Wyrachowana miłość. II

Jutro bym nie zdążyła, bo nie ma mnie cały weekend. No to macie następny rozdział dziś, cieszycie się? Bo ja nie 😀 Pisząc to stwierdziłam, że nie nadaje się do takich lekkich romansów, chyba lepiej jednak wychodzą mi dramaty ludzkie, mają przynajmniej jakieś ręce i nogi, a tu się czuje jakbym pisała po marysi, co najmniej.

Po za tym bardzo dziękuje Yuu za wskazówki, ale chyba nigdy nie nauczę się pisać porządnie. Jestem tępa strzała…

 ~

Saitou miał rację. Wnętrze, było surowe. Większość mebli została wykonana z drzewa bambusowego. Na łóżku ułożony był ciepły koc i świeże, bordowe ręczniki. Toaletka pamiętała czasy wojny światowej, zaś na śnieżnobiałej ścianie wisiały przybite gwoźdźmi, dwa oleodruki w ramach z surowego drewna. Jeden przedstawiał rolników zbierając ryż, a drugi krajobraz Alp japońskich. W kącie stał fotel, którego siedzisko zrobione było z wołowej skóry, wybawionej z sierści.

Minako westchnęła i wtoczyła swoje rzeczy, potem sprawdziła pościel, łóżko, a na koniec drzwi. Prześcieradła okazały się świeżo wykrochmalone i pachnące, a materac nadspodziewanie sprężysty i wygodny. Armatura w łazience była stara, ale działała bez zarzutu i- co najważniejsze- zasuwa wyglądała na solidną. Widać było, że to nie hotel trzygwiazdkowy, ale za taką cenę trudno byłoby oczekiwać więcej.

Rozłożyła ubrania, wypakowała inne drobiazgi, a potem przebrała się w dżinsy, biały podkoszulek i błękitną koszulę. Włożyła płaskie buty, które wydawały się rajem dla stóp umęczonych wysokimi obcasami. Pośpiesznie poprawiła włosy i makijaż. Właśnie przeglądała swoją podróżną kosmetyczkę, gdy usłyszała odgłosy dochodzące z pokoju.

Rei oparta o przeszklone drzwi nie miała za ciekawej miny, a fioletowe oczy ciskały błyskawice.

– Daj kluczyki do samochodu- odparła oschle.

– Gdzie się wybierasz?

– Muszę jechać do Osaki, bo pewna, wielmożna dama chciała zatrzymać się na polach ryżu, zamiast w wygodnych, komfortowym hotelu.

Blondynka wywróciła oczami, a potem odparła spokojnie:

– A ja zostaje.

– Po jaką cholerę?

– Chciałabym odpocząć. Dopiero co przyjechałyśmy, a ja znów mam wsiadać do samochodu bez klimatyzacji?- jęknęła.- Chyba po prostu zejdę na dół, może znajdzie się dla mnie trochę kawy- wzruszyła ramionami.

Rei przez chwilę przyglądała się jasnowłosej, jakby w ciągu tych pięciu sekund wyrosła jej druga głowa, po czym uśmiechnęła się złośliwie.

– Już wiem, o co ci chodzi. Chcesz zostać z nim sama, prawda? To może, wskocz mu od razu do łóżka. Tylko po jaką cholerę, mnie tutaj przywlokłaś, chcąc abym pomogła ci w tym głupim planie?- parsknęła sarkastycznie, dodając:- Mam czasami takie wrażenie, że rzucasz się na wszystko co się rusza.  

– Coraz bardziej upewniam się, że złośliwość to jedyne zajęcie, które daje ci radość w życiu- wysyczała jasnowłosa.

– Minako- chan- ciemnowłosa utworzyła coś na kształt uśmiechu.- Stwierdzam jednak, że głupota to twoje drugie imię.

– Nie mam zamiaru się z tobą wykłócać- warknęła rozzłoszczona blondynka, wracając do łazienki.- Nie jadę i już.

– Biorę kluczyki i nie mam zamiaru wysyłać Ci zaproszenia na piśmie… a najlepiej jak zatrzymam się tam w jakimś hotelu, a ciebie będę miała głęboko gdzieś– usłyszała jeszcze.

