Wyrachowana miłość. I

Parę spraw, które chciałam wyjaśnić:

1. Opowiadanie będzie poświęcone Rei i Minako, za dużo mi jest na blogach U/S, U/D, U/M (tych jest o wiele mniej, no ale…). Chciałam zobaczyć, jak zareagujecie na taką odmianę. Po za tym Minako jest moją ulubioną ‚dziewczynką’ z SM, więc pisanie o niej jest czystą przyjemnością. Ostrzegam, że w historii może w ogóle nie pojawić  się Mamoru i Usagi.

2. Organizejszon :D: bo widzę, że zrobił nam się na blogu taki mały rozwalus. XD Rozdziały będą dodawane w soboty, jeśli nie to moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina, przeto błagam was o wybaczenie. 😀

EDIT: Przepraszam, pierwszy i ostatni raz poprawiam tyle w rozdziale, ale strasznie raziły mnie niektóre rzeczy. Musiałam.

~

Minako jeszcze raz bezskutecznie potrząsnęła łańcuchem z kłódką, zamykającym bramę. Ani drgnęło. Jej odwaga powoli topniała, zapadała się gdzieś głęboko w piaszczysty grunt, jeszcze głębiej niż szpilki od D&G, na które oszczędzała swoje trzy pensje. Według wskazówek sekretarki Kei, miała wjechać właśnie tędy i przebyć jeszcze ze około kilometra. Ale jak może wjechać, kiedy ta cholerna brama jest zamknięta? Rozgoryczona, wróciła do małego nissana.

– Co mądralo?- spytała przyjaciółka, której ciemne oczy wyrażały wielkie wzburzenie. – Wiedziałam, że jak zgodzę się na twój durnowaty pomysł, to wyląduje na jakimś zadupiu- wysyczała przez zaciśnięte zęby.- Proszę. Mówisz i masz- rozpostarła ramiona obejmując okolicę kniei, które je otaczały.

– To nie moja wina- mruknęła blondynka.

Wcale nie szło tak, jak sobie zaplanowała. Wydała wszystkie pieniądze na uwodzicielskie ciuchy, wydębiła zaliczkę od redaktora naczelnego ‚Vogue’ na artykuł o prężnie rozwijających się firmach młodych biznesmenów. Wystarczyło akurat na benzynę do położonego tuż za Osaką małego miasteczka, gdzie mieściła się posiadłość należąca do młodego architekta. Dom położony był za zamkniętą bramą, na pustkowiu, gdzie sam diabeł mówi dobranoc. Minako poczuła, jak z głodu kurczy jej się żołądek. Mijała już pora obiadu. Czyżby w którymś momencie popełniła błąd? Pozostało jedyne wyjście- wrócić tą samą drogą, którą tu przyjechały i poszukać telefonu.

Znów razem z Rei jechały odludną okolicą, przez lasy poprzedzielane zielonymi polami, na których gdzieniegdzie pracowali rolnicy, wyglądający z daleka jak małe koniki polne, poruszające się w górę i w dół. Wreszcie wjechały na autostradę prowadzącą do Osaki i po niedługiej chwili ukazał im się wjazd do hotelu. Na lewo stały trzy osobliwe, stare domy, a przy nich parking. Wyglądały topornie, jakby zamiast z drzewa i gliny, zrobiono je z gipsu czy cementu. Nad drzwiami wisiała tabliczka z napisem: ‚Pokoje do wynajęcia. Właściciel: Kenshin Uesugi.’ Minako skrzywiła się nieznacznie, patrząc na kipiącą ze złości Rei.

– Będziesz tak się dąsać cały weekend?

– Nie, może jeszcze pięć minut.

– Wiedziałam, że mnie kochasz- odparła wesoło, pozostawiając na policzku przyjaciółki znaczny ślad malinowej szminki.

– Nie wiem ile wytrzymam, zanim Cię uduszę.- W końcu westchnęła ciężko.

Blondynka zachichotała, wychodząc z samochodu.

– Zostań, ja spróbuje czegoś się dowiedzieć.

– Aha- mruknęła Rei, oglądając swoje paznokcie u rąk pomalowane czerwonym lakierem.

Minako weszła do recepcji, lecz nie zastała tam nikogo, jeśli nie liczyć leżącego na skórzanej kanapie grubego, rozleniwionego kota.

– Halo?! – zawołała.

Cisza. Zrobiła parę kroków w głąb mrocznego wnętrza, gdzie znajdował się regał z kluczami i długi, drewniany kontuar. W rogu pomieszczenia zobaczyła dwie pufy oraz pękaty piec, zaś obok piętrzyły się tradycyjne wyroby rękodzielnicze.

