Dzika Orchidea. III

O święty Barnabo…xD przebrnęłam wreszcie przez ten rozdział, a on nie jest zdecydowanie dla dzieci. Chyba przeszłam samą siebie. Będziecie mnie nienawidzić.

~

Zmęczona po wyczerpującym dniu Usagi, wylegiwała się późnym popołudniem w parującej wodzie, zapachu liczi i białej herbaty. Nieśpiesznie sunęła opuszkami palców po porcelanowych brzegach dużej wanny. Na tą chwile czekała cały dzień. Przymykając lekko powieki, wsparła tył głowy o puszysty ręcznik. Przeciągnęła się zrelaksowana, mrucząc przy tym jak leniwa kotka. Czuła ogarniającą ją z każdej strony przyjemność. Przeniosła się w ponadrzeczywisty świat, odbierając wszystkimi zmysłami przyjemne ciepło, unosiła się ponad chmury. Potem gdzieś w dal, skacząc do nieskończonej nicości ogarniającej ze wszystkich stron. Wtem piękna bańka iluzji pękła, gdy poczuła ciepłą męską dłoń między swymi udami. Brunet delikatnie gładził jej wrażliwą skórę.

– Ile czasu jeszcze spędzisz w tej wannie?- Mamoru pochylając się nad nią pocałował delikatnie w czoło.

– Nigdy nie mam dość.- Uśmiechając się do niego, stopniowo wybudzała się z sennej narkozy.- Kiedy zamykam oczy czuje jak ciemność uśmierza ból. Wspinam się coraz wyżej i jestem wtedy wolna.

– To tak jak tajemnicze pudełka. Otwierasz jedno, a w środku znajdujesz drugie. Otwierasz następne i znów nic. Kiedy chcesz się poddać docierasz do ostatniego.- Mówił szeptem nadal głaszcząc jej ciało. Blondynka coraz ciężej oddychała.

– Mamoru?

– O co chodzi, skarbie?- Pytając zaczął rozpinać powoli kolejne guziki swojej ciemnej koszuli.

– Zastańmy jutro w domu.- Przesunęła się w jego stronę, kładąc ręce na białych krawędziach. Spora część wody wylała się na podłogę.

– Nie mogę. – Odpowiedział, jednocześnie całując ją w usta.

– Dlaczego?- Zapytała zawiedziona.

– Umówiłem się jutro z chłopakami na kolacje.

– Przesunięcie to na inny dzień.- Przeczesała mokrą dłonią jego czarne włosy.

– Nie mogę.- Odpowiedział bardzo powoli, dobierając ostrożnie każde słowo. Nie zwracając uwagi na jej ciche protesty wstał rozbierając swoje spodnie wraz z bokserkami. Usadawiając się w skwarze strumienia chwycił ją w pasie, sadzając sobie na swoich kolanach. Blondynka otoczyła go mocno nogami. Woda była lekko letnia, lecz ich ciała były na tyle rozgrzane, że nie było to żadną przeszkodą. Brunet ujął jej twarz w dłonie namiętnie całując. Nieśpiesznie i bardzo powoli pieścili siebie nawzajem. Nie było na ich ciele miejsca, które nie byłoby wrażliwe na każdą pieszczotę, pocałunek. Długo później leżeli w swoich ramionach, żadne z nich nie chciało przerywać milczenia. Nie musiało, tak było idealnie.

~

Mój świat zmieniał się z każdym chwilą, ale to mnie wcale nie zatrzymywało. Wydawało mi się, że wszystko wiem. Wszystko, czego pragnę, już mam. Mój Boże, czasem nie wiem, dlaczego on mnie tak kocha.

Usagi weszła do sypialni w czarnym, jedwabnym szlafroku z dwoma kieliszkami wina w dłoniach. Brunet jak zwykle uzupełniał dokumenty, potrzebne do szpitala. Leżał wygodnie na łóżku, opierając się o duże, czerwone poduszki. Blondynka wolnym krokiem ruszyła w głąb pomieszczenia, aby przysiąść na brzegu miękkiego  materaca. Była z nim szczęśliwa. Kochał swoją pracę, a ona bardzo go za to podziwiała. Czasem jednak było jej ciężko. Starała się go pojąć, wspierać jak tylko mogła, ale przychodziły takie dni, kiedy wracała do wspólnego mieszkania, a ukochanego wciąż nie było. Wtedy brak było zrozumienia. W tej chwili inne myśli zaczynały zaprzątać jej umysł. Z ciężkim westchnieniem oparła głowę o ramię narzeczonego, podając mu do ręki naczynie wypełnione alkoholem. Mamoru odłożył papiery na kolana, aby móc przytulić ją do siebie.

