Miłość o zapachu wiśni. I

Dla wszystkich fanek Di. 🙂

***

– Jak mogłaś to zrobić? Jak, do diabła, śmiałaś?

Pełne wściekłości słowa na chwilę sparaliżowały niemal całe jej ciało. Jedną stopę postawiła już na progu, a kluczem sięgała do zamka. Przez ułamek sekundy w ogóle nie rozumiała sensu wypowiedzianych słów, zdawała sobie tylko sprawę z furii, która tkwiła w głosie tego, kto je z siebie wyrzucił. W chwilę później zapanowała nad emocjami i zwróciła swą twarz w kierunku, skąd słowa dochodziły. Jednocześnie odruchowo odgarnęła do tyłu kosmyki złocistych włosów, rozwiewanych wiatrem.

– Słucham? O co chodzi?

Usagi wiedziała, że jej pytanie zabrzmiało bezmyślnie i idiotycznie, ale na tyle tylko mogła się w tym momencie zdobyć. Zdała sobie bowiem natychmiast sprawę, że była kompletnie sama, na pustej, bocznej ulicy i że głos, który ją przeszył na wskroś, był bez wątpienia głosem męskim. Odpowiedzią na jej zdawkowe pytanie była głęboka cisza, z czego wciąż zszokowana, wysnuła pospieszny wniosek, że ów człowiek, tkwiący w mroku, był zaskoczony jej reakcją. Przynajmniej na krótką chwilę. Jednak na tyle długą, żeby pojęła, iż nie ma powodu do paniki. Przecież wystarczyło nacisnąć dzwonek u drzwi lub zawołać Akira, który został w domu, aby opiekować się dziećmi, a pojawi się natychmiast.

– Wydaje mi się, że popełnia pan jakiś błąd, myli się.

Z rozmysłem wypowiedziała te słowa lodowatym tonem. Uniosła przy tym dumnie głowę i skierowała szeroko otwarte niebieskie oczy ku miejscu, skąd, dał się słyszeć spięty wściekłością głos. Mężczyzna, który ją zaczepił, nadal skrywał się w mroku i mogła tylko dostrzec zarys jego zwalistej sylwetki.

– Wziął mnie pan za kogoś innego i to wszystko, A ponadto…

– Och nie, kochanie…

Nieznajomy otrząsnął się już, jak widać, z nie wiadomo czym spowodowanego zaskoczenia. Jego głos był znowu mocny i pewny siebie.

– Nie należę do tych, którzy się mylą. To ty jesteś w błędzie. Nie wiem, jak mogłaś myśleć, że odejdziesz i…

Jego głos był znowu pełen agresji i gniewu. Natychmiast opuściła ją pewność siebie, którą przez chwilę delektowała się. Gwałtownie cofnęła się do drzwi domu i trzęsącymi się palcami usiłowała wepchnąć klucz do zamka. Było jasne, że prześladowca pomylił ją z kimś innym. Nie dopuszczał do siebie żadnej rozsądnej myśli.

– Nie… Usagi-chan… u licha, zaczekaj!

Powiedział „Usagi”, używając przy tym intymnego zdrobnienia. Sylaby jej imienia zmroziły ją na nowo. Znał jej imię! Musiała go zatem kiedyś poznać. Usagi, z powodu wciąż złego samopoczucia od czasu wypadku trzymała się w towarzyskiej separacji, z dala od ludzi.

– Och nie, nie zrobisz tego… nie uciekniesz ode mnie raz jeszcze…

Twardy, szorstki i nieokrzesany męski głos doprowadził jej rozpierzchłe myśli z powrotem do chwili bieżącej. Mężczyzna zbliżył się do niej, unosząc rękę, jakby chciał ją powstrzymać. Usagi instynktownie cofnęła się poza jego zasięg, co sprawiło, że znalazła się w pełni światła, padającego przez szybę drzwi domu. Mógł teraz obejrzeć ją dokładnie. Usłyszała, jak wciągnął powietrze głęboko w płuca. Podświadomie wyczuła, że jego wzrok przesuwa się po jej jedwabistych, falujących złocistych lokach, w dół, ku pobladłej twarzy, na której dominowały wielkie, błękitne oczy. Poczuła go także na swych pełnych, ładnie wykrojonych ustach, a potem na kobieco zaokrąglonej, kształtnej figurze. Więcej było tych krągłości przed dwoma laty, pomyślała z goryczą, bowiem lęki i zmartwienia minionego okresu pozbawiły ją apetytu, wyszczuplając figurę. Głos mężczyzny sprowadził ją jeszcze raz na ziemię.

– Przestań się bawić moim kosztem, Usa- chan! – wykrzyknął, ale tym razem innym tonem. – Za późno już na to!

