Miłość o zapachu wiśni. VII

– Bomba! Wyglądasz, jak modelka – wykrzyknęła Sui, gdy Usagi, następnego dnia, schodziła na dół, kiedy zegar wybijał ósmą. – Podoba ci się? – Blondynka zakręciła się wkoło, u dołu schodów. Akira, który pojawił się w drzwiach saloniku, zwabiony pełnym podniecenia głosem córki, aż gwizdnął na znak uznania.
– Wspa-nia-le! – powiedział, oddzielając sylaby od siebie. – Wyglądasz oszałamiająco, szanowna solenizantko.
– Dziękuję za uprzejmość, łaskawy panie – odpowiedziała, wykonując dworski dyg.
– Czy jesteś teraz zadowolona, że namówiliśmy cię na tę suknię? – Yoko wyszła z kuchni i stanęła obok przyjaciółki, również spoglądając na nią z aprobatą;
Usagi zobaczyła tę wieczorową suknię kilka tygodni wcześniej w pobliskim butiku i zachwyciła się nią. Ale wówczas taki zakup nie mieścił się w ograniczonych możliwościach jej budżetu. A poza tym, nie miałaby gdzie się w niej pokazać. Lecz tydzień temu Diamond wspomniał, że chce ją zabrać na kolację z okazji urodzin. Gdy pojawiła się drugi raz w sklepie, okazało się ku jej radości, że suknia nie tylko była nadal na sprzedaż, ale została też sporo przeceniona.
– Czy nie sądzisz, że jest zbyt ekstrawagancka, jak na dzisiejszą okazję? – zapytała Usagi.
W istocie nie o to jej chodziło. Była skrępowana, że suknia odsłaniała trochę za dużo. Góra uszyta była z jasnej szeleszczącej tafty, nie miała ramiączek, ukazywała więc nagie ramiona i plecy oraz wyraźnie podkreślała biust i szczupłą talię. Zwiewna spódnica była uszyta z różnokolorowych brytów: jasnożółtych, różowych i niebieskich. W sklepie wyglądała na stylową, dodającą uroku i odmładzającą. Teraz jednak, gdy upięła włosy w kok z tyłu głowy i w ten sposób pozbawiła się miękkiej, okrywającej osłony wokół ramion, nie była już tak pewna swego wyboru. Suknia odsłaniała zbyt wiele kremowej skóry, miała zbyt głęboki dekolt z przodu, wszystko razem tworzyło obraz, którego nie przewidywała.
– Nie, nie sądzę, że jest zbyt agresywna. – Ton głosu przyjaciółki wskazywał, że wie dokładnie, co miała na myśli. – Uwierz mi, kochanie, że będzie oszołomiony twoim widokiem.
I to mnie właśnie gnębi, pomyślała Usagi, obrzucając jeszcze raz niepewnym spojrzeniem swe odbicie w lustrze. Na twarzy miała staranny makijaż, który w pierwszym rzędzie podkreślał błękit jej oczu. Był w nich jednak wyraz niepokoju. Czy chciała wywrzeć takie wrażenie, o którym wspomniała przyjaciółka? Czy chciała, aby dojrzał w niej pełną zmysłowości kobietę, taką, jaką właśnie ukazywała jej nowa suknia? Ogarnęła ją niepewność. Gdyby byli małżeństwem, nie tylko na papierze, nie miałaby takich wątpliwości. Ponieważ jednak wszystkie jej wspomnienia sprzed kilku lat zostały wymazane z pamięci, czuła się jak dziewica, nie wiedząc, czego może się spodziewać. Doszła więc do wniosku, że nie może się pokazać tak ubrana i postanowiła zmienić strój. Ale w tej właśnie chwili usłyszała trzaśniecie drzwi samochodu przed domem. Oznaczało to, że jest za późno na jakąkolwiek zmianę. Jednocześnie usłyszała radosny głos Mari:
– Diamond już przyjechał!
Rumieniec, który ukazał się na policzkach Usagi, świadczył, ile dla niej znaczyło przybycie tego mężczyzny. W ciągu kilku tygodni zajął poważne miejsce w jej życiu. Miała zamiar mile go powitać i usunąć to napięcie oraz chłód, które wdarły się między nich wczoraj. Z uśmiechem na twarzy otworzyła więc drzwi.
