Światło księżyca. IV

Saitou nie przesadzał, mówiąc o zawalonym gratami pokoju. Poczuła się tak, jakby ktoś zmniejszył ją i wrzucił do pudełka z mebelkami dla lalek. Przeciskała się wśród starych mebli i innych rupieci, by zorientować się z grubsza w zawartości. Między toaletką a wielkim kufrem zatrzymały ją uchwyty szuflad starej komody.
– Z porcelany i mosiądzu. Będą cudowne, gdy się je wypoleruje.
– Możemy to później wstawić do którejś sypialni – powiedział Saitou. Stał tuż przy drzwiach, z rękoma w kieszeniach, nie spuszczając z dziewczyny wzroku, ale w gruncie rzeczy niezbyt zainteresowany starociami– w każdym razie nie tym zainteresowaniem, które każe prawdziwym kolekcjonerom poświęcać czas i pieniądze na piękne przedmioty z minionych epok. Czy ktoś, kto jest uczulony na kurz, w ogóle może lubić starocie?
– Czy pozwolisz, że zapytam cię o… no, coś osobistego? – spytała, nie odwracając się.
– Proszę cię bardzo.
– Ten rodzaj remontu, jaki przeprowadzasz, jest niezwykle kosztowny. Mimo że odziedziczyłeś dom i nie musisz inwestować w hipotekę, miną lata, zanim zaczniesz mieć jakiś zysk. Nawet jeśli twoja herbaciarnia i pensjonat okażą się niezwykle popularne.
– Chcesz wiedzieć, czemu inwestuję tak wiele, mogąc spodziewać się tak niewiele?
– No, mniej więcej o to mi chodzi.
– Nie uwierzysz, jeśli powiem, że zależy mi na ochronie zabytków i moje motywy są ściśle altruistyczne?
W odpowiedzi uniosła brwi i lekko, przepraszająco wzruszyła ramionami. Saitou westchnął.
– Trochę altruizmu w tym jest. Ten dom to kawałek historii, a teraz, gdy rozbiera się tyle starych budynków, moim zdaniem każdy, kto może sobie na to pozwolić, ma moralny obowiązek włączyć się w ochronę zabytków.
– Bardzo szlachetnie – powiedziała Minako poważnie.
– Ale jest i strona osobista. To przecież część mojej rodziny, jak i mnie samego. Przyjrzałem się więc temu, co odziedziczyłem i zacząłem się zastanawiać, jak najlepiej wykorzystać dom, nie zamieniając go w duszne muzeum.– roześmiał się.– A poza tym, to dobrze będzie świadczyć o mnie, jako o zaangażowanym w publiczne sprawy miasta. Wiesz, ochrona zabytków jest w modzie, ale niewielu ludzi ma środki, by się tym naprawdę zająć. A ja mam.
– Czyżbym słyszała bębny obwieszczające zbliżanie się kariery politycznej?
Saitou głośno się roześmiał.
–Tak, mam zamiar spróbować. Ludzie z mojej partii zgodzili się ze mną, że renowacja może mi zyskać sympatię opinii publicznej.
– Mogłam się była domyślić!
– Przecież nie łamię prawa i nikogo nie nabieram. Po prostu wykorzystuję to, co można wykorzystać.
Wyraz twarzy Minako zdradzał jej sceptycyzm.
– Hej– bronił się– nie jestem niczyim pionkiem. Konsultanci od opinii publicznej byli zachwyceni pomysłem odnowienia domu, ale przecież inicjatywa wyszła ode mnie. Dali mi całą listę propozycji, jak mogę poprawić swój wizerunek, ale nie słucham się ich ślepo. Akceptuję ich pomysły lub nie– zależy, czy mi się podobają.
Minako puściła koniec muślinowego pokrowca i spojrzała wprost na niego.
– Zaspokój moją ciekawość. Jakież to rady dają konsultanci początkującym politykom?
– Na początek powiedzieli mi, żebym wyniósł się z Osaki, gdzie osiadłem po ukończeniu studiów. Jest tam zbyt wielu polityków, by ktoś początkujący mógł znaleźć dla siebie miejsce. Pomyślałem więc, że Saku będzie dla mnie najlepszym miejscem. Przecież tu jest mój dom.
– Twoja rodzina tu mieszka?
– Jakieś dwadzieścia kilometrów stąd. Ojciec jest dyrektorem rodzinnego przedsiębiorstwa.
