Miłość o zapachu wiśni. IV

– Potrzebne ci będą nowe ubrania, jakiś samochód… i lepiej będzie, jeśli zrezygnujesz ze swej pracy.
– Słucham? Co proszę?
– Powiedziałem…
– Doskonale wiem, co powiedziałeś! – Oczywiście dobrze usłyszała jego słowa, ale nie mogła im po prostu uwierzyć.
Gdy wcześniej stwierdziła, że razem z Diamondem muszą powoli odbudowywać swój związek, krok po kroku, dzień po dniu, zastanawiała się, co w rzeczywistości miało to oznaczać? Jak mieliby ten czas spędzać razem i jak się do siebie odnosić? Ale w tych rozważaniach nie przewidywała złożonej teraz propozycji.
– Czy zawsze jesteś takim zimnokrwistym pragmatykiem? – zapytała wzburzona. Myślała bowiem o wzajemnych uczuciach. On tymczasem zdawał się interesować wyłącznie sprawami przyziemnymi.
Wzruszył lekceważąco ramionami.
– Ktoś przecież musi być taki — powiedział głosem pozbawionym emocji. – Ty oczywiście jesteś ponad podobnymi drobiazgami.
– Wydawało mi się, że mamy do przedyskutowania dużo innych, poważniejszych problemów – mruknęła buntowniczo.
– Najpierw sprawy podstawowe. Od tego, moim zdaniem, trzeba zacząć- odparł ostro, doprowadzając ją do jeszcze większej złości. Od ich pierwszego dramatycznego spotkania przed domem Yoko i Akiry minęło trochę czasu. Po dwóch dniach przyjaciółka zaprosiła mężczyznę na kolację, w nadziei, że pomoże w ten sposób w ich zbliżeniu. Okazało się jednak, że był to jeden z najtrudniejszych, najbardziej kłopotliwych wieczorów w życiu Usagi, a przynajmniej w ciągu ostatnich dwóch lat, które pamiętała. Prowadzili bardzo wyszukaną, pełną uprzejmości, rozmowę, dyskutując nad zagadnieniami z zakresu ochrony środowiska, gospodarki kraju, a nawet dociekali, czy utrzyma się obecna moda na dłuższe spódnice. Maniery mężczyzny były bez zarzutu. Ale przez cały czas Usagi wiedziała, bo malowało się to na jego twarzy, że ma dość pustej gadaniny i chce przejść do spraw dla nich istotnych. Trzymał się jednak w ryzach i sytuacja wyglądała tak, jakby był nowym przyjacielem, składającym pierwszą wizytę w domu rodziców swej dziewczyny. Gdyby nie fakt, że stosunki między nimi były wciąż napięte, można by to wieczorne spotkanie uznać za wielce zabawne. Nadszedł weekend i nie mogła już zasłaniać się pretekstem, że nie jest w stanie się z nim spotkać, bo absorbuje ją praca w bibliotece. Na dodatek Yoko i Akira, zabrali bliźniaczki na całe popołudnie, taktownie udostępniając im własne mieszkanie.
– Z twojej propozycji na temat samochodu wnioskuję, że potrafię prowadzić- powiedziała spiętym głosem, gdy już byli sami. Starała się panować nad ogarniającą ją irytacją. Od czasu, gdy Diamond kilka dni wcześniej pojawił się na progu tego domu, zachowywał się jak mały  dyktatorek, kierujący jej życiem i mówiący, jak dokładnie ma się zachować. Teraz skinął potakująco głową.
– Sam nauczyłem cię prowadzić wóz, chyba nieźle, bo egzamin na prawo jazdy zdałaś za pierwszym razem.
– Ale nie prowadziłam samochodu przez blisko dwa lata.
Usagi dorzuciła do zasobu informacji o sobie, zbioru niewielkiego, ale przecież powiększającego się, także i tę wiadomość, że jest kierowcą. Budowała mozolnie wizerunek Harukichi Tsukino, choć Diamond wykorzystywał tylko jej drugie imię- Usagi. Uważał, że bardziej ono do niej pasuje.  Tworzyła więc obraz osoby, którą kiedyś była. Ale wciąż był to ogólny zarys, bez detali i cieniowania.
