I try. I

Panie doktorze, czy to znaczy, że ślepota mojego męża jest nieodwracalna? – Usagi Chiba usiłowała zapanować nad sobą. W czasie długiego nocnego lotu z Tokio do Hong Kongu podtrzymywała ją na duchu myśl, że jeszcze nie wszystko stracone i operacja przywróci mu wzrok.
– Obawiam się, że tak – doktor odpowiedział cicho, ostatecznie pozbawiając ją resztek nadziei, której czepiała się kurczowo do tej chwili.
Pochylił się w jej stronę i zaczął wyjaśniać.
– Kiedy osunął się strop w kopalni, siła wstrząsu sprawiła, że mikroskopijny odłamek rudy przebił czaszkę pani męża. Jestem przekonany, że zniszczył nerwy wzrokowe, ponieważ chory nie reaguje w ogóle na światło. Bardzo mi przykro.
– Nie mogę w to uwierzyć – potrząsnęła głową. Jej jasne niemal srebrne, błyszczące włosy ułożyły się miękko wokół ramion. – Czy Mamoru wie, że jego ślepota jest trwała?
– Tak. Zażądał, by powiedzieć mu prawdę w momencie, gdy odzyskał przytomność.
– Ale przecież minęły ponad dwa tygodnie od wypadku. Nie rozumiem, dlaczego nikt mnie nie zawiadomił. Przyleciałabym pierwszym samolotem. Kiedy pomyślę, że cały ten czas leżał w szpitalu, a ja nic nie wiedziałam… – głos stopniowo zamierał jej w gardle.
– Byłem przekonany, że kontaktował się z rodziną. Dopiero przedwczoraj wieczorem dowiedziałem się, że nikt go nie odwiedzał ani nie dzwonił, prócz kilku pracowników firmy. Pozwoliłem sobie więc zadzwonić do jego biura z prośbą o numer telefonu najbliższego krewnego. Jakiś pan powiedział mi, że w Chiba- san nie ma żadnych krewnych w Tokio, jedynie przyjaciół i wspólnika, którego zawiadomiłem.
– Czy Mamoru w ogóle o mnie nie wspomniał? Zupełnie tego nie rozumiem. – Usagi westchnęła.
Doktor przyjrzał się jej ślicznej twarzy o porcelanowym odcieniu skóry. W jej wielkich błękitnych oczach czaił się niepokój.
– Dopóki nie zjawiła się pani na oddziale, w ogóle nie wiedziałem, że Chiba- san jest żonaty. Na dodatek z tak piękną kobietą… Państwa ślub był trzymany w całkowitej tajemnicy. Nikt z jego przedsiębiorstwa nie został poinformowany o tym fakcie. Od jak dawna są państwo małżeństwem?
– Od trzech tygodni. – Usagi westchnęła głęboko i ciągnęła dalej drżącym, przerywanym głosem. – Mamoru musiał polecieć do Hong Kongu natychmiast po uroczystości w związku z kłopotami w jednej z kopalń. Miał wrócić za kilka dni. Postanowiliśmy, że poczekam, a potem wyjedziemy. Od tego czasu nie dał żadnego znaku życia. Powiedział, że wybiera się
w niedostępne, górskie okolice i zadzwoni do mnie, jak tylko to będzie możliwe. Dopiero dzięki temu, że pan skontaktował się Sekine- san, wiemy, co się z nim dzieje.
Znów ogarnęła ją fala bólu. Mamoru zranił ją do głębi, nie przyznając się do tego, że jest żonaty.
– Nawet pani nie wie, jaką ulgą jest dla mnie pani przyjazd – lekarz uśmiechnął się. – Odnalazłem brakujący element łamigłówki.
– Jakiej łamigłówki, panie doktorze? – Usagi pochyliła się do przodu z zaciekawieniem.
