Dzika Orchidea. V

Tym razem zero scen erotycznych, właściwie można by rzec, że ten rozdział jest jakiś taki nudny. Błędy interpunkcyjne nie do końca poprawione.

~

30 czerwca. Moje 28 urodziny. Pamiętaj, jesteś niesamowicie szczęśliwa.

Popołudniowe przyjęcie zaplanowane przez przyjaciółki było wielkim zaskoczeniem, ale także zupełnie niepotrzebnym dodatkiem, podobnie jak piękna róża do niegustownego kapelusza. Pragnęłaby zapomnieli, dali choć chwilkę wytchnienia. Nie zdawali sobie sprawy jak niezwykle samotnie czuła się w sali wypełnionej tyloma ludźmi. Jakiż to prześmiewczy los, tak z niej niesmacznie zadrwił. Z drugiej zaś strony może po prostu dopadła ją karma poprzedniego życia. W takim razie musiał to być strasznie przygnębiający żywot. Usagi poczuła, że Rei obejmuje ją ramieniem wtulając się do jej twarzy. Do pomieszczenia wkroczył kelner w czarnym garniturze i szkarłatnej muszce. Wszyscy zaczęli donośnie śpiewać ‘sto lat’, klaszcząc rytmicznie. Nawet niespodziewane urodziny, nie poprawiły samopoczucia w znacznym stopniu, lecz nie była w stanie kręcić nosem. Przystojny, czerwonowłosy mężczyzna postawił przed solenizantką ogromny tort oblany białą czekoladą. Blondynka niespodziewanie złapała za rękaw ciemnej marynarki przyciągając go do siebie. Pocałowała płomiennowłosego soczyście w policzek zostawiając spory ślad bladoróżowej szminki. Minako wraz z Rei zachichotały, wyraźnie wstawione po kilku drinkach. Była właściwie zaskoczona, że potrafiła po ostatnich wydarzeniach grać takie świetne przedstawienie, a najchętniej zbijałaby dla siebie trumnę. ‘Czy w ogóle życzenia urodzinowe się spełniają?’, myślała. ‚Jeśli tak, to chciałby być sama. Samotna, do końca życia’, dodała. Zgorzkniała jak jej babka. Zasłużyła sobie na to.

– Teraz musisz się skoncentrować Usagi-chan i pomyśleć życzenie- usłyszała Makoto-, ale chyba wiemy, czego pragniesz.- Dodała, wywołując tym wesołość wśród pozostałych. Czy wszyscy już wiedzą o jej wręcz rozpaczliwym pragnieniu dziecka? Czy może to fakt, że chciała wreszcie stanąć na ślubnym kobiercu? Stworzyła coś na kształt uśmiechu, zdmuchując jednym tchem palące się na szczycie tortu, świeczki. Rozległy się brawa i okrzyki pośród zebranych przy stole. Czarnowłosa sięgając po kieliszek szampana wstała z krzesła. Głośna wrzawa ucichła.

– Chciałabym wznieść toast za niesamowitą, piękna, uroczą Usagi, której życie jest tak idealne jak uroda.- Wszyscy naraz zanieśli się cichym śmiechem.- My znamy z panią Chiba od…- zaśmiała się pochylając do przodu.- Zaraz.

– Patrz, zapomniała. – Wtrąciła się Minako, chichocząc.

– Nie przerywaj mi.- Pokiwała srogo palcem dodając:

– To było wtedy… już nieważne. Wszystkiego najlepszego, kochana.– Zakończyła całując prawy policzek blondynki. Towarzystwo ogłuszająco zagwizdało, a mężczyzna siedzący przy fortepianie zaczął grać ich ulubioną piosenkę. Kobiety gromko podśpiewując zerwały się z miejsc zbierając wokół instrumentu. Jasnowłosa przypatrywała się im tęsknym wzrokiem. Dawniej była taka silna. Swoje życie przeżywała tak, jakby napędzał ją jakiś obcy byt. Teraz jednak on znikł. Rozczarował ją. Tak jak ona zawiodła wszystkich. Zniszczyła szczęście, które dawała wymarzona praca, kochająca rodzina i wspaniały ukochany. Szklanką whiskey, która dzierżyła w dłoniach poruszała niczym morzem w czasie burzliwego sztormu. Raz w prawo, potem na lewo. Rei rozglądając się wokół gości zdała sobie sprawę, że przyjaciółka nadal tkwiła samotnie przy stole. Usiadła obok złotowłosej, kładąc dłoń na jej udzie.

