Miłość o zapachu wiśni. VIII

Deszcz zacinał ostro w szyby kawiarni i można było obawiać się, że je wybije. Nastrój Usagi był ponury. Westchnęła głęboko i odsunęła talerz od siebie. Nie miała ochoty na kanapkę, jedyny kęs, jaki ugryzła, smakował jak kawałek tektury. Kawa już chyba wystygła. Czarna lura wyglądała na tłustą i ani trochę nie zachęcała do wypicia. Nic dobrego nie wynikało z siedzenia w tym lokalu. Był dziesiąty maja, a więc jej dwudzieste siódme urodziny, ale czuła się tak samo paskudnie, jak dwa lata wcześniej. Jej życie było pełne zamętu, od chwili kiedy Diamond wtargnął do niego. Wciąż nie wiedziała, czy stoi na głowie czy nogach, czy kocha bądź przeklina tego człowieka, który utrzymuje, że jest jej mężem. Jasne było, że miała jakąś przeszłość za sobą, ale nie była w stanie ustalić, jak ona wyglądała. Z drugiej strony, czy nie było jeszcze gorsze dla niej, że wiedziała teraz, iż posiada męża, który zranił ją tak okropnie?
– W bibliotece powiedzieli mi, że masz wolny dzień i od razu pomyślałem sobie, że znajdę cię tutaj.
Głęboki, męski głos, do którego przyzwyczajała się przez minione sześć tygodni, zabrzmiał nagle za jej plecami. Podskoczyła jak spłoszona kotka, strącając ze stolika solniczkę. Pochyliła się, żeby ją podnieść, ale w porę zdała sobie sprawę z tego, że może to być poczytane jako chęć uniknięcia jego wzroku. Wstrzymała się więc w pół drogi.
– Czy nie oznacza to nieszczęścia, czy czegoś w tym rodzaju? – zapytał Diamond z ironią, dotykając solniczki końcem czarnego błyszczącego buta. Jednocześnie postawił na plastykowym blacie stolika dwa kubki kawy. Rzucił okiem na grudkę soli, która rozsypała się po podłodze.- Czy nie masz przypadkiem ochoty złożyć diabłu w ofierze szczypty tej białej substancji? – powiedział, wciąż ironizując.
Usagi podejrzewała, że Diamond wyczytał z jej twarzy, jakie myśli kołaczą się jej po głowie.
– Czy masz zamiar usiąść? – zapytała rozdrażniona.- Czy też będziesz tkwił nade mną w nieskończoność?
Patrząc w jego jasne oczy, przypomniała sobie, że zaledwie chwilę wcześniej użyła słowa „miłość” wspominając o swoim stosunku do tego mężczyzny. Musiała go kiedyś kochać, bo przecież wyszła za niego. Lecz czy kochała go nadal? Przecież jedyne uczucie, jakim powinna go obdarzyć, po tym, co zrobił jej w czasie weekendu, to wstręt i obrzydzenie. Zatem odpowiedź na nurtujące pytanie nie była łatwa, zwłaszcza w obecnym stanie jej ducha.
– Nie usiadłem, bo nie byłem pewien, jak zostanę przyjęty- stwierdził oschle mężczyzna, zajmując jednak miejsce po drugiej stronie stolika.- To dla ciebie- dodał, podsuwając jej kubek kawy.-Wydawało mi się, że ci tego potrzeba. Wyglądasz mizernie.
Jak długo obserwował ją z drugiego końca sali? I dlaczego nie zauważyła go wcześniej? Lokal świecił pustkami, jak zwykle w środku tygodnia i po godzinach obiadu.
– Dziękuję za kawę – odpowiedziała. Co prawda, nie miała ochoty na picie czegokolwiek, lecz nagle poczuła wewnętrzny chłód i z przyjemnością objęła dłońmi kubek pełen gorącego płynu – Skąd wiedziałeś, gdzie mnie szukać?
– Jak mówiłem, to było całkiem proste – powiedział, pociągając łyk kawy i zaraz zmarszczył się z niesmakiem.- Przecież jest dziesiąty maja. Byłem pewny, że właśnie tu cię znajdę. A przy okazji… serdeczne życzenia urodzinowe, Usagi- chan.
Co on właściwie miał na myśli? – zastanowiła się. Czy chodziło mu o biologiczne urodziny, czy o rocznicę chwili, kiedy znalazła się w tej kawiarni, niczym przebudzona ze snu, współczesna Królewna Śnieżka? Według tego drugiego rachunku miała dokładnie dwa lata i dziesięć minut. Poczuła łzy w oczach. Dwa lata i parę minut… to wszystko, co wiedziała i pamiętała. To bardzo mała cząstka z dwudziestu paru lat. Cofnęła się gwałtownie, bo Diamond wyciągnął rękę w jej kierunku. On jednak chciał się tylko przyjrzeć porzuconej przez nią kanapce. Podniósł górną jej część i odsłonił plasterek sera, który wyglądał, jakby był z plastyku. Obok tkwił samotny kawałek zielonkawego pomidora.
