Miłość o zapachu wiśni. VI

– O której godzinie Diamond- san ma przyjść? Obiecał, że będzie wcześnie.
– Około dziewiątej trzydzieści. Ale poza tym, dla ciebie jest to pan Shimura, córeczko. — Yoko zganiła delikatnie małą.
– Powiedział, że możemy nazywać go Diamond – wtrąciła się druga bliźniaczka, Mari. – Obiecał, że zabierze nas dzisiaj do Muzeum Przyrodniczego i Muzeum Figur Woskowych… Zobaczymy, czy już nadchodzi?
– Jest jeszcze za wcześnie… No dobrze już, dobrze. Idźcie!- Yoko zaśmiała się, kręcąc głową z rezygnacją. Dziewczynki zerwały się ze swych stołków i pobiegły do holu.
– Coś mi się wydaje, że twój Diamond podbił zupełnie nasze małe. – Akira uśmiechnął się do blondynki. Tego sobotniego poranka wszyscy dorośli mieli wolny dzień od pracy i bez pośpiechu delektowali się śniadaniem. – Od kilku tygodni – dodał – słyszę z ich strony tylko: Diamond to, Diamond tamto.
Usagi chciała zaprotestować przeciw słowom „twój”, ale powstrzymała się w porę, bo przecież, przynajmniej oficjalnie, on rzeczywiście był jej. Rodzina obdarzyła go sympatią bez zastrzeżeń, dlaczego zatem i ona nie miałaby tego zrobić? Akira i Yoko nie znali przecież mężczyznę lepiej niż ona, a byli bardziej otwarci wobec niego. No tak, myślała dalej, ale oni nie musieli doświadczać uczucia ustawicznego lęku i zagrożenia, które pojawiało się gdzieś głęboko w jej wnętrzu, ilekroć go zobaczyła. I to uczucie nie ustąpi tak długo, aż ona pozna pełną prawdę na temat ich pożycia przed dwoma laty.
– Jest już tu Diamond, przyszedł! – z holu dały się słyszeć rozradowane głosy dziewczynek.
Przyszedł wcześnie, pomyślała jasnowłosa i poczuła falę ogarniającego ją znowu niepokoju. Wstała pospiesznie i odruchowo popatrzyła do lustra wiszącego na ścianie. Dostrzegła to Yoko i z uśmiechem zapewniła przyjaciółkę, że wygląda bardzo ładnie.
– Nie jestem pewna, czy będę dla niego kiedykolwiek dostatecznie atrakcyjna? – z westchnieniem odparła. – A poza tym nigdy mi nie wybaczy, że nie przyjęłam tych ciuchów.
W rzeczywistości bynajmniej nie chodziło o nieszczęsne szmatki. Przedmiotem niezgody i ustawicznych waśni była przede wszystkim sprawa jej pracy. Usagi trzymała się uparcie postanowienia, że nie zrezygnuje z pracy w bibliotece, chociaż „kieszonkowe”, które jej zaproponował, było wielokrotnie większe niż jej pensja. Zdawała sobie sprawę, że Diamond odmowę wsparcia finansowego traktował niczym rozmyślne odtrącanie go jako małżonka. Ale ona z kolei wiedziała, że nie jest jeszcze gotowa na tego rodzaju powiązania między nimi. Przez minione pięć tygodni poznała go znacznie lepiej. Ceniła teraz wysoko jego inteligencję, poczucie humoru, hojność i, co było zaskoczeniem, także jego cierpliwość. W innych okolicznościach przyznałaby, że go bardzo lubi. Lecz nie była to normalna sytuacja. Męczyła ją świadomość, że brak jej jakiegoś elementu. Zastanawiała się, co kryje się jeszcze pod tą warstwą ogłady i kultury, którą prezentował na co dzień wobec niej i reszty świata. Kwestionowała jego motywy postępowania chyba trochę krzywdząco i zdawała sobie z tego sprawę. Ale chciała wykryć w nim jakąś wadę, aby usprawiedliwić swoje zastrzeżenia wobec mężczyzny i uzasadnić napięcie, które ją ogarniało na sam dźwięk jego imienia. Prawdę mówiąc, nie mogła się pogodzić z tym, że wszyscy uważali go za wzór doskonałości. Jeśli byłby nim, to dlaczego go kiedyś porzuciła?
