Zbyt Późno. I

– Ubieranie panien młodych to dla mnie nie pierwszyzna, Mi-chan -powiedziała Mari, podwójna rozwódka, upinając z zawodową wprawą kremowy długi welon. —No i tylko przypatrz, przypatrz się sobie…

– Nieziemska! – wykrzyknęła Miki, wpadając do pokoju, gdzie przed lustrem stała zjawiskowa piękność, ubrana w ślubną suknię.

– Skończenie piękna. – Mari wolała swoje określenie, – Oczywiście, w pewnym stopniu jest to zasługa tej sukni…

-Jest to zasługa wyłącznie tej sukni – poprawiła Minako, dmuchając w woalkę zwisającą z perłowego diademu, zdobiącego jej włosy. – Taki będzie zachwycony.

– Niechby spróbował nie być! – odparła starsza kobieta z gniewnym pomrukiem, po czym raz jeszcze krytycznym i uważnym wzrokiem obrzuciła całą kreację.

– Lepiej już wyjdź i pokaż się, Mi – poradziła Miki.- Zanim nerwy nie uczynią z Taki- kun ruiny człowieka.

– A to niby dlaczego mamy go oszczędzać? – zapytała Mari, której mina świadczyła, że jest w pełni zadowolona z wykonanej roboty. – Czy on przez ten tydzień litował się nad nami?

Suknia faktycznie była arcydziełem, a ubrana w nią prześliczna dziewczyna nadawała krawieckiej kompozycji rangę i charakter dzieła natchnionego.

– Och, mój Boże, z tego wszystkiego wyleciała mi z głowy najważniejsza rzecz! – wykrzyknęła Miki, podbiegając do baśniowej panny młodej. – Ten tajemniczy gość wreszcie się pojawił. To Sekine Saitou- san.

Wymienienie imienia i nazwiska obliczone było na piorunujący efekt, ale twarz Minako przesłaniał welon i Miki niczego nie mogła wypatrzyć. Gdyby jednak zajrzała za mieniące się koronki, zobaczyłaby pobladłe policzki, płonące błękitne oczy i drżące usta.

– Wuj Isao- dodała wobec milczenia przyjaciółki. – Tego samego Sekine Isao- san, który od tygodnia przysyła ci czerwone róże.

Minako przełknęła ślinę. Próbowała odzyskać panowanie nad sobą. To był naprawdę grom z jasnego nieba, cios w samo serce. Wiedziała oczywiście, że kiedyś będzie musiała z nim się spotkać, lecz pocieszała się myślą, że rok, dzień i godzinę tego spotkania sama wybierze. A tymczasem on przejął inicjatywę, spychając ją tym samym do głębokiej defensywy. Jak zdobył zaproszenie, nie miała pojęcia, wiedziała jedynie, że dla tak ważnej osobistości było to śmiesznie łatwe. Miki czuła się już trochę poirytowana brakiem reakcji na tak sensacyjną wiadomość.

-Minako…

– Odłóż to na później – wtrąciła się Mari. – Słyszę, że Taki- kun przygotowuje się do finału. Jeszcze gotów dostać apopleksji, gdyby Minako- chan spóźniła się z wyjściem.

– Uchowaj Boże, by panna młoda zjawiła się po czasie – powiedziała jasnowłosa ironicznym tonem, czując, iż odzyskuje pełną kontrolę nad swymi emocjami. Ostatecznie Saitou Sekine był tylko człowiekiem. Pancerz jego garnituru od Armaniego i pewności siebie musiał posiadać jakieś szczeliny. Być może jedną czy dwie uda się jej wypatrzyć. Zresztą obojętnie, co go skłoniło do przyjścia tutaj, nie mógł już jej skrzywdzić ani duchowo, ani fizycznie.

– Mówię ci, na twój widok niejedna paniusia przełknie łzę, a mężczyznom zachce się rozwodów i ponownych ślubów – zauważyła Mari.

Minako podziękowała jasnym uśmiechem i opuściła pokój. Szła korytarzem ku światłom i gwarowi głosów. Stanęła u wyjścia, a potem na dany znak ukazała się publiczności. Zapadła najpierw cisza, ów hołd złożony objawieniu, by zaraz przemienić się w szum westchnień i szmer komentarzy. Nawet elokwentny Taki, projektant tej sukni i konferansjer pokazu, po zapowiedzi: „Boska Oblubienica”, zamilkł olśniony.