Ogarnęła ją kolejna fala strachu. Postawiła sobie jeszcze raz dramatyczne pytanie: czy ona go zna? Co więcej, czy w ogóle chciałaby mieć z nim cokolwiek wspólnego? Przecież przez ten czas, kiedy przebywała tylko w towarzystwie najbliższych przyjaciół, zdołała z wielkim trudem uspokoić się, a przynajmniej pogodzić z losem. Czy chciałaby, aby to wszystko, o co tak walczyła, poszło teraz na marne i załamało się znowu?

– Kim… kim pan jest?

– Och, nie udawaj, że nie wiesz!

Tym razem jego głos zawierał w sobie nieco skrywanego wyrzutu.

– Nie, nie znam pana! I dobrze by było, żeby przestał się pan wreszcie ukrywać w mroku, niczym tchórz – rzuciła w jego kierunku.- Jeśli chce pan coś mi powiedzieć, to proszę zrobić to otwarcie i prosto w oczy.

– W porządku! Chyba słuszna uwaga.

Poczuła nagle, że serce ma w gardle, i trudno jej oddychać. I te ułamki sekund, których potrzebował mężczyzna, aby przybliżyć się do niej i stanąć w pełni światła, wydały się wiecznością.

– Czy teraz lepiej? – zapytał sarkastycznym tonem i z ironicznym uśmiechem na ustach.

Nie znała go jednak! Nie była w stanie odgadnąć, czy ogromna ulga, czy też gorzkie rozczarowanie sprawiło, że zachwiała się na nogach. Przypuszczalnie nigdy się nie spotkali. Jakże mogłaby zapomnieć tak zabójczo atrakcyjną kombinację jasnych włosów, przenikliwych fiołkowych oczu, pod prostymi, sztywnymi brwiami, szlachetnego w linii nosa, pięknie wykrojonych ust i zdecydowanego podbródka, gdyby go chociaż raz zobaczyła. Przed chwilą, w ciemnościach, które ich otaczały, odniosła wrażenie, że mężczyzna wyglądał na zwalistego. Teraz widziała wyraźnie, że był raczej szczupły, chociaż dobrze umięśniony, co w jakimś stopniu skrywał elegancki ciemnoszary garnitur. Był wysoki, około metra osiemdziesiąt wzrostu. Gdy się przybliżył, jego cień padł na blondynkę i odniosła dziwne wrażenie, jakby strużka lodowatej wody spłynęła jej wzdłuż kręgosłupa. W efekcie bezwiednie zadygotała, a w ustach uczuła suchość.

– Czy teraz lepiej? – Nieznajomy powtórzył pytanie tonem nadal ironicznym. W parze z tym szło badawcze spojrzenie fioletowych oczu, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół jej twarzy. Poczuła nagle, że jej beżowy trencz, zawsze bardzo przydatny, tym razem nie stanowił żadnej osłony przed penetrującym spojrzeniem. Miała również wrażenie, jakby wzrok mężczyzny przenikał przez bluzkę, spódnicę, nawet bieliznę i sięgał wprost do ciała. To przeświadczenie było tak wyraziste, że poczuła jeszcze większą suchość w ustach i musiała językiem zwilżyć wargi.

– O czym…

Chciała desperacko narzucić głosowi kontrolę, lecz załamał się on żenująco, tak iż musiała odchrząknąć, żeby dokończyć rozpoczęte zdanie.

– O czym chce pan ze mną mówić, panie…?

Umyślnie zawiesiła głos przy końcu zdania. Chciała zmusić go do podania nazwiska. Z jakiegoś powodu jej zagrywka wprawiła go w zakłopotanie, co uwidoczniło się ściągnięciem brwi. Z trudem gromadząc myśli i układając je z wysiłkiem w zdania, jeszcze raz zapytała:

– Musi panu jednak chodzić o jakąś inną kobietę?

– Na pewno nie!- uciął szorstko. – Wiem dokładnie, kogo szukam. I ty jesteś właśnie tą osobą.

– Wobec tego proszę wyjaśnić, o co chodzi. Bo naprawdę nie wiem, czym mogłam pana zdenerwować?

Mężczyzna ponownie ściągnął brwi, a jego elektryzujące oczy przepełniły się takim ironicznym gniewem, że Usagi znowu przebiegł zimny dreszcz. Żeby zmienić jego nastrój i przełamać wyraźną wrogość, uśmiechnęła się.

-Może się pan przedstawi? Jestem Usagi Tsukino.

Efekt tego był taki, jakby przytknęła płonącą pochodnię do nasączonego benzyną chrustu. Jej wyciągnięta dłoń została zignorowana, a oczy obcego zapłonęły groźnie jasnym światłem.

