Miłość o zapachu wiśni. II

– Usagi, Usagi- chan …
Miękki, przymilający głos zdawał się dobiegać do niej długim, ciemnym, rodzącym echo tunelem. Był dźwiękiem niepokojąco zniekształconym. Z nieodpartym przeczuciem czegoś złego wtuliła głowę w poduszkę.
– Usagi, zbudź się!
Walcząc ze sobą, uniosła ciężkie powieki i spojrzała niepewnie na pełną niepokoju twarz Yoko.
– Co mówisz? – wyszeptała wreszcie zamierającym głosem.
– Cicho… Nie odzywaj się na razie. Spróbuj tylko wypić trochę tego…
Blondynka, jak chore dziecko, uległa namowie i zatrzepotała powiekami. Nie była bowiem przygotowana na niemiły dla niej smak słodkiej sherry.
– Och! – skrzywiła się z niesmakiem, zmuszając się do przełknięcia płynu, na co Yoko odpowiedziała stłumionym śmiechem:
– Przykro mi, ale nie mamy żadnej brandy!
– Ja brandy także nie lubię, przecież wiesz o tym – odparła Usagi.
Ale kwaśny uśmiech zniknął szybko z jej twarzy, bo wydarzenia kilkudziesięciu ostatnich minut niczym taśma filmowa przebiegły jeszcze raz przed jej oczami. Wyglądało na to, że będzie teraz podawała w wątpliwość wszystko, co jej dotyczyło. Swoje imię, nazwisko, przyjaciół, miejsce zamieszkania, zwyczaje, upodobania. Elementy te zestawiała razem przez dwa lata, żeby utworzyć z nich osobę, którą nazwała Usagi Tsukino. Sklejała ją z rozsypanych kawałków, od chwili gdy pewnego dnia trafiła na szpitalny oddział powypadkowy, gdzie poznała Yoko, pracującą w charakterze pielęgniarki. Błagała tamtego dnia o pomoc, bo nie wiedziała ani kim jest, ani skąd się wzięła.
Amnezja… utrata pamięci… w wyniku urazu – taka była ostateczna lekarska diagnoza. Ale o jaki uraz chodziło? Nie było żadnych znaków na jej ciele, nic, co wskazywałoby, że jakiś wypadek, uderzenie, czy podobne okoliczności, spowodowały wstrząs, który wymazał wszystko z jej pamięci. Nie miała przy sobie torebki, a więc nie miała także kart kredytowych czy prawa jazdy, które umożliwiłyby ustalenie jej tożsamości. Nie miała również niczego w kieszeniach, poza paroma papierowymi chusteczkami i kilku monetami, które też oczywiście nie mogły być żadnymi wskazówkami. Wiadomo było jedynie, że jest blondynką o niebieskich oczach, że ma poniżej metr sześćdziesiąt wzrostu i około dwudziestu pięć lat. I to, poza wagą, numerem obuwia i wymiarami, które podano jej później, było wszystkim, co wiedziała o sobie. Ale oto pojawił się mężczyzna, Diamond Shimura, który utrzymywał, że jest jego żoną. On będzie znał prawdę, w rzeczy samej będzie wiedział o jej życiu i osobowości więcej niż ona sama.
Usagi pociągnęła kolejny, duży łyk sherry, mimo że przesłodzony, oklejający usta trunek napawał ją odrazą. Uniosła się na poduszkach kanapy i rozejrzała po pokoju. Był pusty. Nigdzie nawet śladu Akiry czy Diamonda.
– Gdzie jest… Diamond- san? – Zmusiła się, aby wypowiedzieć to imię, chociaż brzmiało ono dla niej dziwnie i obco. Musiała to zrobić. Jeśli, jak twierdził, był rzeczywiście jej mężem, byłoby śmieszne trzymać się oficjalnej formułki „pan Shimura”, mimo że bardziej wolałaby zwracać się do niego po nazwisku.
Ale czy nie powinna teraz odczuwać czegoś więcej? Czy imię człowieka, którego poślubiła… – a przecież, na Boga, musiała go kochać, skoro zgodziła się pójść z nim do ołtarza… czy to imię nie powinno odradzać w jej pamięci obrazów z przeszłości? Dlaczego jednak miałoby się tak stać?
Usagi zadała sobie to pytanie z bolesną trzeźwością. Przecież wciąż nie pamiętała swego własnego, prawdziwego imienia ani nazwiska. Usagi Tsukino, to był czysty wymysł i wytwór jej wyobraźni, fantazja zaczerpnięta z powietrza, bez wewnętrznego przeświadczenia, że to imię i nazwisko są zbliżone do imienia, które dostała na chrzcie, czy do ślubnego nazwiska.