– Kretynka.- fuknęła.

 ~

Minako zeszła schodami na parter i weszła prosto do małej jadalni. Wokół panował spokój. W pobliżu nie było żywego ducha. Podeszła wolno do ogromnego okna, przyglądając się przez moment sielskiemu krajobrazowi. Naprzeciw hotelu, gdzie się zatrzymały mieściły się dosyć spore gospodarstwa rolne, a za nimi widać było kominy, bodajże jednej z fabryk którą mijały po drodze.

– Czasami cisza jest tu nie do zniesienia- usłyszała znajomy, męski głos.

– Przypuszczam.- Odwróciła się i spojrzała prosto w szare oczy.

– Myślałem, że pojechała pani ze swoją przyjaciółką.- Mężczyzna był szczerze zdumiony.

– Byłam zmęczona podróżą- wyjaśniła, uśmiechając się nieznacznie. 

Przez krótką chwilę wpatrywali się sobie w milczeniu, aż w końcu białowłosy spytał:

– Może, miałaby pani ochotę napić się kawy, w moim nudnym towarzystwie?

– Z przyjemnością- powiedziała, siadając przy jednym ze stolików.

– Jaką pani lubi?

– Czarną.  

– Zrobię rozpuszczalną, dobrze? Ta z dzbanka smakuje już jak błoto.

Później siedzieli przy stole i w milczeniu zajadali się wypiekami, które razem z gorącym napojem przyniósł mężczyzna. Minako oblizała palce i westchnęła.

– Uwielbiam słodycze. To pana dzieło?

– Tak naprawdę, to ze mnie żaden kucharz. Zwykle wszystko przygotowuje Akina- san, ale rozchorowała się po zatruciu bluszczem. Mam ogromną nadzieję, że już jutro wróci.

– Ja też nie umiem gotować- odparła Minako.- Żadna byłaby ze mnie dobra żona. Nawet nie wiem, jak w domu włącza się kuchenkę. Chodź gorsza ode mnie jest tylko Usagi- chan.

– Kim ona jest?

– Jedną z moich współlokatorek w Tokio.

– Jedną?

– Tak.

Potem, pomiędzy jednym, a drugim kęsem czekoladowych babeczek, opowiedziała mu pokrótce o tym jak wygląda ich wspólne życie.

– Od dawna pracujesz jako reporterka?- spytał Saitou, kiedy już przeszli na ‘ty’.

– Reporterka?- zapytała zdziwiona, prędko wyjaśniając:- Nie jestem żadną reporterką. Skąd przyszedł ci do głowy ten pomysł?

– Sama mówiłaś, że piszesz artykuł o Kei- kun i jego znajomych, pomyślałem, że robisz to dla jakiejś gazety.

– Boże, nie. Piszę tylko artykuł dla ‘Vogue’.

– Tego magazynu? Pracujesz dla nich? Myślałem, że ktoś z takim wyglądem raczej jest u nich modelką, niż autorką tekstów.

– Bardzo dziękuje. Rzeczywiście przedtem byłam modelką. Tym także próbowałam się zająć w Nowym Jorku- odparła, uśmiechając się wdzięcznie.- Ale nie jestem tam zatrudniona, pracuje w ‘Popteen’ przy sesjach zdjęciowych.

– Dlaczego już nie jesteś modelką?

Pytanie wytrąciło ją z równowagi. Na moment wróciła myślami do przeszłości. Zanim udzieliła jednej ze sztampowych odpowiedzi, minęła dobra chwila.

– Zrobiłam się za stara.

– Bzdury, przecież jesteś jeszcze młoda.

– Mam dwadzieścia pięć lat.

– Czyli jesteś niemal dzieckiem- odparła Saitou ze śmiechem.

– W dzisiejszych czasach modelką zostaje się w coraz młodszym wieku. Poza tym… byłam zmęczona castingami,  pracą w ciągłym biegu i Nowym Jorkiem. Rei- chan wracała do Tokio, a ja nie miałam zamiaru zostawać tam dłużej.  