– Tak jak przewidywałem… nie dziwię się, że nie masz na to ochoty. Zapewne smakuje tak samo okropnie jak ta kawa.
Trzyma się na dystans, pomyślała. Kontrolował swe emocje, co robiło zeń człowieka oschłego, zimnego, tak różniącego się od tego miłego i ciepłego mężczyzny, jakim był dla niej w ostatnim czasie. Jednakże niedzielny wieczór wszystko zmienił. W rezultacie nie wiedziała, jak go teraz traktować.
– Czy zadziałało tym razem? – zapytał. Nie mogła udawać, że nie wie, o co mu chodzi.
– Nie – wymamrotała ponuro, głosem podobnym do szeptu. – Tak jak z eksperymentami często bywa i ten okazał się całkowitym fiaskiem. Mogłam się tego spodziewać, skoro…
Za późno zdała sobie sprawę z niestosowności tego, co chciała powiedzieć i zmieszana odwróciła wzrok.
– Skoro…? – zapytał miękko. Nie dokończone zdanie wyraźnie pobudziło jego ciekawość. – Co chciałaś powiedzieć? – nastawał.
Usagi zaczerpnęła głęboko powietrza i zmusiła się do odpowiedzi.
– No więc, szczerze mówiąc, nie bardzo wierzyłam, że moje kolejne zjawienie się w tej kawiarni, zamówienie paskudnej kanapki i nie lepszej kawy, pomoże mi odzyskać pamięć, skoro… skoro…
– Skoro moje kochanie się z tobą tego nie sprawiło? –dokończył za nią, jeszcze raz udowadniając, z jaką łatwością czyta w jej myślach.
Blondynka była zdolna kiwnąć tylko potakująco głową. To było głupie z jej strony, że czuła się zrozpaczona, pomyślała. Czego się mogła spodziewać? Czy naprawdę wierzyła, że odwiedzając jeszcze raz to miejsce, gdzie ocknęła się dwa lata temu, znajdzie klucz do zamkniętych drzwi, którym otworzy je szeroko, odkrywając przed sobą swą przeszłość? Przecież przychodziła do tej kawiarni już wielokrotnie od tamtego wydarzenia przed dwoma laty i nigdy nie poczuła nawet najmniejszego drgnięcia w swej świadomości. Dlaczego więc miałoby się to wydarzyć tym razem?
– Ja także chciałem wierzyć, że nasze emocjonalne przeżycie będzie miało większy wpływ na ciebie niż to miejsce… – Diamond przerwał gwałtownie, bo dziewczyna popatrzyła mu prosto w twarz oczami pełnymi rozpaczy. Odczekał chwilę, a potem nagle stwierdził:- Usagi, chciałbym pomówić o tej niedzieli…
– Ale ja tego nie chcę! – krzyknęła ostro. Po sekundzie, przecząc samej sobie, bo nie mogła dłużej znieść swego nieszczęścia, rzuciła łamiącym się głosem: – Dlaczego to zrobiłeś, powiedz, dlaczego?
– To wydawało mi się oczywiste – odparł bez emocji. – Moje argumenty były ważne i uzasadnione.
– Ważne?! Naprawdę myślałeś, że potrafisz nacisnąć właściwe guziki, bym odzyskała pamięć? Naprawdę myślisz, że kochanie się z tobą było tak niezapomnianym doświadczeniem…?
– Trzeba było tego spróbować – wymamrotał przez zaciśnięte zęby.
Uraziła go widać w czułe miejsce, podrażniła jego męską dumę i podała w wątpliwość jego fizyczne oddziaływanie.
– To jest właśnie postępowanie z wyrachowaniem, jak wy to nazywacie, pragmatyczne… – Pohamowała potok słów, nagle przypominając sobie, że takich samych już używała wobec niego.
Usiłował jej wtedy dyktować, co ma robić, jak postępować.
– Ale ostatnia niedziela mogła dać rezultat – upierał się przy swoim.
– Mogła, ale nie dała! — Gorzkie łzy raz jeszcze pokazały się w błękitnych oczach. Nie wiedziała jednak, czy dlatego, że tak grubiańsko się nią posłużył, czy też dlatego, że zawiodła jego próba przełamania muru, który oddzielał ją od przeszłości. Pozostała dokładnie w tym samym miejscu, gdzie zaczynała walkę o odzyskanie pamięci.
