Miłość o zapachu wiśni. XIII

– Usagi- chan… kochanie!
W pierwszej chwili nie miała pojęcia, czy rzeczywiście słyszy ten głos, czy też zrodził się on tylko w jej głowie. Ale po chwili znalazła się w mocnych ramionach, przytulona do potężnego torsu. Nie wiedziała również, czy naprawdę straciła przytomność, czy też opuściła ją zdolność do myślenia i odczuwania czegokolwiek, pod naporem fali wspomnień, szczelnie wypełniającej teraz jej skołataną głowę. Miała jedynie świadomość, że pod swym policzkiem wyczuwa gwałtowne bicie serca mężczyzny. Westchnęła głęboko i przytuliła się do swego mężczyzny, nie mogąc dłużej wytrzymać burzy wspomnień. Bombardowały ją bowiem obrazy z przeszłości. Sceny pełne beztroskiego nastroju z pierwszych dni z mężem. Jeszcze raz przeżywała chwilę poznania, pierwszego kochania, pełnego radości ślubu i przenosin do posiadłości. Jeszcze raz miała przed oczami chwilę, gdy pełna zachwytu dowiedziała się, że jest w ciąży. Teraz dokładnie pamiętała wspaniałe odczucia, gdy dziecko rosło w jej wnętrzu, tuż pod sercem. Ale z równą wyrazistością zobaczyła, dlaczego jej mózg został zasnuty mgłą zapomnienia, ukrywając przed nią grozę dni, które potem nastąpiły.
– Och, Keizo- chan- zapłakała głośno. – Mój ty mały syneczku.
– Uspokój się, kochanie – głos męża był tak pełen udręki i boleści jak jej własny. Mocno otoczył ją ramionami. – Dobry Boże, nie chciałem, żebyś to tak przeżywała. Miałem zamiar powiedzieć ci wszystko dzisiaj wieczorem, ale delikatnie, oszczędzając ci wstrząsu. Aby nie stało się tak, jak za pierwszym razem…
Usagi doskonale wiedziała, co te słowa „za pierwszym razem” znaczyły. Pamiętała teraz z okrutną dokładnością, jak zbudziła się tamtego zimnego poranka, zaskoczona, że jej liczący dziesięć tygodni synek nie obudził jej, głośno domagając się piersi. Jeszcze raz przebiegły jej przed oczami sceny z tego dramatycznego dnia. Przeszła wtedy szybko z sypialni do pokoju dziecinnego, niczego się nie obawiając. Sądziła po prostu, że dziecko po raz pierwszy przespało porę karmienia. Stając w drzwiach, zobaczyła jego małą główkę, spoczywającą spokojnie na poduszeczce. Całe ciałko przykryte było kołderką w jasnych kolorach.
– Zbudź się, śpiochu, czas na śniadanko.- Z tymi słowami podeszła do łóżeczka i wyciągnęła ręce, żeby podnieść małego… Szósty zmysł ostrzegł ją jednak, że dzieje się coś złego. I wtedy doszedł do jej świadomości przerażający fakt, że Keizo miał wręcz siną buzię.
– Och, Keizo- chan, moje ty kochanie! – jęknęła z rozpaczą jeszcze raz, mimo że Diamond kołysał ją uspokajająco w swych ramionach. To, co potem nastąpiło, było dręczącym, rozdzierającym wspomnieniem, niezbyt czytelną plamą w jej pamięci. Diamond, równie zszokowany jak ona, próbował bezskutecznie przywrócić dziecku oddech. Potem zjawił się doktor, ratownicy i wreszcie padły te przerażające słowa, wstrętne i okrutne, niezależnie od tego jak delikatnie wypowiadane: „śmierć łóżeczkowa”. Nagła, niespodziewana, niczym nieuzasadniona, niewytłumaczalna. Śmierć, której nie można było przeciwdziałać i za którą nikt nie był odpowiedzialny. A potem, znacznie później, usłyszała niemożliwą do spełnienia poradę: spróbujcie państwo jeszcze raz. Jak mogło przejść jej przez głowę, żeby próbować jeszcze raz, skoro miała wrażenie, że jej serce umarło razem z Keizo, gdy składano go do ziemi, w tej przerażająco małej trumience.
– Moje dzieciątko – wyszeptała raz jeszcze.
– Tak, wiem o tym, kochanie… wiem. – Jakaś prawie nieuchwytna nuta w jego głosie sprawiła, że nagle oderwała się od wspomnień i powróciła do rzeczywistości. Uniosła głowę i zaskoczona, a także rozczulona, zobaczyła ślady łez na jego policzkach. Niespodzianie uświadomiła sobie po raz pierwszy, że jego ból po stracie dziecka musiał być równie dojmujący i głęboki, jak jej własny.
