Żona mojego ojca. IV

– Wylądujemy za pięć minut, sir.

– Dziękuję. – Kei skinął głową, choć nie potrzebował tej informacji. Sam doskonale wiedział, że zbliżają się do Mei-jima, maleńkiej kropki na oceanie, która należała do ojca Kei, a dla niego samego była rodzinnym domem. Rozpoznawania punktów orientacyjnych na całej trasie nauczył się podczas licznych powrotów do domu z angielskiej szkoły z internatem. Kei nienawidził tej szkoły, lecz ojciec uznał, że tylko w Anglii można zrobić z chłopca prawdziwego dżentelmena. Nie było odwołania. To właśnie wtedy, kiedy wracał do domu na wakacje, uczył się zauważać każdy szczegół, każdy najmniejszy znak świadczący o tym, że są już blisko wyspy. Za każdym razem gdy Mei-jima pojawiała się w polu widzenia, wydawał z siebie dziki okrzyk radości. Zaczynały się prawdziwe wakacje! Tym razem jednak nie czuł radości. Wracał po pięciu długich latach nieobecności, lecz teraz wyspa nie była już jego domem. Wszystko przez tamtą pamiętną kłótnię z ojcem… A teraz jeszcze pojawiła się na horyzoncie nowa żona. Choć z plotek, które do niego docierały, Kei zorientował się, że tym razem nie chodzi o kolejny romans przypieczętowany małżeństwem, lecz o coś w rodzaju kontraktu handlowego.

– Wyspa wcale się nie zmieniła – znowu usłyszał w słuchawkach głos pilota.

Kei wpatrywał się w ciemny ląd, ostro kontrastujący z lśniącą taflą turkusowej wody. Nie chciało mu się odzywać. W ogóle nie miał ochoty pojawiać się na Mei-jima. A nade wszystko nie miał chęci zajmować się nową narzeczoną ojca. Shirosama Yamana gustował w najmniej inteligentnych przedstawicielkach płci pięknej, toteż planowana na wieczór kolacja w towarzystwie jego wybranki zapowiadała się nieciekawie.

Chyba że w ciągu minionych pięciu lat ojciec drastycznie zmienił swoje upodobania, pomyślał nie bez złośliwości Kei.

Najchętniej wcale by nie pojechał na ten ślub. Ale skoro Shirosama postanowił pierwszy wyciągnąć rękę, to nie mógł mu odmówić pojednania. Problem w tym, że w tej chwili nie miał ochoty zajmować się ojcem, jego narzeczoną, a nawet samą wyspą. Odkąd zbudził się sam w hotelowym pokoju, ani na moment nie przestał myśleć o tajemniczej kobiecie. Przez cały tydzień starał się ją odszukać, a ponieważ nic o niej nie wiedział, poszukiwania spełzły na niczym. Doskonale rozumiał, że powinien dać sobie spokój, zapomnieć o tej dziewczynie, nie tracić czasu na próżno. Nie potrafił. Nie mógł wyrzucić z pamięci tej dziwnej kobiety. Najgorsze działo się w nocy, kiedy nie panował nad swymi myślami. Wówczas we śnie pojawiały się erotyczne fantazje, wspomnienia spędzonych w hotelowym pokoju upojnych godzin. Kei budził się wówczas podniecony i mokry od potu tylko po to, by zaraz się przekonać, że to był tylko sen, że pięknej dziewczyny wcale przy nim nie ma.

Stojący na górującym nad wyspą klifie dom ani odrobinę się nie zmienił. Na ogromnej przestrzeni wokół domu oprócz wyłożonego kamieniami patia znajdował się owalny basen, a obok niego domek przeznaczony dla gości.

Ledwo Kei przekroczył bramę, drzwi wejściowe się otworzyły i stanęła w nich niska kobieta, okrągła jak piłeczka.

– Panicz Kei! – krzyknęła i puściła się pędem, aby go powitać. – Jak dobrze, że pan wrócił!

– Okiku…

Kei pochylił się, by uściskać starszą panią. Była jego piastunką, a ponieważ matka umarła bardzo wcześnie, była także jedyną bliską osobą, jaką miał na świecie.

– Gdzie będę mieszkał? – spytał. – Przygotowałaś mi może mój stary pokój?

– Niestety – Okiku posmutniała. – Twój ojciec kazał cię umieścić w domku przy basenie.

A więc gałązka oliwna, którą ojciec mi przysłał, jest nieco nadłamana, pomyślał z goryczą Kei. Shirosama nie dało się lubić, a pokochać go było niemożliwością. O byle co się obrażał i potem bardzo długo chował w sercu urazę. Widocznie zaproszenie na ślub nie było wyciągnięciem ręki na zgodę, miało co najwyżej zapoczątkować ten proces. I na pewno nie zarżnięto tłustego wołu na powitanie syna marnotrawnego.