– Powiedz mi jedno… – Ku jej zaskoczeniu tym razem on przełamał milczenie. – Gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, w tej drugiej rundzie – dorzucił z kwaśną miną – zasypywałaś mnie pytaniami. Teraz nagle ta fala pytań ustała. Dlaczego? Niewiele ci wtedy powiedziałem, teraz robisz jednak wrażenie, że nie chcesz więcej wiedzieć. Gdybym ja stracił pamięć…
– Gdybyś ty stracił pamięć! – wybuchła dziewczyna, nie zważając, że kilka osób siedzących obok wytrzeszczyło oczy. – Gdybyś… Pozwól mi, że coś ci powiem, ty wszystkowiedzący panie Shimura! Na początku, naprawdę chciałam dowiedzieć się wszystkiego. Nim skończyłeś odpowiadać na jedno pytanie, już następne cisnęło mi się na usta. Chciałam, żebyś był przy mnie cały dzień i całą noc, odpowiadając na pytania… Sęk jednak w tym, że nic, co mi mówiłeś, nie miało jakiegokolwiek znaczenia.
Usagi oczywiście wiedziała, dlaczego tak się działo. To była jej wina. Nie mogła zdobyć się na to, żeby zadawać naprawdę istotne pytania. Tak działo się również w tej chwili. Diamond był przecież tutaj. Wiedział wszystko o ich małżeństwie, a zwłaszcza to, dlaczego go porzuciła. Wszystko, co powinna zrobić, to zapytać go: Dlaczego? Takie małe pytanko, a jednocześnie tak bardzo trudno je zadać. Skąd w niej taka przeszkoda nie do pokonania?
– Czy chcesz mi zarzucić, że nie mówiłem prawdy? – zapytał ostro.
– Nie, nie o to chodzi — odpowiedziała szybko.- Odnoszę podświadomie wrażenie, jakby to, co mówisz, było treścią jakiejś cudownej bajki. Wydaje mi się, jakbyś mówił o innej, obcej osobie. A wiem przecież, że tak nie jest.
– Czy jednak nie byłoby lepiej, gdybyś przyjrzała się osobiście kilku ludziom…
Słysząc to dziewczyna uniosła gwałtownie głowę, a jej błękitne oczy rozszerzyły się.
– Ja mam się przyjrzeć…? – zapytała zbulwersowana – W jaki sposób…?
– Kiedy cię odnalazłem – mówił powoli, jakby z trudem – i gdy powiedziałaś o zaniku pamięci, zdecydowałem, że będzie najlepiej, jeśli zwrócę się o poradę do specjalisty. I tak też zrobiłem. Powiedział mi, że są dwie możliwości. Pierwsza, to terapia spokojna, w zwolnionym tempie, tak abyś stopniowo, bez wstrząsów poznawała siebie i swoje dawne środowisko. Wszystko w nadziei, że po pewnym czasie bariery, które wzniosłaś między sobą i swoją przeszłością, zaczną kruszyć się…
– A druga możliwość? – zapytała, domyślając się intuicyjnie, o co może chodzić.
Diamond zmarszczył czoło, przeczesał ręką włosy.
– Druga droga, zdaniem tego doktora, miałaby być w jakimś sensie szokowa i powinna zmusić cię do odzyskania pamięci. Miałem zabrać cię do miejsc, które kiedyś znałaś, zetknąć cię z ludźmi z twojej przeszłości,
– Tak jak zrobiłeś to w niedzielę? – przerwała mu impulsywnie, wyrzucając z siebie to zdanie, nim miała czas zastanowić się. Wspomnienia tamtego wieczoru wciąż wywoływały w niej gorycz. Diamond miał tyle przyzwoitości, że na twarzy pojawił mu się wyraz zakłopotania.
– Cała sprawa przebiegła inaczej, niż zamierzałem. Przeliczyłem się.
To delikatnie, bardzo uprzejmie powiedziane, pomyślała. Jednak, jej zdaniem, cały zamysł był dokładnie przekalkulowany, jej reakcja przewidziana do najdrobniejszego szczegółu. To było po prostu gruboskórne uwiedzenie, wyzbyte z wszelkiego uczucia do niej, wyłącznie z myślą o jego własnym zadowoleniu. Na chwilę przymknęła oczy i nagle naszły ją zupełnie odmienne myśli. Zwłaszcza jeśli chodzi o jego ocenę. Czy nie była jednak od samego początku zbyt samolubna w całej tej sprawie? Jeśli tkwiła w uczuciowym chaosie, to co jednocześnie on odczuwał? Jeśli miała opory w zaakceptowaniu go jako męża, to jemu przypuszczalnie równie ciężko jest pogodzić się z faktem, iż jest zupełnie obcym człowiekiem dla swojej żony! Zaczęły ją nękać wyrzuty sumienia i pomyślała, że musi wszystko jeszcze raz przemyśleć. W każdym razie była mu wdzięczna, bo wybrał dla niej