Dzika Orchidea. VI

Nie ukrywam, że ryczałam przy tym rozdziale jak nienormalna. Postać Usagi uwielbiam i to co musiałam jej zrobić w tym rozdziale przerosło mnie. W dodatku puściłam sobie przy pisaniu  I will Always Love You. No poległam, panie i panowie. Mam nadzieję, że choć w części udało mi się opisać emocje i uczucia, które chciałam przekazać.

Na pewno w święta nic się nie pojawi, bo nie będę miała chwili czasu, a nie chce pisać czegoś na odwal się, bez pomysłu, to by mnie wkurzyło tylko. Na razie więc dziękuje, do widzenia.

Rozdział dedykowany Pyśce, która pragnęła więcej pikanterii. Tak, mam nadzieje, że tym się udało. 😉

~

Nie mogę dać się onieśmielić. Poddać bez walki. Jeśli nie potrafię usiąść przed nim i powiedzieć, że to już koniec, więcej się nie zobaczymy, to nie jestem nic warta. Nic nie warta.

Usagi z westchnieniem obawy rozejrzała się po hotelowym pokoju. Zostało dokładnie pięć minut, do przyjścia Diamonda. Leniwie podniosła się z posłania. Chciała zażyć świeżego powietrza, zanim zemdleje ze zdenerwowania. Otworzyła okno wpuszczając odrobinę tlenu do pomieszczenia. Wpatrywała się ponuro w płatki wiśni opadające z drzew. Wokół kwitła wiosna. Miasto dryfujące nie wiadomo dokąd, nie zwracało uwagi na takie banalne sprawy. Ludzie, ciągle zabiegani stąpali po płatkach, wdeptując w beton. ‘Mój Boże, co ja teraz pocznę?’, pomyślała blondynka. Świerszcz opierający się o szybę podpowiada: ‘Bądź rozsądna’.

Czego tak naprawdę chciała? Po co się umawiała się na to spotkanie?

Boże, była taka niestała. Zaledwie dwie godziny temu kochała się z Mamoru, wyznawała mu dozgonną miłość, a teraz myślała o następnym mężczyźnie.

Czego faktycznie pragnie tak mocno?

Rodziny. Chciała małżeństwa. Spełnienia fantazji, wspaniałej bajki o samotnej kobiecie, która przyjeżdża pracować do Tokio, spotyka mężczyznę swoich marzeń i wychodzi za mąż. Dostaje duży pierścionek, okazały dom na obrzeżach miasta oraz urocze dzieci. Żyje długo i szczęśliwie. Jednak iluzje nie są rzeczywistością, niezależnie od tego, jak bardzo byśmy tego pragnęli. Usłyszała głośne pukanie. To był Diamond. Wnet cała ta odwaga wydała się głupia. Uchyliła szerzej drzwi, pozwalając jasnowłosemu wejść do środka. Mierzył ją przenikliwie wzrokiem, nie odzywając się jednym słowem. Uciekając przed fiołkowymi źrenicami Usagi zwiesiła głowę. Złote loki opadły nisko, okalając zaróżowioną twarz.

– Teraz uciekasz ode mnie, tak?- Bez pośpiechu zajął miejsce na boku karmelowej narzuty.  Spojrzała na niego pytająco.

– Byłem u Ciebie w pracy, trzy razy.- Wyjaśnił pokrótce.

– Miałam… grypę.- Szepnęła.

– A teraz czujesz się lepiej?- Żadna odpowiedź nie padła z kobiecych ust.-  Za co pijemy?- Dostrzegł butelkę alkoholu lezącą na białym stoliku przy oknie. ’No dalej wykrztuś to z siebie. Bądź odważna’, świerszcz podpowiadał. 

Ma przecież Mamoru. Jego miłość i zaufanie. Wszystkie spędzone wspólnie lata, chwile szczęścia miałaby przekreślić? Możliwe, że czasem narzeczony był zimny i odpychający. Zbywał pięć długich lat, ciągle obiecując małżeństwo. Jednak mimo wad, które tylko ona widziała kochała go, jak nikogo innego na świecie. Świadomość o tym spadła na Usagi jak grom z jasnego nieba. Dotarło do niej, że to, co połączyło ją i Diamonda to jedynie nic więcej niż wyuzdany seks. Mamoru jest dla niej spokojnym, stabilnym życiem. On to przyszłość, której pragnęła.