– Wszystko w porządku?- Spytała zmartwiona.

– Chyba tak.- Wzruszyła ramionami blondynka.- To tylko ten tydzień był strasznie męczący.- Dodała widząc zatroskany wzrok kobiety.

– Dzwonił do mnie Mamoru.- Powiedziała ciemnowłosa.- Mówił, że wpadnie po Ciebie tutaj za jakiś czas.

– Mamoru?- Spojrzała zdziwiona na brunetkę.

– No, a masz innego narzeczonego?- zaśmiała się serdecznie z własnego żartu.- Tylko masz być gotowa. Nie zepsuj niespodzianki.- Ściągnęła mocno brwi.

– Jakiej niespodzianki?- Spytała całkiem zdezorientowana. Poczuła, że ktoś odgarnia jej włosy całując w policzek. Odwróciła się natrafiając na promienne oblicze Makoto. Uśmiechnęła się do przyjaźnie, po czym ponownie odwróciła się z powrotem do czarnowłosej.

– Nieważne.- Ta machnęła tylko ręką.- Zobaczysz. Tylko proszę Cię rozchmurz się, to twoje urodziny. Pamiętaj wszyscy Cię kochają. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.- Zakładając pukiel złotych loków za ucho, cmoknęła jej lekko rozchylone usta.

~

Jak to możliwe, że wszyscy wiedzą, co kłębi się w twojej głowie? Jaką mam pójść drogą? Z kim porozmawiać? Nienawidzę gierek, ale kiedy wyjawię przyjaciółkom, że moim problemem nie jest jeden mężczyzna tylko dwóch, pomyślałyby, że jestem szalona. Każda kobieta pragnęłaby kogoś takiego, jak Mamoru. Może powinnam udać się do jakiegoś dobrego psychoterapeuty. I co mu powiem? Stałam się osobą, która nie ma już żadnych zahamowań. Chcąc spełnić swoje najskrytsze fantazje, pieprzy się z jednym, a kocha innego. Czy to poważne?

 

Mamoru obejmując delikatnie ramionami jasnowłosą pomagał uderzać konia wypełnionego po brzegi słodyczami, którego zawiesił w salonie. Usagi po raz kolejny starała się trafić dokładnie, lecz naokoło roztaczała się jedynie ciemność. Gdy wyszli z lokalu brunet nałożyć na jej oczy ciemny szal przez co nic nie widziała.

– Już?- Krzyknęła śmiejąc się donośnie.

– Prawie. Jeszcze raz.

Kij ponownie sięgnął papierowej zabawki, która pękła wysypując na ziemie całą swą zawartość. Drewniany kij upadł na podłogę. Blondynka pisnęła rozradowana, klaszcząc w dłonie. Czuła jak do ust dostają się malutkie kawałeczki brokatu, także osiadając na złotych lokach. Przykucnęła  sięgając po rozsypane przedmioty.

– Cukierki?

– Zostaw.- Brunet podał Usagi większe zawiniątko. Upuściła słodycz na posadzkę zabierając się za odpakowanie podarku. Czuła się jak małe dziecko, które dostało upragniony, świąteczny prezent. Przerwała, gdyż nagle coś zupełnie innego przykuło jej uwagę. Poczuła delikatny zapach wanilii, a do uszu dotarła łagodna, klimatyczna melodia.

– Co to?

