Żona mojego ojca. II

Nie powinien był dotykać tej dziewczyny. Nie spodziewał się, że ona tak zareaguje, że wtuli się w niego, jakby naprawdę od dawna do niego należała. Ale to było przedtem, kilka chwil temu. Teraz jednak zachowywała się tak, jakby był diabłem w ludzkiej skórze, a nie jej wybawcą, nie tym jedynym, na którego czekała.
– Spodziewałaś się kogoś innego? – zapytał.
– Nie, nie – zaprzeczyła gwałtownie. – Tylko… Nie spodziewałam się, że to właśnie ty przyjdziesz mi z pomocą. Dziękuję – dodała.

– Drobiazg. – Kei zbył podziękowania machnięciem ręki. – Nie ma o czym mówić.

Jego frustracja spowodowana rosnącym pożądaniem nasilała się błyskawicznie. Dopiero teraz zobaczył twarz tej dziewczyny; była jeszcze piękniejsza niż to, czego się domyślał, patrząc na nią przez całą długość baru. Była prześliczna. Owalna twarz, przepiękne ciemne oczy obramowane długimi czarnymi rzęsami i usta wprost stworzone do całowania…

– Powinnam ci się przedstawić – powiedziała i skinęła lekko głową. – Jestem Rei.

Czekał na dalszy ciąg, lecz dziewczyna nie kwapiła się z podaniem nazwiska. Najwyraźniej mu nie ufała. Właściwie to wcale mu to nie przeszkadzało.

– Kaidou- ucałował zewnętrzną stronę jej dłoni. Krótko, żeby nie potrzebnie nie przedłużać kontaktu. Już wiedział, czym to grozi. Nie chciał, żeby znów ogarnęło go bolesne pożądanie, zwłaszcza że ta dziewczyna najwyraźniej zamierzała iść swoją drogą. Kei czuł, że ma niewielkie szanse na pielęgnowanie tej znajomości.

– Kaidou – powtórzyła.

Oczywiście, nie miała pojęcia, że to nie jest jego prawdziwe imię. Nie miał ochoty się nim chwalić i też wolał nie podawać nazwiska. Tutaj w Japonii, nazwisko Yamana było doskonale znane. Co najmniej tak dobrze, jak łącząca się z nim bajeczna fortuna rodu Yamana. Gdyby ta dziewczyna wiedziała, że Kei należy do rodziny, na pewno – tak samo jak wszyscy – popatrzyłaby na niego z zainteresowaniem, może zaczęłaby snuć plany, a w końcu nawet wyjawiłaby swoje nazwisko…

Kobietom nazwisko Yamana kojarzyło się głównie z zapewnieniem dobrobytu na całą resztę życia. Każda z nich się zastanawiała, jak rozegrać tę partię, żeby zapewnić sobie luksusy u boku pana Yamana. Na wszelki wypadek wolał trzymać swoje karty przy orderach. Skąd miał wiedzieć, co ta nieznajoma planuje, czemu zachowuje się tak, jakby go pragnęła, a zaraz potem, jakby się go śmiertelnie obawiała? W tej chwili przeważał ten drugi nastrój. Rei rozglądała się po ulicy; najwyraźniej czegoś szukała. Albo kogoś!

Czyżby naprawdę miała narzeczonego, pomyślał Kei.

Ta myśl go zabolała, a ból, jaki sprawiła, zdenerwował. No bo co go obchodzi, czy ta obca śliczna dziewczyna ma kogoś, czy jest zupełnie sama? Pomógł jej się wydostać z baru, pomógł uniknąć zagrożenia i mógł sobie iść, dokąd oczy poniosą.

Nieprawda, zakpił sam z siebie w myślach. Chcesz ją mieć dla siebie. Tylko dla siebie. I gotów jesteś zrobić, co w twojej mocy, żeby ją zatrzymać.

– Szukasz kogoś? – zapytał. – Czyżby ten narzeczony, o którym wspomniałaś, mimo wszystko naprawdę istniał?

– Och, nie – zaprzeczyła i pokręciła głową. Kruczoczarne włosy zafalowały wokół twarzy.- Wymyśliłam go, żeby mi dali spokój. Teraz chciałabym złapać taksówkę.

– Ja cię odwiozę – zaproponował. – Dokąd tylko zechcesz.

– Dziękuję, wystarczy taksówka.