– Co za punktualność! – powiedziała głosem, który, jak miała nadzieję, wyrażał już tylko szczere zadowolenie. Stał przed nią jak zawsze atrakcyjny. Tym razem w ciemnym garniturze i czarnej koszuli. Cisza, która nastąpiła po jej słowach, była bardzo krótka. Zauważyła ją jednak, bo wszystko, co dotyczyło tego mężczyzny, nie uchodziło jej uwagi. Podał jej wielki bukiet wspaniale pachnących róż.
– Najlepsze życzenia urodzinowe, choć z małym wyprzedzeniem.
– Och, jakie są piękne! – Wyraz zachwytu był spontaniczny. W ułamku sekundy spostrzegła, że z jego twarzy, gdy patrzył na nią, zniknął wyraz zdawkowej uprzejmości, a pojawiło się nie skrywane, chciwe, palące pożądanie. Usagi poczuła, jak pożerał ją głodnym wzrokiem. W sposób nieunikniony zatrzymał się ułamek sekundy dłużej na wspaniałych kremowych wypukłościach, uwydatnionych przez głęboko wycięty dekolt. Mogłaby przysiąc, że z trudem przełknął ślinę. Szczęśliwie cała rodzina zebrała się, aby go powitać, bo inaczej nie wiadomo, co by się stało. Gdy ich oczy się spotkały, zaczęło ją ogarniać dobrze znane pragnienie, echo zmysłowego głodu miłości, który opanował ją tamtego wieczoru, kiedy Diamond trzymał ją w ramionach i tak zapamiętale całował.
– Cieszy mnie bardzo, że podobają ci się róże – głos brzmiał chrapliwie, jakby jego struny głosowe uległy poważnemu uszkodzeniu.
– Tylko kwiatki!- Okrzyk Sui, pełen przygany i rozczarowania, wdarł się w atmosferę naładowaną elektrycznością. – Byłam pewna, że przyniesiesz jej coś specjalnego.
Napięcie zniknęło i rozległ się głośny śmiech.
– Przykro mi, że cię rozczarowałem, Sui- chan. — Usagi usłyszała jego rozbawiony głos, z lekką nutką rozdrażnienia. – Następnym razem przyniosę brylanty. A poza tym, to jest tylko wstępny, pierwszy prezent. Jak wiesz, właściwe urodziny Usagi przypadają dopiero w środę.
– To znaczy, że wtedy dasz jej odpowiedni podarunek?
– Oczywiście – zapewnił małą. – Jeśli przyniosę ci brylanty, czy będziesz je nosić, Usagi- chan? – zwrócił się z kolei do niej głosem przymilnym, proszącym.
Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Pamiętała przecież swe spontaniczne, popychające ją ku niemu odczucia. Ale czy mogła im ufać? Przed kilkoma sekundami nie miałaby wątpliwości. Ale teraz
zawahała się o moment za długo, co pozwoliło na refleksję i wysłanie do jej umysłu ostrzegawczego sygnału.
– Zapytaj mnie w środę – odparła wreszcie, jakby nie swoim głosem.
Diamond nie był zadowolony z odpowiedzi, poznała to po zmarszczce, która pojawiła się na jego czole. Ale nie miał wyboru. Musiał się zgodzić.
– Muszę włożyć róże do wody… – powiedziała z nadzieją, że szukanie flakonu i układanie kwiatów da jej możliwość odzyskania równowagi i wyzbycia się dziwnego, zmysłowego nastroju, który przytłaczał ją od chwili pojawienia się mężczyzny.
– Och nie, to moje zadanie- powiedziała Yoko, odbierając przyjaciółce bukiet. – A ty ruszaj w drogę i baw się dobrze.
– Wrócę około…
– Daj spokój, nie jestem twoją mamą. – Popchnęła ją lekko do drzwi, wyraźnie nieświadoma tego, że blondynka chciała wyznaczyć jakieś ograniczenie czasowe dla tej niecodziennej wyprawy. – Pamiętasz chyba – dorzuciła – że jutro nie musisz wstawać wcześnie, bo masz dzień wolny od pracy.
– Dobry strzał — mruknął Diamond ozięble, otwierając przed nią drzwi do samochodu, po stronie pasażera. – Komunikuję ci, że nie przeobrażam się w wilkołaka o północy – dodał niedbale, ale ona wyczuła w jego głosie jakby pomruk gniewu.
– Nie chciałam powiedzieć.,.