Już od tygodnia Minako prezentowała w Tokio z profesjonalnym wdziękiem kolekcje Taki. Zadebiutowała w zawodzie modelki cztery lata temu. Jej agent zareklamował ją na starcie jako Minako Aino. Łut szczęścia, idealne warunki fizyczne i wytężona praca sprawiły, że kariera rozwinęła się świetnie. Dwa lata później z Minako Aino, został tylko pseudonim, Boska. Tokijska prezentacja ostatniej ekskluzywnej kolekcji, adresowanej do bardzo wąskiego grona klientek i dopasowanej nazwą do pseudonimu modelki, okazała się tyleż jej osobistym sukcesem, co niewątpliwym triumfem Taki jako projektanta. Uniósłszy lekko głowę, płynęła po wybiegu, obitym ciemno wiśniowym pluszem, w szpalerze płonących spojrzeń i westchnień pożądania. Interesowała ją jednak w tej chwili reakcja tylko jednego człowieka. Siedział w pierwszym rzędzie u końca długiej platformy, a więc szła wprost na niego. To krzesło przez sześć poprzednich wieczorów pozostawało puste, i to w jakiś prawie szyderczy sposób. Przypominało dziurę po trzonowym zębie w szerokim uśmiechu gwiazdy filmowej. Skupiało uwagę, budziło ciekawość, intrygowało aż do udręczenia, gdyż nie słyszano dotąd, by ktoś mając zarezerwowane miejsce, nie zjawił się na pokazach mody w Tokio. Lecz dzisiaj krzesło było zajęte. Wypełniał je swoją ogromną posturą Saitou Sekine, bardziej drapieżna bestia niż człowiek, i wbijał w nią zimne spojrzenie swoich stalowych oczu. Wiedziała, że chce przeniknąć nim przez woalkę, dotrzeć do twarzy, a może nawet jeszcze dalej, gdzieś w głąb jej duszy, ale błyszcząca ażurowa tkanina maskowała ją nader skutecznie. Ona natomiast widziała całą brutalną wyrazistość tej jego niemal zwierzęcej siły, której nie mógł poskromić ani doskonale skrojony garnitur, ani tym bardziej w wyrafinowany sposób zawiązany krawat. Doprawdy, żadne ze zdjęć tego potwora, na które od czasu do czasu natykała się w prasie, nie oddawało istoty i prawdziwej treści jego osobowości. A była to osobowość dzikiej bestii, powolnej jedynie własnym instynktom i prawom własnej natury, o czym świadczyła tyleż wyraźnie zarysowaną szczęką, co ściągnięte wąskie usta, wprost stworzone do wydawania poleceń.  Jedynie szlachetny kształt głowy pozostawał jakby w kontraście z tym ogólnym wrażeniem dzikości i drapieżności, ale było to stanowczo zbyt mało, by zmienić o nim sąd. Nie zamierzała zostać jego kolejną ofiarą!

Zgodnie z zaleceniem Taki, u końca wybiegu stanęła, znieruchomiała na chwilę dla wzmocnienia napięcia, po czym, unosząc ręce w najsubtelniejszym geście oddania się, odsłoniła twarz. Zerwała się burza oklasków. Obraz młodej piękności podziałał jak narkotyk. Mężczyźni wstawali z miejsc. Jedynie Saitou pozostał nieporuszony. Jego warg nie wykrzywił najlżejszy uśmiech. Tylko stalowe oczy na chwilę zabłysły, mimowolnie zdradzając, że fala entuzjazmu uderzyła i o ten granitowy klif.