– On jest w jadalni z Akira- chan, mają ze sobą butelkę szkockiej – kwaśnym tonem powiedziała Yoko.
Usagi pamiętała doskonale, że ta whisky była przechowywana na dzień urodzin Akiry, które przypadały na koniec miesiąca.
– Myślałam, że tak będzie lepiej – kontynuowała przyjaciółka. – Sądziłam, że nie będziesz chciała, żeby kręcił się tutaj, gdy odzyskasz przytomność.
– Wielkie dzięki – dziewczyna uścisnęła rękę przyjaciółki z uczuciem prawdziwej wdzięczności.
– A poza tym, rozmowa panów na osobności pozwoli Akirze przekazać temu facetowi garść podstawowych faktów, tak że Diamond- san nie będzie się poruszał w takiej ciemności, jak dotychczas – dopowiedziała przyjaciółka. – Ale dodam ci, że on nie chciał wyjść z tego pokoju. Musiałam go do tego wręcz zmusić.
Usagi udało się uśmiechnąć. Wyobraziła sobie bowiem tę scenę. Kilka minut, które spędziła w jego towarzystwie, przekonało ją dostatecznie, że ten mężczyzna lubił panować nad biegiem wypadków, podejmował szybkie decyzje i zdecydowanie wprowadzał je w życie. Był człowiekiem, który nie miał zwyczaju poddawać się woli innych osób.
– Myślę, że powinnam z nim porozmawiać. – Głos Usagi zadrżał jednak lekko, znowu bowiem poczuła ogarniający ją lęk.
– Zrobisz to w odpowiedniej chwili – zgodziła się przyjaciółka, z typową dla niej delikatnością. – Ale przedtem musisz odzyskać siły. On zresztą także musi mieć trochę czasu, żeby połapać się w sytuacji. Przeszedł przez podobny do twojego szok – dorzuciła, dostrzegając na twarzy jasnowłosej wyraz niedowierzania. — Przecież nie zdawał sobie sprawy, że możesz go w ogóle nie pamiętać. Jesteś jego żoną i…
– A więc ty mu wierzysz? – Usagi odwróciła wzrok, wpatrując się w prawie pustą szklankę po sherry.
– A ty mu nie wierzysz?
– Tak… nie… Och, naprawdę nie wiem! Szczerze mówiąc, nie widzę powodu, dlaczego on miałby utrzymywać, że jest moim mężem, gdyby tak nie było. Inaczej mówiąc, co by na tym zyskiwał? Ja nie mam przecież pieniędzy.
– Usagi- chan! – przerwała jej tamta ostro, z tonem nagany w glosie. – Nie puszczaj wodzy fantazji. Nie masz powodu, żeby nachodziły cię najgorsze myśli, nim będziesz miała do tego jakiekolwiek podstawy. Przede wszystkim, jeśli ten mężczyzna jest właścicielem Wydawnictwa Shimura, byłoby absurdalne przypuszczać, że on poluje na jakieś pieniądze… przecież ma własnych aż nadto dużo.
– Masz rację, tak musi być. – Usagi pocieszyła się nieco tą myślą, ale niestety wiele innych obaw nękało ją nadal. To był tylko mały kawałek „przylepca” na krwawiącą ranę.– Yoko- chan, ja po prostu nie wiem, co robić – wyszeptała przygnębiona.
Przyjaciółka wzięła ją za rękę i uścisnęła czule, pocieszając.
– Jest tylko jeden sposób, żeby sobie z tym poradzić – odpowiedziała tonem pełnym zdrowego rozsądku.- Musisz rozwiązywać tę szaradę krok po kroku, powoli, ale uparcie. Tak jak postępowałaś dwa lata temu. Wtedy dałaś sobie radę, podobnie będzie teraz. O jednym pamiętaj: nie jesteś sama. Akira i ja zawsze ci pomożemy, gdy tylko będziesz tego potrzebowała. Możesz być pewna. A teraz masz jeszcze na dodatek Diamonda.
Czy jednak Diamond był przyjacielem, czy też wrogiem?
