Światło księżyca. I

To takie małe co nieco, które was czeka po moim powrocie (oczywiście U&M też będzie).

Będą duchy, reinkarnacja, stary dom… i już nic więcej nie powiem….

W poniedziałek ostatni rozdział „Miłość o zapachu wiśni” 🙂

***

– Mimi Aino – oświadczyła Kyoko Iwahara.
– A któż to taki, ciociu?– zapytał Saitou Sekine. Ku swemu zadowoleniu nie był spokrewniony z siedzącą naprzeciwko onieśmielającą matroną. Zwracał się jednak do niej „ciociu”, bo jej sprawiało to przyjemność, a jego nic nie kosztowało. No i w jakimś sensie był zależny od jej dobrej woli. Dla Kyoko Iwahara przewodniczenie Towarzystwu Opieki nad Zabytkami było świętym posłannictwem. Ostatnio całą uwagę skupiła na nadzorowaniu przebudowy Hikaru Mūn, starego gmaszyska, które odziedziczył po dziadku. Dom znajdował się w samym środku najstarszej dzielnicy Saku i został oficjalnie uznany za zabytek, dlatego też wszelkie zmiany w konstrukcji czy wystroju zewnętrznym musiały zostać zaaprobowane przez Towarzystwo. A to oznaczało z kolei zależność właściciela domu od dobrej woli przewodniczącej.
– Mimi? No, przecież to wnuczka Aino Minako– odrzekła Kyoko, jakby rozumiało się to samo przez się. – Też ma na imię Minako. Jej dziadek nazywał ją Mi, bądź Mimi, by uniknąć pomyłek.
– Nie przypominam sobie żadnej Aino Minako– stwierdził Saitou, usiłując zachować cierpliwość. Najchętniej złapałby Kyoko Iwahara i potrząsnął tak mocno, aż powypadałyby jej szpilki z różowego koka. Może wtedy skupiłaby się na jednym temacie.
– Nic dziwnego – prychnęła ciotka. – Przeprowadziłeś się tutaj dopiero co, a Minako nie żyje już od pięciu lat.
Saitou zacisnął zęby i wciągnął powietrze, z całych sił próbując opanować zniecierpliwienie. Siwe brwi starszej pani uniosły się z dezaprobatą.
– Synowa Minako pracowała. W jakiejś firmie, znaczy się, choć nie pojmuję, po co. Syn był naukowcem. W każdym razie Mimi- chan spędzała tu wakacje i była bardzo związana z Minako. Obie uwielbiały szyć.
– To szalenie interesujące – powiedział mężczyzna, usiłując się opanować. – Nie rozumiem tylko, co to ma wspólnego ze mną.
– No jak to co, po prostu Mimi- chan byłaby najlepsza! – wykrzyknęła ciotka. – Kocha stare domy. Pamiętam jak zawsze ciągnęła Minako po wszystkich zabytkowych miejscach w Saku. Niedługo po tym… – westchnęła, a jej podbródek lekko zadrżał. – A przecież była jeszcze taka młoda.
– Mimi? – spytał Saitou.
– Minako! – poprawiła go ciotka. – Miała zaledwie sześćdziesiąt osiem lat. To serce. Po prostu zgasła jak… – Strzeliła wykrzywionymi przez wiek palcami.
– To smutne. – starał się nadać swemu głosowi nutę współczucia.
– Ale i tak jej pewnie nie pozyskasz.
– Słucham?
– Mimi- chan. Pracuje w jakiejś modnej firmie dekoratorskiej w Tokio. Nie, na pewno nie będzie wolna… Ale gdyby mogła, to by było wspaniale!
Wyglądało na to, że oczekuje odpowiedzi. Saitou miał wrażenie, że rozmawia przez zepsuty telefon, słysząc co drugie słowo.
– Tak, niewątpliwie – powiedział, starając się, by w jego głosie zabrzmiało zainteresowanie, ale niezbyt konkretne. Żeby tylko ciotka nie zorientowała się, że nie ma pojęcia, o czym ona mówi.
– No wiesz, ktoś, kto tak jak Mimi- chan kocha stare domy i ma takie zdolności, wspaniale poradziłby sobie z Hikaru Mūn.
Nagle wszystkie elementy układanki, rozrzucone tu i tam w wypowiedziach ciotki, znalazły się na swoim miejscu.
– Tak, wygląda na to, że jest to osoba, jakiej potrzebuję – powiedział całkiem szczerze. Jeśli ktoś nosi imię Mimi, na pewno będzie znakomicie pasował do starego gmachu.
– Mógłbyś sprawdzić – zaproponowała ciotka z nadzieją w głosie.
– Ale mówiłaś, ciociu, że ona pracuje w stolicy?
Kyoko Iwahara wyprostowała się na krześle.
– Jej matka pochodziła z Tokio, z jakiejś starej rodziny. Poznała syna Minako, gdy studiował w stolicy i namówiła go, by został. Ale Mimi to przemiła dziewczyna.
Saitou roześmiał się z tego ostatniego zdania. U cioci Kyoko „przemiłe dziewczęta”, miały po czterdzieści lat.
– Niewątpliwie tak jest, ale…
– Co roku przysyła mi życzenia na Boże Narodzenie. Na pewno mam gdzieś nazwę tej firmy, w której pracuje.
– No, mógłbym spróbować do niej zadzwonić – powiedział Saitou. Jeśli się zgodzi, będzie miał dekoratora, którego tak bardzo potrzebuje. Jeśli nie, to sam fakt, że próbował, powinien zyskać mu przychylność Kyoko Iwahara. Starsza pani uchwyciła mocniej rączkę torebki i podniosła się z krzesła.
– Muszę już iść, bo to druga środa miesiąca. Dzień spotkań w Centrum Kultury.
Saitou pokiwał głową ze zrozumieniem, następnie wstał i podał ciotce ramię, by bezpiecznie wyprowadzić ją z biura przez gąszcz drabin i pokrowców wiszących w Wielkim Salonie. Kyoko zatrzymała się w drzwiach i bacznie przyjrzała robotnikom zdejmującym boazerie.
– Dobra robota – stwierdziła, odwracając się do mężczyzny. – Miło spotkać kogoś, kto naprawdę dba o zabytki.
– Mój dziadek był bardzo przywiązany do tego domu. Na pewno chciałby, żebym zrobił wszystko dla zachowania go w dobrym stanie.
Pomarszczona dłoń spoczęła na jego ramieniu.
– Jesteś dobrym chłopcem. Gubernator byłby z ciebie dumny.