Minako nie chorowała na próżność z racji swojej urody. Traktowała ją tak mniej więcej, jak piłkarz traktuje swoje nogi – jako podstawę i niezbędny warunek popularności i zarobku. Nie miała żadnych złudzeń, że będzie ona trwać wiecznie. Najlżejsza skaza na twarzy zarysowana przez czas niechybnie spowoduje, że fotografowie i projektanci zaczną rozglądać się za kimś innym. A pięknych dziewcząt nie brakowało. Miała sięgające pasa złociste włosy i usiane złotymi plamkami błękitne oczy w obramowaniu ciemnych i długich rzęs. Prosty krótki nosek, pełne zmysłowe wargi, a wreszcie jednolicie bladokremowa karnacja kwiatu magnolii, wszystko to dawało w efekcie typ piękności rafaelicznej, będący ostatnio w cenie u fotografów i projektantów. Jednakże sądząc z reakcji białowłosego, a raczej z braku jakiejkolwiek reakcji, mogłaby być równie dobrze nieforemną kłodą  drewna.

Podium posiadało kształt litery T i teraz Minako z częściowo nieobecnym, a częściowo dumnym wyrazem twarzy, niczym dziewica przeznaczona bogom na ofiarę, jęła przechadzać się wzdłuż poprzecznego podwyższenia wybiegu. Wszystko to wykonała zgodnie z poleceniem Taki. Zauważyła kątem oka, iż rudowłosa piękność po lewej ręce Saitou skłoniła ku niemu głowę i nie odrywając błękitnych oczu od prezentowanej sukni, szepnęła mu coś na ucho. Kobieta ta nie opuściła ani jednego dnia pokazów, zaś ze sposobu, w jaki położyła swą smukłą dłoń o karminowych paznokciach na ramieniu bestii, wypływał oczywisty wniosek, że łączy ich bliższa znajomość. Rzecz zresztą nie mogła stanowić najmniejszej niespodzianki. Saitou przez lata zgromadził całą kolekcję przyjaciółek i odpowiednią reputacje, a wszystko to niemal na oczach żądnej towarzyskich plotek publiczności. Ostatni zwrot i pozostała jeszcze tylko parada w stronę kulis. Ale w tym tanecznym baletowym zwrocie, którym wznieciła nową burzę oklasków, zdołała obrzucić tamtą kobietę uważnym spojrzeniem. Nie była już taka młoda, jak to wyglądało na pierwszy rzut oka. Na pewno przekroczyła trzydziestkę, czyli nie różniła się dużo wiekiem od trzydziestopięcioletniego Saitou. Krucha, drobna, wyrafinowana i elegancka, należała bez wątpienia do tego samego świata, do którego bezwzględnością i ambicją zdobył sobie wstęp Saitou, a który ludzie nazywają „wielkim światem”. Lecz choć bliska mu i bardzo atrakcyjną, nie zdołała ściągnąć swym szeptem uwagi mężczyzny, który bez jednego drgnienia powieką wpatrywał się w nią, Minako.

Kiedy znalazła się w garderobie, posypały się gratulacje. Uściskała ją Mari, wycałowały inne modelki. Jak we śnie pozwoliła ściągnąć z siebie ślubną kreację i przez chwilę stała naga, w samych tylko majteczkach, długonoga, smukła, a jednak o pełnych piersiach, naznaczonych różowymi sutkami. Gdy zaś Mari wypięła diadem z włosów, na jej obnażone ramiona i plecy spłynęła złocista struga – peleryna zrobiona przez weneckich złotników. Jej wzrok przykuł leżący na stoliku w kącie pokoju bukiet róż z dołączoną do nich wąską białą kopertą. Kwiaty przysłał Isao, który od tygodnia w tej formie ponawiał codziennie swoje oświadczyny. Dziś jednak musiał chyba wiedzieć, że jego wuj przebywał w Tokio, więc była pewna możliwość, iż zamiast stałego refrenu: „Wyjdź za mnie”, skreślił na bilecie coś innego. I faktycznie, gdy otworzyła kopertę, ujrzała pod dobrze jej znaną prośbą krótki dopisek: „Wuj poluje”. O jakie tu polowanie chodziło, mogła się tylko domyślać. Prawdopodobnie białowłosy dowiedział się o ich znajomości i Isao chciał ją o tym uprzedzić.

– Idziesz na przyjęcie? – zapytała Miki, stając u jej boku i bezwstydnie zerkając na bilecik.

