Miłość o zapachu wiśni. XI

Obiecuje, że po zakończeniu historii i moim urlopie wrócę wypoczęta i gotowa do ‚pracy’ :D. Nad jednym opowiadaniem już pracuje (jest o U&M 🙂 )… a i obiecuje, że skończę także ‚Zbyt późno’.

***

– Co mamy dzisiaj w planie? Dokąd jedziemy?- Usagi bardzo się starała, żeby w jej pytaniu pojawiła się choćby odrobina entuzjazmu. Był już bowiem czwartek. W jej pamięci nie zaszły jednak żadne zmiany, chociaż tak bardzo tego pragnęła i tak gorąco się o to modliła. Wszystkie wycieczki, na które Diamond ją zabierał, sprawiały jej ogromnie dużo przyjemności. Podobały się jej dzisiaj tak samo, jak zapewne wtedy. A jednak wszystko było takie nowe. Odnosiła wrażenie, że widzi to po raz pierwszy, a jej pamięć nadal była martwa jak kamień. Diamond siedział przy śniadaniu naprzeciw niej, ubrany swobodnie, jak ona, w podkoszulek i dżinsy. Nagle jęknął i zakrył twarz rękoma w geście imitującym rozpacz.
– Czy ty nigdy nie będziesz miała dość? – wykrzyknął protestując. – Jesteśmy w pełnym pędzie, bez przerwy, od niedzieli, a nawet soboty, od chwili kiedy rozpakowałaś swoją walizkę.
– Ale przyjechaliśmy tutaj tylko na tydzień. I musimy popróbować wszystkiego.
– Usa, kochanie… – Wyraz jego twarzy stał się nagle poważny. — Myślę, że wszystkiego już próbowaliśmy… Zaliczyliśmy nawet ZOO, bo chciałaś zobaczyć pandy… – Tu uśmiechnął się ponownie na widok rozpromienionej blondynki. – Podobało ci się tam, prawda?
– Byłam zachwycona zwierzakami. One miały takie piękne oczy i cudowne futerka. Mogłam tam siedzieć i wytrzeszczać oczy z zachwytu przez cały dzień. Tak samo podobało mi się w Kenchō-ji i w stu innych miejscach, dokąd mnie zabrałeś. Na przykład tam, gdzie jest ten zachwycający labirynt. Nigdy nie wiedziałam, że można dojść do jego środka, a potem bez trudu powrócić na zewnątrz, po prostu trzymając się cały czas lewej strony. Będę to zawsze pamiętała…
W tym miejscu ugryzła się w język, bo słowo „pamięć” miało przecież dla nich szczególny wydźwięk.
– A te wszystkie wioski wokoło, jakież są urocze. Zwłaszcza te, gdzie domki kryte są strzechą. Ale..
– Ale pamięci to wszystko ci nie przywróciło – z naciskiem powiedział Diamond, przechodząc do sedna sprawy.
– Nie. – Po tym smutnym stwierdzeniu Usagi zdecydowanym ruchem odsunęła talerz. Nagle straciła apetyt na cokolwiek. Nie dość, że zawiodła się na swojej pamięci, to jeszcze na dodatek nic się nie działo w intymnych sprawach. Po długich godzinach spędzonych na powietrzu wracali zwykle tak zmęczeni, że myśleli tylko o zjedzeniu czegokolwiek i spoczynku… w oddzielnych sypialniach. Pierwszego dnia, gdy się rozpakowała i zeszła na dół do salonu, znalazła białowłosego w nastroju, który świadczył, że niedawną scenę w jej pokoju puszcza w niepamięć. Przyjęli wówczas milcząco zasadę, że żadne z nich nie będzie poruszało, przynajmniej do końca pobytu tematu ich wzajemnych uczuć. Bez jakiejkolwiek prośby z jej strony Diamond trzymał ręce przy sobie. Powrócił do symbolicznych tylko, braterskich pocałunków na dobranoc, powodując w niej głęboką frustrację. Za każdym razem szła samotnie do łóżka z rozdartym sercem.
– Usa, kochanie- zapytał Diamond z ponurą miną, przerywając długą chwilę ciszy- czy zastanawiałaś się, co będzie, jeśli nie odzyskasz pamięci do końca tygodnia?
Oczywiście zastanawiała się i to wielokrotnie, ale taką ewentualność zawsze ze strachem odtrącała. Nie mogła pogodzić się z myślą, że wyprawa może zakończyć się całkowitym fiaskiem.
– Myślałam o tym – powiedziała w końcu — ale nie chcę się poddać, dopóki istnieje jeszcze jakaś szansa.
