Wyrachowana miłość. XVIII

Miała już wyjść na uczelnię, kiedy zadzwonił telefon.

– Cześć, kochanie. Dobrze, że cię zastałem – powiedział Kei. – Jestem już w drodze na lotnisko. Umówiłem się na pierwszą po południu w klinice, w Tokio. Przy okazji załatwię jeszcze inne sprawy, więc wrócę pewnie w piątek po południu.

– Szybko działasz.

– No pewnie. Dzwoniłem nawet do Kioto, ale tam wyznaczyli mi termin dopiero za dwa tygodnie. Do tego czasu będę już w domu, i to w nowych okularach.

– Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze.

– Nic się nie martw. Yasu- san pożyczyła mi książkę na ten temat. Przeczytam ją w samolocie.

Brunetka uśmiechnęła się, słysząc dumę w jego głosie.

– Bardzo się cieszę.

– A przy okazji, mam do ciebie małą, choć w istocie ważną prośbę.

– Tak?

– Weźmiesz wieczorem Noun na mały spacer? I zostaw mu na noc miskę wody. W dzień zaopiekuje się nim pani Li.

– Nie ma sprawy. Coś jeszcze?

– Zadzwoń do Minako- kun i powiedz jej, że zgodnie z jej życzeniem zarezerwowałem na weekend pokoje w Ritz. W sobotę rano Saitou i Akihiko są umówieni na golfa z Taki. Ja też tam będę. Niech to przekaże Ami i Akihiko.

– Załatwione.

– Muszę już pędzić, tygrysku. Zadzwonię wieczorem. Kocham cię.

Odłożył słuchawkę, zanim Rei zdążyła coś mu odpowiedzieć. Zupełnie zapomniała, że już w tym tygodniu odbędzie się dawno zapowiadane spotkanie z premierem. W co niby miała się ubrać na taką okazję? Zadzwoniła do Minako. Miała nadzieję, że może ona coś wymyśli. Przyjaciółka jak zwykle jej nie zawiodła.

– Boże, Rei- chan, przecież nie pójdziesz w tym samym, co na wesele Usagi! – zawołała. – Mam całą szafę najprzeróżniejszych ciuchów. Niektóre suknie są jeszcze z metkami. Przywiozę co najmniej trzy, żebyś miała coś do wyboru. Wiesz, że udało mi się przekonać nawet Ami- chan, by kupiła sobie coś nowego? Wprost nie mogę się doczekać, kiedy się spotkamy. Przylatujemy w piątek po południu.

– Świetnie – odparła czarnowłosa. – Będziemy miały dla siebie cały sobotni ranek, kiedy ci duzi chłopcy pójdą grać w golfa.

– Oczywiście. A piątek pójdziemy razem na kolację.

– Jeżeli Kei zdąży na czas wrócić z Tokio.

– A co on robi w Tokio?

– Wyjechał w interesach – skłamała.

Nie chciała zdradzać jego tajemnicy.

– Między wami wszystko się układa? – spytała Minako.

– Jak najbardziej – mimo woli zachichotała brunetka.

– Romans w pełnym rozkwicie?

– Znasz Kei- chan. A tak w ogóle, to jak się czujesz? – skierowała rozmowę na nieco bezpieczniejsze tory. Gawędziły jeszcze przez kilka minut.

– Muszę już kończyć – powiedziała wreszcie Rei. – Przegadałabym z tobą cały ranek, ale za chwilę mam zajęcia na uczelni.

  ~

Dni wlekły się powoli. Rei stwierdziła nagle, że ogarnęło ją przeraźliwe poczucie pustki. Strasznie tęskniła za Kei. Na drugi dzień po jego wyjeździe zabrała Noun na spacer. Szczeniak też był wyraźnie smutny. Patrzył na nią zmartwionym wzrokiem, postanowiła więc zostać z nim trochę dłużej. Obejrzeli film w telewizji. Siedziała na kanapie, a Noun na jej kolanach. Nie wiedziała, kiedy zasnęła. Obudziła się o drugiej w nocy. Pies wciąż spał jak zarżnięty. A niech to! Przegapiła telefon od Kei. Mówił jej wczoraj, że w klinice wszystko poszło dobrze i że okulary będą gotowe na piątek. Zadzwoniła do siebie, żeby sprawdzić, czy nie zostawił jakiejś wiadomości. Nagrał się czterokrotnie. Ostatni raz o wpół do drugiej.

