Miłość o zapachu wiśni. XII

Rozdział będzie podzielony na dwie części.

PS. Czy tylko ja oglądam pierwszy odcinek Sailor Moon Crystal po raz setny? 😀

***

Usagi była w ogrodzie, kiedy zadzwonił telefon. Jego głos odbił się echem w pustym domu. Pobiegła szybko do holu i podniosła słuchawkę.
– Halo? – Miała nadzieję, że dzwoni Diamond. Wydawało się nieprawdopodobne, że minęły zaledwie dwadzieścia cztery godziny od kiedy wyjechał. Tęskniła za nim ogromnie i odnosiła
wrażenie, jakby nie było go już wieki całe.
– Czy mogę mówić z Sekine- san? – padło pytanie w słuchawce.
Usagi ogarnęło ogromne rozczarowanie, gdy na drugim końcu linii usłyszała kobiecy głos. Diamond, być może, był zbyt zajęty, żeby do niej zadzwonić. Lub też- i na tę myśl jej nastrój nieco się poprawił -zakończył już swoje sprawy i wracał do posiadłości.
– Przykro mi, ale Diamond musiał wyjechać do Tokio, miał jakieś pilne sprawy w biurze – odpowiedziała.
Nie mogła się wyzbyć uczucia przygnębienia na wspomnienie poprzedniego wieczoru, kiedy to inna rozmowa telefoniczna zakłóciła ciepłą atmosferę, która wypełniała dom. Właśnie zasiedli do spóźnionego posiłku, gdy rozległ się dzwonek. Pamiętała wciąż rozdrażnienie męża, rozmawiającego ze swoją sekretarką.
– Jesteś przekonana, że nie dasz sobie sama rady?- warknął.- Jesteś pewna…? No więc trudno, jeśli uważasz, że jest to konieczne…
Odłożył słuchawkę z gestem zniecierpliwienia i zwrócił się do Usagi:
– Strasznie mi przykro, kochanie…
Potem chciał wyraźnie opóźnić swój wyjazd. Musiała go ponaglać, twierdząc, że jakoś zniesie tę chwilową rozłąkę. Przekonywała go, że jeśli wyjedzie natychmiast, to będzie w biurze wcześnie rano, załatwi co konieczne i wróci do niej wczesnym wieczorem. Gdy natomiast odwlecze wyjazd do jutra, to przypuszczalnie zobaczą się dopiero za dwa dni, w sobotę. Mówiła to wszystko z dobrą miną do złej gry, bo sama już w tej chwili cierpiała na myśl o rozstaniu.
– Wrócę tak szybko, jak to będzie możliwe, nawet jadąc z powrotem nocą – obiecał, przytulając ją do siebie i wyciskając na jej ustach gorący pocałunek. Odwzajemniła mu się całym sercem, upewniając go bez słów, jak niecierpliwie oczekiwać będzie kolejnego wspaniałego pełnego zbliżenia między nimi. Może tylko mniej pospiesznego niż to ostatnie.
– Jedź ostrożnie – prosiła go cichym głosem – i wróć do domu bezpiecznie.
– Obiecuję, że tak będzie – zapewnił ją, a pełne ciepła oczy mówiły, jak bardzo cenił sobie to słowo „do domu”. Potem jednak spoważniał i na jego twarzy pojawił się wyraz zamyślenia.
– A gdy już wrócę, będziemy mieli coś ważnego do omówienia. Są pewne sprawy, o których powinnaś wiedzieć.
Sens tych ostatnich słów wcale do niej nie dotarł, gdyż była przygnębiona myślą o rozstaniu. Dopiero teraz, z pewnym niepokojem, zaczęła zastanawiać się, co też mógł mieć na myśli.
– Halo?
– Przepraszam bardzo…- pospiesznie wróciła do rzeczywistości, zdając sobie sprawę, że rozmówczyni coś jej chciała przekazać.— Obawiam się, że nie mogę powiedzieć Ochiyo- san, kiedy on wróci. Tu mówi Usagi… czy mam mu coś przekazać?
– Ach, tak, rozumiem.. – Nieoceniona gosposia wydawała się mile zaskoczona. – Nie zdawałam sobie sprawy… Mam do pani tylko krótką prośbę. Proszę, by Sekine- san, gdy przyjedzie, zawiadomił mnie, kiedy mam znowu przyjść do pracy. Powiedział, żebym wzięła tydzień urlopu, a potem mi powie, jak będę potrzebna.
– Doskonale, przekażę mu to, zapewniam panią. Być może jeszcze dziś wieczorem zadzwoni do pani.
