Miłość o zapachu wiśni.III

Wesołych świąt, smacznego jajka 😀 oraz mokrego dyngusa.

***

W ciszy, która nastąpiła po jej wybuchu, Usagi odniosła wrażenie, że prawie może dostrzec swe własne pełne gniewu słowa wypisane gorejącymi literami w przestrzeni, która ich dzieliła. Diamond patrzył na nią przez dłuższą chwilę przeszywającym wzrokiem. Usta miał zaciśnięte tak, że tworzyły cienką prostą kreskę, a jego palce zwarły się w pięści. Wreszcie podjął decyzję, sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wydobył portfel.
– Nie noszę ze sobą zazwyczaj odpowiedniej dokumentacji — kpiąco cedził słowa. — Ostatecznie nie żąda się ode mnie każdego dnia, abym udowadniał coś takiego. Ale z uwagi na łączącą nas przeszłość, może dostrzeżesz potwierdzenie faktów w tym oto… – Mówiąc te słowa wyciągnął z portfela fotografię. Nie podał jej Usagi, lecz trzymał zdjęcie przed nią. Poczuła się niczym mysz, która zobaczyła kawałek apetycznego sera umieszczony kusząco w potężnym potrzasku.
Gdybym wzięła do ręki tę fotografię, nie byłoby już odwrotu, pomyślała. Jeśli znajdowała się tam jej podobizna, a zapewne tak było, to nie można będzie zaprzeczyć, iż istniał jakiś związek między nią a białowłosym, o którym nic nie wiedziała. Dotychczas była pewna, że gdy dowie się czegoś o sobie i swej przeszłości, będzie to wspaniałe wyzwalające uczucie i przepiękne, szczęśliwe wydarzenie. W tej chwili była właśnie na progu odkrycia prawdy, a jednak wszystko, co odczuwała, to tylko paraliżujący strach, jakby wielka otchłań rozwierała się u jej stóp, a ona desperacko trzymała się wąskiej ścieżynki, biegnącej jej krawędzią, która była jej obecnym życiem.
— Usagi- chan… — tym razem powiedział łagodnym tonem.
Ona popatrzyła jeszcze raz w fioletową głębię jego oczu, które miały dla niej hipnotyczną moc. Wyciągnęła więc rękę, niby w transie, a on lekko rozluźnił uchwyt palców i zdjęcie opadło na jej otwartą dłoń.

Fotografia przedstawiała mężczyznę i kobietę. Usagi spojrzała najpierw na jego twarz. Nie mogło być wątpliwości, że był to Diamond. A jednak nie ten, który siedział naprzeciw niej. Był oczywiście młodszy. Lecz czy dwa lub trzy lata mogły doprowadzić do aż tak wielkich zmian? I nagle straszna myśl przyszła jej do głowy. O Boże, czyżby utrata żony spowodowała w nim aż taką przemianę? Czy jej zniknięcie było przyczyną tych zmarszczek wokół oczu i ust, wyrazu napięcia na twarzy i zaciśniętych warg?
Mężczyzna na fotografii uśmiechał się szeroko i szczerze, od tego zaś emanowała ponurość bez
końca. Czy dwa lata wystarczyły… Co było tego przyczyną: samotność, rozpacz? Z człowieka zrelaksowanego, szczęśliwego przeistoczył się w osobnika oziębłego i pełnego goryczy? Nie była w stanie dalej roztrząsać tych zmian, bo istniała możliwość, że sama była za nie odpowiedzialna.
Zmusiła się więc do dokładniejszego przyjrzenia się kobiecie na fotografii. I od razu zaparło jej dech. Nie mogła już mieć wątpliwości, że Diamond mówił prawdę. Podobnie jak w jego przypadku, istniały delikatne, ale mimo to wyraźne różnice między fotografią a twarzą, którą oglądała codziennie rano w lustrze. Niewątpliwie tamta kipiała radością życia. Obecna Usagi czuła dotkliwe ukłucie w sercu, gdyż zdała sobie sprawę, że w ciągu minionych dwóch lat nigdy niczym tak się nie cieszyła. Przeżywała wprawdzie chwile małej radości, może jakiś stopień zadowolenia, ale nigdy takiego bezbrzeżnego zachwytu życiem. Wśród zmian zewnętrznych, między dwoma obrazami tej samej kobiety, najbardziej chyba zwracały uwagę jej włosy. Na fotografii blond pukle były pięknie ułożone, tworząc doskonałe obramowanie dla twarzy w kształcie serca. Teraz niesforne proste włosy opadały na ramiona. Jej ubranie też bardzo się różniło. Tamto było w dobrym stylu i miało doskonały krój. Świadczyło o tym, że pani Usagi Shimura miała pod dostatkiem pieniędzy. Ale największa różnica dostrzegalna była w wyrazie oczu. Na zdjęciu zwracały uwagę jasnością i blaskiem. Ich lawendowy błękit był całkowicie pozbawiony niepokoju, który obecnie je przyciemniał, nawet podczas najlepszych dni. Para na zdjęciu stała bardzo blisko siebie. Mężczyzna obejmował dziewczynę w talii. Usagi wiedziała, że myśląc o kobiecie na zdjęciu jako o „dziewczynie”, nie chciała stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością. Nadal nie mogła się przekonać do tego, że to jej własna fotografia. Ogromna bliskość ich ciał, jej głowa spoczywająca na jego ramieniu, władcze objęcie przez mężczyznę i swobodna, pełna naturalności jej reakcja, gdy jedną ręką pieściła jego policzek. Wszystko to mówiło o bliskiej intymności, która pojawia się tylko wtedy, gdy dwoje ludzi zna się doskonale i oboje pewni są wzajemnej miłości.