***

Z obrzydliwie szarego nieba padał deszcz, mieszając się z błotem na chodnikach. Minako spojrzała na marznącą mżawkę przez okno, ponad wytwornie uczesaną głową Kin. Była dopiero trzecia po południu, lecz ponura pogoda sprawiała, że wydawało się znacznie później, o piątej będzie jeszcze bardziej beznadziejnie. Kin, której nie interesowała pogoda ani inne troski doczesne, prowadziła cotygodniowe zebranie zespołu ze zwykłą sprawnością. Uśmiechając się chytrze, otworzyła skoroszyt i przeglądała jego zawartość, najwyraźniej podsycając napięcie.
– Najlepsze zostawiłam na koniec: Korporacja Ihara. Wciąż czekamy na ostateczną decyzję, ale nasze wstępne szkice wprawiły ich w zachwyt.
Niemal wyśpiewała ostatnie zdanie. Minako zauważyła z niechęcią, że Kin znów użyła królewskiej liczby mnogiej „my”. Szkice zawsze były wyłączną własnością każdego projektanta, póki nie zainteresował się nimi jakiś klient. Wtedy natychmiast przechodziły na własność firmy, a ponieważ firma to Kin, ona zbierała wszystkie pochwały. Minako założyła nogę na nogę, starając się nie wiercić na supernowoczesnym czekoladowo-fioletowym krześle, stojącym na wprost biurka szefowej. Po drugim czy trzecim przedstawieniu jej upodobanie do dramatycznych efektów stawało się nużące. Minako wyliczyła właśnie, że ponieważ pracuje tutaj już czwarty rok, musiała znosić jej cotygodniowe występy już ze dwieście razy. Nie po raz pierwszy – i nawet nie po raz setny– zastanowiła się, czy nie nadeszła pora na jakąś zmianę. Nauczyła się już wszystkiego, czego tylko mogła, zyskała dość doświadczenia, by mieć całkiem imponujący zawodowy dorobek, poza tym nawiązała liczne kontakty z przemysłem. No i od dwóch lat nie miała urlopu. Utkwiła wzrok w mżawce za oknem. Nie dotarły do niej końcowe uwagi Kin, ale było jej wszystko jedno. Westchnęła cicho. Tak, najwyraźniej nadeszła pora jakiejś zmiany – albo przynajmniej wakacji. W godzinę później siedziała przy własnym biurku, gdy odezwał się telefon.
– Pewnie mnie wylejesz z pracy za takie pytanie – powiedziała Yumi, telefonistka – ale czy używasz imienia Mimi?
– Od dawna nie… – Minako zamilkła. Od śmierci babci. Tylko ludzie z Saku ją tak nazywali. – Od dawna nikt tak do mnie nie mówi. Bo co?
– Bo mam tu na linii jakiegoś Sekine- san, który prosił o połączenie z Mimi Aino– wyjaśniła Yumi. – Upiera się, żeby z tobą rozmawiać.
Minako wytężyła pamięć, by w jej zakamarkach odkryć jakiegoś pana Sekine, którego mogła znać jej babcia. Ale do głowy przychodził jej jedynie gubernator Sekine.
– Jak się nazywa? Sekine- san?
– Tak jest.
– Połącz go – zadecydowała blondynka, nagle zaciekawiona. – Hej, Yumi…
– Tak, Mimi? – Oczywiście, teraz zaczną się żarty na temat jej przezwiska.
– Czy on jest… – Szukała właściwego słowa. – Czy jego głos brzmi… staro?
– Ha! – Zduszony okrzyk odbił się echem na linii. – Soredokoroka, Mimi.
– To się staje coraz ciekawsze – mruknęła, włączając przycisk telefonu. –Aino Minako- san – odezwała się zawodowym tonem.