Yoko nie widziała wściekłości, która go dławiła, ani nie słyszała tłumionej agresji w jego głosie, gdy spotkali się przed domem. A Usagi nie mogła się zdobyć na to, żeby opowiedzieć wszystko ze szczegółami przyjaciółce. Bo gdyby tak uczyniła, Yoko poszłaby przypuszczalnie od razu do Akiry i kazała mu wyrzucić Diamonda za drzwi. Jeśli oczywiście ktokolwiek byłby w stanie to uczynić. Już na samą myśl o takiej próbie, Usagi ogarniał histeryczny śmiech. Gdyby jednak Diamond odszedł, utraciłaby ostatnią szansę, żeby dowiedzieć się czegoś o sobie i swojej przeszłości. A na to nie mogła się zgodzić z lekkim sercem. Jak czuła się w obecnej sytuacji, mogłaby zrozumieć tylko osoba, podobna do Usagi Tsukino, czy jak jej tam, która przeżyła dwa lata z czarną dziurą w miejscu, gdzie powinna być jej pamięć, gdzie powinny być wszystkie jej wspomnienia z przeszłości. Przecież żyła przez prawie, dwadzieścia cztery miesiące, nie wiedząc, jak brzmi jej prawdziwe nazwisko, gdzie się urodziła, ile ma lat, czy, żyją jej rodzice, czy ma braci, siostry, przyjaciół, no i oczywiście, czy jest zamężna. Gorzki uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy znowu zwróciła się do Yoko.
– Wydawało mi się mało prawdopodobne, żebym i była zamężna, bo przecież na moim palcu nie było żadnej obrączki… Pomyślałam sobie jednak, że jeśli moje małżeństwo załamało się z jakiegoś powodu i chciałam, o nim zapomnieć, to bardzo możliwe, że zdjęłam obrączkę z palca, a może nawet ją wyrzuciłam. Sądziłam dotychczas – mówiła dalej – że gdybym miała męża, mogłabym wykreślić go z listy osób, które niepokoją się o mnie. Tymczasem okazuje się, że byłam w błędzie.— Zakryła twarz dłońmi, jakby chciała odpędzić od siebie wspomnienia z tamtych strasznych dni.- O Boże, Yoko. Ileż ja miesięcy spędziłam zamartwiając się okropnie, że, być może, gdzieś w świecie żyją rodzice, doprowadzeni do rozpaczy tym, że się zagubiłam. A potem nadszedł najgorszy okres, kiedy zdawało mi się, że nie mam żadnej rodziny, nikogo, kto chciałby mnie odnaleźć. I w miarę upływu czasu, gdy nie przybywało danych pomagających ustalić moją tożsamość, dochodziłam do wniosku, że ta ostatnia ewentualność jest najbardziej prawdopodobna… – Załamanie jej głosu świadczyło o intensywności przeżyć.
– To są właśnie pytania, jakie musisz mu zadać, kochanie – cicho powiedziała Yoko. – Diamond- san musiał bywać od czasu do czasu w Tokio. Wydawnictwo ma przecież tutaj swoje biura. I to może tłumaczyć, jak doszło do spotkania między wami. W każdym razie z tego, co już wiemy, musisz przyznać, że nie było wyłącznie sprawą przypadku, iż z setki firm wydawniczych, które figurują w przewodniku dla autorów, wybrałaś Shimura i posłałaś do niego maszynopis swej powieści. Świadczy to niewątpliwie, że twoja pamięć całkowicie cię nie opuściła. Przeciwnie, jej złoża tkwią gdzieś w tobie, czasowo ukryte i czekają, aż będziesz mogła ponownie do nich sięgnąć. Być może, właśnie teraz, z pomocą tego mężczyzny twoje wspomnienia wypłyną na wierzch jak nowe.
Usagi miała nadzieję, że tak się właśnie stanie, nim znowu zobaczy Diamonda. Jak bowiem będzie się mogła zachować w jego obecności, gdy on utrzymuje, że jest jej mężem, a dla niej jest nadal całkowicie obcym człowiekiem, znaczącym nie więcej niż ktoś, kogo mija na ulicy, czy widzi na ekranie telewizora. Na myśl, że za chwilę stanie z nim znowu oko w oko, serce zamierało jej z przerażenia, a potem biło ze zdwojonym tempem. Nie zniesie tego… nie chce tego… ale musi to uczynić. Teraz, gdy wiedziała już, że Diamond istnieje, czuła się tak jak Pandora, która dostała od Zeusa zamkniętą puszkę. Uchyliła już nieco przykrywkę od owej puszki, jednak na tyle tylko, że mignęło jej zaledwie przed oczami to, co może być w środku. Poczuła dopiero przedsmak prawdy o swym życiu, z okresu przed załamaniem i przed utratą pamięci. Jakże mogłaby zatrzasnąć tę puszkę ponownie i udawać, że nic się nie zdarzyło? Nie miała odwrotu, mimo że ogarniał ją całkowity paraliż na myśl o tym, co może się jeszcze wydarzyć.