– Dzień dobry, Usa- chan… jak się dziś czujesz? – zapytał Diamond stając w drzwiach.
– Och, doskonale. – Zmusiła się, aby szerokim, pogodnym uśmiechem, którym go powitała, przykryć swe rozterki i obawy.
– Czy jesteś już gotowa do naszej krajoznawczej wyprawy?
Usagi coś mruknęła. Można to było uznać za potwierdzenie, tymczasem prawda wyglądała tak, że cała jej uwaga była skoncentrowana na jego wysokiej sylwetce. Był rzeczywiście fascynujący. Temu nie mogła zaprzeczyć, cokolwiek o nim myślała. Był takim mężczyzną, w którym każda kobieta mogłaby się zakochać. Miała tego oczywisty dowód, gdy pierwszy raz pojawił się w bibliotece, żeby ją zabrać na miasto. Wzbudził zainteresowanie wszystkich kobiet, tym większe, gdy się okazało, że ten doskonały wzorzec stuprocentowego mężczyzny przyszedł do niej, osoby najmniej rzucającej się w oczy i najbardziej zamkniętej w sobie, wśród wyłącznie damskiego personelu. Poczuła gorąco na wspomnienie jego pocałunków i pieszczot, ale zaraz potem popadła we frustrację, bo ostatnio jego zaloty, jeśli można było użyć takiego określenia, zamieniły się na braterskie pocałunki w czoło, gdy kończyło się kolejne ich spotkanie. Zadawała sobie pytanie, jak on mógł tak się zmienić.
– Weź więc swoje palto i wychodzimy – powiedział do niej z niewymuszoną swobodą i zwrócił się do bliźniaczek.
– A wy, straszne dzieciuchy, macie już swoje kurtki?
Jego głos był pełen ciepła i humoru. Usagi postanowiła, chociaż z oporem, dołączyć do pełnego entuzjazmu nastroju dziewczynek. Sięgnęła po swoje palto. Diamond pojawił się natychmiast obok niej i szarmancko pomógł przy zakładaniu okrycia. Zobaczyła w lustrze odbicie ich obojga. Jego jasną głowę blisko swoich blond włosów. Delikatnie, prawie zmysłowo wygładził na ramionach jej palto, a ona poczuła przyspieszony rytm własnego serca. Co, u licha, się z nią działo? Była niczym wyschnięte drzewo, któremu potrzeba tylko iskry, jaką było dotknięcie jego ręki, aby zamieniło się w pożar – piekło pożądania. Nigdy nie wyobrażała sobie, że jest do czegoś takiego zdolna. Z drugiej jednak strony, jak mogła wiedzieć, pozbawiona wszelkich wspomnień, czy kiedyś nie była taka sama?
Ciekawe, czy Diamond miał zawsze podobny wpływ na nią?
Oczywiście, jeśli namiętny, gorący romans, który opisała w swojej powieści, wywodził się z jej rzeczywistych przeżyć, to przed kilku laty musiało być podobnie. Gdzież by bowiem, jeśli nie w ramionach męża, mogła doświadczyć tego, co potem przedstawiła tak wymownie na kartkach papieru, w scenach pełnych zmysłowego ognia. Usagi nie mogła jednak zrozumieć, dlaczego oddziaływał na nią w dalszym ciągu tak podniecająco, skoro nie uznawała go za męża, a nawet przyjaciela? Czy prawdą było to, co powiedział pierwszego wieczoru, że jej ciało zapamiętało go doskonale, jeśli nawet jej umysł nie pamiętał. Czy było możliwe, że każda jej komórka nosiła w sobie uśpioną pamięć ich miłości, budzącą się przy najmniejszym nawet dotknięciu tego mężczyzny? Świadoma, ze patrzy na jej odbicie w lustrze, odpędziła od siebie gnębiące ją myśli i posłała mu jeszcze jeden nienaturalnie radosny uśmiech.