– Chociaż wiedziałem, że pani mąż jest twardym człowiekiem, martwił mnie jego niezłomny upór, by pozostać całkowicie samodzielnym mimo utraty wzroku. Teraz, kiedy panią zobaczyłem, zaczynam rozumieć.
– Co pan ma na myśli? – Usagi wbiła w niego wzrok, mocno zaniepokojona.
– Szczerze pani powiem, że gdyby to na mnie czekała piękna młoda żona, a ja niespodziewanie straciłbym wzrok, prawdopodobnie w pierwszej chwili
pomyślałbym o samobójstwie – mówiąc to założył ramiona za głowę.
– Czy to znaczy, że Mamoru nie chce żyć? – wykrzyknęła. – Czy dlatego nie skontaktował się ze mną zaraz po wypadku?
– Nie, nie o to mi chodzi. – Zapewnił ją. – Po prostu zamknął się w sobie, bo nie może znieść myśli, że jest zależny od innych, a w szczególności od pani. Jest inteligentnym człowiekiem sukcesu, przyzwyczajonym do panowania nad sytuacją. Tu,  zrobił karierę, której wielu mu zazdrości. Jego decyzjom podporządkowany jest cały, liczny personel firmy. Co więcej, ożenił się i chciał być wszystkim dla żony. Dla pani. Ślepota była straszliwym ciosem dla niego, dla jego męskości. Stracił wiarę w to, że może być pani obrońcą, żywicielem rodziny, kochankiem…
– Jest dla mnie tym wszystkim, obojętnie czy widzi, czy nie -jej głos załamał się. – Myślałam, że zadzwonił pan do Sekine- san tylko dlatego, że nie mógł pan skontaktować się ze mną. Nie wiedziałam, że on… Czy większość ludzi reaguje podobnie w takiej sytuacji?
Czy odwracają się od tych, którzy ich najbardziej kochają?
Spuścił wzrok i wygładzał kciukiem brzeg folderu leżącego przed nim na biurku.
– Utrata wzroku zawsze wywołuje depresję. Każdy przypadek jest jednak inny. Jak większość mężczyzn, chciał być idealnym mężem. Raptem ślepota postawiła go w zupełnie nowej sytuacji, nad którą nie potrafił zapanować. Ogarnął go lęk.
– Nie mogę sobie wyobrazić, by się czegoś bał – jej oczy napełniły się łzami.
– On też sobie tego nie może wyobrazić…
Usagi zmrużyła oczy, gdy w pełni dotarło do niej znaczenie słów lekarza. Teraz dla Mamoru zapanowała wieczna noc. Nie miała pojęcia, jakie to uczucie. Tęsknota za nim pogłębiała jeszcze jej smutek.
– Czy cierpi? – spytała i powoli uniosła głowę.
– Jest w świetnej formie fizycznej. Jedynie od czasu do czasu miewa bóle głowy. Martwi mnie, że obarcza się winą za ten wypadek. Zginęły w nim dwie osoby.
Usagi westchnęła cicho. Nic o tym nie wiedziała. Nie pomyślała nawet o innych, skupiając całą uwagę na nieszczęściu męża.
– Nie chciałem go wypisać ze szpitala, póki się nie dowiem, czy ma bliskiego przyjaciela,
która mogłaby się nim zaopiekować. Do tej pory odrzucił wszystkie propozycje pomocy. Zgodził się jedynie na odwiedziny kilku pracowników swojej firmy. Jak już mówiłem, zadzwoniłem do jego wspólnika, żeby się dowiedzieć, czy jest ktoś jest w ogóle przygotowana do tego, by się nim zająć. – Spojrzał na nią z niepokojem. – Muszę przyznać, że z ulgą przyjąłem wiadomość o pani przyjeździe. Mąż upierał się, by dzisiaj opuścić szpital. Z pewnością będzie się pani we wszystkim sprzeciwiał, ale rozpaczliwie pani potrzebuje.
Czy sprosta pani tej sytuacji?