– Wychodzę za mąż.- Odparła po dłuższym czasie, pewna swojego wyboru.- Nie będziemy się już widywać.  

– To jakaś gra? – Zaśmiał się cynicznie.- Tak ze mną chcesz pogrywać?- Był wściekły. Złowrogie iskry w ciemnych od złości oczu lekko ją przeraziły.

– Wiem, że masz mój numer telefonu, nie używaj go. Nigdy.

– Żądasz wiele.- Utworzył coś na kształt uśmiechu.

– To koniec.- Starała się, by głos zabrzmiał pewniej.

– Ty na pewno tego nie skończysz.- Wysyczał przez zaciśnięte zęby. Ręce trzymane w kieszeniach spodni zacisnął mocno w pięści.- Jesteś moja i tak pozostanie. Przyszedłem, żeby Cię poczuć. Kochać się z tobą.- Bez pośpiechu zbliżał się do złotowłosej. Założył kosmyk jasnych włosów za ucho, pieszcząc całe jej ciało wzrokiem.

– Dotnij mnie jeszcze raz, a będę krzyczeć.- Odepchnęła jego dłoń.

– Krzycz więc, wyrzuć to z siebie.- Rozłożył ramiona.- Ja w tym czasie zedrę z Ciebie ubranie. Będę wewnątrz, zanim wyważą drzwi. Nie mów mi więc, że to koniec.- Przemawiał do niej cichym, złowieszczym szeptem.- Widziałaś kiedyś psy, które pieprzą się w parku? Będą potrzebować siły, żeby mnie z Ciebie ściągnąć.

– Proszę, nie mów do mnie w taki sposób.- Pisnęła zniesmaczona.

– Dlaczego? To Cię podnieca?- Uniósł lewą brew.

– Nie, robi mi się niedobrze.

– Zwymiotuj więc, ale proszę nie mów mi, że mnie zostawiasz.

– To śmieszne.- Wypowiedziawszy te słowa, czuła przez chwilę, jakby chwytała się ostatniej szansy. Obserwowała jak Diamond siada z powrotem na łóżku. – Myślałeś, że mnie nie znasz, więc możesz kontrolować. Teraz znów się spotykamy, tym razem jestem odporna na twój urok.- Podeszła pośpiesznie do niego uderzając mocno w twarz. Myślała, że cała złość, skumulowane lęki znikną. O, głupia jej nadzieja. Mężczyzna jedynie uśmiechnął się zimnie rozcierając policzek. Pogrywał z nią, doprowadzał do szału.

– Chce, żebyś mnie puścił.- Głos Usagi drżał z emocji. – To był krótki fragment mojego życia i teraz dobiegł końca. Tu się rozstaniemy.

– Usiąść na moich kolanach.- Odparł spokojnie. Wziął ją pod brodę łagodnie obracając twarz ku sobie.- Nie chce Cię wziąć, tylko jedynie poczuć.- Z westchnieniem wtuliła się w mężczyznę. A wiec postanowienie tak niewiele dla niej znaczy?

– Wiesz jak mocno Cię pragnę?- Spytał chwytając blondynkę za pośladki. Lekko niczym skrzydła motyla musnął miękkie wargi. Gdy był pewien, że może sobie pozwolić na więcej pogłębił pocałunek. Jego język wdarł się między kobiece usta. Nie było wątpliwości, kto tu rządzi. Kto potrafił wzbudzić w jej wnętrzu wieczny ogień. Raptownie poczuła ogarniające ją płomienie namiętności. Na białych figach odcisnął się materiał spodni wypchany przez jego męskość. Diamond umiejętnie przywracał do życia miękkie, drobne ciało. Czuła jak są spragnieni siebie, płoną nienasyconą, pełną pożądania miłością. Zaczęła drżeć i wić się w ramionach białowłosego, zdzierając z niego marynarkę. Przysunął kobietę bliżej ku sobie łapczywie całując.

– Teraz Ci dobrze?- Przeciągle jęknęła, wciąż dotykając twardych, męskich warg.- Myślisz, że wyjdę tymi drzwiami, a ty nigdy mnie już nie zobaczysz?- Głaskał Usagi czule po kremowych, odsłoniętych udach.- Kobieto, nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo się w tobie zakochałem.

~

Byliśmy tacy młodzi, oczarowani sobą. Przed nami było całe życie. Cieszyliśmy się każdą jego chwilą, a on był cały mój. Marzyłam o szczęśliwym zakończeniu przy boku księcia, który był przystojny, wykształcony, zakochany we mnie.