– Na Boga, kiedy wreszcie skończysz z tą komedią? Wiesz doskonale, kim jestem i dlaczego się tu zjawiłem. Przecież musiałaś się domyślać, że przeczytam to, co napisałaś, a potem: poruszę niebo i ziemię, żeby cię odnaleźć i spotkać się z tobą.

„Przeczytam co napisałaś”. Reszta słów wypowiedzianych przez mężczyznę gdzieś się zagubiła, tylko to jedno zdanie miało jakiś sens. Przed trzema tygodniami wysłała do wydawcy kopię swej powieści i od tego czasu usiłowała o całej sprawie zapomnieć. Ale oto…

Uczucie ulgi było tak ogromne, że aż oparła się o ścianę.

– Zjawił się pan w związku z moją książką?

– A cóż innego mogłoby mnie tu sprowadzić? – zapytał z taką agresją w głosie, że poczuła, jak znowu opuszcza ją odzyskany przed chwilą spokój ducha.

– Jest pan z firmy wydawniczej Shimura?

 Wewnętrzne napięcie znowu dało o sobie znać. Jeśli wiedział, że napisała książkę, to jasne było, że zna jej imię i nazwisko. Ale niepokojąca była jego nieustępliwa wrogość. I należało przypuszczać, że chodzi o coś znacznie poważniejszego niż tylko o sprawę biznesu. A poza tym, jakiż to wydawca składałby osobiście wizytę początkującej autorce, w jej domu, o siódmej trzydzieści wieczorem?

– Czy jest pan z wydawnictwa Shimura? – Usagi z uporem zapytała raz jeszcze, gdy na pierwsze pytanie nie otrzymała odpowiedzi, a mężczyzna stojący przed nią sprawiał przez chwilę wrażenie, jakby ktoś wymierzył mu siarczysty policzek.

– Nie! To ja jestem Shimura- oświadczył z arogancją w głosie. – O czym ty, do cholery, doskonale wiesz.

– Shimura Diamond- san?!

Imię i nazwisko właściciela i dyrektora wydawniczego imperium wymknęło się Usagi automatycznie. Zajmowało poczesne miejsce w poradniku dla pisarzy, który ona studiowała pilnie w przerwach na lunch, pracując w bibliotece. Był za młody, jak na takie stanowisko, oceniała go na mniej niż trzydzieści pięć lat. Sądziła, że szef firmy powinien być znacznie starszy.

– Do usług szanownej pani…- Owej ironicznej odpowiedzi towarzyszył równie kpiarski głęboki ukłon. – Czy zechcesz przyjąć moją kartę wizytową jako po twierdzenie tożsamości? – Pytanie to utrzymane było nadal w formie równie oczywistej, ponurej kpiny.   

– Wizytówka byłaby bardzo pomocna, szczególnie na wstępie  naszej rozmowy- szybko odparła. – Gdybym wiedziała, kim pan jest… 

– Gdyby… Dajmy, u diabła, temu spokój. O co ci chodzi w tej całej komedii? – mężczyzna wybuchnął raz jeszcze.

Dziewczyna miała już wyraźnie dosyć całej tej sytuacji, tak dla niej niepojętej. Zwróciła się gwałtownie do drzwi i wetknęła klucz w zamek. Mężczyzna zareagował natychmiast, chwytając ją za nadgarstek z taką siłą, że nie była w stanie nawet drgnąć.

– Nigdzie nie pójdziesz, zanim nie skończymy naszej rozmowy.

Stłumiła w sobie okrzyk przerażenia, a także dziką chęć wyrwania się z jego żelaznego uchwytu. Pomyślała, że mimo wszystko zrobi lepiej, jeśli nie będzie go jeszcze bardziej nastawiać przeciw sobie.

– Proszę wreszcie powiedzieć, czego pan ode mnie chce? – wyszeptała trzęsącym się głosem. – A poza tym, niech pan puści moją rękę. Dodam, że nie jestem tutaj sama. Mój przyjaciel jest w tym domu i wystarczy, że zawołam…

Ku wielkiej uldze dziewczyny mężczyzna nagle puścił jej rękę, jakby go parzyła. Wyglądało na to, że czeka na jakieś słowa z jej strony, ale ona miała taki zamęt w głowie, że nie była w stanie sklecić choćby jednego sensownego zdania. Kim właściwie był ten człowiek, który utrzymywał, że jest właścicielem wydawnictwa? Wymawiał jej imię jak nikt inny w ciągu tych dwu minionych lat. Usagi  czuła, że nogi się pod nią uginają i cała drży. Przeżywała ponownie szokową reakcję. Jak przed dwoma laty, opanowywał ją paraliżujący strach. W głowie miała zamęt, jakby szalało w niej tornado, wymiatając wszelkie racjonalne myśli. Walczyła wtedy ze wszystkich sił, przeżywała momenty najgłębszej rozpaczy i depresji, aby wreszcie, na koniec, po dwu latach tego utrapienia, dojść do niedoskonałej wprawdzie, ale w jakimś stopniu zadowalającej równowagi. I oto teraz, nagle, w ciągu zaledwie pięciu minut ten mężczyzna sprawił, że przemieniła się z powrotem w istotę całkowicie opanowaną strachem, z uczuciem lęku nie do zniesienia.