– Nasze dzieciątko – wyszeptała miękko, odrzucając swój poprzedni egoizm. – Och, Di. Tak mi przykro, tak strasznie przykro. Tak dalece byłam pogrążona we własnym nieszczęściu, że nie dostrzegłam, że ty także głęboko to przeżywasz. Zawsze wydawało mi się, że jesteś bardzo praktyczny i sprawny we wszystkim, co robisz, a zatem także trzeźwy, a nawet chłodny. Tak cię też widziałam w dniach naszego nieszczęścia. Myślałam więc, że…
Głos odmówił jej posłuszeństwa. Nie mogła sobie wybaczyć, że posądzała go o obojętność po utracie dziecka. Gdy była skrajnie załamana i niezdolna do czegokolwiek, on zajmował się praktycznymi stronami życia… Wszystkim, co wiązało się z pogrzebem, pracą zawodową. Inaczej być nie mogło.
– Powinnam sobie wtedy zdawać sprawę, że kochałeś Keizo- chan równie mocno jak ja- powiedziała z rozpaczą w głosie.- Ale wtedy nie potrafiłam rozsądnie myśleć, nie potrafiłam myśleć w ogóle.
– Wiem o tym — przerwał jej cichym głosem. – Byłem wtedy przekonany, że jeśli nie będę się wtrącać i zostawię cię samą z twoim smutkiem, to łatwiej się z niego wydobędziesz.
I tak też czynił, myślała Usagi. Wspierał ją, ale na odległość. Robił wszystko, co powinno być zrobione, przejmując na siebie wszystkie jej obowiązki, aby mogła uporać się ze swym cierpieniem. I podobnie było, gdy po dwóch latach rozłąki odkryli się raz jeszcze. Chciał podjąć praktyczne kroki, żeby jej dopomóc i zdjąć z jej barków ciężary i stresy codziennego bytowania, żeby łatwiej jej było pogodzić się z faktem, że on nagle powracał do jej życia. Ale ona nadal była ślepa. Źle rozumiała jego intencje i poczynania. Była przekonana, że chce przejąć kontrolę nad jej życiem.
– Nigdy ci nawet nie podziękowałam – wyszeptała. Teraz pojęła z ogromną wyrazistością, że nie tylko w tamtych strasznych chwilach wszystko pozostawiła na jego głowie, ale co więcej, jak się już trochę uspokoiła, pewnego dnia odeszła od niego, sprawiając mu dodatkowy ból. W niedawnej przeszłości przyrównywała utratę pamięci do spoglądania w lustro, w którym widoczna była tylko ona sama, a nic z jej otoczenia. Wreszcie to zwierciadło rozleciało się w kawałki, a ona na koniec pojęła, że, jak każde lustro, pokazywało jej odwrócony obraz. Cały czas zastanawiała się, czy może mu zaufać. Obawiała się, że może coś zdrożnego odkryć na jego temat, jeśli pozna bliżej historię ich wzajemnych uczuć. Tymczasem w rzeczywistości widziała obraz odwrócony. Bo przecież faktycznie to ona była odpowiedzialna za powstałą sytuację.
– Dlaczego nic nie mówiłeś? – zapytała, chcąc jakoś pomniejszyć swoje wyrzuty sumienia.
– Nie miałem odwagi! – przyznał się Diamond. – Myślałem, że będzie to zbyt niebezpieczne. Specjalista nie pozostawiał wątpliwości, że doradza drogę łagodnego, ostrożnego podejścia do ciebie. Przekonywał mnie, że byłoby zbyt ryzykowne, gdyby próbować metody szokowej w przywracaniu twojej pamięci. Utrzymywał, że rozmowa z tobą na temat dziecka, którego nie pamiętałaś, może być przeżyciem, z którym sobie nie poradzisz.
Oczywiście nikt nie pomyślał, że ona mogła mieć kiedyś dziecko. Lekarze, których odwiedzała, bardziej byli zainteresowani jej stanem psychicznym niż fizycznym, gdyż od początku podejrzewali, że to szok emocjonalny spowodował jej głęboki zanik pamięci. Przecież nie wiedziała nawet, jak ma na imię.
– Usa- chan… – urwał, wciągając głęboko powietrze. – Kochanie, powiedz, czy odeszłaś ode mnie z powodu Keizo i z racji tego, że wydawałem się oziębły?