– Wyobrażałam sobie nasze wspólne życie. – Przerwała ciszę panującą między nimi. – Duży dom na przedmieściach, może dwójka dzieci.- Przymknęła powieki, rozkoszując się tą fantazją.

– Rozumiem, że chcesz zostać kurą domową?- Zaśmiał się cicho brunet mocząc usta w trunku. Złotowłosa lekko szturchnęła jego ramie z ukrywanym uśmiechem na ustach.

– Oczywiście, że nie. To jeszcze nie jest idealnie rozpracowany plan przyszłościowy.

Mężczyzna ponownie się roześmiał. Ona zamknęła oczy bardziej wtulając się w ciemnowłosego. Poddała się otaczającej, wymyślonej wizji szczęścia oraz uczuciu bezpieczeństwa, które dawały jej jego ramiona.

~

Odrobina ognia, lekki wstyd. Powtarzałam ciągle sobie, że nie ma szans abym tam poszła. Nie ma.

Złotowłosa podpierając się o ciemne posłanie, przypatrywała się papierowej chusteczce z adresem białowłosego. Chwytając ją w dłonie przewróciła się na plecy. Z głośnym sykiem wypuściła powietrze z ust. Gotowa do wyjścia, zastanawiała się czy nie powiedzieć o wszystkim narzeczonemu. Potrząsnęła mocno głową. Nie mogła tego zrobić. Spotkanie w kawiarni było za bardzo intymne, zbyt poufałe. Jeśli odważyłaby się na rozmowę, musiałaby ukryć pewne wstydliwe fakty. Za wiele pozwoliła w te popołudnie nieznajomemu mężczyźnie. Z transu wyrwał ją delikatny dotyk czegoś wilgotnego na łydce. Spojrzała w dół, aby spotkać wielkie, czarne ślepia spoglądające na nią z zaciekawieniem. Usagi poklepała psa lekko po łbie.

– No kochanie.- Zwróciła się do niego.- Powiedz coś. Zatrzymaj mnie.- Blondynka zakryła ręką twarz, aby zachichotać cicho z siebie. Prosiła zwierze o poradę. To chyba oznaczało koniec. Z drugiej zaś strony mogła zadzwonić po Rei pozwalając zabrać się do jakieś baru, a tam upiłyby się razem do nieprzytomności. Z letargu wyrwał ją jakiś hałas przy drzwiach. Mamoru wszedł do sypialni, szukając swojej marynarki. Podnosząc ją z krzesła, spojrzał w lustro toaletki. Poprawiając guziki ciemnej koszuli zastygł w bezruchu. Czarna kusa sukienka sięgająca do połowy zgrabnego uda, właściwie niczego nie zakrywała na ciele blondynki. Pasek koronkowych pończoch wyłaniał się spod ciemnego materiału, jak dla niego zbyt prowokująco.

– Wybierasz się gdzieś?- Uniósł pytająco brew.

– Nie wiem, może z Rei na drinka.

– Wyglądasz ślicznie.- Podszedł do niej. – Tylko nie podrywaj za dużo facetów.- Usagi zaśmiała się na to słodko. Pochylając się nad nią, położył ręce obok twarzy.

– Spóźnisz się.- Szepnęła.

– Już mnie wyganiasz?- Spojrzał na zegarek.- Mam jeszcze dziesięć minut.- To bardzo dużo czasu, a ona wyglądała niezwykle seksownie.