– Chcę z tobą po prostu porozmawiać.

 Wydawało się, że on także na koniec zrozumiał, iż posunął się za daleko. Świadczyła o tym bladość jej twarzy i oczy, które ujawniały wewnętrzny wstrząs.

– Chce pan rozmawiać? – wykrztusiła z wielkim trudem. – Ale o czym? O mojej książce?

– Jeśli to wszystko do czego jesteś gotowa, odpowiedź brzmi: tak, o książce. – Z tonu jego głosu i wyrazu twarzy można było jednak łatwo wyczuć, że ten temat go nie zadowala.

W chwili gdy zastanawiała się, co odpowiedzieć, z głębi uliczki dały się słyszeć kroki, a potem, ku swej radości, usłyszała za sobą tak dobrze znany głos przyjaciółki.

– Cześć, Usagi- chan… Dlaczego tkwisz tu, na progu domu?

– Yoko! – Z okrzykiem radości zwróciła się do przybyłej.

Wyraz ulgi na jej twarzy był aż nadto widoczny. W tym momencie Yoko zdała sobie sprawę, że w półmroku stoi jakiś mężczyzna.

– Usagi- chan? – Zaniepokojenie przyjaciółki uwidoczniło się wyraźnie, nawet w jej głosie. – Kto to jest?

Badawcze spojrzenie szarych oczu przesunęło się od ponurej twarzy Diamonda do bladego, pełnego napięcia oblicza Usagi.

– Czy ten mężczyzna naprzykrza ci się?

– Tak… to znaczy, nie…

Nie wiedziała, jak odpowiedzieć, nie była zdolna wyrazić swych odczuć dotyczących mężczyzny. Rzecz jasna, jego ponura, potężna sylwetka byłaby potencjalnym zagrożeniem dla każdej kobiety, która znalazła się z nim sam na sam w zapadającym zmroku. Bardziej jednak dokuczała jej myśl, że ten obcy człowiek miał tak destrukcyjny wpływ na jej samopoczucie. Wpędził ją znowu w paniczny strach, który leżał, jak przypuszczali lekarze, u podłoża załamania psychicznego przed dwoma laty. 

– Ten mężczyzna… – starała się jeszcze raz wyjaśnić sytuację, ale przyjaciółka doszła już do własnych wniosków. Pełna podświadomej niechęci do obcego, wyprostowała się na całą swą wysokość, zbliżyła się i popatrzyła mężczyźnie prosto w oczy.

– Proszę mi wytłumaczyć, co tu się dzieje – zażądała lodowatym tonem. Jednak nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia. Był wyraźnie przyzwyczajony do niechęci, jaką okazywali mu inni. Nie można bowiem stać się szefem wielkiej firmy wydawniczej, będąc potulnym, ustępliwym, unikającym starć osobnikiem.

– A kim pani jest? – odparował, unosząc jedną brew i stawiając kobietę w pozycji intruza, tym samym zdejmując to odium z siebie.

– Nazywam się Yoko Miwa… Tak się składa, że jestem właścicielką tego domu… a ta pani jest moją lokatorką. – Rzuciła ciepłe spojrzenie Usagi, co ją wzmocniło i dodało odwagi. – Jest też moją wyjątkową, szczególną przyjaciółką. Jeśli chce pan jej coś powiedzieć, proszę to zrobić w mojej obecności.

Diamond wyraźnie zmienił swoje zachowanie. Jego napastliwość nagle gdzieś się ulotniła, ale Usagi nie dała się jednak zwieść. Była pewna, że mężczyzna po prostu zmienił tylko chwilowo taktykę postępowania, aby dostosować się do nowej sytuacji, którą wywołało pojawienie się przyjaciółki.

– Nazywam się Diamond Shimura.

Słysząc ten głos, łagodny i uprzejmy, a nawet z nutką ciepła, Usagi nie mogła powstrzymać odruchu zaskoczenia. Tym bardziej że mężczyzna wyciągnął ku Yoko silną, ale wypielęgnowaną dłoń, z dużym złotym sygnetem na środkowym palcu. Wyglądało na to, jakby stał przed nią zupełnie inny człowiek, ugrzeczniony i łatwy w nawiązywaniu kontaktów. Przyjaciółka dała się chyba złapać na haczyk uroku, który roztaczał. Popatrzyła wprost w fiołkowe oczy i niejako automatycznie pozwoliła, aby silna ręka uścisnęła jej dłoń. Mocno i zdecydowanie. Na znak pełnego zaufania.