Spróbowała nadać swoim słowom brzmienie pełne pogodnej nadziei.
– Musimy już jechać! Ruszaj się, leniuchu! Pomóż mi w zmywaniu naczyń, a potem szybciutko w drogę!
Usagi starała się, żeby jej pogodny nastrój udzielił się także jemu i trwał przez cały dzień. Gdy jednak wracali wieczorem do domu, była ponura jak chmury, gromadzące się na horyzoncie.
– Znowu nic! – stwierdziła głęboko przygnębiona, opadając na kozetkę w salonie. — Zupełnie nic. Ani śladu najmniejszego wspomnienia! Mogliśmy z powodzeniem pozostać w domu! Co więcej, mogliśmy w ogóle tutaj nie przyjeżdżać.
– Na tym świat się nie kończy – przerwał jej Diamond ze spokojem, a w przekonaniu Usagi z nadmierną obojętnością. Sprawiał wrażenie, jakby całą sprawą w ogóle się nie przejmował.
– Dla ciebie to może wszystko jedno – burknęła -ale dla mnie to, niestety, diabelnie dużo znaczy. I nie wiem zupełnie, co zrobię, jeśli nic się nie zmieni.
– Naturalnie. Ale popatrz, jest już po siódmej. Może byśmy coś zjedli? Otworzę butelkę wina i…
– Nie chcę niczego jeść. Nie jestem głodna! – Jakże mógł myśleć o jedzeniu, gdy ona borykała się z sytuacją, która mogła zaważyć na całym jej życiu? – Jak możesz tak się zachowywać? Sprawiasz wrażenie, jakby cię to nic nie obchodziło.
– I tak też jest -stwierdził beznamiętnym głosem. – Nie obchodzi mnie to, czy nigdy nie odzyskasz pamięci, czy też w ułamku sekundy przypomnisz sobie całe poprzednie życie. Ja po prostu kocham cię taką, jaką jesteś.
– Co mówisz?!
Nieraz już zadziwiał ją i wprawiał w osłupienie, ale te ostatnie słowa całkowicie ją zaskoczyły, wprowadzając kompletny zamęt w głowie. Czy on to naprawdę powiedział, czy był to tylko wytwór jej wyobraźni? Patrzył na nią ze zdumiewającym spokojem, bez śladu wahania czy wątpienia.
– Kocham cię, Usagi- chan… ale ty oczywiście o tym wiesz.
– Ja… ale… – Roztrzęsiona miała trudności z wypowiedzeniem sensownego zdania. – Wiedziałam, że kochałeś mnie przedtem, kiedy byliśmy razem… ale od tego czasu… – Nie mogła wypowiedzieć ani jednego słowa więcej, w gardle jej zupełnie zaschło.
– Boże drogi, Usa- chan! Nie myślisz chyba, że przestałem cię kochać?
Jeśli kiedyś taka myśl przeszła jej przez głowę, to teraz wiedziała, że była w błędzie.
– Di… – wyszeptała tylko.
– Do wszystkich diabłów! – krzyknął, po czym usiadł gwałtownie obok niej i wziął ją za rękę. – Nie tak to sobie wyobrażałem, kochanie, ale… Czy pamiętasz, jak w czasie twojego urodzinowego obiadu obiecałem ci coś więcej niż tylko kwiaty, gdy nadejdzie twoja prawdziwa rocznica? – Przy tych słowach szeroko się uśmiechnął. – Pomyślałaś może, że nie dotrzymuję obietnic. Otóż przysięgam, że miałem naprawdę taki zamiar, ale później byłaś taka wściekła, że zmieniłem postanowienie. Kiedy zgodziłaś się przyjechać tutaj, pomyślałem sobie… Plotę głupstwa – powiedział przerywając potok słów. – To z powodu nerwów… Jak pamiętasz, zapytałem cię wtedy, czy będziesz nosiła brylanty, jeśli ci je ofiaruję…
Czuła się tak, jakby ktoś zamierzał ją ogłuszyć. Znowu nie mogła zebrać myśli. Czy on chciał powiedzieć, że… Diamond tymczasem wyjął z kieszeni małe granatowe pudełeczko, które, jak wiedziała, mogło zawierać tylko jedną rzecz. Nie miała pojęcia, czy o takiej chwili najbardziej marzyła, czy też najbardziej się jej obawiała.
– Usagi- chan, kochanie… czy wrócisz do mnie? Czy będziesz nosiła znowu te pierścionki, będziesz moją żoną i…?
– Di! – Zdołała wyszeptać tylko jedno słowo ochrypłym z przejęcia głosem.