– Dzień dobry. Nazywam się Sekine Saitou. Pani mnie nie zna, ale Kyoko Iwahara….
– Ciocia Kyoko! – wykrzyknęła Minako, a energiczna starsza pani z ufarbowanymi na różowo włosami stanęła jej przed oczami jak żywa. – Nie widziałam cioci od pogrzebu mojej babci!
Na drugim końcu linii mężczyzna odchrząknął, zastanawiając się, jak zareagować na taki entuzjazm. Nagłe ciepło w gardłowym głosie kobiety nadało mu zaskakująco zmysłowe brzmienie. Saitou zakładał, że Mimi, wnuczka świętej pamięci Minako Aino, będzie przypominać wnuczki ciotki, działające w Towarzystwie Opieki nad Zabytkami– solidne, przyziemne osoby w średnim wieku. A tymczasem ten głos brzmiał tak, jakby jego właścicielka nosiła jedwabną bieliznę. Koronkową, poprawił się w myślach. Seksowną, przezroczystą, doprowadzającą do szaleństwa, czarną koronkową bieliznę. Zdając sobie nagle sprawę z tego, że głos zamilkł, odchrząknął znowu i poszukał rozsądnych słów.
– Mam dom.
– Tak?
W ciszy, która zapadła po tych słowach, pomyślał, że Mimi uznała zapewne, że rozmawia z przygłupem. Albo zboczeńcem. Przyszło mu też do głowy, że – prawdę mówiąc – takie domniemanie nie jest pozbawione podstaw. Przebudowa Hikaru Mūn, która na etapie planowania wydawała się prostą sprawą, w praktyce okazała się bardzo wyczerpująca. Mimo to nigdy nie przypuszczał, że mogłaby pozbawić go zdrowych zmysłów. Kto by pomyślał, że wystarczy głos kobiety, której przecież nigdy nie spotkał, by zaczął snuć tak erotyczne wizje? To chyba jednak wpływ oparów rozpuszczalnika do farby olejnej. Koniecznie musiał uciec od budowlanego zamieszania w Hikaru Mūn. Potrzebował odpoczynku od cioci i Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. Potrzebował… kobiety.
– Może pani pamięta mój dom – podjął, usiłując uratować resztkę szans na pozyskanie dekoratora wnętrz, co przecież było głównym celem jego rozmowy. – To takie stare gmaszysko. Nazywa się Hikaru Mūn.
– Hikaru Mūn? – Głos nabrał jeszcze więcej ciepła. – Mówi pan o domu Starego Kihara?
– Tak jest.
Minako doskonale pamiętała budynek, zamieszkany przez starego odludka. Krążyły o nim opowieści, w których występowały zjawy, duchy i rozliczne pomniejsze dziwaczne stwory.
– Nazywaliśmy go „Stuknięty Dom”.
– „Stuknięty Dom”?
– No, z powodu tego starego dziwaka, który tam mieszkał. Mówiono, że ma już ponad sto lat.
– Miał sto trzy, gdy w końcu przeniósł się do wieczności.
– A czy dom jest nawiedzony przez duchy?
– A powinien?
– Jakiż szacowny, stary budynek, zamieszkany przez dziwaka, nie ma duchów?
– No, jeśli jest tam jakiś duch, to powinien mi pomóc w interesach.
– W interesach?
– Przebudowuję dom na herbaciarnię i pensjonat.
– Rozumiem.
– Współpracuję z Towarzystwem Opieki nad Zabytkami, a zatem z ciotką Kyoko.
– Ach tak! – W głosie kobiety pojawiło się nagłe zrozumienie.
– Słyszała pani o Towarzystwie?
– Mhm. – Aksamitny głos przepłynął po linii i zaplątał się w zmysłach mężczyzny, utwierdzając go w przekonaniu, że stanowczo za długo nie miał kobiety.
