Zbyt późno. III

Minako nie doszła jeszcze całkiem do siebie, gdy dzwonek u drzwi ponownie odezwał się w jej mieszkaniu. Mógł to być Saitou z nowymi groźbami, ale też mógł to być…

-Isao- chan – powiedziała z westchnieniem ulgi, wpuszczając młodego mężczyznę do środka.

Od odejścia Saitou minęło dopiero kilka minut i nie miała pewności, czy czasami on i wuj nie spotkali się na dole przy windzie. Wolała, żeby na razie nic takiego nie miało miejsca.

– Mogłabyś, sądzę, bardziej się ucieszyć na mój widok – powiedział Isao z uśmiechem.

Stanowił zupełne przeciwieństwo wuja. Miał ufne niebieskie oczy, jasne, jakby spłowiałe od słońca włosy i szczerą, otwartą twarz. Minako zaczynała lubić tego chłopca, więc tym większą przykrość sprawiała jej myśl, że to ona właśnie będzie tą osobą, która pierwsza naznaczy jego przystojną i miłą twarz bolesnym grymasem rozczarowania. Nie mogła jednak pozwolić sobie na luksus moralnej rozterki. Isao był siostrzeńcem Saitou, jej śmiertelnego wroga, więc też siłą rzeczy stał po przeciwnej stronie barykady. Saitou zniszczył jej ojca, jej rodzinę, zniszczył wiarę nastolatki w nadrzędny porządek tego świata, a uczynił to wszystko bądź co bądź z myślą o swoim siostrzeńcu, który miał po nim dziedziczyć. Wynikało stąd, że kto korzysta z owoców winy, ten sam poniekąd jest winny. A zresztą w beztroskim życiu Isao musi wreszcie pojawić się ktoś, kto powie mu „nie” i tym samym pasuje go na dorosłego. Tylko że to „nie” nie mogło paść zbyt wcześnie. Jeszcze nie teraz…

Oddała mu uśmiech i pozwoliła się pocałować. Powitali się jak dobrzy przyjaciele.

– Oczywiście, że cieszę się z twojej wizyty.

– A nie mogłabyś wyrazić tego z większym żarem?

Najwidoczniej nie wystarczało mu to, co otrzymał. Roześmiała się. Z nim czuła się bezpiecznie, podczas gdy rozmowa z jego wujem była jak spacer po polu minowym.

– Wszystko ma swoją porę. O wpół do dwunastej służę jedynie pocałunkiem.

Próbował ją objąć, lecz wymknęła się. Przeszli do salonu.

– Widzisz – powiedziała, wskazując na rogaliki, ciasteczka i owoce – oczekiwałam cię i pomyślałam nawet o śniadaniu.

Twarz mężczyzny zajaśniała radością. Rzucił się na jedzenie.

– Ależ to musiało zostać przywiezione wprost z Paryża! Tylko tam zdarzało mi się jadać tego rodzaju frykasy. – Przerwał na chwilę, by nie udławić się zbyt dużym kęsem. – A jak ty się bawiłaś na pokazach, moja Boska?

Zrobiła grymaśną minkę, po czym usiadła na dywanie i po turecku skrzyżowała nogi.

– Dokładnie tak samo, jak ty się bawiłeś w Nowym Jorku.

– A zatem praca, praca i ociupinka rozrywki. Chociaż – dodał już zupełnie innym tonem – udało mi się spotkać z babką i zjeść z nią kolację.

Minako siłą rzeczy ciekawiła kobieta, która oddała synom najlepsze lata swojego życia.

-I jak żyje się jej w Ameryce? – zapytała, popijając kawę.

Nie tknęła dotąd jedzenia i nie zamierzała tknąć. Kupił je Saitou, a więc zapłacił za nie pieniędzmi stanowiącymi czyjąś krzywdę. Udławiłaby się tymi rogalikami! Natomiast Isao, przeciwnie, zmiatał z tacy, jakby nie jadł od tygodnia. Najwidoczniej on i Artemis mieli ze sobą coś wspólnego.

– Nie najgorzej. A poza tym za każdym razem, gdy wpadam do Nowego Jorku, odnajduję moją małą siostrzyczkę, wyobraź sobie, coraz większą i większą.

Minako zaniosła się śmiechem.

