Wyrachowana miłość. XIX

To już ostatni rozdział. Został tylko epilog, który ukaże się w tym lub w następnym tygodniu.

Potem nastąpi bardzo długa wakacyjna przerwa.

  ~

Rei siedziała jak na szpilkach, dopóki nie wyjechali na autostradę wiodącą do Kioto. A nawet wówczas wciąż oglądała się przez ramię, czy ktoś ich nie śledzi.

– Co się z tobą dzieje, kochanie? – spytał Kei. – W ostatnich dniach stałaś się dziwnie nerwowa.

– To dlatego, że mam poznać wszystkich twoich krewnych – zażartowała z wymuszonym uśmiechem.

Lekko ścisnął ją za rękę.

– Nie ma powodów do obawy. Przecież znacie się już od dawna. Bardzo cię lubią. Mama nawet przywiozła ci prezent z Włoch.

– Myśli pewnie, że…

– Że co?

– Że… jesteśmy zaręczeni?

Milczał przez dłuższą chwilę.

– Nigdy dotąd nie rozmawialiśmy na ten temat – powiedział w końcu.

Brunetka westchnęła cicho i przesunęła ręką po czole.

Przez tych kilka dni mogę żyć bez zmartwień, pomyślała. Tensu na pewno mnie nie znajdzie. A gdyby nawet znalazł, to będę otoczona przez wpływowych przyjaciół. W ich obecności nie może zrobić mi krzywdy. Poczeka, aż zostanę sama.

   ~

Kolację, czy może obiad, podano o osiemnastej, co kłóciło się z powszechnym zwyczajem, ale nikomu to nie przeszkadzało. Rei całkiem zapomniała o byłym mężu. Rodzice Kei, Tomoko i Soichiro Yamana, obdarowali wszystkich prezentami, które przywieźli z Neapolu. Rei z całego serca polubiła rodziców Kei, którzy spędzili już trzydzieści lat w małżeństwie, a w dalszym ciągu wyglądali na szczerze zakochanych. Byli wysocy, o jasnych oczach i jasnych włosach przetykanych siwizną. Tomoko była bardzo podobna do swojej siostry, czyli matki Saitou, Norie Sekine. Saitou za to zdecydowanie odziedziczył po ojcu urodę. Doktor Hiroshi Sekine był znanym kardiologiem, od niedawna na emeryturze. Rodzice Minako, Jun i Haniko Aino, od niedawna mieszkali w Kioto i bardzo im się tu podobało. Jun chwalił zwłaszcza miejscową pogodę. Był zapalonym wędkarzem i większość wolnego czasu spędzał nad jeziorem. Za powszechną namową dziadka Kenshin zajął miejsce na szczycie stołu. Najpierw zmówił wspólną modlitwę, a potem, z pomocą Saitou, wziął się do dzielenia świątecznego jedzenia. Minako dała kucharce wolne, ale potraw nie brakowało. Świąteczny obiad wypadł nadzwyczajnie. Z jednym wyjątkiem. Kiedy już wszyscy znaleźli się przy stole, Rei machinalnie policzyła gości. Łącznie z nią było ich trzynaścioro. Zły omen, jeśli ktoś wierzy w takie rzeczy. Zadygotała mimo woli.

– Co się stało? – natychmiast spytał Kei.

– Nic – odpowiedziała z nerwowym chichotem. – Właśnie się doliczyłam, że jestem trzynasta.

– Nieprawda – wtrąciła Minako i pogłaskała się po brzuchu. – Łącznie jest nas czternaścioro.

– Jak to czternaścioro? – natychmiast zapytała jej matka.

Minako skinęła głową i wzięła Saitou za rękę.

– Mieliśmy to ogłosić dopiero przy deserze, ale…

– …będziemy mieli dziecko – dokończył rozpromieniony białowłosy.

Zanim wszyscy zaczęli gratulować przyszłej mamie, dziadek Kenshin wstał i uniósł kieliszek wina.

– Wznoszę toast za nowych członków naszej rodziny. Za mojego nowego prawnuka i za wspaniałą przyjaciółkę, Rei.

