Światło księżyca. II

Niestety jutro rano już wyjeżdżam. Wiem, że zawaliłam, miał być ostatni rozdział ‚Miłości o zapachu wiśni’, ale nie zdążyłam. Nie będę wrzucać tutaj jakiś ochłapów, bo nie lubię tak. Taka jestem profesjonalna 😀 , ale macie tutaj nagrodę pocieszenia. Pozdrawiam i do zobaczenia za ponad dwa tygodnie. Buziaki.

PS. Mimi- to Minako

Saitou- to Kunzite

To tak w woli wyjaśnienia, bo nie wiem czy wszytko jest jasne. Chyba nie myśleliście, że rozdzielę blondi z Kunzie ❤ Babcia Minako, miała tak samo na imię, ale to nic nie znaczy. Mam nadzieję, że ten rozdział choć trochę wyjaśni niektóre kwestie. To chyba tyle. 🙂

***

Japonia, Saku, 1890
Dziecko cicho zapłakało. Kuniko przez sen usłyszała delikatne, niespokojne kwilenie; towarzyszyło mu przebieranie rączkami i nóżkami, przykrytymi lekkim pledem. Odczuła głód i pragnienie swego dziecka jako dziwne sensacje w brzuchu, jakby maleństwo wciąż przebywało w jej łonie. Jeszcze się całkiem nie rozbudziła, gdy z jej piersi zaczęło wypływać mleko. Szybko wstała, ani chwili się nie ociągając. Uczucie pełności w piersiach i ich wrażliwość sprawiały jej swoistą przyjemność. Po to są. Dziecko ich potrzebowało, a ona wiedziała, że potrafi zaspokoić jego potrzeby. Przeszła przez pokój, podeszła do kanapki w stylu Recamier i sięgnęła po rozpostarty na jej oparciu biały szlafroczek. Wciągnęła głęboko do płuc zapach cieplarnianych lilii, stojących w kryształowym wazonie, który otrzymała w prezencie ślubnym od ukochanego. Gdyby Oba był teraz w domu, na pewno by się obudził, a ona uśmiechnęłaby się do niego, pogładziła dłonią jego jedwabiste białe włosy i powiedziała, żeby nie wstawał, tylko jeszcze spał. Mąż by jej jednak nie posłuchał: wstałby i przyszedł do dziecinnego pokoju, zanimby skończyła nocne karmienie maleńkiej Kaori. Kuniko boleśnie odczuwała nieobecność męża. Wkładając szlafrok, z ulgą sobie przypomniała, że ma nazajutrz wrócić do domu. Od samego rana zacznie go wypatrywać, czekając na moment, gdy go zobaczy jadącego główną aleją do Hikaru Mūn. Nie dbała o to, co sobie ktoś pomyśli czy powie. Wybiegnie mu naprzeciw i serce jej zatrzepocze jak zawsze, gdy podnosił ją z ziemi i brał w ramiona. Wieczorem będą tańczyli na sylwestrowym balu. Zaświeciła świecę, osłoniła płomyk dłonią i cicho nucąc, wyszła na korytarz. Myślała z uśmiechem na ustach jak bardzo była szczęśliwa i o tym, że gdyby nie powrócił przed ponad rokiem, pewnie byłaby żoną Kihara. Świeca migotała i jej błyski odbijały się na ścianach, kiedy wchodziła po zwężających się schodach na górę. Dobrze, że udało jej się utrzymać przy sobie Kaori przez pierwsze sześć tygodni życia dziecka. Cieszyła się też, że może używać kołyski tradycyjnie służącej dzieciom w jej rodzinie. Dzięki czemu mały aniołek mógł mieć rodziców tuż pod bokiem. To nic, że cały czas byli w nią wpatrzeni i trochę za bardzo nerwowi. Dwa tygodnie temu przenieśli jednak córeczkę do Kolorowego Pokoju, w którym spała w drewnianym łóżeczku specjalnie sprowadzonym ze stolicy. Kuniko nadal pragnęła mieć Kaori przy sobie, jednak pocieszała się, tłumacząc sobie, że przecież należy w końcu do rodziny Mihashi i wyrośnie na damę. Nie przejmowała się zbytnio, że Kihara przygląda jej się takim wzrokiem, jakim mężczyzna nie powinien patrzeć na swoją bratową i raz po raz gdy nie było przy niej męża, rzuca uwagi na temat jego wieku. Najważniejsze, że Oba ją kocha. Tylko to się liczyło. Nie szkodzi – myślała – że Kaori śpi teraz w pokoju dziecinnym. To nic, że dzieli je piętro… a niechby i cały kontynent… Będąc matką, wyczuwała każde pragnienie dziecka, każdą jego potrzebę. Więzy łączące ją z córką były tak silne i oczywiste, że nic nie mogło ich zerwać. W pokoju płonęły świece, bo niania Seki nie miała zaufania do światła gazowego. Trzymała na ręku jej córeczkę i usiłowała uspokoić, podając do ssania smoczek napełniony cukrem; a ona rozzłoszczona wymachiwała piąstkami, wyrzucając je w górę jak piłeczki, i ani myślała przestać.
– Ależ ma temperament!- śmiała się Kuniko. Postawiła świeczkę na stole i przeszła przez pokój, wyciągając do dziecka ramiona.
– Kiedy mała czegoś chce, to dobrze wie, czego… – orzekła Seki.- Nie wiem jak to się stało, że usłyszała ją pani na dole.