Usiłowała wyjawić swój prawdziwy zamiar, ale trzaśniecie drzwi samochodu nie pozwoliło jej dokończyć zdania. Może to lepiej, pomyślała, gdy obchodził wóz i sadowił się za kierownicą. Co mogła mu powiedzieć? Że obawia się tego spotkania, bo nie ufa samej sobie? Boi się, że mogłaby rzucić mu się w ramiona, błagając, żeby natychmiast pokochał ją gorąco i namiętnie? Pytanie, jak on by zareagował, gdyby do tego doszło?
– Dokąd jedziemy? – zapytała, chcąc przełamać niepokojące milczenie. Szybko zapadał zmrok, ale mimo to dostrzegła, że rzucił jej szybkie spojrzenie.
– Do dobrze znanego mi miejsca. Jest bardzo spokojne i ekskluzywne.
– Czy wpuszczą cię tam? – To mówiąc, gestem zwróciła mu uwagę, że nie ma krawata, a ciemna koszula jest beztrosko odpięta pod szyją.
– Och, o to chodzi? – Jej słowa rozbawiły go wyraźnie, usta ułożyły mu się w lekki uśmiech. — Nie będzie problemu, jestem tam znany.
Po jakimś czasie zdała sobie sprawę iż była bardzo naiwna, nie wyczuwając ostrzeżenia w tonie jego głosu. Niczego jednak w pierwszej chwili nie podejrzewała bo przecież zmierzali do centrum Londynu, jak sądziła, do ekskluzywnej restauracji. Być może przed kilkoma laty, będąc panią Shimura, odwiedzała często takie lokale. Ale dzisiaj dzieliły ją od nich lata świetlne i z pewną obawą zastanawiała się, jak się będzie czuła, czy potrafi się odpowiednio zachować w takim otoczeniu. Tak była zaabsorbowana myślami, że nie zauważyła, iż zjechał z głównej ulicy. Po chwili znaleźli się w podziemnym garażu jakiegoś wielkiego budynku.
– Gdzie jesteśmy? zapytała niepewnie, gdy wysiedli już z auta i wziął ją pod rękę, prowadząc do windy. – Czy daleko do tej restauracji?
– Całkiem blisko – odparł naciskając guzik windy. -Mówiłem, że chcę cię zabrać do miejsca, gdzie nie będą nam przeszkadzać.
Po chwili jechali w górę. Gdy winda stanęła, jej drzwi rozsunęły się automatycznie. Weszli do holu wyłożonego marmurem. Usagi rozejrzała się wokoło nieco speszona, zaczynając się czegoś
domyślać. Diamond sięgnął do kieszeni po klucz i włożył go do zamka w drzwiach obok.
– To miejsce, które rzeczywiście dobrze znasz – powiedziała z ostrą ironią. – Nic dziwnego że nie przejmowałeś się swoim ubiorem.
Wzruszył lekceważąco ramionami, otworzył drzwi i zatrzymał się, żeby przepuścić ją przodem. Wściekła, że dała się tak łatwo nabrać, nie chciała zrobić ani kroku, ale ostatecznie zwyciężyła w niej ciekawość. Zapanowała nad gniewem i weszła do wielkiego salonu. W przeciwieństwie do mroku panującego na zewnątrz, tutaj było bardzo jasno i kolorowo. Wszystkie meble, dywany i gadżety tworzyły ciepłą atmosferę. Wnętrze dalekie było od chłodnego neomodernizmu, który według przewidywań blondynki, powinien raczej wybrać japoński biznesmen na swe pied-ŕ-terre. Diamond obserwował ją bez słowa, gdy rozglądała się wokoło. Była pewna, że oczekuje jej opinii.
– Czy podoba ci się? – zapytał wreszcie.
– Bardzo — odparła z niekłamanym entuzjazmem, ale po chwili jakaś myśl pojawiła się w jej głowie, która ją wyraźnie zmroziła.
– Jadalnia jest tuż obok – powiedział, otwierając kolejne drzwi. Jeśli dostrzegł zmianę jej nastroju, to nie dał tego po sobie poznać.
Pokój był mniejszy niż salon i utrzymany w bardziej stonowanych kolorach. Na środku znajdował się stół z rozłożoną już srebrną i kryształową zastawą. Dekoracji dopełniały kwiaty i świece.
– To nie moja robota – powiedział szczerze. – Menu też nie będzie moją zasługą. Co prawda potrafię nieźle gotować, ale nie na takie okazje. Zamówiłem więc wszystko w odpowiednich firmach. Ja tylko podgrzeję zupę.