– Gdy Keizo- chan umarł – mówiła z trudem – odpowiedzialnością za to obciążyłam samą siebie. Myślałam, że zrobiłam coś źle, albo czegoś nie dopilnowałam… – zatrzymała się rozdygotana.
– Uspokój się, kochanie – szepnął, przytulając ją do siebie. – Jeśli nie możesz teraz wszystkiego powiedzieć, to ja zaczekam.
– Z twojego zachowania – zaczęła po chwili – właśnie takiego z dystansem, wywnioskowałam, że ty mnie także obciążasz odpowiedzialnością i sądzisz, iż zawiodłam cię jako matka twojego syna…
– Och, kochanie – powiedział z największym uczuciem, scałowując łzy, które ściekały po jej policzkach. -Śmierć Keizo nie była niczyją winą.
– Tak- powiedziała, ze wszystkich sił starając się opanować ból, który rozrywał jej serce.- Dzisiaj chyba to już rozumiem, ale wtedy, kiedy szukałam rozpaczliwie przyczyn naszej tragedii, obciążałam winą siebie i byłam przekonana, że nie będziesz mnie już więcej kochał. Jeśli zostanę przy tobie, to przysporzę ci tylko dodatkowych cierpień. Doszłam do wniosku, że jedynym wyjściem dla mnie jest odejście od Ciebie, w nadziei, że może zainteresujesz się inną kobietą, która da ci dziecko. Zastanawiałam się nad tym, co powinnam zrobić. Biłam się z myślami przez przeszło miesiąc po śmierci Keizo- chan, ale gdy podjęłam ostatecznie decyzję, postanowiłam natychmiast ją wykonać. Dlatego też, spiesząc się, niczego nie zabrałam ze sobą. Wyszłam z domu w tym, co miałam na sobie. Zostawiłam nawet torebkę, ponieważ pieniądze, które w niej były, otrzymałam od ciebie…
– Usagi, moja kochana. Teraz już chyba wiesz, że nie mógłbym żyć z inną kobietą. Te ostatnie dwa lata były dla mnie piekłem. Gdybym wiedział, co działo się wtedy w twoim sercu, w żadnym wypadku nie pozwoliłbym ci odejść. Przywiązałbym cię do siebie złotymi łańcuchami!
W odpowiedzi na te słowa, przez zapłakaną twarz jasnowłosej przebiło się coś na kształt lekkiego uśmiechu. „Złote łańcuchy”… Wyciągnęła rękę i delikatnie, z uczuciem, dotknęła jego policzka.
– Ja także nie mogłam być szczęśliwa bez ciebie. Gdy spotkałam ciebie, moje życie całkowicie się odmieniło. Do tego czasu nie zdawałam sobie nawet sprawy, że ludzie tak mogą się kochać, mieć tyle ciepła dla siebie… i tyle dawać sobie radości. Bez ciebie moje życie nie miało sensu… Do takiego wniosku doszłam w tamtej kawiarni, w Londynie, dziesiątego maja… w dniu moich urodzin.
– Również w dniu rocznicy, kiedy dowiedziałaś się już na pewno, że jesteś w ciąży- wtrącił łagodnie.- Nic dziwnego, że twój biedny, skołatany mózg zbuntował się i zdecydował, że ma już dość wszystkiego. Wymazał więc z twojej pamięci wszystkie okropności. Żałuję dziś bardzo, że nie wiedziałem wówczas, co przeżywasz i nie mogłem ci pomóc.
– Ale przecież robiłeś wszystko, co w twoim wyobrażeniu mogło być wsparciem dla mnie… Zajmowałeś się praktycznymi stronami życia, z którymi ja nie mogłam sobie poradzić. Szkoda tylko, że w chwili gdy powinniśmy być sobie bardzo bliscy, smutek trzymał nas z dala od siebie.
– Usagi- chan! – pokręcił głową, pełen wyrzutu wobec samego siebie. — Jeśli dasz mi jeszcze jedną szansę…
– Kochany- położyła delikatnie rękę na jego ustach, aby go uciszyć.- Co ma znaczyć: „jeśli dam ci jeszcze szansę”? Czy nie wiesz, że to jest największe pragnienie mojego życia, abyśmy byli już na zawsze razem?
Diamond ucałował gorąco jej rękę. Ten miłosny gest wywołał ostry ból w jej sercu, bo przypomniała sobie synka, którego oboje tak bardzo kochali i utracili.
– To ty powinieneś dać mi szansę! Przecież to ja ciebie opuściłam. Ale zawsze wiedziałam, że nie będę mogła żyć bez ciebie. I obecnie również jestem o tym głęboko przekonana. A teraz powiedz- zapytała żartobliwie, jakby się nieco drocząc: – gdzie są te złote łańcuchy, którymi mi groziłeś?