~

Przez okno taksówki podziwiała roztańczone światła ulicznych latarni, oświetlające ciemne zakątki miasta. W spoconych palcach ściskała serwetkę z adresem. Powinna jechać do Mamoru, aby chociaż na chwilę go zobaczyć, wtulić się w niego. Być pewną, że na jego widok zawróci natychmiast do domu. Rzucając okiem na szybę samochodu, rozpoznała aleję gdzie mieściła się restauracja, do której wybrał się dziś wieczorem z przyjaciółmi. Pojazd nagle zatrzymał się na skrzyżowaniu, dając okazję do ucieczki. Nie uczyniła jednak tego. Ile razy przeklinała kobiety, które nie potrafiły zapanować nad własną chucią, tracąc rodzinę, dzieci, wspaniałego męża. Gdyby ktokolwiek parę miesięcy temu powiedział jej, że będzie jeździć na schadzki do obcego mężczyzny, zaśmiałaby mu się w twarz. Mamoru był przecież idealny. Właśnie, zbyt perfekcyjny i to był jego główny błąd. Wszystko traktował z takim spokojem, opanowaniem. Nic nie było wstanie go wyprowadzić z równowagi. Jeszcze niedawno, kiedy wczesnym rankiem pierwsze promienie słoneczne wdzierały się do pokoju, ona obserwowała twarz bruneta zastanawiając się jak mogłaby go oszukać. O ironio losu, właśnie to robiła. Kierowca ruszył ze świateł z lekkim piskiem opon. Przetarła mokre od potu dłonie o czarną sukienkę, chowając chusteczkę do kieszeni płaszcza. Oparła czoło o zaparowane okno.

– Już jesteśmy.- Odezwał nagle się taksówkarz, obracając się w stronę jasnowłosej.

– Tak?- Zapytała nieprzytomnie, zerkając na dzielnicę, w której się znaleźli. Samochód zatrzymał się przed białą kamienicą. Włożyła rękę do ubrania, by podać świstek banknotu mężczyźnie. Wysiadając z pojazdu, stanęła w opuszczonej uliczce miasta. Transport dawno odjechał, a droga do mieszkania była za długa. Postanowiła, że przynajmniej porozmawia z białowłosym Zamieni z nim kilka słów, obiecywała, choć nie do końca ufała sobie w takim stanie. Powolnym krokiem pokonywała kolejne piętra starego budynku. Zatrzymując się na właściwym, zastanawiała się, do którego lokum zapukać. Ruszyła w stronę wiśniowych, wysokich drzwi po prawej stronie. Gdy chciała w nie zastukać ręka zatrzymała się w bezruchu. Poczuła czyjąś obecność za plecami. Obróciła się gwałtownie chcąc uciec, lecz nieznajomy przycisnął ją do muru, kładąc palec na jej rozchylonych ustach. Kiedy był pewien, że blondynka się uspokoiła, wysunął ze spodni klucze. Otwierając mieszkanie, odsunął się w bok wpuszczając Usagi do środka. Przekroczyła próg przystawając w miejscu. Białowłosy zamknął za sobą drzwi, oczekując, iż kobieta przejdzie w głąb apartamentu. Ta jednak wciąż stała w holu, podziwiając przestronne, staromodnie urządzone wnętrze. Patrzył na nią przenikliwie, nie poruszając się. Czekał na jej pierwszy ruch.

– Nie wiem, co tutaj robię.- Przerwała panującą między nimi ciszę.

– Wspominałem, wtedy w kawiarni, że to przyciąganie. Czułem, że się pojawisz. Jednak się nie myliłem. Nie lubię się mylić.- Oparł rękę o ścianę, drugą trzymając w kieszeni szarych spodni. Od twarzy jasnowłosej dzieliło go parę centymetrów.- Może rozbierzesz te ubrania.- Dodał.

– Ja…- zająknęła się speszona.

– Tak?

– Zdałam sobie sprawę, że właściwie nic o tobie nie wiem. Nie znam nawet twojego imienia.- Powiedziała w końcu.

– Ty nie jesteś dla mnie nieznajoma. – Pokręcił głową z dezaprobatą.- Wiem o tobie wszytko, co chciałbym wiedzieć.

– Nic o mnie nie wiesz. – Przyglądała się jego przystojnej twarzy.

– Oczywiście, że wiem.- Pochylając głowę, zaczął się bawić guzikiem jej czarnego płaszcza.- Jesteś piękna. Lubisz wpadać na nieznajomych mężczyzn i jesteś z kimś, kto Cię uszczęśliwia.

– Chyba za  bardzo i to jest problem.- Mężczyzna uśmiechnął się pobłażliwie.

– Naprawdę.

Odsunął się od ściany podchodząc do metalowego stolika. Nalał sobie whisky do szklanki, ciągle nie spuszczając wzroku z jasnowłosej . Głośno wdychając leniwie usiadł na skórzanym fotelu.

– Zdajesz sobie sprawę, że myślę o tobie ciągle od czasu naszego ostatniego spotkania. To nie jest jednorazowy skok.- Zanurzył usta w alkoholu, a jego fioletowe oczy błysnęły nieznanym blaskiem.