tę łagodniejszą drogę postępowania, mimo że oznaczało to dla niego większą frustrację, dotkliwsze kłopoty i trudności. Lecz, jeśli tak się sprawy miały, jak mogła wyjaśnić jego niedzielne zachowanie? Czy było to postępowanie człowieka okrutnego, bez serca, wyrachowanego, czy też przeciwnie, postępowanie kogoś, kto pragnął z desperacją odzyskać żonę, i był zdecydowany uczynić wszystko, aby dopiąć celu? Czy rozwiąże tę zagadkę, jaką był Diamond Shimura? A przecież musiała to zrobić, skoro mieli dzielić wspólny los. Zauważyła nagle, że coś absorbowało uwagę mężczyzny. Patrzył w odległy kąt sali, chociaż, jak się jej wydawało, spojrzenie jego wyrażało sprzeciw. Zerknęła tam ukradkiem i dostrzegła tylko dwie osoby: młodą kobietę z mniej więcej trzyletnim synkiem. Przyznała w duchu, że dziewczyna, o długich czarnych włosach i owalnej bladej twarzy, była bardzo efektowna, wręcz piękna. Nic dziwnego, że przyciągała uwagę. Nagle zazdrość targnęła sercem blondynki i opanowało ją uczucie strasznej pustki. Czuła się prawie tak zagubiona i zdesperowana, jak dwa lata wcześniej. Zauważyła zmianę. Stał się spięty, chłodny. Raz jeszcze spojrzała w stronę kobiety i ponownie zalała ją fala zazdrości. Przecież od chwili, kiedy Diamond ją odnalazł, minęło zaledwie sześć tygodni. Zaledwie trzy dni temu kochali się. Czyżby już zaczynał oglądać się za innymi kobietami? Bolesna, ale i realna myśl przyszła jej do głowy. Właściwie nie wiedziała, dlaczego jej poszukiwał. Nigdy nie powiedział przecież wyraźnie i otwarcie, że ją kocha. Twierdził jedynie, że chciał ją odzyskać, bowiem było im „dobrze ze sobą”. Czyżby tylko w sensie pożycia seksualnego? Na samą tę myśl doznała bolesnego skurczu żołądka i ogarnął ją niepohamowany lęk. A więc fizyczne pożądanie było jedynym uczuciem, jakie wobec niej żywił, a które wybuchło jak wulkan w niedzielę wieczorem. Oświadczył otwarcie, że zmysłowy pociąg był ważną częścią ich związku w przeszłości i pragnął ogromnie, żeby to uczucie odżyło. Czy to wszystko, czego chciał? Dreszcz niepokoju przebiegł przez jej ciało. Czy chciał prawdziwego małżeństwa, czy tylko zmysłowej partnerki, z którą osiągałby miłosne spełnienie? A jeśli nie zapewniłaby mu tego, czy nadal chciałby się z nią wiązać, czy raczej pozbyłby się jej na zawsze? Diamond zaczął nerwowo bębnić palcami po stoliku i spojrzał w stronę czarnowłosej piękności. Usagi nie mogła znieść tego dłużej. Musiała poznać prawdę.
– Diamond… co ty naprawdę czujesz do mnie? – wydusiła z siebie.
Po tych słowach zapadła długa, śmiertelna cisza. On zwrócił się teraz wyraźnie ku niej. Był zaskoczony.
– Co mówisz? – zapytał wreszcie schrypniętym głosem, jakby miał suche i obolałe gardło.
Nie wiedziała, czy zdobędzie się na odwagę, aby powtórzyć pytanie. Od dłuższej chwili patrzył jej prosto w oczy. Przełknęła gwałtownie ślinę i wyszeptała:
– Gdy byliśmy razem… przed dwoma laty i wcześniej, co czułeś wtedy do mnie?
Fiołkowe oczy stały się bardziej ciemne, jeszcze bardziej nieprzeniknione. Nie mogła z nich niczego wyczytać.
– Mój Boże!- wyrzucił z siebie te słowa z taką siłą w głosie, że dziewczyna instynktownie przechyliła się na krześle do tyłu.- Co ma znaczyć, do cholery, to pytanie? Przecież jasne było, że cię kochałem, u licha. Czy w przeciwnym razie…? — Nie dokończył zdania, pokręcił tylko gwałtownie głową, z wyrazem niedowierzania na twarzy.
Usagi uzmysłowiła sobie, że już kiedyś tak się zachował. Podobnie było tego dnia, kiedy zabrali bliźniaczki do Muzeum Figur Woskowych i kiedy zapytała, czy pragnął mieć dzieci.
– Ty wciąż mi nie ufasz, nieprawdaż? – Głos był nadal agresywny i Usagi z rozpaczą pomyślała, że mimowolnie powiedziała coś, co zniweczyło kruche porozumienie, które zaczęło się między nimi wytwarzać.