Odłożyła słuchawkę i przeszła do kuchni, żeby nalać sobie drinka. I nagle cały sens tego, co się stało, spadł na nią jak oślepiające światło niespodzianie włączonych reflektorów. Zamarła w bezruchu, całkowicie oszołomiona.
Ochiyo- san– nazwisko to wypowiedziała pełnym głosem, trzęsąc się z emocji. – Ochiyo- san
Znała to nazwisko! Rozpoznała przecież jej głos! Wiedziała, że osoba, z którą rozmawiała, jest ich gosposią. Przychodzi na cały dzień, aby posprzątać i zająć się domem. Zdała sobie też sprawę, że ją bardzo dobrze pamiętała.
– Och Boże! – jęknęła w zachwycie i opadła na fotel, bo nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Ochiyo … Wreszcie pamięć zaczęła jej wracać. Lecz, jak to było możliwe, że przypomniała sobie gosposię, a jednocześnie nie pamiętała najmniejszego szczegółu dotyczącego męża, z którym żyła w przeszłości i którego kochała teraz ponad wszystko? A może właśnie o to chodziło? Przypomniała sobie, że jeden ze specjalistów, u którego zasięgała porady, powiedział, że amnezja ma często podłoże nie fizyczne, lecz emocjonalne, i ono właśnie powoduje uraz, którego następstwem jest utrata pamięci. Może więc Diamond i stosunek między nimi rzeczywiście był przyczyną nieszczęścia, co zresztą wcześniej brała pod uwagę. I dlatego jej podświadomość- najdłużej będzie się opierać wszelkim wspomnieniom z nim związanym.
– Nie! – z tym pełnym rozpaczy okrzykiem poderwała się na nogi, zbyt rozkojarzona i przygnębiona, żeby usiedzieć na miejscu.
Serce jej zamierało z rozpaczy. Tym bardziej musi dojść do prawdy, odkryć wszystko ,co dotyczy mężczyzny, któremu oddała swe serce. Lecz czy ta prawda nie zniszczy jej miłości i nie przekreśli nadziei na wspólne szczęście? Diamond obiecał jej wspaniałą przyszłość. Czy jednak będzie mógł dotrzymać słowa? Czy też okrutny los pokaże, iż budowali swe nadzieje na chwiejnych fundamentach? Gubiąc się w tych domysłach, przypomniała sobie słowa, które wypowiedział wsiadając do samochodu, przed wyjazdem. „Gdy wrócę, będziemy mieli coś ważnego do omówienia. Są pewne sprawy, o których powinnaś wiedzieć”. Co mógł mieć na myśli? Z ogromnym niepokojem raz jeszcze zadała sobie to pytanie, czując, jakby krew zamarzła jej w żyłach. Jakie miał jeszcze przed nią sekrety? Co kryło się w jej przeszłości? W momencie gdy była tak rozkojarzona, przypomniała sobie okropny sen z poprzedniej nocy. Był to koszmar, który zadręczał ją już wcześniej, po zamieszkaniu u Yoko: Budziła się wtedy cała zlana potem, z twarzą mokrą od łez. Śniło się jej, że była sama, w długim, ciemnym korytarzu. Jedynym dźwiękiem, który słyszała, był pełen rozpaczy, rozrywający serce szloch i łkanie kogoś niewidocznego. Nie mogła znieść tego przerażającego dźwięku i nie mogła ustalić jego pochodzenia. Otwierała w nerwowym pośpiechu jedne drzwi za drugimi, wzdłuż długiego korytarza, ale wszystkie pokoje ziały pustką. Krańcowo wyczerpana, chciała już w desperacji krzyczeć i… wtedy obudziła się z owego koszmaru. Ostatniej nocy sen był jednak trochę inny. Po raz pierwszy rozpoznała dom, w którym się owe zwidy działy. Był to Sakura Kaoku, co jej szczególnie nie zaskoczyło, bo przecież tu właśnie spędziła prawie tydzień pełen emocji. Zaszokowało ją natomiast i przeraziło, że osobą, której rozdzierający płacz słyszała we śnie, była ona sama. Wyrwała się minionej nocy ze snu i dręczących czarnych myśli, gdy uchwyciła zimną klamkę od drzwi. Odkryła wtedy, że zamroczona, nieświadoma tego, co robi, stała przed pokojem, znajdującym się naprzeciw jej sypialni. Ale dlaczego