Miłość o zapachu wiśni. IX

– Jesteśmy prawie na miejscu. – Słowa z trudem dotarły do Usagi, pogrążonej w lekkiej drzemce.
Wyprostowała się w swoim fotelu i rozejrzała z zainteresowaniem po wiejskim krajobrazie. Pomyślała, że niebawem zobaczy dom, w którym kiedyś mieszkała, i w którym doszła także do wniosku, że nie zniesie już tego dłużej. Czy mężczyznę obok niej nękał taki sam niepokój, który czynił ją kłębkiem nerwów? Jeśli tak było, to ukrywał bardzo starannie stan swego ducha. Rozparty na siedzeniu kierowcy, sprawiał wrażenie zrelaksowanego, zajętego tylko prowadzeniem wozu. Być może jednak ta koncentracja nad kierownicą była trochę nadmierna, zważywszy, że od pewnego czasu jechali już spokojną, wiejską drogą. Ostatni raz trafili na większy ruch samochodowy za Tokio, gdzie zjedli wspólny obiad. Potem jechali już jednak pięknie wijącymi się wśród pól, zupełnie pustymi, drugorzędnymi drogami, na których samochód był rzadkością. Jazdę ułatwiał przy tym płaski teren, zapewniający świetną widoczność. A jednak łatwo było spostrzec, że mimo pozorów spokoju Diamond kurczowo ściskał kierownicę, co świadczyło, że on także był spięty.
– Czy ty także jesteś zdenerwowany? – niezręcznie zapytała.
Odpowiedział bez słowa, krótkim skinieniem głową.
– Trzeba przyznać, że sytuacja jest wyjątkowa – dorzucił po chwili, ze śladem uśmiechu na twarzy.
-Rozumiem, co masz na myśli – powiedziała. – Rzeczywiście, pożegnanie, które wyprawili nam Yoko, Akira i bliźniaczki, przypominało wyjazd nowożeńców na miodowy miesiąc. Brakowało tylko ślubnego bukietu i konfetti.
Pamiętała doskonale, że gdy powiedziała Yoko, iż bierze tydzień przysługującego jej w bibliotece urlopu i jedzie na wieś z Diamondem, przyjaciółka była zachwycona i wyraziła przekonanie, że sprawy przybiorą na koniec dobry obrót, i że jej związek powraca do stanu sprzed dwóch lat.
– Jestem pewna, że pięknie spędzisz ten czas – powiedziała Yoko. – I kto wie, może tam właśnie odzyskasz pamięć.
To przecież był powód, dla którego zgodziła się na ten wyjazd. Z jakiej więc racji odczuwała lęk, dlaczego wątpiła w sens tego pomysłu?
– Och, na Boga, Yoko- chan powiedz, czy słusznie postępuję?
– Kochanie, o co chodzi? – zapytała zaskoczona przyjaciółka, widząc, że zbladła jak papier.- Przecież nie boisz się Diamonda?
Rzeczywiście już się go nie bała, ale strachem napawało ją to, czego się może dowiedzieć o nim i sobie przy okazji tego pobytu. Była zbyt sfrustrowana, żeby ująć to w słowa. Zaprzeczyła więc tylko głową.
– No, widzisz, nie boisz się go – stwierdziła Yoko z takim przekonaniem, że Usagi tylko mogła jej zazdrościć. – Ty masz przecież bzika na jego punkcie – dodała.
– Czy to po mnie widać? – zapytała zaskoczona, obawiając się, że Diamond mógł również wyczytać z jej twarzy, jaki ma do niego stosunek.
– Tylko ten może się zorientować, kto zna ciebie tak dobrze jak ja. A my przecież od dwóch lat jesteśmy sobie bardzo bliskie. Ty go kochasz. Czy mam rację?
– Lepiej nazwać to tak, jak ty to określiłaś: mam bzika na jego punkcie.
– Więc przestań się przejmować, jedź z nim i bawcie się dobrze. To będzie przecież dla was coś w rodzaju drugiego miodowego miesiąca,
Absurdalność sytuacji polega na tym, pomyślała blondynka, że Ona nie może przecież cieszyć się w pełni tym drugim miodowym miesiącem, skoro nie pamięta zupełnie pierwszego.
– To jest to, przyjechaliśmy!- usłyszała głos, który oderwał ją od wspomnień. Samochód skręcał właśnie na podjazd, prowadzący do okazałego, eleganckiego domu, wyłożonego jasnym kamieniem i teraz pięknie się prezentującego w promieniach popołudniowego słońca. A więc tutaj spędziła większość czasu podczas pierwszego okresu małżeństwa. Wyczuła przyspieszone bicie serca i rozejrzała się wokoło, w nadziei, że dostrzeże jakieś znane szczegóły, cokolwiek, co sprawi, że odnajdzie trop wiodący do przeszłości, którą tak rozpaczliwie pragnęła przywołać.
