Światło księżyca. V

W kilka minut później bagaż Minako i wszystkie inne rzeczy konieczne dla kota znajdowały się pośrodku jej pokoju. Saitou taktownie wycofał się wyjaśniając, że musi nadgonić zaległe sprawy i prosząc, by nie wahała się go zawiadomić, gdyby czegokolwiek potrzebowała. Blondynka upewniła się, że zszedł na dół, po czym puściła się w szalony taniec – na palcach, by na dole nie było nic słychać. Mieszka w Hikaru Mun! Spełniły się jej najskrytsze marzenia! Posadzki z palisandru, boazerie, stare meble! Cedrowe obudowy kominków, witrażowe okienka, graciarnia pełna skarbów! Orientalne dywaniki, okna o ręcznie robionych szybkach, wanny na nóżkach w kształcie lwich łap! Czuła się jak pies u rzeźnika, dziecko w sklepie ze słodyczami, fanatyk piłki na meczu o mistrzostwo świata. Hikaru Mun był jak lustro odbijające przeszłość, a ona tu mieszka, stanowi jego część.
Siadła na brzegu łóżka i przeciągnęła dłonią po delikatnym hafcie narzuty. Tydzień temu tkwiła w zatłoczonym, przytłaczającym Tokio, zagrzebana w zleceniach, które coraz mniej różniły się od siebie. To niesamowite, że w tak krótkim czasie przeniosła się do Saku, do domu, który pobudzał jej dziecięcą wyobraźnię. Nie mówiąc już o dodatkowej atrakcji w postaci takiego mężczyzny jak Saitou Sekine.
Saitou Sekine, wnuk gubernatora. Spodziewała się konserwatysty w wykrochmalonym kołnierzyku, a zamiast tego dostała kawał atrakcyjnego męskiego ciała. Był naprawdę przystojny. I oczywiście tego świadomy. I zupełnie, do głębi zepsuty. Ale miał poczucie humoru, nie traktował siebie zbyt poważnie i dobrze się z nim rozmawiało. Skoro już musiała dzielić dom z mężczyzną, to dobrze, że ten mężczyzna miał postać Saitou.
Zdecydowanym gestem klepnęła się po udach. Takie siedzenie i rozważanie zalet Saitou prowadziło donikąd. Musiała przygotować pudełko z piaskiem dla kota, napełnić miseczki jedzeniem i wodą, no i oprowadzić Artemisa po nowych włościach. Wypakowała wszystkie przedmioty, które powinny sprawić, że poczuje się jak w domu– matę, na której zawsze stały miski, flanelową myszkę, którą kot lubił się bawić. Gdy już wszystko było przygotowane, zeszła na dół po Artemisa. Drzwi frontowe wciąż były otwarte. Saitou siedział w biurze i rozmawiał przez telefon. Uśmiechnął się do niej i pomachał ręką, a ona odpowiedziała tym samym gestem. Ujęła rączkę klatki z kotem i zaczęła przemawiać cichym, uspokajającym tonem, równocześnie wchodząc po schodach. Artemis rzadko przebywał w klatce, ale zawsze zachowywał się bez zarzutu. Dlatego też Minako nie skojarzyła z nim niskiego, warczącego dźwięku. Początkowo pomyślała, że to wentylator albo zapowietrzona rura. Ale z każdym stopniem dźwięk się nasilał, stawał coraz dzikszy, aż w końcu nie było wątpliwości, że dobiega z kociej klatki. Kiedy dotarła na piętro, warczenie zmieniło się w przeraźliwy wrzask. Minako postawiła klatkę na podłodze i usiadła obok, szepcząc czułe, uspokajające słowa i zastanawiając się równocześnie, czy nie otworzyć drzwiczek, by uspokoić kota pieszczotami. Zaskoczona uświadomiła sobie nagle obecność Saitou, który stał na najwyższym stopniu, wyraźnie przestraszony.
– Myślałem, że to ty krzyczysz – wyjaśnił z pewną nutą irytacji, która zwykle pojawia się po nieuzasadnionym strachu.
Dziewczyna wzruszyła ramionami, by okazać swoją bezradność.
– Nigdy dotąd tak się nie zachowywał. Chyba podróż go rozstroiła.
Zdesperowana otworzyła drzwiczki klatki. Artemis siedział spięty w najdalszym kącie, z nastroszonym futrem i sztywnym ogonem. Koci wrzask ścichł do złowieszczego, chrapliwego charkotu.
– Arti – powiedziała, wsuwając rękę do klatki w zamiarze pogłaskania kota. – Biedny Arti, już wszystko…
Krzyknęła z bólu i wyszarpnęła dłoń. Zaszokowana, przenosiła spojrzenie ze swojej ręki na twarz Saitou. Nie mogła pojąć, że ją podrapał.
– Jest zdenerwowany – stwierdził Saitou.
Minako podniosła się gwałtownie i sięgnęła po rączkę klatki, ale Saitou ją ubiegł.
– Gdzie mam go zanieść?
– Do mojego pokoju– odparła napiętym głosem. Zamknęła drzwi za sobą i wskazała na miseczki Artemisa.
– Postaw klatkę tam i otwórz drzwiczki. Może jak poczuje zapach jedzenia i zobaczy swoją matę, uspokoi się i wyjdzie.
Saitou zrobił, jak prosiła, ale Artemis nie miał zamiaru opuszczać swego schronienia. Popatrzył na blondynkę.
– Trzeba się zająć twoją ręką.
Minako drżała.
– Mam krem na antybiotykach w kosmetyczce – powiedziała, znikając w łazience.
Zostawiła otwarte drzwi. Saitou słyszał szum wody płynącej z kranu i zastanawiał się, czy nie powinien pójść za nią. Miał wciąż przed oczami wyraz twarzy dziewczyny zdradzonej przez kota, zdumionej, zranionej w sensie nie tylko fizycznym.
Właśnie zakręcała kran, gdy wszedł do łazienki. Spojrzała na niego i sięgnęła po tubkę z antybiotykiem.
– Daj mi to. – Wyciągnął rękę. – Ja to zrobię.
– To chyba nie będzie piekło tak bardzo, jak woda z mydłem.
– Nie o to chodzi– odrzekł.– Cała się trzęsiesz.
Potulnie pozwoliła mu posmarować zadrapania.
– Gotowe– stwierdził po chwili.
Przytaknęła, nawet nie patrząc. Przygnębienie dziewczyny sprawiło, że wydawała się mała i bezbronna. Saitou czuł zapach jej wody toaletowej, delikatny aromat słodkiej brzoskwini. Nie mógł zostawić jej takiej samotnej, skoro tak łatwo było ją pocieszyć. Ujął jej opuszczone ramiona i przyciągnął do siebie. Poczuł, jak zadrżała, a potem się odprężyła. Powoli odwróciła się, objęła go w pasie, przyjmując niemą pociechę.
– Podróż go zdenerwowała – powiedział.
– Wiem. Tylko że to do niego zupełnie niepodobne.
– Wystraszył mnie śmiertelnie.
– Nigdy dotychczas nie wydawał z siebie takich dźwięków. Nigdy. – Jej ramiona już go nie obejmowały, ale zwisały luźno wzdłuż boków: – Może to te schody. Klatka zachwiała się czy przechyliła…
– To rozsądne wyjaśnienie.– Dzielący ich dystans powiększał się niemal niezauważalnie, ale stale.
Minako podniosła wzrok i ich spojrzenia się spotkały, wywołując natychmiast wzajemne podniecenie. Ale uchyliła się, zwalczając pragnienie pocałunku. Odwróciła oczy. Saitou był jej pracodawcą, miała mieszkać z nim pod jednym dachem. Musi zachować należny dystans.
Jasnowłosy poczuł ulgę, gdy odwróciła wzrok. I tak będzie miał dość kłopotów. Zatrudnił atrakcyjną dziewczynę, w dodatku będzie z nią mieszkał pod jednym dachem. Lepiej unikać dodatkowych pokus. Dlatego też zamiast pocałunku ujął zranioną rękę Minako i przyjrzał się jej uważnie.
– Chyba trzeba założyć opatrunek. Na dole mam gazę.
Zeszli na dół, gdzie udzielił jej fachowo– jak pamiętała jeszcze z harcerstwa– pierwszej pomocy. Podziękowała i wróciła do pokoju, gdzie przywitał ją znajomy dźwięk: to Artemis pochłaniał zawartość swojej miseczki.
– Bon appetit – powiedziała z sarkazmem dziewczyna, zatrzaskując za sobą drzwi.
Przerwał na moment, rzucił jej spojrzenie pełne wyższości i wrócił do posiłku.
– Niewdzięcznik! – wysyczała Minako.
Ale wieczorem Artemis, zwiedziwszy najpierw dokładnie pokój, garderobę i łazienkę, wskoczył na łóżko i ofiarował swojej pani flanelową myszkę, miaucząc przymilnie.
– Aha– stwierdziła blondynka– teraz chcesz się przeprosić, tak? I pewnie spodziewasz się, że cię będę głaskać? – biała futrzana kulka dotknęła nosem jej twarzy i zamiauczała nagląco. Minako zaśmiała się i wyciągnęła rękę spod przykrycia, by podrapać kota za uszami.– No dobrze, dobrze. Wybaczam ci.
Wkrótce kot leżał na grzbiecie i mruczał z zadowoleniem, a Minako drapała go po brzuszku.
– Chyba zresztą powinnam być ci wdzięczna. Gdyby nie ty, mieszkałabym u jakiejś znajomej cioci Kyoko, a nie spała w łożu z baldachimem w Hikaru Num.