– Jestem gotowa – powiedziała. – Chodźmy już.
W rzeczywistości nie była pewna, czy naprawdę miała ochotę na tę wyprawę. Jeśli będzie wciąż podobnie reagować na każde spojrzenie czy gest tego mężczyzny, to niewinna wycieczka stanie się próbą wytrzymałości jej nerwów. Musiała się jednak zgodzić na wyjście z domu, jeśli nie chciała zepsuć zabawy bliźniaczkom. Czekały przecież na tę wycieczkę przez cały tydzień. Powinna zatem wziąć się w karby i postarać o pogodny wyraz twarzy. Ostatecznie okazało się to zaskakująco łatwe. Obecność bliźniaczek, ich niepowstrzymany szczebiot, zachwyt spowodowany jazdą lśniącym, potężnym autem, pomogły rozproszyć jej wewnętrzne napięcie. W chwili gdy dotarli do Muzeum Przyrodniczego, nastrój blondynki zdecydowanie się poprawił. W rezultacie zwiedzała piętro za piętrem z podobnym entuzjazmem i zainteresowaniem jak dziewczynki, a jej nogi zaczęły protestować dopiero po kilku godzinach.
– Zapraszam na kawę – powiedział Diamond – w przeciwnym razie nie będziemy mieli sił na dalsze zwiedzanie.
– Jako kierownik wycieczki jesteś wspaniały – pochwaliła go później, gdy doszli już do Muzeum Figur Woskowych.- Nawet ja muszę przyznać, że niekończące się pytania dziewczynek są wyczerpujące. Czy masz duże doświadczenie z dziećmi?
Diamond rzucił jej z ukosa ostre spojrzenie lawendowych oczu, a potem cedząc słowa odpowiedział:
– Mam czteroletnią bratanicę, która zawojowała mnie całkowicie.
Blondynka wyczuła jakiś ponury ton w jego głosie, którego nie mogła sobie wytłumaczyć.
– Musisz ją bardzo kochać?
– O, tak. – Krótka odpowiedź miała w sobie posmak grubiaństwa.
Nie patrzył na nią, tylko obserwował jak Mari pozowała siostrze do zdjęcia, stojąc obok kolejnej woskowej figury. Odniosła jednak wrażenie, że Diamond patrzył jakby niewidzącym wzrokiem. Zadała sobie pytanie, czy dotknęła jakiegoś bolesnego nerwu. Dobry Boże… Czy ma to coś wspólnego z rozpadem ich małżeństwa?
– A czy pragnąłeś… czy pragniesz mieć dzieci? – Po tym pytaniu poczuła na sobie jeszcze raz nieodgadnione, krótkie spojrzenie fiołkowych oczu.
– Wydaje mi się, że w obecnym stadium naszej znajomości jest to wysoce niestosowne pytanie – odparł z ironiczną nutą w głosie.
Usagi nie widziała jednak w swym pytaniu nic zabawnego. Miała natomiast ochotę zapłakać. Co więcej, poczuła, że oczy już jej wilgotnieją.
– Ale, czy ty chciałbyś… – naciskała dalej i odniosła wrażenie, ze kroczy po zaminowanym polu i że w każdej chwili coś może eksplodować. – To znaczy, chciałam powiedzieć, że jeślibyśmy… –
Zatrzymała się w połowie zdania, bowiem on gwałtownie obrócił się do niej, a na twarzy miał wyraz wewnętrznego bólu.
– Jeśli masz zamiar zapytać, czy chciałem mieć z tobą dziecko, to odpowiedź brzmi: tak. Pragnąłem tego bardziej niż czegokolwiek innego i powinnaś była o tym wiedzieć, do cholery!
Była kompletnie ogłuszona, jakby otrzymała od niego gwałtowny, pełen wściekłości cios. Patrzyła na niego przerażona. Maska człowieka układnego, grzecznego, cywilizowanego, którą zazwyczaj nosił, opadła w jednej chwili, i ukazała się twarz cierpiętnika.
