Zbyt późno. Prolog

– Czy przyszedłeś, by napawać się moim upokorzeniem? Czyżbyś czerpał jakąś chorobliwą rozkosz z przyglądania się przedśmiertnym drgawkom swych ofiar?

Nabrzmiały pogardą głos ojca dobiegł ją od strony drzwi, przez które dopiero co weszli obaj mężczyźni. Stała za zasłoną wykuszowego okna gabinetu. Ukrywała się tu przed wszystkimi i w skórzanym fotelu ojca czytała stare książki. Przebywała w domu, gdyż padła ofiarą epidemii świnki, która zdziesiątkowała uczniów jej szkoły. I teraz, kiedy czuła się już lepiej, ani myślała śpieszyć się z rozkładaniem zeszytów i książek. Z choroby musiała wypływać jakaś korzyść, choćby tylko sprowadzona do słodkiego lenistwa. I dlatego właśnie postanowiła zniknąć. Gabinet ojca zawsze był wspaniałą kryjówką. Nikomu nigdy nie przyszło do szukać jej tutaj. Oprócz niego.

– Sam sobie jesteś winien.

Słowa te, w odróżnieniu od gniewnych i wzgardliwych słów ojca, powiedziane zostały tak cicho, że ledwie je usłyszała, niemniej wyczuła w nich – choć miała dopiero piętnaście lat – jakąś ogromną siłę.

– A czy pozostawiłeś mi jakiś wybór? I dopiąłeś swego, łajdaku. Wszystko teraz należy do ciebie. Moje przedsiębiorstwo, mój dom, moja… Dobry Boże, chcesz mi nawet zabrać moją dumę. Ludzie twojego pokroju napawają mnie odrazą.

Zasady dobrego wychowania zabraniały jej podsłuchiwać, nakazując równocześnie ujawnić swoją obecność. Trudno było jednak podjąć tę śmiałą decyzję. Intuicja podpowiadała jej, że gdyby teraz wyszła zza kotary, zadałaby ojcu być może większy ból niż tamten okropny człowiek. Zadrżała. Jej ukochany dom, miał przejść razem ze wszystkim w obce ręce. W ręce tego potwora, któremu nawet nie mogła dokładnie się przypatrzyć ze swego ukrycia. Wszystko, co dostrzegła, to ogólny zarys sylwetki, emanującej niebywałą siłą. Jak gdyby wyczuł, że jest obserwowany, gdyż odwrócił się w jej kierunku. Szybko schowała głowę. Tylko przez ułamek sekundy mignęły jej przed oczyma kosmyki jego długich, jasnych włosów. Wstrzymała oddech. Czekała w paroksyzmie dławiącego strachu, aż wywlecze ją zza zasłony na środek pokoju i postawi przed obliczem ojca. Och, lękała się nie tyle jego gniewu, co gorzkiego zawodu, jaki mu mogła sprawić. Ale zegar na ścianie odmierzał sekundy i nic się nie działo. – Nikt cię do niczego nie zmuszał i nie przykładał noża do gardła. Wszystko, co uczyniłeś, uczyniłeś jako człowiek wolny. – A jakże, wolny! – Głos ojca kipiał sarkazmem. – Wolny i łatwowierny, aby tacy dranie jak ty zawsze mogli wyjmować coś ze swoich zdradzieckich potrzasków.

– Skoro, jak twierdzisz, wpadłeś w pułapkę, to wiń raczej za to swoją nienasyconą pazerność.

Zacisnęła pięści w bezsilnym gniewie. Jak śmiał mówić w ten sposób do jej ukochanego ojca, najmądrzejszego i najcudowniejszego człowieka pod słońcem? Gdybyż mogła wybiec i zmusić do odwołania tych słów!

– Zaufałem ci i był to jedyny mój błąd – powiedział ojciec. – A teraz wynoś się stąd. Dom nie należy jeszcze do ciebie. Więc dokąd prawnicy nie wypichcą odpowiednich dokumentów, nie chcę cię tutaj więcej widzieć. Wynoś się stąd i nie zapomnij zabrać ze sobą Miyo- chan.

Miyo? Dlaczego jej macocha miała pójść z tym człowiekiem, którego ojciec najwyraźniej nienawidził? Przecież nie miało to najmniejszego sensu.

– Nie chcę twojej żony. Nigdy nie chciałem.

– Posłużyła ci jako narzędzie! – wykrzyknął ojciec z bezgraniczną pogardą. – Nie chcę przebywać z nią ani chwili dłużej!