– To akurat rozumiem. W Stanach ciężko jest mieszkać. Weźmy choćby ilość przestępstw kryminalnych: w wielkich miasta to przechodzi już wszelkie wyobrażenie. Tutaj ostatnia, najpoważniejsza zbrodnia miała miejsce piętnaście lat temu, kiedy Chino Noboru upił się… Minako?

– Słucham?- spytała i zrobiła ruch, jakby się z czegoś otrząsnęła.

– Wyglądasz, jakby coś cię zdenerwowało. Powiedziałem coś nie tak?

– Nie, wcale nie- odparła pośpiesznie, chociaż Saitou trafnie odgadł jej nastrój.- Mówiłeś, że jakiś Natsuo…?

– Nie Natsuo, tylko Noboru- san. Upił się i ukradł woła własnemu ojcu.

– A po co mu był wół?

– Nie pamiętam, to było dawno- wzruszył ramionami.- Ale, to nieważne. Rano mama Naboru znalazła woła przywiązanego za stodołą, jak spokojnie deptał jej najpiękniejsze irysy. Zadzwoniła na policję, a Noboru- san trafił na dwa dni do aresztu. Straszna była z tego afera.

– Dziwię się, że ojciec wniósł skargę na własnego syna.

– To nie on, tylko mama Noboru. Zawsze była dumna ze swoich irysów.  

– Ciekawe postacie tu mieszkają- stwierdziła ze śmiechem.

Powietrze przeszył głośny odgłos gongu dochodzący gdzieś z piętra, a Minako podskoczyła ze strachu.

– To prawda- zgodził się Saitou.- Jedna z nich jest tam na górze. Dziadek ma osiemdziesiąt cztery lata, ale wciąż jest uparty jak osioł. Zaraz wracam.

Kiedy Saitou wreszcie mógł zejść na dół, zastał Minako stojącą przed oknem wychodzącym na drogę i zapatrzoną w dal. Obróciła się szybko, gdy usłyszała kroki tuż za sobą.

– Przepraszam, że to tyle trwało, ale dziadek czuł się niedopieszczony.

– Nic nie szkodzi- machnęła ręką, uśmiechając się uroczo.

– Niestety będę musiał jechać załatwić jedną sprawę i przywieźć Riki- san, aby poczytała dziadkowi. Zawsze uwielbiał to robić, ale od jakieś czasu wzrok płata mu figle.

– Nie ma sprawy, ja mogę iść do niego- odparła pośpiesznie.

– Chcesz, mu czytać?- oczy mężczyzny rozbłysły ze zdziwienia.

Pokiwała głową, uśmiechając się szeroko.

– Zrobię to z przyjemnością.

– Nawet nie wiesz jak bardzo byłbym wdzięczny.

Saitou był blondynką coraz bardziej urzeczony. Nie chodziło tylko o jej urodę, ale i o sposób bycia- radosny, szczery, bez cienia afekcji. Była całkowitym przeciwieństwem kobiet, które poznał w Tokio. To dziwne, że po latach pracy jako modelka zachowywała się tak naturalnie i otwarcie.

~

Szła korytarzem kierowana głośnym dźwiękiem telewizora. Na ścianie wisiała znakomita kopia obrazu Rembrandta. Minako zajrzała do najbliższego pomieszczenia i ujrzała coś, co było chyba biblioteką. Był tam całkiem spory, kamienny kominek, obok niego stały skórzane fotele. Nad nim wisiała kolejna kopia Rembrandta, a na gzymsie stały różne rodzinne fotografie. Ostatnie piętro hotelu kolosalnie różniło się od pomieszczeń, w których zatrzymały się kobiety. Ściany pokrywały drewniane regały pełne książek. Jasnowłosa zobaczyła, że na końcu pokoju znajduje się coś w rodzaju alkowy z oknem. Stało tam szerokie łóżko, z którego przyglądała się jej badawczo para ciemnych oczu.

– Dzień dobry- powiedziała, uśmiechając się.- Nazywam się Minako Aino. Mogę wejść?