– Więc ściągnij ten płaszcz i chodź tutaj. – Jego głos był ochrypły z emocji, unoszących się w powietrzu. Blondynka bez pośpiechu odwiązała pas ze swojego wierzchniego odzienia, pozwalając mu ciężko upaść na ziemię. Z ostrożnością zbliżyła się do białowłosego, zatrzymując się naprzeciwko. Odłożył kieliszek z powrotem na miejsce. Ujął jej dłoń w swoją, głaszcząc zgrabne palce. Wtem przyciągnął ją mocno do siebie, sprawiając, że usiadła mu na kolanach. Jej złote loki rozsypały się na jego twarzy. Spokojnym ruchem, opuszkami palców przejechał linię ust blondynki, aby znaleźć drogę do pełnych piersi.

– Ile mężczyzn w życiu mówiło Ci, że jesteś zjawiskowa?- Ona na to tylko jęknęła, oblizując miękkie wargi.

– Odepnij mój pasek.- Szepnął do jej ucha. Usłyszawszy te słowa, czuła jak oblewa ją zimny pot, lecz tylko na chwilę, bo gdy tylko wyczuła dłonie pod krótką sukienką, całkowicie straciła kontrolę.

– Moje majtki, ściągnij je.- Spojrzał na nią zamglonym wzrokiem.- Zrób to. – Powtórzyła prośbę.

Mężczyzna wsunął rękę dalej, aby rozerwać czarne, koronkowe figi. Ciężko oddychając ujęła jego twarz przypatrując się mu z bliska, chcąc się jeszcze wycofać. Nie było jej jednak dane przerwać, bowiem poczuła jak miękkie usta stykają się z szorstkimi wargami. Momentalnie rozsypała się, chłonąc go całą sobą.

~

– Jezu.- Czerwony notes wypadł z rąk Mamoru z łoskotem. Siedział w miejscu jak skamieniały. To, czego się dowiedział przeszło wszelkie oczekiwania. Takiej Usagi nie znał nikt. To, co wydawało mu się najbardziej śmieszne, że wcale jej o to nie obwiniał. To wina tego mężczyzny, który ją dotknął. Dotykał ciała Usako. Kiedy ta myśl doszła do niego, poczuł niespodziewany dotąd gniew. Podnosząc się w górę przewrócił niski stolik z całą zawartością na podłogę. Odgłos tuczącego szkła przywrócił go do rzeczywistości. Osuwając się na fotel, schował twarz w dłoniach. Po pomieszczeniu rozszedł się głośny, ironiczny śmiech.

Reklamy

12 thoughts on “Dzika Orchidea. III

  1. widzę że jest wreszcie kolejny rozdział i muszę się zgodzić z tobą ten rozdział nie jest dla dzieci 🙂 no to czekam teraz niecierpliwie na ciąg dalszy i pozdrawiam 🙂

  2. Czytałam ten rozdział z rozdziawionymi ustami połykając chciwie każdy wyraz… Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału 😀

  3. W końcu trafiam na coś z ‚rozdziałem dla dorosłych’, a raczej na opowiadanie, które nie tyle ma w sobie jakieś sceny erotyczne, co jest pisanie w stylu, który mogę nazwać dorosłych. Jednym zdaniem, nie ma tu dziecinady. Bardzo podoba mi się lekkość z jaką przechodzi się poprzez poszczególne części tekstu. W pewnym momencie zwyczajnie nie zwracałam już uwagi gdzie jestem i dochodząc do końca byłam wręcz zadziwiona. Płynne dialogi od razu wywołały u mnie uśmiech na twarzy, bo uwielbiam, gdy są pisane z jakiegoś głębszego powodu niż zapchania tekstu o kilka linijek więcej. No i nie ma ich w ilościach nadprogramowych! Szlag mnie trafia jak widzę dziewięćdziesiąt procent opowiadania spowitego w durne dialogi bez przekazu. A tu jest i przekaz i właściwe proporcje. No, to uśmiech na wieczór mam zapewniony i dziękuję 🙂
    Zapraszam na: http://www.disenchanted-prince.blogspot.com

  4. O święty Barnabo, nie pisz tak więcej, bo moja wewnętrzna bogi siedząca na kwiecie lotosu zacznie się irytować;D
    Takiej Usagi nie znał nikt, nie znałam i ja;P „czwana” bestia;p
    „Wiosna, to najcięższa pora roku…” nucę pod nosem:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s