– Kto zajmuje mój pokój? – spytał.

Przypuszczał, że goście jeszcze nie zaczęli się zjeżdżać, jako że ślub zaplanowano dopiero na koniec miesiąca.

– Nowa pani Yamana – powiedziała Okiku.

– Narzeczona mojego ojca? – Kei był szczerze zdumiony.

Czyżby plotki, jakie do niego dotarły po raz pierwszy nie okazały się kłamliwe? Czy ojciec i jego wybranka naprawdę nie dzielą ze sobą łoża? To by była nie lada niespodzianka!

– Co to za jedna? – zapytał.

– Inna niż poprzednie. Młodziutka, prawie dziecko – Okiku wzniosła oczy ku niebu – i nie zwykle piękna.

– Wszystkie jego żony są piękne – stwierdził Kei. – Dlatego się z nimi żeni. Czy ojciec jest teraz w domu?

– Musiał pojechać do wioski, ale wróci wieczorem na obiad – powiedziała. – Tylko ta jego dziewuszka jest w domu. Może chciałbyś…

– Nie, nie – wpadł jej w słowo Kei. – Zaczekam z tym do wieczora.

Pomyślał z niejaką ulgą, że podczas obiadu załatwi oba niezręczne powitania za jednym zamachem. Może się nawet okazać, że rozmowa o niczym z młodą piękną dziewczyną będzie łatwiejsza niż prowadzenie rozmowy z własnym ojcem.

– Zaniosę swoje bagaże do domku przy basenie -powiedział. – Rozpakuję się i może trochę popływam.

Przeciągnął się, rozprostowując mięśnie zwiotczałe podczas wielogodzinnej podróży z Tokio.

– Jak dobrze wrócić do domu – westchnął.

***

A więc to miał być jej dom… Rei odwróciła się od okna, z którego rozciągał się widok na morze, westchnęła i usiadła na łóżku. Przygryzła wargę, chcąc za wszelką cenę powstrzymać łzy, cisnące się do oczu. Ostatnio często chciało jej się płakać. Wystarczyło pomyśleć o tym, co ją czeka, żeby łzy same płynęły po policzkach. Wciąż jeszcze nie mogła uwierzyć, że to właśnie jest jej przyszłość, że tak już będzie na zawsze. Niestety, przesiadywanie w sypialni nie mogło zmienić niewesołej sytuacji. Prędzej czy później trzeba będzie stąd wyjść, rozejrzeć się po ogromnym domiszczu, które miało się stać jej domem. Ta myśl pogłębiła jeszcze poczucie samotności. Ta piękna rozłożysta budowla w niczym nie przypominała świątyni dziadka, gdzie się wychowała po śmierci matki.

Pewnie kiedyś w końcu się przyzwyczaję, pomyślała. Muszę się przyzwyczaić. Nie mam innego wyjścia.

Grzbietem dłoni otarła łzy. Kiedy rano dzwoniła do domu, dowiedziała się od ojca, że dziadka znowu zabrano do szpitala. Lekarz powiedział, że trzeba ją niezwłocznie operować, a do czasu operacji zachować bezwzględny spokój. Nawet najmniejszy stres mógłby się okazać śmiertelny. W tych okolicznościach wspomnienie o młodzieńczym marzeniu, by kiedyś spędzić wakacje na bezludnej wyspie, wydawało się gorzką ironią. Sen się spełnił, ale okazał się koszmarem. Mimo że słońce świeciło, morze miało kolor lśniącego turkusu, a dom z folderów reklamowych był jej własnym domem. Właściwie dopiero miał się nim stać. Już wkrótce. Czuła się bardzo samotna, a przyszłość ją przerażała. W żaden sposób nie mogła się uwolnić z tej pułapki, w którą została wpędzona.

– Czemu się tak głupio zachowałeś, ojcze – westchnęła. – Jak można było narobić aż tyle bałaganu?

A gdyby tak… Nie! Żadnego „gdybania”. A jednak lżej by jej było, gdyby przed tygodniem sama się nie wygłupiła, gdyby – pod wpływem impulsu – nie pozwoliła sobie na jedną niezapomnianą noc rozkoszy z całkiem obcym, przystojnym mężczyzną. Do końca życia nie zapomni tej szalonej nocy i właśnie dlatego wszystko było takie strasznie trudne, wręcz niemożliwe do zniesienia. Przedtem widziała swój los w czarnych barwach, ale przyjmowała go ze spokojem. Teraz, kiedy zaznała rozkoszy, kiedy poznała czułość, nie mogła spokojnie myśleć o tym, że jest skazana na tego żałosnego starca, który miał zostać jej mężem. Niestety, musiała przez to przejść. Mogła nie myśleć o swoim losie, lecz to nawet w najmniejszym stopniu nie zmieniało jej sytuacji.