– Ja nie wiem… – wyszeptała.- Nie wiem, co mam o tym myśleć… Czy mogę ci wierzyć? Czy powinnam? Nie wiem zresztą również, czy ty mi ufasz? Przecież sześć tygodni temu nie wierzyłeś w to, co mówiłam?
Reakcja mężczyzny zaszokowała ją. Wyglądał na tak zbulwersowanego, że mógłby złamać łyżeczkę do kawy, którą właśnie trzymał w ręku.
– Nie ufałem ci — odparł tak cicho, że nie była pewna, czy go rozumie. – A czy ty byś wierzyła? Byliśmy ze sobą bardzo blisko przez trzy lata… a potem nagle mnie opuściłaś, i to bez słowa wyjaśnienia. Zostawiłaś tylko kartkę z wiadomością, żebym nie starał się ciebie szukać…
– Czy tak rzeczywiście postąpiłam? – Wszystkie jej obawy i lęki pojawiły się na nowo. Jeśli napisała wówczas, żeby nie starał się jej odnaleźć, to znaczy, że nie chciała, aby ich małżeństwo nadal trwało. Wciąż jednak nie wiedziała, co było tego przyczyną!
– Tak było – powiedział z naciskiem i z ponurą twarzą. – Co więcej, napisałaś jeszcze, że jeśli kiedyś się spotkamy, to będę dla ciebie nikim. Dokładnie sformułowałaś to tak: „Jeśli cię kiedyś zobaczę, to nie będę cię znała”. Gdy więc sześć tygodni temu sprawiałaś wrażenie, że mnie nie rozpoznajesz…
– Uważałeś, że było to udawanie.- przerwała mu. Diamond potaknął z nadal zasępioną twarzą.- Ale potem, gdy zemdlałaś, pojąłem, że dzieje się coś złego. Akira wyjaśnił mi, jak się rzeczy mają, a później ty sama dodałaś więcej szczegółów. Ja dalej jednak nie byłem pewien. Dlatego właśnie chciałem, żebyś porzuciła dotychczasową pracę, bo chciałem cię wspomagać finansowo, żeby mieć na ciebie jakiś wpływ.
Dlaczego jednak chciał, żeby była od niego uzależniona? – myślała szybko, wciąż w głębokiej rozterce. Dlaczego pragnął na nowo odrodzić ich związek sprzed dwu lat? Mówił wprawdzie, że
kiedyś ją kochał, ale to było właśnie przed dwoma laty. „Kochałem cię” – powiedział, używając jednoznacznie czasu przeszłego. Natomiast przez sześć ostatnich tygodni ani razu nie wspomniał o
innych uczuciach do niej, mówił tylko o pożądaniu.
– Diamond… powiedz mi, proszę, dlaczego odeszłam od ciebie? – zapytała niepewnym głosem.
– To ty mi powiedz, dlaczego — odrzekł z cynicznym uśmieszkiem i wzruszeniem ramion.
– Czy więc twierdzisz, że sam nie wiesz?
Diamond na chwilę przymknął oczy, a potem znowu popatrzył na nią z wyrzutem.
– Mieliśmy pewne problemy… — Było oczywiste, że z największą starannością dobierał słowa. – Ale żaden z nich nie był na tyle poważny, aby uzasadniał twoje odejście. I to z dnia na dzień, bez uprzedzenia. Nigdy nie powiedziałaś słowa, które wskazywałoby, że zamierzasz mnie opuścić. Przypominało to klasyczny scenariusz. Przyszedłem do domu i zastałem na parapecie kominka liścik adresowany do mnie. Nie wzięłaś nawet ze sobą walizki. Odeszłaś w tym, w czym byłaś. Twoją torebkę znalazłem w sypialni. Mogłem tylko zakładać, że miałaś trochę pieniędzy w kieszeni żakietu,
Usagi zdumiona kręciła głową. Dotychczas przypuszczała, że ich związek rozpadł się z jego powodu. Tymczasem teraz twierdził, że ona do tego doprowadziła, że on nawet nie podejrzewał, iż może go opuścić, że nie dała mu żadnego wyjaśnienia. Dlaczego tak się zachowała? Co ją do tego doprowadziło? Musiała znaleźć za wszelką cenę odpowiedź na te pytania. Było to decydujące dla jej dalszej egzystencji. Zaczynała upewniać się w przekonaniu, że teraz kocha tego mężczyznę, niezależnie, co czuła do niego dwa lata temu. Kochała tak mocno, jak tylko była w stanie. Ale miłość ta opierała się na nietrwałych fundamentach. Znała go tylko takiego, jakim był dzisiaj. Znała też siebie w obecnej postaci. Nadał nie wiedziała, jak sprawy wyglądały w przeszłości. I nie będzie mogła wyjawić mu swego obecnego uczucia, dopóki nie dowie się ostatecznie, o co wówczas chodziło. Do tego momentu nie będzie miała bowiem pewności, czy ten dramat nie może się powtórzyć. Jak jednak mogła ustalić, co się wówczas wydarzyło, skoro sam nie może jej pomóc? Wyglądało na to, że prawda zamknięta była w jej pamięci, którą jednak utraciła. Zatem tylko ona sama, mogła odnaleźć sposób na wydobycie tej prawdy.