– Bo ja ją słyszę sercem, nie uchem. No, malutka! Masz już mamusię przy sobie!
– Zmoczyła pieluszkę. Proszę mi ją dać, zmienię- zauważyła niania.
– Nie, ja to zrobię- Kuniko uśmiechała się, pocierając policzkiem buzię dziecka. Seki uśmiechnęła się lekko pod nosem, przyzwyczajona do takiego zachowania młodziutkiej pani.
– Możesz wrócić do łóżka, Seki. Jeśli teraz nakarmię małą, będzie spała do rana.
– Tak jest bardzo grzeczna.- Seki pochwaliła dziewczynkę, delikatnie gładząc jej jasną główkę.- Wrócę za godzinę lub dwie.
Kuniko zostawszy sama z małą przez chwilę jeszcze z nią się bawiła i pieściła, przemawiając do niej czule. Potem przypudrowała córeczkę, pomasowała i ciasno owinęła czystą pieluszkę. Usiadła z dzieckiem na bujaku i odsłoniła pierś, przystawiając do niej malutkie, głodne usteczka. Gwałtowne ssanie wywołało u Kuniko charakterystyczną reakcję w łonie; radośnie westchnęła. Tak, spotkało ją niezwykłe szczęście: Oba Mihashi, piękny niczym rycerz z bajki, zobaczył ją i od razu pokochał. Pochyliła głowę, patrząc, jak dziecko ssie. Kaori spoglądała w twarz matki szeroko rozwartymi oczkami; między jej brwiami utworzyła się malutka zmarszczka świadcząca o wielkim skupieniu.
– Będziesz damą- mruczała, gładząc policzek dziecka, a Kaori rączką uciskała jej pierś, jakby chciała przyśpieszyć wypływ mleka.- Będziesz wykształconą damą, odziedziczysz łagodne usposobienie i życiową mądrość swojego taty. Tatuś jutro wraca do domu, wiesz? Wybieramy się wieczorem na wielki bal. Dostałam od niego nową suknię, szarą jak twoje oczęta i oczy twego taty. Czy ci już mówiłam, że najpierw zakochałam się w jego oczach? Są takie piękne i dobre. Gdy twój tatuś przybył do rezydencji, wyglądał jak książę, który powraca na swój zamek. Ach, jak mi wtedy waliło serce…
Wtuliła się plecami w oparcie bujaka i kołysała się razem z dzieckiem. Świece migotały, a ona myślała o tym, jak uroczyście będą obchodzili jutrzejszy wieczór, jak cudownie będzie się znów znaleźć w ramionach ukochanego. Dobrze wiedziała jakie plotki w Saku krążą na temat ich małżeństwa. Była jeszcze dzieckiem, a on dojrzałym, dostojnym mężczyzną, który skończył niedawno trzydzieści lat. Pamiętała dzień w którym została mu przedstawiona. Kuniko dobrze wiedziała, że zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia, gdy po raz pierwszy ujrzała go w ogrodzie; wciąż jeszcze miała w oczach ten widok: słońce przebijające się przez liście drzew, zapach dojrzewających drzew wiśni i Oba idący środkiem alei, otoczony szpalerem zieleni, a nad nim gałęzie rozpostarte niby skrzydła aniołów. Tuż za nim podążał Kihara, młodszy brat, ale ona widziała tylko Oba. Po spotkaniu w słoneczne popołudnie, wiele razy rozmawiali ze sobą i spacerowali po ogrodzie. Zawsze starała się znaleźć pretekst, by odwiedzić Hikaru Mūn. Na siedemnaste urodziny Oba przyniósł jej prezent. W pudełku obłożonym srebrnym papierem i przewiązanym błękitną wstążką znalazła piękny emaliowany zegarek, zwisający z broszki w kształcie złotych skrzydeł. Przypinając broszkę do jej perłowej sukni, jaką miała na sobie, powiedział, że szybko mija mu czas, gdy są razem, i wyznał, że wolałby umrzeć niż spędzić resztę życia z dala od niej. Potem ukląkł przed nią i poprosił, by została jego żoną.
– Nie! To być nie może… – tłumaczyła mu przez łzy. Przecież sam zdecydował, że zostanie żoną jego młodszego brata. Po za tym jest mężczyzną, który mógłby mieć każdą kobietę. Przypomniała sobie, że szczerze się wtedy roześmiał i jego piękna twarz promieniowała radością.
– Jak może panienka mówić- spytał- że jestem dla niej nieosiągalny, gdy trzymam jej dłoń w swojej ręce! A skoro twierdzi panienka, że mogę mieć każdą kobietę, to wybieram właśnie ją.
Zadowolona masowała dziecku plecki i kołysała się na bujaku. Natychmiast się jednak zerwała, gdy dobiegło ją ciężkie stąpanie po schodach. Ktoś, potykając się, wchodził na górę. Otoczyła ramionami dziecko, jakby je chciała obronić, i ruszyła w kierunku kołyski. Choć zrazu odrzuciła myśl, która zawitała w jej głowie, dobrze wiedziała kto szedł na górę. Och, jakżeby chciała, by był teraz przy niej Oba.

