Światło księżyca. III

Tęskniliście? 😀  Bo ja bardzo i obiecałam sobie, że nie będę zaglądać do komputera na czas wyjazdu. Zrobię sobie przerwę i odpocznę w zaciszu 😀 Oczywiście nic z tego. xD Miłość o zapachu wiśni w następnym tygodniu, coś mi ten ostatni rozdział nie śmiga. Ciągle go poprawiam :/

Japonia, Saku, 1890
Gdy szeroko otwarła drzwi sypialni, uderzył ją mocny zapach lilii. Był tak oszałamiający, że zakręciło się jej w głowie. W pokoju stało łóżko z baldachimem obitym niebieskim jedwabiem, rzeźbiona szafa oraz spora komoda z szufladami– wszystko wykonane na wysoki połysk. Od podłogi unosił się zapach wosku pszczelego. Na toaletce, której wygięte nogi przypominały szyję łabędzia, stał duży kryształowy wazon, a w nim owe pachnące kwiaty. Krzesło misternej budowy miało obite siedzenie. Usiadła przed lustrem, gdzie leżały szczotki oprawione w srebro, emaliowany zegarek połączony z broszką w kształcie złotych skrzydeł oraz bogato zdobiona biżuteria. Złocone gazowe kinkiety dawały słabe, migoczące światło. Biały damski szlafroczek leżał przerzucony przez oparcie błękitnego szezlongu. Na półce nad kominkiem postawione były piękne świeczniki, a wyżej obraz w srebrnej ramie. Kuniko gładziła delikatnie palcami długie złote pukle. Uśmiechnęła się nieznacznie do swojego odbicia. Po raz kolejny ogarnęło ją uczucie niewysłowionego szczęścia, od kiedy została żoną Oba. Dobrze pamiętała każde spotkanie przed ich ślubem. Ilekroć ją spotykał, zawsze zwracał się uprzejmie i zachowywał poprawnie, ale czuła, że bacznie się jej przygląda. Nie patrzył na nią tak jak Kihara, gdy przychodził do jej domu, by się zalecać. On obrzucał ją palącym wzrokiem, a usta wykrzywiał w ironicznym uśmieszku, lecz Oba- co teraz z przyjemnością wspominała- z tęsknym pożądaniem w oczach. W miarę jak upływał czas, coraz częściej go spotykała. Miała wrażenie, że on szuka okazji, by ją zobaczyć. Oba przyznał się do tego podczas ich nocy poślubnej, więc już wiedziała na pewno, że tak było i ceniła to sobie. Nagle do jej uszu dobiegło głośne tłuczenie. Było zupełnie inne od dźwięków dobiegających z sali balowej. Usłyszała jak ktoś otwierał drzwi i zlękniona ujrzała, że w progu stanął Kihara, a ona wiedziała, że jest pijany. Od ostatniego incydentu w Kolorowym Pokoju unikała go jak ognia.
– A gdzież podziewa się Oba? Znudził się młodą żoną?- spytał.
– Nie życzę sobie, żebyś wchodził do tego pokoju, kiedy piłeś.- powiedziała, podnosząc się szybko z siedziska.
– Widzę, że nie jestem tu mile widziany- mruknął bełkotliwie.
Widać było, że z trudem utrzymuje równowagę. Myśli miał jednak niezmącone. Kihara święcie wierzył, że alkohol rozjaśnia mu umysł, a jeśli chodziło o żonę brata, miał jasno sprecyzowany stosunek: dostać tego, czego mu odmówiła, wychodząc za jego brata. Kuniko, choć drobnej i delikatnej budowy, nogi miała niezwykle kształtne. Widział ich zarys, bo ogień płonący w kominku przeświecał przez cienką nocną koszulę. Uważał, że te nogi mogłyby równie dobrze objąć jego ciało. Jej pełne, sterczące piersi stały się jeszcze pełniejsze po urodzeniu dziecka. Zamknął za sobą drzwi. Prostytutka, z którą spędził część wieczoru, tylko pobudziła jego apetyt na seks. Teraz uznał, że przyszła pora, by go zaspokoić.
– No, gdzież podziewa się mężulek?- chciał wiedzieć.
Kuniko zacisnęła dłoń w pięść. Chociaż z wyglądu przypominał Oba, różnił się od niego cechami charakteru: był hardy i miał w sobie jakąś ciemność, która zdominowała podłość i okrucieństwo. Nie wiedziała, czy z natury jest zepsuty, czy taki przyszedł na świat, ale jedno było dla niej absolutnie pewne: pijany stawał się bardzo niebezpieczny. Chciała dać mu poznać, że ona też potrafi być niebezpieczna.