– Atmosfera.-  Ciepły szept lekko połaskotał płatek ucha. 

– Powiedz.- Nalegała.

– Zobaczysz.- Delikatnie uniósł blondynkę zanosząc na miękką, czekoladową kanapę.

– Powiedz mi, co to?- Obruszyła się delikatnie marszcząc nos.

– Chce, żeby tym razem było idealnie.- Szepnął delikatnie całując usta, czym całkowicie ją udobruchał. Pokręciła z dezaprobatą głową zrywając połyskujący, srebrny papier. Blondynka wyczuła jak mały aksamitny przedmiot wpadł na kolana. Opuszkami zgrabnych palców pośpiesznie odszukała węzeł chusty. Nie zdążyła jej odwiązać, gdyż Mamoru zdążył ją już zdjąć. Gdy lazurowe źrenice przyzwyczaiły się do mroku panującego wokół, zorientowała się, iż brunet trzyma rozwinięty podarek. Klęczał naprzeciw niej, a wokół nich lekko tańczyło światło świec. Czarnowłosy wyciągnął z pudełka złotą obrączkę ze sporym kamieniem, wsuwając na palec ukochanej. Przyjrzała się dokładnie biżuterii spoczywającej na dłoni. Pierścionek pasował idealnie i był dokładnie taki, jaki sobie wymarzyła. Była taka szczęśliwa. Z drugiej zaś strony pojawił się Diamond, podpowiedziała niespodziewanie świadomość. Namieszał w łóżku i głowie. Na przestrzeni tych dwóch wspólnych, pełnych namiętności nocy poczuła, co mężczyzna może ofiarować kobiecie.

– Wyjdź za mnie wreszcie, kochanie.- Mamoru przerwał natłok jej myśli. Usagi rozpłakała się rzucając się prosto w męskie ramiona. Brunet uśmiechnął się zaskoczony.

– Przepraszam.- Pociągnęła nosem, tłumacząc swoje zachowanie.- Chyba za dużo wypiłam południu z dziewczynami.

– Nic nie szkodzi.

Czy on musi być taki wyrozumiały? Ujęła jego twarz delikatnie głaszcząc po policzkach.

– Mamo-chan wiem, że mnie kochasz ja Ciebie też. Myślisz, że wiesz o mnie wszystko, ale to nie prawda. Jest tyle rzeczy, które w ogóle nie powinny się wydarzyć.- Przyglądała się iskierkom szczęścia w ciemnoniebieskich oczach. Ciemnowłosy pokręcił jedynie głową zdumiony przysiadając obok niej. Przyciągnął ją do siebie sadzając na kolanach, by dodać otuchy.

– Jakie?- Zapytał wreszcie, odgarniając jasne włosy z policzków.

– Sama nie wiem, od czego zacząć.- Mruknęła, zanurzając twarz w zagłębieniu szyi Mamoru. Uwielbiała leżeć w jego ramionach, wdychając znajomy zapach perfum. Niegdyś to było oczywiste i najbardziej przyjemne doświadczenie, jakie znała. Dziś chciała po prostu uciec myślami daleko, a on był najlepszym lekarstwem.

– Więc najlepiej milczeć. – Odpowiedział pewnie.- Zapomnijmy o tym, co zakończone i zacznijmy wszystko od nowa.

– Wiesz, że teraz musimy wszystkim powiedzieć.- Podniosła głowę przypatrując się mu zmęczonym wzrokiem.

– Boisz się tego? Chcesz o tym pogadać?- Zdziwił się brunet. Przecież jej rodzice zdawali sobie sprawę, że prędzej czy później wezmą ślub.

– Kiedy byłam dzieckiem– zaczęła wspominać- ,mój boże jaka ja byłam nieogarnięta. Wszytko potrafiłam spieprzyć i mogłam przestać myśleć o tym jaka byłam głupa, a ona tylko to podsycała.

– Wszystko sprowadza się do twojej babki?- Westchnął ciężko czarnowłosy przypominając sobie rozmowę, jaką stoczył z matką Usagi.