Japonia, Saku, dzień dzisiejszy
Wczesnym popołudniem w środę Minako zaparkowała przed starym, prawie trzystuletnim domem, który w czasach jej dzieciństwa zainspirował wiele przerażających opowieści i romantycznych legend. Szacowny budynek wydawał się dziwnie nie zmieniony. Nowa była tylko tablica z brązu na trawniku, na której wyryta była nazwa gmaszyska. Zadarła głowę, by spojrzeć na skomplikowaną mozaikę z witrażowego szkła, w jednym z pokoi na najwyższym piętrze. Jeszcze jako dziecko była zafascynowana barwnymi wzorami. Babcia opowiadała jej, że promienie słoneczne, przechodząc przez kolorowe szkło, rzucają stale zmieniający się, kalejdoskopowy motyw na podłogę pokoju. Wiele razy, siedząc na gałęzi dębu przed domem babci, mała Minako wyobrażała sobie ten pokój z kolorowymi plamkami światła tańczącymi po podłodze. Ale do Hikaru Mún nie wpuszczano nikogo oprócz gospodyni i człowieka do wszystkiego– utrzymujących dom w należytym stanie. Westchnęła, wspominając dawno minione letnie dni. Teraz spoglądała na witraże z zawodowym uznaniem dla artysty, który potrafił stworzyć tak skomplikowany układ. Opuściła głowę, odruchowo pomasowała kręgi szyjne i poszła ścieżką do drzwi. Weszła właśnie na werandę, gdy stara deska jęknęła pod jej ciężarem. Artemis, najwyraźniej zdenerwowany nienormalnym trybem życia, jaki od paru dni wiódł, odpowiedział na skrzypnięcie ścinającym krew w żyłach wrzaskiem. Wystraszona Minako postawiła więc klatkę z kotem i uklękła obok, przemawiając uspokajająco.
– Wszystko w porządku, kochanie, nie ma się czym denerwować. To tylko stara deska.– Gdy kot się uspokoił, dodała:– Zostawię cię tu na chwilę i zobaczę, czy ktoś jest w domu. Chyba nie muszę dzwonić do drzwi, bo twój wrzask nawet umarłego postawiłby na nogi.
Drzwi były zamknięte i nikt nie odpowiadał na stukanie ozdobną kołatką. Minako zaczęła się zastanawiać, co ma robić. Nie mogła mieć pretensji do nowego właściciela, że go tu nie ma, skoro oczekiwano jej znacznie później. Była jednak zmęczona długą jazdą, głodna i spragniona wizyty w toalecie. W każdym razie nie miała ochoty czekać– może nawet i parę godzin– na schodach, aż pokaże się jej nowy pracodawca. Wzięła więc klatkę z kotem i wróciła do samochodu. W drodze do centrum minęła kilka barów szybkiej obsługi, ale w jej pamięci wciąż tkwiło tylko jedno miejsce, gdzie w Saku można było zjeść obiad. Wjechała w jedną z bocznych uliczek i wyjechała z centrum miasta, mając nadzieję, że malutka restauracja Sumi Chino uniknęła zmiecenia z powierzchni ziemi pod naporem miejskiego budownictwa. Dla miejscowych to zawsze było miejsce spotkań lokalnych polityków i działaczy społecznych oraz wymiany uwag o sytuacji światowej i miejscowych plotek. Jedzenie było proste i sycące, a przygotowywała je albo sama Chino, albo personel pod jej czujnym nadzorem. Czy to możliwe, by wciąż działała? – pomyślała Minako. Kiedyś właścicielka kawiarenki wydawała jej się strasznie stara, choć teraz zdała sobie sprawę, że nie mogła mieć zbyt wielu lat, skoro jej najmłodszy syn, Taro, był niemal jej rówieśnikiem. I rzeczywiście, restauracja wciąż istniała. Szyld był większy i bardziej jaskrawy niż dawniej, ale sama kawiarenka, wciśnięta między dwa sklepy, nic się nie zmieniła. Minako zaparkowała przy krawężniku.