– Rozumiem – powiedziała w zamyśleniu. Po chwili spytała: – A jakiej rady nie posłuchałeś?
– Uważali, że powinienem ubierać się bardziej konserwatywnie.
– Tak, tu rzeczywiście się zbuntowałeś– przytaknęła, patrząc na jego strój. Miał na sobie białą koszulkę oraz wytarte jeansowe spodnie.
– Wolę po prostu ubierać się na luzie.
– Mhm. A co z większymi buntami?
– Największy to ten, że się jeszcze nie ożeniłem.
– Nie ożeniłeś?! – wykrzyknęła.
– Z właściwą kobietą, rzecz jasna. Dobra żona to pomoc, a kawalerskie życie to przeszkoda. To dosłowny cytat.
Dziewczyna ujęła się pod boki.
– To najbardziej szowinistyczne poglądy, o jakich kiedykolwiek słyszałam.
– Z ich punktu widzenia to rozsądne. Kawaler jest narażony na plotki. Jeśli prowadzę ożywione życie towarzyskie, spotykam się z wieloma kobietami, to jestem playboyem. No, a każdy wie, że na takich nie można polegać.
– Zgroza mnie ogarnia na samą myśl o szkodach, jakie nieżonaci politycy mogą wyrządzić naszemu krajowi.
– Jeśli z kolei żyję sobie spokojnie i moje sprawy osobiste utrzymuję w tajemnicy, to zawsze może się zdarzyć, że ktoś poda w wątpliwość moje seksualne preferencje. Więc jestem podejrzany, jeśli chodzę na randki – i podejrzany, jeśli nie chodzę.
– Wobec tego powinieneś znaleźć sobie jakąś miłą kobietkę, która stałaby murem za swoim mężczyzną.
– To właśnie mi sugerowano.
Minako zaśmiała się niespodziewanie, szczerym, głośnym śmiechem.
– Nie rozumiem, co cię tak bawi – obruszył się.
– To może bardziej żałosne niż zabawne, ale właśnie przyszło mi do głowy… Czy rozmawiałeś o tym z ciocią Kyoko?
– Wielkie nieba, nie! I niech ci to tylko nie przyjdzie do głowy!
– Czemu nie? Miałbyś najbardziej urozmaicone życie towarzyskie w historii.
Saitou wiedział, że Minako żartuje, ale wizja ciotki Kyoko kierującej jego życiem intymnym była przerażająca.
– Każda dama z towarzystwa wpadałaby tu z wnuczkami i ciotecznymi kuzynkami. Twoja herbaciarnia odniosłaby oszałamiający sukces.
– Minako…!
– A zaproszenia na kolacje? – ciągnęła. – Pomyśl tylko…
– Zostało nam jeszcze parę pokoi do obejrzenia – przerwał jej.
– Myślałam, że nigdzie się nam nie śpieszy – powiedziała z nutką sarkazmu w głosie.
– Nie, tylko… – westchnął z rozpaczą i zaraz dorzucił ostrym tonem: – Jedno słowo o tym do ciotki i możesz się pożegnać z robotą!
Zareagował zbyt ostro i natychmiast poczuł się głupio, zwłaszcza że dziewczyna wyprostowała się, zasalutowała i odwarknęła po żołniersku:
– Tak jest!
Saitou wepchnął ręce w kieszenie i zmarszczył brwi. Minako pomyślała, że wygląda jak mały chłopiec, którego zmusza się do pójścia do szkoły, podczas gdy on wolałby grać w piłkę.
– To by było nie do zniesienia – usprawiedliwił się.
– Uspokój się. Twój sekret jest bezpieczny.
– Gdyby ciotka postanowiła pobawić się w swatkę…
– Przestań się martwić! Skoro już zobaczyłam ten pokój, nie będę ryzykować utraty pracy z powodu jakichś głupich opinii twoich doradców.
Zapadła cisza. W końcu skupiła uwagę na koronce lamującej staniczek zawieszonej na manekinie krawieckim sukienki.
– Ładna– stwierdziła.- Cieszę się, że nie usłuchałeś swoich konsultantów, bo mam zamiar nieźle się przy tych rupieciach zabawić.
Saitou odprężył się trochę, gdy znalazła pudełko z jakimiś drobiazgami i zaczęła w nim grzebać. Wiedział, że z premedytacją z niego kpi, choć nie rozumiał, dlaczego. Irytowało go to jednak niezwykle. Była wygadana i niezwykle pewna siebie. Powinien się pilnować, bo inaczej łatwo może stracić kontrolę nad całym przedsięwzięciem. Przyglądając się, jak szpera z zapałem w szkatułce, pomyślał, że chyba powinien zapłacić i ją odesłać z powrotem, zanim wpadnie po uszy. Ale na to nie miał najmniejszej ochoty.