– Czy jest tu ktoś?

Wciąż panowała dziwna, drażniąca cisza. Nagle usłyszała daleki odgłos, podobny do szybkiego stuku kastanietów. Wystraszona cofnęła się, wyszła na dwór i cicho zamknęła drzwi. Stała przed okazałym budynkiem i zastanawiała się nad kolejnym krokiem, kiedy jej uwagę zwrócił dźwięk podobny do silnika samochodu, dobiegający ze stojącego nieopodal długiego magazynu. Poszła tam, ostrożnie stąpając po miękkiej ziemi, żeby nie zniszczyć butów i kiedy zajrzała do środka stanęła jak wryta na widok znajdującego się tam mężczyzny. Nie chodziło, że był to jakiś tam mężczyzna. Miała przed oczami ponad metr dziewięćdziesiąt wspaniałej męskiej urody, przyodzianej jedynie w białą koszulkę i dżinsy. Nieznajomy pochylony nad maską starego samochodu przykręcał śrubę, używając płaskiego klucza, a mięśnie ramienia i barków grały mu tuż pod opaloną skórą. Nigdy jeszcze widok żadnego mężczyzny nie podziałał na nią tak piorunująco. Minako nie mogła się ruszyć- stała z otwartymi ustami i gapiła się. Strużka potu perliła się na jego skórze. Był niewiarygodnie przystojny, ze zgrabnym nosem, wysokimi kośćmi policzkowymi i wyraźnie zarysowaną szczęką. Zaś oczy… kiedy zwróciły się ku niej, na moment zaparło jej dech w piersiach. Odwracając się szarpnął lusterko samochodu, które upadło na piaszczystą ziemie.

– Cholera!

Odłożył klucz na bok. Minako poczuła się okropnie.

– O Boże. Tak mi przykro, że przeze ze mnie zniszczył pan swoją pracę.

– Moją pracę?- Powtórzył niskim głosem, który sprawił, że poczuła wibrację przenikające ją aż do czubków palców stóp. Zaczerwieniła się, co nie zdarzyło jej się od czasu szkoły podstawowej. Wskazała na uszkodzoną część.

– Samochód.

Jego uśmiech o mało nie zwalił ją z nóg. Mężczyzna oparł się o maskę i poklepał zardzewiałą karoserię.

– Nie ma sprawy. Możemy go nazwać Vince.

Wciąż stała jak zahipnotyzowana, czując jedynie drżenie przebiegające przez jej ciało.

– Vince?

– Tak, Vince.- powtórzył, uśmiechając się jeszcze szerzej i mierząc ją wzrokiem od stóp do głów, tak jak ona jego.- Od Vincent. Vincent Van Gogh.

W głowie miała całkowitą pustkę.

– Vincent van Gogh?- spytała bezmyślnie.

– Ten malarz, który obciął sobie ucho.

– Ach… ten Vincent.- Minako poczuła się jak idiotka. Nieznajomy zdjął rękawice, wziął leżący z dachu samochodu ręcznik i zaczął się nim wycierać.

– Co mogę dla pani zrobić?- spytał.

– Zrobić dla mnie?- Długo można by wyliczać, pomyślała, spoglądając na jego długie, szczupłe palce. Wyobrażała sobie, co mógłby jej nimi robić, a wszystkie to były rzeczy nadzwyczaj intymne. Nagle zapragnęła ich do bólu. Usłyszała jak nieznajomy zachichotał i poczuła, że znów oblewa ją rumieniec.

– Potrzebuje pani pomocy?

– Pomocy? Ach, tak. Czy… czy pan jest Kenshin Uesugi?

– Nie Kenshin to mój dziadek. Ja jestem Saitou.- Rzucił gdzieś ręcznik, złapał koszulę i włożył ją pośpiesznie.- Saitou Sekine.- Przedstawił się.

– A ja nazywam się Minako. Minako Aino.

O mało nie powiedział ‘wiem’. Dawniej, kiedy jeszcze mieszkał w Tokio, młode dziewczyny przynosiły mu jej zdjęcia z magazynów dla nastolatek, chcąc pokazać, jaki chciałby nos czy kości policzkowe.

– Miło panią poznać.- powiedział.- W czym mógłbym pomóc?

– Proszę mi powiedzieć, czy ta droga prowadzi do klubu Kei Yamany?- przez ramię pokazała mu kierunek.

– Tak. Właśnie tam.

– O Boże. Bałam się, że pan tak odpowie. Miałam… to znaczy raz z przyjaciółką byłyśmy z nim umówione, ale brama jest zamknięta.