– Z tego co widzę, już pani weszła. Proszę podejść bliżej, żebym mógł się pani przyjrzeć. Te stare oczy są już nie takie, jak kiedyś.

Mężczyzna siwe włosy na czubku głowy miał przerzedzone. Ciemne źrenice błyszczały żywotnością i Minako gotowa była się założyć, że nie przegapią niczego. Wziął do ręki pilota od telewizora i wyłączył dźwięk.

Chodź, usiądź tutaj- zwrócił się do blondynki, pokazując krzesło przy łóżku.- Nazywam się Kenshin Uesugi- przedstawił się.- Powiedz, co taka urocza dziewczyna porabia w tych stronach? Właściwie, co dwie piękne kobiety robią tutaj? Nie przyjechałaś sama, prawda?

Minako pokręciła głową. Skąd on to wie, przecież nie mógł wychodzić z pokoju, pomyślała zdziwiona.

– Nie chciałam panu przerywać oglądania… – zaczęła Minako i urwała spojrzawszy na ekran telewizora.

Nie był to wcale telewizor,  a sześć dużych, zamontowanych w ścianie ekranów. Dwa obejmowały cały parter, dwa kolejne pierwsze piętro, zaś na dwóch pozostałych widać było okolicę.

– Ale to przecież…

– Obserwacja terenu. Te stare oczy muszą przecież mieć pomoc. Macie się ku sobie z moim wnukiem?- spytał, bez ogródek.

– On… on jest bardzo przystojny, ale nie jestem zainteresowana.

Kenshin Uesugi zaśmiał się krótko.

– Ja tam widziałem co innego- mrugnął do niej wesoło, a ona momentalnie oblała się szkarłatnym rumieńcem.- Podobasz mi się Minako- san. Wystarczy mi jedno spojrzenie, żeby wiedzieć z kim mam do czynienia. Wiesz, co? Jeżeli wyjdziesz za mojego wnuka dostaniesz ode mnie milion jenów.

Jasnowłosa roześmiała się szczerze z tego żartu.

– Niech pan nie kusi. Pewnie chce pan się pozbyć go wreszcie z domu, co?

– Nie mogę się doczekać, kiedy będę miał prawnuki, zanim uderzę w kalendarz. Żaden z moim wnuków jeszcze się nie ożenił. Przecież to nie jest normalne- pokręcił głową z dezaprobatą.- Saitou- chan powiedział, że będziesz mi trochę czytała.

– Jeśli ma pan ochotę.

– Oczywiście, że mam. Jestem stary, ale to nie znaczy, że nie potrafię cieszyć się towarzystwem pięknej, młodej damy.

– Co chciałby pan, żebym poczytała?

Kenshin podniósł książkę, która leżała przy nim na łóżku.

– Jestem ciekawy zakończenia. Zostało mi niedużo, ale oczy odmówiły posłuszeństwa. Potrzebuje silniejszych szkieł, tyle że teraz trudno dostać mi się do okulisty. Saitou- chan obiecał, że zawiezie mnie za tydzień czy dwa.

– O, to najnowsza książka Natsuo Kirino- powiedziała Minako, patrząc na okładkę.- Lubi ją pan?

– Kiedy jestem akurat w odpowiednim nastoju. Tak w ogóle, to czytam wszystko- od kryminałów po filozofię. Wnuki wiedzą o tym i zawsze przywożą mi mnóstwo książek na święta i inne okazję.

Otworzyła książkę w miejscu zaznaczonym skórzaną zakładką i zabrała się do czytania kilku ostatnich rozdziałów.

Saitou stał w drzwiach i słuchał głosu jasnowłosej kobiety, gdy czytała dziadkowi. Jeszcze nigdy Natsuo Kirino nie wydawała mu się taka ciekawa, a właściwie podniecająca. Nie zwracał uwagi na słowa, tylko na ton głosu, jakimi czytała poszczególne zdania. Kiedy następował dialog, lekko zmieniła głos dla podkreślenia charakteru poszczególnych postaci, a potem wracała do wolnej, spokojnej narracji. Wreszcie przestała czytać.