– To sprawa między wami – odparł mężczyzna chłodnym, opanowanym głosem. – Interesuje mnie tylko…

– Wiem, co cię interesuje – przerwał mu ojciec. – Ale na mój dom będziesz musiał jeszcze poczekać. A teraz uprzedzam. Jeśli natychmiast nie opuścisz tego miejsca, wezwę policję, aby siłą cię stąd usunęła. Myślę, że z przyjemnością przeczytasz potem o sobie w gazetach.

W gabinecie zapadła cisza. Nie rozumiała wszystkiego, wiedziała jednak, że ojciec nie tyle rozmawia z  tym człowiekiem, co toczy z nim śmiertelny bój.

– W porządku – zgodził się w końcu mężczyzna. Usłyszała, jak idzie w kierunku drzwi. – Mam nadzieję, że kiedy odzyskasz spokój i minimum równowagi duchowej, spotkamy się i wrócimy do poruszonych tu tematów.

-A ja mam nadzieję, że będziesz się trzymał z daleka ode mnie i mojej rodziny!

Drzwi otworzyły się i natychmiast zamknęły. W pokoju zapanowała grobowa cisza. Chciała wybiec z kryjówki, przytulić się do ojca i wyznać mu, że ona również nienawidzi tego mężczyzny i nie pozwoli, żeby ten człowiek zamieszkał w ich domu! Lecz postępując zgodnie z odruchem serca, zdradziłaby tym samym przed ojcem, że słyszała wszystko od początku do końca, a więc była świadkiem jego udręki.  Nie, zostanie tu do chwili, aż opuści gabinet. Zresztą zbliżała się pora kolacji i powinien niedługo przejść do jadalni. Teraz jednak usiadł przy biurku i otwierał szufladę po szufladzie, jakby czegoś w nich szukał. Minuty płynęły i coraz trudniej było jej zachować nieruchomą pozycję. Nagle, kiedy już niemal zdecydowała, że tak czy inaczej musi usiąść, gdyż zaraz zdrętwiałe i bolące nogi same się ugną w kolanach, rozległ się przerażający huk.

W pierwszym momencie, ogłuszona sparaliżowana, nie wiedziała, co się stało. Ale gdy początkowy szok minął, rozpoznała strzał. Tak, odgłos, który przed chwilą usłyszała, mógł być tylko strzałem, gdyż niewiele różnił się od tych na polowaniach, na jakie ostatniej zimy zabierał ją ojciec. Był tylko dwa albo trzy razy silniejszy, jakby wzmocniony przez ściany pokoju. A potem wszystko potoczyło się w błyskawicznym tempie. Ktoś biegł, ktoś otworzył drzwi, ktoś wpadł do gabinetu, ktoś wykrzyknął strasznym- głosem: „Mój Boże!”. Wyszła zza kotary i zbliżyła się do biurka. Spojrzała na leżącego połową ciała na blacie człowieka. To nie mógł być jej ojciec! Ta wielka groteskowa lalka z pomalowaną na czerwono głową nie mogła być jej ojcem!

Krew! Krew była wszędzie. Na błękitnej koszuli i marynarce, na biurku i na dywanie. Rozlewała się i skapywała niczym sok pomidorowy z przewróconego kubka. Otworzyła usta do krzyku. Z jej warg nie wydobył się jednak żaden dźwięk. Straciła przytomność.

***

Ktoś ma pomysł na głównych bohaterów nowej historii? Domyślacie się kim są?

A po za tym blog świętuje taki swój mały jubileusz, ponieważ dokładnie rok temu w lutym umieściłam tutaj swoją pierwszą notką. 😀

Reklamy

4 thoughts on “Zbyt późno. Prolog

  1. Jak dla mnie masz tak niesztampowe pomysły, że nie można się żadnymi utartymi schematami sugerować i… No nie wiem:D Główni bohaterowie to może być albo Diamond i Usagi albo Kunzite i Minako… Niby bardziej mi tu Di pasuje, ale…- kurcze, cieżko;P A jak ani jedni, ani drudzy to nie mam pojęcia;P

  2. wow… tyle mam do powiedzenia 😀
    cudo… a końcówka… mrr…
    no ale ja nie zgaduję, poczekam aż samo się wyjaśni i okaże czy czytam dalej czy nie xD

  3. Nie mam pojęcia, co do bohaterów, ale sam prolog powalił mnie na kolana!:)
    Jest napięcie, tajemnica, oryginalny pomysł. wszystko o, co kocham i będę wyczekiwać w kolejnym rozdziale:)
    Już na niego czekam telepatycznie cię prosząc o szybkie dodanie:)
    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s