– Nie potrzebuję ich – zapewnił, przytulając ją jeszcze raz do siebie i gorąco całując. – Już potrafię cię utrzymać przy sobie siłą mojej miłości. I nigdy więcej nie pozwolę ci odejść.
Słowa te przypomniała sobie Usagi po latach, gdy opalając się na słońcu, przeciągała się ospale na leżaku. Diamond szedł do niej po soczystym trawniku. Te same słowa wypowiedział dzisiaj rano, wręczając jej rocznicowy prezent. Uśmiech pełen szczęścia pojawił się na jej twarzy, kiedy dotykała złotych grubych łańcuszków, okalających jej nadgarstek. Było ich pięć. Po jednym za każdy rok ich pożycia małżeńskiego, od chwili gdy wrócili do siebie.
– Co sprawiło, że masz taki wyraz na buzi, jak kotka, która właśnie wychłeptała spodek pełen śmietanki? – zapytał, siadając obok niej na trawie. – Czy nie sądzisz, że czas najwyższy, abyś mi wyjawiła swój sekret? My, tatusiowie, lubimy wiedzieć z pewnym wyprzedzeniem, co nas czeka… Ryu- chan trzeba będzie także uprzedzić. A więc kiedy?
Nie musiał szczegółowo wyjaśniać, o co mu chodzi. Wiedziała, że nic nie umknie uwagi jej męża. Wydawał się przenikać jej najskrytsze myśli, tak szybko, jak tylko ona zdołała zdać sobie z nich sprawę.
– W styczniu – powiedziała cicho. – Być może nawet w rocznicę urodzin Keizo.
Mogła już wymawiać imię zmarłego synka, tyle tylko, że z nutą smutku w głosie. On zawsze będzie zajmował specjalne miejsce w sercach ich obojga. W dużej mierze czas już zaleczył piekącą ranę, tym bardziej że mieli tyle okazji do radości.
– Czyli masz dość czasu na ukończenie kolejnego bestselleru – zażartował.
– Ty poganiaczu niewolników! – zawołała, z odcieniem protestu w głosie. – Cóż to był za okropny pomysł wiązania się z wydawcą, który jest jednocześnie mężem?
– Powodem była miłość – odpowiedział, wyraźnie z siebie zadowolony. – I nie zapominaj o tym, że gdyby nie było twojej pierwszej powieści, nigdy bym cię nie odnalazł.
Jak mogłaby o tym zapomnieć? Gdyby nie napisała swej pierwszej książki i nie posłała jej do wydawnictwa, nigdy nie zaznałaby szczęścia, które teraz wypełnia każdą chwilę jej życia. Ta pierwsza, lekko podretuszowana powieść odniosła zdumiewający sukces, który zapoczątkował jej pisarską karierę.
– Jak ci się wydaje, czy Ryu- chan pogodzi się z myślą, że będzie miał konkurenta w braciszku lub może konkurentkę w siostrzyczce?- zapytał Diamond.
Jego fiołkowe oczy zwróciły się z ojcowską dumą ku malej postaci synka, który pod czujnym spojrzeniem niani uganiał się za rozbrykanym szczeniakiem. Ryu Shimura, idealna kopia ojca, ale z błękitnymi oczami mamy, sprawiał im ogromnie dużo radości od chwili narodzin przed trzema laty. Oczywiście przez kilka pierwszych miesięcy Usagi żyła w ustawicznym strachu, obawiając się, że smutna historia może się powtórzyć. Na szczęście, i ku jej wielkiej radości, dziecko przeszło bez chorób przez trudny okres niemowlęctwa i wyrosło na mocnego pędraka.
– Będzie wspaniały… tak jak ja- powiedział Diamond z żartobliwą przechwałką w głosie.- Ta cudowna wiadomość o naszym dziecku jest najlepszym prezentem na pięciolecie, a właściwie na dziesięciolecie naszego związku. Nie mógłbym sobie życzyć lepszej żony i szczęśliwszego życia.
Takie samo jest moje odczucie, pomyślała Usagi w chwili gdy poczuła namiętny pocałunek męża. Zrobił to bardzo żarliwie.
– Myślę, że czas, byśmy weszli do domu — mruknął. – Przecież kobietom w twoim stanie należy się dodatkowy odpoczynek..- Ton jego głosu wskazywał, że bynajmniej nie myślał o odpoczynku.
– Wstydź się, Di- zaprotestowała ze śmiechem. – Co Ryu- chan sobie pomyśli?
Na chwilę fiołkowe oczy zatrzymały się na synu, a potem wróciły znowu do niej.
– Pomyśli, że jego tata bardzo kocha mamę. I będzie miał zupełną rację.