– Usagi- chan? – szepnął Diamond niebezpiecznie miękkim głosem. Czekał na jej reakcję, ona jednak nie wiedziała, co mu powiedzieć. Gorzkie łzy zalśniły w jej oczach. Bezwiednie zacisnęła palce na zdjęciu, starając się opanować wzruszenie. Ta fotografia przedstawiała jej przeszłość i jej radosne przeżycia. Wszystko to wyczytać można było z wyrazu twarzy dziewczyny… jej twarzy. A jednak nadal nie była w stanie przypomnieć sobie tamtych chwil, mimo że uparcie poszukiwała czegoś głęboko ukrytego w pamięci… Nic się jednak nie pojawiało. Niczym nie wypełniona pustka w jej wnętrzu rodziła taki ból, że nie mogła już dłużej powstrzymać palących łez i ze zdławionym okrzykiem rozpłakała się.
– Usagi! – Diamond powtórzył jej imię, ale w całkiem odmiennej tonacji. Podniósł się ze swego miejsca i usiadł na kanapie obok niej. Ciepła ręka wyjęła fotografię z jej zaciśniętych palców i nagle znalazła się w jego ramionach, przytulona do szerokiego torsu. Jak małe dziecko wiedzione instynktem, szukające pocieszenia u matki. Przytuliła głowę do jego ramienia i gorzko zapłakała.
Diamond trzymał ją w ramionach bez słowa, nie wykonując żadnego ruchu. Zdawał sobie sprawę, że nie była w stanie niczego więcej znieść, że potrzebowała tylko spokoju i ciszy. Jego ramiona tworzyły wokół niej ciepłą osłonę, dającą poczucie bezpieczeństwa. Po chwili smutek i żałość zaczęły się zmniejszać, a płacz uspokajać. Dopiero wtedy odezwał się.
– Lepiej się czujesz?
Ona wciąż nie mogła wypowiedzieć choćby jednego słowa. Skinęła tylko potakująco głową. Zachodziła w niej wyraźna zmiana. Była wdzięczna białowłosemu, że przytulił ją do swej piersi, bowiem w ten sposób nie mógł widzieć, że w następstwie zbliżenia jej policzki nabierały koloru. Mogła wyczuć dokładnie siłę jego ramion, słyszała miarowe mocne bicie serca, zapach ciała, który był prowokującą, zwodniczą mieszaniną wody kolońskiej i jego własnej woni. Dotknęła jedną dłonią koszuli mężczyzny, tuż pod delikatnym materiałem marynarki i nagle ku jej pełnemu zaskoczeniu poczuła, że jej palce zachowują się wedle własnej woli. Samoczynnie bowiem zaczęły przesuwać się w górę, do jego szyi. Tam pod krawatem wśliznęły się pomiędzy dwa guziki od koszuli, aby wyczuć bezpośrednie ciepło mężczyzny. Usagi od razu uchwyciła zmianę w jego oddechu, dostrzegła przyspieszony, podobnie jak u niej, rytm serca.
– Usagi- chan! – Diamond wypowiedział jej imię, łapiąc gwałtownie oddech. Ona wyczuła w tym protest, zaskoczenie, odmowę, ale także pełnię zadowolenia. Wszystko przemieszane ze sobą. – Na Boga… Usagi!