– Potrzebuję Mamoru bardziej niż on mnie. Jestem jego żoną i mam zamiar dzielić z nim życie, niezależnie od sytuacji.
– Brawo! Szczęściarz z niego, że ma taką żonę. Mam nadzieję, że niedługo w pełni to sobie uświadomi. – Doktor uśmiechnął się, całkowicie uspokojony.
Słuchając lekarza, Usagi czuła, jak ogarnia ją strach. Mamoru miał już dwa tygodnie na to, żeby odgrodzić się murem od świata, od niej. Nie zadzwonił przecież.
– Chciałabym go zobaczyć – powiedziała zdecydowanym głosem, podnosząc się z krzesła. – Dziękuję, że poświęcił mi pan tyle czasu, panie doktorze. Jestem panu wdzięczna za opiekę.
– Życzę pani powodzenia – lekarz wstał i uścisnął jej dłoń. – Za chwilę też zajrzę do pani męża. Porozmawiamy wtedy bardziej szczegółowo o dalszych zaleceniach. Zaniesie mu pani lunch? Nie ma takiego apetytu jak powinien, co jest zresztą zupełnie zrozumiałe. Innym się to nie udało, ale może pani nakłoni go do jedzenia.
– Spróbuję – przyrzekła niepewnym głosem.
– Czy mogę pani zadać osobiste pytanie?
– Oczywiście – wbiła w niego wzrok, zaskoczona napięciem, które wyczuła w jego głosie.
– Jak długo zna pani męża?
– Prawie cale życie. Dlaczego pan pyta?
– Cieszę się, że małżeństwo państwa nie jest wynikiem krótkiej, szalonej miłości. Przynajmniej ma pani świadomość, co panią czeka. – Spod wpół przymkniętych powiek obserwował ją, gdy wychodziła z gabinetu.
Usagi weszła do separatki, niosąc tacę z lunchem.
– Tacę proszę zabrać tam, skąd została wzięta – rozległ się znajomy niski głos. – Wychodzę za chwilę ze szpitala i wszystko się zmarnuje. Można ją dać temu nieszczęśnikowi z sąsiedniego pokoju. On jest na diecie lekkostrawnej, ja nie.
Ten wybuch niezadowolenia sprawił, że nie odważyła się przyznać, kim jest. Powoli przeszła
przez pokój tak mały, że niemal otarła się o męża.
– Powiedziałem, że nie jestem głodny! Na litość… – nagle przerwał i uniósł głowę, natężając uwagę. Odwrócił się i ciągnął dalej ściszonym głosem, z roztargnieniem przeczesując włosy ręką. – Te perfumy… Przez moment myślałem…
Ręce drżały jej tak, że filiżanka zabrzęczała na spodku, a pokrywka zsunęła się z talerza. Ostrożnie postawiła tacę na stoliku przy łóżku. Odwróciła się i spojrzała na jedynego mężczyznę, którego kochała. Ubrany był w jedwabną piżamę i szlafrok koloru kawy. Czy to jakiś kolega lub pracownik przywiózł je z farmy? Czy były w jego guście? A może kupiła je jedna z sekretarek?
Jej pewność siebie zachwiała się, gdyż właściwie wcale nie znała tego Mamoru, który mieszkał w Hong Kongu. Listy i telefony dostarczyły jej ledwo strzępów informacji o jego życiu codziennym i przyzwyczajeniach. Jego wygląd niewiele się zmienił, co było dla niej
pewnym zaskoczeniem. Usta nabrały cynicznego wyrazu, a bruzdy wokół nich pogłębiły się. Pozostał jednak pięknym i pociągającym mężczyzną. Widać było, że uparł się przy samodzielnym goleniu. Tu i ówdzie dostrzegła resztki zarostu, co przedtem, przy
jego dokładności, nigdy się nie zdarzało. Miał dłuższe włosy i stracił nieco na wadze, przez co wyglądał dość chłopięco przy swoich trzydziestu jeden latach. W oczach Usagi był ideałem, jak dawniej. Akurat pakował się i zaczęła go z uwagą obserwować. Upychał wszystko bez ładu i składu w walizce. Zaklął, gdy część rzeczy spadła z łóżka na podłogę.