– Oba- chan jest moim mężem i twoim bratem- powiedziała ostro- i nie masz prawa źle się o niej wyrażać. Wyjdź stąd! Nie wolno ci tu przychodzić i mnie obrażać. Tym razem Oba na pewno się o tym dowie.
Zauważyła, że spojrzenie Kihara ześlizguje się z jej twarzy w dół, i w jego oczach wyczytała pożądanie. Szybko zakryła się peniuarem.
– Jesteś obrzydliwy! Świnia! Jak możesz tutaj wchodzić z plugawymi zamiarami w stosunku do żony swego brata?!!
– Rozwarłabyś nogi dla mnie, gdybym się urodził o kilka lat wcześniej?- odparował.
– Nie zwróciłabym na ciebie uwagi, bo jesteś nikim w porównaniu z Oba. Cieniem cuchnącym alkoholem i burdelem.
Mimo tych ostrych słów była przerażona, chciała jak najprędzej uciec. Kihara znów udało się doprowadzić ją do takiego stanu. Choć robił to zawsze w okropnie prymitywny sposób, przeważnie osiągał swój cel: wywoływał w niej lęk. Spróbowała postraszyć go swoim mężem.
– Gdy opowiem o wszystkim Oba- chan, wyrzuci cię stąd –zagroziła.
– Jest słaby, mój święty braciszek jest słaby. Pod pobożnością świętych zawsze kryła się słabość.
– Jest o wiele bardziej męski od ciebie!
Miała nadzieję, że go do tego stopnia rozzłości, iż ją tylko uderzy. Tymczasem on zaśmiał się niskim, cichym głosem i jeszcze o parę kroków do niej się zbliżył. Z jego oczu wyczytała, do czego zmierza; z szeroko otwartych ust wydarł się zduszony krzyk. Kihara wyciągnął ku niej rękę i chwyciwszy pęk złotych włosów, które długimi lokami opadały jej do pasa, pociągnął tak mocno, że chichy krzyk przeszedł w charczący spazm. Drugą ręką objął jej szyję i ścisnął.
– Zwykłem zabierać Oba to, co jego- powiedział.– Także jego dziwki.
Kuniko rozpaczliwie się broniła. Zerwał z niej peniuar i sięgnął do piersi. Ona w akcie rozpaczy ugryzła jego dłoń. Zatoczyła się i potknęła o rozerwany brzeg koszuli nocnej, ale udało jej się sięgnąć po pogrzebacz wiszący przy kominku. Wzięła rozmach i grzmotnęła nim Kihara w plecy. Zawył z bólu i upadł na palenisko kominka, a ona podbiegła do drzwi. Chciała czym prędzej uciec, lecz złapał ją za rękaw koszuli. Ściągnął ją do tyłu, uderzył kantem dłoni w twarz i powalił na ziemie. Świeca spadła z toaletki na podłogę i zgasła, topiąc się we własnym wosku.
– Ty suko!– wysyczał. Był szalony. Zobaczyła szaleństwo w jego oczach i pijackie wypieki na policzkach. Lęk przemienił się w paniczne przerażenie.
– Oba cię zabije! – szeptała jeszcze. – Zabije cię.
Usiłowała stanąć na nogi, ale uderzył ją znowu, tym razem pięścią, tak że promieniujący z twarzy ból przeniknął całe jej ciało. Oszołomiona zaczęła czołgać się w stronę wyjścia. W ustach czuła słodki smak ciepłej krwi. Jednak nie miała już siły, by z nim walczyć. Znów poczuła na sobie ciężar jego ciała i owionął ją odrażający odór. Kiedy jednak szarpnął za dół koszuli i zdarł ją z niej, wiedziała już, że ani prośbą, ani groźbą nie zdoła go powstrzymać przed zhańbieniem jej i splugawieniem tylko dlatego, że go odrzuciła.
– Chcesz tego!- warknął i wbił się w nią, a rozkosz, jaką mu ta brutalna przemoc sprawiła, rozlała się po jego ciele jak wino. Ze strachu i szoku zbladła jak kreda; twarz miała posiniaczoną i pokrwawioną od ciosów, jakie jej zadał. Nic mi nie zrobi… jest bezsilna- myślał, brutalnie wyładowując na niej wściekłą zazdrość o brata.- Chcesz tego. Od początku tego chciałaś. Udawałaś niewinną, ale ja wiem jaka jesteś naprawdę…- szydził.
Dźgał ją dziko, raz po raz bezlitośnie się w nią wdzierając. To, że ją gwałci, że bierze ją siłą, sprawiało mu rozkosz, która przenikała całe jego ciało. Dyszał ciężko; przyśpieszone, krótkie oddechy wydostawały się zza zaciśniętych zębów. Kuniko raz po raz zanosiła się zdławionym szlochem. I łkała. Łkała za każdym razem, gdy wchodził w nią, znajdując ujście dla swojej wściekłości, zazdrości i rozgoryczenia. Gdy wielki zegar zaczął wybijać dwunastą, zacisnął dłonie na jej szyi.