– A dlaczego jesteś tak przeciwny małżeństwu? – spytała nagle.
– Nie jestem przeciwny.
– Mhm – mruknęła, wyraźnie nie przekonana.
– Małżeństwo to świetny wynalazek.
– Dla innych ludzi?
Saitou pomyślał, że gdyby panna Minako Aino nie przejechała wzdłuż Japonii, by zająć się jego domem, gdyby nie była tak entuzjastycznie nastawiona do pracy, gdyby jej włosy nie skupiały promieni słonecznych, rozbłyskując jak aureola wokół głowy, to wyrzuciłby ją natychmiast. Ale jej włosy właśnie tworzyły aureolę, a choć miała ostry języczek, jej ciało było wprost fantastyczne, więc tylko wzruszył ramionami i powiedział:
– Dla ludzi, którzy chcą razem spędzić resztę życia.
Przechyliła głowę i spojrzała szeroko otwartymi oczyma.
– To dość romantyczne stwierdzenie jak na takiego cynika.
– Nigdy nie mówiłem, że jestem cynikiem.
Potrząsnęła głową.
– A te teksty o twardzielu Oba i oportunistce Kuniko…
– Ja wierzę w miłość. Uważam tylko, że potrzeba czasu, żeby zbudować podstawy związku, który ma przetrwać całe życie.
– A zatem żadnej miłości od pierwszego wejrzenia?
– Nie. Może pożądanie, przyciąganie, jakaś zwariowana chemia wynikająca z hormonów… To tak. Ale nie miłość.
– Jak zatem tłumaczysz zachowanie twojego pradziadka i jego brata?
– To były inne czasy. Narzeczeni często nawet się nie znali. Małżeństwo było na zawsze, bez względu na jego przyczyny. Może Kuniko przestraszyła się, właśnie tego? Była piękna i młoda, podobała się wielu mężczyznom. Może rzeczywiście uciekła z jednym z nich? Kto wie?
– Mam nadzieję, że nie– oświadczyła Minako, strzepując kurz z sukienki na manekinie.
Saitou zaśmiał się.
– A cóż ci to robi za różnicę?
– To po prostu taka… smutna historia– powiedziała.– Tragiczne jest już to, że zostawiła męża i malutkie dziecko… Straszne byłoby, gdyby na prawda odeszła od Oba- san, z powodu innego mężczyzny.
– Mhm – potwierdził ze zrozumieniem. – Może jej dzienniki…
– Zostawiła dzienniki?! – wykrzyknęła Minako.
– Leżały na biurku na górze. Zniosłem je na dół i odkurzyłem. Z tego, co widziałem, nie są to żadne osobiste notatki, raczej szczegóły z codziennego życia. Myślałem, żeby je wydrukować i oprawić, i może sprzedawać w herbaciarni. Chciałabyś przeczytać?
– Wiesz, że tak!
– To świetnie, chętnie usłyszę twoją opinię.
Minako zajrzała jeszcze raz w głąb pudełka z drobiazgami, odstawiła je i otrzepała ręce.
– No i masz tu autentyczny, stary kurz – powiedział.
– We wszystkich starych domach tak jest. Przywiozłam trochę roboczych ciuchów. No dobrze, wiem mniej więcej, co mogę znaleźć w tym pokoju. Chodźmy dalej.
W następnych dwóch sypialniach stały łóżka bez materacy, kilka komód i stołów oraz lampy o pięknych podstawach i zupełnie zniszczonych abażurach. Łazienki, dobudowane, gdy wynaleziono wewnętrzne instalacje sanitarne, były niezbyt atrakcyjne, ale wyposażenie zachowało się w dobrym stanie. Minako zauważyła, że warto będzie wykorzystać na przykład stare wanny na nóżkach w kształcie lwich łap. Sedesy trzeba będzie jednak wymienić, a lustra odnowić. Ostatnie drzwi, prowadzące z holu, były zamknięte. Saitou zatrzymał się przed nimi z ręką na klamce.
– Miałem powód, żeby zachować ten pokój na koniec – powiedział z wahaniem.
– Dlaczego? To jakiś szczególny pokój?– próbowała zgadnąć. Saitou potwierdził i westchnął ciężko. Zdziwiła się. O co mu chodzi?