– Diamond… – Podświadomie wyciągnęła rękę, żeby dotknąć jego ramienia, ale on odtrącił ten wyraz współczucia gniewnie i brutalnie. – Czy powiedziałam coś niestosownego? Dlaczego…?
Pytanie to nie zostało dokończone, gdyż bliźniaczki podbiegły do nich i zaczęły ciągnąć za ręce, nie zwracając uwagi, że coś się działo między dorosłymi.
– Tam, na ławce siedzi kobieta – wołały. – Myślałyśmy, że ona jest żywa i że tylko usnęła. Musicie ją zobaczyć.
Usagi i Diamond, oszołomieni jak lunatycy, którzy nagle przebudzili się na środku ulicy, nie mieli wyboru. Poddali się presji pełnych wigoru bliźniaczek i poszli za nimi, aby obejrzeć woskową figurę usadowioną na ławce. Potem nie było okazji, żeby powrócić do tematu. Czując się odpowiedzialni za dobre samopoczucie bliźniaczek, szli za dziewczynkami, które zafascynowane wszystkim dokoła ciągnęły ich od jednej postaci do następnej. Figury kolejno przedstawiały koronowane głowy, polityków, pisarzy, artystów sceny, filmu i estrady.
– Myślę, że już najwyższy czas, aby wrócić do domu. Zgoda? Robi się późno, a my mamy jeszcze długi spacerek do parkingu, gdzie stoi samochód- odparła Usagi, kiedy wychodzili z budynku.
– Czy możemy podjechać tam metrem? – zapytała Sui.
– Prosimy – dodała druga bliźniaczka z nadzieją w oczach. – Rzadko mamy okazję przejechać się pociągiem.
– Oczywiście, załatwione – Diamond zgodził się od razu – ale musicie zobaczyć na mapie metra, jaką linią mamy jechać.
Gdy tylko znaleźli się na stacji metra, bliźniaczki od razu podbiegły do wielkiej mapy na ścianie i
zaczęła się dyskusja, która linia będzie właściwa.
– Miały naprawdę wspaniałą rozrywkę – powiedziała Usagi, gdy czekali, aż dziewczynki dokonają wyboru. – Bardzo ci za to dziękuję. Mieszkamy na obrzeżach Tokio, ale pieniędzy nie jest zbyt wiele i nie stać nas na częste wyprawy do centrum, tak więc przejażdżka metrem jest dla nich również atrakcją. Dzięki tobie cały dzień był dla nich doskonałą zabawą.
– Cieszę się z tego – odpowiedział z lekkim uśmiechem, a Usagi ośmielona ciepłym tonem jego głosu, zebrała się na odwagę.
– Diamond, wracając do tego, co powiedziałam wcześniej…
– Nie – przerwał jej zdecydowanie. – Powinienem cię przeprosić. Zareagowałam zbyt ostro. Wybacz mi… Czy zadecydowałyście już? – zapytał, zwracając się do bliźniaczek.
– Tak więc wymiana myśli zakończona – mruknęła Usagi do siebie kwaśno. Nie ma już nic więcej do powiedzenia na ten temat! Jeśli jemu to odpowiada, ona nie będzie się upierać. Ale w głębi duszy wiedziała, że znaków zapytania, które ten temat wywołał, nie można tak łatwo pozbyć się z myśli i że powstał dodatkowy, nękający ją problem. Pociąg metra, który nadjechał, był zatłoczony, ale szczęśliwie udało im się znaleźć siedzące miejsca, chociaż w różnych punktach wagonu. Bliźniaczki usiadły osobno i pogrążone w rozmowie zaczęły wertować pamiątkową broszurę z Muzeum Figur Woskowych, którą im kupił Diamond.
– Jeszcze raz dziękuję ci za wspaniały dzień. One są naprawdę zachwycone – powiedziała blondynka, po raz pierwszy bez zahamowań.
– Ja również miałem doskonałą rozrywkę. Bardzo lubię przebywać z nimi, to wspaniałe dzieciaki. – Fiołkowe oczy mężczyzny miały łagodny wyraz, cieplejszy niż przedtem. Wydawały się teraz czyste, a nie jak uprzednio, lodowate, bez życia.