– Weź się w garść, dziewczyno – powiedziała głośno. – Musisz to zrobić. Najlepiej jak potrafisz.

Dlatego powinna się czymś zająć, żeby nie myśleć i broń Boże nie wspominać. Shirosama powiedział, żeby się tu czuła jak u siebie w domu, żeby robiła to, na co ma ochotę. Mogła sobie obejrzeć film w specjalnie do tego przeznaczonej sali kinowej, mogła popływać w basenie… Ta ostatnia możliwość wydala się najbardziej kusząca. Wysiłek na pewno dobrze jej zrobi. A jeśli będzie miała choć odrobinę szczęścia, to zmęczy się tak bardzo, że uda jej się przespać całą noc.

***

Kei nie miał wiele w swoich walizkach, więc ich rozpakowanie nie zajęło mu dużo czasu. Potem przebrał się w spodenki kąpielowe i ruszył boso do basenu, otoczonego białymi marmurowymi płytami. Nie spodziewał się, że kogoś tam zastanie. Wcale nie był zadowolony, kiedy zobaczył pływającą w basenie kobietę.

Ach, więc to jest narzeczona ojca, pomyślał, obserwując z daleka szczupłą sylwetkę w fioletowym kostiumie kąpielowym. Przyglądał się jej długim nogom i jędrnym pośladkom…

Co u licha, pomyślał zirytowany. Nie mogę się gapić na narzeczoną własnego ojca! Nie mogę o niej myśleć w tych kategoriach! Ta kobieta ma zostać moją macochą!

A może to nie była ta narzeczona? Sprawiała wrażenie znacznie młodszej, niż Kei się spodziewał. Możliwe, że narzeczona ojca miała dziecko z pierwszego małżeństwa i właśnie ono pływało teraz w basenie. Tak czy inaczej, dziewczyna w ciemnym kostiumie sprawiła, że znów pomyślał o tajemniczej Rei. Postanowił przedstawić się tej osobie. Wolał, żeby nie podejrzewała go o podglądanie.

Kon’nichiwa– powiedział, stanąwszy tuż nad basenem.

Dziewczyna nie usłyszała. Może miała wodę w uszach, a może nie znała japońskiego. Kei pomyślał smutno, że jego rozbrat z ojcem był na tyle głęboki, że własny syn nie miał pojęcia, czy narzeczona ojca jest Japonką, czy może pochodzi z innego kraju. Ostatnia flama ojca, którą Kei znał osobiście, pochodziła z pobliskiej wioski, ale to nie ona miała teraz zostać jego macochą. Gdyby tak było, Okiku już by mu o tym powiedziała.

– Dzień dobry – powiedział głośniej. – Chciałbym się pani przedstawić.

Dziewczyna zastygła z dłońmi na cembrowinie basenu, jakby stało się coś strasznego. A może tylko się przestraszyła? Przyjrzał się jej dokładniej i zaniemówił. To była ta sama dziewczyna, którą w deszczowy jesienny wieczór poznał w tokijskim barze. Ta sama, z którą spędził upojną noc. Ta sama, która zostawiła go śpiącego samotnie w hotelowym pokoju. Tajemnicza Rei odnalazła się w basenie jego ojca!

– Cholera, to niemożliwe! – mruknął.

To nie może być prawda, pomyślał, kręcąc głową, jakby ten ruch miał go utwierdzić w tym przekonaniu. A jeśli to nie ona, to czemu wciąż kurczowo trzyma się basenu, czemu ma odwróconą głowę, czemu nie chce na mnie popatrzeć? Cóż ją może obchodzić jakiś nieznajomy, który przyszedł sobie popływać w upalne popołudnie?

– Rei- chan? – spytał.