– Na zdrowie! – rozległ się chóralny okrzyk.

Rei poczerwieniała jak burak, ale jednocześnie zrobiło jej się bardzo miło. Nie wiedziała dotąd, co to znaczy być częścią tak wielkiej i kochającej się rodziny. Po kolacji panowie zasiedli przed telewizorem, żeby obejrzeć mecz baseballu, a sprzątanie pozostawili paniom.

– Męscy szowiniści! – zawołała za nimi Minako i zaraz się roześmiała.

Tomoko Yamana zawtórowała jej.

– Są jak mali chłopcy – powiedziała do Rei. – Nigdy, ale to nigdy nie stawaj pomiędzy którymś z nich i drużyną. To zatwardziali kibice. Zawsze tacy byli.

– To prawda – wtrąciła Minako. – Mają bilety na wszystkie mecze.

Rei uśmiechnęła się. Uświadomiła sobie nagle, że ostatnio wszystkie niedzielne popołudnia Kei spędzał z Tamiko, przeglądając stosy dokumentów i walcząc z bólami głowy. Od dawna już nie był na meczu. Całkowicie poświęcił się pracy. Westchnęła w duchu z rozmarzeniem. Coraz bardziej go podziwiała.

    ~

Weekend w Kioto minął jak sen. Rei cieszyła się każdą chwilą. Następnego dnia po rodzinnej uczcie za namową Tomoko i jej męża wszyscy pojechali na obiad do rodzinnej rezydencji rodziny Yamana. Za to w sobotę wieczór poszła z Kei na musical, a potem pili wino, śmiali się i kochali.

W niedzielę rano wsiedli do samochodu, żeby wrócić do domu. Kiedy zbliżali się do Osaki, brunetka posmutniała. Znów poczuła na plecach lodowaty oddech strachu.

Kei to zauważył.

– Co się stało, kochanie?

– Wszystko w porządku. – Zdobyła się na uśmiech. – Jestem tylko trochę zmęczona. Ale bawiłam się znakomicie. Uwielbiam twoją rodzinę.

– A oni ciebie – zapewnił ją. – Chociaż nie bardziej ode mnie.

Pomógł wnieść bagaże do mieszkania. Chciała, by został jak najdłużej, ale wiedziała, że przed poniedziałkiem miał jeszcze dużo do zrobienia.

– Odpocznij trochę – powiedział. – Wpadnę później.

Po jego wyjściu odsłuchała automatyczną sekretarkę. Była tylko jedna wiadomość. Oharu pytała, jak minął weekend. Poza tym ktoś aż cztery razy bez słowa odłożył słuchawkę.

Cztery razy.

Pewnie była to pomyłka. Przecież nikt obcy nie znał jej numeru. Lecz z drugiej strony Tensu był prokuratorem i miał w policji licznych znajomych. Z łatwością mógł ich prosić o niewielką przysługę.

Rei zamknęła drzwi na oba zamki i łańcuch. Przez chwilę oddychała głęboko, a potem zadzwoniła do Oharu, lecz jej nie było. Nagrała wiadomość i poszła zaparzyć herbatę. Rozległ się dzwonek telefonu. Rei zastanawiała się przez chwilę, a potem podniosła słuchawkę.

– Słucham?

Cisza.

– Halo! Kto dzwoni, do cholery?

– A więc to ty.

Serce podeszło jej do gardła. Mimo woli wstrzymała oddech.

Tensu. Spełniły się jej najgorsze obawy.

– Czego chcesz? – zapytała, siląc się na spokój.

– Wiesz przecież. Tego co zawsze. Chcę, żebyś była w domu, tam, gdzie twoje miejsce.

– Nie mamy z sobą nic wspólnego, Tensu. Jesteśmy rozwiedzeni.

– Nie, Rei… Należysz do mnie. Jesteś moja! Zawsze tak będzie. Zaraz przyjadę, żeby cię stamtąd zabrać.

Rozdygotana podbiegła do kuchennego okna, żeby sprawdzić, czy jej prześladowca nie stoi już na ulicy.

– Nigdzie z tobą nie pójdę. Wzięliśmy rozwód. Zostaw mnie w spokoju!

