Zbyt późno. II

Pisano o niej „Boska”. Była międzynarodową modelką. Ciągle w podróżach. Zasypywana propozycjami kontraktów. Jej uroda stawiała ją na szczycie. Latała pierwszą klasą, a zatrzymywała się tylko w luksusowych apartamentach, gdzie szampan i żonkile, jej ulubione kwiaty, były takim samym standardem, jak gdzie indziej umywalka i kran. Apartament w luksusowym hotelu nie stanowił pod tym względem wyjątku. Wszystko tu lśniło od marmurów, mosiądzów i luster, zaś ogromne łoże z baldachimem obiecywało jakieś nadzwyczajne sny.

Leżała teraz na miękkim materacu i czuła, jak wyparowuje z niej zmęczenie. Tylko nerwy miała wciąż napięte. Myślała o Saitou. Od tygodni przygotowywała się na rozmowę z nim. Tyle że w jej planach to ona miała być stroną aktywną. Ich wieczorne spotkanie wstrząsnęło nią przede wszystkim z tego powodu, że znów po z sześciu latach usłyszała jego głos. Ten głos przez lata towarzyszył jej wszędzie, rozpoznałaby go w każdej sytuacji, znała go na pamięć, tak jak muzyk zna na pamięć podstawowe dźwięki. Bo nazywała się Minako Aino i była córką Taisho, człowieka, którego rodzina Sekine z rozkoszą i premedytacją doprowadziła do śmierci. Wyrzucała sobie, że podczas rozmowy z nim zabrakło jej wewnętrznej dyscypliny. Czuła, że nie sprostała wyzwaniu, zamieniając się w kłębek nerwów na widok tego człowieka. Nienawidziła go z taką intensywnością, iż graniczyło to prawie z opętaniem. Saitou Sekine nie tylko spowodował śmierć jej ojca, który zamiast skandalu i poniżenia wybrał samobójstwo, lecz również był odpowiedzialny za zniszczenie wszystkiego, co po nim pozostało. Musieli wyprzedać się, aby spłacić wierzycieli, a pewnego dnia przyszło też wyprowadzić się z rodzinnego domu. Tak oto dla piętnastoletniej nastolatki zaczął się bolesny okres dorosłości. Jedyną w tym pociechę stanowił fakt, że Miyo, jej macocha, porzuciła z braku finansowych środków ekstrawagancki tryb życia. Ta kobieta zresztą nie zasługiwała na lepszy los. Zdradziła ojca i musiała ponieść jakąś karę. Minako czuła do niej pogardę równą natężeniem nienawiści do Saitou.

Tak więc Minako pozostała pod wyłączną opieką swojej macochy, co stanowiło dodatkowe nieszczęście w serii nieszczęść. Ale Miyo owdowiała w wieku dwudziestu pięciu lat i nie miała zamiaru krępować sobie rąk pasierbicą. Wytrzasnęła skądś pieniądze i odesłała ją do tej prywatnej szkoły średniej, do której Minako chodziła od pierwszej klasy. I wtedy zaczął się jeszcze jeden koszmar. Najbliższe przyjaciółki pozostały lojalne i serdeczne, ale cała reszta unikała jej jako córki bankruta, jak gdyby bankructwo ojca dotknęło je osobiście. I tak dotarła do egzaminów, jako ta gorsza, oddzielona grubą szybą od innych dziewcząt, skazana nawet, zdarzało się, na spędzanie w internacie wakacji. Kiedy więc wreszcie rozstała się ze szkołą, odczuła to jako swoje drugie narodziny. Miyo wytrwała we wdowieństwie jedynie pół roku. Wyszła ponownie za mąż za jakiegoś japońskiego biznesmena, który machnął ręką na rodzinny skandal, gdyż szukał po prostu ładnej żony. Uroda macochy, jasnopopielate włosy plus niebieskie oczy, w pełni go zadowoliła. Ofiarował żonie całkowitą swobodę, co zresztą bardzo jej odpowiadało. Tak naprawdę kochała tylko samą siebie, a pieniądze otrzymywane od męża bardzo uprzyjemniały ten szczególny związek. Cokolwiek było pomiędzy Miyo a Saitou, skończyło się wraz ze śmiercią jej ojca. Niemniej tajemnica tego romansu, którego charakteru domyślała się jedynie ze słów podsłuchanych w gabinecie ojca, dręczyła jasnowłosą i nie dawała jej chwili spokoju. Gdy Miyo zakorzeniła się solidnie w swoim nowym małżeństwie, zmieniła nieco swój stosunek do pasierbicy. Od czasu do czasu odwiedzała ją w Tokio i zapraszała na wakacje. Minako ciągle gardziła swoją macochą, lecz tygodnie spędzane pod południowym niebem zapadały w jej duszę, zaś Kobo – mąż Miyo- okazał, się bardzo miłym człowiekiem. Gdy jednak pewnego roku zobaczył, że zamiast podlotka stoi przed nim śliczna, wręcz olśniewająca urodą dziewczyna…