– Gdzie jesteś, tygrysku? Trochę się martwię. Zadzwoń, kiedy się zjawisz.

Powinna to zrobić? Zrobiła. Odebrał po pierwszym sygnale.

– Przepraszam, wiem, że już bardzo późno, ale zasnęłam u ciebie na kanapie.

– Nieźle mnie wystraszyłaś. Myślałem, że przytrafiło ci się coś złego.

– Nie. Oglądaliśmy ze Noun film w telewizji.

– O Kung fu?

Roześmiała się.

– Skądże! Bardzo miejską, romantyczną komedię. Nie wiem tylko, jak się skończyła.

– I żyli długo i szczęśliwie – mruknął. – Tak dzieje się za każdym razem.

– Tylko w filmach – westchnęła. Ogarnął ją nagły smutek. Łzy napłynęły jej do oczu i coś ją ścisnęło w gardle. – W prawdziwym życiu to się nie zdarza.

– Zdarza – zakonkludował.

Nie potrafiła na to znaleźć odpowiedzi. Jaką miała przed sobą przyszłość?

– Nie żądam od ciebie żadnych deklaracji – powiedział po dłuższej chwili milczenia. – Chociaż czasem się zastanawiam, co tak naprawdę do mnie czujesz.

– Bardzo zależy mi na tobie, Kei… – zaczęła.

– Ale?

To nie było łatwe. Głęboko zaczerpnęła tchu i pogłaskała śpiącego szczeniaka.

– Kochanie?

– Kei- chan, wiem, że powinnam wyznać ci coś więcej o mojej przeszłości. Kiedyś to zrobię, obiecuję. Ale nie dzisiaj. Jest już bardzo późno i oboje powinniśmy się wreszcie trochę przespać. W skrócie ci powiem, że zaznałam wielu krzywd od mężczyzn. To sprawiło, że stałam się bardzo ostrożna.

– Niech mi utną rękę, jeśli choć trochę chciałbym twojej krzywdy. Przy mnie nie spadnie ci włos z głowy. Zaufaj mi, skarbie. Kocham cię całym sercem.

Tyle zła zostawiła za sobą, tyle bólu, tyle straszliwej poniewierki… W głębi duszy dobrze wiedziała, że on nie kłamie, a mimo to zimny dreszcz przebiegł jej po plecach. Kochała go, ale nie potrafiła tego mu powiedzieć. Nie, jeszcze nie teraz. A jeśli nigdy jej się to nie uda?

– Wrócisz w piątek wystarczająco wcześnie, żebyśmy poszli na kolację z Minako, Saitou, Ami i Akihiko? – spytała.

Usłyszała, że westchnął cicho.

– Tak. Wieczorem rozmawiałem z moim bratem. Spotykamy się u mnie o wpół do siódmej. Pasuje ci?

– Jak najbardziej – odpowiedziała z głośnym ziewnięciem. – Chcesz, żebym przez te dni jeszcze coś załatwiła?

– Nie, ale dziękuję, że spytałaś. Tamiko wszystkim się zajęła. Chociaż… mam do ciebie prośbę.

– Słucham.

– Nie chcę, żebyś tak późno w nocy chodziła sama po ulicy. Zostań dziś u mnie.

– Ależ, Kei- chan! Przecież mieszkam dokładnie naprzeciwko!

– Zrób to. Niech się nie martwię.

Uśmiechnęła się.

– Dobrze. Zostanę.

– Śnij o mnie – szepnął.

  ~

Rei czuła się jak kopciuszek, kiedy znalazła się w imponującej, długiej i czarnej limuzynie, jadącej do śródmieścia Osaki. W piątek wieczorem całą szóstką spotkali się na kolacji u Kei, a w sobotę, kiedy panowie wybrali się na golfa, panie zastanawiały się nad kreacjami. Rei wprost się nie mieściło w głowie, że ma do czynienia z tym samym towarzystwem, które dzień wcześniej, siedząc w dżinsach, ze smakiem zajadało sushi. Teraz mieli zająć miejsca przy wykwintnie zastawionych stołach w towarzystwie premiera Japonii i jego żony. Rei wyglądała świetnie w szafirowej sukni, którą pożyczyła jej Minako. Była ubrana bez przepychu, ale nadzwyczaj elegancko i na tyle ciepło, by nie marznąć w chłodny listopadowy wieczór. Minako dodała szafirowo-brylantową broszkę. W uszach miała kolczyki od Kei. Nie włożyła tylko bransoletki. Zamierzała jak najszybciej mu ją zwrócić, czekała jednak na właściwy moment. Niestety od kiedy wrócił z Tokio, tylko przez chwilę byli sami.