To był dźwiękowy odpowiednik odsunięcia się od Kei o kilka dużych kroków. Nie potrzebowała go, nie chciała mieć z nim nic wspólnego. Nadjechała taksówka i dziewczyna pomachała ręką, żeby ją zatrzymać. Za późno. Auto przejechało, nie tylko nie zatrzymując się, ale jeszcze ochlapując błotem z kałuży przy krawężniku nogi i kusą spódniczkę tej ślicznotki.

– Zawiozę cię, dokąd zechcesz – powtórzył swą propozycję. – Przecież chcę tylko odwieźć cię do domu czy gdzie sobie życzysz. Absolutnie nic więcej.

Dopiero teraz zrozumiała, że go uraziła, że jej odmowa sprawiła przykrość temu miłemu człowiekowi.

– Przepraszam – zaczęła, lecz nie pozwolił jej dokończyć.

– Uczono mnie, że należy pomóc kobiecie, a jeśli tylko jest to możliwe – mówił z dobrze słyszalną goryczą w głosie – nie narażać jej na ryzyko samotnego błądzenia po ulicy.

– Więc znajdź mi taksówkę, dobrze? – poprosiła.

W końcu było to jakieś ustępstwo. Skoro tak bardzo chciał coś dla niej zrobić, to niech zrobi. Niech jej znajdzie taksówkę.

– Nie ma mowy – stanowczo pokręcił głową.

No to wpadłam, pomyślała Rei. Z deszczu pod rynnę. Choć – prawdę mówiąc – musiała przyznać, że ten człowiek nie był aż taki zły jak tamci pijani młodzieńcy w barze. To raczej z nią działo się coś złego. Nie chciała nigdzie jechać z tym Kaidou, ponieważ ją pociągał. Tak bardzo, że trzeba było jak najszybciej oddalić się od niego, żeby nie stracić tej resztki opanowania, jaka jej jeszcze została, i nie rzucić się w ramiona przystojnemu, ale całkiem obcemu człowiekowi.

– Po co ci taksówka, skoro możesz pojechać moim samochodem – mówił niezrażony jej milczeniem.

Nie mogła się na to zgodzić. Zbyt dobrze wiedziała, co by powiedział jej ojciec, gdyby podjechała pod dom nieznanym samochodem z jakimś obcym mężczyzną za kierownicą. Dopiero teraz zrozumiała, jak złudna była nadzieja, że można się bez konsekwencji rzucić w wir normalnego życia i choć przez jedną noc poczuć się wolnym człowiekiem. Stanowczo nie był to najlepszy sposób na oddzielenie przyszłości od przeszłości, na zamknięcie za sobą najlepszego rozdziału w życiu i wejście w mający się ciągnąć do końca jej dni przerażający koszmar. Rei nigdy dotąd nie korzystała z przysługującej jej jeszcze wolności, nigdy nie wiodła życia, jakie prowadziła większość młodych kobiet, jej rówieśniczek. Więc czemu nagle tej nocy miałoby jej się udać? Jakim cudem miałaby nadrobić brak rozeznania, brak swobody i wszystkie braki, z których jeszcze nie zdawała sobie sprawy?

– Wobec tego sama postaram się o taksówkę- powiedziała.

Chciała znaleźć się z dala od tego mężczyzny, ale przede wszystkim chciała uciec od pokusy, jaką stanowił. Z przejęcia nie zauważyła, że już przedtem stała na skraju chodnika. Zrobiła jeden krok w tył, zachwiała się i byłaby upadła na mokrą jezdnię, prosto pod nadjeżdżający samochód, gdyby mężczyzna po raz drugi jej nie uratował.W jednej chwili znalazł się przy niej, przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił.

Rei była bezpieczna. Czy na pewno? A może dopiero teraz zagroziło jej prawdziwe niebezpieczeństwo?

Stała tuż obok niego z twarzą wtuloną w szeroki tors, słyszała dudnienie serca, czuła pulsowanie krwi w żyłach. I tak jak przedtem, kiedy w barze stał tuż za jej plecami, otoczył ją jego zapach i wrażenie emanującej z niego siły. Czuła się jak człowiek, który wrócił do domu po długiej nieobecności. Jakby znalazła się tam, gdzie być powinna, w jedynym miejscu na świecie, w jakim naprawdę chciała przebywać. Jak zaszczute stworzonko, szukające kryjówki przed prześladowcami, odruchowo wtuliła się w niego całym ciałem, wsunęła ręce pod marynarkę, mocno objęła go w pasie. Poczuła, że schylił głowę i zaraz jego twarz znalazła się bliziutko, tak blisko, że wieczorny zarost podrażnił delikatną skórę na policzku dziewczyny.