– Ja wiem doskonale – mówił dalej – że jest to niewłaściwy moment, że to za wcześnie, ale także za późno. Powinienem poczekać, aż będziesz w bardziej szczęśliwym nastroju, albo powinienem zadać ci to samo pytanie siedem tygodni temu. Ale z miłością jest dziwnie. Ona, żeby się ujawnić, nie czeka stosownej chwili. Pojawia się w momencie, kiedy najmniej się jej spodziewasz.
Diamond zaśmiał się przy tych słowach i czuło się w tym trochę kpiny z samego siebie.
– Mój los został przesądzony w chwili, kiedy pięć lat temu w windzie pewna piękna dziewczyna wpadła wprost w moje ramiona.
– Ty… kochałeś mnie…
Usagi wciąż miała kłopoty z uporządkowaniem myśli. Targały nią emocje.
– Wiedziałem, że szaleję za tobą, ale w połowie nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak głębokie jest to uczucie. Zrozumiałem dopiero wówczas, gdy odeszłaś ode mnie. Nie wiedziałem zupełnie, jak będę żył bez ciebie!
W wyrazie jego oczu wyczytała, jak się czuł, gdy odkrył, że odeszła. I wszystkiemu ona była winna.
– Przepraszam cię bardzo… – wyszeptała. Diamond zaś mocniej zacisnął palce na jej dłoni.
– Musiałaś mieć jakieś powody, odchodząc. I bardzo bym pragnął je poznać! Co zrobiłem i czego się dopuściłem? Te dwa lata bez ciebie były najdłuższymi w moim życiu. Wiedziałem, że nie chciałaś, żebym cię odnalazł. Nie mogłem się jednak powstrzymać i szukałem cię wszędzie, bez przerwy. Ale nie wiedziałem, że powinienem szukać Usagi Tsukino. A potem, gdy przeczytałem kilka rozdziałów twojej książki, poczułem się tak, jakby ktoś walnął mnie młotem kowalskim w głowę. Podejrzewałem, że umyślnie mnie prowokujesz i wyśmiewasz się z tego, co było między nami.
– Nigdy bym tego nie zrobiła – przerwała mu gwałtownie, a on skinął głową ze zrozumieniem.
– Wiem o tym, ale w tamtej chwili nie byłem zdolny myśleć rozsądnie… Zacząłem cię poszukiwać… Byłem tak wściekły, że nawet mógłbym cię zabić.
– Tak też wyglądałeś – mruknęła, przypominając sobie, jak przeraził ją tamtego wieczoru.
Był to prawie nie kontrolowany wybuch gniewu, który sprawił, że czuła, iż stoi w obliczu wielkiego niebezpieczeństwa. Nieszczęście polegało na tym, że coś z tamtego odczucia tkwiło w niej nadal. Nawet jej gorąca miłość, którą czuła do niego, nie była w stanie całkowicie tego przeświadczenia usunąć. Miała nadzieję, że gdy wreszcie dowie się, co sprawiło, że odeszła, uspokoi się ostatecznie. A może przeciwnie, ten strach się wzmocni?
– Dopiero, gdy zemdlałaś w mieszkaniu Yoko- san – Diamond tłumaczył jej dalej – zdałem sobie sprawę, jak bardzo byłem okrutny. I wtedy też uświadomiłem sobie, że sam siebie okłamywałem, sądząc, że cię nienawidzę, że moja miłość do ciebie umarła. Już wtedy wiedziałem, że kocham cię nadal, a nawet, że kocham cię jeszcze mocniej niż poprzednio. No, a potem Akira powiedział mi, że straciłaś pamięć…
Diamond pokręcił z desperacją głową na wspomnienie tamtych dramatycznych wydarzeń.
– Nie wiedziałem wtedy, co mam robić. Nie wiedziałem, czy twoja amnezja była prawdziwa, czy też pragnęłaś w ten sposób dać do zrozumienia, że nie chcesz mnie więcej znać. Nie wiedziałem, czy zrobiłem coś, co spowodowało twój uraz i odcięło cię od przeszłości. Jeśli tak, to czy powinienem odejść i pozostawić cię w spokoju? Twoja propozycja, żebyśmy zaczęli od nowa przyzwyczajać się do siebie, była niczym lina ratunkowa. Chwyciłem się jej jak wybawienia i przysiągłem sobie, że będę robił wszystko, co każesz, jeśli tylko pozwolisz mi siebie widywać. A potem, gdy już ochłonąłem z wszystkich wstrząsów i zasięgnąłem porady u specjalisty, postanowiłem, że dam ci tyle czasu, ile tylko będziesz potrzebowała, aby w pełni przyjść do siebie.
Jeszcze raz na jego twarzy pojawiła się kwaśna, pełna autoironii mina.