A niech to wszystko jasna cholera! Oto pojawia się jedna z najpiękniejszych kobiet w Japonii, której widok poruszył go do żywego, a tu okazuje się, że przyjechała do jego kuzyna. Kei to jednak najszczęśliwszy drań pod słońcem.

– Kei wyjechał.

– Jak to wyjechał?- błękitne oczy rozszerzyły się z przerażenia.

– Po prostu wyjechał.

– Ale… byłyśmy z nim umówione. Miałyśmy spędzić kilka dni w jego posiadłości, pracując nad artykułem.

– Pani go zna?

– Nigdy go nie widziałam- odparła potrząsając głową.

– On i jego zwariowane towarzystwo postanowili nagle pojechać do Osaki, aby się zabawić.- powiedział Saitou, czując ulgę.- Na pewno wrócą w poniedziałek.

– Przecież dziś jest dopiero piątek.

– Zaczęli zabawę trochę wcześniej. Musiała pani minąć się z nimi dosłownie o włos.

– Miałyśmy się z nim spotkać kilka godzin temu, ale kiedy wyjeżdżałyśmy z Tokio trafiłyśmy na korki, a potem jeszcze były trudności z samochodem.

Patrzył jak przygryza wargę. Wyglądała na bardzo zmartwioną i przestraszoną. Miał ochotę pogonić za kuzynem z siekierą, tylko za to, że przez jego nieobecność zmarszczyły się te pięknie zarysowane brwi.

– Na pani miejscu nie przejmowałbym się zanadto. W poniedziałek Kei będzie z powrotem, o ile wytrzeźwieje na tyle, żeby jechać samochodem.

– Wytrzeźwieje? To znaczy, że on dużo pije?

O, na pewno nie będzie przedstawiał kuzyna w korzystnym świetle, ten drań i tak ma więcej kobiet, niż można sobie wyobrazić.

– Jak gąbka- powiedział, dodając w duchu: ‘Wybacz stary.’ Znienacka rozległ się huk, a Saitou pomyślał, że to niebiosa zsyłają piorun, żeby położył go trupem za to kłamstwo. Minako aż podskoczyła.

– Co to było?

– To tylko dziadek Kenshin. Leży w łóżku, bo ma złamaną kość biodrową i jak czegoś potrzebuje, uderza laską w gong. 

– Nie lepszy byłby dzwonek?

– Nie zna pani dziadka- odparł, uśmiechając się szeroko.- Sprawdzę tylko czego chce, a potem zobaczymy, jak można zaradzić paniom w kłopotach.

Dostrzegł opartą o samochód czarnowłosą piękność. Domyślił się, że to musiała być przyjaciółka, o której mówiła blondynka.

– Chciałabym przedstawić- wskazała ręką kobietę.- Rei Hino. Saitou Sekine.

Rei jedynie kiwnęła głową.

– Zadzwonię do Yamany i spróbuje się czegoś dowiedzieć- mężczyzna zwrócił się do blondynki.

Kiedy odszedł na tyle, aby nie słyszeć ich rozmowy Rei zagadnęła:

– Kto to jest?

– Jakiś mechanik samochodowy. Sądzę, że zna Kei- san dość dobrze.

– Świetnie, bo nie mam zamiaru stać tutaj kilka godzin. To gorsze, niż jazda w dusznym samochodzie. Cisza w tym…- Rei miała nie lada problem, by nazwać rozciągające się wokół nich okolice, lecz w końcu wykrztusiła:- miasteczku, jest przytłaczająca.

– Światowa kobieta się znalazła- zdążyła dodać Minako, widząc wracającego z hotelu Saitou.

– Niestety, nie mogę się do niego dodzwonić.

– Fantastycznie- mruknęła Rei.

– Jakiś problem?

-Tak i to duży. Nie możemy wrócić do Tokio, dopóki nie… przeprowadzimy wywiadu. Jeśli Kei-san nie wróci do poniedziałku, to musimy się gdzieś zatrzymać- zawahała się na moment.- Możemy też wynająć pokój tutaj.

– Jeżeli tylko panie zachciałyby, nie ma problemu. Wydaje mi się tylko, że wygodniej byłoby w Osace. Tam hotele są bardziej komfortowe. Tutaj w porównaniu z miastem, warunki są raczej spartańskie.

– Nie szkodzi- wtrąciła szybko, zanim Rei zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.- Bierzemy.

Mężczyzna nie potrafił powstrzymać uśmiechu. Zaczął zastanawiać się, czy udałoby się namówić Kei, żeby został w Osace parę dni dłużej.

– Wspaniale. Jeśli pokarzę pan nam pokoje, to zaniesiemy swoje rzeczy.