– Zamknij się wreszcie- syczał i tłukł jej głową o podłogę, coraz mocniej dławiąc. Lecz płacz kobiety wciąż przeszywał mu mózg. Wymierzając słabe ciosy, broniła się przed dłońmi, które odcinały jej dopływ powietrza, próbowała wyswobodzić ciało od tej straszliwej przemocy.
Pomóżcie mi! Niech ktokolwiek mi pomoże!- krzyczała w myślach. Zrobiło jej się ciemno przed oczami i nic już nie widziała. Piętami dziko tłukła o podłogę w konwulsyjnych.
Ostatni dźwięk, jaki słyszała, było wybiciem wielkiego zegara. Ostatnią myślą- myśl o Oba.

Japonia, Saku, dzień dzisiejszy
Saitou otworzył drzwi i podparł je książką telefoniczną, by się nie zamknęły.
– Przepraszam za ten zapach. Kiedy dom jest zamknięty, chemikalia używane przez robotników pachną jeszcze bardziej intensywnie.
Minako była zbyt podekscytowana, by przejmować się ostrym zapachem rozpuszczalników. Drzwi wejściowe prowadziły do Wielkiego Salonu o wysokim suficie, drewnianym parkiecie, rzeźbionych futrynach i skomplikowanym rysunku boazerii. Potrafiła dostrzec to wszystko zawodowym okiem przez drabiny, liczne szmaty, plastikowe ochraniacze i robocze ubrania rozrzucone wszędzie wokół. Wybrała jeden pusty kąt i postawiła tam klatkę z Artemisem, a następnie powoli obeszła cały pokój, przyglądając mu się z różnych stron, oceniając proporcje i znakomity rozkład.
– Ściany są przygotowane pod położenie nowej tapety, jak tylko wybierzesz wzór– powiedział Saitou.– Tu, oczywiście, będzie główna sala herbaciarni.
Z jednej strony pokoju były trzy pary drzwi, na wprost znajdowała się jedna, a na prawo– schody, oddzielone od pokoju balustradą. Saitou wskazał jedne z drzwi, a następnie wszedł za nią do sali balowej, biegnącej przez całą szerokość Wielkiego Salonu.
– Chciałem zostawić salę dla większych grup i na proszone obiady.
– Mogę?– spytała Minako, podnosząc róg materiału przykrywającego stół i krzesła. Piękny, mahoniowy zestaw niemal zaparł jej dech w piersiach. Wyciągnęła rękę, by przesunąć palcami po rzeźbionym kancie stołu.– Jest w znakomitym stanie.
– To część oryginalnego wyposażenia– powiedział.– Nie wiem, czy znasz historię tego domu. Ponieważ należał cały czas do jednej rodziny, nigdy nie był, że tak powiem, rozkładany na kawałki. I nigdy nie pozwolono, by zaczął się rozpadać. No, a meble, choć stare, były stosunkowo mało używane.
– Czy jest coś z prawdy w legendzie, że Oba- san przeprowadził się na dół, bo nie mógł znieść wspomnień, jakie kojarzyły mu się z tą częścią domu?
– Prawdą jest to, że przeprowadził się na dół– potwierdził Saitou.– Choć niewykluczone, że przyczyną tego romantycznego gestu był w równej mierze jego artretyzm. Jak już wdrapiesz się po tych schodach, zrozumiesz, dlaczego siedemdziesiąt letni człowiek z chorymi stawami wolał unikać mieszkania na górze.
– Ależ to nieromantyczne wyjaśnienie…
– Ach!– wykrzyknął z psotnym błyskiem w oku i uwodzicielskim uśmiechem.– Więc Mimi jest w głębi serca romantyczką!
– Minako. A jeśli chodzi ci o to, że przedkładam nieutulony żal nad artretyzm, to rzeczywiście, jestem romantyczką.
– I to ostrożną– roześmiał się.– No chodź, pokażę ci kuchnię, a potem pozostałe pokoje na dole.
Kuchnia była na lewo.
– Pierwotnie to pomieszczenie służyło jedynie jako spiżarnia, a jedzenie przynoszono z hotelu naprzeciwko, jak w większości domów, zajmowanych tylko zimą. Gdy moja rodzina osiedliła się tutaj na stałe, zbudowano niewielką kuchenkę na zewnątrz. Parę lat później Kuniko- san przeniosła kuchnię do środka, przeznaczając na nią dawną spiżarnię.
– Kuniko- san?
– Żona Oba.
– No jasne. Że też sobie nie skojarzyłam– uśmiechnęła się Minako.– Słyszałam, że była bardzo piękna.