Minako w panicznym odruchu oderwała myśli od tego bolesnego wydarzenia i ponownie skoncentrowała się na Saitou. To on był winien wszystkiemu. Gdyby nie wtrącił jej ojca w ostateczną rozpacz, żadna z tych okropnych rzeczy nie wydarzyłaby się. I dlatego pragnęła, aby ten zły człowiek doświadczył takiego samego cierpienia, jakie stało się jej udziałem. Musiała tego dokonać!

– Już dobrze, Artemis – zwróciła się do swego kota, który wspinał się niecierpliwie na jej obciągnięte barwnymi legginsami nogi w daremnym zamiarze dosięgnięcia miseczki. – Lunch jest gotowy.

Rzucił się na posiłek z taką łapczywością, jakby głodował co najmniej od miesiąca. Nie była to prawda. Przebywała poza domem jedynie przez tydzień, zaś Manobu, jej sąsiad, który mieszkał po drugiej stronie korytarza i podczas jej licznych pobytów za granicą opiekował się kotem, zawsze utrzymywał, że Artemis je za dziesięciu swoich pobratymców. A jednak kot o białym i lśniącym futerku, zawsze tak samo reagował na jej wyjazdy. Na kilka dni przed rozstaniem fundował sobie ścisły post, potem w czasie rozłąki obżerał się jak szalony, by po jej powrocie udawać opuszczoną i zaniedbaną sierotkę. Najbardziej w tym, wszystkim zastanawiał fakt, że jej pupil wiedział, powiedzmy, we wtorek, że Minako wyjedzie w piątek wieczorem, mimo że pakowanie odkładała zawsze na ostatnią chwilę. Po dwóch latach współżycia, zetknąwszy się wielokrotnie z tą formą protestu, zdecydowała, że tę genialną intuicję należało tłumaczyć ich zżyciem się ze sobą. Był jedynym współlokatorem w jej obszernym mieszkaniu o dwóch sypialniach. Jedną z nich przerobiła na atelier malarskie, by móc od czasu do czasu oddawać się swojemu hobby. Zostawiając kota nad wyjedzoną do połowy miseczką, przeszła z kubkiem kawy z kuchni do salonu, gdzie z westchnieniem ulgi zagłębiła się w obitym białą skórą fotelu. Zresztą wszystkie meble były tu białe, podobnie jak ściany i dywan. Tym jaskrawszą więc plamę stanowiła teraz ona sama, kontrastując z otoczeniem złocistymi włosami, jasnożółtą koszulką oraz różowymi legginsami. Wróciła z Tokio dzisiaj przed południem i miała stosunkowo przyjemną podróż. Wielu pasażerów rozpoznało ją, co stanowiło jedną z przyjemniejszych stron zawodu modelki, choć bez wątpienia wiązało się również z kosztami życia na widoku, w świetle jupiterów. Blondynka lubiła swoją profesję, sęk w tym, że lubiła też prywatność i intymność zwykłej egzystencji. Powiedziała wczoraj Miki, a potem Saitou, że wraca do hotelu, aby się wyspać i pozwolić ciału wypocząć, tymczasem nie zmrużyła oka do rana. Zwolniła też wcześniej hotelowy apartament, niż było to konieczne. A kiedy znalazła się na lotnisku, przeczesywała wzrokiem tłum w obawie, że za chwilę zobaczy ścigającego ją białowłosego. Rzecz jasna nie pojawił się, lecz jej nerwy były w tak fatalnym stanie, że kiedy w samolocie znienacka podeszła do niej stewardesa i zaproponowała drinka, podskoczyła jak ukłuta szpilką. A teraz na dźwięk dzwonka u drzwi zareagowała niemal identycznie. Prędko jednak uspokoiła się. Wiedziała, kto czeka za drzwiami. Isao chciał koniecznie polecieć razem z nią do Tokio, lecz w końcu uległ wujowi, który w tym samym czasie planował wysłać go w interesach do Stanów Zjednoczonych, nie bez ukrytych, jak się okazało, powodów. Oczywiście, Isao machnąłby ręką na wszelkie interesy i spędził ten tydzień z Minako, gdyby to ona sama nie wybiła mu tego z głowy. W rezultacie Isao udał się na inną półkulę, skąd przypominał o swoim istnieniu i matrymonialnych planach bukietami róż. Dzisiaj miał wrócić i osobiście poprosić ją o rękę. Lubiła go, i to niejako wbrew sobie. Był jedynym dzieckiem starszego brata Saitou, a tym samym jej potencjalnym wrogiem. Isao jednak w niczym nie przypominał mężczyzn z rodziny Sekine. Pogodny z natury, odziedziczył charakter po matce. Jego wysoki wzrost, atletyczna budowa ciała i jasne włosy upodobniały go do wuja, lecz żoną jego zostać nie chciała i nie mogła!