Z wnętrza Saitou obserwował przybycie sportowego samochodu z miernym zainteresowaniem. Uznał, że to jakiś turysta musiał zboczyć ze zwykłej trasy. Gdy drzwi otworzyły się w polu widzenia mężczyzny pojawiła się burza blond włosów, wieńczących szczupłe ramiona okryte brzoskwiniowym materiałem. Saitou wyprostował się na krześle, a gdy kierowca odwrócił się, pozwalając mu przez moment zobaczyć twarz, nagle stracił oddech. Od przyjazdu do Saku był tak pogrążony w pracy, że zapomniał o istnieniu pięknych kobiet. No, może nie tyle zapomniał, co zepchnął w głąb świadomości, by nie zwariować. A tu nagle pojawia się ona– zgrabna, śliczna, z włosami błyszczącymi w południowym słońcu. Kim jest? I co robi w Saku?
Gdy dziewczyna wysiadła i obeszła samochód, pomyślał, że pewnie jest akwizytorką jakiejś dużej firmy. Dziewczyna otworzyła drzwi od strony pasażera i pochyliła się, by unieść coś stojącego na tylnym siedzeniu– może walizkę z próbkami? Saitou nie był w stanie dalej logicznie myśleć, gdy szorty napięły się na jej pośladkach. Wciąż wlepiał w nią wzrok, gdy dziewczyna cofnęła się, wyjmując dużą, plastikową klatkę, którą podniosła na wysokość twarzy i coś do niej powiedziała.
Powiedziała? Saitou otrząsnął się. To wcale nie była walizka z próbkami, tylko klatka do transportowania zwierząt domowych, na przykład psów albo kotów. Kotów?! Ona ma kota?! Natychmiast odrzucił ten pomysł. Nie był nawet pewien, czy w środku jest jakiś kot, a nawet jeśli tak, to wielu ludzi podróżuje z kotami – szczególnie kobiety. Sam fakt, że nieznajoma przyjechała najwyraźniej z wielkiego miasta, nie oznaczał koniecznie, że jest to właśnie narajona przez ciotkę dekoratorka. A jednak… Ilu obcych może pojawić się u Chino z kotem? Saitou chętnie oddałby jedną ze swoich pomniejszych firm za rzut oka na tablicę rejestracyjną samochodu. Dziewczyna opuściła klatkę i spojrzała wprost w okna kawiarenki. Napotykając utkwiony w sobie wzrok zesztywniała, najwyraźniej mając się na baczności. Uśmiechnął się, mając nadzieję, że to ją uspokoi. Najwyraźniej zadziałało, bo odprężyła się i, lekko wzruszając ramionami, odwzajemniła uśmiech, po czym skierowała się ku wejściu.
Nie jesteś w wielkim mieście, rugała się w myśli Minako. Ludzie w takich małych miastach przyglądają się obcym. Poza tym facet nie robi wrażenia zboczeńca czy mordercy. Daj spokój! Jesteś w Saku. Zadaj jedno jedyne pytanie, a dowiesz się, jak się nazywa, jaki jest numer jego ubezpieczenia, znak zodiaku i na co chorował w dzieciństwie. Po wejściu do środka odniosła wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu. Jak to możliwe, że nic tu się nie zmieniło? Przy oknach stały te same drewniane stoliki, gdzieniegdzie pięły się w donicach niewysokie drzewka, koło kasy stała szklana gablotka z babeczkami i innymi słodkościami. Nad okienkiem łączących kawiarnię z kuchnią wisiała tabliczka informująca, jaka jest specjalność dnia. Nawet pachniało tak samo! W powietrzu unosił się zapach gotującego się jedzenia i ciepłego, mlecznego chleba i pieczonych wiśni do ciasta. Sala, która zapewne w czasie obiadu była wypełniona, teraz zaczynała pustoszeć. Minako czuła na sobie ciekawy wzrok tych, którzy jeszcze siedzieli przy stolikach, i starannie unikała spojrzenia w stronę okna, gdzie siedział przystojny nieznajomy. Taro Chino, który od czasu gdy widziała go ostatnio, imponująco przybrał na wadze, obsługiwał kasę. Zdawkowo kiwnął Minako głową na powitanie, ale w tym momencie rozpoznał ją i cały się rozpromienił.