Reklamy

8 thoughts on “Światło księżyca. V

  1. O Boże, to te duchy to już ? Aaaa…

    Artemis zapoznał się pierwszy 😀 Tzn zakładam, że to duch, bo cóż bym mogła innego obstawiać 🙂

    No i śpieszący z apteczką Kunzite… Ciekawe jak mu rko idzie. W sumie to wygląda na takiego co drogi oddechowe umie udrażniać 😀

    1. Koty mają tendencję do irracjonalnego strachu, kiedy czują złą energie (przeżyłam to ze swoim, choć nikt raczej mi nie wierzy).

      Kunzite jest na pewno wszechstronnie uzdolniony 😀 i gdyby trzeba było zrobić usta- usta Minako na pewno by się nie zawahał. hihi 😀

  2. Zaczyna się robić coraz bardziej tajemniczo. Ciekawe czy Minako powiąże dziwne zachowanie Artemisa z duchem kobiety, którą ujrzała. Swoja drogą skoro Kuniko była taka dobra, to czemu kotek zareagował w tak agresywny sposób ? Czyżby był tam jeszcze jakiś zły duch ?

  3. Taka zdrada ze strony Artemisa BOLI!! Czy on tego nie wie? I nie może się usprawiedliwiać żadnym głupim duchem, puchem, kurzem, myszami, szczurami czy innymi szowinistycznymi drobiazgami! To ma być KOT z prawdziwego zdarzenia i byle duch nie powinien powodować u niego uczucia strachu czy też agresji!
    No dobra, ja tam bym się też bała ducha na jego miejscu ;p

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s