Poczuła na łydce futerko Artemisa, wzięła więc kota z podłogi i usadowiła go na swoim miejscu.

– Grzej je – powiedziała, po czym poszła otworzyć drzwi.

Uśmiech powitania zgasł na jej wargach. Na progu zamiast Isao stał jego wuj – Saitou Sekine!

– Śniadanie – oznajmił, przypatrując się z wyrazem ironicznego zadowolenia jej osłupiałej minie i unosząc wymownym gestem torbę z zakupami. – Umówiliśmy się zjeść wspólnie śniadanie.

Następnie, nie czekając na zaproszenie, wszedł zdecydowanym krokiem do przedpokoju, a potem do kuchni, gdzie zaczął rozpakowywać wiktuały.

Najwyraźniej nie doceniła go. Obawiała się, że dopadnie ją na lotnisku, ale do głowy jej nie przyszło, iż będzie ścigał ją aż do Osaki. A przecież powinna była uwzględnić i taką ewentualność. Któż lepiej od niej orientował się w zaciekłości i konsekwencji w działaniu tego człowieka? Zresztą miała przed sobą niezbity dowód tej konsekwencji. Bo oto na stole pojawiły się rogaliki, serki i owoce . Niewykluczone, że przywiózł je wprost z Paryża. Ostatecznie dla kogoś, kto dysponował własnym odrzutowcem, to nie był żaden problem kupić śniadanie w Paryżu i zjeść je w Japonii.

-Ach, kawa – powiedział na widok gorącego jeszcze dzbanka, po czym napełnił dwie filiżanki. Uniósł swoją do ust. – Dobra. Lubię mocną.

Minako czuła się jak ktoś, kto dopiero co opuścił łazienkę i zaraz za drzwiami pochlapany został jakimś paskudztwem. To mieszkanie stanowiło dotąd jej azyl, bezpieczną wysepkę w morzu zagrożeń, na którą teraz ten człowiek wdarł się z brutalnością intruza i najeźdźcy. Wziął tacę ze śniadaniem i po raz kolejny nie pytając o zgodę przeszedł do salonu. Musiała mu w duchu przyznać, że w rozkładzie jej mieszkania orientuje się wyśmienicie.