– Parter jest niemal gotów – powiedział. – Ale potrzebuję pomocy na górnych piętrach. Ciotka uważa, że jest pani najwłaściwszą osobą do nadzorowania przebudowy, szczególnie jeśli chodzi o prywatny apartament Kuniko.
– Czy to prawda, że Kihara nigdy nie chodził na górę i nikogo tam nie wpuszczał oprócz sprzątaczki? I że nalegał, by wszystko zostało dokładnie tak samo, jak było w dniu śmierci żony jego brata?
– To, co tam zastaliśmy, rzeczywiście nadaje wiarygodność tej opowieści – potwierdził. – To było niesamowite. Musieliśmy zrobić wstępne porządki, bo dom przez rok stał pusty i zamieszkała w nim rodzina dość rozzuchwalonych japońskich wiewiórek. Ale staraliśmy się sfotografować każdy szczegół i zatrzymaliśmy próbki wszystkich materiałów i obić. A teraz potrzebuję kogoś, kto by to wszystko poskładał w całość.
Minako miała nadzieję, że Saitou Sekine nie wyczuje przez telefon, jak podnieca ją sama myśl o pracy w Hikaru Mūn. Od wczesnego dzieciństwa ten dom ją fascynował.
Saitou nie wiedział, jak odczytać milczenie na drugim końcu linii.
– To chyba zajmie co najmniej sześć tygodni, może nawet nieco więcej. Nie znam pani układu w firmie, ale możemy zaoferować pani kontrakt albo przez nich, albo też może pani wziąć bezpłatny urlop i podpisać umowę bezpośrednio, jako wolny strzelec.
Mogę także wykorzystać zaległy urlop i spędzić wakacje, pracując nad domem z moich marzeń, pomyślała.
– Proszę, niech się pani zastanowi – nalegał Saitou.
Usłyszał dźwięk, który był albo wciąganiem powietrza, albo westchnieniem, po czym kobieta odezwała się znowu, tym razem zawodowym tonem:
– Zaraz, uporządkujmy to sobie. Chce pan, bym przekazała komuś innemu projekty, nad którymi w tej chwili pracuję, tak bym mogła spędzać długie godziny, wybierając próbki materiałów i tapety oraz przeszukując dziesiątki sklepów ze starociami, by przywrócić dawną świetność pańskiemu domowi?
– No tak, tak to mniej więcej wygląda – odrzekł Saitou. – Poza tym, jeśli pani się zdecyduje, chciałbym, żeby to było natychmiast.
Minako spojrzała z nienawiścią na padający za oknem deszcz.
– Chce pan, bym wyjechała z Tokio i pojechała do Saku, małego miasteczka, leżącego u podnóża Alp.
Ton głosu sugerował, że Saitou jest diabłem, kuszącym ją do grzechu.
– No…
– No to właśnie zatrudnił pan sobie dekoratorkę!
– Tak po prostu?
– A co, chce pan obejrzeć mój życiorys zawodowy i fotografie realizacji?– spytała wyzywająco.
– Nie. To znaczy tak. Czysta formalność. Chodzi o to… Czy pani nigdy nie rozmawia o honorariach?
Honorarium! Zachwycona perspektywą ucieczki od zgiełki, zapomniała, że jeszcze dostanie pieniądze za pracę, która wydawała się sennym marzeniem.
– Zakładam, że zna pan obecne stawki za prace dekoratorskie – oświadczyła.
– Tak, ale…
– Nie chciałby pan mnie chyba oszukać, co?
Zanim zdążył zapewnić ją, że ma swoje zasady, kobieta zagroziła:
– Bo jeśliby pan próbował, to po prostu opowiem o tym cioci Kyoko.