To mówiąc rzucił okiem na złoty, płaski zegarek na ręku.
– Mamy jeszcze około dwudziestu wolnych minut. Pozwolisz, że wezmę twoje palto? Proszę, rozgość się. Czy chcesz jakiegoś drinka?
-Chętnie się napiję – odparła, starając się mówić spokojnie, nie okazując podniecenia, które nie opuszczało jej od pierwszej chwili tego spotkania. Szybko zdjęła okrycie i podała je na wyciągniętej ręce. Nie byłaby pewna swej reakcji, gdyby podszedł bliżej i dotknął jej. – Poproszę białe wino – dorzuciła.
– Dlaczego nie usiądziesz – powiedział, wskazując ręką na obszerny, skórzany fotel. – Przygotuję tymczasem drinki.
Gdy powrócił z kieliszkami siedziała na samej krawędzi fotela, cała usztywniona. Na twarzy miała wyraz zażenowania i niepokoju.
– O co chodzi? – zapytał dość ostro. – Może alkohol cię odpręży?
Wzięła kieliszek i spróbowała duży łyk zimnego trunku, czego chyba nie wypadało robić damie. Po chwili poczuła ciepło w żyłach i mogła już spojrzeć prosto w fiołkowe oczy.
– Czyżbym znała to mieszkanie? – zapytała ostro, nie mogąc stonować nutki wrogości w głosie. – Czy to kolejne twoje zagranie, aby spowodować szok i przywrócić mi pamięć? Jeśli tak, to muszę cię rozczarować. Jestem przekonana, że nigdy tu nie byłam.
– Och, nie – zaprzeczył, siadając jednocześnie w fotelu naprzeciw. – Bynajmniej. Nie o to chodziło. Nie byłaś tu nigdy. Poprzednie mieszkanie, które znasz, sprzedałem rok temu. — Jego
usta wykrzywiły się ironicznie. – Nie odpowiadała mi jego atmosfera..
Atmosfera skażona wspomnieniami, do których wówczas nie chciał powracać, pomyślała. Próbowała jednocześnie rozsiąść się wygodniej w fotelu. Wciąż gnębiła ją myśl, że musiał mieć jakiś szczególny cel, sprowadzając ją tutaj,
– Nad jednym się zastanawiam! – dodał. – Czy wciąż czujesz potencjalne zagrożenie we wszystkim, co robię?
– Być może tak było, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy – burknęła. – Ale dzisiaj sprawy wyglądają inaczej… ja jestem inna… Co więc chciałbyś wiedzieć?
– Zastanawiam się…- odparł, w widoczny sposób nie przywiązując wagi do jej nieprzyjaznego tonu- czy zgodziłabyś się, żebym skontaktował cię z kimś z naszych dawnych przyjaciół, ludzi z…
– Z mojej przeszłości, chcesz powiedzieć? Nie, nie sądzę, aby mi to odpowiadało, ale dziękuję za propozycję.
– Czy nie myślisz jednak, że…
– Diamond, przestań, proszę. Wszystko jest znacznie trudniejsze, niż mogłam kiedykolwiek przypuszczać. Nie mogę znieść, że ty znasz mnie doskonale, a ja nie pamiętam choćby jednego szczegółu z przeszłości, który dotyczyłby ciebie. Jeśli więc nie pamiętam Diamonda Shimura z tamtych dni, to jak mogłabym sobie przypomnieć kogoś innego. A ponadto powiedziałeś, że moja najlepsza przyjaciółka, Minako, wyemigrowała do Anglii.
To był dla niej prawdziwy cios, gdy Diamond powiedział, że tamta dziewczyna, z którą dzieliła mieszkanie nim go poznała, nie przebywa już w Tokio. Miała nadzieję, że serdeczne, nawet intymne rozmowy z Minako, rzucą trochę światła na jej związek z człowiekiem, który nagle pojawił się w jej życiu i utrzymywał, że jest jej mężem.
– Daj spokój temu pomysłowi proszę. Mam teraz na głowie tyle spraw…
– Może masz rację – zgodził się zastanawiająco łatwo i wstał z fotela. – A teraz muszę zobaczyć, co się dzieje z naszym jedzeniem.
– Może ci pomóc?
Zaprzeczył ruchem głowy.
– Chyba z podgrzaniem zupy dam sobie radę, jak myślisz?