– Kiedy wróciłam do rzeczywistości, przed dwoma laty, nie pamiętając co było wcześniej – wolno powiedziała – czułam się tak, jakbym patrzyła w lustro, w którym widziałam tylko siebie i nic poza tym. Mój obraz i moje odbicie wydawały mi się jasne i czytelne, natomiast to, co mnie otaczało w zwierciadle, nie było w ogóle widoczne. Teraz zastanawiam się jednak, czy mój wizerunek był prawdziwy. Czy może miałam przed sobą krzywe zwierciadło, podobne do tych, które znajdują się w lunaparku?
Czuła się teraz gorzej niż dwa lata temu. Wtedy przynajmniej częściowo wierzyła w siebie. Teraz, widząc swą przeszłość oczami tego mężczyzny, zaczynała się zastanawiać, jaka właściwie była przed utratą pamięci.
– Diamond, chcę jeszcze raz wrócić do tego, co ci doradzał doktor w mojej sprawie, Dotychczas postępowałeś według pierwszego wariantu jego terapii. Ale ten wariant nie daje pozytywnych wyników. W dalszym ciągu nie wiemy, co się stało. Ani na jotę nie jesteśmy mądrzejsi niż sześć tygodni temu.
– Czyżbyś proponowała, aby pójść drugą, bardziej szokową i gwałtowniejszą drogą?
Wyczuła nutę powątpiewania w jego głosie. W następstwie tego jej własna, nagle zdobyta pewność siebie zaczęła się rozpraszać jak mgła pod wpływem słońca i zimny dreszcz przebiegł jej po plecach. W co się chciała uwikłać?
– Czy doktorzy nie mogą zrobić dla mnie nic innego? – zapytała ostro.
Fioletowe oczy patrzyły na jej twarz uparcie, pochylił się ku niej i powiedział niskim głosem:
– Czy widziałaś kiedyś na scenie albo może czytałaś „Makbeta”?
Zaskoczona pokręciła przecząco głową, zastanawiając się, co wspólnego miała jej sytuacja z Szekspirowskim dramatem?
– No więc jest taka scena w tej sztuce-ciągnął- kiedy Lady Makbet popada w szaleństwo, a jej mąż, wstrząśnięty, pyta doktora, jak temu zaradzić. Lekarz, czy raczej znachor, odpowiada: „W takich razach chory musi sam sobie radzić”.
– Chcesz przez to powiedzieć… och, nie – panika ogarnęła, głos się jej załamał. – Ja nie mogę, nie potrafię…
Rysy twarzy mężczyzny zaostrzyły się, a magnetyzujące oczy patrzyły na nią z uporem.
– Zdaję sobie dokładnie sprawę, że nie pamiętasz, jaka kiedyś byłaś – powiedział wolno, a jego twardy ton głosu mówił wyraźnie, że tym razem nie pozwoli jej uciec. – Ale ja pamiętam to doskonale… i wiem, że jednego nie można ci było zarzucić, że byłaś tchórzem…!
Jeśli chciał ją zmusić do podjęcia decyzji, to wybrał właściwą drogę.
– Co chcesz, żebym zrobiła? – zapytała po chwili.- Sprzedałeś wprawdzie nasze dawne mieszkanie, ale mógłbyś mnie zabrać do swojego biura albo…
On jednak zdecydowanie zaprzeczył głową.
– Nie do biura – powiedział. — Wiedz o tym, że właściwie nigdy nie mieszkaliśmy na stałe w Tokio. Pojedziemy za stolicę.
– Na wieś? – zapytała, a zaskoczenie zaostrzyło jej głos. — Gdzie i co ma to z nami wspólnego?
– Kupiłem dom tuż przed poznaniem ciebie. Zawsze bardzo go lubiłaś i po ślubie osiedliśmy tam na dobre.- Cień wspomnień z przeszłości przesunął się po jego twarzy, czyniąc ją ponurą, zimną i odległą.- I z tamtego domu właśnie odeszłaś. Jeśli chcesz naprawdę wiedzieć, co się wówczas stało…
Ton jego głosu brzmiał złowieszczo, ale zrozumiała, że doszła do punktu, skąd nie było już odwrotu. Skinęła więc głową bez słowa. Gardło miała tak ściśnięte, że nic nie potrafiła powiedzieć.
– Właśnie w czasie twojej wędrówki z tamtego domu do tej kawiarni, straciłaś pamięć. I jedynym sposobem na jej odzyskanie jest powrót do początku.