Minako zmięła kartkę i wsłuchana w wesołe głosy koleżanek, które już przygotowywały się do świętowania końca tygodniowej harówki, pokręciła przecząco głową. Pytanie zresztą było retoryczne. Miki z góry wiedziała, jaką padnie odpowiedź.

-A więc do hotelu, sześć godzin snu, a potem kolejne sesje, czy tak? – zgadywała przyjaciółka, nie zrażona powściągliwością blondynki.

Ta zaś rozjaśniła twarz w tak dziewczęcym uśmiechu, że teraz dopiero dało się zauważyć, jak była młoda i ile lat jej dodawał artystyczny makijaż.

– Czy tak łatwo mnie przeniknąć? – spytała, pokazując strapioną minką, że niby czuje się tym zaniepokojona.

Miki wzruszyła ramionami.

-Nie przejmowałabym się taką drobnostką. To jedynie wzbogaca wizerunek Boskiej.

Tak, ów wizerunek rozważnie kształtowała od lat. Prawdą też było, że nie przywiązywała wagi do towarzyskiej strony zawodu. Zarabiała na życie jako modelka, czyli pokazując się oczom innych, nie oznaczało to jednak, by również czas wolny od pracy miała przeznaczać dla publiczności. Dbała o swoją prywatność, tak jak skąpiec dba o swoją sakiewkę. I nie było to nawet takie trudne, szczególnie jeśli unikało się klubów, restauracji i różnych zbiorowych imprez, które prasa wykorzystywała jako miejsca połowów sensacyjnych plotek. Ludzie rzadko kojarzyli młodą dziewczynę na zakupach w supermarkecie czy na spacerze w parku z Boską, o której rozpisywały się gazety i którą wynoszono pod niebiosa z racji jej urody. Oznaczało to, że Boska z wybiegu i Minako prywatnie, bez makijażu i z włosami splecionymi w warkocz, to były dwie różne dziewczyny. Różniły się nawet wiekiem i tylko ta druga miała dwadzieścia jeden lat. Przed wyjazdem z Tokio musiała jeszcze zobaczyć się z Taki. W końcu zdołała wypatrzyć go w eleganckim tłumie, lecz gdy zobaczyła, z kim rozmawia, o mało nie odwróciła się i nie uciekła. Czyli po prostu, przyznała z gniewem w duchu, chciała zachować się jak ostatni tchórz.

– Och, Minako! – wykrzyknął Taki, witając ją ciepłym uśmiechem i przygarniając do siebie tyleż serdecznym, co poufałym gestem. – Właśnie rozmawialiśmy o tobie.

Porównała obu mężczyzn. Byli w podobnym wieku. Ale, o ile wysoki, szczupły i jasnowłosy Taki odznaczał się niesłychaną pobudliwością, zmiennością nastrojów i ożywieniem duchowym, co między innymi przejawiało się spontaniczną gestykulacją rąk i wyrazistą mimiką twarzy, o tyle tamten, również wysoki, a nawet trochę wyższy od Taki, kojarzył się raczej z blokiem ciemnego granitu, a jego twarz ze skamieniałą maską. Słowem, trudno było wyobrazić sobie większy kontrast niż ten między Taki a Saitou.

– Doprawdy? – zapytała, odrywając od jasnowłosego mężczyzny chłodne spojrzenie swych błękitnych oczu i przenosząc je na Taki.

– Pragnę sprostować – odezwał się Saitou, ona zaś na dźwięk jego głosu poczuła jakiś nieznośny, prawie bolesny ucisk w żołądku. – Rozmawialiśmy nie tyle o pani, co o ślubnej sukni, którą pani prezentowała.

Zmarszczyła brwi.

– O ślubnej sukni?

– Tak – potwierdził Taki, patrząc na rozmówcę z cokolwiek zakłopotaną miną. – Choć prawdę mówiąc, trudno w tym wypadku odróżnić suknię od osoby.

-Biorę ją – powiedział Saitou, a ze sposobu, w jaki wyrzekł te słowa, wynikało niezbicie, że nie dopuszcza myśli, by suknia mogła nie znaleźć się w jego posiadaniu.

W tej absolutnej pewności siebie było nawet coś frapującego. Ten człowiek zawsze zdobywał to, czego pragnął. Lecz czy to „zawsze” oznaczało, że i tym razem?