I nagle oba znane jej wcielenia tego człowieka zniknęły. Podział się gdzieś układny, cywilizowany biznesmen, ale także chłodny, kontrolujący samego siebie Diamond Shimura. Przepadli, jakby pochłonął ich pożar, niszczący spieczony słońcem busz. Na ich miejsce pojawił się jeszcze raz pełen pasji i emocji człowiek, którego zobaczyła przed domem. Z tym jednak, że teraz zawładnął nim całkowicie nie gniew, lecz namiętność. Spalało go pożądanie. Jego silne palce ujęły podbródek blondynki i uniosły jej głowę w górę. Wiedziała, że obydwoje czują to samo. Pocałunek białowłosego był prawie nieporadny w swym niepohamowaniu i gwałtowności. Lecz tego właśnie pragnęła. Bezlitosnego nacisku jego warg na jej własne. Każda bardziej delikatna pieszczota tylko by ją rozczarowała. Gwałtownemu pocałunkowi towarzyszyła równie niepohamowana penetracja jej ciała. Diamond zachłannie gładził jej włosy, policzki, plecy, piersi, uda i… znowu od początku. Zachowywał się jak człowiek, który głodował przez wiele miesięcy, a
potem został zaproszony na ucztę. I zupełnie nie wiedział na czym się skoncentrować. Przez cały czas całował ją z pasją i wyraźnie domagał się jeszcze większego odzewu. Usagi z trudem łapała oddech. Całe jej ciało drżało. Ogień w żyłach przerodził się w istne piekło. Pieszczoty stawały się bardziej intymne, a pocałunki coraz głębsze i gwałtowniejsze. Czuła, podobnie jak on, że w tym zmysłowym zapamiętaniu traci kontrolę nad sobą. Jej ciało reagowało spontanicznie. Pod zaborczym dotykiem jego gorących rąk piersi stawały się coraz bardziej nabrzmiałe, twardsze. Dziki głód fizycznego pożądania graniczył już z bólem.
– No widzisz – wyszeptał zdławionym głosem. – Jednak pamiętasz mnie. Znasz mnie, twoje ciało zna mnie i pamięta!
„A jednak pamiętasz!” Gdyby wbił jej zimne ostrze noża w samo serce, nie wytrąciłby jej tak nagle ze zmysłowego zapamiętania, jak tymi słowami. Z okrzykiem zaskoczenia i rozpaczy oderwała usta od jego warg i odepchnęła go tak gwałtownie, że niemal upadł na oparcie kanapy.
– Nie pamiętam! – Był to jęk bólu, który odzwierciedlał zarówno stan jej ciała, jak i umysłu. – Nie pamiętam, nie pamiętam — powtarzała tę litanię rozpaczy, zakrywając twarz rękoma, aby nie widzieć gniewu, który, jak była pewna, opanował całego mężczyznę. – Nie znam cię… Nie mogę tego zrobić! Nie znam cię!
Spoza zasłony swych dygocących palców dosłyszała, że chrapliwy oddech mężczyzny stopniowo uspokaja się, oznaczało to, że z trudem odzyskiwał kontrolę nad emocjami. Jego głos był szorstki
i znowu odpychający:
– W porządku! Nie dotknę cię więcej, aż będziesz do tego przygotowana.
Instynkt samozachowawczy krzyczał w jej duszy wielkim głosem, że to, co się przed chwilą działo, graniczyło z szaleństwem. Mogło sprowadzić na nią niebezpieczeństwa, z którymi nie dałaby sobie rady. Tym bardziej że znajomość własnej natury, trwalsza niż jej pamięć, mówiła, iż ani teraz, ani zapewne w przeszłości, nie była kobietą, która szła do łóżka z nieznanym mężczyzną. Diamond był jednak obcym, ale jednocześnie bliskim. Był kiedyś… i był nadal… jej mężem i na pewno przez jakiś czas łączył ich uczuciowy, miłosny związek. Dowód tego widziała przecież na fotografii. Wedle wszelkich reguł natury, żona powinna odczuwać żarliwe pożądanie wobec męża. Ale z powodu jej amnezji, Diamond był dla niej tylko obcym mężczyzną. Jak każdy człowiek, który na przykład wszedł po raz pierwszy do biblioteki, gdzie pracowała. I to właśnie ją przerażało. Wzdrygnęła się teraz na myśl o jego pieszczotach. A jednak, gdy jego chrapliwy głos brzmiał nadal w jej uszach, zapowiadając, że będzie się trzymał od niej z dala, zrozumiała nagle, że tego bynajmniej nie chciała. Bez jego ciepła tuż obok, jej ciało ogarniał chłód i poczucie osamotnienia. Pragnęła całym sercem, żeby zbliżył się do niej ponownie, ale jednocześnie ta myśl ją przerażała. Nie miała pojęcia, jak poradzić sobie ze zmianami, w wyniku których jej obecny świat przewracał się do góry nogami.
– Boję się – wyszeptała, wciąż zasłaniając twarz dłońmi.
– A jak myślisz, u diabła, co ja czuję? – zapytał bez cienia czułości.
Domyśliła się, że wstaje z miejsca. Po jakimś czasie, gdy powoli i ostrożnie opuściła ręce, zobaczyła, że stoi po drugiej stronie pokoju, obrócony plecami do niej i patrzy przez okno, w kierunku ogrodu pogrążonego w ciemnościach.
– Rozumiem, że sytuacja nie jest dla ciebie łatwa – powiedział przyciszonym głosem, wciąż odwrócony tyłem – ale ja również nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy.