– Wszystkie jej portrety zostały spalone na prośbę Oba, ale chyba była na tyle piękna, by w wieku lat szesnastu skusić trzydziestoletniego kawalera do oświadczyn i to po niecałym miesiącu. Znasz tę historię?
– O niewiernej żonie?
– Mój prapradziadek osiedlił się tutaj już w XIX wieku. Po śmierci rodziców władzę nad majątkiem przejął najstarszy syn, Oba. Moja babcia opowiadała mi, że pradziadek zakochał się w Kuniko w chwili, gdy ją tylko poznał. Jednak nie zdążył się oświadczyć, ponieważ Oba poszedł do matki Kuniko, by prosić o rękę córki.
– Wielka miłość– westchnęła Minako.
– Jednak jesteś romantyczką! – żartował Saitou.
– Zobaczyli ją i z miejsca zakochali. To przecież szalenie romantyczne! Ona jednak przyjęła oświadczyny brata. Widocznie musiała odwzajemniać jego uczucie. Zwłaszcza, że dzieliła ich dość spora różnica wieku.
– Był twardym facetem. Skończył trzydzieści lat i pewnie chciał mieć już dzieci.
– Ale oświadczył się, a ona za niego wyszła.
– A potem zostawiła, w dodatku z trzymiesięcznym dzieckiem. Głupota dojrzałego mężczyzny i kaprys nieletniej dziewczynki.
– Ty cyniku! Czyżbyś nie wierzył w miłość? –zakpiła Minako, patrząc mu w oczy.
– W najlepszym przypadku chodziło o szalejące hormony. Nie mogła go przecież kochać, skoro uciekła. Mogła najwyżej być pod wrażeniem zainteresowania ze strony starszego od siebie mężczyzny i powagi chwili. Poza tym była na tyle inteligentna kobietą, by docenić, co znaczyło wejście do rodziny Mihashi.
– Co się z nią stało?
– Nikt nie wie.- Wzruszył obojętnie ramionami.- Ludzie mówią, że uciekła z innym mężczyzną.
– Stąd o tym wiadomo?
– Zostawiła obrączkę i spakowała wszystkie rzeczy. To chyba oczywiste, że od niego odeszła.
– To smutne.
Saitou przytaknął.
– Moja rodzina ma fioła na jej punkcie. Gdy ktokolwiek o niej wspominał, jej imię zawsze wymawiał szeptem, jakby była… czy ja wiem… przeklęta. Oba ją uwielbiał i nic nie wskazuje na to, by była nieszczęśliwa, więc nikt nie wie dlaczego postanowiła złamać mu serce.
Minako rozejrzała się po kuchni. Nad solidnym blatem wisiał imponujący zestaw garnków i patelni. Wzdłuż jednej ściany ustawiono przeszklone szafki, w których widać było różne miski i formy do pieczenia ciasta. Otworzyła masywne drzwiczki wielkiej kuchni z piekarnikiem.
– Niejedna pani domu chciałaby mieć taką kuchnie.
– Pod koniec lat dwudziestych był to najnowszy krzyk mody – stwierdził Saitou.– Poprosiłem fachowców, by sprawdzili, czy ten piec jest bezpieczny. Okazało się, że jest w znakomitym stanie i powinien wystarczyć na potrzeby herbaciarni.
– Będziesz musiał to skonsultować z kimś innym – powiedziała, podejrzliwie przyglądając się staremu piecowi.– Zajmowałam się już urządzaniem restauracji, ale niewiele wiem o kuchennej stronie tego interesu.
– Aha, nie umiesz gotować, co?
– Na pewno nie potrafię ugotować obiadu dla pięćdziesięciu osób na antycznej kuchni. Wolę raczej takie zabawki jak ta w kącie.– Wskazała kuchenkę mikrofalową, ustawioną na ruchomym wózku.
– Doskonale cię rozumiem! – zaśmiał się Saitou. Minako wzruszyła ramionami.
– Mogę doceniać piękno i pomysłowość przedmiotów z dawnych lat, ale w prawdziwym życiu wolę używać nowoczesnej technologii i żyć w domach z kanalizacją i ciepłą wodą.
– Chyba cię polubię– przyklasnął jej słowom, równocześnie ujmując ją za łokieć i wyprowadzając z kuchni na dalsze zwiedzanie domu. Dziewczynie nie przeszkadzała jego bliskość, więc nie próbowała się odsunąć. Przecięli Wielki Salon i weszli do pokoju sąsiadującego z kuchnią.
– To był pokój Oba- san, potem pradziadka– wyjaśnił.– Drzwi z tamtej strony prowadzą do łazienki i garderoby. Pomieszczenia przytykają do ściany kuchni i zostały wydzielone, gdy przeprowadził się na dół. Większość mebli jest oryginalna.