– Cóż, to wspaniale! – wykrzyknął Taki z widoczną radością, chwytając dłoń rozmówcy i potrząsając nią wylewnie. – Nie miałem pojęcia! Czuję się zaszczycony, że stanę się projektantem pańskiej sukni. To znaczy, oczywiście, nie pańskiej w sensie dosłownym. – I roześmiał się ze swojego żartu.

Powody entuzjazmu Taki nie były dla Minako żadną tajemnicą. Ubrana w tę suknię panna młoda, już chociażby dlatego, że brałaby ślub w rodzinie Sekine, ślub, na którym nie zabrakłoby nawet telewizji, nie mówiąc już o dziennikarzach i fotoreporterach, rozsławiłaby imię projektanta i przysporzyła mu dochodowych zamówień. Niemniej myśl o tym, że zanosi się w tej rodzinie na ślub, mocno zaniepokoiła blondynkę. Spojrzała na Saitou, a on wytrzymał jej spojrzenie. W jego stalowych oczach malowało się wyzwanie i… jakby coś jeszcze. Czyżby znał jej uczucia i myśli? Nie, było to absolutnie niemożliwe!

Ta dziewczyna jest jak z lodu, pomyślał Saitou, tłumiąc wewnętrzne rozbawienie. W swoim życiu spotkał wiele kobiet – może nawet zbyt wiele, przyznał samokrytycznie – i kilka z nich faktycznie emanowało jakimś duchowym chłodem, który ustanawiał dystans pomiędzy nimi a otoczeniem. Żadna z nich jednak nie była tak młoda i tak zamknięta w sobie, jak ta modelka zwana Boską. Lecz mimo nieuchwytnego wnętrza, jej piękność jaśniała pełnym blaskiem. Rozumiał teraz fascynację Isao i jego gotowość narażenia się nawet na gniew wuja. Wynikało stąd, że ta dziewczyna mogła okazać się poważnym kłopotem, kłopotem przez duże K. Krzyżowała plany, jakie powziął odnośnie siostrzeńca, a równocześnie jej uroda odbiegała od konwencjonalnych norm, aby móc przejść nad nią do porządku. Takie piękne oblicza widuje się raczej na freskach Michała Anioła.

Czy Taki Maeno nie objął jej ramieniem? Jasne, że był to gest po trosze przyjacielski, ale czyż samym swoim cudownym istnieniem ta Boska nie powodowała, że mężczyźni umierali z pragnienia dotknięcia jej? Wykuta z bryły lodu, być może nie posiadała zmysłów, lecz grała na zmysłach innych z biegłością wirtuoza fortepianu.

– Chyba nie do końca pan zrozumiał, panie Maeno- odezwał się, cedząc sylaba po sylabie. – Nie idzie mi bynajmniej o projekt sukni pańskiego pomysłu, lecz dokładnie o tę suknię, która zakończyła pokazy.

Taki nerwowym gestem przejechał dłonią po włosach.

– Dokładnie o tę? Ale czy przede wszystkim nie powinna zobaczyć jej przyszła panna młoda i dopiero na tej podstawie podjąć decyzję? Nie możemy przecież wykluczyć, że marzy o całkiem innej. Zawsze służę państwu swym czasem i z przyjemnością przedyskutuję całą sprawę.

Saitou wiedział, dlaczego Maeno wykręcał się jak piskorz. Był rasowym projektantem, artystą w swoim zawodzie, i nie potrafił myśleć o swoich kreacjach, ślubnych czy jakichkolwiek innych, w oderwaniu od konkretnej osoby. Lecz szanując taką postawę, wiedział również, że chce tę suknię, tę, a nie żadną inną.

-Widziała ją – odparł sucho i po trosze w telegraficznym stylu. – Spodobała się jej. Właśnie tę chce założyć.