– Widzę to – powiedziała. Znacznie łatwiej mogła z nim rozmawiać, gdy nie czuła na sobie badawczego spojrzenia fiołkowych oczu. Gdy nie musiała patrzeć na jego usta, przypominające gorące pocałunki, ani na jego ręce, które tak wspaniale pieściły… Z pewnym trudem oddalała myśli od dopiero co przeżytych chwil.
Diamond westchnął ciężko raz jeszcze i palcami przeczesał włosy. A potem gwałtownym ruchem ściągnął krawat z szyi i rzucił go na oparcie fotela. To samo uczynił z marynarką, nie wykazując żadnego poszanowania dla jej doskonałego materiału i kroju. Nerwowe ruchy świadczyły o tym, że pragnął zrzucić z siebie wszystko, co go krępowało. Przez jedną szaloną chwilę próbowała zgadnąć, czy będzie się nadal obnażał? Lecz fala krwi, którą poczuła na twarzy, stłumiła w niej tę myśl.
– O Boże, napiłbym się czegoś – wymamrotał cicho, co jednak dosłyszała.
– Boję się, że jest tu tylko paskudna, słodka sherry. A może chciałbyś, żebym poszła do Akiry i zapytała, czy zostało jeszcze trochę szkockiej? – Jej głos nagle zamarł, bowiem uzmysłowiła sobie, że już wcześniej zastanawiała się, czy on w ogóle pija whisky.
– Kawa mi wystarczy – odparł, odwracając się nagle od okna. – Nie, sam ją przygotuję – dorzucił, widząc, że Usagi zamierza podnieść się z kanapy. – Nie chcę, żebyś mi znowu zemdlała.
– Czuję się teraz zupełnie dobrze – zaprotestowała, ale zignorował to i skierował się do kuchni.
– Czy ty także się napijesz? — zapytał po chwili, napełniając czajnik wodą. Twarz miał bez wyrazu, ale gburowaty ton głosu świadczył o jego nastroju.
– Tak, poproszę… z mlekiem, bez cukru – odparła automatycznie i od razu skonsternowana zagryzła wargę, bowiem krótki zagniewany rzut oka mężczyzny w jej kierunku sprawił, że zrozumiała własny błąd. On oczywiście wiedział, jaką kawę pije, chyba że załamanie sprzed dwu lat całkowicie zmieniło jej upodobania, tak jak wymazało pamięć.

– Wybacz mi – wykrztusiła.
Diamond czekał, aż zagotuje się woda w czajniku. Tymczasem Usagi powoli uniosła się z kanapy i podeszła do progu dzielącego kuchnię od salonu. Wciąż nie mogła przypomnieć sobie tego człowieka. A jednak działał na nią jak potężny magnes na mały skrawek metalu. W sposób nieodparty przyciągał ją ku sobie. Nie mogła oderwać od niego urzeczonych oczu. Od konturu kwadratowych ramion, muskularnych pleców, zwężających się w talii, wąskich ud i długich nóg, przyodzianych w doskonale skrojone spodnie. Palce jej rąk miały wielką ochotę przebiegać po tym ciele, wyczuwać jego mięśnie pod ciepłą skórą, cieszyć się jej satynową gładkością. Zarumieniła się, mimo że Diamond nie patrzył w jej stronę i nie wiedział o czym myśli. Chciała coś powiedzieć, żeby odciągnąć wyobraźnię od intymnych obrazów i szokujących wydarzeń sprzed kilku minut.
– Czy lubisz whisky? – zapytała odruchowo. Diamond odwrócił się do niej zaskoczony.
– Co proszę…? – zaczął tonem nieco opryskliwym, ale opanował się i znowu stał się obojętny.
Przez kilka sekund koncentrował się z uporem na przygotowywaniu kawy, wreszcie nalał ją do dwóch kubków i zaniósł do saloniku. Oboje znowu usiedli naprzeciw siebie.
– Myślę, że nadszedł czas, abyś ty z kolei zadała kilka pytań – powiedział cedząc słowa. – I na pierwsze z nich od razu odpowiadam… Tak, pijam whisky, najchętniej irlandzką…
Spojrzał na nią z uwagą, co wzbudziło uczucie niepokoju. Czego oczekiwał? Jakiejś reakcji z jej strony, która upewni go, że rzeczywiście niczego nie pamięta? Czy on wciąż nie wierzy, że jej amnezja jest prawdziwa i autentyczna?
– Podejrzewasz, że cię okłamuję? – warknęła nerwowo, a w niebieskich oczach zapaliły się buntownicze błyski.
– Dlaczego miałbym tak sądzić? – odpowiedział łagodnie, ale w jej odczuciu całkiem nieprzekonująco. Patrząc na nią uparcie, wziął do ręki kubek kawy. – Mam wrażenie, że niejedno chciałabyś wiedzieć.