Ze ściśniętym sercem patrzyła, jak obmacuje dłonią krawędź łóżka, i opada na kolana, by je podnieść. Nieświadomie zrobiła ruch, jakby chciała mu pomóc. Odrzucił do tyłu głowę i mimowolnie wstrzymała oddech. Jego oczy utkwione były w przestrzeń – piękne, aksamitnie granatowe i złe! Nie mogła uwierzyć, że jej nie widzi.
– Czego, do cholery, pani chce?! To na pewno nie Kosho- san. Ona już wie, że nie można mnie zmusić do jedzenia – rzucił tak oschle, że zadrżała.
Szybko obrzuciła go wzrokiem i nie dostrzegła żadnych śladów po ranie. Doktor powiedział,
że mikroskopijny odłamek przebił czaszkę za linią włosów. Siła walącej się masy gruzu spowodowała jedynie małą rankę. Na dodatek jego opalenizna nadawała mu zdrowy wygląd i mogła zwieść każdego, kto nie wiedział, że jest śniady przez cały rok. Usagi nie dała oszukać się pozorom. Była pewna, że szok po wypadku jeszcze nie minął.
– Czy już się napatrzyłaś, kimkolwiek jesteś?!- warknął na nią, aż podskoczyła. – Czy nie wiesz, że to niegrzecznie gapić się na ślepca?
Usagi była przerażona. Nie poznawała człowieka, który mówił głosem Mamoru. Poczuła krople potu na czole i postanowiła wziąć się w garść. Nie mogła pozwolić sobie na słabość.
– Mamo- chan? – zaczęła niepewnie.
– Mój Boże, to rzeczywiście ty – wyszeptał chrapliwie, całkowicie zaskoczony. W jego głosie kryło się, na razie trudne do określenia, uczucie. Gdy wstawał, wokół jego ust pojawiła się bladość. Z trudem wymówił jej imię, jakby ledwo zdołał odszukać je w najdalszych
zakamarkach pamięci. Jednak nadał mu ciepłe brzmienie, zdradzając głębię swych uczuć. Należało to zapamiętać. Usagi szybko podbiegła do niego.
– Tak, to ja. Miałeś przyjechać do Tokio i nie zjawiłeś się, ale wybaczam ci, biorąc pod uwagę
okoliczności – zdążyła wyszeptać, zanim zarzuciła mu ramiona na szyję. Całowała go gorączkowo, jakby chciała wyładować napięcie, w którym żyła przez ostatnie dwa dni. Stał sztywny i wyprężony. Nie zastanowiła się przedtem nad jego ewentualną reakcją. Nagle poczuła, że ją odpycha i chowa się za łóżko. Uderzył się o dźwignię służącą do podnoszenia
i opuszczania wezgłowia. Zaklął znów, a jego pierś unosiła się, jakby z trudem chwytał powietrze.
– Co tutaj robisz, Usako? – spytał z zimną nienawiścią w głosie.
– Czy takie pytanie zadaje się żonie – przerażona, z trudem przełknęła ślinę.
– Wiesz, że nie chciałem, byś tu przyjeżdżała. Napisałem wszystko w liście – wepchnął ręce do kieszeni i stał nieruchomo jak wykuty w skale.
– W jakim liście? – przysunęła się do niego. Czuła, że serce wali jej jak młotem.
– List podyktowałem sekretarce. Zapewniła mnie, że go wyśle.
– Mamo- chan, nie dostałam twojego listu. Przysięgam.
Zapadła cisza. Mamoru chyba zastanawiał się nad szczerością jej słów.