– Tak, rzeczywiście przypominam sobie, że wodne materace były w tych czasach niezwykle popularne– zażartowała Minako.
– Powiedziałem „większość”– przypomniał.– Moje upodobanie do staroci nie obejmuje spania na starożytnym szpitalnym łóżku.
– To teraz twój pokój?
– Na razie. Potrzebowałem miejsca, gdzie mógłbym osiąść na chwilę, a ten dom stał pusty. Lepsze to niż wprowadzenie się do mamy i taty.
Minako przyglądała się wschodniemu dywanowi, zajmującemu środek podłogi. Przesunęła palcami po jego deseniach.
– Czy wiesz, ilu dekoratorów byłoby gotowych popełnić morderstwo, by zdobyć taki dywan?
– Lepiej mi nie mów. Nie będę mógł zasnąć, martwiąc się, że ktoś udusi mnie we śnie.
– Nie bierz tego tak dosłownie. Ale swoją drogą to naprawdę piękny dywan. I piękny stół, piękna lampa, piękny…
– Ty się naprawdę angażujesz w swoją robotę!
– Czasami– powiedziała wstając. Uśmiechnęła się.– Może nie powinnam ci tego mówić przed podpisaniem kontraktu, ale Hikaru Mun zawsze mnie fascynował.
– Więc chodźmy do biura– zaproponował, kierując ją do następnego pokoju, połączonego drzwiami z Wielkim Salonem.– Tu była biblioteka, a ja używam tego pomieszczenia do pracy.
Telewizor i współczesny komplet składający się ze skórzanego fotela i kanapy zaskakująco dobrze pasowały do mebli z początku wieku. Gazety i kubek po kawie na stoliku koło fotela nadawały pokojowi charakter zamieszkanego i przytulnego wnętrza. Wzrok Minako przyciągnął wielki kominek z rzeźbionym zwieńczeniem. Przesunęła palcem wzdłuż zagłębienia w reliefie gzymsu.
– Czy zawsze dotykasz rzeczy, które ci się podobają? – spytał Saitou.
Zadając pytanie, nie myślał o jego podtekście, ale teraz przez mózg galopowały wizje Minako dotykającej jego ciała… gdyby jej się spodobał.
– Jestem bardzo „dotykową” osobą– powiedziała.– Niektórzy dekoratorzy skupiają się na kolorach lub liniach. Ja lubię fakturę materiałów.
Jej ciepły głos drażnił zmysły tak kusząco, jak jedwabna koszulka nocna ześlizgująca się na ziemię. Odpowiedź była spokojna, ale spojrzenie dziewczyny zdradziło, że prawidłowo odczytała ukryty sens jego pytania. Saitou Sekine był imponującym mężczyzną– wysokim, przystojnym i bardzo męskim. Ale Hikaru Mun był zleceniem jak z bajki i nie miała zamiaru dopuścić, by seks przysłonił główny cel jej przybycia tutaj. Będą blisko ze sobą współpracować, zwłaszcza jeśli on mieszka w tym domu, powinna więc zadbać o utrzymanie ich stosunków na przyjacielskiej, ale zawodowej stopie. Zwróciła się znów do kominka.
– To chyba cedr?
– Tak – potwierdził. – W domu jest sześć kominków i wszystkie mają cedrowe gzymsy.
W tym służącym jako biuro pokoju stare i nowe zostało przemieszane, tworząc ciekawy zestaw. Masywne, dębowe biurko wystawało na pokój, zatrzymując interesantów. Pod ścianą na nowoczesnym, lekkim stole stał laptop i liczne biurowe urządzenia. W rogu znajdował się nieco dziwaczny, pięciokątny wykusz o wysokich oknach, który mógłby pomieścić najwyżej bujany fotel. Saitou natomiast wypełnił go roślinami, zwisającymi spod sufitu wieżyczki i rozstawionymi na stylowych podstawkach.
– Czy to wszystko było tu, w domu? – spytała, wskazując na świeczniki i żardynierki.
– Znalazłem je w jednym z pokojów na górze, razem ze starą maszyną do szycia i krawieckim manekinem. Tam jest całe mnóstwo rozmaitych gratów. Miałem nadzieję, że, biorąc pod uwagę, jak bardzo nietypowe jest w sumie to zadanie, zgodzisz się również w ramach kontraktu przejrzeć i skatalogować te rupiecie.
Oczy Minako rozbłysły.
– To będzie jak przeglądanie skrzyni ze skarbami!
– Raczej zakurzonego, starego strychu – ostrzegł ją.
– Prowadź! – zawołała z entuzjazmem. – Uwielbiam zakurzone stare strychy.