Oczywiście tak było. Chciała… musiała wiele sobie wyjaśnić, ale problem polegał na tym, że nie wiedziała od czego zacząć. Teraz jej przydałby się mocny drink.
– Jak mam naprawdę na imię? – sięgnęła po pierwszą z brzegu niewiadomą.
Usta białowłosego wykrzywiły się w połowicznym uśmiechu.
– Czy uwierzysz, jeśli ci powiem, że… Harukichi? Ale nigdy tego imienia nie lubiłaś. Wiele osób nazywało cię wobec tego Haru.
Po tych słowach nagle spoważniał, a Usagi znieruchomiała, spodziewając się, że to, co on teraz powie, będzie miało szczególne znaczenie.
– Czy mogę wiedzieć, dlaczego nazwałaś siebie Usagi?
– Ach, o to ci chodzi? – Głos jej załamał się, gdy znów wspomnienia opanowały jej umysł.
– Ja także nazywałem cię Usagi – powiedział cicho. – Dlatego wiedziałem od razu, kto napisał tę powieść.
Z trzaskiem postawiła na stoliku kubek z kawą. Myślała intensywnie, czy, jak sądziła, wzięła swe nowe imię z powietrza, czy też wyłuskała je z głębokich pokładów podświadomości, jak sugerowała Yoko? Podobnie było przecież z Wydawnictwem Shimura. Czy prawdą było zatem, że całkowicie utraciła pamięć? Myślała dotychczas, że jej poprzedni świat został kompletnie pogrzebany i ukryty za murem z litej skały. Tymczasem teraz okazywało się, że owa przegroda nie była nieprzenikniona, lecz tylko zbudowana z cegły, pokrytej tynkiem. Ten tynk można było zeskrobać, a cegły jedna po drugiej usunąć… I być może, w tej ścianie pojawiła się już pierwsza czy druga szczelina.
– Jakie będzie następne pytanie? – ponaglał ją Diamond.
Usagi dostrzegła, że w miejsce sprzyjającego jej, pocieszającego człowieka pojawił się ponownie zimny, nie przejmujący się niczym osobnik, który, jak się jej już wcześniej wydawało, był wyrzeźbiony z jednej bryły kamienia. Zimno od niego płynące otaczało ją i obejmowało jej serce.
– Ile mam lat? – zapytała po chwili.
Diamond prychnął śmiechem, wykrzywił usta, a w oczach pojawił się autentyczny wyraz rozbawienia. W ten sposób cała jego twarz przemieniła się nie do poznania, pomyślała zaskoczona.
– Masz tyle lat, ile każda kobieta – mruknął – powiedzmy dwadzieścia jeden albo dwadzieścia dwa…
– Ile naprawdę? – przerwała mu ostrym tonem.
– Dwadzieścia pięć – dorzucił szybko.
Tak więc jej własne przypuszczenie, że ma w tej chwili około dwudziestu pięciu lat, okazywało się bardzo bliskie prawdy. Poczuła się więc dziwnie uradowana. Bo oto przez te minione dwa lata udawało się jej przynajmniej poprawnie określić swój własny wiek.
– A kiedy dokładnie skończę dwadzieścia pięć lat?
– Za sześć tygodni, a ściśle dziesiątego maja.
Usagi była zaskoczona tym nowym odkryciem. Przecież dziesiąty maja był także dniem, kiedy znalazła się przy kawiarnianym stoliku, bez najmniejszego pojęcia, jak tam trafiła. Był dniem, kiedy zaczął się jej koszmar. Wydarzyło się to, jak widać, dokładnie w dwudziestą trzecią rocznicę jej urodzin. Powróciła natychmiast do pytania, co mogło być przyczyną jej amnezji? Z całą pewnością „uraz”, o którym mówili lekarze, nie mógł być spowodowany takim drobiazgiem jak na przykład to, że mąż zapomniał o jej urodzinach. Musiała mieć przecież więcej hartu ducha… Chyba, że była to ostatnia kropla goryczy?
– Miałam zatem dwadzieścia lat, gdy się poznaliśmy… – powiedziała po prostu, żeby wypełnić ciszę, która teraz zapadła. – A ty ile masz lat?
– Dziewiątego października kończę trzydzieści pięć. Jakie będzie następne pytanie?
Usagi pomyślała, że on jeszcze raz wciela się w prokuratora. A może przeciwnie, reprezentował obronę? Kłopot polegał na tym, że nie wiedziała, po czyjej stronie się znajduje. Tak niedawno, gdy trzymał ją w swych objęciach, wydawał się cudownie delikatny i wyrozumiały. Ale przez większość czasu, gdy mówił do niej, słyszała w jego głosie agresję i napastliwość. Nie mogła pojąć, skąd się brała ta wroga postawa. A może dlatego, że go porzuciła, najwidoczniej bez uprzedzenia. A potem nie próbowała nawiązać z nim kontaktu przez blisko dwa lata.