– Nawet zakładając, że mówisz mi prawdę, w ogóle nie rozumiem, dlaczego tu jesteś. Zgodnie z umową ja miałem się skontaktować z tobą.
– Doktor zadzwonił do Saitou- kun wczoraj rano i powiedział mu o wypadku. Saitou- kun
natychmiast porozumiał się ze mną i jak tylko załatwiłam sprawy związane z wyjazdem, wsiadłam w pierwszy samolot. – Twarz bruneta poszarzała.
Zbielałymi palcami kurczowo ściskał oparcie łóżka.
– Dlaczego nie powiadomiłeś mnie o tym, co się stało? Dlaczego nie mogłam dzielić z tobą twojego nieszczęścia? Wiesz, że przyjechałabym od razu.
Wzięła go za rękę. Delikatnie uścisnęła jego palce, ale wyszarpnął dłoń i odsunął się. Sprawiło jej to ból, gdyż nigdy przedtem jej nie odtrącił.
– Nie powinnaś była przyjeżdżać – wymamrotał ponuro. Jego dłoń poruszyła się nad otwartą walizką, jakby miał zamiar czymś rzucić ze złości. – To był list polecony. Knowania doktora, nawet jeśli płynące z dobroci serca, sprawiły, że zjawiłaś się tu, nim go otrzymałaś. Wyjaśniłem w nim, dlaczego nie chcę cię więcej widzieć, a nasze małżeństwo nie ma sensu.
– No, ale teraz, kiedy już tu jestem, możesz mi o wszystkim sam powiedzieć – westchnęła głęboko, starając się za wszelką cenę zachować spokój. Obserwowała jak usiłuje odnaleźć uchwyt walizki. Na skroniach pulsowały mu nabrzmiałe żyły a bladość wokół ust jeszcze się pogłębiła.
– Jedź do domu. Tu nie masz nic do roboty- opuścił wieko walizki, ale nie mógł jej zamknąć,
wysunął się uchwyt nesesera z przyborami do golenia. Choć spodziewała się zmian w jego zachowaniu, nie była przygotowana na tyle zimnego okrucieństwa. Stał się odpychającym, bezwzględnym człowiekiem. Pomyślała, że gdyby jeszcze raz spróbowała go dotknąć, pewno odepchnąłby ją z całej siły.
– Tu jest mój dom – szepnęła. – Trzy tygodnie temu wzięliśmy ślub i na dowód tego mam obrączkę. O ile sobie dobrze przypominam, część przysięgi brzmiała – na dobre i na złe, w chorobie i zdrowiu, póki śmierć nas nie rozłączy.
– Jestem niewidomy, Usako. Tego przysięga nie uwzględnia.
– Ale żyjesz! – starała się zapanować nad uczuciami. – Kiedy usłyszałam, że miałeś wypadek, liczyło się tylko to, że nie zginąłeś. Straciłeś wzrok, ale z tym możemy sobie poradzić. Pomogę ci. Zrobiłabym wszystko dla ciebie.
– Mylisz się – stwierdził, międląc pod nosem przekleństwo. Stał wyprostowany, z zaciśniętymi pięściami przy łóżku. Kto inny już dawno by go posłuchał i uciekł jak najdalej. – My nie istniejemy jako para. Powtarzałem doktorowi- żadnych odwiedzin.
– Żona chyba nie należy do tej samej kategorii co inni – upierała się przy swoim. – Dlaczego nie powiedziałeś, że jesteś żonaty? Czy masz tak mało wiary we mnie, by myśleć, że skompromituję cię przy twoich znajomych i kolegach?
– To nie było powodem i sama o tym wiesz – w ruchu, jakim przeczesał dłonią włosy, widać było rozpacz i bezradność. – Nigdy nie zrozumiesz.
– Pomóż mi! Kocham cię. Pozwól, bym nadal była dla ciebie żoną – błagała, obchodząc dookoła łóżko, by podejść do niego.