– Cóż to za widok dla spragnionych oczu! – zawołał, kiedy zeszła na dół. – Prezentujesz się wprost fantastycznie!

Rei mimo woli sięgnęła do wysoko upiętych włosów. Prawie całe popołudnie spędziła z Minako i Ami w najlepszym salonie kosmetycznym w Osace. Bez wątpienia warto było. Jedynie Ami trochę się krzywiła, ale ona zawsze była malkontentką. I wegetarianką. Blondyn zarzucił Rei szal na ramiona, pocałował ją w kark i szepnął:

– A może odpuścimy sobie tę imprezę i zostaniemy sami w domu?

– Nic z tego, mój kochasiu. Nie po to tyle wycierpiałam, żeby teraz kryć się w ciemnościach.

Uśmiechnął się.

– Zostawimy zapalone światło.

– Nie, dziękuję. – Zabrała torebkę ze stołu. – A przy okazji, jak tam okulary?

– Świetne. Nawet lepsze niż kolorowe filtry. Kochanie… Akihiko i Saitou nic nie wiedzą…

– Więc ja im też nie powiem.

Pocałowała go w policzek i dołączyli do reszty grupy.

Limuzyna stanęła przed okazałą rezydencją senatora. Cały teren był rzęsiście oświetlony. Wszędzie kręcili się ochroniarze. Minako i Saitou wysiedli pierwsi, potem Ami i Akihiko. Kei lekko wyskoczył z limuzyny i podał rękę czarnowłosej. Dziadek Kenshin  mógł być dumny ze swoich wnuków – trzech przystojnych facetów w smokingach, idących na spotkanie z premierem. Minako miała na sobie długą brzoskwiniową suknię. Ami od stóp do głów spowijał zwiewny błękitny jedwab. Minęli strażników przy bramie. Rei szła pod rękę z Kei. Pozbyła już się zażenowania. Czuła się teraz jak gwiazda filmowa i uśmiechała się do fotografów. Zapamiętała na resztę życie spotkanie z premierem, nie mogła jednak sobie przypomnieć, co wówczas mówiła. Miała nadzieję, że coś sensownego. Taki uściskał ją z całego serca, czym ściągnął na siebie ponure spojrzenie jasnowłosego. Jak zwykle tym się nie przejął. Potem wmieszali się w tłum gości. Kei znał niemal wszystkich, a tych, których nie znał, szybko wprowadzał do grona znajomych. Był prawdziwą duszą towarzystwa, ale okulary dodawały mu powagi. Przynajmniej zdaniem Rei. Akihiko także to zauważył.

– Co to? Tracisz wzrok, braciszku?

– Wszyscy się starzejemy, mały.

Wieczór minął jak z bicza strzelił i zanim Rei się obejrzała, już trzeba było wracać. Za namową Minako podjechali na chwilę do Ritza na małego drinka przed zaśnięciem. Rei z zachwytem rozglądała się po ekskluzywnych wnętrzach. W barze, utrzymanym w eleganckim stylu, podziwiała skórzane kanapy i kosze kwiatów rozstawionych wokół. Zamówili drinki.

– Och, prawie zapomniałam – zreflektowała się Minako. – Rei- chan, w tym roku wyprawiamy u nas święta. Mam nadzieję, że nie odmówisz i przyjedziesz z Kei. Będzie nam bardzo miło. Gości na pewno nie zabraknie. My zadbamy o jedzenie, dziadek o przyprawy, moja mama zrobi ciasto, mama Saitou- chan przyrządzi sałatki… No to jak, kochanie? – zapytała Minako, patrząc na brunetkę. – Przyjedziesz?

– Pewnie że tak – odpowiedział za nią Kei.

– A co powinnam przynieść?

Uśmiechnął się.

– Wspaniałe ciasto kokosowe.