– Saitou? – ponagliła go.
Otworzył drzwi i puścił ją przodem. Pokój był przestronny, z kominkiem i dużymi oknami. Stało tam wielkie łoże z baldachimem, posłane i przykryte pikowaną narzutą. Pokój został staranie wysprzątany, ściany pobielone, a podłoga i meble wywoskowane. Na podłodze leżał wschodni dywanik, podobny do tego, który podziwiała w pokoju Saitou. Dębową komodę zdobił wielki wazon z kwiatami. Ich kolory wyraźnie odbijały od białej serwetki, przyciągając wzrok. Nawet gdyby wśród kwiatów nie tkwiła koperta, to i tak ich ułożenie i liście paproci zdradzałyby, że bukiet pochodzi z kwiaciarni. Na malutkiej kopercie widniały słowa „Mimi Aino”. Dziewczyna rzuciła mężczyźnie szybkie spojrzenie i sięgnęła po kopertę.
– Minako– powiedział, chwytając jej ręce, zanim zdążyła wyjąć wizytówkę. Spojrzała na niego, nie rozumiejąc ani jego zmieszania, ani nagłego gestu. Saitou wypuścił powietrze i uwolnił jej dłonie.
– Oczekiwałem… kogoś innego– powiedział. Minako nie wiedziała, jak i czy w ogóle odpowiadać na taką deklarację.
– Ciotka Kyoko nie powiedziała mi… Myślałem, że jesteś… inna. Starsza. Bardziej…
– Czy mnie zwalniasz?
– Nie! To znaczy… nie. Jesteś entuzjastycznie nastawiona do pracy i jestem pewien, że wszystko zrobisz doskonale. Po prostu nie wiedziałem… Nie planowałem…
– Może lepiej przeczytam tę karteczkę– stwierdziła, wyjmując ją z koperty.– „Witam w Saku i w Hikaru Mun”– przeczytała głośno.
Wyglądało to niewinnie. W każdym razie nie było tu nic, co mogłoby wywoływać aż takie zmieszanie w człowieku pokroju Saitou.
– Kiedy poprosiłaś, żeby znaleźć ci pokój, nie sądziłem, że będą z tym kłopoty. Ale teraz, kiedy pełno tu turystów… W dodatku z kotem…
– Ale znalazłeś coś?
– Znalazłeś nie jest chyba właściwym słowem.
– A jakie byłoby właściwe?
– Urządziłeś.
Minako nagle zrozumiała. Uniosła pytająco brwi i szerokim gestem objęła pokój. Saitou przytaknął.
– Słuchaj, jeśli to ci nie odpowiada…
– Wygląda na to, że da się tu mieszkać.
– Oczywiście! Materac i sprężyny są nowe, wszystko zostało wysprzątane, a łazienka jest tuż obok.
– No to o co chodzi? – spytała.
– Tu nie Tokio, Minako.
Spojrzała na niego ze zniecierpliwieniem.
– Wiedziałam to, kiedy zgodziłam się przyjechać. Mówiłam ci, że nie mam wygórowanych potrzeb. Jeśli łóżko jest wygodne, a łazienka osobna, to…
– Minako– przerwał, wyraźnie rozciągając jej imię, jakby usiłował przemówić do rozumu tępemu dziecku.– Ja mieszkam na dole, a ty…– Przeczesał palcami swoje długie włosy i westchnął.– No, jesteś młoda, atrakcyjna i…
Dziewczyna zamrugała niewinnie oczami, czerpiąc przyjemność z jego zmieszania.
– Ależ, panie, czyżby obawiał się pan, że dając się ponieść niepohamowanej namiętności wślizgniesz się tu na górę i niecnie mnie zniewolisz?
– Oczywiście, że nie. Ale mogą być…
– Bo gdyby tak się stało, o ja nieszczęsna, musiałabym powiedzieć wszystkim, że mnie pan wykorzystałeś i wtedy… musiałbyś się ze mną ożenić!
– Och, bądź poważna! W takim małym miasteczku mogą powstać plotki. Jeśli ci nie odpowiada ten układ, to spróbuję załatwić coś innego.
– Myślałam, że próbowałeś.
– Owszem. Ale wszystkie pensjonaty są teraz pełne. Ciotka Kyoko ma co prawda przyjaciółkę z wolnym pokojem, ale ona jest uczulona na koty. Więc pomyślałem…
– I słusznie – stwierdziła. – To rozsądne rozwiązanie. Nie będę tracić czasu na dojazd! I wygoda bycia na miejscu! Nie mówiąc już o pieniądzach, jakie zaoszczędzisz, nie płacąc za wynajęcie.