– No, niech mnie! Mimi- chan!
Gdy Minako miała piętnaście lat, bezwstydnie uwodziła Taro. Ale gdy powróciła rok później, był już zaręczony z dziewczyną z sąsiedniego miasteczka. Po trwających cały rok marzeniach o odległym ukochanym, to odkrycie całkiem ją załamało– aż do czasu gdy dwa dni później poznała ratownika z basenu, który był już studentem, miał szeroką pierś i gęstą blond czuprynę.
Minako odwzajemniła ciepły uśmiech.
– Wszyscy nazywa mnie teraz Minako. Cześć, Taro- kun.
– Słyszałem, że masz przyjechać.
– Tak?– zdziwiła się, ale zaraz uświadomiła sobie, że ciotka Kyoko na pewno rozpuściła tę wiadomość przez pocztę pantoflową. Cioci nigdy nie można było oskarżać o trzymanie przy sobie ciekawych nowin, a każda taka wiadomość wcześniej czy później znajdowała drogę do kawiarenki Chino.
– Zjesz obiad?
– Jasne. Ale mam pewien problem. – Wskazała na klatkę stojącą przy jej nogach.
– To kot? – spytał zdumiony.
– Wiem, że nie wolno wnosić zwierząt do restauracji, ale nie mogłam zostawić go w samochodzie.
– To nie jest żadna restauracja– roześmiał się.– Nie będzie żadnego problemu, tylko nie wypuszczaj go.
– Dzięki – powiedziała Minako, sięgając po rączkę klatki.
Saitou wyraźnie słyszał, jak Taro nazwał nieznajomą „Mimi- chan”. Zdał sobie sprawę, że ma przewagę, mogąc przyjrzeć się jej spokojnie, przeniósł więc wzrok z klatki na zgrabne łydki, wystające z kremowych balerinek. Następnie przyjrzał się szczupłym udom aż po brzeg szortów. Przeskoczył z kolei na niewielki, ale kuszący dekolt bluzki, przesunął wzrokiem po zgrabnie wygiętej szyi i delikatnie zaokrąglonym podbródku, by w końcu objąć jednym spojrzeniem klasyczny owal twarzy w obramowaniu sięgających pasa złotych fal. Niesamowita kobieta! W tym momencie poczuł się jak wtedy, gdy pewne przedsięwzięcie przyniosło mu nieoczekiwanie parę milionów jenów zysku.
– Dzisiaj na obiad jest kaczka– powiedział Taro.
– Cudownie.
– Znajdź sobie miejsce, a ja przekażę zamówienie. Jak mama się dowie, że tu jesteś, pewnie sama przyniesie ci talerz.
Wciąż starając się nie patrzeć w stronę okna, Minako rzuciła okiem na salę i skierowała się w stronę zacisznego kącika pod ścianą. Przeciskała się właśnie ostrożnie między stolikami, gdy mężczyzna spod okna zagrodził jej drogę. Z bliska był jeszcze bardziej przystojny. Charyzma. To słowo przyszło Minako do głowy w krótkiej chwili, gdy stali jakby zaczarowani, a dziewczyna gorączkowo zastanawiała się, jak odpowiedzieć na jego zaczepkę. Pan Charyzma pochylił się i zajrzał do klatki.
– To Artemis, prawda?
Minako z uznaniem pomyślała, że nie jest banalny w swoich podrywkach, gdy nagle uświadomiła sobie, iż nie wymieniała przecież imienia kotki. Jedyna osoba, która znała to imię, to… No tak, ciocia mówiła o nim „miły młody człowiek”. Ale ciocia nazywała „miłymi młodymi ludźmi” lub „słodkimi dziewczętami” wszystkich, którzy mieli mniej niż pięćdziesiąt lat. Poza tym zakładała, że skoro ktoś na własną rękę zgromadził fortunę, to na pewno jest bliższy pięćdziesiątki niż trzydziestki. Tymczasem ten facet na pewno nie skończył jeszcze trzydziestu lat!
– Sekine- san? – wykrztusiła.
Szeroki uśmiech ponownie rozjaśnił jego twarz. Wyciągnął prawą dłoń.
– Po prostu Saitou.- Kiedy chwycił jej dłoń, odniósł wrażenie, jakby luźne dotąd ogniwa połączyły się w jeden łańcuch.- Witam w Saku, Mimi Aino.