– Widziałem cię w telewizji. Widziałem zdjęcia w gazetach. Widziałem, jak ten łobuz trzymał cię za rękę. Jakim prawem?! On cię nie dostanie. Jesteś moja. Pojedziesz ze mną do domu lub umrzesz.

Rei odłożyła słuchawkę. Obie ręce zacisnęła mocno na krawędzi zlewu i zagryzła usta, żeby nie zacząć krzyczeć. Powiedział, że ją zabije. Uniosła głowę. Po drugiej stronie ulicy stał dom Kei. Przecież wystarczył jeden telefon i byłaby całkiem bezpieczna.

Na pewno? Tensu pewnie miał pistolet. Był znakomitym strzelcem. W szale zazdrości mógłby zabić Kei.

Nie, pomyślała stanowczo. Nie wolno mi tego zrobić.

Przestała się już denerwować. Wręcz przeciwnie, ogarnął ją niesamowity spokój. Postanowiła, że już więcej nie będzie uciekać. Na podjeździe zatrzymał się samochód. Przyjechał. Rei z niezmąconym spokojem wzięła słuchawkę do ręki i wybrała numer policji. Lekko drżącym głosem podała nazwisko i adres.

– Mój były mąż groził, że mnie zabije. Idzie tu, do mieszkania. Pospieszcie się. Na miłość boską, prędko!

– Wysyłamy patrol – odpowiedziała telefonistka z policyjnej centrali. – Proszę pozostać przy telefonie i nie otwierać drzwi.

– Na pewno mu nie otworzę! – Zdenerwowanie brało górę. – Słyszę go. Pomóżcie, to psychopata. Wchodzi po schodach. Już jest na górze!

– Za minutę przyjedzie radiowóz. Proszę nie odkładać słuchawki.

Tensu zapukał do drzwi.

– Rei!

Nie odpowiedziała, więc zaczął się dobijać.

– Rei! Otwieraj! – Po chwili załomotał mocniej. – Jesteś moja i pojedziesz ze mną!

– Proszę mu nie otwierać – odezwała się policjantka.

– Nie jestem głupia – szepnęła brunetka.

– Pojedziesz ze mną, albo cię zabiję! Przysięgam, że to zrobię. Żaden facet mi ciebie nie zabierze! – Z całej siły kopnął w drzwi.

– Próbuje wyłamać zamek – rzuciła do słuchawki. – Odejdź, Tensu! – krzyknęła. – Wezwałam policję!

– Kłamiesz! Otwieraj! Otwieraj! – Walił w drzwi jak taran.

Ale ona już nie była tą samą zastraszoną kobietą, którą znał niegdyś. Postanowiła, że jeśli już ma umrzeć, to po walce. Posypały się drzazgi. Pękła szybka w drzwiach. Rei chwyciła świecznik stojący na stole.

– Włamał się! – krzyknęła do telefonu.

 Z rozmachem uderzyła świecznikiem w rękę, która przez dziurę w drzwiach gorączkowo sięgała do wewnętrznego zamka. Na ulicy rozległ się jęk syreny. Dwóch syren.

– Przyjechała policja, Tensu! – zawołała, ale on, ogarnięty szałem, nie zwracał na to uwagi.

– Zabiję cię, ty suko! Już nie żyjesz!

– Stać! Policja! Nie ruszać się!

Dobiegły ją odgłosy gwałtownej szamotaniny.

– Są już na miejscu – szepnęła.

– Proszę nie otwierać, dopóki któryś z policjantów nie poda swojego nazwiska.

Wydawało jej się, że upłynęła cała wieczność, zanim zza drzwi ktoś powiedział:

– Tutaj posterunkowy Iwasaki. Wszystko w porządku, proszę pani. Intruz został aresztowany. Odprowadzamy go do radiowozu.

Roztrzęsioną ręką odłożyła słuchawkę i zdjęła łańcuch z rozbitych drzwi. Odsunęła zamki.

– Dziękuję – wyszeptała. – Bardzo dziękuję. Chcę złożyć skargę i wypełni wszystkie formularze. Zrobię wszystko, co trzeba. Miał zamiar mnie zamordować.