– Może byś oddzwonił do mnie, kiedy zostawiam Ci tony wiadomości. Nawet nie wiesz jak jestem wkurzona.- Czarnowłosa kobieta uwiesiła się na ramionach przystojnego blondyna w okularach. Usagi wraz z Minako obserwowały rozbawione zaistniałą sytuację. Przy stoliku oprócz narzeczonego Rei siedziało jeszcze czterech nieznanych im mężczyzn. Uwagę złotowłosej przykuł wysoki brunet. Szczupły. Bardzo męski. Zbyt przystojny. Dokładnie w jej typie. 

– Jestem na piwie, jak widzisz. Pogadamy później.

– Przepraszam.- Szepnęła udając skuszoną.- Hej chłopaki.- Pokiwała w ich stronę. Pochyliła się nad blondynem, by cmoknąć go nieznacznie w policzek.

– To jest moja przyjaciółka z liceum Minako, a druga blondynka to koleżanka Minako, Usagi.- Kiwnęła głową na jasnowłose kobiety stojące zaraz za nią. Jadeite zapraszającym gestem dłoni wskazał im wolne miejsca.

– Twój kolega to…- Minako była wyraźnie zainteresowana białowłosym mężczyzną siedzącym po drugiej strony.

– Kunzite.- Odpowiedział.

– Cześć.- Podając mu dłoń uśmiechnęła się kokieteryjnie.

– Minako grała w drużynie siatkówki, gdy byłyśmy młodsze. – Rei usiadła koło Jadeite wtulając się mocno w jego ramie.- Ona była ta ładna i szalona, ja oczywiście byłam miss osobowości.- Gestykulowała wyraźnie ręką. Minako zachichotała słysząc uwagę przyjaciółki.

– Jej dobra znajoma, przyjechała dopiero do Tokio. Jest samotna, wiesz Mamoru?- Zwróciła się do bruneta siedzącego naprzeciw niej. Pociągnęła łyk jasnego piwa od swojego narzeczonego.- I bardzo chciałaby sobie znaleźć kogoś na stale. Prawda, Usagi?

– Nie wiem.- Szepnęła, wyraźnie zażenowana sytuacją.

– Ty nie wypijesz nic więcej.- Blondyn wyrwał z ręki ciemnowłosej kufel.

– My idziemy jeszcze do Nephrite na parę kolejek. Dołączycie się?- Zapytał Mamoru obserwując jasnowłosą piękność.

– Jak zawsze.- Odparła czarnowłosa biorąc ostatni łyk alkoholu. Jadeite łypnął na nią ze złością, ale ona nie poświęciła mu znacznej uwagi pociągając go za rękaw czerwonej koszuli.

~

Przepraszam za to, że wywróciłam całe życie twe.

Obserwowała beznamiętnie czerwone płomienie tańczące z wolna za metalowymi kratami. Pociągnęła kolejny łyk czerwonego wina, które przyniosła po powrocie do mieszkania. Znów zachowała się potwornie nieodpowiedzialnie. Wrzuciła parę pieńków drzewa do wciąż huczącego kominka i po raz ostatni wyjrzała przez okno. Noc była bezchmurna. Wiosenne wieczory były zawsze takie piękne. Omiotła spojrzeniem opróżnioną butelkę alkoholu, wstając chwiejnym krokiem z drewnianych paneli. Należało teraz zerknąć do kuchni i upewnić się, czy w lodówce nie została jeszcze jedna butelka. Srebrna chłodziarka stanowiła wymarzony cel. Usagi uśmiechnęła się, lekko kołysząc się w przód oparła się o szeroki stół. 