Mimo to poszła za nim do kuchni z kieliszkiem w ręku i obejrzała z zainteresowaniem komplet dębowych szafek.
– Całkiem to ładne, pomocne, a jednocześnie nie bezduszne, jak często bywa. Powiedz mi, czy w czasie naszego małżeństwa często wychodziliśmy do miasta, żeby się rozerwać? – zapytała, biorąc z miseczki kawałek marchewki, przygotowanej do sałatki i odgryzając duży kęs,
Zadane w czasie przeszłym pytanie wywołało kwaśny grymas na twarzy mężczyzny. Odpowiedział jednak spokojnie, mieszając podgrzewaną właśnie zupę:
– Zawsze było sporo rozrywek związanych z obowiązkami biznesowymi. Atmosfera była bardziej swobodna, gdy przychodzili przyjaciele. Oczywiście dużo czasu spędzaliśmy wieczorami tylko we dwoje.
Jasne oczy przesunęły się po ciele dziewczyny z taką ekspresją, że mało nie zadławiła się marchewką. Przełknęła szybko ostatni kęsek i popiła winem. Nadwrażliwość, która prześladowała ją od początku, nie ustąpiła, ale nieco złagodniała pod wpływem atmosfery panującej w kuchni i przygotowań do kolacji.
– Co będziemy jedli? — spytała zmieniając temat.
– Zupę z kaczki, łososia i ciasto z imbirem.
Jej ulubione potrawy! Musiał bardzo starannie wszystko zaplanować, pomyślała, sięgając po kolejny kawałek marchewki. Ale nagle widok palca bez obrączki podsunął jej nową myśl.
– Czy możesz mi powiedzieć, co się stało z moją obrączką ślubną?
Diamond zamarł nagle w bezruchu. Wyczuła ogarniające go napięcie. Zupa zaczęła bulgotać. Zgasił więc ogień i przelał ją do przygotowanej wazy.
– Ja ją mam – powiedział spokojnym tonem.
– Ty masz? Dlaczego?
– Od pewnego czasu nie nosiłaś tej obrączki. Była za ciasna, przybrałaś wtedy na wadze.
Obrócił się do niej, ale jego twarz niczego nie wyrażała. Była bez emocji.
– Chodź do stołu! Trzeba to jeść póki gorące.
Wziął wazę i zaniósł ją do jadalni. Usagi poszła za nim. Jeśli, jak mówi, bardzo przytyła, to potem musiała schudnąć, gdyż była całkiem szczupła, kiedy znalazła się w kawiarni. Pytanie, czy stało się tak, bo była na ostrej diecie; czy też stresy i okropne samopoczucie sprawiły, że straciła apetyt?
– Dlaczego jednak pytasz o tę obrączkę?- rzucił jakby mimochodem.- Chcesz ją mieć z powrotem?
Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Jasne, że nie chodziło jedynie o obrączkę. W tym małym okrągłym kawałku złota mieścił się przecież cały emocjonalny bagaż.
– A czy ty chcesz mnie z powrotem? – zapytała podchwytliwie.
– Co za idiotyczne pytanie! – postawił wazę na stole z trzaskiem, rozpryskując zupę dokoła. Płomienie gniewu zapaliły mu się w oczach. — Jak ci się wydaje, do diabła, po co cię tu sprowadziłem? Dlaczego zjawiłem się, poszukując ciebie, a ostatnie tygodnie poświęciłem staraniom, żebyś wróciła do mojego życia?
– Ale dlaczego? Dlaczego chcesz, żebym wróciła?
Gwałtownie obrócił się w jej stronę. Jego oczy wydały się jej teraz jakieś dziwne, zaskakująco puste. Pomyślała, że widzi go po raz pierwszy zakłopotanego, zażenowanego.
– Jesteś moją żoną! – powiedział wreszcie z naciskiem i arogancją posiadacza.
– Jesteś moją żoną – powtórzyła jak echo, oburzona. -A jak ci się zdaje, kim ty właściwie jesteś? Bo ja na pewno nie jestem twoją własnością. Nie kupiłeś mnie jak niewolnicę na targu. – Słowa były mocne, ale głos je wypowiadający nie brzmiał zbyt pewnie. Starała się ukryć inną jeszcze, niespodziewaną myśl. Jeśli z jednej strony chciała gniewnie, z całą mocą zaprzeczyć władczemu określeniu „jesteś moją żoną”, to z drugiej uświadamiała sobie, że ten wspaniały okaz płci męskiej usilnie domagał się swej towarzyszki.