Zebrała więc z determinacją wszystkie wewnętrzne siły, uniosła się na kanapie, zaczerpnęła tchu i wypiła jednym haustem resztkę, sherry. Poczuła się tak, jakby alkohol przeniknął wprost do jej żył, rozbudzając nową chęć do działania.
– Chcę się natychmiast zobaczyć z Diamondem – powiedziała i usłyszała, ku swemu zaskoczeniu i radości, że głos jej brzmiał znowu mocniej, z większym przekonaniem. Sprawiał wrażenie, że mówi to dorosła kobieta, a nie mała, zagubiona dziewczynka, jak było pół godziny wcześniej.
– Czy jesteś tego pewna? – z troską zapytała Yoko.
Usagi wytrzymała jej badawcze, ale pełne współczucia spojrzenie, nie chcąc zdradzić, jaki mimo wszystko ma zamęt w sercu.
– Tak, jestem pewna. Przecież muszę się z nim zobaczyć. I tak, jak bywa zawsze w trudnych sytuacjach, lepiej zrobić to wcześniej. Jeśli odłożę rozmowę na potem, sprawa może się tylko pogorszyć.
Kogo chciała jednak o tym przekonać… Yoko czy samą siebie? – pomyślała, mając nadzieję, że przyjaciółka nie będzie chciała odciągnąć jej od tej trudnej decyzji. Zdawała sobie bowiem sprawę, że jeśli się teraz cofnie, to być może nigdy już nie będzie miała odwagi, żeby przez to przejść.
– Dobrze więc.- Jak zawsze Yoko była wrażliwa na to, czego pragnęła przyjaciółka. Jednak głęboka zmarszczka na jej czole i sposób, w jaki wyraziła swą zgodę, świadczyły, że wątpliwości dręczyły ją nadal. – Czy chcesz, żebym była w tym pokoju z tobą? A może przyjdzie tu Akira?
Usagi na chwilę zamknęła oczy i walczyła z tchórzliwym odruchem. Chciała powiedzieć tak, proszę, pozostań ze mną… pomóż mi. Ale prawie natychmiast zdusiła w sobie tę myśl. Miała przecież dwadzieścia parę lat. Yoko i Akira byli wspaniali, wspomagali ją często i byli źródłem jej siły, lecz w tej szczególnej sytuacji nie mogli jej osłaniać. Co więcej, nie chciała ich o to prosić. Powinna tego dokonać sama i sama odkryć swą przeszłość. Diamond był częścią tej przeszłości i ona musi podejść do niego i do całej sprawy uczciwie, rzetelnie i o własnych siłach.
– Nie, dziękuję – zdołała powiedzieć tonem zdecydowanym, chociaż głosem nieco drżącym- – Ale Yoko…
– Będziemy w przyległym pokoju, kochanie…- Yoko intuicyjnie wyczuła co blondynka chciała powiedzieć, – gdy tylko zawołasz, natychmiast przybiegniemy.– Wstała i uśmiechnęła się do bladej jak papier przyjaciółki.- Wszystko ułoży się dobrze, kochanie, jestem tego pewna. – Pochylając się, delikatnie ucałowała szary policzek Usagi. – Przyślę go tu- dorzuciła.
Gdy Usagi została sama, przez chwilę leżała bez ruchu, pieszcząc w myślach to krótkie „kochanie”, wypowiedziane niezrównanie ciepłym tonem. Za chwilę Diamond może jej powiedzieć, że naprawdę ma na imię Kazumi albo Masami… Odtrąciła jednak tę myśl. Przywykła już do imienia Usagi. Każde inne będzie dźwięczało w jej uszach rozpaczliwie obco. W tej chwili uświadomiła sobie, że Diamond także nazywał ją tym imieniem, jakby było naprawdę jej własnym. Czyżby więc kolejny zbieg okoliczności? Podobnie, jak było z firmą? Uprzednio mogłaby przysiąc, że postąpiła tak, jak doradzał jej adiunkt, kierujący grupą na kursie sztuki pisania. Uczęszczała tam od września ubiegłego roku. Ów doradca mówił, żeby rozważyła starannie wszystkie za i przeciw, zastanawiając się, do którego wydawcy wysłać powieść. Brała zatem pod uwagę, jakiego rodzaju książki publikowali. Porównywała ich styl i charakter z tym, co sama napisała. Starając się przypomnieć sobie wszystkie fakty, musiała jednak przyznać, że wybierając w sposób niewytłumaczalny i intuicyjny firmę Shimura, decyzję swoją podjęła raczej z podszeptu serca, a nie głowy. Nazwa ta musiała obudzić w niej jakieś dalekie, niejasne i nieokreślone echo. Yoko miała rację, że pamięć nie opuściła jej całkowicie, lecz była tylko uśpiona. Jej własne nazwisko, po mężu, brzmiało chyba kiedyś Shimura, co tłumaczyło fakt, że Diamond z taką ironią zwracał się do niej per Tsukino.