– Jeśli będziesz dalej w taki sposób prowadzić negocjacje, to w końcu ty mi zapłacisz, bym ci dał tę robotę.
Minako przechyliła głowę i uśmiechnęła się słodko.
– Taki miły młody człowiek nie będzie mnie przecież wykorzystywał.
Szczególnie z wiszącą nad głową groźbą interwencji cioci Kyoko, dodała w myśli.
– W każdym razie nie w interesach– mruknął pod nosem Saitou, wychodząc za nią z pokoju. Kiedy patrzył, jak ogląda rzeźbione ornamenty pod schodami, przychodziły mu do głowy rozmaite nie związane z interesami sytuacje, w których chętnie by ją wykorzystał. Jej entuzjazm działał ożywczo, a nogi miała takie, że ślinka ciekła.
– Palisander? – spytała, podnosząc brwi.
– Tak samo jak ta boazeria.– Szerokim gestem wskazał na schody.– Proszę bardzo.
Schody były tak wąskie, że musieli wchodzić pojedynczo. Minako nie śpieszyła się. Przystanęła z zachwytem przed ręcznie robionymi szybkami w oknie na pierwszym podeście, potem dotykała starej tapety na ścianie biegnącej wzdłuż schodów na piętro. Saitou czuł dumę właściciela na widok jej fascynacji i podziwu dla domu. Czerpał również przyjemność z przyglądania się opiętym szortami pośladkom i błyskom słońca na jej złotych włosach. Na pierwszym piętrze schody kończyły się dużym, centralnym holem. W ścianie naprzeciw były dwie pary drzwi, w bocznych – po jednej.
– Sypialnie– wyjaśnił.– A ten hol będzie miejscem, gdzie goście będą mogli się spotykać.
– W którym pokoju jest ta maszyna do szycia?– spytała Minako, chcąc rzucić okiem na to, co ją czeka.
– A może pójdziemy najpierw na górę, a to piętro zostawimy sobie na później?– zaproponował niespodziewanie.
Minako wyczuła w mężczyźnie nagłe napięcie, jakby pomysł obejrzenia pokoi na pierwszym piętrze był dla niego z jakiegoś powodu krępujący. Trochę ją to zdziwiło, skoro bez żenady pokazywał jej swoje pokoje na dole. Ale perspektywa zobaczenia Kolorowego Pokoju była zbyt kusząca, by zastanawiać się teraz nad dziwnym zachowaniem młodego człowieka.
– Czy naprawdę tańczą tam na podłodze kolorowe promienie słoneczne?– spytała, wspinając się po wąskich, prowadzących pod kopułę schodach. Saitou roześmiał się, tak zaraźliwa była jej radość.
– Można tak powiedzieć.
W kilka sekund pokonała schody i złapała za klamkę, usiłując otworzyć drzwi. Bez rezultatu.
– Pewnie się zacięły– powiedział.– Nie pamiętam, bym je zamykał. Daj mi spróbować.
Sięgnął ramieniem koło niej, by zmierzyć się z opornym zamkiem. Mimo że stał stopnień niżej, był od niej wyższy. Minako poczuła ciepło jego ciała i rozpoznała zapach klasycznego mydła do golenia, którego niegdyś używał jej dziadek. Choć postanowiła utrzymać ich stosunki na czysto zawodowej płaszczyźnie, chyba nie miałaby teraz nic przeciw temu, gdyby ją objął i przygarnął do siebie, czy oparł brodę na jej ramieniu i przytulił policzek do jej policzka. Wyobraźnia dziewczyny doprowadziła ją właśnie do delikatnego pocałunku, gdy drzwi poddały się z jękiem i skrzypieniem.
– Będę musiał naoliwić tu zawiasy– powiedział, ale jego słowa nie dotarły do Minako, wpatrzonej po raz pierwszy w Kolorowy Pokój. Poczuła dreszcz pełznący wzdłuż kręgosłupa. Ściany miały ciepły, brzoskwiniowy kolor. Wszystko wydawało się być zupełnie nowe i nieokurzone. W rogu pokoju miejsce zajmowała kremowa kołyska, a tuż obok stał fotel. Młodziutka, złotowłosa kobieta, kołysząc malutkie dziecko w ramionach. Śpiewała kołysankę, bujając się raz po raz w takt melodii. Wizja, jak się pojawiła, tak zniknęła. Blondynka potrząsnęła głową, zupełnie zdziwiona. Przypisała to podnieceniu wywołanemu pierwszym spojrzeniem na pomieszczenie, które inspirowało jej dziecięce sny. Tylko że to, co teraz czuła, nie było przyjemnym dreszczykiem oczekiwania– raczej niemiłym przeczuciem czegoś groźnego.
– Nie wchodzisz?- głos Saitou przeciął i rozproszył napięcie, które odebrało jej zdolność ruchu. Poczuła się tak, jakby nagle została obudzona z głębokiego snu.