– Widziałaś przecież świadectwo ślubu…
– Już to przerabialiśmy! – Oczy blondynki stały się jasnoniebieskie, co kontrastowało z czerwienią policzków.- Kawałek papieru nic nie znaczy, gdy nie ma emocjonalnego, uczuciowego zaangażowania…
– I ty sądzisz, że między nami nie ma takiego zaangażowania? – zapytał z niebezpieczną miękkością w głosie. Ona jednak nie zwracała uwagi na jedwabiste, uwodzicielskie tony.
– Musiałabym dopiero doświadczyć tego… – powiedziała gwałtownie, niezbyt kontrolując swe słowa.
– A więc tego chcesz? – Przybliżył się i ręką dotknął jej policzka. – Och, Usa- chan, – wyszeptał – jakże jesteś ślepa. Nie chcesz dostrzec tego, co cię czeka. Pytasz, dlaczego chcę, żebyś wróciła, ale znasz przecież odpowiedź… Mówiłem ci…
– Nie mówiłeś…
– Ależ tak, powiedziałem, chociaż może nie słowami, lecz pocałunkiem… – Jego wargi dotknęły lekko czoła dziewczyny. – Albo tak… – Tym razem musnęły, jakby skrzydłem motyla, jej zamknięte powieki, potem usta. Usagi, chwytając powietrze, lekko rozchyliła wargi. W odpowiedzi na to zaproszenie bez słów objął ją ramionami i przyciągnął mocno do siebie. Bardzo jej pragnął. Całował teraz z wielką pasją. – Dlatego właśnie chcę cię mieć znowu.- wyszeptał ochryple. – Jest nam dobrze razem, prawda? Nigdy nie powinniśmy się rozstawać…
Całował ją znowu, choć teraz mniej gwałtownie, przekazując jej tę jedną oczywistą myśl. A ona nic nie widziała. Nie mogła mówić, a tym bardziej myśleć. Czuła tylko przemożne pragnienie, które mogła zaspokoić w jeden jedyny sposób.
– Pozwól mi, że ci pokażę, jak to było wtedy i jak może być znowu.
Uniósł ją lekko i zaniósł do pokoju obok. Nie była zaskoczona, że znaleźli się w sypialni. Widok podwójnego łoża, przykrytego pościelą w typowo męskich niebieskich i białych kolorach, przyspieszył jeszcze bardziej bicie jej serca. Teraz Diamond szeptał coś niezrozumiale. Odnalazł trzęsącą się ręką zamek błyskawiczny w jej sukni i pociągnął go w dół tak nieporadnie, że usłyszała rozdzieranie się materiału. W ułamku sekundy suknia opadła w dół, tworząc kolorowy obłok u jej stóp. Pod suknią miała bardzo skąpą bieliznę. Jędrne piersi nie wymagały stanika. Diamond w zachwycie ujął je delikatnie w ciepłe dłonie.
– Jakież piękne, prześliczne…!
Zanurzył twarz między jej piersi, rozdając gorące pocałunki na prawo i lewo. Sprawił, że wydała okrzyk rozkoszy.
– Och tak, kochanie – szeptał w największym, uniesieniu, obejmując ustami koniuszek jej, piersi. – Uwierz mi, to jest dopiero początek… przed nami jeszcze długa droga…
Odsunął nogą leżącą na dywanie suknię, nie zwracając uwagi, że może jeszcze bardziej uszkodzić delikatny materiał i położył kruchą blondynkę na łóżku. Gorącymi rękoma przebiegł po jej nagim ciele, sprawiając, że zadrżała.
– Tak powinno się właśnie stać, kochanie! – wykrztusił i uniósł głowę, żeby popatrzeć w jej szeroko otwarte błękitne oczy. – Tak właśnie było i tak będzie znowu. Ale, do diabła z przeszłością. Może wreszcie to poskutkuje, skoro nic innego na ciebie nie podziałało.
Usagi nic jednak z tego nie usłyszała. Niepotrzebne jej były słowa. Pragnęła tylko, żeby ją całował i pieścił. Zanurzyła więc rękę w jego włosach i przyciągnęła głowę do siebie, aby mogła zamknąć mu usta swoimi wargami. A potem z niecierpliwą pasją pochwyciła guziki od jego koszuli, błyskawicznie odpinając jeden po drugim. Mężczyzna zamruczał triumfalnie i natychmiast pomógł jej w obnażaniu swego ciała. I połączyli się ze sobą w miłosnym uścisku.