***

Już jesteśmy na takim półmetku.

 

Reklamy

3 thoughts on “Miłość o zapachu wiśni. VIII

  1. ech dziewczyno ale nam fundujesz emocje uhhhhhh i jestem bardzo ale to baaaaaaaaaaaaaaardzo ciekawa tej terapi szokowej więc pliiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiis jak najszybciej o kolejny rozdział 🙂

  2. Tak chciałam przeczytać rano, ale bym nie zdążyła 😦

    Też bym nie zjadła tej kanapki 😛 Chyba, żeby wrzucić tam majonez… Duuużo majonezu 😛

    Jasne, ze Di się na dystans trzyma, bliżej się trzymał to źle zareagowała, więc teraz Bidulek mój musi być powściągliwy jeśli nie chce w łeb dostać 🙂

    No nie mów, że Usagi sama sobie coś zrobiła, żeby pamięć stracić 😀

    Ale z tym grubiańskim obchodzeniem się to przesadziła… Jakie grubiańskie, diabelnie przystojny milioner zabiera ją do wypasionego apartamentu ciągle jej nadskakując i gotując ulubione potrawy, a potem się z nia ku jej ogólnej zgodzie kocha… Taka przyjemna terapia szokowa w trosce o odzyskanie pamięci zony, a ona się zastanawia czy to nie przejaw tego, że Di jest okrutny…. No i jasne, że ją kocha, a patrzy się na dziecko… Aaaaaaaa…

    Ale teraz sobie jadą do jakiegoś dworku i tam buzi-buzi, mua mua 😉 Chcę więcej :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s