Dom był naprawdę piękny, sprawiał wrażenie przytulnego i emanował gościnnością. Kamienne schody prowadziły do głównych drzwi. W lewej części mieściła się obszerna oszklona oranżeria, która musiała wyglądać imponująco, gdy wypełniały ją wyszukane rośliny. Teraz robiła jednak wrażenie nieco zaniedbanej, jakby w ostatnim czasie nie troszczono się o nią odpowiednio. Czyżby Diamond nie poświęcał swej posiadłości odpowiednio dużo uwagi, od chwili gdy ona go opuściła? Oczywiście sprawy biznesu i firmy bardzo go absorbowały. Usagi pamiętała, że przejął on po ojcu funkcję dyrektora generalnego wydawnictwa. A być może nie czuł już sentymentu do tego domu, z chwilą gdy ona zniknęła? Patrząc na piękną fasadę, znowu pomyślała, że w jej pamięci nadal panuje pustka. Rezydencja nie budziła w niej żadnych wspomnień.
– Wielki Boże, dlaczego nie mogę niczego sobie przypomnieć?- krzyknęła pełna rozpaczy, frustracji i goryczy, raz jeszcze zawiedziona. Zapał i nadzieja, które ją przepełniały, gdy wysiadała z samochodu, całkowicie teraz zniknęły. Poczuła wewnętrzny chłód. Podeszła do frontowych drzwi i popatrzyła na tablicę wykonaną z brązu, na której była wyryta nazwa posiadłości.
– Sakura Kaoku! – wyszeptała wstrząśnięta. Sakura! Identyczna nazwa szpitalnego oddziału na którym przebywała!
– Tak, Sakura – potwierdził, obserwując z największą uwagą jej reakcję. On wiedział oczywiście, jak się rzeczy miały, ale zatrzymał to dla siebie. Widocznie miał nadzieję, że odkrywając prawdę, przeżyje szok, który być może…
– Ten dom wydaje mi się taki… przyjazny i gościnny -powiedziała.
Usagi zastanawiała się, o czym on może teraz myśleć? Czy wspomina chwile tutaj spędzone?
– Sprawiałaś wrażenie szczęśliwej, gdy tu mieszkaliśmy– dorzucił zdecydowanie.- Byłaś szczęśliwa, z wyjątkiem…— W tym miejscu przerwał gwałtownie, obrócił się i podszedł jeszcze raz do samochodu. – Zabiorę nasze walizki.
– Di…
Podeszła do niego szybko, chwyciła go za ramię i popatrzyła w oczy. Były pełne rozterki, bardzo podkrążone, jakby nie spał przez całe tygodnie.
– Z wyjątkiem czego? – zapytała głosem domagającym się odpowiedzi.
– Z wyjątkiem końcowego okresu. – Jego reakcja była szorstka, a nawet grubiańska. – Jak ci już mówiłem, przechodziliśmy wtedy trudne chwilę, całymi dniami prawie nic do mnie nie mówiłaś. Ale nie było to dziwne, jak mi się potem wydało, skoro planowałaś już, że mnie opuścisz.
Odnosiła wrażenie, że początkowo chciał powiedzieć zupełnie coś innego. Ale nie śmiała go o to zapytać. W tej chwili wydawał się zamknięty dla niej. Twarz miał kamienną i nieprzeniknioną. Obawiała się, że każde niewłaściwe słowo z jej strony może przynieść dramatyczne następstwa. Pomyślała, że bardzo chciałaby mieć zdolności telepatyczne i czytać w jego myślach. Było oczywiste, że jej odejście wstrząsnęło nim. Powiedział także, iż przed tym szokiem, gdy byli jeszcze razem, bardzo ją kochał. Ale jak było dzisiaj? Czy nadal miał dla niej takie samo uczucie? Stwierdził, co prawda, że poszukiwał jej uparcie, bo było im dobrze razem. Ale nie ukrywał, że chodzi o seks. Nic nie mówił natomiast o głębszym uczuciu.
– Czy możemy wejść do środka? – z głosu mężczyzny przebijało zdenerwowanie. Wetknął klucz do zamka z taką energią, jakby był to sztylet, którym godzi w serce szczególnie znienawidzonego wroga. — Może będziesz w stanie wprowadzić w tym domu jakieś sensowne zmiany – rzucił z przekąsem.
Weszli do holu o ścianach wyłożonych drewnianą boazerią i z kamienną białą podłogą. Diamond zostawił walizki i unikając wzroku blondynki, pchnął najbliższe drzwi.
– Salon! – oświadczył szorstko, nie dając jej chwili czasu na zajrzenie do środka, i przeszedł do następnego pokoju. – To jadalnia, a tamte drzwi prowadzą do oranżerii. Kuchnia jest obok…
Zachowywał się, jakby był agentem od sprzedaży nieruchomości i prezentował dom klientce, która go chciała kupić. Czuła się niemile dotknięta. Nic w nim nie było z męża witającego ją w domu, który kiedyś wspólnie zamieszkiwali.
– Tu mój gabinet… tam pokój gospodarczy… Niech to wszyscy diabli! – nagle wybuchnął. – Mam tego dość!
Nie trzeba jej było tłumaczyć, o co chodzi. Sama przecież była także wewnętrznie spięta i podziwiała go nawet, że przed chwilą był jeszcze taki spokojny. Przynajmniej na zewnątrz.