– Tak, proszę pani. Zabieramy go na posterunek. Już nie ma powodów do obaw.

Policjant odszedł, a ona ciężko wsparła się o futrynę. W dłoni wciąż ściskała świecznik.

– Rei- chan! Rei!

Uniosła głowę. Kei biegł do niej przez ulicę. Wspiął się na górę, przeskakując po trzy stopnie i porwał ją w ramiona.

– Boże, nic ci się nie stało? Kto to był? Co się dzieje?

– Mój były mąż, Tensu Fuschida. Znalazł mnie. Ta telewizyjna relacja… Tak się bałam! Chciał mnie zabić.

Kei przytulił ją do siebie.

– Co za łajdak! Pożałuje, jeśli choć jeszcze raz zbliży się do ciebie. Teraz należysz do mnie i nikomu nie dam cię skrzywdzić!

Rei zesztywniała.

– Nigdy tak do mnie nie mów! – wybuchnęła gwałtownym gniewem. – Nie jestem niczyją własnością! Nie należę do niego ani do nikogo więcej! Zabieraj łapy!

Bezskutecznie próbował ją uspokoić.

– Kochanie…

Wyrwała mu się.

– Żadnego więcej „kochanie”! Mówię poważnie. Wynoś się. Po prostu zejdź mi z oczu!

– Nie pójdę, dopóki się nie uspokoisz.

– Głuchy jesteś?! – krzyknęła co tchu w płucach. – Wynoś się! Nie potrzebuję żadnego opiekuna. Sama potrafię o siebie zadbać. Wynocha!

Kei zrobił zbolałą minę, ale na Rei nie zrobiło to żadnego wrażenia. Odwrócił się i pomału zszedł po schodach. W pobliżu, jak zwykle w podobnych przypadkach, zgromadził się tłumek gapiów. Rei trzasnęła drzwiami, rzuciła się na łóżko i wybuchnęła płaczem. Biła pięściami w poduszkę i przeklinała wszystkich mężczyzn na świecie. A kiedy już się wypłakała, położyła się na plecach i wbiła spojrzenie w sufit.

Jak Kei mógł powiedzieć coś tak okropnego? – myślała. Nie jestem jego własnością. Nie jestem i nie będę.

W pierwszym odruchu chciała spakować się i uciec, ale po namyśle postanowiła zostać. Lubiła swoją pracę i dobrze jej było tutaj. Tu zresztą miała przecież bronić pracę dyplomową. Nie pozwolę, żeby jakiś facet to wszystko mi zmarnował, pomyślała twardo. Od dzisiaj będę żyć swoim własnym życiem.

Wstała, przemyła twarz zimną wodą i zadzwoniła do Yasu. Chciała się do niej przeprowadzić, ale tylko do czasu, aż ktoś naprawi drzwi.

 Nie zamierzała wyjeżdżać z Osaki.

     ~

 Kei nie bardzo wiedział, co robić. Zatelefonował do Oharu, lecz nie było jej w domu. Potem pomyślał o Yasu, ale nie znał jej numeru. W książce telefonicznej też go nie znalazł. Minako była w ciąży, więc wolał jej nie denerwować. Pozostawało mu więc tylko jedno. Zadzwonił do matki. Ona zawsze potrafiła dać mu dobrą radę.

Najpierw kazała mu sprawdzić, co z Tensu.

– A Rei zostaw w spokoju – powiedziała. – Dziewczyna potrzebuje czasu. Nie popędzaj jej. To nic nie pomoże.

– Dobrze, mamo.

– Bardzo ją z ojcem lubimy. Jak zwykle miałeś mnóstwo szczęścia, że trafiłeś na kogoś takiego jak ona.

Uśmiechnął się.

– Chyba tak, mamo. Kocham cię.

– Ja też cię kocham, synku. Mam przeczucie, że między wami wszystko się ułoży. Pasujecie do siebie.

Potem zatelefonował do Taki.