– Nie zapomina się takich rzeczy jak jazda na rowerze czy prowadzenie samochodu- złośliwie powiedział Diamond. – Zabiorę cię na kilka przejażdżek i szybko nabędziesz poprzedniej wprawy.
Gdyby tylko mogła równie szybko i łatwo wrócić do roli jego żony, pomyślała sobie. On wprawdzie, jak się wydawało, był przekonany, że Usagi z tym także da sobie radę, ale jednocześnie nadal nie chciał zrozumieć, że wciąż jest dla niej zupełnie obcym człowiekiem. Zastanawiała się na przykład, czy zawsze miał skłonność do dominowania nad nią, czy też wynikało to z obecnej sytuacji?
– A teraz wróćmy do twoich ubiorów – powiedział.Wyglądało to tak, jakby odfajkowywał kolejną pozycję na liście spraw do załatwienia.
– Mam co na siebie włożyć, mam dość ubrań – stwierdziła opryskliwie.
Obrzucił ją badawczym spojrzeniem, oceniając krytycznie różowy bawełniany sweterek i granatowe dżinsy, które miała na sobie. Poczuła się jak królik doświadczalny rozłożony na laboratoryjnym stole.
– Masz dość ubrań – powtórzył ironicznie, wyrazem twarzy podkreślając pogardę dla tego, co widział.
– Być może moje ciuchy nie są odpowiednie dla kobiety z tobą związanej – odrzekła napastliwie. Zdawała sobie sprawę z różnicy jakościowej ubiorów, które mieli na sobie. Jasnobeżowy sweter Diamonda był z najpiękniejszej wełny kaszmirowej. Jego dżinsy, wspaniale przylegające do wąskich bioder i długich nóg, były modnie wytarte, jak jej własne, ale miały szyk nadany im przez markowego projektanta. Rzucało to się w oczy szczególnie przy zestawieniu z jej bezkształtnymi, torbiastymi portkami, oczywiście kupionymi na straganie. Żaden mężczyzna nie ma prawa wyglądać tak dobrze jak on, tak zabójczo atrakcyjnie, pomyślała ze złością. Czy mogło być prawdą, że pieściła kiedyś tego pięknisia, że była trzymana w jego mocarnych ramionach, czuła jego gorące pocałunki na twarzy, ustach i całym ciele? Czy leżała z nim w łóżku naga, bez zahamowań wewnętrznych, poddając się intymnym dotknięciom jego rąk, ulegając jego namiętności…? Desperackim wysiłkiem woli sprowadziła się na ziemię.
– Może nie akceptujesz tego, co noszę na sobie, ale nie stać mnie na nic lepszego. Nie wszyscy jesteśmy milionerami.
Diamond słysząc te pełne agresywności słowa, skrzywił się z niesmakiem, a ona nagle uświadomiła sobie, że prawdopodobnie kiedyś sama była żoną milionera. Tak przynajmniej utrzymywał, ale Usagi dzisiaj nie czuła się zamożną osobą. Diamond twierdzi, że byli razem przez trzy lata, ale przecież nic z tamtego okresu nie pozostało w jej świadomości. Czuła się bliższa Yoko i Akirze, ich prostemu, toczącemu się na peryferiach miasta życiu, niż bytowaniu w milionerskim kręgu.
– Bynajmniej nie krytykowałem cię – powiedział to ciepło, choć z wyrzutem. Nie bardzo mu się udało ją przekonać, zachowała więc swą rezerwę. – Przecież doskonale rozumiem, że minione dwa lata nie były dla ciebie łatwe. Świadomość tego, że jesteś sama na świecie, a na dodatek nie wiesz, kim właściwie jesteś i jak się znalazłaś w nowym środowisku, musiała być przerażająca. Nie mówiąc już o tym, że zaczynałaś wszystko od początku, bez pieniędzy i pracy. Te przeszkody wydawały ci się chyba niemożliwe do pokonania?
Oszołomiona, że Diamond nagle zdobył się na daleko idące zrozumienie jej sytuacji, była w stanie tylko milcząco potaknąć. Rzeczywiście, korzystając z pomocy przyjaciół, za co będzie im dozgonnie wdzięczna, musiała stoczyć z przeciwnościami losu najcięższą walkę, aby w końcu stanąć na własnych nogach.