– Może będzie lepiej – powiedziała z wahaniem -jeśli później sama obejrzę dom?
– Nie – uciął krótko. Z jakiegoś powodu ta propozycja zbulwersowała go jeszcze-bardziej. – Zaniosę walizki do twojego pokoju – dorzucił gburowato.
Patrzyła na niego, gdy szedł na górę schodami. Dom, przed chwilą tak miły i przyjazny, stał się nagle groźny i wypełniony duszną atmosferą. Była zrozpaczona.
– Zaczekaj! – zawołała. Dogoniła go na górnym podeście i nie czekając na zaproszenie, wiedziona intuicją, sama otworzyła jedne z kilku drzwi. Weszła pierwsza. Pokój był wypełniony słońcem, które wpadało przez wielkie frontowe okno. Ciepła dodawał wnętrzu złociście brązowy dywan na
podłodze i utrzymane w podobnej tonacji zasłony w oknie, w kolorze płynnego miodu. Elegancka toaletka i szafy na ubrania były z mahoniu. Mimo zdenerwowania uśmiechnęła się z zachwytem.
– To był nasz pokój- powiedziała z pełnym przekonaniem.
Diamond obserwował ją z uwagą.
– Mówisz to, bo pamiętasz, czy tylko trafnie odgadłaś? – zapytał cichym głosem.
– Sama nie wiem – pokręciła głową zmieszana. – Chyba było to coś w rodzaju instynktownego odczucia. Myślę, że…
Nie dokończyła zdania, bo wzrok jej padł na obszerne łoże stojące na środku pokoju. Przykryte było błyszczącą narzutą, również w kolorze okiennych zasłon. Było to ich wspólne łóżko, gdzie kochali się każdej nocy. Popatrzyła w oczy białowłosemu i nagle jej skóra stała się ogromnie wrażliwa, do tego stopnia, że wydało się jej, iż on swymi – ciepłymi rękami delikatnie pieści ją całą. Nie wiedziała, jak długo trwało to rozkoszne uczucie. Diamond wytrącił ją z transu, otwierając szeroko drzwi od jednej z szaf na ubrania.
– Możesz używać tego w czasie naszego pobytu – powiedział.
Rzuciła okiem do wnętrza szafy. Wisiały tam suknie, spódnice, bluzki, dżinsy, nie tknięte od lat. Wszystko w jej ulubionych kolorach. Nie było co do tego wątpliwości. Wybrałaby takie same dzisiaj, chociaż gatunek tych ubrań był nieporównywalnie lepszy, niż tych, na które było ją stać obecnie. Jasne, bo wtedy miała dostęp do dużych pieniędzy. Jego pieniędzy. Była jednak jak najdalsza od stanu błogości. Przeciwnie, nogi trzęsły się pod nią, w gardle zaschło.
– Ja nie będę mogła spać tutaj, to wszystko jest takie dalekie ode mnie – wykrztusiła niepewnym głosem.
Diamond uśmiechał się kwaśno.
– Nie bój się, nie miałem zamiaru ci tego proponować. Powiedziałem nawet gospodyni, żeby przygotowała dla ciebie inny pokój. – Obrzucił jeszcze raz sypialnię jakby pożegnalnym spojrzeniem. – Ja również nie sypiałem tutaj, od czasu kiedy… – Nie dokończył zdania i nie musiał. Usagi doskonale wiedziała, co miał na myśli.
– Twój pokój jest po drugiej stronie – dodał.
Po chwili pokazał jej sypialnię, utrzymaną w miękkich odcieniach błękitu i różu.
– A ty? – Przewidując widać to pytanie, Diamond otwierał już kolejne drzwi i ujrzała wnętrze na odmianę wyraźnie męskie, z dominantą ciemnej zieleni i beżu. Postawił swoją walizkę na podłodze i zwrócił się do blondynki:
– Podoba ci się to rozwiązanie?
Dlaczego ją pytał? Przecież już zadecydował, że będą mieli oddzielne pokoje i w ten sposób przesądzał niejako, co się będzie działo w nadchodzącym tygodniu. Wyraźnie nie chciał, aby powtórzyły się wypadki z poprzedniej niedzieli. Zastanawiała się, czy była rozczarowana, czy przyjęła to z ulgą? Szczera odpowiedź okazywała się bardzo trudna. Wiedziała już, że go kocha. Kocha i pragnie tak, jak kobieta może pragnąć kochanego mężczyzny. Nawet w tej chwili, gdy stała obok niego, była świadoma swego zmysłowego pożądania, które odczuwała wobec tego wysokiego, potężnego, o pięknych, błyszczących włosach i nieodgadnionych oczach, człowieka. Otrząsając się z tej dziwnej zadumy, podeszła do kolejnych drzwi, które Diamond jakby z premedytacją omijał.
– A co się tutaj znajduje? – Nacisnęła klamkę. Drzwi były zamknięte na klucz.
– Tam jest podręczny magazynek. Na razie nie odnawialiśmy go.- Przy tych słowach nie patrzył na nią i Usagi wyczuła w jego głosie jakąś fałszywą nutę. – Myślę, że powinnaś się teraz rozpakować – dodał.