– Jakie jest następne pytanie? – nieustępliwie powtórzył.
Miała znowu w głowie kompletną pustkę. Teraz nie był prokuratorem, a raczej sędzią i ławą przysięgłych w jednej osobie. Nie miała nawet pojęcia, jakiego oczekiwała wyroku. Dotąd nie wiedziała, jakie było ich małżeństwo. Czy było dobre, czy złe? Nie mogła więc wewnętrznie rozstrzygnąć, czy wolałaby, żeby ich związek trwał nadal, czy też, żeby rozpadł się ostatecznie.
– Nie chciałabyś dowiedzieć się jeszcze czegoś?
– Oczywiście. Pragnę wiedzieć jak najwięcej. – Jego cyniczny sceptycyzm wywołał w niej wybuch gniewu. – Przecież, u diabła, wciąż wiem tak mało.
Niespodziewanie jej dotychczas pusta głowa napełniła się setkami pytań.
– Co możesz powiedzieć o moich rodzicach?
– Oboje nie żyją. Nigdy się z nimi nie spotkałem – dodał, wyczytując z jej twarzy, że to suche stwierdzenie bardzo ją poruszyło.
– Twój ojciec umarł na rok przed naszym poznaniem, a matka cztery miesiące po nim. Nigdy ich nie poznałem.
– A co z moim rodzeństwem? – Było to pełne smutku i desperacji pytanie. Czy Diamond był jedyną bliską jej osobą? W jaki sposób mogła się dowiedzieć prawdy o swoim małżeństwie, jeżeli tylko jego mogła o to zapytać?
– Byłaś jedynaczką!… Nie, ze mną jest inaczej – dorzucił, przewidując trafnie następne pytanie. – Mój brat, Sapphire, jest o pięć lat młodszy. Jako jedyny w rodzinie ma duszę artystyczną i zajmuje się właśnie tą stroną działalności naszej firmy. Mnie pozostawia czysty biznes. Dodam, że moi rodzice żyją. Właśnie zrealizowali swoje największe marzenie, to znaczy przenieśli się na południe Japonii, gdzie cieszą się zasłużoną emeryturą. Wcześniej tatę trzeba było długo przekonywać, żeby przekazał kierowanie swoją ukochaną, drogocenną firmą w ręce synów. Ale teraz, gdy podjął już to ryzyko, cieszy, się każdą minutą swego życia. Moich rodziców spotkałaś tylko raz, w czasie naszego ślubu. Przez lata nie mogłem przekonać mojego staruszka, że stać mnie na znacznie więcej, niż zajmowanie się jedynie naszą filią w Tokio.
– Filią w Tokio?… Byłeś…?
– Tak, stałem na czele oddziału Wydawnictwa w stolicy – powiedział.
– Więc jak… w jakich okolicznościach spotkaliśmy się?
W odpowiedzi wybuchnął chrapliwym, szorstkim śmiechem, zakłócającym ciszę wieczoru.
– Daj spokój, Usagi… wiemy przecież, że nie musisz o to pytać. Wszystko opisałaś w swojej książce. Pamiętasz chyba?
– W mojej książce? – Zapomniała, jaki był główny powód jego pojawienia się w tym domu. Teraz jednak przypomniała sobie wściekłe słowa, jakie usłyszała na początku obecnego spotkania: „wszystko to znajduje się w cholernym maszynopisie…”
– Tak było, jak napisałam? Winda…
– Tak, tak, winda się zepsuła i nagle stanęła pomiędzy piętrami, a ty upadłaś do tyłu, wprost w moje ramiona – potwierdził głosem pełnym ponurej ironii. – Było więc dokładnie tak, jak opisałaś
w swojej książce. Czy rozumiesz wreszcie, dlaczego się tu zjawiłem?
Tak, rozumiała. Nic dziwnego, ze myślał, iż powieść miała być dla niego pewnego rodzaju przynętą.
– O Boże – jęknęła i jeszcze raz zasłoniła twarz rękoma. Z trudem znosiła to wszystko. Była przekonana, że jej książka jest czystym tworem wyobraźni, tymczasem wiele faktów przedostało
się do powieści przez szczeliny w ścianie blokującej jej pamięć, które okazały się znacznie większe, niż to sobie wyobrażała.
– Czy w książce jest jeszcze więcej prawdziwych faktów z przeszłości? – Nie chciała stawiać tego pytania, ale wiedziała, że musi uzyskać na nie odpowiedź. Upadek w windzie rozpoczynał akcję
książki, a teraz dowiadywała się, że dokładnie to samo wydarzyło się w jej życiu. Słabo się jej robiło na myśl, że w fikcyjnym świecie wymyślonym przez nią, ten upadek był początkiem namiętnego, gorącego romansu, który swą intensywnością wypalił doszczętnie jej bohaterów.