– Nie odchodź – wyszeptał, muskając ustami jej ucho. – Zostań. Bardzo cię proszę.

Czyżby naprawdę to mówił, czy tylko jej się zdawało? Może to pobudzone zmysły wytworzyły te czułe słowa, które tak bardzo chciała usłyszeć? Bo przecież nie mógł tego powiedzieć na prawdę. Tacy mężczyźni jak on nie proszą takich kobiet jak Rei, żeby z nimi zostały…

Uniosła głowę. Chciała mu spojrzeć w oczy, wyczytać z nich, czy się nie przesłyszała. Jasnowłosy ją pocałował. Namiętnie, gorąco, tak jak tego pragnęła.

To niemożliwe, myślała gorączkowo. To się nie dzieje naprawdę.

To była ostatnia świadoma myśl, bo zaraz cały świat zniknął, zniknęło niebo i ziemia, i ruchliwa ulica. Pozostały wyłącznie odczucia. Dotyk ciepłych, miękkich ust, bezpieczne ciepło jego mocnych ramion i rosnące z każdą chwilą podniecenie. W pobliżu ktoś głośno zagwizdał. Dopiero wtedy powoli, bardzo niechętnie przerwali pocałunek. Jakby z trudem budzili się z pięknego snu.

– Ja… – zaczęła, ale głos ją zawiódł i nie była w stanie nic więcej powiedzieć.

Właśnie w tej chwili zrozumiała, że to, co się przed chwilą stało, to kwintesencja namiętności. To właśnie powinno się czuć do mężczyzny, którego żoną ma się zostać wkrótce. Owszem, można więcej, można go jeszcze kochać, ale namiętność po prostu musi być. Bez tego nie ma sensu wchodzić do łóżka, nie ma żadnego powodu, żeby wychodzić za mąż.

Czemu dopiero teraz, pomyślała z goryczą.

Teraz, kiedy klamka zapadła, kiedy właściwie nie można się wycofać? Po co w ogóle wychodziłam z domu? Żeby się dowiedzieć, co mnie w życiu ominie? Nie musi omijać!

Rei zaświtała iskierka nadziei. Przecież miała dla siebie jeszcze jedną noc, tę nadchodzącą deszczową noc w Tokio. Mogła ją wykorzystać. Mogła nie tylko przeczuć, ale przeżyć, skosztować tego wszystkiego, co przez resztę życia nie będzie jej dane. Spełnienie marzeń jest tuż obok, wystarczy wyciągnąć rękę, chwycić i marzenie o szczęściu będzie należało do mnie. To nic, że tylko na chwilę. Na resztę życia pozostaną wspomnienia.

– Rei? – odezwał się mężczyzna, przywracając ją rzeczywistości.

Musiała już dobrą chwilę stać za topiona w myślach, chociaż dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę. Nadal trzymał ją mocno przy sobie, a w jego głosie słychać było pragnienie, taką samą namiętność, jaka trawiła Rei.

A więc on też jej pragnął! Tak samo jak ona jego! Nie spodziewała się, że ona, zwyczajna Rei Hino może wzbudzić w mężczyźnie tak silne pożądanie. Zwłaszcza w takim przystojnym mężczyźnie.

– Nie zrobię ci nic złego – szeptał. – Jesteś przy mnie bezpieczna. Przysięgam.

Serce tłukło się w piersi jak oszalałe na samą myśl o tym, co chciała zrobić, co mogło się za chwilę zdarzyć. Bala się, a jednocześnie tak bardzo pragnęła…

Czemu to się nie stało wcześniej, myślała gorączkowo. Nie, nie, to na nic. O tym nie trzeba myśleć. Już się zdecydowałam, przypieczętowałam swój los, wybrałam drogę, której w żaden sposób nie mogłam ominąć. Jutro wszystko się zmieni, od jutra moje życie już nie będzie do mnie należało.