Była przekonana, że on z rozmysłem skierowuje jej uwagę na coś innego, Co więc naprawdę znajdowało się w tym zamkniętym pokoju? Czy była to sala Sinobrodego, gdzie przechowywał zwłoki swych żon? Przestań się wygłupiać, skarciła samą siebie! Nie czas na kpiny. Byli już znowu w pokoju przeznaczonym na jej sypialnię. I nagle to się stało! Niespodziewanie. Bez głośnych fanfar, bez jasnych błysków światła. Diamond położył właśnie na tapczanie jej walizkę, gdy zdała sobie sprawę, że z jej ust wydobywają się słowa:
– Ten pokój wygląda teraz znacznie lepiej. Pamiętasz, jak paskudnie tu było, kiedy wprowadzaliśmy się po raz pierwszy? Wszystko w purpurowe pasy! I dywan był także purpurowo-czarny.
Jej podręczna walizeczka wyśliznęła się z jego ręki i z głuchym łoskotem upadła na podłogę. Zdała sobie jednak sprawę z tego, co się stało, dopiero wtedy, gdy popatrzyła w fioletowe oczy, które teraz były zdecydowanie ciemniejsze.
– Czy mam rację? – zapytała trzęsącym się głosem. – Czy ten pokój rzeczywiście tak wówczas wyglądał?
Diamond był w stanie skinąć tylko potwierdzająco głową. Bez jednego słowa, co już samo w sobie zrobiło na niej ogromne wrażenie. Nogi się pod nią ugięły i opadła na pobliski fotel.
– Nie patrz tak na mnie! Nie wiedziałam nawet, że coś takiego powiem, po prostu stało się to całkiem bez mojej woli!
Boże drogi, pomyślała, czy on wciąż sądzi, że ja tylko udaję amnezję i że zdemaskowałam się bezwiednie?
– Diamond, powiedz coś!
Odchrząknął z wyraźnym wysiłkiem i pogładził się po szyi.
– Czy to wszystko? – powiedział wreszcie. – Niczego więcej sobie nie przypominasz?
Usagi z największym wysiłkiem i desperacją szukała w zakamarkach swej pamięci czegoś dodatkowego. Ale bezskutecznie. Zniechęcona, pokręciła przecząco głową.
– Niczego więcej sobie nie przypominam – odrzekła. – Jednak i ten jedyny obraz też coś przecież znaczy. To jakby odprysk w ścianie zapomnienia. Wydaje się, że dobrze zrobiliśmy przyjeżdżając tutaj. Kto wie, czego jeszcze doczekamy się do końca tygodnia?
Zastanawiała się rozdrażniona, dlaczego Diamond wydawał się wątpić. A może obawiał się tego, co ona może odkryć? Aby się oderwać od tej myśli, sięgnęła po torebkę i wydobyła z niej kluczyki do walizki. Cały czas starała się nie ujawniać swego stanu ducha przed tym ponurym, milczącym, obcym człowiekiem. Bo na przekór wszystkiemu, Diamond był dla niej nadal obcy. Siedem ostatnich tygodni, które spędzili razem, także wszystko, co jej powiedział, ten nagły obraz pokoju sprzed kilku lat, nic razem nie będą znaczyły, dopóki ona nie dowie się prawdy. Przecież wciąż nie wiedziała, jak przebiegało ich pożycie, zwłaszcza w tym trudnym, końcowym okresie, i co najważniejsze, nadal nie miała pojęcia o jego prawdziwym uczuciu. Oczy Usagi zamgliły się łzami. Z trudem otworzyła zamek walizki, zacinający się, jakby na złość.
– Lepiej będzie, gdy rozwieszę moje rzeczy w szafie, żeby się jeszcze bardziej nie pogniotły – powiedziała, chcąc zamaskować swe utrapienie.
Dlaczego nic nie mówi? – gubiła się w domysłach. Dlaczego sterczy jak kołek w płocie? Wyraźnie zamknął się w sobie i odciął od niej. Och, dlaczego nic nie pamięta? Bo przecież ten mikroskopijny refleks z przeszłości, szczerze mówiąc, był niczym. Coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że stosunki między nimi przed dwoma laty były przyczyną jej psychicznego urazu i utraty pamięci. Coś się wydarzyło, coś niedobrego, do czego ona nie chce, nawet podświadomie, wracać myślami.
– Może w odpowiedniej chwili coś się jeszcze ukaże na powierzchni twojej świadomości – powiedział spokojnie, jakby bezosobowo, i Usagi poczuła się nieswojo. Odniosła wrażenie, że on nadal nie mówi jej wszystkiego. A przecież chodziło o to, żeby jak najwięcej między nimi zostało powiedziane i wyjaśnione. Bowiem, niezależnie od tego, jak dalece teraz się do siebie zbliżą, i jak silny związek odbudują, przeszłość wciąż będzie powracać. Jej ponury cień będzie nadal wisiał nad nimi, niwecząc nadzieję na zbudowanie szczęśliwej przyszłości. Chyba że ta przeszłość zostanie do końca wyjaśniona.