– Pytasz, czy jest tam więcej faktów z naszego życia? Niemało! – powiedział to z ironią. – Niezależnie od windy, piszesz także o wycieczkach łodzią… o Rainbow Bridge, o spędzonych świętach…
Nagły jęk wydobył się z ust Usagi. Pamiętała każdy detal, który wspomniał. Wtedy, na sylwestra, jej bohaterowie po raz pierwszy się kochali. Emocjonalna, noworoczna atmosfera spotęgowana została tym, że wcześniej bohater powieści był poza domem przez prawie miesiąc. Ich radosne ponowne spotkanie w sposób nieunikniony doprowadziło do ostatecznego spełnienia się ich uczuciowego związku.
– Poleciałem do Osaki na czas Bożego Narodzenia, niedługo po naszym poznaniu. – sprawiał wrażenie, jakby czytał w jej myślach.
– Och, Diamond! – Była zbyt oszołomiona, żeby zdać sobie sprawę z tego, że po raz pierwszy wypowiedziała bez wahania jego imię. – Czy były… – z trudem zdobyła się na to pytanie. – Czy były jeszcze inne podobieństwa sytuacyjne?
Wstrzymała na chwilę oddech i dopiero, kiedy zaprzeczył ruchem głowy, odprężyła się z wielką ulgą.
– Reszta jest czystą fikcją – oświadczył chłodno. – Ale czy tamto nie wystarcza? – zapytał tonem, z którego wiele wynikało.
– Bogu dzięki – wyszeptała. Nie dziwiło jej teraz, że on był taki wściekły, gotów rozszarpać ją na kawałki, kiedy uświadomił sobie, że użyła historii ich spotkania, ich uczuciowego związku, jako kanwy swej powieści!
– Tak mi przykro – wyszeptała pełna skruchy.
Diamond wzruszył lekceważąco ramionami. Czyżby cała sprawa, mająca przecież z jej strony znamiona zdrady, nic już dzisiaj dla niego nie znaczyła?
– Dobrze, że nie posunęłaś się jeszcze dalej.
– Uwierz mi, że nie mogłam świadomie wykorzystywać w powieści czegokolwiek z naszego związku, o którym nie miałam pojęcia. Przysięgam.
Ale uczyniła to jednak i jak Diamond powiedział, było tego dostatecznie dużo, żeby zwrócić jego uwagę i przekonać go, że autorka powieści jest jego zagubioną żoną. Dostatecznie dużo, żeby sprowadzić go tutaj. Kłopot jednak w tym, że odnaleziona żona nie rozpoznawała w nim swojego męża.
– Musisz mi uwierzyć – prosiła pełnym przejęcia głosem. – Nie miałam pojęcia, że to, co opisywałam, wydarzyło się kiedyś w realnym świecie. Byłam pewna, że wszystko pochodziło z mojej wyobraźni.
Musiał jej uwierzyć! Nic przecież nie wiedziała o mężczyźnie, który był jej mężem. Nie wiedziała, jak układało się ich małżeństwo ani jak i dlaczego się skończyło. I nie mogła poznać prawdy dopóki on nie uwierzy, że napisanie całej tej powieści nie było jej perfidnym, z góry założonym planem. Jeśli go do tego nie przekona, nie będzie sensu wyjaśniać czegokolwiek. On będzie nadal uprzedzony, nieufny wobec wszystkiego, co ona powie.
– Diamond, proszę cię…
Jeszcze raz odwrócił się do niej twarzą bez wyrazu, z oczami nieprzeniknionymi, ponurymi jak morze głęboką nocą.
– Dość tego – powiedział wreszcie, po czym rzucił okiem na złoty zegarek na ręce, zmarszczył się i wstał szybko. – Myślę, że już dostatecznie długo zajmowaliśmy pokój twoich przyjaciół.- Usagi zaszokował ton jego głosu, bezbarwny, praktyczny, trzeźwy. – Lepiej będzie, żeby się tu zjawili, nim pomyślą, że zadusiłem cię jedną z tych poduszek.
Idąc do drzwi, nagle zatrzymał się, jeszcze raz obrócił, patrząc Usagi prosto w oczy, badawczo i niepokojąco.
– Problem polega teraz na tym, co dalej?
Przez długą, pełną napięcia chwilę nie mogła zrozumieć o co mu chodzi. Jej umysł był zupełnie wyczerpany i ogłuszony.
– Miałem na myśli nas dwoje — dorzucił niecierpliwie. – Dokąd mamy iść, co ze sobą zrobić?