Spojrzał na zwiniętego w kłębek kota.

– To Artemis, mój przyjaciel – wyjaśniła.

Dziwnym zbiegiem okoliczności przyjaciel i wróg byli dziś tego samego koloru. Saitou miał bowiem na sobie jasną koszulę z krótkimi rękawami i  elegancko skrojone spodnie, które uwydatniały jego długie szczupłe nogi. Wiedząc, że musi wziąć się w garść, uchwyciła się tematu, który właściwie sam się narzucał. Zaczęła mówić o Artemisie i przedstawiać go bliżej Saitou.

Tak się złożyło, że ten lubił koty. Doceniał ich inteligencję i aprobował niezależność. Nigdy jednak dotąd nie słyszał, by jakakolwiek kobieta, mówiąc o kotach, kładła nacisk na takie cechy ich charakteru, jak wewnętrzna rezerwa i powściągliwość. Ta zaś to właśnie czyniła! Dzisiaj wiedział o niej trochę więcej niż wczoraj. Gdy tylko zorientował się, że Minako nie dotrzymała umowy i wyleciała najwcześniejszym samolotem, zadzwonił natychmiast do swego sekretarza  i polecił mu zebrać o niej wszelkie dostępne informacje. Seitaro nie był opłacany dla swych pięknych oczu, tylko dla wydajności, wiedzy i inteligencji, kiedy więc Saitou wylądował w Osace, czekały już tam na niego dwie skompletowane teczki. Jedna zawierała materiały dotyczące Boskiej, druga zaś Minako, przy czym Saitou zdumiał się ich wzajemną proporcją. O ile bowiem ta pierwsza pękała wprost w szwach od wycinków artykułów prasowych i setek fotografii, to zawartość tej drugiej była bardzo skromna. Obie jednak z tej czy innej przyczyny okazały się interesujące. Przede wszystkim zdjęcia ukazywały dziewczynę z rasy tych wyjątkowych i rzadkich. Boska w kąpielowym kostiumie szczyciła się nie tylko swymi idealnymi udami czy tyłeczkiem, lecz przede wszystkim erotycznym blaskiem, który emanował z jej ciała. Co zaś się tyczy, czyli prywatnej strony życia modelki, to tutaj zebrane materiały pozostawiały wiele do życzenia. Żadnych informacji o dzieciństwie, rodzinie, okresie dorastania, a tylko suche wzmianki, z których wynikało, iż dziewczyna unikała dotąd z powodzeniem skandali i romansów, wiodąc egzystencję bardziej urzędniczki na poczcie czy nauczycielki niż rozrywanej przez najlepszych projektantów międzynarodowej modelki. Nie zadawała się ani z łowcami serc, ani z bogaczami, zadowalając się w pełni wąskim gronem przyjaciół. Saitou zauważył, że ostatnio do tego ekskluzywnego klubu przyjęty został jego siostrzeniec. I rzecz dziwna, fakt ten z jakichś niejasnych powodów zirytował go. Wniosek z tego wszystkiego mógł być tylko jeden: Minako była najbardziej tajemniczą, najbardziej nieuchwytną kobietą pod słońcem.

– Artemis przepada za pieczywem – powiedziała na koniec, jak gdyby ostrzegając go, że do francuskich rogalików mogą zasiąść we trójkę.

Saitou spojrzał na prężącego grzbiet kota. Ich oczy spotkały się, po czym człowiek i zwierzę zaczęli mocować się wzrokiem. W pewnym momencie kot musiał uznać wyższość mężczyzny. Odwrócił spojrzenie swych żółtozielonych oczu, ziewnął i zwinął się w kłębek, dając tym samym do zrozumienia, że pyszności leżące na tacy tak blisko jego pyszczka nic a nic go nie obchodzą. Natychmiast też zapadł w drzemkę. Saitou przeniósł wzrok na jego panią. W luźnej koszulce i leginsach przypominała smukły wiosenny kwiat.