– Koniec- powiedziała.

– Tak, milion!- zakrzyknął dziadek Kenshin.- Albo nie, niech będą dwa.

Minako zaśmiała się, a Saitou postanowił interweniować, zanim dziadek zacznie wypisywać czek. Bywał bardzo szczodry wobec osób, które przypadły mu do gustu.

– Widzę, że dobrze wam idzie- odezwał się białowłosy.

– Minako- san jest świetna- powiedział Kenshin.- Przeczytała to jak najlepsza aktorka teatralna.

– Słyszałem, naprawdę byłaś dobra. Myślałaś kiedykolwiek o aktorstwie?

– Dawno temu. Nawet rozpoczęłam odpowiednie studia, ale przerwałam, kiedy zostałam modelką.

– Modelką?- zdziwił się Kenshin.- Noun- san powiedział, że piszesz artykuł.

– Zgadza się. Już nie pracuje jako modelka.

Starszy pan pokiwał głową ze zrozumieniem.

– Chce pan zacząć jakąś inną książkę?

– Nie teraz, chyba się zdrzemnę. A wy, może się przez ten czas lepiej poznacie- znów puścił oko do Minako. 

Gdy schodzili po schodach, Saitou zapytał:

– Mam nadzieję, że ojii- san nie robił żadnych niestosownych propozycji? Potrafi czasem być bardzo otwarty.

– Nie, tylko żartował. Jak mogłabym brać na serio to co powiedział, przecież zdaje sobie sprawę, że dochody z hotelu plus nawet comiesięczna emerytura nie zrobią z niego milionera. Chociaż jest bardzo miły i w innej sytuacji może rozważyłabym jego ofertę.

– Tak?- Białowłosy o mało nie połknął się, słysząc ostanie słowa.

Minako uśmiechnęła się do niego ujmująco.

– Przecież kobiety musiały już ci mówić, że jesteś przystojny. Gdybyś miał jeszcze do tego z parę milionów, żadna nie byłaby w stanie ci się oprzeć.

– Tak ważne są dla ciebie pieniądze?

– Dla każdego chyba są- wzruszyła ramionami, dodając:- I jak powiedziałam, chociaż z wielu względów możesz się podobać, jesteś dla mnie nietykalny. Nie obraź się, ale chciałabym znaleźć mężczyznę, który zapewni mi dostatnie życie.

– Tak po prostu?- spytał Saitou, zaskoczony.

– Tak.

– A miłość?

– Nie chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze. Kobieta potrzebuje mężczyzny, którego będzie mogła pokochać. Kiedy śpi się bez obawy o swoje bezpieczeństwo, wtedy także następuje przypływ uczuć.

Mówiła tonem lekkim i żartobliwym, ale Saitou wyczuwał jakiś podtekst. Co sprawiało, że bała się spać sama w nocy? Zastanawiał się, czy to ma coś wspólnego z bliznami na jej lewym policzku. Delikatnie linie były niemal niewidoczne, zatuszowane umiejętnym makijażem i tylko profesjonalne oko mogło je odkryć z bliskiej odległości. Chciał się dowiedzieć więcej, ale uznał, że jeszcze nie czas na to.

– Muszę cię przeprosić, zapomniałem ustalić coś z dziadkiem.

– Nie ma spawy.

Saitou pośpiesznie wrócił na górę.

– Co ty tu robisz?- powitał go starszy pan.- Na moje oko, powinieneś być na dole i zalecać się do Minako- san. Polubiłem ją. Z niej to byłaby dobra żona i mielibyście takie ładne dzieci- podrapał się lekko po brodzie, zastanawiając się nad czymś i dodał:- Musisz mnie poznać jeszcze z drugą… tą czarnowłosą.

Białowłosy spojrzał na niego zdziwiony.

– Po co?

– Ale ja nie myślałem o tobie, tylko o Kei- kun- machnął ręką, uprzedzając jego następne pytanie.

– Czy ty przypadkiem nie narzucasz zbyt dużego tempa?

– Wcale nie. Od razu wiedziałem, że twoja babka to kobieta akurat dla mnie.