– Bliźniaczki lubią cię także i to coraz bardziej.
– Tak, wiem – cicho powiedział. – A co możesz powiedzieć o sobie? Czy ty także lubisz mnie coraz bardziej?
Usta blondynki stały się w jednej chwili boleśnie suche. Zwilżyła je końcem języka. Stukot pędzącego w ciemnym tunelu pociągu, ostre kołysanie wagonu, nacisk pasażerów tłoczących się wokół, wszystko to przestało się liczyć, stało się dziwnie nieistotne, a ona wiedziała tylko to, że siedział obok niej mężczyzna, który zadawał jej pytanie miękkim, cichym głosem i spoglądał na nią hipnotycznie.
– Sama nie wiem, potrzebuję więcej czasu – odparła zmieszana.
– Za pierwszym razem czas nie był ci w ogóle potrzebny. – Usta białowłosego były blisko jej ucha, tak że mogła usłyszeć głos, mimo hałasu robionego przez pociąg. Czuła ciepło jego oddechu na swym policzku. – Nie wahałaś się wtedy i wiem, że to pamiętasz.
– Nie! – zaprotestowała zbyt szybko. – Niczego nie pamiętam!
– Ale masz to zapisane w podświadomości! Wiem o tym. Czytałem w twojej książce.
Zamknęła oczy, jakby chciała powstrzymać panikę, która ją ogarniała. Po tamtym pierwszym wściekłym wybuchu sprzed kilku tygodni, Diamond rzadko wspominał o jej powieści Ale wiedziała, że o niej nie zapomniał. Ona zresztą także. Wiele razy czytała książkę od nowa. Skóra ją wtedy paliła, rumieńce występowały na policzki. Za każdym razem od nowa odkrywała silny erotyzm pierwszych rozdziałów, wciąż zadając sobie pytanie, czy to możliwe, że były one odtworzeniem tego, co kiedyś przeżywała z mężem?
– Byłam wtedy inną osobą, a teraz nie wiem nawet kim jestem – powiedziała bliska rozpaczy. – To, co opisałam w książce, nie wydaje mi się autentyczne. Nie czuję tego, a w każdym razie inne są moje odczucia wobec ciebie!
To nieprawda, zganił ją natychmiast głos wewnętrzny. Była całkowicie rozkojarzona, nie wiedziała, co naprawdę myśli i co czuje, ale nie mogła mieć wątpliwości, jakie fizyczne reakcje Diamond w niej wywołuje. W czasie ostatnich kilku tygodni nie podejmował wobec niej żadnych prób zbliżenia, ale nawet zdawkowe, cnotliwe pocałunki, którymi żegnał ją po każdym spotkaniu, czy przypadkowe dotknięcie ręki lub otarcie się ich ciał, były wystarczającym impulsem, aby obrócić jej krew w płynny ogień i wywołać ból pożądania w całym ciele, czego nigdy przedtem nie doznawała. Ton jej głosu, gdy wypowiadała ostatnie zdania, musiał być jednak bardziej przekonywający, niż to, co sama w tej chwili odczuwała, gdyż reakcja mężczyzny była natychmiastowa. Wyraz twarzy zmienił mu się całkowicie. Znikło całe ciepło, oczy przemieniły się w zimne kawałki lodu. Odchylił się do tyłu na swym siedzeniu. Widocznie chciał być od niej jak najdalej. Nie tylko fizycznie, ale również duchowo. Usagi poczuła, jakby jakieś drzwi zatrzasnęły się przed nią z hukiem. Musiała się opanować, żeby nie okazać swych prawdziwych odczuć. Nadała twarzy wyraz chłodny, wyzbyty emocji. Reszta podróży przebiegła już w napiętej atmosferze. Usagi była wdzięczna losowi, że jechały z nimi bliźniaczki, które nie zdając sobie sprawy z panującego między dorosłymi milczenia, paplały o uciechach minionego dnia. Potem, w domu, przekrzykiwały się, żeby jak najdokładniej zdać rodzicom relację z własnych przeżyć, aż wreszcie Yoko musiała je uspokajać.