– Tak, wyobrażam sobie. Niektórym dzieciom, jak słyszałam, zdarza się rosnąć.

Isao udał, że czuje się dotknięty.

– Bardzo zabawne, Dobrze wiesz, co chciałem przez to powiedzieć.

Wiedziała, co chciał przez to powiedzieć. Chciał wyrazić swą miłość do aniołka, który był jego siostrą i którego zdjęcia nosił w portfelu i pokazywał wszystkim, wszędzie i o każdej porze.

– Jestem przekonana, że na twój widok ta coraz większa kruszynka zatańczyła ze szczęścia – powiedziała Minako, gładząc go po ramieniu.

– A żebyś wiedziała. Ale to cofa nas do początku naszej rozmowy. – Przerwał na chwilę dla zaczerpnięcia powietrza. – Czy cieszysz się, że mnie widzisz?

– Powiedziałam ci…

– Dokładnie nic. – Boleśnie westchnął. – I taka właśnie jesteś. Coś mówisz, ja słucham tego jak wyroczni, a potem okazuje się, że nic nie powiedziałaś.

Zmarszczyła brwi. Rozmowa nagle stała się poważna.

-Isao…

– Dostarczano ci róże?

Istniała oczywista zgodność między namiętnością symbolizowaną przez róże a namiętnością, jaka zabrzmiała w głosie mężczyzny, zadającego to pytanie.

– Tak, dziękuję — odparła, próbując przesłonić wewnętrzną rozterkę ciepłym uśmiechem. – Naprawdę niepotrzebny kłopot.

– Ależ żaden kłopot. – Patrzył teraz na nią ostrzejszym spojrzeniem. – Czytałaś moje liściki?

Zwilżyła wargi. Kiwnęła głową.

– Miałeś rację, pisząc w ostatnim o swoim wuju. Faktycznie przyjechał…

Isao w  pierwszej chwili nie mógł połapać się, o co właściwie chodzi. Jego twarz wyrażała kompletne zaskoczenie. Czekał na odpowiedź dotyczącą liścików z oświadczynami, a tymczasem ona zaczęła mówić o czymś zupełnie innym. Zdaje się, że wspomniała coś o wuju.

– Przyjechał na pokaz?

– Tak, wczoraj.

– Czy był sam?

Ach, widocznie dobrze wiedział o istnieniu rudowłosej piękności. Ale czy również wiedział, że przeznaczył ją na swoją żonę?

– Nie. Widziałam go z jakąś kobietą.

-Do diaska! – Zaskoczył ją agresywny ton tego okrzyku. – Czy on rozmawiał z tobą? – zapytał z niepokojem w oczach.

– Zamieniliśmy kilka słów – odparła zgodnie z prawdą.

Jeżeli znał wuja, to musiał wiedzieć, że w jego przypadku nawet krótka rozmowa nie oznaczała bynajmniej braku treści.

– Mam nadzieję, że nie zachował się… obraźliwie?

Minako pomyślała, że słowo to tak pasowało do zachowania Saitou, jak zieleń pasuje do trawy, błękit do nieba, a czerwień do krwi. Wzruszyła ramionami.

– Nasza rozmowa nie trwała długo, a poza tym staliśmy w tłumie innych gości.

Isao wstał i z rękami w kieszeniach spodni zaczął przechadzać się po pokoju.

– To dobrze. Bo wiesz, przed odlotem do Nowego Jorku uciąłem sobie z nim małą pogawędkę. Wypytywał mnie o ciebie…

– Tak? – zapytała, zaskoczona tym, że przerwał.

– Powiadomiłem go, że mam zamiar ożenić się z tobą – powiedział jednym tchem.

Tak, te słowa musiały wreszcie paść. Ona zaś miała już od dawna przygotowaną odpowiedź, bo wiedziała, że w takiej sytuacji najgorsze byłoby milczenie.

– Postąpiłeś bardzo pochopnie, a nawet, powiedziałabym, lekkomyślnie. Czy nie przyszło ci do głowy, że mówiąc o mnie jako o kandydatce na żonę podrażnisz tylko jego ciekawość, tak że już z samej ochoty poznania mnie wybierze się tam?

Isao najwyraźniej wydawał się rozbawiony. Jego napięcie gdzieś się ulotniło.