– Przestań. Wypadek wszystko zmienił – oczy Mamoru zwęziły się.
– Twoją miłość do mnie również?
Na mgnienie oka jego twarz wykrzywił grymas bólu.
– Nie jestem już tym mężczyzną, za którego wyszłaś za mąż. Utrata wzroku zmienia stosunek do życia pod każdym względem. To tak, jakby się człowiek po raz drugi urodził. Muszę iść swoją drogą. Sam. Przykro mi, że list doszedł zbyt późno i nie uniknęłaś tej
niepotrzebnej podróży.
– Niepotrzebnej!? – ogarnęła ją fala gniewu. – Nie zmienisz tego, że jesteśmy małżeństwem. List nie ma znaczenia, bo już tu jestem. Nie zrezygnuję z małżeństwa, które się nawet nie zaczęło.
– I nie zacznie. – Zdecydowanie w jego głosie wykluczało dalszą dyskusję. – Po południu przenoszę się ze szpitala do swojego mieszkania. Dla ciebie zamówię taksówkę na lotnisko. Pierwszym samolotem odlecisz do Tokio.
– Nie mówisz tego poważnie.
– Nigdy w życiu nie mówiłem bardziej poważnie niż teraz – jego oschłość pozbawiła ją wszelkich złudzeń. Stał wyprężony z gniewnie zaciśniętymi szczękami.
– Następny lot jest dopiero rano – powiedziała pierwszą rzecz, która jej przyszła do głowy, by zyskać na czasie. – Jeżeli jednak tak zależy ci na tym, by się mnie pozbyć, wezmę taksówkę do hotelu.
– Nie. Nie pozwolę na to, byś sama mieszkała w hotelu. Nie znasz Hong Kongu. Poza tym jesteś stanowczo zbyt piękna – sprzeciwił się, zupełnie niespodziewanie. Drapał się po karku, mrucząc do siebie niezrozumiale.
– Wygląda na to, że nie pozostaje mi nic innego, jak wziąć cię ze sobą. Rano zamówimy taksówkę na lotnisko.
– Mamoru, mam dwadzieścia trzy lata. Jestem kobietą a nie dzieckiem, za które możesz decydować – wymknęło się jej, nim zdążyła się zastanowić, co mówi.
– A mężczyzna, za którego wyszłaś za mąż nie istnieje – zmarszczył groźnie brwi, pomaszerował do łazienki i zatrzasnął za sobą drzwi.
– Przestań litować się nad sobą! – krzyknęła za nim ze złością.
– Chiba- san?
Usagi okręciła się pięcie. Z pałającymi policzkami, rozdygotana, znalazła się twarzą w twarz z doktorem.
– Czy mogłaby pani wyjść na korytarz? Chciałbym z panią zamienić parę słów.
Usagi wyszła z pokoju i ciężko oparła się plecami o ścianę. Spotkanie pozbawiło ją wszelkich
sił. Czuła się wręcz chora.
– Pewno słyszał pan, jak się kłóciliśmy – wyszeptała, kryjąc twarz w dłoniach. – Wstyd mi, że straciłam panowanie nad sobą. Ale on nie pozwala mi zbliżyć się do siebie i na chwilę zapomniałam, że jest niewidomy. Myślałam tylko o tym, że chce zniszczyć naszą miłość.
– Spodziewałem się tego. Musi pani zrozumieć. Jeszcze nie pogodził się z utratą wzroku. Wierzy, że już nigdy nie będzie widział. To wszystko i zaskoczenie pani przyjazdem sprawiło, że reaguje w ten sposób.
– Jak długo tak będzie? – Usagi uniosła głowę. – Jestem jego żoną. Bardzo go kocham.
– Chciałbym mieć dla pani gotową odpowiedź, ale to niemożliwe. Musi mu pani dać więcej czasu.
– Mój czas niedługo się skończy. Mamoru oczekuje, że jutro rano polecę do Tokio.