Diamond. Serce Usagi drgnęło w popłochu na myśl o tym człowieku. On będzie tutaj, w tym pokoju, już za chwilę. Słyszała ciche, niemożliwe do rozszyfrowania głosy dochodzące z jadalni. Yoko wciąż tłumaczyła coś białowłosemu, ale zapewne nie potrwa to długo. Pod wpływem tej myśli nasunęła się jej typowo kobieca refleksja. Musi wyglądać jak najlepiej, gdy się tu pojawi. Tymczasem zdawała sobie sprawę, że po odzyskaniu przytomności i emocjonalnym napięciu wygląda zapewne jak ruina kobiety. Opuściła więc gwałtownie nogi na podłogę, porwała z krzesła swą torebkę i zaczęła w niej desperacko szukać lusterka. Gdy je odnalazła, odetchnęła z ulgą. W chwilę potem jednak przeżyła szok, zobaczywszy swe odbicie. Jej włosy wyglądały jak wronie gniazdo, blond strąki zwisały w nieładzie po obu stronach twarzy, policzki były blade, a łzy, których nawet nie była świadoma, zmyły cały tusz, tworząc wokół oczu plamy, które byłyby właściwe dla niedźwiadka pandy.
Co za paskudztwo! – pomyślała, pospiesznie wyciągając grzebień, papierowe chusteczki i kosmetyki, niezbędne do poprawek. Skupiając się nad tą czynnością nie zauważyła, jak bezszelestnie otworzyły się drzwi. Podskoczyła niczym spłoszona kotka dopiero wtedy, gdy usłyszała cichy głos wymawiający jej imię. Obróciła się gwałtownie, rozrzucając kosmetyki na wszystkie strony. Diamond stał po drugiej stronie pokoju, opierając się o ścianę, ze skrzyżowanymi na piersiach rękami. Miał ponury wyraz twarzy.
– Halo… – bąknęła blondynka.
Jak długo tam stał, obserwując ją bez słowa? Musiał dostrzec jej troskę o wygląd, a jeśli tak było, to jak wytłumaczył sobie jej zachowanie? Czy widział w tym zwykłą kobiecą próżność, czy też może sądzi, że chce wyglądać w oczach męża najpiękniej jak można?
– Cześć… – odpowiedział na jej zdawkowe pozdrowienie.
Milczała skrępowana, a on wyraźnie czekał na pierwsze słowa z jej strony, mierząc badawczym, oceniającym spojrzeniem, co tak bardzo niepokoiło ją już wcześniej.
– Jak się teraz czujesz? – zapytał wreszcie, gdy przeciągająca się cisza doprowadzała ją do szaleństwa. Jego głosu nie można było uznać za przyjazny. Przeciwnie, robił wrażenie zimnego i spiętego.
– Och, znacznie lepiej – odparła z zażenowaniem. Nie mogła jednak wymówić słowa więcej. Nadmiernie słodka sherry sprawiła, że męczyło ją niemiłe pragnienie. Żałowała teraz, że piła ten trunek i zastanawiała się, jak mężczyźnie smakowała whisky Akiry. Był jej mężem, a ona nawet nie wiedziała, czego lubił się napić. Ta myśl była tak przygnębiająca, że musiała coś odpowiedzieć.
– Uwierz mi, ale ja nie mdleję z byle powodu.
– Tylko wtedy, jak rozumiem, kiedy zagubiony mąż pojawia się, bez zapowiedzi, na progu twego domu – powiedział miękkim głosem.
– I gdy nie mogę sobie przypomnieć, kim ten mąż jest – nieco opryskliwie i szorstko dopowiedziała, z nadzieją, że w ten sposób ukryje przed nim stan swego ducha.
– Ach tak… – odsunął się od ściany – Akira- san mówił mi o tym. – Słowa mężczyzny brzmiały tak, jakby nie wierzył ani trochę temu, co przyjaciel Usagi starał się mu wyjaśnić. Kobietę ogarnął znów lęk. Czy Diamond naprawdę przypuszczał, że wszystko sobie wymyśliła?