– Boże, jak ja uwielbiam harce twoich myśli! – Zaczął chichotać. – Podrażniłem jego ciekawość, pięknie powiedziane! Wyobraź go zatem sobie nie tyle zaciekawionego, co skamieniałego z furii, zionącego lodowatym gniewem. Oto jak zareagował mój wuj.

Obraz Saitou Sekine, skreślony przez Isao, był tak sugestywny i tak pasował do pierwowzoru, że Minako chcąc nie chcąc również się roześmiała. Bała się tylko, żeby jej śmiech nie przemienił się nagle w płacz. Płacz i śmiech – oto do czego potrafił sprowokować ją ten białowłosy mężczyzna. W swoim życiu wypłakała już jednak dość łez z jego powodu. Dzisiaj nie miała na nie ochoty. Nawet na łzy wyciśnięte śmiechem. Isao podszedł do niej, objął ją i czule przytulił do siebie.

– Wierz mi, najdroższa, kiedy mój wuj bliżej cię pozna, pokocha cię równie mocno, jak ja cię kocham – powiedział z chłopięcą ufnością w głosie.

Minako pomyślała, że nie ma na tym świecie rzeczy, która byłaby równie wątpliwa.

***

Saitou Sekine spojrzał na zegarek, a uświadomiwszy sobie, że w przeciągu ostatnich kilku minut zrobił to po raz szósty czy dziesiąty, parsknął z irytacji. Zachowywał się jak uczniak na swojej pierwszej randce. Dziewczyna nie pojawia się, więc szczeniak sprawdza czas co sekundę. Dziewczyną, na którą czekał, była Minako Aino. Umówił się z nią i Isao w tej restauracji z inicjatywy siostrzeńca. Intencje były jasne: Isao chciał, by poznał jego ukochaną.

Czy kiedy zjawią się, postawią go przed faktem dokonanym?

Ogłoszą o swoich zaręczynach?

Czy Minako przestała „rozważać” propozycję Isao i przyjęła ją?

W przeciwnym wypadku po cóż byłby ten obiad i ten cały rytuał spotkania?

A jeśli na jej końcową decyzję wpłynęło jego wczorajsze twarde oświadczenie, że nigdy nie wyjdzie za Isao?

Przecież kobiety tak często reagują – postanawiają osiągnąć jakiś cel tylko dlatego, że ktoś inny nazwał prowokacyjnie ów cel niemożliwym do osiągnięcia. Lubią po prostu działać na przekór.

Ale Minako nie tylko urodą różniła się od innych kobiet. Posiadała niemal męską zdolność trzymania w ryzach swoich impulsów. Ta jej umiejętność kontrolowania siebie intrygowała go. Wszakże pamiętał – fakt, że z dużą dozą niesmaku do samego siebie -jak trzymał ją wczoraj w ramionach i miażdżył ustami jej usta. Mógłby równie dobrze całować manekina, i to nie dlatego, że nic nie czuła, bo coś tam, do diabła, musiała czuć, ale że do tego stopnia opanowała swoje reakcje. Tak czy inaczej pozostawało faktem, że myślał o niej od wczoraj niemal nieprzerwanie. Nawet w tych chwilach, kiedy zajmował się interesami. A to już było sygnałem czegoś wyjątkowego. Pedantyczny rozdział pomiędzy życiem zawodowym a życiem erotycznym, który udawało mu się dotąd utrzymywać, pękł nagle niczym tama zerwana przez wodę. Obie sfery pomieszały się. Zdumiewał się samym sobą. Siedział więc przy stoliku w ekskluzywnej restauracji, nerwowo spoglądając na zegarek, i debatował sam ze sobą. W pewnej chwili podniósł oczy i zobaczył Minako. Restauracja ta miała określony typ bywalców. Przeważali wśród nich ludzie bogaci i sławni, zrozumiałe więc, że nic nie mogło ich zaszokować. Byli na szczycie, cały świat znajdował się niżej. Ale tym razem stała się rzecz niezwyczajna. Rozmowy ucichły, a wszystkie głowy zwróciły się ku drzwiom. Ci zblazowani goście uczcili w ten sposób Minako, modelkę znaną pod pseudonimem Boska.

Saitou wstrzymał oddech.