– To nie dlatego, nie jestem skąpy!
– Nie powiedziałam, że jesteś! Słuchaj, to naprawdę dobry pomysł. A jeśli martwisz się o moją reputację, to daj sobie spokój. Będę tu tylko kilka tygodni i nic mnie nie obchodzi, co kto o mnie powie. I tak pewnie już wszyscy wiedzą, że jedliśmy dzisiaj razem obiad.
– To nie to samo, co wspólne mieszkanie.
– Mieszkanie na różnych piętrach w jednym domu nie oznacza od razu wspólnego mieszkania.
– Tej różnicy plotkarze mogą nie zauważyć.
– Możesz mi odpowiedzieć na jedno pytanie? Właściwie o czyją reputację się martwisz – moją czy własną?
– A cóż to za pytanie?
– Bardzo proste. Saku jest jak akwarium o szklanych ścianach. Choć oboje jesteśmy z tym miejscem jakoś związani, to jednak pozostajemy egzotycznymi przybyszami. Ty jesteś wnukiem byłego gubernatora, ja dekoratorką z wielkiego miasta. Oboje jesteśmy wolni i będziemy spędzać razem wiele czasu. Ja za parę tygodni wrócę do Tokio, więc nic mnie nie obchodzi, co miejscowi plotkarze będą mieli na mój temat do powiedzenia. Ale ty masz tu zostać, poza tym chcesz rozpocząć karierę polityczną, więc jeśli to o siebie się martwisz, zrozumiem.
Saitou przez chwilę rozważał jej słowa.
– Myślę, że mogę sobie pozwolić na plotki– uśmiechnął się.– Pod warunkiem że tobie to nie przeszkadza. No, a jeśli ulegnę namiętności i wślizgnę po nocy ukradkiem do twojego łóżka, to w najgorszym razie wreszcie uszczęśliwię swoich doradców.
Minako spojrzała groźnie, ale kontynuował:
– Niech pani nie będzie taka skromna, panno Aino. Czytałem twój życiorys. Magisterium z historii sztuki na Uniwersytecie w Tokio. Wakacyjna praca w znanych muzeach. Praktyka w renomowanej firmie projektowej. Biegła znajomość angielskiego…
– A ja sądziłam, że przesłanie życiorysu to czysta formalność.
– Właściwie nie wiem, dlaczego od razu tego nie dostrzegłem– ciągnął rozbawiony.– Jedno spojrzenie na ciebie i widać od razu, że nadajesz się na żonę gubernatora. Masz właściwe pochodzenie, właściwy wygląd– szczupła blondynka, z klasą, ale nie wyniosła. Kochasz zwierzęta. Masz nawet przezwisko…
– Już od lat nikt nie nazywa mnie Mimi!
– To nieważne. Przezwiska są bardzo użyteczne. Prasie będzie się podobało. No, Mimi, spójrz prawdzie w oczy: będziesz świetną żoną polityka!
– To los gorszy od śmierci!– stwierdziła zdecydowanie.– Jeśli te drzwi nie mają zamka, to natychmiast jakiś założę!
– Czy to oznacza, że zostajesz? – roześmiał się.
– Czemu nie?– Wzruszyła ramionami.– Mój kot będzie mnie pilnował. Oszaleje z radości, mając tyle przestrzeni i kątów do zbadania.
– Może uda mu się złapać parę myszy. Słyszałem, jak hałasują w nocy.
– Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś. Teraz na pewno będę dobrze spała.
– Wystarczy zawołać, a przybędę z odsieczą.
– O, nie!– zaprotestowała.– Jeśli jakaś mysz pojawi się w moim pokoju, rzucę w nią pantoflem. Nie będę ryzykować budzenia w tobie niepohamowanej żądzy, która doprowadziłaby mnie na stanowisko żony gubernatora.
A właśnie tobie zapewne by się to udało, pomyślał Saitou, ujrzawszy nagle oczyma duszy bosą Minako w przezroczystej koszuli nocnej, z rozpuszczonymi włosami. Łatwo było gadać, ale jak właściwie ma spać, wiedząc, że ona jest tuż, tuż, niemal naga i rozgrzana pod ciepłą kołdrą?
– Przyniosę twoje rzeczy, żebyś się mogła rozpakować – zaproponował, czując, że musi koniecznie czymś się zająć.
– Świetnie. Wtedy będę mogła wypuścić Artemisa. Pewnie ma już serdecznie dosyć tej klatki.