– Co… co on ci powiedział? – zadała pytanie schrypniętym szeptem.
Diamond tymczasem przysunął się ku niej bezszelestnie, jak tygrys skradający się do swej ofiary. Wywołało to u niej ostry skurcz żołądka.
– Po prostu podał kilka faktów – odparł.
Ku pełnemu osłupieniu Usagi, mężczyzna przykląkł przy niej i dopiero po kilku sekundach zamętu w głowie zrozumiała, że on chciał tylko pozbierać z podłogi jej kosmetyki.
– Dziękuję ci, to już wszystko – powiedziała nerwowo, chcąc aby wstał wreszcie z klęczek. W gardle zaschło jej do tego stopnia, że musiała odkaszlnąć. Diamond bez słowa, jednym sprawnym ruchem wyprostował się, zniknął na chwilę w kuchni i wrócił ze szklanką wody, którą podał jej w milczeniu. Usagi podziękowała tylko skinieniem głowy.
– Może chciałabyś przedstawić mi swoją wersję wydarzeń – spokojnie powiedział, sadowiąc się w fotelu naprzeciw niej. Niedbale założył nogę na nogę, chcąc zapewne podkreślić, że jest w pełni zrelaksowany. Zaprzeczało temu jednak pełne napięcia spojrzenie w kolorze fioletu i nerwowe bębnienie długich palców o poręcz fotela.
– Moją wersję? – z wahaniem zapytała Usagi.
Na ułamek sekundy w jego oczach pojawił się błysk zniecierpliwienia, ale natychmiast stłumił go, przywdziewając wystudiowaną maskę uprzejmości. Jakby był kimś, kogo spotkała na przyjęciu i kto prosił, żeby opowiedziała mu coś o sobie.
– Powiedz mi po prostu, co się wydarzyło.
Chociaż nie było groźnych nutek w jego głosie, ani śladu agresji na jego twarzy, to jednak dziewczyna czuła się jak podsądna na ławie oskarżonych, przesłuchiwana przez szczególnie wrogo nastawionego prokuratora. Jeśli był jej mężem, a ją odnaleziono błąkającą się bez świadomości po wielkim mieście, na dodatek bez obrączki ślubnej na palcu, to jasne było, że w pewnej chwili musiała go porzucić, czy odejść od niego…
– Początek sprawy jest zwykle dobrym miejscem do rozpoczęcia relacji. – Diamond ponaglił ją, a gryząca ironia w tym odezwaniu była aż nadto czytelna.
– No więc, tak naprawdę niewiele jest do opowiedzenia. – Zdawała sobie sprawę, że od tych „zeznań” nie da się umknąć i lepiej mieć je za sobą jak najszybciej.
– Nie pamiętam niczego, co stało się wcześniej, zanim znalazłam się przy kawiarnianym stoliku, tutaj w Tokio. Kiedy później policja prowadziła dochodzenie, jeden ze świadków powiedział, że siedziałam przy tym stoliku przeszło godzinę, ale ja tego nie pamiętam. Wiem tylko, że miałam przed sobą filiżankę zimnej kawy i zjedzoną do połowy bułkę z serem i pomidorem.
Usta jasnowłosej wykrzywiły się boleśnie na myśl, jak ważne były dla niej te detale. Stanowiły bowiem jedyne strzępki informacji, które mogła dorzucić do jakże skromnej garstki zapamiętanych faktów. Popatrzyła na mężczyznę siedzącego naprzeciw niej z nieprzeniknioną twarzą.
– Wyglądało to tak… jakbym przebudziła się ze snu, w którym bardzo długo byłam pogrążona.Słowa te przyszły jej z wielkim trudem. Nawet z jeszcze większym niż wówczas, kiedy wypowiadała je po raz pierwszy, jąkając się i wahając, w szpitalu, na oddziale pourazowym. Przyjmujący ją wówczas lekarz był bardzo sympatyczny. Wyraźnie chciał jej pomóc. Dodawał odwagi, zadawał pomocnicze pytania. Tym razem było zgoła inaczej, nie wiedziała, co Diamond myśli. Jego grobowe milczenie nie pozwalało na jakiekolwiek domysły. W każdym razie nie można było powiedzieć, że zachowuje się przychylnie.– Ale, gdy budzisz się, nawet po najgłębszym śnie – kontynuowała- po upływie kilku sekund wiesz, gdzie jesteś, kim jesteś, jaki jest dzień. – Echo rozpaczy i strachu, które odczuwała tamtego okropnego dnia, dało się zauważyć w jej głosie. – Jednak wówczas, dwa lata temu, wszystko było dla mnie pustką, próżnią i nicością.