– Jestem właścicielem firmy wydawniczej. – Przy tych słowach sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyjął z niej swoją wizytówkę.

Blondynka aż prychnęła z oburzenia.

– Gdyby pokazał mi pan dowód swej tożsamości na samym początku… – wykrztusiła z trudem, pełna irytacji.

– Czy wtedy powitałabyś mnie zupełnie inaczej? – chłodno zapytał. — Bardzo w to wątpię, panno Tsukino.

Usagi zastanowiła się, co miał znaczyć dziwny nacisk, który położył na jej nazwisku. On tymczasem zwrócił się znowu ku Yoko. Przestudiowała już bilecik i wyraźnie czekała na dalsze wyjaśnienia.

– Przypuszczalnie wie pani, że panna Tsukino… – tu mężczyzna znowu opatrzył to nazwisko szczególną, ironiczną intonacją – napisała książkę…

Zatrzymał się na chwilę, czekając na potwierdzenie ze strony Yoko, obserwując jednocześnie twarze obu kobiet i starając się wyczytać z nich jak najwięcej. Jasnowłosa nie wątpiła ani przez chwilę, że mimo zdecydowanego wkroczenia przyjaciółki, panował całkowicie nad sytuacją, wedle własnej potrzeby, z łatwością manipulując nimi obiema.

– Oczywiście, wiedziałam, że napisała powieść – odparła Yoko. – Co więcej, to ja doradziłam, żeby przedłożyła ją jakiemuś wydawcy i dowiedziała się, czy maszynopis nadaje się do druku.

– A czy przeczytała ją pani? – zapytał.

Coś w jego głosie podpowiadało Usagi, że nie był zbyt- zadowolony z manuskryptu… Ale, być może myliła się. Mężczyzna mówił bowiem nadal miłym tonem.

– Czyli rozumie pani, dlaczego chciałem porozmawiać z autorką tej powieści?

– Tak, bo książka jest cholernie dobra!– Yoko wypowiedziała swój sąd, jak zawsze z całą otwartością i przekonaniem, nie dostrzegając ukrytych w głosie mężczyzny nutek, które Usagi tak bardzo niepokoiły.

– Na pewno ma pani rację – mruknął wydawca.

Usagi, na przekór bolesnemu napięciu, nie mogła ukryć spontanicznego uśmiechu radości. Powieść była liną ratunkową, która po pełnych boleści miesiącach, umożliwiła jej powrót do równowagi psychicznej, kiedy ta była tak bardzo nietrwała, niepewna. Książka okazała się, w jakimś sensie, także ziszczeniem jej marzeń. Bohaterowie byli bardzo bliscy jej sercu. I teraz oto dowiedziała się, że ktoś tak wysoko postawiony w świecie wydawniczym, i jednocześnie tak agresywnie denerwujący, jak Diamond Shimura, mówił, że jej próba literacka świadczyła o pewnych umiejętnościach. Świadomość tego była, jak spełnione przez dobrą wróżkę najskrytsze pragnienie.

– Ogromnie się cieszę, że książka się panu podoba –powiedziała lekko, a on w odpowiedzi obrzucił ją jeszcze jednym szybkim i badawczym spojrzeniem. Tym razem w jego wzroku było jednak coś więcej. Ale co? Cynizm? Pogarda? Lekceważenie? Żadne z tych słów nie oddawało istoty sprawy, lecz razem wzięte składały się na to właśnie, co zawierało się w jego krótkim rzucie oka.

– Powieść wzbudziła mój podziw – wyraził raz jeszcze swój sąd.

Usagi nastawiła się instynktownie na jakieś „ale”… Nie nastąpiło jednak nic w tym rodzaju, natomiast Diamond, jakby zmieniając swój zamiar, powiedział zupełnie innym tonem:

– Posłuchaj, Usagi. Czy moglibyśmy przedyskutować rzecz całą w stosowniejszym miejscu i mniej publicznie?

– Bardzo słusznie. – W głosie Yoko dało się słyszeć sporą dozę samokrytyki. Była przecież zawsze bardzo miła i gościnna dla ludzi, a tymczasem trzymała Diamonda już tak długo na progu swego domu. – Zupełnie zapomniałam o dobrych manierach. Proszę wejść do środka, Shimura- san. 

On całkowicie podbił Yoko, pomyślała Usagi i poczuła gorzki niesmak. Jakże szybko jej przyjaciółka przeszła na stronę tego człowieka.