– Ekstra! – zawołał białowłosy. – To moje ulubione!

Minako przewróciła oczami.

– Ty lubisz wszystkie słodycze.

– Nic na to nie poradzę – mruknął, pochylił się i ucałował delikatnie ją w odsłonięte ramię.

Rei zachichotała cicho, widząc ich zachowanie. Bez wątpienia wciąż byli w sobie zakochani. Zastanawiała się, czy to mądre spędzać święto z rodziną Kei. A co będzie, jeżeli zaczną się bawić w swatów? – pomyślała.

Kei dokończył drinka, podał rękę brunetce i wrócili limuzyną do domu. Szofer, mimo delikatnych protestów Rei, zatrzymał się pod willą.

– Moje łóżko jest większe – powiedział blondyn, otwierając frontowe drzwi. – Cały wieczór czekałem, żeby cię rozebrać.

Tuż za progiem pochwycił ją w ramiona i obsypał pocałunkami. Błyskawicznie rozpiął jej suknię. Chwilę potem zdjął marynarkę, muszkę i pas od smokingu. Porozrzucane części garderoby znaczyły drogę do sypialni.

– Masz nową bieliznę – zauważył.

– Mmm… – zamruczała Rei. – Kupiłam ją za namową Minako i Ami. Pasowała do sukni. Podoba ci się?

– Bardzo. Zwłaszcza pas do pończoch.

Rozpięła mu koszulę. Zrzucili buty i wśliznęli się do łóżka.

W niedzielę rano wstali trochę później, żeby wypić kawę i przeczytać najświeższe gazety.

– Ciągle nie mogę w to uwierzyć – wyznał. – Siedzę sobie i czytam gazetę. Od tak dawna tego nie robiłem. To cudowne. Przy okazji spójrz tu, kochanie, jesteśmy na zdjęciach.

– Gdzie? – Wyciągnęła szyję.

– Tutaj. Piszą o wczorajszym przyjęciu na cześć premiera.- Powoli zaczął czytać na głos treść podpisu: – „Od lewej: doktor Saitou Sekine, właściciel klinik chirurgii plastycznej z żoną, byłą modelką, Minako, Akihiko Yamana z Japan Airlines, z narzeczoną, Ami, Rei Ito z Uniwersytetu w Osace i komisarz Kei Yamana „.

– Pokaż. W artykule piszą, że jestem wykładowcą! Nic podobnego. Zaledwie asystentką.

Roześmiał się.

– Chcesz ich zaskarżyć?

– Chyba nie. Znakomite zdjęcie. Chętnie dostałabym odbitkę na własność.

– Zadzwonię do redakcji. Może uda się coś załatwić. – Popukał w fotografię, a potem przesunął palcem po literach. – To naprawdę cudowne, Rei. Mogę przeczytać twoje imię. Wygląda pięknie.

Pogładziła go czule po policzku. Życie nabrało posmaku prawdziwego szczęścia.

  ~

Rei, pochylona nad stosem książek, siedziała w swoim mieszkaniu. Jednym uchem słuchała telewizyjnych wiadomości. Uniosła głowę, kiedy padły słowa Osaka i premier. Zobaczyła końcowy fragment reportażu. Taki, mówił coś do premiera, a potem przed kamerą przewinął się tłumek gości.

O mój Boże! – jęknęła w duchu. Stała obok Kei, widać ją było wyraźnie. Zamarła z przerażenia. A jeśli Tensu też to zobaczył? Tak długo i starannie zacierała ślady, żeby teraz wszystko zaprzepaścić? Przyłożyła rękę do piersi i próbowała się uspokoić. Zaraz, zaraz… Na szczęście to lokalny program. Westchnęła z ulgą. Przecież Tensu jest w Tokio. Na pewno nie odbiera telewizji z Osaki. Nie znajdzie cię, powtarzała sobie po tysiące razy. Nic się nie bój. Mimo to nie mogła zasnąć. Wstała z łóżka jeszcze przed świtem, owinęła się mocno szlafrokiem, usiadła w bujanym fotelu i wbiła wzrok w ścianę. Modliła się o jakąś pomoc. Gdy po pewnym czasie rozległ się terkot telefonu, drgnęła jak oparzona. Dzwoniła Minako.

– Oglądałaś FNN? – spytała.

– Nie.