***

Gdy przed chwilą znów usłyszała ten niepowtarzalny głos, dosłownie skamieniała. To był ten sam głos, który usłyszała wtedy w barze, głos mężczyzny, który przyszedł jej z pomocą i z którym spędziła swoją pierwszą noc. To był ten sam mężczyzna, który nauczył ją namiętności, o którym myślała we dnie i w nocy, którego nie umiała zapomnieć.  A jednak nie była w Tokio i to nie był deszczowy wieczór. Więc skąd tutaj ten głos? Może zwariowała i już zaczyna słyszeć glosy? A raczej jeden głos. Ten jedyny, niezapomniany. Mężczyzna stał nad nią, całkiem blisko, a ona nie miała odwagi na niego spojrzeć. Nie wiedziała, skąd wziął się ten obcy człowiek na prywatnej wyspie japońskiego miliardera. Jednocześnie panicznie się bała, że to jednak nie on, że to ktoś, kto ma podobną sylwetkę i identyczny glos. Bała się, że znów go zobaczy i bała się, że nigdy więcej się z nim nie spotka. Sama już nie wiedziała, czego bardziej się boi…

W końcu on powiedział jej imię. Nie powiedział. Zapytał. Jakby też nie był pewien, czy możliwe, że los znów ich zetknął na tym zagubionym na oceanie skrawku ziemi.

Kaidou! Pomyślała, teraz już absolutnie pewna.

Nie śmiała wypowiedzieć jego imienia. Bała się, że jeśli to halucynacja, przemieni się w rzeczywistość, jeśli ona ośmieli się przywołać swego kochanka.

– Co ty wyprawiasz? – teraz się zdenerwował i Rei wreszcie na niego spojrzała.

Stał tuż obok niej, ten sam, prawdziwy, żywy, z krwi i kości. Nie wiedziała, jak to się stało, że nagle znalazła się pod wodą. Przecież umiała pływać! Teraz jednak jak kamień opadała na dno, czuła jak woda wypełnia jej usta, nos i uszy, jak przemocą wdziera się do płuc… A potem, tak samo nagle jak zapadła się pod wodę, wynurzyła się na powierzchnię. Nie sama, lecz niesiona silnymi męskimi ramionami.

– Spokojnie – mówił ten wyśniony głos, kiedy kasłała, wypluwając z siebie wodę. – Oddychaj głęboko.

Nie musiała mu się przyglądać, żeby wiedzieć na pewno, że to Kaidou trzymają w ramionach. Po tamtej niezapomnianej nocy znała jego ciało jak własne. Czuła się z nim bezpieczna. Bardzo pragnęła wtulić policzek w jego szeroki tors, lecz nie mogła sobie na to pozwolić. Sama z własnej woli pozbawiła się tego prawa, kiedy nad ranem zamknęła za sobą drzwi pokoju hotelowego. Teraz już nie miała prawa do niego, nie miała prawa do jego czułości, nawet do dotyku jego dłoni nie miała prawa. Tylko ona jedna wiedziała, jak wiele ją kosztowało zostawienie go samego tamtego poranka. Nikt by się nie domyślił, że przy nim została duża część jej biednego serca.

Podholował ją do szerokich schodów o niskich stopniach, po których wchodziło się do basenu,a potem posadził na wygrzanych słońcem marmurowych płytach.

– Dziękuję – wyjąkała, kiedy już mogła mówić.

– Nie ma za co – odparł, wpatrując się w nią błękitnymi jak czysty nieboskłon, oczami, Czekał. Doskonale wiedziała, na co czeka. Na pewno chciał, żeby mu się wytłumaczyła, żeby wyjaśniła, dlaczego zostawiła go samego.

Reklamy

3 thoughts on “Żona mojego ojca. IV

  1. Super:) Dopiero dzisiaj miałam czas ponadrabiać zaległości, więc stąd dopiero teraz przeczytałam rozdział:) No i co Ty z tą Rei zrobisz:) Bo po tym jak przeczytałam dziką orchidee wiem, że mozna spodziewać się wszystkiego;P

  2. No to Rei się nieźle wpakowała. Ciekawa jestem czy Kei powie jej prawdę o sobie, czy wymyśli jakieś kłamstewko.
    Naprawdę mi jej żal tej dziewczyny, bo teraz to dopiero będzie miała wyrzuty sumienia, a świadomość, że obiekt jej westchnień jest tak blisko będzie jej tylko o tym przypominać. Zastanawiam się, czy teraz nie będzie miała oporów, żeby wziąć ślub.
    Pozdrawiam 😀 😀 😀 😀
    P.S Przepraszam, że tak późno ale miałam problemy z netem :/

  3. Coś mam problem z dodaniem komentarza przy wcześniejszym rozdziale nic trudno tu napisze rozdział III mnie rozbroił, już nie raz pisałam ze sceny erotyczne w twoim wykonaniu to mistrzostwo nikt nie umie tak opisać emocji i podniecenia jak Ty. Czytam trochę z opóźnieniem kolejne rozdziały ale jak tylko mam chwile to staram się nadrobić zaległości 🙂 Rozdział jest fantastyczny.
    No spotkanie tych dwojga boskie tylko ciekawe jak Rei mu się teraz wytłumaczy i co będzie dalej. nie moge się doczekać kolejnego rozdziału.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s