Wyraz twarzy młodej kobiety był tak szczególny, że przez chwilę Saitou myślał, iż wyciągnął mylne wnioski.
– Ty jesteś Mimi, prawda?
– Tak – potwierdziła, dodając zaraz z uśmiechem: – Przepraszam, po prostu od dawna nikt mnie tak nie nazywa. Może jednak zostańmy przy Minako.
– Niech będzie – zgodził się z czarującym uśmiechem.– Czy mogę ponieść kota?
– On nie jest…– zaczęła mówić, ale już sięgnął po klatkę.– Ciężki– dokończyła niepotrzebnie.
– Siądźmy tutaj– zaproponował, prowadząc blondynkę do stolika przy oknie, który zajmował wcześniej.
Minako spojrzała na stolik, na którym stały dwa puste talerze, szklanki po wodzie i mrożonej herbacie.
– Jesteś już po obiedzie– stwierdziła, zastanawiając się, kto z nim przedtem siedział, i z niezrozumiałą irytacją dostrzegając ślady szminki na jednej ze szklanek. Saitou odsunął jej krzesło.
– Zjem jeszcze deser – oznajmił, siadając po drugiej stronie stolika.
Natychmiast pojawiła się kelnerka w fartuszku, by sprzątnąć brudne naczynia i postawić na stole czyste.
– Czy przynieść państwu coś do picia?
– Mrożoną herbatę – poprosiła Minako.
– Może miseczkę z wodą dla kotka?
Minako przyjrzała się kelnerce. Była młoda, dosyć ładna i szczerze życzliwa.
– W klatce jest butelka do lizania, ale dzięki za dobre chęci.
– Chino- san zaraz przyniesie obiad – dodała jeszcze dziewczyna i znikła.
– Zapomniałam już, jak to jest – stwierdziła Minako. Saitou zrozumiał, o czym mówi.
– Tak, to inny świat.
– I miły. Dojrzałam do zmiany tempa życia.
– Jak zatęsknisz za wielkomiejskim zgiełkiem, to Osaka jest ledwie pół godziny drogi stąd.
– A ty? Wolisz miejskie życie? – spytała, przechylając głowę.
– Lubię to, co w tych obu światach najlepsze.
– Bardzo dyplomatyczna odpowiedź – powiedziała i dodała w myśli: godna polityka. Uśmiechał się też jak polityk: szeroko i przyjacielsko, w sposób bezbłędnie działający na kobiety. Minako nie była całkiem odporna na jego niewątpliwy wdzięk. Kilka białych kosmyków spadało na policzki, a ona nagle miała nieodpartą chęć wsunięcia je za jego ucho. Jakby była to najbardziej naturalna rzecz na świecie. Długie, białe włosy opadały na szerokie ramiona, nadawały jego twarzy męski, wyrazisty charakter. I jak gdyby wystające kości policzkowe, zgrabne usta, szczupły nos i silna szczęka nie były wystarczająco atrakcyjną kombinacją, miał jeszcze niezwykle szare, pełne życia oczy. Ku radości dziewczyny pojawiła się pani Chino z kaczką i koszykiem ciepłego, mlecznego chleba oraz masłem. Postawiła to wszystko przed Minako, równocześnie witając ją wylewnie i zachwycając się jej wyglądem. Cały czas nazywała ją Mimi, a Saitou przyglądał się tej scenie z pobłażliwym rozbawieniem.
– Ach, Sekine- san. Nie wiedziałam, że jest pan tutaj – powiedziała kobieta po chwili, gdy już dała wyraz swojemu entuzjazmowi.
– I jest już po obiedzie – oświadczyła kelnerka, pojawiając się z mrożoną herbatą. W jej tonie wyczuwało się lekką dezaprobatę, którą, jak uznała Minako, wywołał ślad szminki na szklance. Najwyraźniej uznała, że Saitou funduje obiad wszystkim spotkanym kobietom po kolei. Proszę wziąć numerek, stanąć w kolejce… Następna, proszę!
Ignorując – lub nie zauważając – subtelnej nagany w tonie kelnerki, Saitou przywitał właścicielkę z uśmiechem, który wywołał kokieteryjny rumieniec na jej policzkach.
