Deszczowe dni.

To takie moje przemyślenia na temat odczuć Usy, kiedy Galaxia zabrała ziarno Mamoru, a on się nie odzywał.  Może za bardzo przesadzone, ale hej to tylko moja fantazja. 😀

To też taki mały prezent i przerywnik, między rozdziałem, który obiecuje pojawi się w następnym tygodniu. Chciałam także zobaczyć jak sprawdzę się w jednorazówce. To moja pierwsza, więc nie bić za mocno, co najwyżej można przeciorać po ziemi. 😀 Do następnego.

~

To już dwa miesiące, dwanaście godzin i pięćdziesiąt sekund, odkąd mnie opuściłeś. Do tej pory nie potrafię zasypiać sama, lecz słowa miłości nabierają wreszcie sensu.

Wpatrywałam się z żałością w cienie wolno tańczące na ścianach sypialni. Za oknami od dawna panowała parna, letnia noc. Na bezgwiezdnym niebie unosił się samotny księżyc. Byłam jego panią, więc jak ja musiał przetrwać mrok całkiem sam. Jasne płomienie świec rozstawionych na podłodze, rozświetlały białe wnętrza. Zwinięta w kłębek oparłam bezwiednie głowę na śnieżnobiałej poduszce, przyciskając do niej swój nos. Zaciągnęłam się głęboko aromatem męskim perfum, niczym nałogowy palacz, który wciąga dym papierosa. Jeden z płomieni zgasł, gdy niedaleko okna deszcz począł dudnić o blaszany parapet. Kropla za kroplą, wraz z nimi łzy płynęły bezwiednie z twarzy. Odkąd wyjechałeś zaczęłam przychodzić do twojego mieszkania każdego popołudnia, chłonąc zatrzymany tam po tobie zapach. Upajałam się widokiem naszego wspólnego zdjęcia, które leżało w sypialni. Pożyczyłam nawet stamtąd poduszkę, abyś nie był mi taki odległy. Znów tracę oddech, a słone krople nikną w miękkiej pierzynie. Modlę się o spokojny sen, a tymczasem przychodzi tylko bezsenność. Jestem bezradna w swoim smutku. Ogarnięta miłością do Ciebie, otumaniona nią. Czasem, kiedy wracam do domu czuje za plecami unoszącą się w powietrzu woń twojego ciała. Obracam się za siebie za każdym razem, wiedząc, że nie mogłeś wrócić. Teraz, kolejny wieczór pośród deszczu spędzam sama, znów uciekając w marzenia o miłości i słońcu, a ty jesteś światłem dającym mi życie.

Dlaczego prosiłeś mnie przez wyjazdem o rozmowy i listy? Nie bądź obłudny. Może chciałeś się ode mnie uwolnić? Co się z tobą teraz dzieje? Dlaczego nie odpowiadasz na moje wiadomości? Twój telefon milczy, a ja wraz z nim. Zapadam się w ruchome piaski, w otchłań bez dna. Ogarniający mnie mrok przeraża. Pod łóżkiem gaśnie kolejna świeca.

Wiesz nie należę do tych osób, które szybko zapominają o danym postanowieniu i swojej miłości. Ja potrafię być wierna. A ty? Nie odpisujesz, bo pewnie poznałeś nową dziewczynę. Właściwie, dlaczego nie miałbyś wymienić niezbyt atrakcyjnej egoistki na piękną, mądrą kobietę. Zresztą jakby się zakochała nie winiłabym ją, w tobie tak łatwo można się zadurzyć.

Każdy moment z tobą spędzony pragnę zatrzymać niczym najcenniejszy skarb. Zamierzałam kiedyś obudzić się powtórnie słuchając twojego oddechu, smakując zapach włosów, pachnących dzikimi różami. Patrzeć w oczarowaniu jak uśmiechasz się, gdy zapadasz w sen. Mogłabym spędzić życie na słodkim oczekiwaniu. Spróbować zatrzymać wszystkie ulotne słowa i gesty. Jestem pewna, że pragnę zamknąć oczy, zasnąć, ale na pewno nie chce Cię stracić. Ogłuszył mnie łomot kropel na dachu, a wiadrami wody chlusnęło na szyby.

Nie tak dawno czekaliśmy razem na samolot, a ty szeptałeś mi,  że nic nie zmieni tego, co jest między nami. Ostatni raz w twoich silnych ramionach, czując wzrok pełen miłości, słuchałam bicia naszych serc. Zastanawiałam się, o czym marzysz i czy ja jestem uwzględniona w tych planach. Chciałabym zatrzymać w sobie wspomnienia tego poranka. Każdego kolejnego dnia obserwowałam wszystkie samoloty, który wracały do Tokio. Ten sam, który zabrał mi Ciebie, teraz śle kogoś innego do domu. Chcę z powrotem znaleźć się przy tobie, nie tracić kolejnego pocałunku i dzielić każdą sekundę mojego życia.

Wstałam powoli, aby przejść do drzwi tarasu. Poczuć na sobie powiew wilgotnego, świeżego powietrza. Stawiając bose stopy na mokrej posadzce, miałam na sobie jedynie białą koszulę. Dotyk deszczu na miękkiej skórze był jak twoje ciepłe dłonie. Pozwoliłam mu zmoczyć moje ciało, spływać po długich, jasnych włosach, wsiąkać w ubranie. Odbierałam każdą emocje, krople, jakbyś to ty ukradkiem mnie dotykał.

Twoja miłość jest dla mnie spełnieniem marzeń. Jest silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Cokolwiek nie pokazałeś, nie powiedziałeś mi, nie szkodzi. Wybaczam Ci. Przez całe moje życie będziesz moją jedyną, prawdziwą miłością. Nic i nikt tego nie zmieni. Dziś, kiedy słyszę błysk, smakuje letni deszcz na wrażliwej skórze, czuje jakbyś ty był przy mnie. I każdej nocy modlę się, abyś wrócił, bo kiedy Cię nie ma, cząstka mnie bezpowrotnie umiera. Łamiesz ją za każdym razem, gdy nie spełniasz danej obietnicy, a ona wciąż tu czeka i należy do Ciebie. Tak jak ziemia bez księżyca, tak i ja nie potrafię być już szczęśliwa. Nie zdołam tak żyć. Od świtu do zmierzchu, gdy słońce wzejdzie nad Chinami, a zajdzie nad naszą ziemią, tak deszcz zawsze będzie nosił twoje imię, a w mym sercu nieprzerwanie będę upajać się zapachem letniej nocy, jak kwiatem twojej miłości.

Reklamy

6 thoughts on “Deszczowe dni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s