Dobry Boże…! Była naga. Tak, była naga, choć oczywiście miała na sobie sukienkę. Efekt nagości osiągnięty został bardzo prostym, a równocześnie wyrafinowanym sposobem. Matowoczarny materiał sięgającej połowy ud sukienki naśladował drugą skórę. Obciskał jej ciało do tego stopnia, że widziało się brodawki dumnie sterczących piersi oraz pępek płaskiego brzucha. W rezultacie wydawało się, że spływające na ramiona i niżej, aż do pasa, złociste włosy dotykają bezpośrednio jej skóry, tyle że zabarwionej na kolor czarny. Prawdę mówiąc, ubrana była tylko w swoje włosy. Bo nawet nie miała na stopach pantofli. Dopiero kiedy podeszła do stolika, Saitou  zorientował się, że wcale nie jest bosa, tylko że jej czółenka zrobione są z czegoś przezroczystego.

Ona i Isao stanowili dobraną parę. Jednakowego wzrostu, młodzi, jaśniejący, wybitnie urodziwi. Ale on, po to tu właśnie przyszedł, aby uświadomić im, że parą być nie mogą i nigdy nie będą. Mógł zabrać ze sobą Misako, ale myśl o tym, że zgaśnie ona przy porównaniu z Minako, kazała mu zrezygnować z pierwotnego zamiaru. Spóźnili się ponad dwadzieścia minut!

– Nazwę to szczytem złych manier – rzekł, wstając i rzucając siostrzeńcowi miażdżące spojrzenie – trzymać gościa samego przy stoliku przez pełne pół godziny.

– Och, daj nam, odetchnąć. – Isao uśmiechnął się bez śladu zmieszania na twarzy. – A poza tym, jakim ty znowu jesteś gościem…

Białowłosy ściągnął brwi.

– Czy to oznacza, że płacenie rachunku mam wziąć na siebie?

– Oczywiście, że nie – sapnął Isao, lekko już poirytowany. – Nie rozumiem, po co w ogóle ta sprzeczka. Spóźniliśmy się tylko dopuszczalny kwadrans.

– Plus osiem minut, co daje w sumie dwadzieścia trzy minuty – odparł Saitou, sam dziwiąc się swojej pedanterii oraz temu, że w ogóle podtrzymuje temat.

W tej chwili bardziej niż cokolwiek innego obchodziła go kwestia, czy Isao i Minako spali tej nocy ze sobą. Było to bardzo możliwe i ta możliwość napełniała go wściekłością.

-Obawiam się, że to ja ponoszę winę za nasze spóźnienie – odezwała się jasnowłosa. – Suszenie włosów zajęło mi więcej czasu, niż to sobie obliczyłam.

I przepraszającym gestem dotknęła swego złocistego płaszcza. Lekko poruszony, wydzielił z siebie upajający zapach perfum. Jasne, że nie było na świecie mężczyzny, który nie wybaczyłby takiej drobnostki tak zjawiskowej istocie. Należałoby wszakże dodać – mężczyzny z nie zaburzoną równowagą duchową.

– Co powiedziałem o szczycie złych manier, muszę stanowczo podtrzymać.

Minako usłyszała, że Isao ciężko westchnął. W perspektywie wisiała kłótnia. Nie mogła do niej dopuścić. Musiała stworzyć warunki do realizacji swych celów.

– W porządku – powiedziała, widząc, że ten otwiera już usta do gniewnej riposty – twój wuj ma całkowitą rację. Ostatecznie to my byliśmy stroną zapraszającą i nie wolno nam było się spóźniać. – Przeniosła wzrok na Saitou. – Ale mam nadzieję, że uzyskamy od pana wybaczenie win.

I uśmiechnęła się do niego tak czarująco, że gdyby po czymś takim nie zrobił zwrotu o sto osiemdziesiąt stopni, to wyszedłby na kompletnego głupca.

-Oczywiście, drobnostka, nie warto już o tym mówić – odparł przez zaciśnięte zęby. – Teraz może zamówimy coś do picia i spojrzymy do karty?