– Słyszałam, że Mimi- chan ma urządzić panu Hikaru Mūn.
– Zgadza się– potwierdził, puszczając oko do Minako.– Została polecona przez najwyższy autorytet.
Zapadła chwila ciszy.
– Ciocię Kyoko– wyjaśniła w końcu Minako.
– Oczywiście, ciocię Kyoko– powiedziała Chino, rzucając mężczyźnie przenikliwe spojrzenie.– Cieszę się, że nie myśli pan o zburzeniu domu. Zbyt dużo starych budynków znika w dzisiejszych czasach. Oczywiście, jeśli ma pan zamiar w herbaciarni podawać również posiłki, to będziemy konkurencją.
– Doskonale pani wie, że nikt nie odbierze pani klientów. Wielu ludzi nie wyobraża sobie, że mogłoby chodzić gdzie indziej.
– Jakoś daje sobie radę– przyznała, najwyraźniej zadowolona z jego pełnej szacunku odpowiedzi.– No cóż, wy dwoje pewnie macie sporo do obgadania, a ja muszę wracać do kuchni. Co chcielibyście na deser?
– Znajdzie się jeszcze kawałek tego wspaniałego ciasta z wiśniami? – spytał Saitou.
– Jasne. Pan lubi na ciepło, z lodami, prawda?
– Jeśli pani będzie mnie tak rozpieszczać, to chyba się z panią ożenię!
Znowu się uśmiechnął. Co za czaruś!– pomyślała Minako. I jest tego świadomy. Chino wzniosła oczy do nieba i zwróciła się do dziewczyny.
– Dla ciebie to samo?
Minako zawahała się, a Saitou zaczął namawiać:
– Nie uwierzysz, jakie to pyszne, póki nie spróbujesz. Po prostu rozpływa się w ustach.
– Wyrosłam na wypiekach Chino- san– przypomniała mu blondynka i uśmiechnęła się do właścicielki. – Jak mogłabym się oprzeć?
Kobieta pokiwała głową i odmaszerowała do kuchni. Jedzenie pod okiem nowego pracodawcy nie bardzo Minako odpowiadało, ale była głodna, a zapach unoszący się z jej talerza– wspaniały. Zdecydowanie ujęła widelec i starała się nie myśleć o tym, że najprzystojniejszy facet w południowej Japonii obserwuje ją znad filiżanki kawy. Ledwo zdążyła odłożyć widelec, pojawiła się kelnerka z deserem. Saitou rzucił się na kawałek ciasta z entuzjazmem człowieka, który nie jadł porządnie od co najmniej tygodnia. Minako nabrała nieco na łyżeczkę i delektowała się każdą kalorią, która rozpływała jej się w ustach i ześlizgiwała… w biodra.
– Prosto z drogi zajechałam do Hikaru Mūn– powiedziała, upiwszy nieco kawy.
W spoglądających na nią oczach było ciepło i pewien odcień zmysłowości.
– Żałuję, że mnie tam nie było.
Minako nagle zainteresowała się sposobem, w jaki lody topią się na ciepłym kawałku ciasta.
– Pilno mi było zobaczyć dom. – Podniosła wzrok. – Tak się czuję, jakbym całe życie czekała na chwilę, gdy będę mogła wejść do środka.
Ja też się czuję, jakbym całe życie czekał na spotkanie z panną Mimi, pomyślał Saitou. Od przyjazdu do Saku, cztery miesiące temu, dokładnie jeden raz spotkał się z kobietą, dawną koleżanką ze studiów, która przypadkiem przejeżdżała przez miasto. Ale to nie tylko długotrwały post sprawił, że dziewczyna siedząca naprzeciwko wydała mu się niezwykle interesująca. Była dokładnie w jego typie i miała wszystko to, co lubił w kobietach: elegancki wygląd i pewność siebie. A te nogi! I ten głos! Niezły kawałek ciała ma ta Mimi, w dodatku podesłany mu osobiście przez najważniejszą mieszkankę Saku: ciocię Kyoko. Pomyślał, że tak chyba czuł się wilk, gdy Czerwony Kapturek pojawił się na progu babcinej chatki z koszykiem wypełnionym pysznościami.