Mówiąc to patrzył na modelkę. Pozornie nic się nie zmieniło w jej twarzy, była jak namalowana na płótnie, ale gdzieś w głębi jej błękitnych przeczystych oczu dojrzał jakby niepokój i napięcie. Mogło to być związane z faktem, że oplatała sobą Isao. Zresztą obojętnie, jak mocne były to pęta, on, przetnie je przy najbliższej okazji. Musiał przyznać, że siostrzeniec w swoim wyborze okazał gust, jakiego nie spodziewał się po nim. Ta młoda kobieta przeszła wszelkie jego oczekiwania. Nie tylko pod względem urody. Również z tej racji, że stanowiła intrygujące połączenie krańcowych sprzeczności. Ciepła i chłodu, jawności i tajemnicy. Skoro on był pod wrażeniem tej dziewczyny, to Isao mógł popaść w zupełne zaślepienie.

– Czuję się zaszczycony, Sekine- san- zaczął Taki – że owa osoba, o której mówimy, pragnęłaby wziąć ślub właśnie w tej sukni…

– Owa szczególna osoba przyzwyczajona jest do otrzymywania tego, na co ma akurat ochotę – odparł Saitou.

I niechby tylko nie dostała, pomyślał. Wówczas żaden mężczyzna na świecie nie potrafiłby poskromić tej przeuroczej, zwariowanej i impulsywnej osóbki. Maeno wciąż usiłował pogodzić ogień z wodą, to znaczy zarówno zadowolić bogatego klienta, jak i wytrwać na gruncie zasad, którymi kierował się w swym fachu.

– Ale jeśli moglibyśmy…

– Taki, przepraszam, że przeszkadzam, ale szuka cię Itoh- san- usłyszeli nagle cokolwiek zadyszany głos czterdziestoletniej niezastąpionej Mari.

Saitou znał Koji Itoh. Kilka razy wchodził z tym rzutkim i pomysłowym przedsiębiorcą w różne interesy. Wszystkie zakończyły się sukcesami. Dzisiejszą jego obecność tutaj należało, rzecz jasna, tłumaczyć kobiecymi zachciankami Yuko, młodej i pięknej małżonki Koji. Była ewentualną klientką Maeno i Saitou postanowił ułatwić stropionemu projektantowi trudny wybór.

– Zadzwonię do pana w najbliższych dniach – rzekł niemal dobrodusznym tonem. – Ale uprzedzam: ani ja, ani przyszła panna młoda nie zmienimy naszego stanowiska co do sukni.

Panna młoda. Za każdym razem, gdy padały te słowa, w systemie nerwowym Minako następowało jakby krótkie spięcie. Nie miała pojęcia… Znała Isao już od kilku tygodni, lecz ani razu jej nie wspomniał, że jego wuj rozważał możliwość małżeństwa. Przez dziesięć minionych lat unikał tego wręcz ostentacyjnie. I nie dlatego, żeby nie było wokół niego licznych ochotniczek do małżeńskiego łoża, lecz że taka była jego wola czy też po prostu kaprys. W tej chwili jednak wydawało się bardzo prawdopodobne, że co nie udało się innym, udało się tej rudowłosej o dłoniach księżniczki. Ale w pamięci Minako została jeszcze druga twarz, równie ładna, a przecież dużo młodsza i wdzięczniejsza, twarz blondynki, która siedziała po prawej ręce Saitou. Jaka szkoda, że nie przyjrzała się jej uważniej! Taki, który zwykł dobierać kreacje do indywidualnej urody, z tych dwóch kobiet wybrałby dla swej sukni z pewnością tę drugą.

Zostali sami, gdyż projektant udał się w inne miejsce pod zbrojną eskortą Mari. W pewnej chwili Minako złapała się na tym, że wpatruje się w idealnie prosty nos białowłosego. Spuściła oczy i pomyślała, jak by tu uciec i od nowa przemyśleć swoje plany.

– Jeśli pozwoli pan, to… – zaczęła z grzecznym uśmiechem.

-Nie – odparł głosem równie spokojnym, jak w przypadku, gdy się mówi „tak”.

Zbita z tropu, zatrzepotała długimi rzęsami.

-Bardzo pana przepraszam. Nie chciałam bynajmniej…

– Doprawdy? – zapytał, mrużąc stalowe oczy. Na jej czole pojawiła się pionowa zmarszczka.

– Myślałam, że…

-Wiem, co pani myślała, Boska. – Wymówił ten pseudonim, w istocie dość pretensjonalny, krzywiąc usta. – Z kolei ja myślę, że dobrze się pani bawi.