Zamówili drinki i wzięli się do studiowania kart. Przy tej czynności Isao i Minako zbliżyli do siebie głowy i ich włosy zlały się w jedną jasność. Wydawali się pogodni i rozluźnieni. Niestety, nie można było tego powiedzieć o mężczyźnie, który siedział po drugiej stronie stolika. Im częściej tamci się śmiali i wymieniali żarciki na temat proponowanych dań, tym mocniej Saitou zaciskał szczęki, tym głębsze bruzdy znaczyły się na jego czole i policzkach, tym bardziej jego źrenice przypominały ciekłą, rozżarzoną surówkę. Minako widziała to i czuła głęboką satysfakcję, Saitou był zazdrosny o Isao. Mieściło się to jak najbardziej w jej planach.

– Przestańcie wreszcie się wygłupiać i zamówcie coś! – wybuchnął zirytowany.

Isao odłożył kartę, właściwie cisnął ją na stół.

– A odkąd to drażni cię zwykłe siedzenie przy sobie dwojga ludzi, którzy są w bliskich ze sobą stosunkach? – zapytał i spojrzał wyzywająco.

Zapadło milczenie. Po chwili w tej głuchej ciszy rozległo się niewyraźne chrząknięcie Saitou.

-Przepraszam, czy powiedział pan coś? – zagadnęła go Minako z tak niewinną miną, iż zląkł się, że oszaleje. Wpływ jej urody stawał się męką trudną do zniesienia.

– Nie – wykrztusił z siebie. – Chociaż Isao dobrze wie, że na temat waszego stosunku mam sporo do powiedzenia.

– Nie teraz – poprosił Isao. – Najpierw poznaj Boską, jej…

– Zdaje się, że ta pani ma na imię Minako – z przekąsem zauważył wuj.

Isao oblał się rumieńcem.

– W porządku, skoro wolisz tę formę, to proszę, abyś poznał wpierw Minako.

Owszem, chciał poznać Minako, bardzo chciał ją poznać, ale nie w sposób, jaki sugerował Isao. Chciał dotknąć jej ciała, a potem robić z nią to, co mężczyzna robi z kobietą.

– Chętnie – powiedział drewnianym głosem – z tym że pojawia się pewna drobna kwestia. Otóż wątpię, abyśmy my dwoje, to znaczy ja i panna Aino, mieli w przyszłości spotykać się na tyle często, by trzeba nam było w ogóle dzisiaj się poznawać.

Błękitne oczy Minako patrzyły pytająco. Stwarzała wrażenie dziecka, któremu odmówiono właśnie wymarzonej zabawki. Isao opiekuńczo otoczył ją ramieniem. Jego blada ściągnięta twarz wyrażała wewnętrzną determinację.

– To twoja sprawa, jak często będziesz w przyszłości widywał się z Minako. Bo jeśli o mnie chodzi, to ona na zawsze zostanie już w moim życiu!

Ostatnią rzeczą, jakiej pragnął, to zostać przyszywany teściem tej dziewczyny. Znalazłby się wówczas w sytuacji człowieka, który patrzy na zakazany owoc. Być może znienawidziłby siostrzeńca. Na pewno przestałby go kochać.

-Nigdy nie mów hop, zanim nie przeskoczysz – powiedział ironicznie. – W życiu zdarzają się diabelne komplikacje.

Isao pobladł jeszcze bardziej.

– Nie rób mi tego, wuju – ostrzegł cichym głosem.

– A czy nie mam prawa?

– Powiedziałem ci, że…

– Nie musisz kończyć. Jesteś dla mnie jak syn i znam cię na wylot.

Isao zdusił w sobie odpowiedź, gdyż właśnie dotarło do ich stolika pierwsze zamówione danie. Kelnerzy krzątali się i Saitou miał czas, aby uspokoić się i przemyśleć zachowanie Isao. W jego postawie uderzyła go przede wszystkim nadmierna defensywność. Jak gdyby… Ale nie, przecież musiał jej o tym powiedzieć. Tak ważnej rzeczy, ważnej dla nich obojga, nie mógłby ukrywać przed kobietą, którą kochał i z którą chciał się ożenić. A jednak… Kiedy rozmawiał wczoraj z Minako, nie poruszył tej kwestii, gdyż uznał iż nie jest to konieczne. Zakładał zresztą, że została o wszystkim poinformowana. Ale teraz nie był już tak pewny jak wczoraj. Przeciwnie, coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że nie ma o niczym zielonego pojęcia. Lecz jeśli nie wiedziała, to wszystko nabierało innego znaczenia. Kluczowe stawało się pytanie, czy on Saitou, napomknie o tej sprawie i wyciągnie ją na światło dzienne. Pytanie, które posiadało w gruncie rzeczy charakter twierdzenia. Współczułby Isao, gdyby równocześnie nie doświadczał ulgi na myśl, że romans z Minako nie ma przed sobą żadnych perspektyw. A skoro koniec był kwestią godzin, to on w obawie, aby go nie zranić, odczeka kilka tygodni, a potem zrobi swój pierwszy ruch. Tak, czuł, że zje ten obiad z prawdziwą przyjemnością. Po kawie zaś…