Jak miała odpowiedzieć na takie pytanie? O jednym tylko była przekonana, że jeśli wyszła za mąż za niego, to wcześniej musiała się w nim namiętnie i żarliwie zakochać. Pytaniem pozostającym wciąż bez odpowiedzi było: co się stało potem, po ślubie? Przed podjęciem decyzji, czy chciałaby jeszcze kiedykolwiek zobaczyć tego mężczyznę, musiała wiedzieć znacznie więcej o ich wzajemnym stosunku w przeszłości. Problem polegał jednak na tym, powtórzyła sobie jeszcze raz w myślach, że jedyną osobą, która mogłaby jej więcej o tym powiedzieć, był sam Diamond.
– Ja… – Zawahała się, nie wiedząc, co dalej powiedzieć, gdy z przyległego pokoju dały się słyszeć przytłumione głosy. Przypomniało to jej radę, jakiej udzieliła Yoko: „Musicie odbudowywać wasz związek bez pośpiechu. Dzień po dniu”.
– Co mówisz? – zapytał ze ściągniętymi brwiami. – Czy coś powiedziałaś? – powtórzył.
– Musimy być cierpliwi i dogadywać się powoli, dzień po dniu.
W pierwszej chwili z wyrazu jego twarzy wyczytała, że odrzuca jej propozycję. Czegóż innego mógł się jednak spodziewać? Że wskoczy mu do łóżka, gdy tylko oświadczy, że są małżonkami? Po sekundzie uświadomiła sobie jednak, że nie była przecież daleka od tego. Aby więc wyzbyć się tych niepokojących myśli, zaczęła szybko mówić:
– Musimy zacząć jeszcze raz wszystko od początku. Musimy się dobrze poznać, tak jak to zrobiliśmy za pierwszym razem.
– Nie powiedziałbym, żeby wtedy rozgrywało się wszystko tak bardzo powoli – ironicznie odparł.
Zaczerwieniła się, przypominając sobie pierwsze rozdziały swej książki. Przebiegł ją dreszcz. Zadrżała na myśl o nadchodzących tygodniach i miesiącach, podczas których będzie musiała odbudowywać obraz swej przeszłości.
– W porządku. – kiwnął wreszcie głową na znak zgody, chociaż wyraz jego twarzy nadal nie tchnął entuzjazmem. – Zrobimy tak, jak chcesz. Ale powiem ci jeszcze jedno, Usagi Tsukino. – Głos jego zabrzmiał jadowicie i zdała sobie sprawę, że dotychczas nie zapytała go, jakie było jej panieńskie nazwisko.- Możesz być pewna jednego – kontynuował.- Nasz wzajemny stosunek do siebie nie będzie już nigdy taki, jak poprzednio.
Słowa te powracały do Usagi jak natrętne, bolesne echo kilka godzin później, gdy jego już nie było, a ona wreszcie znalazła się w łóżku. Nie mogła zasnąć. Leżała w ciemnym pokoju i nachodziły ją raz za razem wspomnienia nieprawdopodobnych wydarzeń minionego wieczoru. Starała się uporządkować jakoś fakty, o których się dowiedziała i stworzyć z nich logiczną i spójną całość. Ale ów własny wizerunek nie mógł się uformować. Miała wrażenie, jakby do układanki zabrakło zewnętrznych elementów, tworzących obramowanie obrazu. Wiedziała, że nigdy nie będzie w stanie odtworzyć swego wizerunku, jeśli nie zada mężowi pytania najważniejszego, od którego uciekała tchórzliwie przez cały wieczór, a które teraz powracało:
– Co tak okropnego wydarzyło się w naszym małżeństwie, że boję się sobie to przypomnieć?

Reklamy

3 thoughts on “Miłość o zapachu wiśni.III

  1. dzięki za bardzo emocjonujący rozdział i jestem bardzo ciekawa co się takiego wydarzyło że Usa straciła pamięć i jak teraz będą wyglądać i wspólne relacje czekam niecierpliwie na ciąg dalszy i pozdrawiam :))))

  2. Ehhhh… Nie da się Ciebie rozszyfrować;P A przynajmniej ja nie umiem:) Tak się nie raz zastanawiałam coś Ty wymyśliła, jakie jest sedno tego wszystkiego…i ni huhu;P I teraz też nie mam żadnych pomysłów na to, co mogło się stać, że Usa zostawiła Di i jeszcze nic nie pamięta;P

    ,,Wzajemny stosunek do siebie nigdy nie będzie taki jak wcześniej” biorąc pod uwagę, że byli razem szczęśliwi nie brzmi pozytywnie, ale… Ale to może po prostu znaczyć, że Di uważa, że nigdy jej nie zapomni tego co zrobiła iiiiiiiiiiii jeśli okaże się, że zrobiła coś przez jakiś przypadek czy wyższą konieczność to nabrany przez to wydarzenie dystans Di mógłby się jakoś ulotnić;P

    Już nie mogę się doczekać ich nowego początku ich wspólnego życia:p I tego jak się Usagi w tym innym dla siebie świecie odnajdzie:)

    Wesołych:*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s