Jeszcze raź zaryzykowała i popatrzyła na ponurą postać siedzącą naprzeciw. Starała się ocenić, jak odbierał ten fragment jej wspomnień. Ale jego głęboko osadzone oczy były wciąż nieprzeniknione.
– Ja po prostu… wpadłam w panikę. Wybiegłam z kawiarni, znalazłam się na ulicy, rozglądając się wkoło, poszukując czegoś, nawet najmniej ważnego, co dałoby wskazówkę o tym, co się właściwie ze mną stało. Nie wiedziałam nawet, w jakim mieście się znajduję. Ostatecznie zapytałam o to policjanta. – Śmiech dziewczyny był słaby i niepewny. Przeżycia z tamtego dnia uwidoczniły się znowu na jej twarzy. Oczy na tle pobladłych policzków wydawały się ciemnymi plamami.
– Policjant zapewne pomyślał, że jestem zbzikowana. Gdy zapytałam, gdzie jestem i jaki jest dzień, on pierwszy doradził, abym poszła do szpitala.
Nagły, gwałtowny ruch głowy białowłosego sprawił, że przerwała swą relację. Po raz pierwszy zareagował na to, co mówiła. Opuścił ręce na oparcie fotela i wyprostował się.
– I jaki to był dzień? — zapytał ostro.
– Dziesiąty maja, prawie dwa lata temu- odpowiedziała, zastanawiając się, dlaczego ten właśnie szczegół był dla niego tak ważny.
Data ta wryła się w jej pamięć głęboko. Był to przecież dzień, w którym, w jej przekonaniu, zaczęła istnieć. Kolejny ukradkowy rzut oka przekonał ją, że w oczach mężczyzny pojawiło się zamyślenie. Wyglądał, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał.
– Czy ta data ma jakieś szczególne znaczenie? – zapytała niepewnie. On jednak znowu wszystko skrył w sobie.
– Mów dalej – powiedział tonem nie dopuszczającym sprzeciwu.
Przez chwilę pomyślała, czy nie powinna się zbuntować. Ale odrzuciła tę myśl. Diamond nie tolerowałby tego. A poza tym chciała opowiedzieć o wydarzeniach z dziesiątego maja. Nie przewidywała, jak ciężkim przeżyciem będzie dla niej ponowny powrót do tamtych wspomnień, a szczególnie w tej właśnie chwili, tak naładowanej emocjami.
– Ja… ja uciekłam od tego policjanta. Byłam przekonana, że jest to po prostu zły sen, przejściowe zaburzenie, że po jakimś czasie wszystko powróci do poprzedniego stanu i będzie w porządku. Włócząc się potem po ulicach, nie zastanawiałam się, dokąd idę. Modliłam się tylko, żebym natrafiła na coś znajomego… co stanie się kluczem, który otworzy mi moją przeszłość.
W jej oczach pojawiły się łzy. Wewnętrzne napięcie pogarszał jeszcze fakt, że Diamond siedział znowu jak postać wyrzeźbiona w skale, niczym ława przysięgłych i prokurator w jednej osobie.
– Było już około pięciu lub więcej godzin po mojej ucieczce z kawiarni, czyli trochę po siódmej wieczorem. Zaczęło się ściemniać, kiedy zrozumiałam, że sama sobie nie poradzę. Na szczęście parę minut później przypadkowo znalazłam się przed wejściem do szpitala. Nie wiedziałam, w jakim innym miejscu mogłabym szukać pomocy. Weszłam więc do środka, skierowali mnie na oddział powypadkowy. I tam właśnie, po raz pierwszy, mój los obrócił się na lepsze.