Yoko tymczasem w pełni wcieliła się w rolę pani domu. Otworzyła drzwi, zaprosiła ich gestem do środka, odebrała płaszcze i skierowała oboje do saloniku. Usagi zawładnęło znowu uczucie strachu, gdy pomyślała, że Diamond wchodzi do jedynego bliskiego jej domu. Oczywiście przyjaciele byli przy niej. Czuła się zatem całkowicie bezpieczna, osłaniana przez dwójkę bliskich. Poza tym nie było powodu do lęku. Przecież Shimura pojawił się jedynie po to, aby omówić sprawę książki. Czyż nie tak? Ale niezależnie od tego, jak bardzo starała się wyperswadować sobie wszelkie lęki, nadal ją nękały poważne wątpliwości.

– Czy napije się pan kawy, Shimura- san? – zapytała Yoko, gdy tylko zrzuciła płaszcz i przywitała się z mężem czułym pocałunkiem.

– Z przyjemnością – odparł, czarująco się uśmiechając. – Pomoże mi to w odpędzeniu snu. Przyleciałem dziś rano z Nowego Jorku do Tokio i obawiam się, że odczuwam trochę różnicę czasu. Jestem wyraźnie zmęczony. 

W rzeczywistości nie wygląda na takiego, pomyślała Usagi, dostrzegając ogromny kontrast między nieskazitelnym wyglądem białowłosego, który miał na sobie świetnie skrojony garnitur, białą koszulę i jedwabny krawat w kolorze burgunda, a niedbałym, delikatnie mówiąc, odzieniem Akiry. Ten ubrany był w szerokie spodnie ze sztruksu, luźny podniszczony zielony sweter, z dziurą na jednym łokciu i podejrzanie wyglądającą plamą. Zapewne pochodziła z ulubionej przez niego pomidorowej zupy. Obrazu dopełniały rozdeptane domowe pantofle.  Wyraz jej twarzy nieco złagodniał, gdy pomyślała, że Akira, z jednej strony nie przywiązywał żadnego znaczenia do swojego wyglądu, ale za to z drugiej ogromnie interesował się innymi poważniejszymi sprawami. Wszystkim, co dotyczyło żony, ich dziesięcioletnich bliźniaczek i jej, samej, Usagi. Wielu mężczyzn sprzeciwiłoby się kategorycznie przygarnięciu pod dach wygodnego, uporządkowanego domu, zupełnie obcej kobiety, mającej na dodatek swoje własne trudne problemy. Tymczasem Akira przyjął i zaakceptował blondynkę z ciepłem i wielkodusznością równą tej, którą okazała Yoko, za co ona będzie im dozgonnie wdzięczna.

– Przyleciał pan dziś rano? – z niewiarą w głosie wykrzyknął Akira.- Aż ze Stanów? – On ze swej strony rzadko wystawiał nos poza Tokio i bynajmniej nie miał ochoty na oglądanie czegokolwiek gdzie indziej. – Zatem musi pan być całkiem wykończony.

– W dużym stopniu przyzwyczaiłem się już do tego – odpowiedział Diamond. – Moja praca wymaga częstych podróży.

W oświetlonym saloniku Usagi utwierdziła się w przekonaniu, że nigdy wcześniej nie widziała tego człowieka. Aby się uspokoić, postanowiła dopełnić towarzyskich formalności.

– Akira- kun, przepraszam… Powinnyśmy przedstawić was sobie. Ten… dżentelmen… – jej zamierzone zawieszenie głosu przed wyszukanym słowem, skwitowane zostało wściekłym spojrzeniem jasnowłosego – ten dżentelmen nazywa się Shimura Diamond- san. Jest wydawcą.

– I zjawił się tutaj, żeby porozmawiać z naszą Usagi- chan na temat jej książki – dorzuciła Yoko przez otwarte drzwi do kuchni, gdzie przygotowywała kawę.

– Wygląda to wspaniale – z entuzjazmem powiedział Akira.

Mimo ponurych refleksji blondynka poczuła jeszcze raz ciepło w sercu. Dwójka jej jedynych przyjaciół była wobec niej tak opiekuńcza i kochana. Mogliby być z powodzeniem jej rodzicami, lub raczej starszym rodzeństwem. Yoko miała przecież trzydzieści sześć lat, a zatem była od niej starsza tylko o dziewięć czy dziesięć lat. Usagi zdała sobie nagle sprawę, że mężczyzna obserwuje ją znowu, a jego hipnotyzujące oczy, jakby wnikały spojrzeniem do jej głowy, próbując odczytać kłębiące się tam myśli. Wtedy właśnie uświadomiła sobie, że jest nieciekawie ubrana. Miała na sobie prostą, granatową spódniczkę i bluzkę w biało-niebieskie paski. Był to strój doskonale pasujący do jej pracy jako asystentki w dzielnicowej bibliotece, niemniej był to ubiór bez wyrazu, pozbawiony jakiegoś pomysłu, z piętnem taniego, popularnego sklepu. Usagi mogła iść o zakład, że przyjaciółki Diamonda nie musiały się uganiać za „okazjami” na wyprzedażach. Stać je na zakupy w najbardziej ekskluzywnych, firmowych sklepach Tokio, Paryża czy Nowego Jorku. W chwilę potem otrząsnęła się z tych myśli.

