nie miała żadnego wroga podczas pobytu w Anglii. Nawet dwaj młodzieńcy ze schroniska, choć czasami rozbrykani i hałaśliwi, byli ostatnimi osobami, których mogłaby podejrzewać o tak daleko posuniętą złośliwość. Wszyscy byli tak przyjacielscy i serdeczni, a zwłaszcza matka Saitou, która traktowała ją jak swoją córkę.
Odetchnęła głośno z bezsilnej złości. Wyjaśniała mu to już wcześniej. Dlaczego jej nie wierzy.
– Nie obchodzi mnie, co myślisz. Nie zawiodłam zaufania twojej matki. Nigdy nie zdradziłabym jej ani ciebie. Pojechałam do Londynu, aby zebrać materiały do rozprawy. Kiedy tamtej nocy spotkałam cię w restauracji, nie miałam pojęcia, kim jesteś.  Najpierw sądziłam, że jednym z archeologów pracujących na wykopaliskach. Tyle wiedziałeś o zabytkach.
– I dlatego postanowiłaś mnie oczarować? Miałaś ukryty cel. Nic nie mogło cię powstrzymać przed jego osiągnięciem. Systematycznie podkradałaś okazy z kolekcji, żeby sprzedać je na czarnym rynku. To zdarzało się wcześniej i było bardzo opłacalne. Musiałaś tylko wkraść się w łaski mojej rodziny, dzięki czemu twoje zadanie stało się łatwiejsze.
– Nic nie poradzę, że wierzysz tylko w to, w co chcesz – powiedziała. – Wiem, że uważasz, że jestem winna, ale moją jedyną winą jest to, że za bardzo ci ufałam. Myślałam, że nasz związek ma solidne podstawy. Że choć poznaliśmy się i zainteresowaliśmy sobą w bardzo krótkim czasie, to nasze uczucia przetrwają wszystko. Myliłam się.
Rzucił jej pełne niesmaku spojrzenie.
– Nie kochałaś mnie. Udawałaś, niczym doświadczona aktorka, ale teraz wiem, że mydliłaś mi tylko oczy.
Spojrzała na niego z rozpaczą, z trudem zdobyła się na szept.
– Ty mnie naprawdę nienawidzisz.
– A czego się spodziewałaś? Miłości?
– Nie, oczywiście, że nie. Ale to niesprawiedliwe, że nienawidzisz mnie za coś, czego nie zrobiłam.
– Może cię zainteresuje to, że cztery lata temu byłem bliski zakochania się w tobie. Tak bliski, jak nigdy przedtem ani potem z żadną kobietą. Nawet byłem gotów oświadczyć ci się, ale w porę pokazałaś swoją prawdziwą twarz.
Matka Saitou była bardzo zadowolona, że pozwalał sobie na namiętność do Minako, i nawet zachęcała go do tego. Wyjaśniła jej kiedyś, że dwudziestoparoletni mężczyzna potrzebuje wolności, aby przygotować się do czekającego go długoletniego związku. Była pewna, że syn chce się ustatkowac. Jej mąż starszy od niej o kilka lat, w pełni nacieszył się życiem playboya, zanim wszedł w rolę oddanego męża i ojca, w której znajdował szczęście i
spełnienie aż do przedwczesnej śmierci. Saitou miał wtedy kilkanaście lat. Siostra Saitou, Chiyo, z mniejszym entuzjazmem przyjmowała romans Minako z jej starszym bratem, ale trzeba było jej oddać sprawiedliwość, że zawsze traktowała ją uprzejmie i przyjaźnie. Minako zdawała sobie sprawę, że Chiyo przywykła, że brat poświęca jej wiele uwagi. Od śmierci ojca był dla niej ojcem i bratem. Uwielbiał ją i zajmował się nią, kiedy mógł. Jednak w miarę jak romans się rozwijał, siostra zaczęła zajmować dalsze miejsce w jego uczuciach.
Trudno było uwierzyć, że nie żyje. Gdy usłyszała, że Saitou założył Fundację, by uczcić pamięć siostry, była głęboko wstrząśnięta. Chiyo była tak dynamiczna, tak pełna życia. Wydawało się niemożliwe, że leży teraz w grobie. Równie smutna była świadomość, że niewiele brakowało, by Saitou zakochał się w niej i zamierzał prosić, by go poślubiła. Zamiast tego została oskarżona o kradzież. Nie miała nawet czasu, by przekonująco dowodzić swojej niewinności, gdyż Saitou dał jej wyraźnie do zrozumienia, że musi natychmiast opuścić Londyn albo zajmie się nią policja. Nie słuchał nawet, kiedy powiedziała mu o swym podejrzeniu, że może być w ciąży. Pozbył się jej bezwzględnie, oznajmiając, że nie chce jej więcej widzieć i jeśli spodziewa się dziecka, to nie jego. Gniew był tak ogromny, groźby tak przerażające, że postanowiła nie narażać się na nieprzyjemny proces konfrontacji z policją i władzami emigracyjnymi. Wsiadła do najbliższego samolotu do Tokio. Miała złamane serce. Jej życie zmieniło się na zawsze, gdy w następnym miesiącu przekonała się, że spodziewa się dziecka.

Reklamy

7 thoughts on “Sekret. IV

  1. Hura jest kolejny rozdział:) Już nie mogę się doczekać jak to wszystko się dalej potoczy:) Jak zawsze jestem niecierpliwa i czekam na jeszcze:) Pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s