– Dzisiejszy dzień dopiero się zaczął – próbował ją uspokoić. – Co zamierzacie zrobić po wyjściu ze szpitala?
– Mamoru mówi, że pojedziemy do jego mieszkania. Miałam nadzieję, że zabierze mnie do posiadłości. Kiedy pomyślę, jakie mieliśmy plany… – głos jej załamał się. Gwałtownie zamrugała oczami, nie mogąc powstrzymać łez.
– Proszę nie rezygnować z planów. To dopiero pierwszy dzień. I proszę pamiętać, że ja tu jestem. Wraz z historią choroby i lekarstwami na uśmierzenie bólu zostawiłem numery telefonów, pod którymi może mnie pani zastać. Przełożona pielęgniarek, Kosho- san, ma
duże doświadczenie w pracy z niewidomymi. Będzie mogła służyć radą, gdy przyjdzie czas, by nauczyć męża samodzielnego wykonywania codziennych czynności. Musi pani do niej zadzwonić i umówić się na wizytę.
Usagi przygładziła niesforny kosmyk włosów. Nie mogła myśleć o czymkolwiek poza jutrzejszym rankiem, kiedy zgodnie z planem miała znaleźć się w samolocie do Tokio. Nie powiedziała jednak o tym lekarzowi.
– Dziękuję jeszcze raz, panie doktorze. Bardzo mi pomogła ta rozmowa.
– Życzę szczęścia – poklepał ją po ramieniu.
Usagi zatrzymała wzrok na jego oddalającej się sylwetce, nim wsunęła się z powrotem do separatki. Kiedy rozmawiała z doktorem, pielęgniarz pomógł Mamoru ubrać się w jeansy i czarną koszulę.  Teraz, kiedy po wypadku stracił na wadze, wydał się jeszcze przystojniejszy i wyższy niż dawniej. Mimo surowości malującej się na twarzy, wyglądał wspaniale.
– Mamoru?
– Gdzie byłaś?
Może w rozpaczy sama stwarzała sobie złudzenia, ale odniosła wrażenie, że odrobina zaniepokojenia łagodziła szorstkość jego głosu.
– Doktor chciał się pożegnać i życzyć nam powodzenia na przyszłość. – Zacisnął usta, ale
nic nie powiedział, więc ciągnęła dalej. – A co z lunchem? Nie zjesz nic przed wyjściem?
– Jak mam cię przekonać, że teraz udławiłbym się najmniejszym kęsem?
– Czy masz coś przeciwko temu, że ja zjem? Nic nie jadłam od wczorajszego popołudnia. Wstyd się przyznać, ale nie czuję się dobrze – tłumaczyła. Nasiliły się zawroty głowy, które miała w czasie rozmowy w korytarzu. Opadła na jedno z krzeseł stojące obok szafy. Na dodatek ogarnęła ją fala nudności i po chwili była zlana potem.
– Usako?
Tym razem niepokój w jego głosie nie był tworem jej wyobraźni. Nie czuła się jednak na siłach, by odpowiedzieć. Odnalazł ją po omacku. Jego ciepła dłoń przesunęła się po jej głowie i zatrzymała na karku.
– Masz lepką skórę. Schyl głowę między kolana.
Usagi posłuchała jego rady, zbyt słaba, by samej zastanawiać się nad tym, co należy zrobić. Kiedy zniknął szum w uszach, uniosła głowę. Rozkoszowała się dotykiem jego ręki. Zanurzył palce w jej włosach i delikatnie masował głowę.
– Już lepiej? – był tak blisko, że widziała drobne zmarszczki wokół ust. Przytaknęła ruchem głowy, nim zdała sobie sprawę, że jej nie widzi. Na chwilę o wszystkim zapomniała.
– Tak. O wiele lepiej. Dziękuję.
– Nie ruszaj się – ze wzruszeniem patrzyła, jak szuka drogi do stołu, by przynieść coś do zjedzenia.