Przestań natychmiast! – z wściekłością ofuknęła samą siebie.

Jakie to ma znaczenie, co on pomyśli o niej i jej wyglądzie? Ktoś mógłby przypuścić, że chce zrobić na nim dobre wrażenie. Co było, oczywiście, nonsensem.

– Zawsze wiedziałem, że manuskrypt Usagi jak najbardziej nadaje się do druku – mówił dalej przyjaciel blondynki. – Co więcej, jestem pewien, że ma pan w ręku rodzaj bestselleru.

– Być może – mruknął Diamond, ale jednocześnie posłał znowu jasnowłosej jedno ze znanych już jej spojrzeń, odpychających i gniewnych. – Jak widzę, wszyscy państwo czytaliście tę powieść — dorzucił, a jego irytacja ujawniła się nawet w głosie.

– Cóż w tym złego? – z głębokim rozdrażnieniem zapytała Usagi.

Była wprawdzie zdenerwowana po pierwszej konfrontacji z tym mężczyzną, jeszcze przed domem w zapadającym zmroku, ale teraz odkryła, że już nie może panować nad swoim językiem.

– Przyznaję, że pragnęłam zapoznać mych najbliższych przyjaciół z tym, co pisałam – powiedziała wzburzona, podnosząc głos coraz bardziej. – Między innymi dlatego, że jak pan zapewne zauważył, to nie jest siedziba milionerska, do jakich, jak sądzę, pan przywykł. I byłoby bardzo trudno w tym małym domku ukryć, zataić to, co się robi.

Diamond wstał i podszedł do Usagi. Wpatrywali się teraz w siebie twardym, nieustępliwym spojrzeniem i napięcie w obojgu gwałtownie się potęgowało. Dziewczyna czuła się tak, jakby miała w swym wnętrzu wulkan, który zaraz wybuchnie. Twarz białowłosego jeszcze raz zmieniła się całkowicie. Zniknął zrelaksowany, przyjazny wyraz, który przybrał, zwracając się do Yoko i Akiry. Spięte muskuły twarzy sprawiły, że wokół nosa i ust pojawiły się białe plamy, a zaciśnięte usta stanowiły jedną cienką kreskę. Piękne fioletowe oczy teraz groźnie płonęły. Z największym trudem, hamując emocje, wykrztusił przez zaciśnięte zęby:

– Myślę, że najwyższy czas, abyś skończyła z tą zabawą.

– Zabawą? – Usagi desperacko łapała oddech. – Jaką zabawą? Znowu nie wiem, o czym pan mówi…

– Przeciwnie, wiesz doskonale! – Wściekłym gestem ręki pokazał, że nie traktuje poważnie żadnego jej słowa. – Wiesz doskonale, dlaczego tu jestem! I wiesz, że bynajmniej nie chodzi o gadanie o jakiejś cholernej książce. Chociaż z drugiej strony, ta właśnie książka sprowadziła mnie tutaj. Zgodnie zresztą z twoim ukrytym zamysłem. Nie mylę się chyba… kochanie?

Ostatnie słowo wypowiedziane zostało z taką odrazą, że dziewczyna odczuła to jak policzek.

– Wciąż nie rozumiem o co chodzi! – krzyknęła z desperacją.

– Na Boga, musiałaś przecież zdawać sobie sprawę, że w chwili gdy przeczytam kilka pierwszych rozdziałów, będę wiedział kto napisał tę powieść. Mimo że usiłowałaś ukryć swoje nazwisko. Wiedziałaś, że w konsekwencji będę cię szukał. I taki był właśnie twój plan od samego początku. Dlatego wysłałaś maszynopis do mojego wydawnictwa.

– Nie… nie zamierzałam…

– Nie kłam, do cholery!

– Niech się pan liczy ze słowami.- Akira pełen oburzenia zerwał się na równe nogi. Mimo rozpaczy i zakłopotania, Usagi zdała sobie ponownie sprawę, jak małym i niepozornym wydawał się, przy wysokim, elegancko ubranym białowłosym.

Diamond w jej rozgorączkowanej wyobraźni urastał do coraz większych rozmiarów, w jej przekonaniu dominował całkowicie nad wszystkimi obecnymi, a zwłaszcza przyćmiewał mężczyznę stojącego tuż obok.