– No cóż, ze mną jest inaczej. Potrzeba mi trochę czasu, a Kei- kun to kobieciarz i nic już z tym nie zrobisz- odparł białowłosy.

– Gdzie wasi rodzice popełnili błąd?- mruknął Kenshin.

– Po za tym, jest jeszcze coś.

– Co takiego?

Saitou westchnął ciężko i usiadł przy łóżku.

– Wygląda na to, że Minako- san chce wyjść bogato za mąż.

– W takim razie jesteś chyba w dobrej sytuacji- powiedział Kenshin ze śmiechem.

– Nie o to chodzi. Widzisz, ona mi się podoba, ale nie chce kogoś, kto patrząc na mnie widzi tylko moją rodzinę i pieniądze.

– Rozumiem- odparł Kenshin, przytakując.- Co więc zamierzasz robić? Będziesz ją okłamywał?

– Nie… a właściwie tak. Cholera, sam nie wiem. Jeśli ona dowie się o naszej rodzinie, albo, że…

– Jesteś chirurgiem plastycznym- dokończył Kenshin.

– Właśnie, a także, że Kei- kun jest twoim wnukiem i moim kuzynem.

– Co to ma do rzeczy?

– Bo chce zobaczyć, czy uda mi się zatrzymać w Osace jego i tę całą ferajnę jeszcze dzień czy dwa dłużej. Wolę, żeby oni i ich pieniądze nie skusiły Minako- san, zanim zdołam wzbudzić w niej nieco uczucia.

– Jej przyjaciółka będzie ci troszeczkę w tym zawadzać, więc moim zdaniem Kei- kun mógłby tutaj być akurat pomocny- zachichotał starszy pan.- Po za tym, czy one nie zaczną czegoś podejrzewać, kiedy zobaczą fabryki, lub przypadkiem ludzie czegoś nie powiedzą?

– Jeśli napomną cokolwiek, to powiem… och, nie wiem- westchnął ciężko.- Coś wymyślę. Skąd miałyby wiedzieć, że ziemie należą do naszej rodziny? No to co, będziesz razem ze mną w konspiracji?

– Nie puszczę pary z ust. Jeśli chodzi o mnie, to możesz być leniwym, niedorozwiniętym gamoniem, a ja starcem o krok od przytułku.

– Nie musisz posuwać się aż tak daleko.

– Czuje, że polubiłeś Minako- san i to nie daje ci spokoju- powiedział Kenshin, mrugając porozumiewawczo.

– Przyznam, że bardzo mnie zaciekawiła.

– A tam, zaciekawiła. Od razu krew zaczęła ci szybciej krążyć. Nie jestem aż taki stary, żeby nie pamiętać jak to było- starszy pan uśmiechnął się ciepło do własnych wspomnień.

~

Saitou i Minako spędzili resztę popołudnia przesiadując na schodkach przed budynkiem. Rozmawiali o czym się dało- od ulubionych kolorów do polityki. Okazało się, że pomijając fakt, iż on woli niebieski, a ona pomarańczowy, mają ze sobą wiele wspólnego. Zresztą, im dłużej spoglądał w jej piękne, duże oczy, tym bardziej był skłonny zweryfikować swoją opinię w kwestii niebieskiego. Błękit to rzeczywiście zachwycający odcień.

Nie zwrócili nawet uwagi, gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi.

– Czymś się martwisz- stwierdził, widząc jak blondynka od dłuższego czasu przygryza nerwowo wargę.

– Rei- chan jest na mnie zła. Pojechała sama do Osaki, a ja się martwię o nią. Powiedziałyśmy sobie kilka niemiłych rzeczy.- Zaparzyła się chwilę w opustoszałą jezdnię.- Pewnie znów chce mnie doprowadzić do szału- mruknęła sama do siebie.- Chyba pójdę już do swojego pokoju- dodała.- Dziękuje za dotrzymanie towarzystwa.

– Cała przyjemność po mojej stronie.

Widząc, że blondynka wstaje, pośpiesznie spytał:

– Może masz ochotę jeszcze trochę się przejść?