– Nie udawało mi się jednak tego planu realizować tak, jak tego pragnąłem. Czasami naciskałem zbyt mocno, domagałem się więcej, niż mogłaś dać i czułem się potem okropnie. Teraz chcę naprawić wszystkie moje błędy – mówił dalej z ironią. – Oto proszę cię, żebyś do mnie wróciła i znowu była moją żoną, chociaż nawet nie wiem, jakie masz względem mnie uczucia.
– Odpowiedź jest prosta, kocham cię tak samo, jak ty mnie…
Byłaby głupia, gdyby temu przeczyła. Wiedziała, że można to było wyczytać z błysku w jej oczach, z rumieńców na policzkach i promiennego uśmiechu na ustach.
– I oddałabym wszystko, co najlepsze na tym świecie, aby powiedzieć: tak, wrócę do ciebie, pragnę tego całym sercem. Obawiam się jednak, że potrzebuję na to trochę czasu.
Pomyślała jednocześnie, że czas nie jest jej potrzebny do podjęcia decyzji, bo to już zrobiła. Gdy tylko uświadomiła sobie, jak bardzo go kocha, już wiedziała, że chce się z nim związać do końca życia i dołoży wszelkich starań, aby tak się stało. Nie było to jednak takie proste i łatwe. Nie miała prawa przyjąć propozycji. Nie miała również prawa godzić się na ponowne zostanie jego żoną, gdy wciąż nie wiedziała, dlaczego go opuściła i dlaczego tak dziwnie milcząco zachowywała się wobec niego w ostatnich tygodniach przed odejściem. Aż do uzyskania pełnej odpowiedzi na te pytania, nie mogła się z nim wiązać. Nie dlatego, że mu nie wierzyła, lecz dlatego, że nie ufała sobie. Zraniła go już tak okropnie w przeszłości, że nie zniosłaby myśli, że mogłaby to uczynić jeszcze raz. Kochała go tak bardzo, że raczej zrezygnowałaby ze szczęśliwego życia z nim jako żona, niż miałaby go narazić na jakieś dramatyczne następstwa, które mogłyby wyniknąć z odzyskania przez nią pamięci. Wszystko to było takie trudne! Nagle gorzkie łzy znowu pojawiły się w jej oczach i tym razem nie była w stanie nad nimi zapanować.
– O Boże, Usagi- chan! – wykrzyknął Diamond ze współczuciem. – Kochanie, nie rób tego, nie płacz!
To mówiąc pochwycił ją w ramiona i przytulił do siebie. A potem odsunął z jej twarzy zasłaniające ją złociste pukle i zaczął gorąco całować w usta. Po dłuższej chwili oderwał się od niej z największym trudem i szepnął:
– Jeśli połączymy się znowu, obiecuję ci taką przyszłość, iż zapomnisz, że nie masz przeszłości.
Usagi, biorąc w karby namiętność, która ją także ogarnęła, zdobyła się na jedno zdanie i poprosiła przymilnie:
– Powiedz mi, Di, coś miłego o mnie.
– Wiele było szczęśliwych dni między nami, uwierz mi. Na przykład…
– Nie, nie o to chodzi – przerwała mu gwałtownie. – Powiedz mi… powiedz mi, jaka byłam w łóżku?
Był tym w pełni zaskoczony. Zaległa cisza i zniecierpliwiona, zaczęła się obawiać, że nie otrzyma odpowiedzi. Ale Diamond odchrząknął i nabrał powietrza w płuca.
– Byłaś wspaniała – powiedział ochryple. – Tak bardzo nieśmiała na początku i niewinna. Mówiłaś mi wtedy, że seks jest czymś, co należy ukrywać i czego należy się wstydzić. Musiałaś więc przełamywać wiele zahamowań. Ale gdy stałaś się bardziej pewna siebie, byłaś bardzo otwarta…- Wspomnienia rozmarzyły go w widoczny sposób.- Ty byłaś… – chciał mówić dalej, ale ona wyswobodziła jedną rękę z uścisku i położyła palec na jego ustach, żeby go uciszyć.
– Nie mów nic więcej – wyszeptała. – Nic więcej nie opowiadaj, kochanie… Pokaż mi, jak to było!
I gdy znowu całował jej usta z nieposkromioną pasją, postanowiła, że przynajmniej w tę jedną noc zapomni o przeszłości i jej tajemnicach, nie będzie myśleć o przyszłości i jej potencjalnych zagrożeniach. Tej nocy ważna będzie tylko obecna chwila, nic innego. Nikt jej nie może odebrać, bowiem od dawna jej pragnęła.