– Pokazywali wizytę premiera w Osace. Byliśmy wszyscy. Ekstra, prawda?

Rei poczuła drapanie w gardle.

– Nie, Minako- chan- powiedziała cicho. – Wcale nie ekstra.

W słuchawce zapanowało milczenie.

– Tensu – odezwała się w końcu blondynka.

– Tensu.

– Boże, Rei- chan, tak mi przykro. Ale nie musisz się niczym martwić. Nawet jeżeli to oglądał, to szczerze wątpię, żeby cię rozpoznał. Mignęłaś tylko na sekundę. A poza tym przecież zmieniłaś nazwisko i zastrzegłaś numer telefonu. Nie znajdzie cię.

– Wciąż to sobie powtarzam.

– Rozmawiałaś o nim z Kei?

– Nie.

– Jak najszybciej powiedz mu o wszystkim. W razie czego na pewno cię obroni.

– Pomyślę o tym.

– Pogadamy dłużej, gdy przyjedziesz do Kioto. Kiedy wyruszacie?

– W środę po południu. Na pierwszą noc zatrzymamy się w hotelu. Do zobaczenia w czwartek rano.

– Od razu przyjeżdżajcie do nas! Mamy mnóstwo wolnych pokoi.

Rei uśmiechnęła się, przypominając sobie wcześniejszą reakcję Kei na tę propozycję.

– Nie, do diabła! – zawołał. – Tam będzie się roić od krewnych i znajomych, a nam potrzeba chwili samotności.

– Choć z drugiej strony podejrzewam, że chcecie nieco samotności – powiedziała Minako.

– Cytujesz słowa Kei- chan.

  ~

We wtorek po południu Rei miała wrażenie, że za chwilę popadnie w obłęd. Zmęczona jak pies przywlokła się z uczelni do domu. Niemal wszyscy znajomi z Osaki widzieli jej zdjęcie w gazetach. Większość z nich rozpoznała ją także w telewizji. Była jednym wielkim kłębkiem nerwów. Zadzwonił telefon. Drgnęła i wydała zdławiony okrzyk. Położyła rękę na słuchawce. Telefon zadzwonił znowu.

To na pewno Kei. Albo Oharu. Lub Minako.

Podniosła słuchawkę.

– Halo?

Cisza.

– Halo? – powtórzyła głośniej. Po trzecim pytaniu rzuciła słuchawkę na widełki i zatarła ramiona. Nagle zrobiło jej się strasznie zimno. Znów rozległ się terkot telefonu. Rei zamarła z wyciągniętą ręką. Po chwili ostrożnie włączyła automatyczną sekretarkę.

– Tu numer pięćset pięćdziesiąt pięć, sześćdziesiąt trzy, zero cztery – rozległ się głęboki baryton Yo. – Po sygnale zostaw wiadomość. Oddzwonimy na pewno.

Yo wyświadczył jej wielką przysługę, nagrywając swój głos na sekretarkę.

– To ja, kochanie – odezwał się Kei. – Muszę dziś trochę dłużej posiedzieć w biurze…

Podniosła słuchawkę.

– Jestem w domu – powiedziała prędko.

– To świetnie. Zmartwiłem, że cię nie zastałem.

– Dzwoniłeś wcześniej?

– Nie. Mam jeszcze trochę pracy, więc nie czekaj na mnie z kolacją. Pani Li podobno zostawiła coś pysznego w lodówce. Trzeba to tylko podgrzać i dorobić sałatkę. Mną się nie przejmuj, zjem, jak wrócę. Aha, i zajmij się Noun, dobrze?

– Oczywiście. Bądź pewny, że zaczekam na ciebie. Szkoda, że musisz zostać dłużej.

– Wszyscy na święta chcą mieć wolne, więc trochę podkręcamy tempo. Pa, najdroższa. Kocham cię.