– Jedzmy – powiedział prawie rozkazującym tonem, zdumiony i zaskoczony swymi wewnętrznymi reakcjami na urodę tej dziewczyny, u której zjawił się przecież tylko dlatego, by podjąć próbę usunięcia Isao z jej życia.

– Nie jestem kotem – odparła z chłodnym wyrazem twarzy.

Jej słowa wskazywały tyleż na niestosowność jego tonu, co oznaczały, że nie ma zamiaru naśladować Artemisa w uległości i posłuszeństwie.

– Jest pani o wiele za chuda.

Wiedział, że jeśli chce uzyskać nad nią przewagę, musi ją najpierw rozdrażnić, zirytować, wyprowadzić z równowagi. Ona jednak jedynie uśmiechnęła się i założyła nogę na nogę. Siedziała przed nim w pełnym rozkwicie swojej młodości, on zaś z obsesyjnym uporem wygrzebywał z pamięci dane zapamiętane z lektury teczek. Mierząc nieomal sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu, ważyła ledwie pięćdziesiąt kilo.

Na miłość boską, przyszedł tu wybić jej z głowy Isao, nie zaś przejmować się tym, że reżim związany z uprawianą profesją fatalnie odbije się na jej zdrowiu!

Minako domyślała się jedynego rzeczywistego powodu jego wizyty. Wiedziała, iż ten człowiek zrobi wszystko, by nie dopuścić do jej małżeństwa z Isao. Czekała więc cierpliwie, kiedy wreszcie przejdzie do rzeczy. Gdy zaś to się stało, zdumiała ją tylko cyniczna brutalność jego propozycji.

– Ile chce pani za zerwanie z moim siostrzeńcem?

Był na swoim terytorium, terytorium pieniędzy i władzy. Oznaczało to, że nie ma o niczym zielonego pojęcia.

Żadne z nich nie interesowało się zaimprowizowanym francuskim śniadaniem. Widząc to Artemis, który tylko udawał śpiącego, a faktycznie śledził spod przymrużonych powiek rozwój wydarzeń, przeskoczył cicho z fotela na stolik i z niewinną minką jął chrupać ciasteczka.

Spojrzenie szarych, oczu przemknęło po nieposłusznym kocie, by zaraz z powrotem uwiesić się czoła, nosa oraz ust Minako.

– Proszę wymienić sumę.

Blondynka spojrzała nań z pogardliwą litością.

– Już mówiłam panu, że pieniądze mnie nie interesują. Być może moje słowa nie przekonują pana, gdyż mieszkam bardzo skromnie i w ogóle w moim życiu brakuje ostentacji, ale jestem zabezpieczona finansowo i nie potrzebuję pana pieniędzy.

Mówiła prawdę. Wspięła się na szczyt i mogła zażądać teraz za jeden dzień pracy tysiące. Mogła też równie dobrze wycofać się i żyć beztrosko do końca swoich dni, czerpiąc z zaoszczędzonej sumy. Rzadko kto w wieku dwudziestu jeden lat dochodzi własną pracą do takiego majątku.

– Nigdy nie jest tak, abyśmy mieli dość pieniędzy.

Saitou zawarł w tych słowach całą swoją filozofię. A była to filozofia człowieka, który poza pomnażaniem bogactwa nie widzi innego celu w życiu.

– Powtarzam: swoje pieniądze proszę zachować dla siebie. Ja ich nie potrzebuję.

Nie dotknęłaby jego pieniędzy. Były splamione krwią i cierpieniem innych ludzi. Zgromadziły je egoizm, okrucieństwo i bezwzględność.

Zacisnął usta i uniósł brwi.