właśnie tam? Spróbowała nacisnąć klamkę, drzwi jednak nie ustąpiły. Przypomniała sobie, że prowadziły do pomieszczenia, które Diamond nazwał podręcznym magazynkiem, dodając, że nie zostało ono jeszcze odnowione. Wiedziała jednak, że wzdłuż korytarza było jeszcze kilka innych pokoi, także nie odnowionych, a jednak nie zamkniętych na klucz. Jeszcze jedna myśl przyszła jej do głowy, Wywołując zimny dreszcz w całym ciele. Uświadomiła sobie bowiem, że w tym właśnie miejscu znajdowała się, gdy nawiedzała ją mara nocna i kiedy słyszała ten szloch rozdzierający serce. W zakamarkach jej pamięci tłukło się irracjonalne przypuszczenie, że zamknięty pokój ma dla niej jakieś szczególne znaczenie. Musi się do niego dostać i zobaczyć, co jest w środku. Ale jak? Prawie nieświadoma tego, co robi, pobiegła do sypialni męża i zaczęła ją nerwowo przeszukiwać.
– Proszę – szeptała- proszę, żeby Diamond nie zabrał klucza ze sobą. — Nie znalazła go jednak na wierzchu, zaczęła więc na chybił trafił przeszukiwać szuflady, nie kłopocząc się, w jakim stanie pozostawiała ich zawartość. Ale i te poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Pozostała więc tylko szafa. Co miał na sobie wczoraj? Przesuwając trzęsącymi się rękoma jeden wieszak za drugim, odnalazła wreszcie poszukiwaną kurtkę. Gdy ją poruszyła, usłyszała cichy dźwięk metalu uderzającego o metal. Zaparło jej dech w piersiach. Zagryzła dolną wargę tak mocno, że aż poczuła smak krwi. Gwałtownym ruchem zerwała kurtkę z wieszaka i zaczęła pospiesznie przeszukiwać kieszenie. I wreszcie, z uczuciem wielkiej ulgi, natrafiła na pęk kluczy. Na miękkich nogach dotarła do tajemnych drzwi. Próbowała kolejno wszystkie klucze. Była już bliska załamania, gdy wreszcie trafiła na właściwy. Przekręciła go w zamku i w ogromnym napięciu szeroko otworzyła drzwi. Na pewno nie jest to podręczny magazynek, stwierdziła oszołomiona. I na pewno odnawiano go jednocześnie z pozostałymi pokojami. Tapeta, przedstawiająca chmurki i na ich tle latające baloniki, była jasna i świeża. Małe mebelki z pewnością były nowe. Nie było na nich nawet odrobiny kurzu. Gruby, puszysty dywan w niebieskim kolorze sprawiał miłe wrażenie w popołudniowym słońcu. Oświetlając także skrzynię pełną zabawek, tak nowych, jakby przed chwilą dostarczono je ze sklepu. A na środku pokoju… Dźwięk, podobny do brzęczenia tysiąca rozwścieczonych pszczół, pojawił się nagle w jej głowie. Postąpiła kilka niepewnych, chwiejnych kroków do przodu, z wyciągniętymi rękoma, jakby po omacku szukała oparcia, i zbliżyła się wolno do małego sosnowego łóżeczka. Niewiadomo skąd doszedł do niej jakby zwierzęcy jęk głębokiego bólu. Z przerażeniem zdała sobie po chwili sprawę, że lament ten pochodził z jej własnych ust, dokładnie tak jak we śnie. Była też przeświadczona, że nie jest w stanie tego jęku powstrzymać. Jeszcze kilka kroków i stała już przy łóżeczku, kurczowo chwytając się jego ścianek, z taką siłą, że mogła je pogruchotać. Odrętwiały mózg podsunął jej element brakujący do obrazu, który miała przed sobą. Oczami wyobraźni zobaczyła w łóżeczku mały, uśpiony kształt, ciepło owinięty kocykiem, z jasną główką spoczywającą na niebieskim jaśku, twarzyczkę z długimi rzęsami, rzucającymi cień na zarumienione policzki. I w mgnieniu oka kamienny blok, który miała od dwóch lat w głowie, nagle ostatecznie rozpadł się, a wyzwolona fala wspomnień całkowicie ją zalała i to z taką siłą, że z okrzykiem rozpaczy upadła ciężko na podłogę. Ogarnęła ją zupełna ciemność.