– Jako burmistrz oficjalnie nie mogę ci pomóc – mruknął. – Ale znam szefa policji. Coś mi jest winien. Zawiadomię go i zobaczymy, co da się zrobić w tej sprawie.

Kei z powrotem zasiadł do papierów, ale nie potrafił się skupić. Czekał na wiadomość. Jednak pierwsza odezwała się Oharu. Dopytywała się, co się stało.

 – Rei- chan nagrała się na sekretarkę. Powiedziała tylko, że było włamanie i że dzisiejszą noc spędzi u znajomych. Jest  u ciebie?

– Nie, pewnie u jakiejś przyjaciółki. Cieszę się, że jest bezpieczna. – Opowiedział jej o wszystkim, nawet o tym, że Rei wyrzuciła go za drzwi. Oharu poradziła mu to samo co matka.

– Musisz uzbroić się w cierpliwość – zakończyła.

– Na pewno – odparł.

Pół godziny później zadzwonił Taki.

– Wiesz, że niejaki Tensu Fuschida jest prokuratorem w Tokio?

– Prokuratorem? O mój Boże…

– Właśnie. No cóż, bywa i tak. A wiesz, że piętnaście minut po twoim telefonie rozmawiałem z Rei? Prosiła mnie o pomoc.

– Taki, mam nadzieję, że jej nie powiedziałeś o naszej rozmowie.

– Niestety. Nie wiedziałem, że to tajemnica.

Kei jęknął w duchu.

– No dobra… Co się dzieje?

– Zdążyliśmy w ostatniej chwili. Jeszcze parę godzin i Fuschida wyszedłby na wolność. Nawet teraz nie posiedzi dłużej niż dobę. Spryciarz wyjdzie za kaucją. Ale mam pewien pomysł.

– Mów.

– Odwiedzę go w areszcie. Nie sam. Wezmę ze sobą Morihiro Ikina.

Morihiro był sędzią, a przy tym miał świetne kontakty w Tokio. Potężnie zbudowany, groźny i o tubalnym głosie, łatwo zdobywał posłuch wśród rozmówców.

– Spróbujemy go przekonać, by na dobre zapomniał o Osace – dodał Taki. – Jednym słowem damy mu do zrozumienia, żeby wyniósł się z naszego miasta.

– Myślisz, że to podziała?

Taki wybuchnął śmiechem.

– Morihiro jest tego pewien. Tu i ówdzie popytał o Fuschida. Ma już o nim wyrobione zdanie. Albo wyśle go do Tokio, albo usunie z palestry.

– Świetnie.

– Słuchaj, stary, a co z Rei? Nie zająknęła się ani słowem, gdy wspomniałem o tobie. Wszystko gra?

– Chyba jeszcze jest w szoku – mruknął Kei. – Bądźmy w stałym kontakcie, dobrze? I nie mów jej o naszej rozmowie. Złości się, kiedy ktoś wtrąca się w jej sprawy.

A teraz cierpliwości, westchnął w duchu.

     ~

Przez kilka dni siedział jak trusia. Taki powiadomił go, że Morihiro odegrał niezłe przedstawienie przed Tensu. Rei mogła spać spokojnie. Jej były mąż odleciał pierwszym samolotem do Tokio, szczęśliwy, że udało mu się zachować pracę i dobre imię. Kei widywał ją czasami, gdy krzątała się wokół domu, ale nie odbierała jego telefonów. Codziennie posyłał jej kwiaty. Nic. Cisza. Zero. Nawet zwykłego „dziękuję”. Cierpliwości, mówiła matka. Zatem uzbroił się w cierpliwość – i czekał. Przyjmowała wszystkie wysłane przez niego prezenty. Załamała się dopiero przy ostatnim pudełku. Turkusowym. Z Tiffaniego. A zamiast biżuterii- krótka kartka: „Pamiętasz, jak kiedyś powiedziałem ci, że będziesz pięknie wyglądała w pierścionku od Tiffaniego. On czeka na ciebie, tak jak ja.  Zadzwoń, kochanie. Konam bez ciebie”.