 ~

Przechodząc z bagażami przez szeroki hol, blondynka przerwała panującą wśród nich nienaturalną ciszę:

– Mieszka pan tutaj na stałe lub w Osace, albo może w Tokio?- spytała. Momentalnie poczuła łokieć uderzający ją lekko w prawy bok.

– Co?- zapytała bezgłośnie swojej towarzyszki.

– Mój dobry przyjaciel mieszka w Tokio. Nie znoszę tego miasta. Panie stamtąd pochodzą?

Minako zaśmiała się pięknie i zmysłowo, że od razu pomyślał o chłodnych, gładkich prześcieradłach i jej ciepłej, miękkiej skórze.

– Mieszkamy i stamtąd pochodzimy. Przez kilka lat także mieszkałyśmy w Stanach. Dokładnie w Nowym Jorku.

– New York City?- spytał z przesadą w głosie.- I co, podobało się?

– Przez jakiś czas- Odparła Minako, wzruszając ramionami.

– To tak samo, jak mnie w Tokio. Musiałem wiele przejść, żeby zrozumieć, że dla mnie jedynym miejscem pod słońcem jest Osaka. To moje rodzinne miasto.

Weszli do małej, przytulnej jadalni. Kobiety na moment odstawiły bagaże, rozglądając się po wnętrzach hotelu.

– Jeśli panie pozwolą sprawdzę tylko, czego chce dziadek i wracam za parę minut.

Obserwowały go jak się oddala, a potem wchodził po schodach na piętro. Boże, co za facet, przemknęło Minako przez myśl. Kuszący niczym grzech. Jeszcze nie spotkała nikogo, kto emanowałby takim seksapilem. A nawet z tej krótkiej rozmowy domyśliła się, że jest wesoły i zabawny.

– Przestań- poczuła mocne szarpnięcie za ramię.- Nie gap się na niego tak, jakbyś miała go zaraz zjeść. Nie po to dusiłam się w samochodzie pięć godzin i zgodziłam się zostać tu parę dni, abyś rzucała się pierwszemu, lepszemu wieśniakowi do łóżka- wysyczała.

Jasnowłosa westchnęła, rozglądając się po dusznym, małym wnętrzu. Prawdopodobnie Saitou uosabia wszystko, czego kobieta mogłaby pragnąc.

Oprócz pieniędzy.

Usagi, jak to jest? Jeżeli twierdzisz, że tak samo łatwo zakochać się w bogatym mężczyźnie, jak w biednym, to dlaczego jej zawsze spodoba się taki, który ma płótno w kieszeni? Co za pech, że natknęła się na Saitou Sekine właśnie teraz, ale spokojnie, nie pozwoli sobie zejść z raz obranej drogi. W końcu poczyniły nie lada przygotowania, przebyły szmat drogi, a ona zaangażowała wszystkie środki finansowe. Kei Yamana musi być jej. Nawet, jeśli ma jakąś jedną czy dwie wady- no cóż, nikt nie jest doskonały.

Reklamy

19 thoughts on “Wyrachowana miłość. I

  1. Fajnie! Podoba mi się taka odmiana. :)) Napisane lekkim piórem, chociaż… Hmm… Miałabym kilka uwag odnośnie spraw technicznych, więc jeśli Cię one interesują, napisz.maila 😉

  2. Uwielbiam czytać twoje opowiadania:) Czyta się je tak lekko i przyjemnie, że nie ma nic lepszego niż relaks na Twoją twórczością. Pozdrawiam i czekam na więcej

  3. super piszesz cudownie 🙂 Minako jest fantastyczna. Kim jest Kei Yamana? aż mnie ciekawość zżera. Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością 😀 Pozdrawiam gorąco. :*

      1. Na początku myślałam że to oczywiście generał ale po tym jak się pojawił Saitou Sekine to zwątpiłam ale chyba jednak pierwsza myśl była dobra 😛 czekam niecierpliwie na następny rozdział ;D

  4. „O mało nie powiedział ‘wiem’. Dawniej, kiedy jeszcze mieszkał w Tokio, młode dziewczyny przynosiły mu jej zdjęcia z magazynów dla nastolatek, chcąc pokazać, jaki chciałby nos czy kości policzkowe.” — brzmi jakby był chirurgiem plastycznym. Zazdroszczę tak lekkiego sposobu pisania… naprawdę świetnie i lekko. Mam nadzieję, że to będzie pozytywniejsze (orchidei nie czytałam od dechy do dechy – nie moja bajka, wolę jak jest dobrze). Czekam na rozwój wydarzeń 🙂

  5. uwielbiam:) widzę, że masz coraz więcej czytelników:) GRATULUJĘ!
    I cieszę się, że pojawiła się w gronie czytelniczek nasza kochana vanja89 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s