***

Do zobaczenia w sierpniu 🙂

Reklamy

9 thoughts on “Światło księżyca. IV

  1. o rany ale się uśmiałam 🙂 akcja z ciotką która szuka żony dla Saitou ha ha ha ale biedaczysko się wystraszył że Mina powie o tym ciotce 🙂 rozdział przecudowny i zabawny czekam więc na ciąg dalszy i pozdrawiam 🙂

  2. Świetnie 😉 super co tu dużo mówić z niecierpliwością będę czekała na dalszy ciąg tej wciagajacej historii 😀 pozdrawiam

  3. No właśnie Kunzaite na jakiegoś strasznego napaleńca staroci mi nie wyglądał, więc argument kultywacji zabytków też szczególnie mnie nie przekonał 😛 Ale kariera polityczna wszystko wyjaśnia 😀 Niech jeszcze w oświatę zainwestuje 😛

    Seksualna preferencje? Oh my 😀 Niech Minako lepiej Artemisa nie przynosi, bo jeszcze jakiś artykuł z tego będzie 😉 I Żeby tylko 😛

    Ożenisz się Siatou, ożenisz 😀 No chyba, że zanim zdąży to go uśmiercisz… Gdybyś nie była do wszystkiego zdolna to bym powiedziała, że za bardzo go na taki obrót spraw uwielbiasz 🙂 Ale niee, i tak nie wydaje mi się, żebyś zamierzała Minako albo Kunzite ubić 🙂

    A Minako albo zainwestuje w długą, frotową piżamę albo znajdzie w nocy śliniącego się na jej poduszkę Kunzite ;P

    To że super rozdział to wiadomo, ale do tego jeszcze uśmiałam się do łez 🙂

  4. Przeczytałam od początku to 😉 Fajne, tylko tragiczne – nie cackasz się ani trochę 😛 Jak ja bym chciała mieć taką lekkość pisania jak Ty i te wszystkie dialogi i komentarze… No po prostu bosko! Czekam na więcej 😉

  5. Jego wyobraźnia to czysty przypadek erotomana z czteromiesięcznym celibatem. Wystarczy, że spojrzy na „Mimi” i już wyobraża ją sobie nago, prawie nago, boso w długiej przeźroczystej koszuli nocnej… Nic na to nie poradzę, że go ta bardzo lubię 😀
    A Minako ma niezły języczek. Wie co odpowiedzieć, by mu przypiec, ale nie dopiec do żywego. Uwielbiam tę parę!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s