– Znalezienie pracy – wykrztusiła wreszcie- było prawie niemożliwe. Przecież nie wiedziałam nawet, czy mam jakiekolwiek kwalifikacje.
– Tymczasem posiadasz mnóstwo dokumentów, potwierdzających twoje umiejętności- wtrącił.- Nie mówiąc już o tym, że masz dyplom z architektury wnętrz.
– Jaka szkoda, że nie wiedziałam o tym przed dwoma laty- uśmiechnęła się gorzko. – Jedyne, co mogłam wówczas znaleźć, to praca w bibliotece, ale moja pensja z trudem pokrywa podstawowe
wydatki.
– A więc tym bardziej powinnaś skorzystać z ubrań…
– Nie chcę, żebyś mi cokolwiek kupował – powiedziała z naciskiem. Była przekonana, że wszelka finansowa zależność od niego miałaby zbyt osobisty, niejako intymny charakter.
– Nie muszę ci niczego kupować — powiedział, co ją wyraźnie zaskoczyło. – Przecież twoje dawne szafy są pełne wszystkiego.
– Jeszcze raz mówię, nie! Nie mogę ci pozwolić, abyś mi cokolwiek ofiarowywał.
– Niech to porwą wszyscy diabli! – zareagował gwałtownie.- Te cholerne ciuchy marnują się po prostu w szafie, w moim domu. A przecież wiem, jak bardzo zależy ci na własnym wyglądzie… Jeśli jednak tak się upierasz, zapomnijmy o tych ubraniach. — Ostatnie słowa wypowiedział już znacznie spokojniej. – Z dotychczasową pracą musisz się jednak pożegnać.
– W żadnym wypadku. To zajęcie jest mi potrzebne.
– Do licha, kobieto, czy nie jesteś w stanie niczego zrobić bez spierania się w nieskończoność? Jeśli zrezygnujesz z tej pracy, będę cię przecież utrzymywał. Mam aż nadto pieniędzy.
– Jestem pewna, że masz. Ale zrozum, że nie możesz tak po prostu wrócić do mojego życia i oczekiwać, że przejmiesz nad nim kontrolę…
– Ja mam wrócić? Usa… przecież to ty odeszłaś i porzuciłaś mnie!
Może teraz nadszedł właściwy moment, żeby go zapytać, dlaczego właśnie tak postąpiła. Gdy jednak zobaczyła złe błyski w jego oczach, odwaga opuściła ją natychmiast. Ratując się z opresji, sięgnęła zatem po podrzędne, trzecioplanowe pytanie. W wyniku tego taktycznego pociągnięcia,
zamiast generalnej batalii, czekała ją, miała nadzieję, co najwyżej mała potyczka.
– Powiedz mi, co robiłam, zanim ciebie spotkałam?
Oczy białowłosego zamieniły się w wąskie szparki, a usta zacisnęły i Usagi przekonała się, że dostrzegł jej unik. Sądziła, że nie pozwoli wywieść się w pole i zaraz wybuchnie. Tymczasem ku jej zaskoczeniu nic takiego się nie stało. Odpowiedział na pytanie z pełnym spokojem, ale jednocześnie z takim chłodem, że poczuła, jakby ten mężczyzna zamykał się przed nią na zawsze.
– Zjawiłaś się w mojej firmie tuż po naszym poznaniu, żeby podjąć pracę. Projektowałaś wnętrza w nowej części budynku Wydawnictwa Shimura. Nie podlegałaś mi jednak osobiście.
– Jesteś tego pewien?
– Nasza zależność miała wtedy inny charakter – z niesmakiem odparł Diamond.- Nie byliśmy jeszcze połączeni ślubem.
– A teraz jesteśmy?
Błysk gniewu, który pojawił się w jego oczach był tak mocny, że cofnęła się gwałtownie i skurczyła na swym fotelu. Diamond zerwał się na równe nogi i zawołał:
– Ty wciąż mi nie wierzysz! Popatrz więc na to… Przy tych słowach rzucił jej na kolana kopertę. Usagi przez głowę przeleciała myśl, że gdyby był to jadowity wąż, a nie kawałek papieru, nie byłaby bardziej wstrząśnięta. Nie miała wątpliwości, co zawierała koperta. W sekundę potem odczytywała tekst, chociaż litery tańczyły jej przed oczami… Diamond Shimura…Harukichi Usagi Tsukino… jakiś dzień lipca… uroczyście zawarty ślub w…