Zwróciła pytające spojrzenie na białowłosego i po chwili mówiła dalej:
– Na tym oddziale spotkałam bowiem starszą pielęgniarkę, Yoko, kobietę nadzwyczaj serdeczną, życzliwą, ludzką, z instynktem macierzyńskim, która wzięła mnie pod swe skrzydła, podtrzymując na duchu i przeprowadzając przez nawałnicę pytań i testów. Personel szpitalny, ale też policjanci, opiekunowie społeczni i, rzecz jasna, psycholodzy, wszyscy oni usiłowali ustalić, kim jestem. Próbowali nawet, poprzez hipnozę, cofnąć mnie do czasu, którego nie pamiętałam. Ale i to nie przyniosło rezultatu. Ostatecznie, gdy wszystkie techniki okazały się zawodne, Yoko- chan zaproponowała mi, abym zamieszkała w jej domu, razem z mężem i dwiema córeczkami. Miała to być dla mnie zastępcza rodzina. I tak oto rozpoczęłam tutaj nowe życie — konkludowała, – Po pewnym czasie dostałam pracę w lokalnej bibliotece. Jestem tam młodszym asystentem. Płacą niewiele, ale przynajmniej mogę wnosić jakiś własny wkład do budżetu. A poza tym nie mogę liczyć na większy zarobek, bo nie wiem przecież, czy mam jakiekolwiek kwalifikacje.
Jeszcze raz zwróciła pytające spojrzenie na mężczyznę, ale i tym razem nie doczekała się reakcji z jego strony.
– I… i to jest wszystko, co mam do powiedzenia.
Ostatnie słowa wyrzuciła z siebie drżącym głosem. Głowę miała ciężką, ramiona przygarbione z wyczerpania. Czuła się tak, jakby jakiś drapieżny wampir wyssał z niej krew do ostatniej kropli.
– Nie mam nic do dodania – powtórzyła, a desperacja i lęk nadały jej głosowi piskliwe brzmienie.
Diamond na koniec poruszył się, przeczesał palcami gładkie i lśniące włosy.
– Jedno tylko pytanie! — powiedział nagle. Wstrząsnęło to Usagi, bowiem, ku jej rozpaczy, mogło oznaczać, że w jego przekonaniu zatrzymała dla siebie jakiś sekret.
– Skąd się wzięło „Usagi”?
W pierwszej chwili nie połapała się, o co mu chodzi.
– Mam na myśli twoje imię, którego teraz używasz – wyjaśnił szorstko.
Coś w tym pytaniu, może intonacja jego głosu, podrażniło na nowo jej nerwy. Odczuła ponadto, że jeszcze raz znaleźli się w sytuacji, w której ona występowała jako podsądna, a on jako prokurator.
– Po co zadajesz te wszystkie pytania? – wybuchnęła oburzona, z płonącymi urazą oczami.
– A czy nie sądzisz, że mam do tego prawo?
Chłodny, badawczy wyraz jego oczu, uniesiona w górę, z ironią, jedna brew, rozdrażniły blondynkę jeszcze bardziej i wzmogły wcześniejsze podejrzenia, że nie wierzy ani jednemu jej słowu.
– Nie, nie sądzę, żebyś miał jakiekolwiek prawo, w każdym razie nie będziesz go miał dopóty, dopóki nie przedstawisz dostatecznych dowodów. Utrzymujesz, że jesteś moim mężem, ale skąd, u diabła, mam wiedzieć, że mówisz prawdę? Może po prostu chcesz mnie wykorzystać dla jakichś swoich pokrętnych celów. A jeśli rzeczywiście jesteś tym, za kogo się podajesz, musisz to, do cholery, udowodnić! W każdym razie oświadczam ci kategorycznie, wysoko postawiony i potężny Shimura Diamond- san, że nie odpowiem na żadne następne pytanie, dopóki ty nie udokumentujesz swojej prawdy.

***

Nie wiem czy coś pojawi się  jeszcze przed świętami.

 

Reklamy

4 thoughts on “Miłość o zapachu wiśni. II

  1. Cudowny:) I Diamond i rozdział:)

    Tzn Diamond bardzo szorstki (i chociaż nie wiadomo co się stało to mu się nie dziwię), ale bije od niego ta siła, którą tak kocham;P

    Mam wrażenie, że lubisz bawić się ludzką psychiką, impulsami kierującymi ludzkim zachowaniem, możliwościami ludzkiego umysłu i takim procesami poznawczymi w ogóle:) To jest mega ciekawe:)

    Ciężko będzie wytrzymać mi znowu do następnego rozdziału, ale im jestem starsza to czas szybciej leci, więc może dzięki temu nie zwiędne;P

  2. super rozdział, i historia jest naprawdę ciekawa Di test irytujący ale do niego to pasuje. jestem ciekawa co takiego się stało Usagi że straciła pamięć. pozdrawiam gorąco i życzę weny dużo dużo bo opowiadania naprawdę ciekawe.

  3. super rozdział :0 Di jak zawsze władczy i szorstki ale to jest jego urok 🙂 końcówka rozdziału też super Usa na koniec pokazała że też potrafi być ostra ha ha ha czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s