– Wchodzę, oczywiście – powiedziała i przekroczyła próg.
Pokój był tak porywający, jak sobie wyobrażała. Popołudniowe słońce ożywiło wmontowane w okna wzory na szkle, tak że kwiaty z witraży zdawały się uginać delikatnie pod lekkim wietrzykiem. Kolorowe plamki naprawdę tańczyły po podłodze i po płachtach jasnego muślinu, spowijających meble. Drobinki kurzu, uniesione w powietrze przez otwarcie drzwi, wisiały w promieniach słońca jak płatki śniegu, nadając barwnym smugom trójwymiarowy, impresjonistyczny charakter. Okna w bocznych ścianach były zwyczajne, kwadratowe, każde z czterema szybkami z przezroczystego szkła.
– Światło w tym pokoju jest fantastyczne – powiedziała. – Nie zdawałam sobie sprawy, że są tu także zwykłe okna. Nie widać ich z ulicy.
– Zostały zaprojektowane ze względu na przewiew w czasie gorącego lata, a pokój przeznaczono wtedy dla dzieci.– wyjaśnił Saitou.– W czasach przed klimatyzacją musiał się bardzo mocno nagrzewać. Jeśli sobie przypomnę, które się dają otwierać, to wpuścimy tu trochę powietrza.
Pod oknami znajdowały się przeznaczone do siedzenia, ręcznie malowane w kolorowe wzory ławy. Saitou oparł kolano na jednej z nich i pochylił się naprzód, szarpiąc ku sobie okno. Udało mu się również otworzyć okno po drugiej stronie pokoju. Lekki przewiew w zdumiewającym tempie usunął zaduch.
– Babcia mówiła, że Kuniko uwielbiała tutaj przebywać, razem z Oba i ich córką. Po tym, jak zniknęła, dziecko przeniesiono do pomieszczeń na dole. Nikomu później nie wolno było tu wchodzić.-powiedział.– Małżeństwo, które pracowało jako gospodyni i człowiek do wszystkiego, musiało od czasu do czasu robić tu jakieś naprawy. Inaczej wszystko byłoby w znacznie gorszym stanie. Pewnie oni zakradali się na górę, a on udawał, że niczego nie widzi.
– Ach, sekretne wyprawy – westchnęła Minako.
– Naprawdę jesteś nieuleczalną romantyczką. Przeprowadził się na dół, ale chyba w głębi duszy nie chciał, by dom rozsypał się wokół niego, jak w jakimś dickensowskim objawie rozpaczy.
– Zdumiewające!
– Co takiego?
– Nic– odpowiedziała z westchnieniem.– Właśnie sobie przypomniałam, że przecież nie byłeś jego prawnukiem, tylko Kihara- san. Więc chyba w sumie nic w tym dziwnego, że jesteś takim cynikiem, podczas gdy on najwyraźniej całe życie cierpiał z powodu miłości.
– Zdarzają mi się romantyczne odruchy – powiedział, uśmiechając się uwodzicielsko.
– Nie wątpię– potwierdziła sucho. Założyłaby się o dziewiąte życie swego kota, że kiedy większość chłopców w jego wieku wciąż uważała dziewczynki za nieznośny wynalazek, on uwodził już z powodzeniem kobiety.
– Ranisz mi serce swoim chłodem – poskarżył się.
– Przeżyjesz, odrobina sceptycyzmu dobrze ci zrobi– powiedziała z wyraźnym brakiem współczucia. Może ranię twoje ego, ale na pewno nie serce, dodała w myśli.
Saitou parsknął z wyższością. Zapanowała przyjazna cisza. Minako obchodziła wokół pokój, podnosząc muślinowe pokrowce, by spojrzeć na kryjące się pod nimi meble.
– Będziesz musiała to wszystko obejrzeć i zadecydować, co można uratować, a co trzeba po prostu wyrzucić.
– Wyrzucanie czegokolwiek z tego pokoju to zbrodnia– oburzyła się.– Na przykład bujak wymaga tylko wyczyszczenia i nawoskowania. Doskonale rozumiem, dlaczego przeznaczono go na pokój dziecięcy.
– Na komodzie stał stary gramofon z tubą. Widocznie ktoś go tutaj przyniósł. Zawiozłem go do specjalisty do oczyszczenia i naoliwienia. Powiedział, że biorąc wszystko pod uwagę, jest w świetnym stanie.
– A zachowały się jakieś stare płyty?
– Na dole jest cała szuflada. Jak odbiorę gramofon, zobaczymy, czy nadają się jeszcze do użytku. Jeśli nie, to możemy jakieś zamówić.
– Co chciałbyś zrobić w tym pokoju?