– Wyglądasz, moja ty najdroższa, na zaskoczoną. – Nieprzyjemna, szydercza nuta w głosie mężczyzny obróciła te czułe słówka w piekącą zniewagę. – Czyżby zawiedziona? Czy miałaś nadzieję, że popełniłem błąd, że odszukałem niewłaściwą kobietę? Och, nie, kochanie… Nigdy nie mógłbym aż tak się pomylić!
– Nie to miałam na myśli – odparła speszona. Tak czy inaczej wszelkie wątpliwości nie miały teraz sensu. Świadectwo ślubu, które trzymała, było niezbitym dowodem, że w lipcu, prawie pięć lat temu, solennie przyrzekała, iż będzie jego żoną, „aż do chwili, gdy śmierć ich rozłączy”.
– O co ci wiec chodziło? – Nachylił się nad nią, ponury i groźny, swymi szerokimi barkami zasłaniając całkiem światło wpadające przez okno. Dłonie oparł na poręczach fotela po obu stronach Usagi, niejako czyniąc ją swym więźniem.
– Ja myślałam… myślałam… – Strach ją dławił, język skołowaciał tak, że trudno jej było cokolwiek powiedzieć.- Nie stój tak nade mną! – wykrzyknęła desperacko. – Nie mogę myśleć, gdy próbujesz mnie zastraszyć.
– Zastraszyć? – Diamond sprawiał wrażenie, jakby stracił oddech. Zacisnął jeszcze bardziej dłonie na oparciach jej fotela. Usagi przeżył chwilę paraliżującego strachu na myśl, że tak niewielka odległość dzieliła te silne ręce od jej gardła. Jednak po chwili, mamrocząc jakieś przekleństwa, uniósł się, wyprostował, odsunął i obrócił tyłem.
– Czy możesz przynajmniej patrzeć na mnie? – zapytała roztrzęsionym głosem. Ponieważ jednak nie było odpowiedzi dodała: – Do cholery, małżeństwo to nie tylko papierek, w którym stwierdza
się, że jesteśmy mężem i żoną…
Diamond w odpowiedzi coś znowu mruknął pod nosem, a potem zaczął się obracać ku niej ruchem dziwnie zwierzęcym. Przypomniał się jej rozleniwiony tygrys z jakiegoś filmu, który po przebudzeniu prostował potężne łapska i obnażał pazury, gotowy do ataku.
– Jakże trafna uwaga – cedził słowa głosem słodziutkim, ale w rzeczywistości groźnym. – Zgadzam się z tobą w pełni. Małżeństwo to na pewno nie tylko papierek. Co jednak jeszcze, twoim zdaniem? Bardzo chciałbym wiedzieć.
Z trudem przełknęła ślinę, starając się usunąć niemiłe dławienie w gardle… i gwałtownie uniosła się z fotela.
– W małżeństwie powinna być miłość… i uczciwość. – Zaczęła wyliczać, jej zdaniem, niezbędne cechy i zawahała się, gdy Diamond na znak zgody, ale z kpiącym uśmiechem na twarzy, skinął głową. Może jednak to, że stała teraz przed nim wyprostowana, nie było najlepszym pomysłem. Musiała mu patrzeć prosto w zniewalające oczy. – Także ważna jest wierność i wzajemne wspieranie się – ciągnęła dalej.
Po tym ostatnim słowie Diamond uniósł w górę jedną brew z cynicznym uśmiechem, zaś Usagi zdała sobie sprawę, że właśnie on przed chwilą ofiarowywał jej wsparcie, a ona je z gniewem odrzuciła.
– Chodzi o uczuciowe wsparcie – szybko się poprawiła chrapliwym głosem. – A także…
– No właśnie, co jeszcze? – zapytał ze zwodniczą łagodnością, gdy znowu zająknęła się. – Nie wyczerpałaś chyba wszystkich cech dobrego małżeństwa?
Głos zawiódł jednak kompletnie i była w stanie kiwnąć tylko głową z desperacją. Przeszywała go wzrokiem, gdy on bardzo wolno zbliżał się do niej. Czuła się jakby w hipnotycznym transie.
– No więc, Usa- chan? – Mówiąc to zrobił kolejny krok ku niej. – Czy mam ci podpowiedzieć o czym zapomniałaś, kochanie?
Był już teraz niebezpiecznie blisko. Mógł ją dotknąć wyciągniętą ręką. Jednak nie zrobił tego.