Niewątpliwie coś się zmieniło w rozkładzie napięć przy ich stoliku. Minako wyraźnie czuła, że teraz jedyną zdenerwowaną osobą spośród nich jest Isao. Zaledwie dziobał widelcem w talerzu, podczas gdy jego wuj jadł ze smakiem i ochoczo podnosił do ust kieliszek z winem.

Ta zmiana nastroju obu mężczyzn musiała mieć swoje źródło w ich ostatniej wymianie zdań. Słowa które wówczas padły, mogły oznaczać wszystko, a więc mogły być również sygnałem jakiejś tajemnicy. Wydawało się, jakby Saitou miał coś w zanadrzu i próbował zaszantażować tym Isao. Nie udało się, więc po stanowił to odsłonić. I teraz z uśmieszkiem satysfakcji przyklejonym do warg czekał na stosowny moment. Nie śpieszył się. Grał w kotka i myszkę. Pozwalał sobie na okrucieństwo względem siostrzeńca, trzymając go w nieludzkim napięciu. I dopiero kiedy podano kawę i deser, stało się jasne, iż zaraz zaatakuje. Oczywiście, nie mógł wiedzieć, że cokolwiek zrobi czy powie, niczego to nie może zmienić w jej planach.

– Mało brakowało – powiedział, odstawiając filiżankę – a przyszedłbym tu dzisiaj z Misako.

Właściwie Minako poczuła się rozczarowana. Bo i cóż nadzwyczajnego było w fakcie, że Saitou chciał wprowadzić narzeczoną w problemy rodzinne? Zauważyła jednak, że Isao zareagował na słowa wuja jak na chlaśnięcie biczem. Być może nie cierpiał kobiety, którą tamten zamierzał poślubić?

– Lecz pomyślałem sobie – kontynuował takim tonem, jakby relacjonował wyniki jakiejś socjologicznej ankiety – że byłoby rzeczą nader niewłaściwą zapraszać twoją przyszłą teściową, aby poznała obecną kochankę.

Isao żywo zaoponował przeciwko sprowadzaniu Minako do poziomu „kochanki”. Jego twarz bladła i czerwieniała na przemian. Malował się na niej ból pomieszany z goryczą. Ale Minako interesowała w tej chwili inna twarz. Triumfująca twarz człowieka, który właśnie w swoim mniemaniu dał mata przeciwnikowi.

Reklamy

4 thoughts on “Zbyt późno. III

  1. Będę nudna, ale Ty piszesz tak cudownie, że aż mi się chce płakać, że mi Bozia takich zdolności nie dała:)
    Żal mi Isao, bo to taki dobry chłopaczek, który dostanie kosza, a jeśli nie dostanie to i tak nie będzie prawdziwie kochany. No i co on się tak biedaczyna spiął pod koniec…;P
    A takie przeźroczyste buty to zawsze chciałam, ale już widzę jak wszyscy się na mnie dziwnie patrzą jak w nich idę;P
    No i co Mina chce osiągnąć tym, żeby Kunzite był zazdrosny… bo wyjść za niego to na razie chyba nie chce;P A może chce go rozkochać i rzucić… No ale takie numery to nie z takim facetem przecież;P

    1. Nie masz o co płakać, twoje opowiadanie też bardzo dobrze się czyta. Jest pisane lekkim piórem, dobrze przemyślane. Więc jak sama widzisz nie ma czego zazdrościć. 😉
      To prawda Isao to bardzo dobry człowiek, znajdzie swoje szczęście lecz czy z Minako… nic już nie powiem xD
      W ogóle i tak się za dużo wygadałam. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s