– Nigdy w życiu! – spłoszył się Saitou. Taka perspektywa wystraszyłaby nawet ojca mafijnej rodziny. Uznawszy, że groźba spełniła swoje zadanie, Minako postanowiła się targować.
– Będę potrzebowała jakiegoś pokoju.
Jeśli wygląd pani Aino pasował do jej głosu, Saitou znał jeden pokój, w którym zawsze byłaby mile widziana. Napominając się jednak w duchu, że bezcielesny głos rzadko kiedy spełniał pobudzone przez siebie oczekiwania, przybrał ton poważnego negocjatora.
– Oczywiście, pod warunkiem że nie oczekuje pani apartamentu u Ritza.
– Nie przypominam sobie w Saku ani Ritza, ani nic tej klasy – oświadczyła. – Mam proste potrzeby. Wystarczy mi umeblowany pokój u kogoś. Najchętniej z osobną łazienką.
– To nie powinno być trudne. Naradzę się z ciotką Kyoko, już ona coś wynajdzie – obiecał.
– No i pokrycie kosztów podróży – kontynuowała słodko rozmówczyni.
– Najlepiej jechać autostradą – poradził Saitou.
– Będę tam… – Minako przerwała, licząc, ile czasu zajmie jej spakowanie się i podróż.– W środę.
– Cieszę się z góry na naszą współpracę – powiedział Saitou. I na zobaczenie cię, dodał w duchu. Ach, te ciała i twarze, które teraz jego wyobraźnia będzie dopasowywać do głosu przez najbliższych pięć dni! Odłożył słuchawkę bardzo z siebie zadowolony. Nie minęły nawet trzy minuty, gdy odezwał się dzwonek telefonu.
– Saitou Sekine – warknął do słuchawki, zły, że przerywa mu się słodkie marzenia.
– Zapomniałam o Artemisie – poinformowała go kobieta.
– Co to takiego „Artemis”? – spytał. Nazwa kojarzyła mu się z egzotycznymi chorobami. Może jakaś wysypka?
– Artemis to kot – wyjaśniła. – Mój kot. Jest taki słodki! Nie mogę w żadnym razie zostawić go na cały miesiąc, nawet gdybym znała kogoś, kto by go przyjął. Hotel dla zwierząt nie wchodzi w rachubę. Przyjedzie więc ze mną.
W głosie zabrzmiało wyzwanie, na które nie potrafił odpowiedzieć, więc milczał.
– Sądziłam, że powinien pan wiedzieć.
– Że przyjeżdża pani z kotem?
– Chodzi o pokój – tłumaczyła z nutką zniecierpliwienia, że musi wyjaśniać coś tak oczywistego. – Nie wszędzie przyjmują zwierzęta, więc uznałam, że powinien pan wiedzieć.
– Aha.
– Nie chciałabym, by zawarł pan wiążącą umowę z jakimś pensjonatem, gdzie nie wolno trzymać kotów.
Pomysł wiążącej umowy z pensjonatem był śmieszny, ale Saitou uświadomił sobie, że Mimi była mieszkanką wielkiego miasta.
– Rozumiem – oświadczył. – Dziękuję, że mnie pani powiadomiła.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza.
– A zatem do środy?
– Tak – potwierdził. – Do środy.
Odłożył słuchawkę z ciężkim sercem. To straszne! Kot imieniem Artemis! Wizje czarnej koronki i uwodzicielskiego uśmiechu prysły jak bańka mydlana. Na ich miejsce natychmiast pojawił się obraz grubego białego perskiego kota, ocierającego się o solidne łydki w przeciwżylakowych rajstopach, wystające z wygodnych butów o grubych podeszwach. Krótkie, grube palce z lubością zagłębiały się w puszystym futrze i dało się słyszeć: „Moje kochane maleństwo jest taaakie śliczne, prawda?” Niech nikt nie mówi, że Saitou Sekine nie umie trzymać się ziemi!