– To sprawa wyłącznie pomiędzy Usagi i mną – uciął krótko, rzucając Akira pogardliwe spojrzenie, a potem zwrócił się ponownie do jasnowłosej.- Mam rację, prawda?

– Powiedziałam już kilka razy, że nie wiem o czym pan mówi. I dlaczego pan się tu zjawił.

Ucisk w jej głowie potęgował się z każdą sekundą i wulkan był coraz bliższy wybuchu.

– Przestań mnie wreszcie okłamywać – powtórzył, tym razem nie podnosząc głosu. Poszczególne słowa wydobywały się z jego ust z sykiem przypominającym rozwścieczoną kobrę, na chwilę przed atakiem.- Chciałaś, żebym się tu zjawił, w przeciwnym wypadku nie wysyłałabyś mi tak oczywistego, donośnego sygnału.

– Jakiego sygnału? – W pytaniu dziewczyny czuło się głęboką rozpacz i całkowite zagubienie. Każde słowo, które wypowiadał, gmatwało w jej pojęciu całą sprawę.- Nie wysyłałam panu żadnego sygnału.

– Oczywiście, że wysłałaś! Już za późno na jakiekolwiek zaprzeczenia. Wszystko jest zawarte w cholernym maszynopisie twej powieści. Słowo w słowo… jak się spotkaliśmy… jak pierwszy raz…

– Nie! – krzyknęła. – Nigdy pana wcześniej nie spotkałam!

– Przestań kłamać, do cholery! – nagle eksplodował. 

– Dość już tego! – Z jeszcze większą siłą niż poprzednio interweniował Akira.

Pochwycił Diamonda za ramię i potrząsnął nim, starając się zwrócić na siebie uwagę.

– Powiedz, o co ci chodzi? Próbujesz nas przekonać, że znasz Usagi od jakiegoś czasu…

– Nie próbuję. – Diamond zaczerpnął głęboko powietrza, starając się jeszcze raz zapanować nad swymi emocjami. – Ja po prostu stwierdzam fakty! Znam Usagi- chan, podobnie jak ona zna mnie. I nie może być inaczej. Przecież byliśmy mężem i żoną przez blisko trzy lata.

Reklamy

11 thoughts on “Miłość o zapachu wiśni. I

  1. o rajciu wreszcie pomyślałaś też o nas wielbicielkach naszego super super suuuper Di czytałam ten rozdział z duszą na ramieniu tak mnie wciągnęło i wciąż chciałam wiedzieć co będzie dalej 🙂 uwielbiam takiego Diamanda i mam nadzieję że szybciutko dasz nam kolejny rozdział no i nie zapominaj że nie którzy czekają na kolejne rozdziały wcześniejszego opowiadania o U&D pozdrawiam i czekam :)))))))))))

  2. Aaaaa… Nawet nie wiesz jak się cieszę. Boże, radość z kolejnego ciucha (a jestem zakupoholikiem) to przy tym pikuś. Jesteś moją niegasnącą nadzieją na pairing Usagi/ Diamond.

    No a Di taki, jakiego kocham… I oczywiście zacieram rączki na nową tajemnicę- co się Usagi stało, że nie pamięta swojego męża czy ex męża… Ale tak już jak wcześniej Di ironicznie akcentował jej obecne nazwisko to mi ta opcja relacji małżeńskich zaświtała i proszę- byli mężem i żoną… I korci mnie niesamowicie co dalej;P

    A na dwa poprzednie opowiadania też czekam- i z Di/Usą i Miną/Kunzite:) Nie kasuj tylko wrzucaj, na pewno są świetne:)

    1. Ja także jestem zakupoholiczką. Przyznaje się 😀 Słyszałam, że to już połowa sukcesu. Druga to przestać kupować, ale u mnie się po prostu nie da. Zawsze się znajdzie coś, co ‚musi’ znaleźć się w mojej szafie. 😀

      1. ,,Nie dość, że nie mam co na siebie włożyć to się jeszcze szafa nie domyka”;P

        A pod tekstem z majtkami, który mnie swoją drogą rozwalił:D, się naturalnie podpisuję;P

  3. ooooooooooo dzieje się!!!!!!!! dzieje się!!!!!

    Uwielbiam Di. W Twoich opowiadaniach zawsze jest taki silny i ważny i po prostu taki, że „jednym spojrzeniem zrywa majtki” 😀 😀 😀 😀 😀

  4. no no jestem pod wrażeniem. Usagi ma amnezje Di jest taki agresywny. ciekawe i to bardzo. a na początku nie byłam przekonana co do tego opowiadania ale im dłużej czytałam tym było ciekawsze a końcówka to mnie całkiem poraziła.
    życzę dużo weny ale wiosną idzie i nie chce się siedzieć przed kompem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s