Próbowała o nim zapomnieć. Próbowała wyrzucić go na zawsze ze swojego życia. Kłopot w tym, że go kochała, szczerze i z uczuciem. Przecież w niczym nie przypominał Tensu lub jej ojca. Dbał o nią. Natychmiast zadzwonił do Taki…

Tęskniła za nim.

Zdecydowanym ruchem podniosła słuchawkę telefonu i wybrała dobrze znany numer. Kei odezwał się po pierwszym sygnale.

– Wpadniesz do mnie? – spytała.

– Już pędzę.

Widziała go przez kuchenne okno, jak po drodze wciągał koszulę. Roześmiała się. Biegł boso, choć na dworze było bardzo zimno. I oto już stał pod jej drzwiami. Otworzyła. Nonszalancko, jak to miał w zwyczaju, oparł się o futrynę.

– Wejdź – powiedziała cicho z udawanym spokojem, chociaż miała ochotę rzucić mu się na szyję. – Nie jest ci zimno w nogi?

Spojrzał w dół i dopiero teraz zauważył, że jest bez butów. Poruszył palcami.

– Cholera!

Rei roześmiała się na całe gardło.

– Wariat z ciebie! Zupełny wariat.

Nie wytrzymała dłużej. Chwyciła go w ramiona i przywarła całym ciałem. Nie potrzebował innej zachęty. Wpił się w nią żarliwym pocałunkiem.

– Och, najdroższa – wyszeptał wreszcie. – Odchodziłem od zmysłów. Kocham cię.

– Ja też cię kocham.

– Mówisz szczerze? Naprawdę?

Uśmiechnęła się.

– Okropnie za tobą tęskniłam.

– Zatem obiecaj mi, że się pobierzemy, i miejmy to już za sobą.

Położyła mu palec na ustach.

– Nie mogę ci tego obiecać. Jeszcze nie jestem gotowa do tak poważnego kroku. Może nigdy nie będę? Jest tyle rzeczy, których nie wiesz o mnie… o moim życiu… O tym, co kiedyś przeszłam.

Pociągnął ją w stronę kanapy, usiadł i posadził ją sobie na kolanach.

– To mi opowiedz.

Opowiadała długo. O ojcu, o samobójstwie matki i o Tensu. Nie ukrywała żadnych szczegółów. Kei słuchał z przymkniętymi oczami i tylko czasem głośniej przełykał ślinę, próbując zapanować nad zdenerwowaniem i wściekłością. Nie odezwał się ani słowem, dopóki nie skończyła. Potem przytulił ją do siebie i pogłaskał po włosach.

– Teraz rozumiesz, czego się boję? – spytała cicho. – Kocham cię. Naprawdę. Ale wspomnienia wciąż mnie zmuszają do wielkiej ostrożności.

– Zaczekam.

– Kei- chan, a jeśli nigdy nie będę chciała ponownie wyjść za mąż? Przecież to całkiem możliwe.

– Rei, kocham cię duszą i ciałem. Zaczekam. A tymczasem postaram się umilić ci dalsze życie. Dałaś mi radość i największe szczęście.- Uśmiechnął się i delikatnie przesunął palcem po jej ustach.- Ukazałaś mi barwy świata i zmieniłaś mój sposób patrzenia. Dzięki tobie ponownie mogę czytać. Po raz pierwszy ujrzałem twoje imię… To jest naprawdę warte wszystkich skarbów świata.

Pocałował ją z całego serca.

– Zaczekam.

Reklamy

7 thoughts on “Wyrachowana miłość. XIX

  1. Dlaczego?! Pytam się DLACZEGO TO OSTATNI ROZDZIAŁ?! Płakać mi się chcę kiedy o tym pomyślę, no ale cóż każde opowiadanie musi się skończyć 😦 No cóż rozdział cudowny! Zresztą jak zwykle ;D Już nie mogę doczekać się epilogu!

  2. Cudowny rozdział 😀 Bałam się, że Tensu skrzywdzi Rei na szczęście całe to wydarzenie zakończyło się szczęśliwie 😀 Ciekawa jestem czy Kei w końcu uda się się zaciągnąć Rei przed ołtarz 😀 Pozdrawiam i czekam na epilog 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s