Wytrzymała jego spojrzenie.

– Sekine- san , gdybym nie czerpała zadowolenia ze swej pracy, dawno bym ją porzuciła.

-Słyszałem, że honoraria tych najbardziej rozrywanych modelek, a do tej kategorii panią zaliczam, są godne pozazdroszczenia.

Rzuciła mu urągliwe spojrzenie.

– Są rzeczy ważniejsze od pieniędzy.

Nie spodziewała się tego. Nie spodziewała się, że wybuchnie głośnym niepowstrzymanym śmiechem, ściągając na siebie spojrzenia licznie zgromadzonych tu osób. Jak mógł naśmiewać się z niej! To, że sam stawiał ponad wszystko pieniądze i władzę, nie oznaczało jeszcze, że wszyscy byli równie cyniczni. Lecz rzecz dziwna, śmiech, który właśnie zamierał mu na wargach, wypogodził jego twarz i uczynił ją znacznie młodszą.

– Gdzie, na Boga, Isao panią wynalazł, Boska?

– Minako – rzuciła głosem pełnym irytacji. – Mam na imię Minako.

– Jasne. Jacyż to bowiem rodzice skrzywdziliby swoje dziecko takim głupim imieniem. Ale co dla innych jest durne i w złym smaku, dla Isao jest przepiękne.

Tak, Isao uważał jej zawodowy pseudonim za bardzo romantyczny. Czerpał również zadowolenie z faktu, że pokazuje się ż kimś tak sławnym jak Boska. Pokazali się zatem w publicznych miejscach pięć czy sześć razy. To wystarczyło, aby dopadła ich prasa. W towarzyskich kolumnach zaszumiało od plotek. Było pewne, że prędzej czy później dotrą one do uszu jego wuja. Minako zresztą liczyła na to!

– Isao- chan jest wyjątkowy – powiedziała.

– Tak, niezwykły i wyjątkowy. Różni się tym przede wszystkim od innych ludzi, że należy do rodziny Sekine.

– Wszyscy ponosimy w życiu jakieś straty, Saitou- san. Rzecz w tym, by znieść je z godnością.

Był to atak i to atak ze strony kobiety. Osłupienie, jakie odmalowało się na twarzy mężczyzny, niedwuznacznie świadczyło, że odebrał to jako zupełną nowość. Lecz nowe bywa często intrygujące. Toteż wpił się zaraz w jej twarz zaciekawionym spojrzeniem.

– W zasadzie pogląd ten uważam za słuszny, niemniej chyba uświadamia sobie pani, że musimy porozmawiać…

-Jestem innego zdania. – Powiedziawszy to, odwróciła się, by odejść. On jednak chwycił ją za nadgarstek. – Proszę puścić moją rękę.

Przypatrzył się jej oczom. Były ciemniejsze niż przed chwilą, a równocześnie bardziej rozjarzone.

– Uwolnię panią dopiero wówczas, gdy uzyskam zgodę na rozmowę.

Oddychała szybko, prawie spazmatycznie. Mimo gorąca panującego w pokoju, czuła zimne dreszcze. Ale nie wolno jej było okazać najmniejszej słabości.

-Jeśli nie zrobi pan tego, o co proszę, zacznę krzyczeć. A jeśli ludzie posłyszą mój krzyk, to… Dziękuję. – Roztarła uwolnioną dłoń. – Widzę, że poważnie potraktował pan moje ostrzeżenie, i słusznie zresztą. Prawda jest taka, Sekine- san, że czuję się zmęczona i zamierzam wrócić do hotelu, gdzie czeka mnie kąpiel i wygodne łóżko.

– Jakiego hotelu? – zapytał chrapliwym, rozdrażnionym głosem.

Wymieniła nazwę. Nie miała powodu, aby ukrywać miejsce swojego pobytu. Nie czuła się zagrożona. Poza tym w hotelu czy gdziekolwiek indziej ten człowiek nie mógł dziś liczyć na rozmowę z nią. Po pracowitym szalonym tygodniu zmęczenie naprawdę dawało się jej we znaki, a nerwy miała napięte do ostatnich granic.