– Tak długo czekałem na tę chwilę – szepnął jej do ucha. – Zbyt długo… kochanie.
– A więc już nie czekaj! – odpowiedziała równie cicho, unosząc się lekko. Tęsknota za spełnieniem jej pożądania była jak ostry ból. – Nie czekaj… proszę, proszę…
Jej słowa zmieniły się w okrzyk zachwytu, gdy odpowiedział na jej ponaglanie. Ich ciała złączyły się ze sobą. Usagi nie mogła leżeć spokojnie. Instynkt i fizyczna reakcja zaczęty dominować. W miłosnym rytmie przyłączyła się do niego. Najpierw powoli, a potem coraz gwałtowniej, aż crescendo doznań doprowadziło ją do zupełnego zatracenia. A potem bardzo powoli powracała do świadomości. Przez dłuższy czas leżała w omdleniu, nie mogąc się poruszyć ani myśleć. Jej ciało promieniowało nasyceniem. Wreszcie serce zaczęło wracać do normy, oczy się otwarły i odzyskały spokojny wyraz. Mogła się znowu poruszać. Słyszała obok siebie, jak jego oddech również się uspokaja. Leżał już całkowicie zrelaksowany.
– Tym razem chyba powinna ci wrócić pamięć. – Dziwna nuta w jego głosie nagle ją otrzeźwiła i rozproszyła zmysłowe odrętwienie. Poczuła zimne ukłucie w sercu.
– Co chcesz przez to powiedzieć? — zapytała drżącym głosem, a jego cichy śmiech rozkojarzył ją jeszcze bardziej.
– Och, kochanie. Wiesz dobrze, co chciałem powiedzieć. Jeśli jest cokolwiek, co mogłoby przywrócić ci pamięć i zburzyć mur, który zbudowałaś wokół siebie, a w którym tkwiłaś przez dwa lata, to tylko…
– Przywrócić mi pamięć! – krzyknęła, zrywając się gwałtownie z pościeli.
Jej ospały nastrój nagle zniknął, twarz pobladła, a oczy przepełniły się rozpaczą.
– Mam rozumieć, że był to po prostu eksperyment! – z największym trudem mogła cokolwiek powiedzieć. – To miałeś na myśli przez cały czas! Czy po to mnie tu sprowadziłeś? Miał to być lokal, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzać… gdzie masz wygodne łóżko. – Obrzydzenie przepełniło jej głos. – Jak mogłeś?
Wyglądało na to, że Diamond całkowicie ignoruje jej wybuch wściekłości.
– Warto było spróbować… nic innego nie przynosiło przecież rezultatów – oświadczył z przerażającą przytomnością.
– Warto było! – powtórzyła jak złośliwe echo, po czym głos odmówił jej posłuszeństwa i nie dokończyła zdania. Z nieartykułowanym okrzykiem poderwała się z łóżka, chwyciła z podłogi sponiewieraną suknię i włożyła na siebie gwałtownymi ruchami. Oczy napełniły się jej łzami. Odwróciła głowę, żeby Diamond ich nie dostrzegł.
– Co robisz? — zapytał, nadal wyciągnięty na łóżku. Jego rozleniwiony ton rozdrażnił ją jeszcze bardziej.
– A jak ci się wydaje? Wychodzę! Nie zniosę tego, żeby być z tobą choćby sekundę dłużej.
– Czy nie sądzisz, że trochę przesadzasz? – cedził pełne ironii słowa, podczas gdy ona zgrzytnęła zębami i miała wielką ochotę, aby go obić – Usagi- chan, my przecież naprawdę kochaliśmy się…
Przerwała mu gwałtownie.
– Kochaliśmy się? – wykrzyknęła. – To nie było kochanie się, lecz przeprowadzony z zimną krwią eksperyment… coś w rodzaju fizycznej wiwisekcji.
– Wydaje mi się, że moje dobre intencje poszły na marne. Nie przyniosły efektu, jakiego się spodziewałem. – Nagle uśmiechnął się rozbrajająco. W oczach pojawił mu się ciepły zmysłowy wyraz. – Może powinniśmy spróbować jeszcze raz?