Zbyt wiele zależało od niej. Jej ojciec i dziadek na niej polegali, od jej decyzji zależało nawet życie dziadka. Nie mogła zawieść, nie mogła uciec, nie miała prawa zostawić najbliższej osoby na pastwę okrutnego losu. To jutro, ale dzisiaj… Dziś jeszcze mogła wymknąć się przeznaczeniu, zmylić trop choć na chwilę. Mogła schronić się w świecie marzeń, mogła poudawać, że to wszystko dzieje się na prawdę. Będzie mogła poczuć prawdziwą pasję, żądzę i autentyczną namiętność. Coś, co nie miało jej być dane, a co wpadło jej w ręce przypadkiem, bez udziału woli.

Bo w całej tej sprawie z Shirosama najbardziej żałowała tego, że jej noc poślubna ze starcem będzie jednocześnie pierwszym w życiu doświadczeniem seksualnym. Jak dotąd nie spotkała mężczyzny, któremu chciałaby oddać dziewictwo. Shirosama też zresztą nie chciała, nie chciała, żeby starzec był jej pierwszym i jedynym kochankiem, no ale na to już nie miała wpływu. Mogła co najwyżej wykorzystać szansę, jaką litościwy los jej podarował, mogła spędzić swą pierwszą noc z mężczyzną, który wzbudził w niej żar, pokazał, jak smakuje pożądanie. Wystarczy się odważyć, wystarczy się zgodzić, pójść za tym człowiekiem…

– Rei? – Dobiegł ją głos Kaidou. – Czy kiedyś w końcu odezwiesz się do mnie?

Nim doczekał się odpowiedzi, ponownie pochylił głowę i znowu pocałował ją w usta. Czuła się, jakby wysączał z niej duszę, jakby zmieniał ciało w galaretę, która nie jest w stanie się utrzymać bez jego pomocy, bez podtrzymujących ją męskich ramion.

– Powiedz mi, moja piękna – wyszeptał po chwili, gdy przestał ją całować – zostaniesz ze mną czy mimo wszystko odejdziesz?

Rei zakręciło się w głowie. Nikt, nawet jej własny ojciec, nigdy tak o niej nie powiedział. Bo przecież nie była piękna. Owszem, atrakcyjna, ale na pewno nie piękna… Nikt nigdy nie dał jej odczuć, że ją za piękną uważa. Nikt oprócz tego mężczyzny. Wątpliwości zniknęły. Chciała mieć tę noc i chciała mieć Kaidou. Chciała mieć co wspominać przez całe długie i pewnie smutne życie. Uniosła głowę. Teraz ona go pocałowała.

– Zostanę – wyszeptała. – Zostanę, ale pod jednym warunkiem…

***

Nie wiem, czy komukolwiek to się podoba? Czy mam dalej umieszczać kolejne części…

Reklamy

7 thoughts on “Żona mojego ojca. II

  1. Kontynuuj, ja czytam to opowiadanie 😀
    Podoba mi się, że Rei mimo iż ma zaplanowaną przyszłość, która raczej nie rysuje się zbyt różowo, to jednak postanowiła zaszaleć tej jednej nocy, ale czy w ostatniej chwili się nie wycofa ?
    Mam nadzieje, ze dowiem się tego w kolejnym rozdziale 😀

    Pozdrawiam 😀

  2. Nie wiem skąd u Ciebie taki brak pewności? Czyżby jesienna chandra Cię dopadła?
    Ja obecnie śledzę tylko 3 blogi o SM Twój vanji i misako.
    Przez pewien czas czytałam sporo opowiadań i naprawdę Ty jesteś dobra w tym co robisz. Jeśli nie masz weny to rób dłuższe przerwy ale kontynuuj opowiadania. Sceny erotyczne w Twoim wykonaniu są naprawdę świetne. Pisz, poprawiaj co Ci się nie podoba i wstawiaj na bloga.
    Dłuższy czas nie komentowałam ale dziś siadłam i nadrobiłam zaległości u Ciebie na blogu i jak przeczytałam że chcesz skończyć z pisaniem to mnie zatkało nie rób tego swoim czytelnikom. Pisz, dziel się swoim talentem.

    1. Po prostu nie czuje się jakaś bardzo pewna siebie, żeby stwierdzić: ‚tak, jest zajebista w tym co robię’. Jakoś tego nie czuje, ale uwielbiam pisać o SM, to taka odskocznia dla mnie.
      I miło czytać takie komentarze od czytelników. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s