 

Reklamy

3 thoughts on “Światło księżyca. II

  1. Na początku źle sobie datę odczytałam… Zamiast 1890 to 1980 i dopiero moje podejrzenie chodzenie ze świecą po domu wzbudziło 😛

    Tak właśnie z tą babcia Minako- czyli Minako myślałam 🙂 W sensie, że ,,ta” Minako to młoda Minako, a nie jej babcia 🙂 Ale, cóż… nigdy nie można być na sto % pewnym 😛

    Skoro ma być reinkarnacja to… kto do kogo reinkarnował 😛 I był Oba- brat Kihary, czyli pradziadka Saitou… I te szare, piękne oczy miał Saitou, Oba i Kaori, czyli bratanica Kihary… Kurde, jak dla mnie to się teraz dopiero nakomplikowało 😀

    Miłych wakacji :*

  2. na początek to po prostu gdy tylko przeczytałam że jednak będę musiała tak dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugo czekać na ostatni rozdział Miłość o zapachu wiśni to minka mi się od razu zasmuciła :(((((((((((((((((((((((((((((( ale dzięki że dałaś kolejny rozdział nowego opka to jakoś z repensowało ten przedłużony czas oczekiwania a sam rozdział świetny zwłaszcza druga jej część 🙂 czekam na więcej i pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s