– Byłam chyba jedyną osobą, z którą rozmawiała. Wiesz, dlaczego? Bo wiedziała, że tylko mnie mogła choć trochę kontrolować.

– Teraz jesteś dorosłą kobietą. Chyba zdajesz sobie z tego sprawę?- Ujął jej podbródek.- Przestań się tym tak przejmować. Nie musimy ją zapraszać na ślub, jeśli tego nie chcesz.

– Żeby to tylko o to chodziło.- Odparła zagadkowo.

~

Czułam się jakby podziwiała swój żywot gdzieś z boku, jako całkiem obca osoba. Wszystkie puzzle na tym obrazie losu, rozsypały się. Pejzaż całego życia i ciągle powtarzające się błędy. Przeznaczenie ponownie zatacza koło.

Sędziwy dom budził wiele nieprzyjemnych, sprawiających bólu wspomnień. Wszystko tutaj wyglądało jak w starym sklepie z antykami. Razem z Mamoru stali w drzwiach wielkiego salonu, gdzie naprzeciw siedziała starsza kobieta o siwych włosach. Usagi ze wszechogarniającego ją zdenerwowania, mocno ściskała dłoń narzeczonego. Pierścionek dobitnie wbił się w skórę.

– Dlaczego tak wolno się dziś ruszasz Kaomi, mam nadzieje, że mąż nie sprawił ci wczoraj lania.- Do ich uszu dotarł groźny głos.

– Przepraszam.– Odpowiedziała cicho spuszczając głowę. Wychodząc z pokoju uśmiechnęła się nieznacznie do kruchej blondynki.

– Więc powiedź mi jak ma na imię ten twój doktor?- Staruszka zwróciła się do wnuczki, pośpieszając by usiadła razem z brunetem na starej, francuskiej pufie po drugiej stronie.

– Mamoru, babciu.- Odpowiedziała, czekając na dalsze, niewygodne pytania.

– A czym dokładnie się zajmuje? – Obróciła ręką pokazując, że ta odpowiedź nie bardzo ją zadowoliła.- Mam nadzieje, że nie jest jednym z tych, którzy kończą medycynę i uważają, że to już podium ich możliwości.

– Mamoru jest chirurgiem, świetnym specjalistą.– Zaznaczyła mocno i pewnie Usagi.

– Leczenie ludzi, a bycie lekarzem, to dwie różne sprawy.- Odpowiedziała babka, zaciągając się odpalonym chwilą temu papierosem.

– On jest rewelacyjnym fachowcem, został także ordynatorem.-  Kładła nacisk na każde słowo chcąc udowodnić, że znalazła wreszcie kogoś, kto zadowoli starszą panią. Rodzice blondynki wręcz go uwielbiali. Co prawda często wypytywali o ślub, dzieci, ale traktowali go jak członka swojej rodziny. Szczególnie matka, która była w nim wprost zakochana. Zresztą, która kobieta przebywająca w jego towarzystwie nie była zauroczona.

– I jest jakiś taki onieśmielony.- Zauważyła kobieta.

– Mamoru nie jest onieśmielony.

– Naprawdę, więc dlaczego nie mówi w swoim imieniu?– Zwróciła się bezpośrednio do bruneta.- Nie wiem, co Ci naopowiadała Usagi, ale moja córka wyszła za najgorszego śmiecia, jakiego widziałam. Nie jesteś jednym z tych agresywnych, dyktatorskich typów?

– Nie jestem tylko agresywny.- Odpowiedział spokojnie Mamoru, patrząc prosto w jej oczy.

– Jesteś dobrym kochankiem?- Zaciągnęła się ponownie tytoniem.

– Babciu!- Krzyknęła zdegustowana Usagi.

– Nie rozmawiam z tobą.- Machnęła dłonią w kierunku wnuczki. Blondynka momentalnie ucichła urażona postawą siwowłosej.