– Co powiesz o seksie, Usagi- chan? O pożądaniu… – Jego głos nabierał głębokich tonów.- Co powiesz o namiętności? O tym chyba zapomniałaś, najdroższa. A może wykreśliłaś to ze swego rejestru cech dobrego małżeństwa. Próbujesz udawać, że one nie istnieją?
Usagi miała pustkę w głowie. W każdym razie nie znajdowała słów, żeby mu odpowiedzieć. Świadoma była tylko tego, że jest wspaniale męski, i że ma w sobie dzikość i siłę człowieka pierwotnego, która skrywa się pod miękkością kaszmiru. I znowu odurzyła ją cudowna mieszanina jego osobistej męskiej woni i zapachu płynu po goleniu. Chciała uciec wzrokiem od tych ciemnych oczu, patrzących na nią badawczo, ale nie była w stanie.
– Zapomniałaś o tych ostatnich cechach, czy po prostu boisz się powiedzieć mi, czego naprawdę pragniesz? A może chcesz, żebym ci udowodnił, iż jestem twoim mężem, właśnie kochając się z tobą?
Poczuła, że nie może oddychać, że serce jej przestaje bić. Ogarnęło ją zdenerwowanie.
– Obiecywałeś mi… – wyszeptała z największym trudem, ale nie była już w stanie dokończyć zdania.
– Ach tak, rzeczywiście obiecywałem – on także powiedział to cicho, ale ze zmysłową nutą w głosie, chociaż jego oczy pozostały zimne. – Obiecywałem, że cię nie dotknę, tak długo, dopóki nie będziesz na to przygotowana. – Ślad uśmiechu pojawił się na jego ustach. Diamond wyciągnął w końcu rękę i palcami, niezmiernie delikatnie, dotknął jej policzka.
– Ja nie jestem… – usiłowała zaprotestować, nie mogła jednak skończyć zdania. Znowu bowiem zawiódł ją głos, na co Diamond jeszcze raz zareagował cynicznym uniesieniem brwi, jakby podając w wątpliwość to, o czym mówiła.
– Wręcz przeciwnie, jesteś gotowa – powiedział miękko. — Całe twoje ciało mówi mi o tym… twoje oczy… usta…
Na potwierdzenie tych słów, przesuwał swój pełen pożądania wzrok po jej twarzy i smukłej sylwetce. Wyczuła z przerażeniem, że całe jej ciało go pożąda, jakby to zuchwałe spojrzenie było w rzeczywistości pieszczotą, wzbudzającą w niej tęsknotę za czymś więcej. Automatycznie rozchyliła usta, chcąc zaprotestować, ale nie wydobyło się z nich nawet jedno słowo, a tylko słabe westchnienie, które mogło wyrażać zarówno lęk, jak i tęsknotę za czymś nieokreślonym.
– Och, Usa! – szepnął.
Poczuła na policzkach ciepło jego oddechu, co dopiero uświadomiło jej, jak Diamond jest blisko. Spontaniczna reakcja własnego ciała sprawiła, że ta odległość zmniejszyła się jeszcze bardziej. Diamond opuścił głowę i poczuła jego wargi na swych ustach. Przewidywała ten pocałunek i była nań prawie przygotowana. Natomiast zaskoczyła ją bezlitosna kontrola, jaką Diamond roztaczał nad swoim własnym ciałem. Chcąc bowiem wypełnić obietnicę, trzymał się od niej z daleka. Lekki, delikatny nacisk ust był jedyną formą kontaktu między nimi. I nagle, wbrew rozsądkowi, poddając się tylko nieopanowanemu instynktowi, całym ciałem przylgnęła do białowłosego, szukając mocarnego uchwytu jego ramion, ciepła skóry.
– Och, Usagi- chan- raz jeszcze wyszeptał. – Nigdy już nie mów, że nie jesteś gotowa mnie przyjąć… nigdy.
– Nigdy – odpowiedziała jak echo rozmarzonym głosem, unosząc się na fali zachwytu. Diamond, czując, że tym razem nie będzie odtrącony, zerwał z zakazem dotyku i rękoma ujął jej piersi, wyczuwając ich ciepło przez cienką osłonę bawełnianego swetra.
– Usagi…
Nie mów nic, błagała go desperacko w myślach. Nic nie mów! Po prostu przytulaj mnie… całuj… kochaj! Proszę cię…