Minako zawahała się, lecz odpowiedziała:

– Chętnie.

Na dworze wciąż było ciepło, chociaż był dopiero początek czerwca. W powietrzu unosił się zapach miłorzębów i skoszonej trawy. Powoli zapadała ciemność. Ciszę zakłócało jedynie cykanie świerszczy. W pobliżu budynków świeciły wysokie latarnie, ale poza ich zasięgiem panowały już ciemności. Powoli podeszli do magazynu.

– Widzę, że naprawiłeś lusterko- zauważyła Minako, zaglądając do środka.

Wewnątrz było mroczno, duszno, pachniało drewnem i trocinami. Opuszkami palców dotknęła karoserii samochodu.

– Czułam się okropnie, gdy przeze mnie do tego doszło.

– Niepotrzebnie tak się przejmowałaś, przecież to był wypadek.

– Czy tym się zajmowałeś w Tokio? Naprawą samochodów?

– Nie. Eee… to znaczy… innymi rodzajami napraw.

– Jakimi?

Saitou udzielał wciąż wymijających odpowiedzi i wreszcie Minako domyśliła się, że nie ma ochoty rozmawiać o czasach, gdy mieszkał na Północy Japonii. Rozumiała to świetnie, gdyż sama niechętnie opowiadała o ostatnich latach spędzonych w Nowym Jorku.

Białowłosy podszedł do niej i nagle wnętrze zrobiło się ciasne, a zapach unoszącej się benzyny niezwykle intensywny. Wyciągnął rękę, a ich palce niemal się zetknęły. Coraz mocniej czuła jego obecność, która zdawała się wypełniać całą przestrzeń. W przypływie paniki chciała się wycofać, ale nagle okazało się, że jest uwięziona między Saitou, a pojazdem. Mężczyzna zawahał się na moment, a potem pochylił się nad nią.

– Czy mogę cię pocałować?- spytał, zbliżając się coraz bardziej.

Serce zaczęło łomotać, na skórze poczuła mrowienie. Jakaś jej cześć chciała krzyczeć ‘tak’, ale rozsądek sprzeciwiał się. Stali przez chwilę, która wydawała się wiecznością. Nic nie mówiła, nie potrafiła wykrztusić żadnego słowa. Kolana jej się trzęsły, a uszy paliły.

‘Nie rób tego’, przestrzegał zimny rozsądek.

‘Nie zważaj na nic’, namawiały zmysły.

‘Tak’ już wygrało. Minako zwilżyła językiem wargi i wysunęła usta w jego stronę, kiedy powietrze rozdarł silnik samochodu.

Reklamy

10 thoughts on “Wyrachowana miłość. II

  1. Takkkkk!! Końcówka zrobiła się naprawdę gorąca.
    „Pisząc to stwierdziłam, że nie nadaje się do takich lekkich romansów,” – nie prawda nadajesz się do tego. Twoje opowiadania są naprawdę świetne i nie ważne czy to dramat czy romans.
    😀 Rozdział cudowny o takim normalnym życiu i wręcz super napisany, świetnie się czyta a i dialogi są dobre i nie rozumiem jakie poprawki masz nanosić. Życzę więcej weny i czekam na następny rozdział. Udanego długiego weekendu :*

  2. wiedziałam, że chirurg 😛 to było oczywiste xD fajneeeee… jestem ciekawa co dalej 😀 tylko ten silnik samochodu na koniec… musiał? serio? kogo zabić za takie wtargnięcie? 😛 czekam z niecierpliwością 😀

  3. Super rozdział 😀 Bardzo mi się podoba Twój styl pisania i wszystko szybko pochłaniam 😀 hi hi
    A to opowiadanie mimo, że to dopiero początek to już mnie wciągnęło… I mam nadzieję, że Minako i Saitou szybko pozbędą się natręta

  4. No nie, przerwać im w takim momencie… Udusić tę osobę w samochodzie 😀 Świetne opowiadanie, wciągnęłam się w nie całkowicie i czekam z ogromną niecierpliwością na ciąg dalszy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s