– Może pani zamknie drzwi i się przekonamy.- Złotowłosa nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Najchętniej zdzierżyłaby bruneta filiżanką, która leżała spokojnie na stoliku. Starsza pani zgasiła niedopałek w szklanej popielniczce.

– Jesteś bardzo pewny siebie.- Zwróciła uwagę.- Podobasz mi się.- Wypuściła dym z ust, uśmiechając się nieznacznie.

 ~

Przez szybę samochodu wpatrywała się w uciekające, szeleszczące wraz z wiatrem drzewa. Długimi paznokciami wymownie bębniła o skórzaną tapicerkę. Usta ściągnięte w cienką linię, bezapelacyjnie świadczyły o gniewie, który skrzętnie zatrzymywała wewnątrz. Mamoru nie mógł dłużej znieść panującej między nimi, znaczącej ciszy. Zatrzymał się momentalnie przy drodze z piskiem, przez co wokół kół uniosły się kłęby białego dymu. Dookoła rozciągał się jedynie zielony, szumiący las. Usagi niezwłocznie wyskoczyła wściekła, mocno trzaskając za sobą drzwiami. Brunet wysiadł tuż za nią.

– Zaczekaj, wróć tu.– Krzyknął za nią, gdy szła szybko w gęstwinę.- Cokolwiek się stanie, to nie zmienia moich uczuć do Ciebie.

– Tu nie chodzi o moją babcię, ani o innych.– Wykrzykując w jego stronę.- Pieprz się.

To przelało czarę goryczy, która zbierała się ostatnimi czasy w tym związku. Rozjuszony podbiegł do jasnowłosej powalając na miękką trawę. Nie wiedział, co się z nią ostatnio dzieje. Nie poznawał jej zupełnie.

– Czego ty się boisz?– Blondynka próbowała się wyrwać spod mocnego, męskiego ciała. Jednak on jedynie silniej przytwierdził ją do ziemi.- Nie puszczę cię. – Oznajmił.- Czego ty się boisz, powiedz?- Zapytał tym razem spokojniej, ujmując twarz kobiety. Złotowłosa nie mogła się opanować, coś nagle w niej pękło. Zaniosła się rzewnym płaczem zasłaniając dłońmi oczy. Brunet jedynie mocno przytulił ją do piersi.

– Przepraszam.- Cicho powiedział.- Co się dzieje kochanie? Proszę, powiedz.- Szeptał w złote włosy. Ona tylko pokręciła zrezygnowana głową.

Reklamy

5 thoughts on “Dzika Orchidea. V

  1. Widzę, że Usagi jest coraz bardziej zmęczona swoim podwójnym życiem…
    Jestem ciekawa co takiego wydarzy się w kolejnym rozdziale, na który czekam z niecierpliwością. Pozdrawiam 😀

  2. Aż mi smutno było, że żadnych erotyków nie ma! Dobra, to świadczy o moim zboczeniu, którego nie chciałam ukazywać. No, ale przynajmniej dowiedziałam się, że nawet przy braku erotyki, nadal piszesz – kurde no! – zawodowo. Twój styl w zasadzie jest dla mnie niemal wzorem, bo Usagi jest prowadza w bardzo dojrzały sposób, przy czym oczywiście zachowuje się naturalnie, co jest dla mnie bardzo ważne. Pisz więcej, specjalnie dla mnie ^^ U mnie nowy, disenchanted-prince.

  3. Mimo iż nie było żadnych scen erotycznych to rozdział i tak trzymał w napięciu 🙂 końcówka z babcią ekstra „Może pani zamknie drzwi i się przekonamy” to zdanie mnie powaliło 😀 Czekam na więcej. Pozdrawiam.

  4. Bardzo mi się podobał ten rozdział i to, jak opisujesz te wszystkie uczucia i niepewności, które targają Usagi.
    Z niecierpliwością czekam na kolejną część.
    Pozdrawiam ciepło 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s