– Więc czego pani chce? Isao? Dwudziestoletniego chłopca, który jeszcze w pełni nie dojrzał emocjonalnie? – Potrząsnął głową. – Przecież on nawet nie będzie w stanie zaspokoić pani potrzeb.

Wiedziała, że jego wulgarność wypływa z premedytacji, a jednak mimowolnie zbladła i wykrzywiła usta.

-Potrzeb?… Nie sądzę…

– A ja sądzę – wpadł jej w słowo, przysuwając się – że dokładnie wie pani, co miałem na myśli, mówiąc o „potrzebach”.

I nagle objął ją i pocałował. W pierwszej chwili myślała, że śni. Później poczuła, iż za chwilę zemdleje. Siły opuściły ją. Ręce opadły wzdłuż tułowia. Zdrętwiałe usta pozwalały się całować, tak jak pozwalają się całować usta gumowej lalki. Tylko w jej niebieskich oczach tliło się jakieś życie. Lecz blask, jaki się stamtąd wydobywał, mógł przerazić każdego, tyle w nim było pogardy i obrzydzenia. Toteż kiedy zorientował się, że całuje lalkę, i oderwawszy usta spojrzał jej w oczy, zbladł najpierw, by zaraz oblać się purpurą. Och, gdybyż spłonął w ogniu tego upokorzenia!

Natychmiast poderwał się na nogi i przesunął dłonią po włosach. Kiedy odwrócił się, twarz miał już prawie opanowaną. Minako też wstała. Drżały jej nogi. Czuła się osłabiona jak po długiej chorobie.

– To pan nie ma najmniejszego pojęcia, jak zaspokoić potrzeby takiej kobiety, jak ja! – powiedziała cichym głosem, który jednak posiadał siłę krzyku.

Szczęki mężczyzny pulsowały.

– Czy mam przez to rozumieć, że Isao opanował tę sztukę? – zapytał lodowato.

– Może pan przez to rozumieć cokolwiek, jak to chociażby, że będę musiała po pana wyjściu kazać wysprzątać ten salon, gdyż został zabrudzony.

– Potrafię panią złamać!

Uśmiechnęła się blado. Łamać ludzi, czy ten człowiek tylko to potrafił?

– Nie sądzę. Pana siostrzeniec poprosił mnie o rękę. Właśnie rozważam jego oświadczyny.

Zbladł i wychylił się nieco naprzód, jak gdyby chciał ją uderzyć. Dostrzegła jego zaciśnięte pięści.

-„Rozwaga” to dobre słowo. Właśnie rozwagi pani potrzebuje. Bo uprzedzam, żoną Isao nigdy pani nie zostanie.

Jakże pragnęła w tej chwili podjąć to wyzwanie, podnieść rzuconą jej rękawicę. Wiedziała jednak, że ta decyzja weszłaby w konflikt z jej planami, tych zaś musiała się trzymać za wszelką cenę.

– Wnioskuję, iż uważa pan za rzecz naturalną i pewną, że chcę zostać jego żoną? – zapytała, dumnie podnosząc głowę.

Wzruszył ramionami.

-Jest bogaty, przystojny…

– I przede wszystkim jest pańskim siostrzeńcem?

-Tak i ożeni się z tą dziewczyną, którą ja zaaprobuję – oświadczył z wielką pewnością siebie.

– Więc proszę mi wierzyć, jeśli postanowię wyjść za pańskiego siostrzeńca, to zostanę jego żoną. Pańska zgoda jest tu zbędna, a pański sprzeciw nic nie waży.

Spiorunował ją wzrokiem.

– W dniu waszego ślubu wydziedziczę go.

Nie lękała się piorunów.

– Na szczęście zarabiam dość dla nas obojga.

Zwęził oczy do szparek. Podejrzliwość mieszała się w nich z niewiarą.

-I nie będzie pani krępować sytuacja, że pracuje, by zarobić na swojego męża?