 

Reklamy

10 thoughts on “Miłość o zapachu wiśni. IV

  1. ech przerwać w takim momencie 🙂 rozdział super strasznie mi się podoba ta ich relacja po miedzy sobą a zwłaszcza Di najpierw próbuje być taki ostry i niewzruszony a jednocześnie z chęcią by się na nią rzucił he he he czekam w napięciu na ciąg dalszy i pozdrawiam 🙂

  2. Cudownie:)

    Zawsze po tym Twoim Di przez cała resztę dnia chodzę z głową w chmurach 😀 Przy takim facecie to nawet pal sześć tą utratę pamięci ;P

    Usagi to chyba zwariowała ;P Całe szafy ciuchów, a ona ich nie chce. Jeszcze nota bene jej ciuchów, a więc nawet sama nie może powiedzieć, że to jakaś jałmużna;P Ja tam mogę sobie je wziąć ;P Ciuchy na tylne siedzenia, a Di do bagażnika ;P

  3. chciałabym przeczytać kiedyś całą książkę Twojego autorstwa właśnie o
    Usie i Di.

    Przez Ciebie nigdy nie znajdę męża 😀 😀 😀
    ( będzie musiał być taki jak Di 😀 😀 😀 )
    – ehhh, zostanę starą panną 😛

  4. Fantastycznie ;D

    Twój Di ma w sobie coś tak pociągającego. Masz zdolność do pisania tak lekkich i niewymuszonych dialogów, że czytanie sprawia dużą przyjemność. Ogólnie cały pomysł jest moim zdaniem bardzo ciekawy.

    Zachowanie Usagi jest jak najbardziej zrozumiałe, ale czasami trzeba umieć schować swoją dumę. Zwłaszcza, gdy okazuję się być zaginioną żoną milionera 😉

    Gorąco pozdrawiam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s