 

Reklamy

11 thoughts on “Miłość o zapachu wiśni. XII

  1. no i jest wreszcie kolejny rozdział uff czytałam go normalnie z sercem na ramieniu 🙂 rozdział niesamowity no i wreszcie Usa wszystko sobie przypomniała i co dalej ? mam nadzieję że Di jak najszybciej wróci do domu bo Usa straciła przytomność i zaczynam się martwić jak to teraz będzie więc bardzo proszę abyś nie trzymała nas zbyt długo w niepewności i oczekiwaniu i dała nam jak najszybciej ciąg dalszy pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. To opowiadanie czyta się jednym tchem i ciągle jest mało i mało. Masz piękny styl pisania. Ciekawi mnie co się stało z dzieckiem, czy zostało porwane, zmarło a może to było wielkie pragnienie Usagi i Di ale z jakichś przyczyn nie zdążyło się urzeczywistnić. Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział 🙂

  3. no nieeeeee. w takim momencie przerwać. nie będę mogła teraz spać po nocach, a co dopiero trzeźwo myśleć w pracy!!!
    Szalenie mi się podoba napięcie, które budujesz 😀
    W twoich opowiadaniach o Usie i Di zawsze są takie smaczki.
    Chcę więcej 😀

    1. Oj tam, oj tam. 😀
      Muszę Cię niestety rozczarować, ale teraz (kiedy skończę to opowiadanie) skupię się na razie na M/K. No i obiecałam napisać coś wreszcie o M/U.
      U/D muszę odejść na dalszy plan. 😦

  4. Ty to sobie pewnie ten fragment z Mamoru w kółko przewijasz 😀 Ja będę sto razy oglądać jak się Di pojawi 😀

    I masz chyba motorek tyle i tak pisząc 😛

    No to z pokojem, chudnięciem, utratą dziecka trafiłam i chociaż jakąś szczególną odkrywczością się tutaj nie wykazałam to trafiłam i już:P Liczy się 😉 Heh, z moją teorią hipnozy chyba gorzej 😀

    Pytań jeszcze troszkę jest, no ale na nie odpowiesz po sadystycznym okresie oczekiwania w drugiej części 😉

    1. Ależ oczywiście 😀 i nie będzie to chyba niczym zaskakującym jeśli napiszę, że ‚zakochałam’ się w nowej wersji Mamoru. ❤ 😀
      Ale przechodząc do tematu. 😀 Nie, nie mam motorka. 🙂 Po prostu, kiedy wyjechałam na dwa tygodnie na wieś, to dla mnie całkowitym odstresowaniem było zaszycie się w lesie i właśnie pisanie. Tam 'powstało' ponad 50 stron nowych historii. 🙂

        1. Na razie nie będzie, bo chciałabym dokończyć dwa opowiadania o M/K, zabrać się także za M/U. Po za tym jest jeszcze ‚Żona mojego ojca’. Nie myślałam na razie o nowym opowiadaniu o U/D. 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s