 

Reklamy

9 thoughts on “Miłość o zapachu wiśni. IX

  1. Mi się wydaje, żeee to był pokój szykowany dla dziecka, które stracili i że przez to zaczęło im się w relacjach pogarszać. Usagi nie mogła znieść tego bólu i… Tutaj już się pewnie zbyt daleko zapędzam, ale przychodzi mi tylko do głowy, że zrobiła albo kazała sobie zrobić coś, żeby zapomnieć… I tak oto zaczęłam wkręcać sobie hipnozę 😛

    Di tutaj oschły, ale co się Biedaczkowi dziwić 😉 Zresztą dla mnie i tak jest (prawie) zawsze wspaniały 😉

      1. Trzy tylko? 😛 Ja chcieć więcej 😀 Po weekendzie, a mnie nie będzie i nie będę miała opcji spokojnie poczytać 😦 Aaaaa, chyba zwiędne… A jeśli uda mi się nie uschnąć to pierwsze co jak wrócę to się z pazurkami na Di rzucę 😀

        1. No niestety takie było załażenie 😀
          Też właśnie chce skończyć szybko tą historię, jeszcze przed moim wyjazdem, gdzie raczej będę odcięta od internetu.
          Za to przyjadę (mam nadzieje) z nowymi pomysłami na opowiadania.

  2. no i doczekałam się kolejnego rozdziału 🙂 przeczytałam go w wielkim napięciu no i widać że jednak to był dobry pomysł aby przyjechać do swojego domu :0 i już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału więc bardzo proszę abyś w ramach możliwości nie trzymała nas zbyt długo w oczekiwaniu pozdrawiam i czeeeeeeeeeeeekam :)))

  3. Jak uwielbiam Di, tak w tym opowiadaniu jest tak irytujący, że bym mu przywaliła 😀
    Jestem niesamowicie ciekawa kolejnego rozdziału!!!

    Tak się zastanawiam, skąd bierzesz pomysły na te opowiadania??? Bo są genialne. Ja piszę trochę „do szuflady”. ale to wszystko jest takie płytkie, słodko- pierdzące 😀

    1. Najczęściej kiedy jestem na działce. Wtedy jest cicho, spokojnie, głusza, dookoła las…. nocami tam przychodzą najlepsze pomysły, albo po prostu na jakiś nudnych zajęciach 😀 Ot co. 😉
      Słodko- pierdzące też są fajne. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s