***

Dziękuje za ‚trwanie’ i cierpliwość czytelników. 😀 Kolejne opowiadanie mamy za sobą. 🙂

 

Reklamy

13 thoughts on “Miłość o zapachu wiśni. XIII

  1. ahhhhh co za sielanka 😀 ja bym powiedziała, że „nie za sobą” tylko „niestety dobiegło końca”

    o ile pamięć i wzrok mnie nie myli, na Twoim blogu były pierwsze rozdziały jeszcze jednego opowiadania z Usą i Di. taka mroczna historia, ale nie pamiętam tytułu. Mam nadzieję że kiedyś będzie miało swój wielki come back 😀

  2. hmmmmmm CUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUDOWNE :))))) aż szkoda że to już koniec tego opka 😦 ale z wielką chęcią będę do niego wracać w oczekiwaniu na kolejne opko z D&U 🙂 wiem ale na tą parkę będę musiała trochę poczekać bo teraz kolej na inne opka 🙂 pozdrawiam i jeszcze raz śliczne dzięki za wspaniałe chwile z tym opowiadaniem 🙂

  3. Piękne opowiadanie. Przeczytałam całe od deski do deski i nawet chwilę się nie nudziłam. Czytam również to drugie i na pewno będę tu często zaglądać;-) pozdrawiam. Pinka

  4. Dziękuję za miłe chwile spędzone przy tym opowiadaniu, było w nim tyle emocji….A na końcu szczęśliwe zakończenie. Czekam na kolejne. Pozdrawiam i ….niech wena zaatakuje z podwójną siłą :D! Marta

  5. Cudowne. Podejrzewałam, że mogło być jakieś dziecko i byłam przerażona, bo nie wiedziałam co się z nim stało. Dobrze, że Usagi doszła do siebie. I proszę, jaką ładną rodzinę stworzyła.
    Piękne, po prostu piękne. Masz talent do pisania, bogaty warsztat słów. Czekam na inne piękne opowiadania. Do napisania 😀

  6. Ajć, koniec 😦 I co ja teraz zrobię biedna… Chlip, chlip ;( 😛

    Mam taka pustkę w sercu 😉 To tak jak się czeka na kolejny odcinek serialu albo następny tom książki i w końcu przychodzi ten długo wyczekiwany ostatni… A potem czarna rozpacz, moje życie nie ma sensu, co ja teraz zrobię, etc, etc 😛

    W każdym razie gratulejszyn, świetne opowiadanie 🙂

    I nie zapomnij o Di w natłoku M/K i U/M 🙂

      1. Si 🙂 Lubię go bardziej niż Yatena… A zresztą Yaten to jest inna sprawa 😛 Yaten to nie jest mój typ faceta, ale lubię go za te jego śmieszne humory- w tej kategori mnie bardzo pozytywnie rozwala 😛 A Kunzite jest już typ typem faceta 😀 Co nie zmienia faktu, że spośród postaci SM dla mnie Di jest ponad resztą 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s