Reklamy

14 thoughts on “Miłość o zapachu wiśni. XI

  1. no i jest wreszcie kolejny rozdział nawet nie wyobrażasz sobie jak ja co dziennie czekam na ciąg dalszy tego opka 🙂 a rozdział super no i wreszcie Di wyznał swoje prawdziwe uczucia do Usy a ona jemu tylko czemu w tym miejscu przerwałaś ech teraz będę znowu baaardzo niecierpliwie czekać na ciąg dalszy 🙂 no nic czekam więc i bardzo serdecznie pozdrawiam 🙂

      1. no ja myślę 🙂 chodź muszę przyznać że jest mi bardzo przykro że to już koniec tego opka ale liczę na to że w nie długom czasie pomyślisz o kolejnym opku oczywiście o D&U 🙂

          1. to dobrze i to bardzo 🙂 choć jestem też ciekawa co wymyślisz w związku z U&M bo choć jestem wielbicielką U&D i U&S to gdy zobaczę ciekawe opko z Mamoru to też chętnie czytam 🙂 a tak przy okazji to na długo planujesz wyjazd ??? :))))

            1. dobre i tyle a dla nas aż tyle ha ha ha jakoś trzeba wytrzymać no i za wczasu życzę miłego i udanego odpoczynku 🙂

  2. Ja… Jestem pod niesamowitym wrażeniem. Tego, że Di potrafi być naprawdę czuły, tego, w jakie słowa ubrałaś ich uczucia. W ogóle jestem pod wrażeniem twoich słów i stylu. Ale to opowiadanie jest dla mnie, czytelnika, bardzo ważne. Naprawdę pobudza moją wyobraźnię. Czekam na kolejny rozdział. Miło by mi było, gdybyś napisała, ile rozdziałów planujesz, muszę wiedzieć, czy mam się irytować czekając na dalsze części czy też powoli zbliżasz się ku zakończeniu.
    Naprawdę lubię taką Usagi i takiego Di.
    Weny i uśmiechu.
    Ellen

  3. Ja jestem jedną z niewielu osób, która baaaaardzo ale to baaaaardzo chce UxM w Twoim wykonaniu…. Tyle na to czekałam, to i jeszcze poczekam (miłość o zapachu wiśni nie czytam akurat, wierzę na słowo, że fajne, ale nie umiem….) Czekam cierpliwie 😀

  4. Mmmmm… rozpływam się nad Usą i Di 🙂

    Ja bd przebierać nóżkami wyczekując następnych opowiadań z nimi w roli głównej 😛 I jeszcze House też jest 🙂 A Minę i Kunzite baaardzo polubiłam. On jest z ,,tych” (:D) facetów, więc na Zbyt Późno też czekam 😛 A Mamoru… Hm, nie jest w moim kręgu ,,kocham” (Seiya zresztą też nie, Seiya jest w ,,lubię”)… Nazwałabym ten krąg ,,obojętne”, ale Ty tak piszesz, że czytając to te preferencje zaczynają mi dyndać:P Chociaż oczywiście jeśli w opowiadaniu pojawia się DI i nie jest on z Usagi to mi się serce kraja ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s