– Minako- chan, zapomniałaś wziąć to ze sobą!

Dostrzegła najpierw bukiet czerwonych róż, a potem dopiero Miki, która go przyniosła i natychmiast rozpłynęła się w tłumie.

-To od mojego siostrzeńca, prawda? – zapytał, wpatrując się w kwiaty.

Odruchowo przycisnęła bukiet do piersi.

-Tak.

Pokiwał głową, jak gdyby nigdy w to nie wątpił.

– Więc zadzwonię jutro rano i zjemy razem śniadanie. Chyba że – wykrzywił usta w lekceważącym uśmiechu – należy pani do tych modelek, które odżywiają się tylko sałatą i czarną kawą.

Zamilkł i czekał na odpowiedź. Niektóre z jej koleżanek faktycznie miały problemy z nadwagą i sięgały wówczas po sałatę, ale ona uważała to za lekką przesadę. To zaś, że Saitou orientował się w kulisach życia modelek, nie zdziwiło jej. Z pewnością w przeszłości, idąc tropami kobiecego piękna, musiał mieć i z nimi do czynienia.

– Do kilku rzeczy, które lubię zaliczają się również rogaliki i kawa ze śmietanką.

Kiwnięciem głowy przyjął to do wiadomości.

– W takim razie zjawię się jutro o wpół do dziewiątej. Czy nie za wcześnie?

– W sam raz.

W sam raz na to, żeby jej nie zastał. O tej porze bowiem będzie już na lotnisku, w drodze powrotnej do Osaki.

– Do zobaczenia.

Odszedł z miną, jak gdyby termin ich jutrzejszego spotkania zabezpieczony był teraz w podziemiach szwajcarskiego banku.

Arogant! Egoista! Pyszałek!

Nie dziwota, że Isao nie mógł z nim wytrzymać. Teraz, kiedy zetknęła się bezpośrednio z tym człowiekiem, który zrujnował jej ojca i pchnął go ku samobójczej śmierci, czuła do niego jeszcze większą odrazę niż poprzednio.

***

Raczej nie było niespodzianki 😀 Pewnie domyślaliście się kto będzie tu grał główne skrzypce, a ponieważ jestem tradycjonalistką Minako nie mogła być ‚połączona’ z nikim innym.

Reklamy

11 thoughts on “Zbyt Późno. I

      1. Nie wszędzie, w większości:D;P

        A poważnie to jesteś genialna:) W ogóle wcześniej nie łączyłam Minako z Kunzite, nie myślałam o nich w kontekście jakiegoś pairingu… A Tobie ta para wychodzi fantastycznie:)

        1. Kiedyś natknęłam się na ich rysunek w mandze. Był także wątek, który świadczył o tym, że byli parą w Silver Millenium ( w Sailor V też była o tym mowa). Nie za bardzo przepadam za parą Minako&Yaten, chodź nie przeszkadzają mi. Za to uważam, że Minako&Kunzite są dla siebie stworzeni. Uwielbiam o nich pisać.

          1. wiem 😛 mam mangę i jedną i drugą dlatego mówię, że to pierwotna klasyczna para ^^
            ogólnie nie przepadam za łączeniem 3 gwiazd z czarodziejkami =.=

            1. Jezuuu… Ja czegoś takiego w ogóle nie pamiętam No, ale mangę ostatnio czytałam za dzieciaka. Już ze 4 miesięce czeka na mnie do przeczytania w ramach odświeżenia, ale tak jakoś wiecznie czas na coś innego jest mi potrzebny:) Chociaż od razu mnie natchnęło, że to na pewno nie para wyssana z palca:)

  1. no i dobrze że Minako i Kunzite też jestem tradycjonalistką…
    Aż odechciewa się pisać czytając to co tworzysz…. człowiek wpada w kompleksy i ma ochotę rzucić wszystko w cholerę, bo i tak popełnia grafomanię przy tobie…

  2. a jednak się myliłam jednak Minako i Kunzite 🙂 cieszy mnie to wolę ten paring;-) rozdział bardzo ciekawy z Twoimi opowiadaniami nie można się nudzić. czekam na koleje rozdziały i nie tylko na to opowiadanie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s