– Odnowić go. Byłby wspaniały jako sypialnia, lecz jest poważny problem.
– Dostępność.
Saitou kiwnął głową.
– No właśnie. Te strome schody stanowią prawdziwy problem. Poza tym, ludzie musieliby schodzić na pierwsze piętro do łazienki.
– Widzę, że już wszystko przemyślałeś – powiedziała.
– No i w końcu doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie po prostu odnowić pokój. Jeśli ktoś zapragnie go zobaczyć, nie będę miał nic przeciw temu. Nie będziemy oficjalnie ogłaszać, że jest to ogólnie dostępne pomieszczenie, ale jeśli ktoś miałby ochotę tutaj zajrzeć.
– Bardzo pomysłowe rozwiązanie.
– Po prostu zdroworozsądkowe– poprawił i nagle, po kilku głębokich oddechach i dość szczególnych minach, kichnął na cały głos.
– Na zdrowie! – powiedziała.
– To ten kurz – wyjaśnił. – Teraz, jak tu jesteś i możesz wszystkiego dopilnować, trzeba będzie zamówić kilka sprzątaczek. A tymczasem może wrócimy na pierwsze piętro? Tam nie ma tyle ku-u-u-urzu!
– Na zdrowie!– powtórzyła.– Co z oknami?
– Zostaw je, niech będą otwarte. Trochę się tu przewietrzy, później zamknę.
Przed zejściem na dół Minako zatrzymała się jeszcze na chwilę, by spojrzeć na kolorowe plamki światła igrające na podłodze.

Reklamy

8 thoughts on “Światło księżyca. III

  1. na początek witam z powrotem 🙂 super że już jesteś 🙂 co do ostatniego rozdziału opka Miłość o ….. to mam nadzieję że mimo wszystko nie będziemy musiały zbyt długo na nie czekać 😦 ????? choć muszę przyznać że na wspomnienie że masz z nim problem to trochę minka mi się zasmuciła bo czekam na niego jak na hmmmm 🙂 a co do tego opka to rozdział niesamowity i z tego co zauważyłam to nikt nigdy nie dowiedział się prawdy o tym jak bardzo została Kumiko skrzywdzona nawet Oba nie poznał prawdy bardzo smutna i tragiczna ta historia ciekawa jestem czy po tylu latach wyjdzie wreszcie prawda na jaw 🙂 czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam 🙂

  2. Tęskniłam 😀

    Kihara toż to przecież demon wcielony. Niezłym trzeba być zwyrodnialcem, żeby żonę bratu zgwałcić… Ła, aż mi kawa mniej smakuje jak o tym psychopatycznym zboku myślę 😛 Nie wiem co będzie straszyć, ale Kihara był taki odrażający, że mógłby angaż w każdym domu strachu na świecie dostać 😛 I nawet by im nie przeszkadzało, że jest niedyspozycyjny 😛

    Biiiiedna Kuniko i bieeedny Oba…

    Minako z Kunzite na stopie przyjacielskiej? Hahah, nie u Ciebie 😀

    I powiem to ostatni raz, żeby już nie być nudna, tylko innymi słowami: jak popierniczę pisanie to przez Ciebie 🙂 Ja jestem leniem, ale też perfekcjonistką i jeżeli coś nie jest idealnie to mnie normalnie trafia i dlatego nic mi się co napiszę nie podoba (ale publikuję, bo jeszcze więcej czasu nie mogę na to poświęcić) 🙂 I ponieważ w odniesieniu do siebie wszystkie szczegóły wychwytuję to w odniesieniu do innych też 🙂 A Ty pokazujesz genialną dbałość o te właśnie szczegóły, rzeczy typu materiały z których wykonane są meble wliczając. Strasznie coś takiego podziwiam, bo to łatwe nie jest 🙂

    1. To dopiero początek, akcja będzie rozwijać się z każdym kolejnym rozdziałem i wszystko wyjaśni się dopiero na końcu. 🙂
      I za każdym razem uśmiecham się, kiedy czytam twoje komentarze. Bardzo cieszę się, że czytelnikowi się podoba. Dlatego publikuję.
      Po za tym: Minako&Kunzie ❤
      😀 😀

      1. 🙂

        Aaaa mi teraz przyszedł do głowy taki nieziemski pomysł: Kihara tak pobił Kuniko, że ją zabił i pozbył się ciała. Za Kuniko napisał list do Oby mówiący o tym, że ona odchodzi i takie tam, a że Oba znał charakter pisma Kuniko i Kihary to Kihara wykorzystał do tego prototyp maszyny do pisania :D:D:D Tak, pijany i umazany krwią i ziemią szukał w środku nocy takiego prototypu 😛 I Kuniko teraz straszyyyy ;P WUUUALA ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s