Reklamy

10 thoughts on “Światło księżyca. I

  1. widzę że zapowiada się ciekawe opowiadanie a ten rozdział a zwłaszcza końcówka to po prostu mnie rozwaliła ha ha ha 🙂 ciekawa jestem czy Mimi jest bardzo podobna do Minako ? no to czekam na więcej i na ostatni rozdział DI i Usy ech gdzie to do poniedziałku 😦 dziś dopiero piątek ech no nic trzeba jakoś wytrzymać 🙂

      1. jakoś będzie trzeba 🙂 najwyżej skupię się na anime którą oglądam zwłaszcza że nie ma dużo do czytania bo Anyżka właśnie przerwała pisanie a u niej zawsze było co czytać a u innych no cóż jednym słowem szkoda słów 😦 w takim razie do poniedziałku :)))))))))))))))))

          1. o tak ja również odliczam czas do pierwszego odcinka a wcześniejszą to oglądałam już tyle razy że straciłam rachubę ale zawsze miło wracałam do tych wspomnień ktoś by powiedział że jestem już na to za stara ale ja zawsze przy niej czuję się młodo 🙂

            1. może po prostu zazdroszczą :))) ja tam się tym nie przejmuję 🙂 a oglądaniem innych anime nie tylko SM to nauczyłam się od córki i teraz to nie które to nawet po kilka razy muszę obejrzeć bo tak wciągają 🙂

  2. Uwielbiam temat reinkarnacji, ale samych duchów… się boję 😛 Taka tchórzofretka ze mnie 😛

    Saitou? 😀 To kto był jego ojcem, albo dziadkiem? Ale dziadek to jakiś Kihara… I kto był mężem Minako?:P… Aaaaaaaaa, kociokwik w głowie 😛

    Heh, ten tekst ,,mam dom” przypomniało mi jak kiedyś sobie idę ulicą i jakiś starszy gościu mi wyskakuje i mówi ,,mam samochód”… Myślałam, że się śmiać nie przestanę 😛

    A co do wieku… Ekhmm, ja też nie mam naście lat, a anime i mange kocham 😀 I sądzę, że nie przestanę ;P

    1. Kihara był pradziadkiem Saitou i zresztą bardzo złym człowiekiem, ale o tym w dalszych częściach. Co do wątpliwości na temat tego kim byli Minako i Saitou wyjaśnią się mam nadzieję już w następnym rozdziale. Nic więcej nie zdradzam 😛 …

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s