– Bądźcie na chwilę cicho, dzieciaki! Diamond- san, wydaje się, że moje córy wspaniale się bawiły. Jak mam ci za to dziękować? Może wejdziesz i zostaniesz na herbatce?
Mężczyzna zdecydowanie zaprzeczył ruchem głowy.
– Nie będę nadużywał waszej gościnności – powiedział. – A poza tym mam jeszcze coś do załatwienia.
Nie wspomniał, że odwiedzi nas jeszcze, pomyślała Usagi, gdy wracał do swego samochodu. Była zaskoczona tym, jak bardzo ją to zabolało. Przyzwyczaiła się już, że jego wizyty były częścią jej codziennego życia i dopiero teraz zrozumiała, jak bardzo kruche było to przekonanie. Gdy walczyła z ogarniającym ją smutkiem, on nagle zatrzymał się i obrócił ku niej.
– Zabieram cię jutro na kolację z okazji twoich urodzin. Obiecuję, że będziemy je świętować w szczególnym miejscu. Przyjadę po ciebie o ósmej.
Pomyślała z goryczą, że nie powiedział ani „proszę”, ani „jeśli się zgodzisz”. To zresztą w ogóle nie była prośba czy propozycja, lecz po prostu rozkaz, który zignorować mógłby tylko głupiec. Przyspieszone bicie serca przekonywało ją jednak, że w takich sprawach detale się nie liczą. Najważniejsze, że chciał się z nią znowu zobaczyć. Zatem następny dzień nie będzie, jak się obawiała, ponury i samotny, lecz pogodny i świetlisty, jakby nagle słońce wychyliło się spoza ciemnych chmur.
– Będę na ciebie czekać – zapewniła go.
Po chwili odjechał. Usagi pomyślała, że jej nierozsądne słowa, wypowiedziane w pociągu metra, mogły sprawić, że odszedłby na zawsze. Byłoby to dla niej bardziej bolesne, niżby kiedykolwiek
przypuszczała. I nie tylko dlatego, że wraz z jego zniknięciem straciłaby wszelką szansę, aby dowiedzieć się czegoś więcej o swej przeszłości. Zadała też sobie pytanie, czy rzeczywiście potrzebowała więcej czasu, żeby go polubić? Przecież było już faktem, że podobnie jak bliźniaczki, darzyła go coraz większym uczuciem. Wprawdzie nadal nie pamiętała go jako swego męża, nie pamiętała także, jaki był ich wzajemny stosunek przed dwoma laty, ale z drugiej strony wiedziała, że gdyby odszedł teraz z jej życia, zostałaby po nim wielka pustka, której zapełnienie byłoby prawie niemożliwe.

Reklamy

6 thoughts on “Miłość o zapachu wiśni. VI

  1. no kochana już nie mogę się doczekać tej kolacji jestem bardzo ciekawa co to za szczególne miejsce ? :))))))))))))

  2. Oj Usagi, Usagi… Aż mi się serce kroi jak ona Di czasami swoimi słowami rani. Wiadomo, że niecelowo, ale tak mi go żal… 😦 Bidulek mój :P:P:P No, ale skoro coraz bardziej go lubi to czemu mu nie powie…

    A na tą kolacje to mi takiego smaka narobiłaś… Normalnie chce ją już, jak dziecko cukierka ;P A jak już powiedziałaś, że będzie się działo to w ogóle nie mogę się doczekać 🙂

    No i co z tym ich dzieciątkiem… Aaaaa czy to ma coś wspólnego z odejściem Usagi… 😛

    1. Postaram się (jak zwykle) dodać następny rozdział w miarę sprawnie. 🙂
      A co do dziecka Usagi i Di ma ono w tym opowiadaniu dużą rolę i… więcej nic nie powiem, będę milczeć. 😀

  3. nie komentuje pod każdym rozdziałem ale wszystkie mam przeczytane 🙂 jestem na bierzaco i co ja mam napisać jak zawsze wszystko jest idealne więc mogę życzyć dalszej weny i czasu byś miała kiedy pisać. pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s