– Nigdy! — odparła, nie wierząc własnym uszom. Jak on mógł coś takiego powiedzieć? Jakim, że wstrętnym był zwierzęciem. Stwierdził chłodno, że jego zamysł nie powiódł się, to znaczy, że ona przeszła przez to całe poniżające doświadczenie niepotrzebnie. – Nigdy więcej, słyszysz mnie? – powtórzyła bliska płaczu. – Nigdy więcej!
Nie szukając nawet pończoch, włożyła buty i podbiegła do drzwi. W ostatniej chwili obróciła się do niego jeszcze raz i wykrzyknęła:
– Jedno na zakończenie chcę ci powiedzieć, panie Shimura… Jeśli byłeś takim właśnie mężem, jakim okazałeś się teraz, to nie dziwię się, że cię porzuciłam.
Po tych słowach wybiegła z pokoju, chcąc być jak najszybciej daleko od niego. Chciała znaleźć jakieś ciemne schronienie, gdzie mogłaby zostać sama. Gdy zmagała się z zamkiem u drzwi, poczuła zapach spalenizny, wydobywający się z kuchni. Tyle pozostało po starannie przygotowanej kolacji.

 

Reklamy

8 thoughts on “Miłość o zapachu wiśni. VII

  1. nie potrzebnie Di podgrzewał tą zupę i nici wyszły z kolacji a tak miło się zapowiadało ech Di i co teraz zrobisz po takiej akcji to zmniejszyłeś swoje punkty i jestem bardzo ciekawa czy Di pozwoli jej uciec czy jednak ją zatrzyma 🙂 daj szybciutko kolejny rozdział pliiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiisssssssssssssssssssssssssssssss !!!!!!!!!!!!!! 🙂

  2. Czy Ty się dziewczyno na wszystkim znasz:P Niezależnie od tego co w rozdział wplatasz to zawsze sprawiasz wrażenie osoby która się doskonale w każdym temacie orientuje ) Nic tylko łał 🙂

    A było tak pięknieeee… Już się tak rozmarzyłammm….Oj Di, mógł jej wprost powiedzieć, że ją kocha i oj Usagi, mogła aż tak pod koniec nie reagować…Ehhhh, no i co teraz…

    Aaaaaaaaaaa Usagi była w ciąży… iiiii albo straciła dziecko, co raczej bardziej prawdopodobne albo urodziła i niewiadomo co z nim się stało, a przynajmniej tak myślę 🙂

    No i jedzenie się zmarnuje… Ja zjem łososia 😛

  3. No nie mogę Usa jest dziwna ja jej wogóle nie rozumiem, chce poznać przeszłość ale jednak nie chce przecież mogła by się spotkać z przyjaciółmi z przeszłości, Di próbuje jej pomoc a ona się broni nogami i rękami przed tym. te jej niezdecydowanie to jest straszne jak on z nią wytrzymuje? sex jej się podobał ale zamiast podejść z humorem do tego co powiedział to
    odrazu efekt jakiejś dziwnej obrony i foch. rozdział naprawdę super bardzo dużo emocji we mnie się ruszyło. jak zawsze super. pozdrawiam gorąco

    1. Usa jest zagubiona, przestraszona, chciałaby w głębi serca wiedzieć wszystko. Zresztą było parę razy mówione o tym jak bardzo chciałaby się dowiedzieć czemu odeszła. Chciałaby wiedzieć, aby móc w pełni zaufać Di i dlatego jest wobec niego tak podejrzliwa. (znaczy takie jest moje przesłanie- autorki 😀 )

  4. Jak ty to robisz, że zawsze, jak czytam nowy rozdział, to mam wrażenie, że czytam książkę i chcę jeszcze i jeszcze?
    Usagi jest niezdecydowana i wcale jej się nie dziwie. Nie mając wspomnień ma prawo być ostrożna. Jestem ciekawa, co takiego Diamand nabroił, bo mam wrażenie, że coś między nimi lata temu się popsuło. Ale to tylko moje przemyślenia i mogą być całkowicie błędne.
    Kochana, uwielbiam twoje opowiadania. Nie daj nam czekać tak długo na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i weny życzę.

    1. Ach, dziękuje, dziękuje. Bardzo miło czyta się takie komentarze.
      A propos tego, że popsuło się między Di i Usagi kiedy byli małżeństwem… no cóż chciałabym cokolwiek powiedzieć, ale napiszę słowo więcej i zdradzę fabułę. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s