Po paru próbach wrócił ze szklanką soku pomarańczowego. Usagi wzięła ją z jego ręki i duszkiem wypiła wszystko. Sok był ciepławy, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Wkrótce poczuła, że siły jej wracają.
– Dziękuję.
– Dlaczego, na litość boską, nie zjadłaś nic w samolocie – spytał, kucając przy niej. Odnalazł jej ramię i przesunął dłoń w dół do przegubu, by wyczuć puls. Przez jej ciało przebiegło drżenie.
– Prawdopodobnie z tego samego powodu, dla którego ty nie zjadłeś lunchu. – Zdusiła w sobie chęć, by przytulić jego głowę do piersi. – Czuję się już dobrze.
– Musisz coś zjeść. Poproszę o jeszcze jeden lunch.
– Nie. Skończę ten. Nie róbmy już więcej kłopotu – stanęła na niepewnych nogach. Z niechęcią wysunęła ramię z jego dłoni. Chwiejnym krokiem podeszła do stołu i zaczęła jeść rogalika z kurczakiem. Mamoru podniósł się. Z obcą mu przedtem niepewnością usiłował znaleźć telefon wiszący na ścianie. Zaklął, gdy strącił na podłogę słuchawkę. W końcu udało mu się połączyć z centralą szpitala i zamówić taksówkę. Potem zadzwonił raz jeszcze. Nie mówił po angielsku i domyśliła się, że to chiński, którym wydawał się posługiwać. Odkładał słuchawkę w momencie, gdy w drzwiach pojawił się pielęgniarz.
– Jesteśmy już gotowi, Chiba- san. Wózek inwalidzki stoi za panem.
– Mogę wyjść stąd na własnych nogach. – Usagi zauważyła, że dłonie Mamoru zacisnęły się w pięści.
– Wiem, co pan czuje, ale taki jest regulamin szpitala.
– Mamoru! – Usagi wtrąciła, nim rozmowa mogła zmienić się w kłótnię. – Przyjechałam tu bezpośrednio z lotniska i zostawiłam bagaże w holu. Zejdę, żeby je zabrać. Spotkamy się przy głównym wejściu.
– Ile rzeczy przywiozłaś?
– Wszystko, co posiadam – wyrecytowała z zamkniętymi oczami.
Jego oczy płonęły gniewem. Już otwierał usta, chcąc coś powiedzieć, ale wymknęła się z pokoju, żeby go nie słyszeć.
Całą drogę przypominała sobie, jak ojciec tłumaczył jej, że Mamoru ma jeszcze większy skarb niż swój wzrok, a mianowicie jej miłość. Łatwo mu było to mówić. Po śmierci matki, jej ojciec wychowywał ją i jej brata całkiem sam. Po śmierci matki już nigdy nie zapełniła się pewna pustka w sercu, lecz byli szczęśliwą, ciepłą rodziną. Usagi wiedziała jednak, że w przypadku Mamoru sama miłość nie wystarczy.

 

Reklamy

6 thoughts on “I try. I

  1. Ojej, widzę, że zaczęłaś coś całkiem nowego, innego. Jest nawet moja ulubiona para 😉 strasznie szkoda mi Mamoru; musi mu być strasznie ciężko 😦 no i Usagi.. wygląda, że jest silną kobietą… mam tylko nadzieję, że się nie podda i wytrwa przy Mamoru 😉 i proszę: za żadne skarby nie wciskaj tu Diamonda xd

  2. Bardzo dobrze oddajesz wszystkie emocje, naprawdę aż żal ściska serce czytając tą opowieść. Będę niecierpliwie czekać na dalsze części, a teraz pozdrawiam i życzę dużo weny 🙂

  3. Opowiadanie świetne, ale osobiście uważam, że Sekret jest jeszcze lepszy; sposób oddania emocji w rozdziale III jest niedościgniony. Życzę dużo weny!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s