Minako wzruszyła ramionami. Ten człowiek najzwyczajniej nie wiedział, czym może być miłość. Przecież gdyby ona zakochała się w mężczyźnie bez pieniędzy i poślubiła go, byłoby sprawą drugorzędną, że jako małżeństwo żyją z jej pracy.

– W najmniejszym stopniu – odparła. – Wystarczyłoby, że kochałabym swojego męża.

– A czy Isao kocha pani wystarczająco mocno, by troszczyć się o niego? Ponieważ jest rzeczą więcej niż pewną, że takiej troski w przypadku poślubienia pani będzie potrzebował.

Pozwoliła sobie na uśmiech; mogła sobie na to pozwolić, gdyż czuła, że w odróżnieniu od wzburzonego Saitou całkowicie panuje nad sobą.

– Sekine- san, rozmawiając o moim przyszłym mężu, ktokolwiek nim będzie, poruszaliśmy się dotąd w sferze teoretycznej. Jeśli zaś chodzi o tę konkretną sytuację, to powtórzę, co już powiedziałam. Rozważam właśnie małżeńską propozycję Isao. I gdybym zdecydowała się ją przyjąć, pan zaś spełniłby swoje groźby…

– Spełnię je na pewno.

– To wówczas, jak sądzę, okazałoby się, że Isao jest pana siostrzeńcem i potrafi znaleźć sobie zajęcie, kto wie, może nawet całkiem dochodowe.

Isao mógł być sobie dzieckiem bogatych rodziców, lecz wiedziała, że posiada wolę samodzielności. Wuj zresztą nie rozpieszczał go i zatrudnił w interesie na podrzędnym stanowisku. By awansować, miał się wpierw wykazać. I radził sobie całkiem nieźle, gdyż odczuwał to samo pragnienie zrobienia kariery, co ojciec i wuj.

– Potrafię sprawić – powiedział Saitou z jakąś zaciekłością – że nie znajdzie żadnej pracy, pani zaś straci swoją.

Nie wątpiła, że nie były to słowa bez pokrycia.

– Wtedy będzie można się nad panem jedynie litować. Ponieważ Isao nigdy panu tego nie wybaczy.

Zaklął, przyznając się tym samym do swojej bezsilnej wściekłości.

-A teraz, pozwoli pan, chciałabym się pożegnać. Isao będzie tu lada chwila i nie przyjmę go przecież w tym stroju.

Saitou wyglądał w tej chwili na człowieka, który waha się między najwyższą rozkoszą uduszenia kogoś gołymi rękami a obawą przed szafotem. Obawa przeważyła, więc odwrócił się i trzasnąwszy drzwiami, opuścił mieszkanie.

Gdy tylko zasunęła blokadę, siły ponownie ją opuściły. Zaczęła dygotać na całym ciele jak w febrze. Była to reakcja na straszliwe napięcie minionej godziny. Takich spotkań, wiedziała to, miało być więcej w przyszłości. Czy im sprosta? Czy da sobie radę z własnymi nerwami? Pytania tłoczyły się jedno za drugim. Każde wskazywało na jakieś niebezpieczeństwo, lecz każde też przypominało o obowiązku, jaki na niej spoczywał. Musiała mu podołać!

Tymczasem gniew białowłosego nie chciał szybko minąć. I dopiero znalazłszy się w swoim mieszkaniu na dziesiątym piętrze wieżowca, który był jego własnością, uświadomił sobie, na kogo właściwie się gniewa. Gniewał się na samego siebie, a powodem tego gniewu była najzwyklejsza zazdrość. Dobry Boże, zazdrościł siostrzeńcowi, którego traktował jak syna jego dziewczyny!

***

Enjoy

Reklamy

2 thoughts on “Zbyt późno. II

  1. rozdział jak zawsze super, Kunzite jest taki … nawet nie wiem jak to opisać. tylko najgorsze jest to że jest związany że śmiercią jej ojca. Zapowiada się to bardzo ciekawie.:-) niecierpliwie czekam na kolejny rozdział.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s