Rozłączył się, zanim zdążyła mu odpowiedzieć. Z drugiej strony wcale nie była pewna, czy zdobyłaby się na zwierzenia. Po co miała zawracać mu głowę? Tensu to jej zmartwienie. Jej kłopot. Jej koszmar. Strach chwytał ją za gardło. Przecież znajdował ją już trzy razy…

Chwyciła plik papierów i uciekła z domu. Pobiegła na drugą stronę ulicy i wpadła do willi Kei. Starannie zamknęła za sobą ciężkie drzwi. Nie mogła jednak się odgrodzić od straszliwych wspomnień. Przyszły za nią. Wiedziała, że nigdy w życiu nie zapomni tamtej okropnej nocy. Tensu bił ją już przedtem, raz tak dotkliwie, że trafiła do szpitala. Lekarzom powiedziała, że została napadnięta przez włamywacza. Musiała kłamać. On stał tuż przy niej, udając czułego męża. Wcześniej ostrzegł, że ją zabije, jeżeli go oskarży. Kto by uwierzył, że jest zdolny do okrucieństwa? Był przecież prokuratorem i znaną w mieście postacią. Grywał w golfa z burmistrzem, z sędzią sądu najwyższego… i z jej rodzonym ojcem. Wszyscy dokoła byli przekonani, że strasznie kochał swoją żonę. Może i kochał, ale w dziwny, chory sposób. Ona z początku też go kochała. Przynajmniej tak się jej wydawało. Znienawidziła go w chwili, kiedy ujawnił swoje prawdziwe oblicze. Kilka razy usiłowała od niego odejść, ale zawsze sprowadzał ją z powrotem. Dwukrotnie wydał ją jej własny ojciec. W domu nie mogła znaleźć schronienia. Żyła więc w ustawicznym strachu. Nigdy nie miała przy sobie więcej niż kilka jenów. Tensu nie zgodził się na wspólne konto, a jej biżuterię trzymał pod kluczem. Nawet tę, którą niegdyś dostała od matki. Nauczyła się go oszukiwać. Znalazła szyfr do sejfu. Oszczędzała, na czym tylko się dało. Wreszcie uzbierała wystarczającą sumę, żeby poszukać szczęścia na własną rękę. Tamtej nocy zdobyła się w końcu na odwagę i powiedziała, że się z nim rozwodzi. Zareagował gwałtownym gniewem. Przewrócił ją na podłogę, wrzeszczał, klął i machał pięściami. Kiedy wstała, pchnął ją na lustro, aż rozbiła głowę.

– Nigdy ode mnie nie odejdziesz, Rei!- warknął.- Jesteś moja! Żaden facet cię nie dostanie. Zapamiętaj to sobie: prędzej umrzesz.

Sięgnął po ciężki pogrzebacz stojący przy kominku. Rei była przekonana, że to jej ostatnie chwile. Jakoś jednak udało jej się uciec. Kryjąc się w mroku, ledwie żywa przykucnęła za kępą irysów, które rosły obok domu Hike. Czekała długie godziny, pobita i zakrwawiona. Wreszcie Tensu wsiadł do samochodu i gdzieś pojechał. Zakradła się wówczas do domu, zabrała oszczędności i co się tylko dało. A potem odjechała. Uciekała do dzisiaj. Zimny dreszcz przebiegł jej po plecach.

Znajdzie mnie, pomyślała. Na pewno mnie znajdzie.

Instynkt skłaniał ją do dalszej ucieczki. Szybko i jak najdalej.

Reklamy

7 thoughts on “Wyrachowana miłość. XVIII

  1. to jest rozwiedziona czy nie? bo nie ogarniam…
    ciekawe, ciekawe 🙂 i już się nie mogę doczekać co dalej (wkurzają mnie takie rzeczy jak „to moja sprawa i mam w nosie to, że komuś na mnie zależy”)

  2. Wspaniały rozdział- taki troszkę z dreszczykiem emocji
    już się nie mogę doczekać jego kontynuacji, ciekawie co
    będzie dalej – czy Tensu znajdzie Rey, czy ona znów
    ucieknie kierując się instynktem bezpieczeństwa.

    PS. Głupotą jest to że Rey nie umie wyznać prawdy Keyowi,
    przecież to i tak się wyda, ponieważ nigdy nie można uciec
    od przeszłości nawet wtedy kiedy zmieni się nazwisko,
    ona nas zawsze dopadnie niezależnie czy chcemy tego czy nie.

  3. Rozdział był świetny 😀 Szkoda mi Rei, tak wiele w życiu przeszła i teraz, kiedy w końcu odnalazła szczęście, przeszłość znowu zaczyna o sobie przypominać. Jestem ciekawa co będzie dalej i czy dojdzie do spotkania Rei z Tensu. Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s