– Kochanie, wyglądasz zachwycająco.- Mruknęła do trunku trzymanego w dłoniach. Kopiąc delikatnie drzwi lodówki, skierowała się ku białej szufladzie. Pośród niepotrzebnych szpargałów szukała scyzoryka do, którego przyczepiony był otwieracz. Bucząc niezrozumiale pod nosem przekopywała chaotycznie wnętrze kuchennej szafki, by po chwili dzierżyć przedmiot zwycięsko w ręce. Wspierając się o ściany mieszkania razem z potrzebnymi rzeczami ruszyła do łazienki, by wziąć kąpiel. Wiedziała już. Teraz przemyślała wszytko. Życie nie miało żadnego znaczenia. Samotność była jej pisana. Gwiazdy nakreśliły piękne zakończenie. Odkręciła kran napuszczając wrzącej wody do wanny. Nadstawiła opuszek palca sprawdzając, czy jest dostatecznie gorąca. Odstawiła butelkę przy ceramicznym naczyniu, a nóż na białej półce obok ulubionych olejków. Z niemałym trudem rozebrała z siebie wiśniową sukienkę i czarny stanik. Stanęła przed zaparowanym lustrem mając na sobie jedynie koronkowe figi. Przetarła dłonią szklaną taflę przypatrując się bezwartościowemu odbiciu. Na myśl o czekającej ją rzeczywistości zacisnęła oczy próbując powstrzymać łzy. Nie udało się. Tusz spływając po porcelanowych policzkach pozostawił rozmazane smugi. Puściła ciepłą wodę w umywalce przemywając obolałą twarz. Osuszyła ją delikatnie różowych ręcznikiem leżącym tuż obok. Uniosła głowę, rzucając okiem na postać po drugiej stronie zwierciadła. Ta kobieta wydawała się najbardziej żałosną istotą, jaką kiedykolwiek poznała.

– Nie potrafię już tego kontrolować.- Ramiona blondynki lekko drżały pod wpływem szlochu. Mocno pociągnęła nosem, potrząsając głową. Musiała się jakoś trzymać. Szybko przetarła dłońmi słone krople przemykające po licach. Nie zdejmując dolnej części bielizny zanurzyła się w parującej wannie. Rzuciła przed siebie korek otwartej przed sekundą butelki, a nóż swobodnie upadł do wody między uda. 

– Twoje zdrowie, szmato.- Powiedziała do siebie ochrypłym głosem. Uniosła nieznacznie wino do góry. Pociągnęła spory łyk, upajając się gorzkim smakiem alkoholu ogłuszającego jej zmysły. Opróżnioną w połowie butelkę puściła bezwiednie na posadzkę. Szkło upadło na podłogę z hukiem, wylewając z siebie znaczną część trunku. Przymknęła oczy czując ogarniające ją zmęczenie. Nie była w stanie racjonalnie myśleć. Wszytko byłoby całkiem proste, gdyby zrobiła tak, jak sobie obiecała. To już jednak ostatnie minuty cierpienia. Nie ma odwrotu. Sięgnęła z namysłem po scyzoryk leżący między jej nogami. Poczęła go spokojnie obracać go w palcach. Z spod półprzymkniętych powiek obserwowała ślące ostrze. To najdłuższy sen, na jaki się szykowała. Jeśli teraz zaśnie nie obudzi się już nigdy. Bez pośpiechu przyłożyła narzędzie do brzegu nadgarstka, czując płynące bezwolnie łzy. Przeciągnęła ostrą krawędź po delikatnej skórze. Krwawe ślady z umiarem biegły niczym rzeka, ginąc w przegubie łokcia. Czuła jak cała rozpacz gdzieś uchodzi, uwalniając dziwną, przeciągająca się przyjemność. Świat zaczyna wirować w cudownym tempie. Serce spowalnia swe bicie. Z większą odwagą sięgnęła nadgarstków, czując zewsząd ogarniające ciepło. Woda łagodnie zabarwiała się lepką krwią, a źrenice złotowłosej stopniowo chowały się przed światem. Ciemność opanowywała całe ciało. Widziała zielone pola pełne bujnej trawy. Wyścielone polnymi, letnimi kwiatami. Biegła przed siebie szczęśliwa, zakochana. Radosny śmiech odbijał się wśród drzew. Wnet złapały ją ciepłe, męskie ręce. Mamoru trzymał ją mocno, wtulając w bezpieczne ramiona. Miłość była namacalna.

Gaśnie słońce. Ptaki także przestają śpiewać. Jego usta milkną pośród lasu.

Reklamy

8 thoughts on “Dzika Orchidea. VI

  1. Piszesz niesamowicie. Opisujesz straszne rzeczy tak zwyczajnie. Bez zbędnych słów, który spowodowałyby, że to wszystko byłoby okropne czy patetyczne. Aż się tego boję.
    Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam wraz z Gwiazdami
    Ellen

  2. Jestem zaszczycona dedykacją i to jeszcze takiego rozdziału, po prostu cudowny – wciągnęłam się bardzo. Wstyd mi, że tak późno weszłam na Twojego bloga. Umieściłaś generałów 🙂 dziękuję – lubię połączenie dziewczyn z nimi. Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością.
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s